Obserwuj nas

Powiat Lubliniecki

Lublinieccy policjanci wciąż poszukują zaginionego Krzysztofa Pyki

fot. Pixabay

Opublikowany

,

Funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu nie ustają w poszukiwaniach Krzysztofa Pyki, 59-letniego mieszkańca miasta, który zaginął na początku ubiegłego miesiąca. Mężczyzna ostatni raz widziany był 1 lutego, kiedy oddalił się z Domu Pomocy Społecznej przy ulicy Kochcickiej w Lublińcu. Niestety, do tej pory nie wrócił i nie nawiązał kontaktu z bliskimi.

Zaginiony ma około 170 centymetrów wzrostu i krępą budowę ciała. W dniu zaginięcia ubrany był w spodnie dresowe, zieloną kurtkę oraz sportowe buty. Ślady wskazują, że na początku lutego mógł przebywać w rejonie miejscowości Pawonków oraz Kośmidry, jednak jego obecne miejsce pobytu pozostaje nieznane.

Policja apeluje o kontakt do wszystkich osób, które mogą posiadać jakiekolwiek informacje na temat losów Krzysztofa Pyki. Każdy, kto go widział lub wie, gdzie może się znajdować, proszony jest o pilne połączenie z funkcjonariuszami prowadzącymi sprawę pod numerem telefonu 47 85 832 55 lub z najbliższą jednostką policji, dzwoniąc na numer alarmowy 112.

Każda, nawet najdrobniejsza informacja, może pomóc w odnalezieniu zaginionego.

fot. KPP w Lublińcu

Powiat Lubliniecki

Nowy sprzęt dla strażaków ochotników. Wojewódzki program wesprze jednostki z powiatu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Pxhere

Jednostki ochotniczych straży pożarnych z powiatu lublinieckiego znalazły się wśród beneficjentów programu „Bezpieczny Strażak” na 2026 rok. Zarząd Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach przyznał dofinansowanie 261 jednostkom OSP z całego województwa śląskiego. Łączna pula wsparcia wyniosła ponad 3,63 mln zł.

W powiecie lublinieckim środki trafią do jednostek z gmin Herby, Kochanowice, Koszęcin, Pawonków, Ciasna i Woźniki. Łącznie to ponad 149 tys. zł na zakup sprzętu i wyposażenia, które ma realnie wzmocnić gotowość druhów do działań ratowniczych.

Największa kwota w tym zestawieniu przypadła jednostkom z gminy Pawonków. OSP Draliny otrzyma ponad 10,2 tys. zł, OSP Solarnia 11 tys. zł, OSP Lisowice ponad 10,4 tys. zł, a OSP Łagiewniki Małe 11 tys. zł. W sumie do strażaków z tej gminy trafi blisko 42,7 tys. zł.

Ponad 36,3 tys. zł otrzymają jednostki z gminy Herby. OSP Chwostek przyznano blisko 24 tys. zł, natomiast OSP Lisów 12,4 tys. zł. W gminie Koszęcin natomiast dofinansowanie trafi do dwóch jednostek – OSP Cieszowa otrzyma 10 tys. zł, a OSP Rusinowice ponad 10,1 tys. zł. Łączna kwota wsparcia dla koszęcińskich jednostek wynosi więc ponad 20,1 tys. zł.

– Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zakup specjalistycznego sprzętu i wyposażenia niezbędnego do prowadzenia działań ratowniczych, usuwania skutków zagrożeń i klęsk żywiołowych oraz działań związanych z ochroną środowiska. Gratulujemy druhnom i druhom oraz życzymy bezpiecznej służby i skutecznych działań na rzecz mieszkańców – mówi wójt Koszęcina Anna Korzekwa-Wojtal.

Na liście beneficjentów znalazła się także OSP Wędzina z gminy Ciasna, która otrzyma 14,8 tys. zł, OSP Harbułtowice z gminy Kochanowice z dofinansowaniem w wysokości 10 tys. zł oraz OSP Woźniki, której przyznano 25 tys. zł.

– Bezpieczeństwo mieszkańców województwa śląskiego w dużej mierze opiera się na zaangażowaniu i gotowości strażaków ochotników. Dlatego konsekwentnie wspieramy jednostki OSP, wyposażając je w nowoczesny sprzęt i narzędzia niezbędne do skutecznego działania. To inwestycja zarówno w bezpieczeństwo lokalnych społeczności, jak i ochronę środowiska – podkreśla Mateusz Pindel, prezes zarządu WFOŚiGW w Katowicach.

Dla lokalnych jednostek OSP takie dofinansowanie ma przede wszystkim praktyczne znaczenie. To pieniądze na sprzęt, który może być potrzebny nie tylko podczas pożarów, ale również przy wypadkach, podtopieniach, wichurach czy innych zdarzeniach wymagających szybkiej reakcji. W wielu miejscowościach to właśnie druhowie jako pierwsi pojawiają się tam, gdzie zagrożone jest zdrowie, życie lub mienie mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Rozliczyli ubiegły rok. Burmistrz z pełnym poparciem, miasto z planem ogólnym

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Wczorajsza sesja Rady Miejskiej w Lublińcu miała wyjątkowo duże znaczenie polityczne i samorządowe. Radni nie tylko oceniali pracę burmistrza Edwarda Maniury oraz wykonanie budżetu za 2025 rok, ale podejmowali również decyzje dotyczące dalszego rozwoju miasta. Najważniejsze głosowania zakończyły się dla burmistrza jednoznacznie – rada jednogłośnie udzieliła mu zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium.

Jednym z kluczowych punktów obrad było rozpatrzenie raportu o stanie miasta za ubiegły rok. To dokument, który co roku staje się podstawą do szerszej rozmowy o kondycji samorządu, realizowanych inwestycjach, jakości usług publicznych, finansach oraz kierunku, w jakim zmierza miasto.

Po przedstawieniu raportu i przeprowadzonej debacie radni jednogłośnie udzielili Edwardowi Maniurze wotum zaufania. W praktyce oznacza to pozytywną ocenę całokształtu działań podejmowanych przez burmistrza i miejską administrację w minionym roku. To głosowanie ma wymiar nie tylko formalny, ale również polityczny, bo pokazuje, czy rada akceptuje sposób zarządzania miastem i realizowaną politykę rozwoju. O samym raporcie pisaliśmy tutaj.

Równie ważna była procedura absolutoryjna. Radni zapoznali się ze sprawozdaniem finansowym, sprawozdaniem z wykonania budżetu za 2025 rok, opiniami Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach oraz wnioskiem Komisji Rewizyjnej. Następnie jednogłośnie zatwierdzili sprawozdania i udzielili burmistrzowi absolutorium.

Absolutorium jest jednym z najważniejszych głosowań w samorządowym kalendarzu. Dotyczy oceny tego, czy budżet miasta został wykonany prawidłowo, zgodnie z uchwałą budżetową i obowiązującymi przepisami. Jednogłośna decyzja rady oznacza, że radni nie zakwestionowali sposobu prowadzenia gospodarki finansowej Lublińca w minionym roku.

Sesja miała jednak także znacznie szerszy wymiar niż tylko podsumowanie poprzedniego roku. Jedną z ważniejszych decyzji było nadanie Honorowego Obywatelstwa Miasta Lublińca Andrzejowi Porawskiemu. Radni docenili w ten sposób jego wieloletnią działalność na rzecz samorządu terytorialnego oraz wkład w rozwój współpracy samorządowej w Polsce.

W trakcie obrad rada zajęła się również bieżącymi finansami i sprawami miasta. Jednym z najbardziej istotnych rozstrzygnięć było uchwalenie planu ogólnego miasta. To dokument, który będzie miał duży wpływ na przyszłe zagospodarowanie przestrzenne, rozwój inwestycji, ochronę określonych terenów oraz sposób kształtowania miasta w kolejnych latach. W praktyce wyznacza ramy, w jakich Lubliniec będzie mógł się rozwijać.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Zajechali do Koszęcina po dyplomy. Zielone pracownie powstaną w kolejnych szkołach regionu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. WFOŚIGW w Katowicach

W Koszęcinie pojawili się przedstawiciele szkół i samorządów z całego województwa śląskiego, by odebrać dyplomy i symbolicznie podsumować tegoroczną edycję konkursu organizowanego prze Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach „Zielona Pracownia 2026”. Choć sam konkurs został rozstrzygnięty już w połowie marca, uroczystość w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny stała się okazją do pokazania skali programu, który od lat zmienia szkolne sale przyrodnicze w nowoczesne przestrzenie do nauki, eksperymentowania i rozmowy o środowisku.

W tegorocznej edycji wsparcie otrzymało 95 placówek oświatowych z województwa śląskiego. To właśnie one dostały dofinansowanie na utworzenie lub doposażenie sal przeznaczonych do nauki przedmiotów przyrodniczych, ekologicznych, biologicznych, geograficznych, chemiczno-fizycznych czy geologicznych. W praktyce chodzi o miejsca, które mają odchodzić od modelu zwykłej szkolnej klasy na rzecz pracowni, w której można prowadzić doświadczenia, obserwacje, zajęcia projektowe i lekcje bardziej angażujące uczniów.

W konkursie maksymalna dotacja mogła wynieść do 80 proc. kosztów kwalifikowanych, jednak nie więcej niż 60 tys. zł na jedno zadanie. O środki mogły ubiegać się organy prowadzące szkoły podstawowe i średnie z terenu województwa. Zainteresowanie było duże. Do konkursu wpłynęło 212 wniosków, spośród których wybrano 95 projektów. Łączna kwota przyznanego dofinansowania wyniosła 5,6 mln zł. To pieniądze, które trafią nie na jednorazowe wydarzenia, ale na trwałe wyposażenie szkolnych pracowni – pomoce dydaktyczne, sprzęt, meble, elementy aranżacji i rozwiązania, które mają ułatwić prowadzenie nowoczesnej edukacji ekologicznej.

Koszęcińska gala była więc czymś więcej niż formalnym wręczeniem dyplomów. W wyjątkowej scenerii siedziby Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” spotkali się ludzie, którzy za tymi projektami stoją na co dzień. To dyrektorzy, nauczyciele, przedstawiciele szkół i samorządów, którzy przygotowywali wnioski, planowali pracownie i będą później przekładać przyznane pieniądze na konkretny sprzęt i zajęcia dla uczniów.

– Zielone Pracownie to inwestycja nie tylko w nowoczesną edukację, ale przede wszystkim w świadomość ekologiczną młodych ludzi. Cieszy nas, że dzięki zaangażowaniu szkół i samorządów możemy wspólnie tworzyć miejsca, które inspirują do poznawania przyrody, rozwijania pasji i odpowiedzialności za środowisko naturalne – podkreślił Mateusz Pindel, prezes zarządu WFOŚiGW w Katowicach.

Uroczystość zakończył koncert, który nadał wydarzeniu bardziej odświętny charakter. Koszęcin połączył tego dnia edukację ekologiczną z kulturą i tradycją regionu, a dla wielu uczestników odbiór dyplomu był nie tylko formalnością, ale także symbolicznym potwierdzeniem, że ich projekt znalazł się wśród najlepszych w województwie.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

W Kamieńskich Młynach powstało nowe miejsce na lato. Park wodny ma przyciągać całe rodziny

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Woźnikach (wszystkie)

Kamieńskie Młyny zyskały nową przestrzeń do wypoczynku, rekreacji i rodzinnego spędzania czasu. Przy miejscowym obiekcie sportowym powstał nowoczesny kompleks rekreacyjny z wodnym placem zabaw, strefą relaksu, zapleczem sportowym i dodatkowymi atrakcjami dla najmłodszych. To inwestycja, która ma służyć nie tylko mieszkańcom gminy Woźniki, ale również gościom szukającym ciekawego miejsca na letni odpoczynek.

Centralnym punktem obiektu jest wodny plac zabaw, wykonany w formie niecki z kolorowego betonu i wyposażony w liczne atrakcje wodne. To właśnie ta część kompleksu ma być największym magnesem dla dzieci i rodzin w sezonie wakacyjnym. Obok przygotowano także strefę relaksu, w której użytkownicy będą mogli skorzystać z sauny i jacuzzi.

Na tym jednak zakres inwestycji się nie kończy. Na terenie obiektu znalazło się również boisko do siatkówki plażowej, siłownia zewnętrzna, trampoliny ziemne, ławki, stojaki na rowery oraz modułowe przebieralnie. Cały teren został ogrodzony i objęty całodobowym monitoringiem, co ma zwiększyć bezpieczeństwo osób korzystających z kompleksu.

W ramach zadania zmodernizowano i rozbudowano również budynek LKS „Warta” Kamieńskie Młyny, który zyskał funkcje gospodarczo-socjalne oraz bazę noclegową. Dodatkowo wybudowano scenę z posadzką żywiczną, dzięki czemu obiekt może pełnić nie tylko funkcję rekreacyjną, ale także stać się miejscem lokalnych wydarzeń, spotkań i imprez plenerowych.

Jak podkreśla burmistrz Woźnik Michał Aloszko, pomysł na jego utworzenie nie był przypadkowy.

– Pomysł na utworzenie parku wodnego wyszedł bezpośrednio od mieszkańców podczas konsultacji nad budżetem obywatelskim na rok 2022. Podczas głosowania właśnie to zadanie zyskało największe poparcie społeczne. Choć początkowo koszty przerosły zaplanowany budżet, podjęliśmy decyzję o jego realizacji w rozszerzonej koncepcji, sięgając po środki zewnętrzne. Mam nadzieję, że to miejsce będzie doskonale służyć integracji i wypoczynkowi, ciesząc zarówno mieszkańców, jak i naszych gości. Oficjalne otwarcie planujemy na 17 czerwca, przy czym zastrzegamy, że termin ten może ulec zmianie w przypadku niesprzyjających warunków pogodowych – mówi włodarz.

Administratorem obiektu będzie Gminna Spółka Komunalna w Woźnikach. Kompleks ma działać sezonowo – w czerwcu, lipcu i sierpniu – przez siedem dni w tygodniu, w godz. od 12.00 do 18.00. Jednocześnie na terenie wodnego placu zabaw będzie mogło przebywać do 60 osób. Dzieci będą mogły korzystać z obiektu wyłącznie pod opieką dorosłych.

Jak informuje urząd miejski, ustalono również zasady dotyczące bezpieczeństwa i higieny. Wejście na płytę wodnego placu zabaw będzie możliwe tylko w stroju kąpielowym, bez obuwia i obowiązkowo przez brodzik, czyli nogomyjkę. Na terenie płyty nie będzie można spożywać pokarmów i napojów ani wnosić przedmiotów niebezpiecznych. Co ważne, w przypadku niesprzyjającej pogody obiekt może pozostać zamknięty.

W sezonie letnim 2026 bilet normalny, bez limitu czasowego, będzie kosztował 8 zł, natomiast bilet ulgowy dla dzieci i młodzieży do 16. roku życia – 5 zł. Płatność będzie możliwa gotówką lub elektronicznie. Podczas otwarcia oraz w weekend 20-21 czerwca wstęp na obiekt będzie bezpłatny.

Bez wątpienia, nowa atrakcja woźnickiego samorządu ma szansę stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych letnich punktów na mapie powiatu lublinieckiego. To inwestycja, która łączy rekreację, sport, wypoczynek i lokalną integrację, a jednocześnie pokazuje, że pomysły zgłaszane przez mieszkańców mogą realnie zmieniać przestrzeń publiczną.

Całkowity koszt budowy parku wodnego wraz z przebudową pobliskiego budynku klubowego wyniósł niemal 5,99 mln zł. Realizacja w Kamieńskich Młynach znalazła się w puli zadań, na które gmina Woźniki otrzymała wsparcie w wysokości 6 mln zł z tzw. „Polskiego Ładu”.

– Środki te zostały przeznaczone nie tylko na budowę parku wodnego, ale również na termomodernizację budynku Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury, komputeryzację urzędu miejskiego oraz nadzór inwestorski – precyzuje Sylwester Witkowski z magistratu w Woźnikach.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Sześć dekad harcerskich historii. Szczep Millenium zaprasza na jubileusz pełen wspomnień i przygód

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Szczep Millenium Hufiec ZHP Lubliniec

Przed Szczepem Millenium Hufca ZHP Lubliniec wyjątkowy jubileusz. 12 września harcerze, instruktorzy, seniorzy, rodzice i przyjaciele środowiska spotkają się, by wspólnie świętować 60-lecie szczepu. Organizatorzy zapowiadają dzień pełen harcerskich przygód, wspomnień, spotkań i symbolicznych powrotów do historii, która przez sześć dekad tworzyła jedną z ważnych części lublinieckiego harcerstwa.

Obchody rozpoczną się o godz. 10.00 grą terenową po Lublińcu. Przez pięć godzin uczestnicy będą mogli wejść w jubileusz nie od oficjalnych przemówień, lecz od działania – dokładnie tak, jak przystało na harcerskie środowisko. Gra terenowa ma być okazją do wspólnej zabawy, pracy zespołowej i odkrywania miejsc związanych z miastem oraz historią szczepu.

O godz. 15.00 zaplanowano uroczysty apel na rynku. To będzie najbardziej oficjalna część wydarzenia, podczas której harcerska wspólnota zatrzyma się na chwilę przy swoim dorobku, tradycji i ludziach, którzy przez lata tworzyli tradycję grupy. W takich momentach jubileusz przestaje być tylko datą w kalendarzu. Staje się opowieścią o kolejnych pokoleniach zuchów, harcerzy, instruktorów i wychowawców, którzy spotykali się na zbiórkach, wyjeżdżali na biwaki, obozy, pełnili służbę i budowali relacje często zostające na całe życie.

Po apelu uczestnicy przejadą na Kokotek. Od godz. 16.30 do 18.30 odbywać się tam będą zajęcia w gniazdach metodycznych. To część programu, która pozwoli połączyć jubileuszową atmosferę z praktyczną stroną harcerskiej pracy. Różne grupy wiekowe będą mogły spotkać się w przestrzeni właściwej dla swojej metodyki, a jednocześnie poczuć, że łączy je jedna historia i jedno środowisko.

Na godz. 18.30 zaplanowano wspólną kolację, a o godz. 19.00 rozpocznie się ognisko oraz Gala Millenijna. To właśnie ten wieczorny punkt programu będzie symbolicznym zwieńczeniem obchodów. Harcerskie ognisko od lat jest miejscem rozmowy, śpiewu, wspomnień i przekazywania tradycji. Przy takim jubileuszu nabiera jeszcze większego znaczenia, bo pozwala spotkać się tym, którzy tworzą szczep dziś, z tymi, którzy budowali go przed laty.

Organizatorzy zapraszają wszystkich związanych ze Szczepem Millenium – obecnych harcerzy, instruktorów, seniorów, dawnych członków szczepu, rodziców oraz przyjaciół lublinieckiego harcerstwa. Jubileusz ma być nie tylko uroczystością organizacyjną, ale przede wszystkim spotkaniem ludzi, których połączyły mundur, służba, przyjaźń i wspólne przeżycia.

Sześćdziesiąt lat działalności to dorobek, którego nie da się zamknąć w jednym apelu ani jednym ognisku. To setki zbiórek, wyjazdów, obozów, sprawności, przyrzeczeń, rozmów i decyzji, które kształtowały młodych ludzi. Wrześniowe święto Szczepu Millenium będzie więc okazją nie tylko do wspominania przeszłości, ale także do pokazania, że harcerstwo w Lublińcu nadal żyje, działa i ma komu przekazywać kolejne historie.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Traktorowi Podróżnicy mówią: „Buongiorno Italia” i odpalają konkurs. Do wygrania gadżety prosto z trasy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Traktorowi Podróżnicy/Facebook

Traktorowi Podróżnicy są już we Włoszech, walczą z upałem, kilometrami i wymagającymi podjazdami, ale nie zwalniają tempa. Wyprawa do Watykanu i na Monte Cassino od początku ma jeden najważniejszy cel – wsparcie zbiórki dla Laury Piechoty. Teraz postanowili dodatkowo rozkręcić akcję i podziękować tym, którzy kibicują im wirtualnie na każdym kilometrze. Ruszył konkurs dla fanów, w którym można zdobyć unikatowe gadżety z trasy.

Włoski etap to dla nich nie tylko kolejny fragment drogi, ale także jeden z najbardziej wymagających momentów całej podróży. Wysokie temperatury, które – jak relacjonują – powodują, iż w traktorach jest nawet 43°C, długie przejazdy i górskie odcinki dają się we znaki zarówno kierowcom, jak i maszynom. Jak sami podkreślają, ogromnym wsparciem są dla nich komentarze, wiadomości i doping osób śledzących wyprawę w internecie.

Właśnie z myślą o kibicach przygotowano specjalny konkurs. Do zdobycia są pakiety gadżetów Traktorowych Podróżników, a wśród nich prawdziwe pamiątki z wyprawy, jak koszulki z oryginalnymi podpisami wszystkich uczestników, magnes z Watykanu, personalizowane kubki, magnesy, długopisy oraz oficjalne naklejki. To nie są zwykłe upominki z półki, ale rzeczy związane z trasą, ludźmi i akcją, która od kilku dni przyciąga uwagę coraz większej liczby osób.

Zasady konkursu są proste, ale mają jeden bardzo ważny element – wsparcie zbiórki dla Laury. Aby wziąć udział, trzeba polubić konkursowy post (tutaj), udostępnić go na swoim profilu, wpłacić minimum 10 zł na skarbonkę Laury Piechoty w serwisie Siepomaga (tutaj) z dopiskiem „Traktorowy konkurs”, a następnie w komentarzu pod postem zamieścić screen potwierdzający wpłatę. Do tego dochodzi część kreatywna, bo uczestnicy mają wymyślić okrzyk na drogę, który doda traktorom i kierowcom mocy podczas najtrudniejszych włoskich podjazdów.

Spośród osób, które spełnią warunki, traktorowa komisja wybierze cztery najbardziej pomysłowe, energetyczne i dające kopa okrzyki. To właśnie do ich autorów trafią pakiety nagród. Organizatorzy czekają na komentarze, udostępnienia i wpłaty do 13 czerwca, do godz. 23:59.

Konkurs ma być zabawą, ale jego sens jest dużo poważniejszy. Każda wpłata zasila zbiórkę dla Laury, a podróżnicy od początku podkreślają, że właśnie to jest sercem całej wyprawy. Traktory, trasa, Watykan, Monte Cassino, włoskie podjazdy i internetowy doping są ważne, ale najważniejsza pozostaje pomoc. Dlatego nawet symboliczne 10 zł, jak piszą uczestnicy akcji, ma znaczenie.

Traktorowi Podróżnicy pokazują, że można jechać powoli, ale robić dużo dobrego. Ich wyprawa stała się czymś więcej niż nietypową podróżą przez Europę. To ruch ludzi, którzy kibicują, udostępniają, wpłacają, wymyślają hasła i razem niosą dalej informację o zbiórce. A teraz mogą jeszcze zgarnąć kawałek tej trasy dla siebie – pamiątki od ekipy, która jedzie dalej dla Laury.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Projekty utknęły u marszałka? Wójt mówiła o opóźnieniach przy unijnych naborach

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego w Katowicach

Podczas ostatniej sesji rady gminy wójt poruszyła problem opóźnień w procedowaniu projektów unijnych. Temat pojawił się przy okazji spotkania dotyczącego bieżących naborów i funkcjonowania dopłat z Leśnej Krainy Górnego Śląska.

Jak relacjonowała wójt Joanna Wons-Kleta, prezes Leśnej Krainy zwracał uwagę, że lokalne grupy działania stosunkowo szybko wykonują swoją część pracy, natomiast później dokumenty długo czekają w urzędzie marszałkowskim.

Jako przykład podała projekt ścieżki Łagiewniki Małe-Skrzydłowice. Wniosek jest cały czas procedowany, mimo że gmina otrzymała już jedną poprawkę.

– Mieliśmy już jedną poprawkę, ale faktycznie te wszystkie działania, ze względu na taki natłok, taką kumulację w czasie czekają. Te projekty są u marszałka i jakoś się tam procedują, tylko że to strasznie długo trwa – relacjonowała wójt.

Joanna Wons-Kleta zwracała uwagę, że długotrwałe oczekiwanie na decyzje powoduje zniecierpliwienie mieszkańców i beneficjentów. Zdarza się, że osoby czekające na dotację samodzielnie rozwiązują problem, zanim otrzymają wsparcie.

– Ludzie się denerwują – mówiła.

CZYTAJ DALEJ

Boronów

„Pump it up” i do przodu. Boronów szykuje roztańczone święto gminy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wikipedia

Boronów przygotowuje się do jednego z najbardziej energetycznych wydarzeń tego lata. W sobotę, 27 czerwca, Park Gminny zamieni się w plenerową scenę, taneczny parkiet i rodzinne centrum zabawy. Tegoroczny Dzień Boronowa zapowiada się wyjątkowo rozrywkowo, bo organizatorzy postawili na muzykę, lokalne występy, atrakcje dla dzieci i wieczorne koncerty, które mają rozkręcić publiczność do późnych godzin.

Hasło mogłoby być proste – „Pump it up i do przodu” – bo program układa się tak, jakby od pierwszych minut miał stopniowo podnosić temperaturę wydarzenia. Najpierw wystąpią lokalni artyści, później na scenę wejdą zespoły dobrze znane publiczności, a wieczorem przyjdzie czas na gwiazdę – Danzela – której największy przebój od 2004 roku nie pozwala stać spokojnie pod sceną.

Impreza rozpocznie się o godz. 16.00. Na otwarcie zaplanowano występy tanecznej i wokalnej sekcji Gminnego Ośrodka Kultury w Boronowie. To ważny punkt programu, bo Dzień Boronowa nie będzie wyłącznie koncertem z zaproszonymi gwiazdami, ale także okazją do pokazania lokalnej aktywności, pracy instruktorów i talentów mieszkańców. Pół godziny później, o godz. 16.30, na scenie pojawi się Zespół Ludowy „Boronowianie”, który przypomni o tradycyjnej stronie gminnego świętowania.

O godz. 17.00 wystąpi zespół Agat, a godzinę później publiczność czeka pierwszy z dużych koncertowych akcentów. O godz. 18.00 na scenie pojawi się discopolowy Mejk, kojarzony z tanecznym repertuarem i sceniczną energią. Po nim, o godz. 19.00, zaplanowano występ Salsetek, a o godz. 19.30 koncert zespołu Baboki.

Najmocniejszy punkt wieczoru organizatorzy zostawili na godz. 21.00. Gwiazdą tegorocznego wydarzenia będzie Danzel, belgijski wokalista, którego utwór „Pump It Up!” stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tanecznych hitów pierwszej dekady XXI wieku. To właśnie ten koncert ma być kulminacją sobotniego święta. Można się spodziewać mocnego klubowego brzmienia, prostego rytmu i publiczności, która zamiast spokojnego słuchania wybierze wspólną zabawę pod sceną.

Po koncercie energia nie opadnie od razu. O godz. 22.30 rozpocznie się dyskoteka, którą poprowadzi DJ Marcin Krus. To propozycja dla tych, którzy po całym dniu atrakcji wciąż będą mieli siłę, by zostać w parku i przedłużyć świętowanie do późnego wieczora.

Organizatorzy zadbali również o część rodzinną. Wśród dodatkowych atrakcji zapowiedziano darmowe dmuchańce i animacje dla dzieci. Około godz. 16.15 odbędzie się także pokaz posłuszeństwa oraz obrony sportowej psów. W pokazie zaprezentują się między innymi berneńskie psy pasterskie i owczarki niemieckie. To punkt programu, który może szczególnie zainteresować rodziny z dziećmi i wszystkich miłośników czworonogów.

Dzień Boronowa organizuje Gminny Ośrodek Kultury w Boronowie przy wsparciu gminy. Wydarzenie odbędzie się w Parku Gminnym, który na jeden dzień stanie się centrum lokalnego życia kulturalnego i rozrywkowego. Program pokazuje, że organizatorzy chcieli połączyć kilka światów – lokalną tradycję, występy mieszkańców, rodzinne popołudnie i wieczorną scenę taneczną z gwiazdą znaną szerokiej publiczności.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Osiem dekad „Victorii” Strzebiń. Jubileusz, który pokazał, że klub to coś więcej niż wynik

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. LKS Victoria Strzebiń/Facebook

Ludowy Klub Sportowy „Victoria” Strzebiń świętował w sobotę, 6 czerwca, jubileusz 80-lecia istnienia. Była to uroczystość, w której sportowa historia spotkała się z lokalną pamięcią, społecznym zaangażowaniem i zwykłą wdzięcznością wobec ludzi, którzy przez kolejne pokolenia budowali klubową tożsamość. Na boisku w Strzebiniu nie zabrakło oficjalnych wystąpień, podziękowań, wspomnień, występów artystycznych, piłkarskich emocji i wieczornej zabawy.

Jubileusz otworzyli Renata Pyrek i prezes Waldemar Ziora, przypominając, że historia „Victorii” to nie tylko mecze, tabele i sportowe rezultaty. 

– 80 lat to nie tylko sportowe sukcesy, wyniki, ale przede wszystkim ludzie, pasja, zaangażowanie oraz wartości, które od pokoleń jednoczą nas wokół biało-zielonych barw LKS-u – podkreślali prowadzący, witając zgromadzonych gości, zawodników, działaczy, sympatyków klubu i mieszkańców Strzebinia.

„Victoria Strzebiń” należy do tych lokalnych klubów, których znaczenie trudno mierzyć wyłącznie sportowymi kategoriami. Założony w 1946 roku Ludowy Klub Sportowy przez dekady był jednym z ważnych punktów życia społecznego miejscowości. Archiwalna historia klubu pokazuje, że jego droga nie zawsze była prosta. Drużyna rozpoczynała od niższych klas rozgrywkowych, później awansowała, przechodziła organizacyjne zawirowania, a po okresie przerwy została odbudowana i wróciła do gry. Właśnie ta ciągłość, przerywana trudnościami, ale podtrzymywana przez kolejne pokolenia działaczy i zawodników, nadaje jubileuszowi szczególne znaczenie.

Na uroczystości obecni byli przedstawiciele samego klubu, samorządu, środowiska piłkarskiego, organizacji społecznych, szkoły, straży pożarnej oraz osoby od lat związane z „Victorią”. Wśród gości znaleźli się między innymi proboszcz parafii pw. Krzyża Świętego w Strzebiniu ks. Sebastian Marecki, prezes Śląskiego Wojewódzkiego Zrzeszenia LZS w Katowicach Andrzej Wojtanowicz, wójt gminy Koszęcin Anna Korzekwa-Wojtal, starosta lubliniecki Joachim Smyła, członek zarządu Śląskiego Związku Piłki Nożnej i prezes Podokręgu Lubliniec Krzysztof Olczyk, a także przedstawiciele prezydium i biura podokręgu – Mirosława Minor, Henryk Gorol, Eugeniusz Mnich i Olivier Niewiadomski.

Szczególne miejsce wśród zaproszonych zajęli także byli prezesi klubu – Andrzej Buchenfeld, Andrzej Maniura i Bogdan Cyrus, których obecność przypominała, że obecna Victoria wyrasta z pracy wielu osób, często wykonywanej społecznie i bez rozgłosu.

Oficjalną część jubileuszu uzupełniły podziękowania i wyróżnienia dla osób wspierających klub. Słowa wdzięczności skierowano również do osób i firm, które pomogły w przygotowaniu wydarzenia.

Jubileusz miał również swoją widowiskową oprawę. Publiczność mogła obejrzeć występ zespołu Drumline STB, a jedną z atrakcji był pokaz akrobacji piłkarskich Grzegorza Rygulskiego, ćwierćfinalisty mistrzostw Polski w akrobacji z piłką. Wieczorem świętowanie przeniosło się w bardziej rozrywkowy klimat, a zabawę do białego rana poprowadził zespół muzyczny Revo.

Nie mogło jednak zabraknąć tego, co dla każdego klubu piłkarskiego pozostaje najważniejsze – meczu. W ramach rundy wiosennej „Victoria” Strzebiń zmierzyła się z MLKS Woźniki i wygrała 2:0. Dla gospodarzy trudno było o lepszy sportowy akcent jubileuszu. Zwycięstwo odniesione w dniu 80-lecia miało wymiar symboliczny, bo pokazało, że za klubową tradycją wciąż stoi żywa drużyna, kibice i ambicja, by dopisywać kolejne rozdziały do historii.

Osiemdziesiąt lat istnienia lokalnego klubu to dorobek, który wykracza daleko poza piłkarskie statystyki. To wspomnienia zawodników, praca działaczy, emocje kibiców, kolejne roczniki młodych piłkarzy i miejsce, wokół którego przez lata skupiało się życie sportowe Strzebinia.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Chcą wymienić stare piece w lokalach komunalnych. Miasto szuka wykonawcy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Lubliniec przygotowuje się do kolejnej inwestycji w zasobie komunalnym. Urząd miejski ogłosił postępowanie na wykonanie prac związanych z wymianą źródeł ogrzewania w mieszkaniach komunalnych oraz jednym lokalu użytkowym należących do gminy. Chodzi o demontaż starych pieców i montaż nowych urządzeń grzewczych w czterech budynkach na terenie miasta.

Prace mają objąć lokale przy ulicy Mickiewicza 11, ulicy Kilińskiego 1, ulicy Paderewskiego 15 oraz ulicy Tylnej 2. W dokumentacji ujęto łącznie 24 mieszkania i jeden lokal użytkowy. Zakres zadania obejmuje wymianę różnego typu urządzeń – od pieców kaflowych, kuchennych, zasypowych etażowych po piece typu „koza”. W ich miejsce mają zostać zamontowane nowe źródła ogrzewania spełniające aktualne wymagania techniczne, dotyczące zgodności z odpowiednimi normami oraz certyfikatem Ekoprojektu.

Z wykazu wynika, że miasto planuje montaż łącznie 29 nowych urządzeń grzewczych. Najwięcej ma być wolnostojących pieców typu „koza” – 13 sztuk. Do tego dochodzi 9 pieców zasypowych etażowych oraz 7 pieców kuchennych. Urządzenia mają mieć moc dostosowaną do poszczególnych lokali.

Najszerszy zakres prac przewidziano w budynku przy ulicy Mickiewicza 11, gdzie wymiana ma objąć siedem mieszkań oraz lokal użytkowy. W budynku przy ulicy Kilińskiego 1 prace zaplanowano w pięciu mieszkaniach, przy ulicy Paderewskiego 15 również w pięciu, a przy ulicy Tylnej 2 w sześciu lokalach. W części mieszkań oprócz samej wymiany pieców konieczne będzie także podłączenie nowych urządzeń do istniejącej instalacji centralnego ogrzewania, wykonanie prób szczelności, odpowietrzenie układów, montaż nowej pompy obiegowej lub udrożnienie przewodu dymowego.

Miasto nie ogranicza zadania wyłącznie do dostarczenia nowych pieców. Wykonawca będzie musiał także zdemontować stare urządzenia, wynieść je z lokali, zapewnić transport i utylizację, a także usunąć gruz powstały podczas prac. Po stronie wykonawcy będzie również przygotowanie niezbędnych zabezpieczeń, w tym elementów przeciwpożarowych, oraz wykonanie podłączeń kominowych przy użyciu certyfikowanych rur stalowych.

Całe zadanie ma zostać wykonane do 30 września bieżącego roku.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Mundurowi opanowali Stary Park w Koszęcinie. Uczniowie poznawali służby od kuchni

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Lublińcu

Stary Park w Koszęcinie na jeden dzień zamienił się w plenerową przestrzeń edukacji o bezpieczeństwie. W poniedziałek odbyła się tam kolejna edycja pikniku „Mundurowi Dzieciom”, w którym uczestniczyli uczniowie szkół podstawowych z terenu gminy Koszęcin. Była to okazja, by z bliska zobaczyć sprzęt używany przez służby, porozmawiać z funkcjonariuszami i żołnierzami oraz przekonać się, jak wygląda codzienna praca formacji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Wydarzenie zorganizowano z inicjatywy samorządu gminy Koszęcin. Na zaproszenie wójt Anny Korzekwy-Wojtal do Starego Parku przyjechali przedstawiciele wielu służb mundurowych i instytucji. Swoje stoiska przygotowali między innymi policjanci, żołnierze Wojska Polskiego, strażacy Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej, funkcjonariusze Straży Granicznej, Służby Więziennej, Straży Ochrony Kolei oraz przedstawiciele Krajowej Administracji Skarbowej. Każda formacja prezentowała własny sprzęt, opowiadała o zadaniach wykonywanych na co dzień i odpowiadała na pytania młodzieży.

Jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc było stoisko Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu. Uczniowie mogli obejrzeć radiowozy, policyjny motocykl, a także łódź wykorzystywaną podczas patroli na Zalewie Porajskim. Funkcjonariusze opowiadali o różnych rodzajach służby, pracy dzielnicowych, patrolach rowerowych oraz zasadach rekrutacji do policji. Dla wielu uczestników była to możliwość bezpośredniego kontaktu z osobami, które na co dzień dbają o porządek i bezpieczeństwo mieszkańców.

– Duże zainteresowanie wzbudził pokaz przewodnika psa służbowego z Komendy Policji w Częstochowie. Dzieci i młodzież mogły dowiedzieć się, jak szkolone są psy policyjne, jakie zadania wykonują podczas akcji oraz jak ważna jest relacja między przewodnikiem a jego czworonożnym partnerem. Tego typu prezentacje zwykle należą do najbardziej widowiskowych punktów programu i tym razem również przyciągnęły liczną publiczność – relacjonuje biuro prasowe KPP w Lublińcu.

Piknik miał nie tylko charakter pokazowy, ale również profilaktyczny. Policjanci przypominali uczniom o zasadach bezpiecznego zachowania na drodze, konieczności zapinania pasów bezpieczeństwa i noszenia elementów odblaskowych. Szczególną uwagę przyciągał pojazd zaprezentowany przez Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Częstochowie, zamontowany na specjalnej platformie. Pokaz miał uzmysłowić młodym uczestnikom, czym mogą zakończyć się nieodpowiedzialne zachowania za kierownicą i lekceważenie podstawowych zasad bezpieczeństwa.

W programie znalazły się także konkursy przygotowane przez przedstawicieli służb. Uczniowie mogli sprawdzić swoją wiedzę, odpowiedzieć na pytania i zdobyć upominki. Całości towarzyszyła muzyczna oprawa w wykonaniu Orkiestry Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, która przygotowała repertuar dopasowany do młodszej publiczności i nadała wydarzeniu bardziej uroczysty, a zarazem radosny charakter.

– Piknik „Mundurowi Dzieciom” był doskonałą okazją do promowania bezpieczeństwa oraz przybliżenia młodym ludziom specyfiki zawodów mundurowych. Być może dla niektórych uczestników wydarzenie stanie się inspiracją do wyboru przyszłej ścieżki zawodowej i związania swojej przyszłości ze służbą na rzecz bezpieczeństwa obywateli – podkreślają lublinieccy funkcjonariusze.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Pawonków zacieśnia współpracę z Ukrainą. Podpisano porozumienie z gminą Iwanków

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Jedną z informacji, z jakimi wójt podzieliła się z radnymi podczas ostaniej sesji rady gminy, było podpisanie porozumienia pomiędzy tutejszym samorządem a ukraińską gminą Iwanków.

Wójt Joanna Wons-Kleta podkreślała, że spotkanie miało uroczysty, ale również poruszający charakter. Ukraińska delegacja opowiadała o codziennym funkcjonowaniu w warunkach wojny, także w miejscach oddalonych od bezpośredniej linii frontu.

Jak relacjonowała, przedstawiciele ukraińskiej gminy opowiadali o zagrożeniu ze strony dronów.

– Mimo, że front jest daleko od nich, to niestety tak jak w zeszłym roku byłam, to jeszcze nie mieli problemu dronowego. Tak teraz opowiadała pani mer i urzędnicy, że te drony ciągle tam gdzieś się kręcą i spadają. Niestety również na ich gminę – mówiła Wons-Kleta.

Do tematu odniosła się również przewodnicząca rady. Poinformowała, że brała udział w podpisaniu porozumienia oraz w prezentowaniu gościom gminy Pawonków i regionu.

– Osobiście oprowadzałam gości po Jasnej Górze w Częstochowie – relacjonowała.

Jak przekonują lokalne władze, porozumienie z ukraińską gminą może otworzyć drogę do dalszej współpracy samorządowej, wymiany doświadczeń i budowania relacji między lokalnymi wspólnotami.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Od murowanej szkoły z 1836 roku po pałac Aulocków. Kochanowice uczciły niezwykły jubileusz

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Kochanowice

Kochanowicka szkoła ma za sobą historię, której pozazdrościć mogłaby niejedna placówka. W 1836 roku otrzymała pierwszy murowany budynek, co w realiach tamtych czasów było wydarzeniem o ogromnym znaczeniu dla uczniów, nauczycieli i całej lokalnej społeczności. Tamtego obiektu już nie ma, ale tradycja edukacyjna w Kochanowicach trwa nieprzerwanie, a dzisiejsi uczniowie zdobywają wiedzę w miejscu równie wyjątkowym – w zaadaptowanym na potrzeby szkoły dawnym pałacu Aulocków.

Właśnie ta ciągłość, od pierwszej murowanej szkoły po współczesną placówkę, stała się osią jubileuszu, który odbył się 2 czerwca. W obchodach 190-lecia powstania pierwszej murowanej szkoły w Kochanowicach uczestniczyli uczniowie, nauczyciele, absolwenci, rodzice, przedstawiciele władz samorządowych, zaproszeni goście oraz mieszkańcy miejscowości. Była to uroczystość, w której szkolna historia spotkała się z teraźniejszością, a wspomnienia dawnych roczników naturalnie połączyły się z radością najmłodszych.

Obchody rozpoczęły się od wymarszu uczestników z placu szkolnego do kościoła parafialnego. Tam odprawiona została uroczysta msza święta w intencji całej społeczności szkolnej – uczniów, nauczycieli, pracowników, absolwentów oraz wszystkich osób, które przez lata tworzyły i wspierały kochanowicką oświatę. Po nabożeństwie uczestnicy wrócili na część oficjalną jubileuszu.

Podczas okolicznościowej akademii przypomniano historię szkoły oraz jej znaczenie dla kilku pokoleń mieszkańców. W wystąpieniach zaproszonych gości podkreślano, że szkoła w małej miejscowości nigdy nie jest wyłącznie miejscem nauki. To także przestrzeń spotkań, wychowania, pierwszych przyjaźni, sukcesów, porażek i doświadczeń, które zostają z człowiekiem na całe życie. Szczególnie mocno wybrzmiewała wdzięczność wobec nauczycieli, pracowników, rodziców i mieszkańców, którzy przez dziesięciolecia dokładali swoją cegiełkę do rozwoju placówki.

Jubileusz stał się również okazją do powrotu do przeszłości. Uczestnicy mogli zajrzeć do starych kronik, odnaleźć siebie lub swoich bliskich na fotografiach sprzed lat, obejrzeć tematyczne wystawy oraz zobaczyć, jak wyglądała dawna sala lekcyjna. Zestawienie szkolnej ławki sprzed dekad ze współczesnym wyposażeniem pokazało najlepiej, jak bardzo zmieniła się edukacja, choć jej najważniejszy sens pozostał ten sam – przekazywanie wiedzy, wychowywanie i budowanie więzi.

– Tak okazały jubileusz domagał się uczczenia. Dzisiejsza szkoła w Kochanowicach służy uczniom nie tylko z samej miejscowości. Uczą się w niej także dzieci z Jawornicy, Droniowic, Harbułtowic oraz Ostrowa i Lubocek. Zdobywają wiedzę w w zaadaptowanym na potrzeby edukacyjne pałacu Aulocków. I choć to ludzie tak naprawdę tworzą atmosferę szkoły, klimat miejsca również ma znaczenie. A miejsce to jest na pewno szczególne – podkreślił wójt Jacek Mokros.

Po części oficjalnej przyszedł czas na wspólne świętowanie. Zwieńczeniem jubileuszu był festyn dziecięcy zorganizowany na terenie przedszkola i przyszkolnego boiska. Na najmłodszych czekały zabawy, konkursy i atrakcje, które nadały całemu wydarzeniu radosny, rodzinny charakter. 

Obchody 190-lecia pierwszej murowanej szkoły w Kochanowicach były zatem czymś więcej niż tylko rocznicową akademią. Stały się spotkaniem pokoleń, lekcją lokalnej historii i przypomnieniem, że szkoła wciąż pozostaje jednym z najważniejszych miejsc w życiu każdej wspólnoty. To tutaj zaczynają się biografie wielu mieszkańców, tutaj kształtują się talenty, relacje i pamięć o miejscu, z którego się pochodzi.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Stare Ursusy jadą do papieża. To pielgrzymka, która ma więcej niż jeden cel

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Traktorowi Podróżnicy/Facebook

Z Lubecka wyruszyła wyprawa, obok której trudno przejść obojętnie. Nie ma tu wygodnych kamperów, autokarów z klimatyzacją ani szybkich samochodów technicznych wysuwających się przed kolumnę. Są za to zabytkowe traktory, zapach starej motoryzacji, cierpliwość kierowców i cel, który znacznie wykracza poza samą przygodę. Traktorowi Podróżnicy ruszyli z powiatu lublinieckiego do Watykanu, a później na Monte Cassino.

Kolumna jedenastu zabytkowych maszyn wystartowała 4 czerwca o godz. 6.00 z Lubecka, miejscowości od lat kojarzonej z pasjonatami dawnych ciągników i skansenem starych maszyn rolniczych. To właśnie tam stare traktory nie są tylko eksponatami do oglądania, lecz częścią żywej opowieści o pracy, technice, wsi i ludziach, którzy potrafią z kawałka żelaza wydobyć historię.

Tym razem ta historia wyjechała daleko poza lokalne drogi. Uczestnicy wyprawy chcą dotrzeć do Watykanu, gdzie 13 czerwca planowany jest ich udział w audiencji u papieża Leona XIV. Potem kolumna ma ruszyć dalej, na Monte Cassino, by oddać hołd polskim żołnierzom spoczywającym na tamtejszym cmentarzu. Traktorzyści wiozą ze sobą biało-czerwoną flagę, podarowaną przez Prezydenta RP, która ma zostać przekazana właśnie w tym miejscu pamięci.

Brzmi jak przygoda? Tylko do momentu, w którym uświadomimy sobie skalę przedsięwzięcia. Zabytkowe ciągniki poruszają się z prędkością około 20 kilometrów na godzinę. Każdego dnia uczestnicy muszą pokonywać od 150 do ponad 200 kilometrów, co oznacza wiele godzin spędzonych za kierownicą maszyn pamiętających czasy, gdy nowoczesność w polskim gospodarstwie miała zupełnie inny wymiar niż dziś. W trasie są Czechy, Austria, Słowenia i Włochy, mniej uczęszczane drogi, podjazdy, zmienna pogoda, zmęczenie i awarie, które przy takim sprzęcie są nie tyle możliwością, ile częścią podróży.

Już pierwszego dnia traktorzyści mieli do pokonania ponad 200 kilometrów i dotarli do czeskiego Holešova. Po drodze musieli mierzyć się z problemami technicznymi, w tym awariami, które udało się usunąć. W kolejnych meldunkach z trasy pojawiały się informacje o następnych etapach, gościnnych przyjęciach i symbolicznym momencie, jakim było pokonanie alpejskich podjazdów oraz dotarcie do Słowenii. Dla współczesnego samochodu to zwykła trasa. Dla kilkudziesięcioletniego traktora i jego kierowcy – prawdziwy test wytrzymałości.

Ale ta wyprawa nie jest tylko pokazem pasji do starej motoryzacji. Jej najważniejszy sens kryje się w imieniu małej dziewczynki. Traktorowi Podróżnicy jadą dla Laury Piechoty ze Starych Siołkowic, chorej na zespół Retta. To rzadka choroba genetyczna, która potrafi odbierać dziecku sprawność, mowę i samodzielność. Rodzina dziewczynki prowadzi zbiórkę na leczenie, rehabilitację, zakup nierefundowanego leku oraz potrzebny sprzęt. Wyprawa ma nagłośnić tę walkę i zachęcić ludzi do pomocy.

W tym sensie stare Ursusy stają się czymś więcej niż zabytkami. Są nośnikiem opowieści, która łączy kilka światów – wiarę, pamięć historyczną, rolniczą tradycję, lokalną wspólnotę i solidarność z chorym dzieckiem. Na trasie budzą uśmiech, zdziwienie i zainteresowanie. Ludzie robią zdjęcia, nagrywają filmy, udostępniają je w internecie. Każde takie udostępnienie ma znaczenie, bo zwiększa szansę, że informacja o Laurze dotrze do kolejnych osób. Link do zbiórki tutaj.

To również wyprawa o Polsce, której często nie widać w wielkich deklaracjach. O Polsce ludzi, którzy miesiącami przygotowują sprzęt, planują trasę, załatwiają formalności i potem wsiadają na stare maszyny, by przez Europę wieźć własną pasję, flagę i prośbę o pomoc. O Polsce, w której lokalny skansen, grupa zapaleńców i kilkadziesiąt koni mechanicznych z minionej epoki potrafią stworzyć wydarzenie zauważane znacznie dalej niż granice jednej gminy.

Na końcu tej drogi jest Watykan, Monte Cassino i symboliczny hołd dla historii. Ale po drodze jest jeszcze coś równie ważnego – przypomnienie, że wielkie rzeczy nie zawsze zaczynają się od wielkich pieniędzy, wielkich instytucji i wielkich słów. Czasem zaczynają się o szóstej rano, w niewielkim Lubecku, od uruchomienia starego traktora.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Rajza wraca do Woźnik. Rowerowa wyprawa połączy rekreację, historię i ekologię

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Woźnikach

Tutejszy samorząd po raz drugi zaprasza mieszkańców na „Rodzinną Rajzę Wokół Gminy Woźniki”. Rekreacyjna wyprawa rowerowa odbędzie się 20 czerwca i ma być propozycją dla wszystkich, którzy chcą spędzić dzień aktywnie, bez sportowej presji, za to w dobrym towarzystwie i na świeżym powietrzu.

Organizatorzy zachęcają, by szykować rowery, zebrać rodzinę, namówić znajomych i ruszyć na trasę po malowniczych terenach gminy. Wydarzenie nie będzie klasycznym rajdem nastawionym na wynik. Nie liczy się tempo przejazdu ani czas dotarcia na metę. Najważniejsze będą udział, dobra zabawa, integracja i wspólne odkrywanie gminy z perspektywy roweru.

Tegoroczna edycja będzie miała także wyraźny kontekst historyczny. Rajza odbędzie się 20 czerwca, czyli w Narodowy Dzień Powstań Śląskich. Na trasie mają pojawić się miejsca nawiązujące do historii regionu, a na mecie, dzięki współpracy z Muzeum Powstań Śląskich, uczestnicy będą mogli zobaczyć wystawę poświęconą wydarzeniom z okresu powstań.

Drugim ważnym akcentem będzie ekologia. Pojawią się tematy związane z ochroną środowiska, zrównoważonym rozwojem i zdrowym stylem życia. Organizatorzy chcą pokazać, że rower może być nie tylko sposobem na weekendowy wypoczynek, ale także codziennym wyborem korzystnym dla zdrowia, otoczenia i jakości powietrza.

Formuła rajdu została przygotowana tak, aby każdy uczestnik mógł pokonać trasę w swoim tempie. Razem z pakietem startowym rowerzyści otrzymają wykaz punktów kontrolnych. Trzeba będzie je odwiedzić między godz. 10.00 a 13.30 i zdobyć potwierdzenie w postaci odcisku pieczęci. Zaliczenie wszystkich punktów będzie uprawniało do udziału w losowaniu nagród, które zaplanowano około godz. 14.00 na mecie wydarzenia.

Co ważne, uczestnicy sami zdecydują, skąd wystartują i w jakiej kolejności odwiedzą punkty kontrolne. Trasę będzie można pokonać w około dwie godziny. Pakiety startowe będą wydawane już od 15 czerwca w biurze referatu komunikacji społecznej i promocji w Woźnikach przy ulicy Koziegłowskiej 2, w godzinach pracy urzędu. Będzie można je odebrać także w dniu wydarzenia od godz. 9.00 w strefie mety przy Hotelu Pałac Czarny Las.

To właśnie tam, od południa, organizatorzy będą czekać na uczestników wracających z trasy. Po przejeździe będzie można odebrać posiłek regeneracyjny, odpocząć na leżakach i zostać na rodzinnym pikniku, który rozpocznie się około godz. 13.00.

Finał wydarzenia ma być naturalnym przedłużeniem rowerowej wyprawy. W strefie mety zaplanowano stoiska ekologiczne, warsztaty tematyczne, animacje oraz atrakcje dla dzieci, w tym dmuchańce.

Udział w rajzie jest bezpłatny, ale obowiązują wcześniejsze zapisy. Limit wynosi 150 uczestników, a o udziale decyduje kolejność zgłoszeń. Regulamin oraz formularz rejestracyjny są dostępne w materiałach informacyjnych – tutaj.

– Zależy nam na tym, żeby rajza była przede wszystkim dobrą, rodzinną przygodą, a nie wyścigiem. Każdy może pojechać własnym tempem, wybrać kolejność punktów kontrolnych i po prostu spędzić ten dzień aktywnie, wśród ludzi i w pięknych miejscach naszej gminy. Na mecie chcemy stworzyć przestrzeń do odpoczynku, rozmów i wspólnej zabawy, dlatego po przejechaniu trasy na uczestników będzie czekał posiłek regeneracyjny, leżaki, piknik rodzinny, animacje i warsztaty dla dzieci – podkreślają inicjatorzy wydarzenia.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

To nie będzie chodnik, ale ma być bezpieczniej. Gmina dopłaci do pobocza w Dralinach

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Radni z gminy Pawonków przyjęli uchwałę o udzieleniu pomocy finansowej powiatowi lublinieckiemu na realizację zadania związanego z przebudową utwardzonego pobocza w ciągu ulicy Pawonkowskiej w miejscowości Draliny. Gmina ma przekazać na ten cel maksymalnie 50 tys. zł.

Podczas sesji wójt wyjaśniła, że inwestycja dotyczy odcinka od skrzyżowania z ulicą Górną i Mickiewicza do przystanku. Utwardzenie ma zostać wykonane po stronie pałacu, a celem jest stworzenie bezpieczniejszej przestrzeni dla pieszych.

– Chodzi o bezpieczną możliwość przejścia wzdłuż drogi należącej do powiatu na ulicy Pawonkowskiej w Dralinach, od skrzyżowania z ulicą Górną i Mickiewicza aż do przystanku – mówiła Joanna Wons-Kleta.

Jak zaznaczyła, nie będzie tam wyznaczonych przejść dla pieszych. Policja miała zaopiniować je negatywnie ze względu na przebieg drogi i bezpieczeństwo.

– To jest ta sama sytuacja, co na ulicy Mickiewicza – wyjaśniła.

Radny Marek Jarkiewicz pytał o techniczne szczegóły zadania, zwracając uwagę, że choć mowa jest o utwardzonym poboczu, faktycznie będzie ono pełnić funkcję podobną do chodnika.

Wójt wyjaśniła, że nawierzchnia zostanie wykonana z kostki brukowej o grubości 6 cm, a wjazdy będą oznaczone innym kolorem na szerokości 1,5 metra.

Radny dopytywał również o całkowity koszt inwestycji. Wójt wskazała, że może on wynosić około 170 tys. zł, choć ostateczna kwota będzie zależała od przetargu.

– Nasze dofinansowanie maksymalnie wyniesie 50 tysięcy, bo mieliśmy tylko tyle w budżecie – zaznaczyła.

Dyskusja rozszerzyła się na inne miejscowości. Marek Jarkiewicz pytał o Koszwice i Kośmidry. Wójt odpowiedziała, że przypominała powiatowi o kolejnych potrzebach.

– Zwróciłam uwagę, że następne w kolejce są Koszwice i żeby przygotowywał dokumentację – mówiła.

Wójt zachęcała mieszkańców i radnych do kierowania własnych wniosków do powiatu, podkreślając, że tamtejszy samorząd ma obowiązek odpowiadania mieszkańcom.

– Państwo jako mieszkańcy powiatu, wszyscy, każdy jeden, jak wyśle pismo, nawet mailem, czy ePUAP-em, czy czymkolwiek, czy w wersji tradycyjnej, odpowiedź musi dostać. Do czego zachęcam – apelowała.

Uchwała została przyjęta jednogłośnie. Za udzieleniem pomocy finansowej głosowało dziewięciu radnych.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Woźniki z porozumieniem w sprawie usług społecznych. Gmina chce budować pomoc bliżej mieszkańców

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej Województwa Śląskiego

Gmina Woźniki podpisała porozumienie z Regionalnym Ośrodkiem Polityki Społecznej w Katowicach. Dokument ma pomóc samorządowi w rozwijaniu nowoczesnych usług społecznych, lepiej dopasowanych do codziennych potrzeb mieszkańców. W praktyce oznacza to bezpłatne wsparcie eksperckie, szkolenia, doradztwo, wizyty studyjne oraz możliwość korzystania z doświadczeń innych samorządów.

Porozumienie podpisano podczas spotkania przedstawicieli powiatów, gmin oraz instytucji pomocy i integracji społecznej z terenu powiatu lublinieckiego, które odbyło się w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Lublińcu. W rozmowach uczestniczyła między innymi dyrektor Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej Województwa Śląskiego Anna Zasada-Chorab. Gminę Woźniki reprezentowała zastępca burmistrza Beata Bacior.

Spotkanie poświęcono najważniejszym wyzwaniom, przed którymi stoi dziś system pomocy społecznej. Rozmawiano o rozwoju usług społecznych, kształceniu kadr, deinstytucjonalizacji oraz tworzeniu centrów usług społecznych. To tematy, które coraz mocniej dotyczą samorządów, bo pomoc społeczna przestaje być wyłącznie reakcją na kryzys. Coraz częściej ma być systemem usług dostępnych wcześniej, bliżej mieszkańca i lepiej odpowiadających na problemy rodzin, seniorów, osób z niepełnosprawnościami czy osób wymagających codziennego wsparcia.

Ważnym elementem wydarzenia było podpisanie porozumienia dotyczącego wsparcia gminy Woźniki przy opracowaniu i wdrażaniu Lokalnego Planu Deinstytucjonalizacji Usług Społecznych. Chodzi o dokument i działania, które mają pomóc w takim organizowaniu pomocy, by jak najwięcej usług było świadczonych w środowisku lokalnym, możliwie blisko miejsca zamieszkania osób potrzebujących.

– Co porozumienie to oznacza w praktyce? To więcej możliwości dla Centrum Usług Społecznych w Woźnikach, dostęp do specjalistycznych szkoleń i doradztwa, wizyty studyjne i wymiana doświadczeń oraz lepsze i bardziej dostępne formy wsparcia dla mieszkańców – komentuje Anna Zasada-Chorab.

Dzięki współpracy z ROPS gmina ma zyskać dostęp do specjalistycznej wiedzy i narzędzi potrzebnych przy planowaniu dalszego rozwoju. To szczególnie istotne, bo CUS ma być miejscem koordynującym różne formy pomocy i wsparcia, nie tylko w klasycznym rozumieniu pomocy społecznej, ale także w szerszym ujęciu usług dla mieszkańców.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Bezpłatne badania słuchu w Lublińcu. Audika zaprasza mieszkańców do nowej lokalizacji

Opublikowany

,

Materiał sponsorowany
fot. Centrum Słuchu Audika

Mieszkańcy Lublińca będą mogli skorzystać z bezpłatnych badań słuchu i porozmawiać ze specjalistami o profilaktyce. W przyszły piątek, 12 czerwca, Centrum Słuchu Audika zaprasza na dzień otwarty w nowej lokalizacji przy ulicy Karola Miarki 15/7.

Wydarzenie organizowane jest z okazji zmiany lokalizacji lublinieckiego centrum. Jego najważniejszym elementem będzie możliwość uzyskania vouchera na kompleksowe, bezpłatne badanie słuchu, które będzie można zrealizować w dogodnym terminie. Na odwiedzających czekać będą także przekąski, napoje, firmowe gadżety i upominki.

Organizatorzy podkreślają, że profilaktyka słuchu ma duże znaczenie nie tylko dla codziennego komfortu życia, ale również dla relacji społecznych i ogólnego stanu zdrowia. Niedosłuch może utrudniać komunikację, sprzyjać wycofaniu z kontaktów z innymi ludźmi i zwiększać poczucie osamotnienia.

Regularne badania są szczególnie ważne, ponieważ problemy ze słuchem często rozwijają się stopniowo. Wiele osób przez długi czas nie zauważa pierwszych objawów albo przyzwyczaja się do pogorszonego odbioru dźwięków. Tymczasem szybka diagnoza pozwala lepiej ocenić sytuację i dobrać odpowiednie rozwiązania.

– Jednym z najważniejszych działań w trosce o zdrowie jest regularne przeprowadzanie badania słuchu i ograniczenie ekspozycji na czynniki, które mogą negatywnie wpłynąć na jego kondycję – podkreślają organizatorzy.

Dzień bezpłatnych badań słuchu ma być więc nie tylko okazją do odwiedzenia nowej siedziby Centrum Słuchu Audika, ale także do poszerzenia wiedzy o tym, jak dbać o ten zmysł na co dzień. Specjaliści będą odpowiadać na pytania mieszkańców i udzielać informacji dotyczących profilaktyki oraz dostępnych form wsparcia.

Centrum Słuchu Audika w Lublińcu mieści się przy ulicy Karola Miarki 15/7. W dzień otwarty Specjaliści centrum będą czekać na mieszkańców Lublińca od godz. 10.00 do 16.00.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Program opieki nad zwierzętami w Pawonkowie przyjęty po poprawkach. Rada liczy, że uchwała się obroni

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Radni przyjęli uchwałę w sprawie programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na terenie gminy. Przewodnicząca rady zaznaczyła, że dokument był już radnym dobrze znany i został przygotowany po wymaganych poprawkach.

Program określa działania gminy w zakresie opieki nad bezdomnymi zwierzętami i zapobiegania bezdomności. Jego przyjęcie jest obowiązkiem samorządu, a poprawność formalna dokumentu ma znaczenie dla późniejszej realizacji zadań.

Z jej wypowiedzi wynikało, że wcześniejsza wersja uchwały mogła zostać zakwestionowana, dlatego teraz rada liczyła, że poprawiony program nie zostanie uchylony.

– Miejmy nadzieję, że tym razem uchwała nie zostanie uchylona. Są państwo z nią doskonale zapoznani. Jest ona po wymaganych poprawkach – mówiła.

Radni nie prowadzili w tym punkcie dłuższej dyskusji. Uchwała została poddana pod głosowanie i przyjęta jednogłośnie.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Michał Aloszko: Mamy własny model rozwoju. Chcemy przyciągać ludzi jakością życia i usług

Opublikowany

,

Piotr Biernacki

O inwestycjach, kanalizacji, rewitalizacji terenów po PGR-ze, szkołach, seniorach, przedsiębiorcach, demografii, bezpieczeństwie i tym, jak Woźniki chcą przyciągać nowych mieszkańców, rozmawiamy z burmistrzem Michałem Aloszko.

Panie burmistrzu, w maju minęły dwa lata obecnej kadencji samorządu. Jednak pan rządzi Woźnikami dłużej, więc pewnie trudno zamknąć ten czas wyłącznie w granicach jednej kadencji. Ale jak patrzy pan na te ostatnie dwa lata?

Rzeczywiście nie da się mówić o tych dwóch latach w oderwaniu od tego, co było wcześniej, bo funkcję burmistrza sprawuję już siódmy rok. Wiele zadań, które realizujemy teraz, jest kontynuacją pewnej wizji i strategii rozwoju gminy Woźniki. To strategia oparta na zrównoważonym rozwoju, czyli takim, który obejmuje różne miejscowości, różne potrzeby i różne grupy mieszkańców. Żeby jednak w ogóle mówić o inwestycjach, trzeba mieć środki. Dlatego podstawą jest skuteczne pozyskiwanie pieniędzy zewnętrznych. W ostatnich dwóch latach obecnej kadencji pozyskaliśmy już ponad 40 mln zł. Przez siedem lat udało się pozyskać ponad 100 mln zł dotacji z różnych źródeł. Zawsze podkreślam, że to nie jest wyłącznie zasługa burmistrza. Samorząd to praca zespołowa. Na sukces pracuje cały urząd, pracownicy merytoryczni, służby finansowe, jednostki organizacyjne i wszyscy, którzy uczestniczą w przygotowywaniu oraz prowadzeniu tych zadań. Jeżeli dołożymy do tego wkład własny z budżetu gminy, to przez siedem lat mówimy o inwestycjach przekraczających 130 mln zł. To pokazuje skalę działań, ale też konsekwencję, bo wiele projektów nie powstaje z dnia na dzień. One wymagają przygotowania, dokumentacji, decyzji i później skutecznego prowadzenia.

Skoro punktem wyjścia jest skuteczność w pozyskiwaniu pieniędzy, to trzeba zapytać o drugą stronę medalu. W wielu samorządach duże inwestycje oznaczają wysokie zadłużenie. Woźniki prowadzą duży program inwestycyjny, a jednocześnie budżet był konstruowany bardzo ostrożnie, praktycznie bez deficytu. Jak udaje się to pogodzić?

To prawda, staramy się prowadzić bezpieczną politykę finansową. To jest duża zasługa naszych służb finansowych i pani skarbnik. Poprzedni rok zamknęliśmy nadwyżką budżetową. Planowane zadłużenie miało wynosić ponad 10,5 mln zł, a ostatecznie zamknęło się na poziomie około 8,7 mln zł. To oznacza znaczący spadek. Jeżeli porównamy dochody gminy Woźniki do długu, to ten wskaźnik jest chyba najlepszy w historii naszego samorządu. Składa się na to kilka elementów. Po pierwsze, skuteczne pozyskiwanie środków zewnętrznych. Po drugie, bieżące monitorowanie podatków i dochodów. Po trzecie, kontrola wydatków. Mówiąc obrazowo, każda złotówka jest u nas obracana dwa razy, zanim zostanie wydana. Staramy się także skutecznie odzyskiwać VAT, chociażby z inwestycji kanalizacyjnych. To również ma znaczenie dla budżetu. Oczywiście poziom inwestycji w tym roku jest wysoki, przekracza 20 mln zł, ale chcemy tak zarządzać finansami, by nie tracić stabilności.

Wspomniał pan o inwestycjach kanalizacyjnych. To jeden z tych tematów, które są mało efektowne wizerunkowo, ale dla mieszkańców fundamentalne. Niedawno zakończył się duży etap w Lubszy, a potem niemal natychmiast ruszył kolejny. Jak wyglądała ta inwestycja?

W Lubszy pierwszy etap budowy kanalizacji sanitarnej realizowaliśmy od wiosny 2025 roku do końca grudnia 2025 roku. Na początku tego roku otrzymaliśmy informację o dofinansowaniu z Krajowego Planu Odbudowy. Było to prawie 5 mln zł. Wtedy podjęliśmy decyzję, obarczoną pewnym ryzykiem, żeby zrealizować drugi etap. Właśnie dokonaliśmy odbioru tej sieci. Zadanie zakończyliśmy w terminie, chociaż mieliśmy na nie tak naprawdę trzy miesiące. Wybudowanie 6,5 kilometra sieci kanalizacyjnej w trzy miesiące może graniczyć z cudem. Wiem, że wiele gmin, obawiając się ryzyka, oddawało środki. My zdecydowaliśmy się to ryzyko podjąć i cieszę się, że udało się tę inwestycję wykonać.

Kanalizacja to jednak temat, który w gminach nigdy nie kończy. Gdzie nadal są największe braki?

Mamy przygotowany projekt na dokończenie kanalizacji sanitarnej w Woźnikach. Jest to projekt budowlany podzielony na sześć etapów, które będziemy chcieli sukcesywnie realizować. W mieście kanalizacja funkcjonuje dobrze, ale punktowo nadal są braki. Powstał także program funkcjonalno-użytkowy dla budowy kanalizacji sanitarnej w Mzykach. Przygotowaliśmy również PFU dla miejscowości Dyrdy i Sośnica, ale tutaj prawdopodobnie będziemy musieli zmienić sposób myślenia. Z kosztorysu wynika, że taka kanalizacja mogłaby kosztować ponad 40 mln zł. Powodem są duże odległości, rozproszona zabudowa i konieczność budowy osobnej, obsługowej oczyszczalni ścieków. Dlatego zastanawiamy się nad uruchomieniem w przyszłym roku programu dofinansowania przydomowych oczyszczalni ścieków. Takie dofinansowania są między innymi w WFOŚiGW, ale szybko się kończą. Gdyby pojawiła się jeszcze pula gminna, być może udałoby się ten problem rozwiązać w sposób bardziej racjonalny ekonomicznie. Podobnie może wyglądać sytuacja w Czarnym Lesie, gdzie również ze względu na rozproszoną zabudowę i małą gęstość zaludnienia budowa sieci kanalizacyjnej nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Pozostają jeszcze Drogobycza i Kamieńskie Młyny. W tych miejscowościach do końca kadencji na pewno chcemy przygotować projekt budowy sieci wraz z małą, bezobsługową oczyszczalnią ścieków.

Skoro sieć kanalizacyjna będzie się rozwijać, naturalnie pojawia się pytanie o oczyszczalnie. W wielu gminach po latach rozbudowy kanalizacji oczyszczalnie dochodzą do granic wydolności. Jak wygląda sytuacja w woźnickim samorządzie?

Mamy dwie oczyszczalnie ścieków – w Psarach i w mieście Woźniki. W Psarach modernizację zakończyliśmy w 2019 roku, więc tam infrastruktura jest nowa. Oczyszczalnia w Woźnikach za jakiś czas będzie wymagała modernizacji, natomiast z informacji technologów wynika, że nie będzie konieczna pełna przebudowa. Raczej mówimy o mniejszej modernizacji, która pozwoliłaby jej funkcjonować przez kolejne lata. Ważną kwestią była też energochłonność oczyszczalni. Udało się ją ograniczyć dzięki instalacjom fotowoltaicznym i magazynom energii. To ma duże znaczenie, bo koszty funkcjonowania takich obiektów potrafią być bardzo wysokie. W tym zakresie wykonaliśmy już istotny krok.

Największą inwestycją tego roku, nie tylko finansowo, ale też symbolicznie, ma być rewitalizacja terenów po PGR-ze. To zadanie zmieniające konkretną przestrzeń. Na jakim jest etapie?

W budżecie mamy na ten cel zapisane prawie 10 mln zł. Jesteśmy po otwarciu ofert w przetargu, ale procedura wyboru wykonawcy jeszcze trwa. Wszystko wskazuje na to, że zmieścimy się w założonym budżecie. Liczę, że do końca czerwca podpiszemy umowę, a od lipca rozpoczną się prace. Mam nadzieję, że wiosną 2027 roku będziemy mogli zaprosić mieszkańców na otwarcie tego terenu. To dla nas ważna inwestycja, bo dotyczy miejsca, które przez lata miało określoną historię, a teraz może zyskać zupełnie nową funkcję i znaczenie dla mieszkańców.

Wróćmy jeszcze do budynków publicznych. Obecna perspektywa unijna mocno premiuje ograniczanie niskiej emisji, termomodernizacje i odnawialne źródła energii. W Psarach planowana jest modernizacja szkoły. Co dokładnie ma się tam wydarzyć?

Ogłosiliśmy przetarg na termomodernizację Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Psarach wraz z wymianą źródła ciepła. To zadanie jest skomplikowane, bo budynek pochodzi z lat dziewięćdziesiątych, a dodatkowo musieliśmy uwzględnić zalecenia Państwowej Straży Pożarnej dotyczące bezpieczeństwa. To powoduje, że zakres prac jest szerszy i bardziej wymagający. Mam jednak nadzieję, że wyłonimy wykonawcę, który poradzi sobie z tym zadaniem. To największa inwestycja w obszarze ograniczania emisyjności budynków publicznych, którą obecnie prowadzimy. Otrzymaliśmy także środki europejskie na budowę instalacji fotowoltaicznej w szkole podstawowej w Woźnikach wraz z magazynem energii. Podobne rozwiązania mamy już przy innych obiektach, między innymi w Lubszy i Kamienicy, przy nowych salach gimnastycznych. To nie tylko kwestia ekologii, ale też realnego ograniczania kosztów bieżących. Ograniczenie niskiej emisji na naszym terenie to jednak szerszy kierunek zmian. Już drugi rok realizujemy projekt z bardzo dużym dofinansowaniem europejskim, w ramach którego mieszkańcy mogą montować instalacje fotowoltaiczne, magazyny energii czy pompy ciepła. Dofinansowanie wynosi 85 proc., więc jest znaczące.

Rada uchwaliła ostatnio także kolejną edycję lokalnego PONE? Czy to nadal ważne narzędzie, czy raczej uzupełnienie większych programów?

Nabór już trwa, ale trzeba powiedzieć uczciwie, że ten program ma dziś raczej szczątkową formę. Dofinansowania są na poziomie około 5,5 tys. zł. To oczywiście pomaga, przy wymianie pieca może stanowić realnie około 30 proc. kosztów, ale nie są to takie pieniądze jak w programach europejskich. Widzimy większe zainteresowanie właśnie programem europejskim. Mam też wrażenie, choć nie opieram tego na konkretnych statystykach, że zapotrzebowanie na tego typu instalacje trochę spadło. Bardzo wiele osób już zdecydowało się wcześniej na nowoczesne źródła energii, więc rynek nie jest taki sam jak kilka lat temu.

Tylko stare źródła ciepła nadal w gminie są. Jak wygląda kwestia kontroli i przestrzegania norm emisyjnych?

Sytuacja nie wygląda źle. Oczywiście jest jeszcze grupa mieszkańców korzystających z tradycyjnych, starszych źródeł ciepła. W sezonie grzewczym prowadzimy kontrole i z roku na rok przypadków jaskrawego łamania zasad jest coraz mniej. To pokazuje, że zmienia się zarówno infrastruktura, jak i świadomość mieszkańców.

Ochrona środowiska to także odpady. W wielu gminach system śmieciowy się nie bilansuje, samorządy dopłacają albo podnoszą stawki. Jak jest w Woźnikach?

Na szczęście system nam się bilansuje. Drugi rok z rzędu nie mamy potrzeby dopłacania do gospodarki odpadami. Trzeci rok nie podnosimy opłat śmieciowych. Jesteśmy po przetargu, a umowa podpisana pod koniec ubiegłego roku obowiązuje przez dwa lata, czyli na lata 2026-2027. Oczywiście problemów nie brakuje. Dotyczą głównie świadomości ekologicznej. Mamy dzikie wysypiska, odpady wyrzucane do lasów i rowów. To wymaga interwencji i angażowania środków z budżetu, bo takie nielegalne składowiska trzeba likwidować. Natomiast sam system odbioru odpadów komunalnych, jeśli chodzi o jego finansowanie, bilansuje się.

Przejdźmy do podatków. Rada miejska obniżyła w kwietniu stawki podatku od środków transportowych. To decyzja, która może rodzić pytania – mniej wpływów dziś w zamian za nadzieję na większe zainteresowanie przedsiębiorców jutro?

Tak można to ująć. Jestem zwolennikiem niskich podatków i uważam, że decyzja rady była słuszna. Liczymy, że niższe stawki przyciągną firmy transportowe, także leasingowe, które będą rejestrować pojazdy w Woźnikach i tutaj płacić podatek. Trzeba jednak pamiętać, że efekt nie pojawi się natychmiast. To będzie proces. Potrzebna jest promocja, reklama i dotarcie z informacją do przedsiębiorców. Chcemy taką kampanię przeprowadzić. Jeśli chodzi o budżet, szacujemy, że będzie to oznaczało około 300 tys. zł mniej wpływów. Natomiast wprowadzaliśmy wolne środki z roku poprzedniego, więc jesteśmy w stanie tę lukę pokryć. W dłuższej perspektywie liczymy na nowe firmy i nowe rejestracje.

Mówi pan o niskich podatkach jako elemencie strategii. Czy to ma być jeden z argumentów, dzięki którym Woźniki będą przyciągały mieszkańców i przedsiębiorców?

Dokładnie tak. Jeżeli spojrzymy na podstawowe podatki, choćby od nieruchomości, to one również należą u nas do niższych w powiecie lublinieckim. Podobnie podatek rolny. Moim założeniem i marzeniem jest, żeby do końca kadencji tych podatków już nie podnosić. To jest część szerszej strategii. Chcemy mieć dobrą jakość usług opiekuńczych, edukacyjnych, zdrowotnych, niskie podatki i w ten sposób wygrywać z problemem, z którym mierzy się większość samorządów w Polsce, czyli z demografią.

No właśnie, demografia. W wielu gminach to już nie jest temat przyszłości, ale bardzo konkretne wyzwanie tu i teraz. Jak wygląda sytuacja?

U nas sytuacja wygląda podobnie jak w wielu samorządach. W ubiegłym roku mieliśmy około siedemdziesięciu kilku urodzeń, więc przyrost naturalny jest ujemny. To jest problem ogólnopolski i dotyka także nas. Dlatego staramy się działać koncepcyjnie. Skoro nie jesteśmy w stanie odwrócić trendów demograficznych w skali kraju, to musimy tworzyć takie warunki, żeby ludzie chcieli osiedlać się właśnie w Woźnikach. Chcemy przyciągać rodziny, a za rodzinami także dzieci.

Jakimi konkretnie narzędziami gmina chce ich przyciągać?

O części wspomniałem wcześniej, ale są nimi także mieszkania. W 2027 roku ma rozpocząć się budowa osiedla SIM w centrum Woźnik. W pierwszym etapie powstanie 66 mieszkań. To bardzo ważny element, bo bez mieszkań trudno mówić o przyciąganiu nowych mieszkańców. Drugim elementem jest dostępność usług opiekuńczych i edukacyjnych. Mamy żłobek, świetlice czynne do godzin popołudniowych, w Woźnikach do godz. 16.30-17.00. W przedszkolach po godz. 13.00 nie pobieramy opłaty za pobyt dziecka. Mamy ponadto bezpłatny transport publiczny na terenie gminy i gęstą siatkę połączeń. Do tego dochodzą walory krajobrazowe, trasy rowerowe, spokojne otoczenie. Chcemy, żeby Woźniki były miejscem, w którym ludzie będą chcieli mieszkać, nawet jeśli pracują gdzie indziej. Taką zieloną, spokojną enklawą, gdzie podstawowe potrzeby rodziny są dobrze zabezpieczone.

Samorząd może tworzyć dobre warunki do życia, ale mieszkańcy często idą też za pracą. Woźniki leżą przy autostradzie A1, blisko lotniska w Pyrzowicach. Czy gmina potrafi przekuć to położenie w impuls gospodarczy?

Mamy strefę ekonomiczną zlokalizowaną w rejonie ulicy Florianek, niedaleko ronda w Woźnikach. Problem polega na tym, że grunty nie są własnością gminy, tylko KOWR-u. To odróżnia nas od niektórych innych samorządów, gdzie miasto czy gmina dysponuje własnymi terenami. Planujemy jednak uruchomienie programu „Biznestrada Woźniki”. Chcemy połączyć kwestie podatkowe, o których już mówiłem, z różnego rodzaju zachętami gospodarczymi i ofertą terenów. Ważny będzie też plan ogólny, w którym przewidujemy tereny pod usługi, budownictwo jednorodzinne i przemysł. Jednocześnie chcemy zachować charakter gminy. Nie mówimy o wielkich, gigantycznych zakładach przemysłowych. Chcemy być gminą spokojną, zieloną, trochę takim „Białym Śląskiem”. Przedsiębiorczość ma się rozwijać, ale w sposób, który nie odbierze gminie jej atutów.

Jaka jest dziś struktura lokalnej przedsiębiorczości?

Na terenie gminy działa prawie 600 firm. W dużej mierze są to jednoosobowe działalności gospodarcze, niewielkie, rodzinne firmy, często cieszące się dobrą renomą. To jest naturalna struktura naszej lokalnej gospodarki. Chcemy ją wzmacniać, ale też tworzyć warunki dla nowych przedsięwzięć.

Wróćmy do oświaty, bo demografia, o której pan mówił, najmocniej uderza właśnie w szkoły. Ile Woźniki dokładają dziś do edukacji?

Około 50 proc. kosztów dokładamy z budżetu gminy. Z subwencji ogólnej na zadania oświatowe otrzymujemy około 14 mln zł z hakiem, a dokładamy 16, prawie 17 mln zł. Oświata to około 30 proc. budżetu. To pokazuje skalę wyzwania. Koszty są bardzo duże, a dzieci jest coraz mniej. Dlatego musimy działać wielokierunkowo. Z jednej strony ograniczać koszty bieżące, między innymi przez fotowoltaikę, magazyny energii i termomodernizacje obiektów. Z drugiej strony musimy myśleć o funkcjach szkół i o tym, jak utrzymać ich znaczenie w lokalnych społecznościach. W Psarach, Woźnikach i Kamienicy sytuacja, jeśli chodzi o liczbę uczniów, nie wygląda źle. Inaczej jest w Lubszy, gdzie dzieci jest coraz mniej. Tam uruchamiamy oddziały integracyjne i chcemy, żeby szkoła specjalizowała się w pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. To nie jest łatwa decyzja, ani dla dyrektora, ani dla szkoły, bo oznacza przestawienie placówki na inne tory. Jednak z punktu widzenia demografii i subwencji oświatowej jest to rozwiązanie racjonalne. W Ligocie mamy najmniejszą szkołę w gminie. Tam problemem było także utrzymanie budynku. W części pomieszczeń uruchomiliśmy żłobek. Szkoła może spokojnie funkcjonować w ograniczonej przestrzeni, a pozostała część budynku zyskała nowe przeznaczenie. W Woźnikach z kolei uruchomiliśmy oddziały sportowe i obserwujemy wzrost zainteresowania. Przyjeżdżają do nas dzieci także z okolicznych miejscowości, między innymi z Jędrzejowa czy Cynkowa. To pokazuje, że szkoła może przyciągać ofertą.

Skoro pojawia się sport, to naturalnym uzupełnieniem jest infrastruktura.

Tak, oczywiście. Obecnie powstaje projekt przebudowy boiska sportowego w Woźnikach. Chcemy uwzględnić sztuczną nawierzchnię, podobnie jak w Psarach, ale także budynek sportowy o funkcji wielofunkcyjnej. W tym budynku mogłyby znaleźć się między innymi ścianka wspinaczkowa, pomieszczenia do gry w squasha, duża siłownia, fitness i kawiarnia. To nie byłby obiekt tylko dla szkoły. Chcemy, żeby korzystali z niego mieszkańcy gminy i nie tylko. Takie inwestycje również budują atrakcyjność miejsca do życia.

Rozmawialiśmy o dzieciach, rodzinach i szkołach, więc przejdźmy na drugi biegun – seniorzy. W Woźnikach działa Centrum Usług Społecznych. Dlaczego gmina zdecydowała się na taki model?

Centrum Usług Społecznych powstało u nas jako jedno z takich rozwiązań, na które zdecydowało się tylko kilka samorządów na Śląsku. Pozyskaliśmy około 6 mln zł na kilkuletni projekt związany z CUS-em. Dzięki temu seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami i osoby samotne mają dostęp do szerokiego wachlarza usług. To między innymi usługa złotej rączki, teleopieka, asystent osoby niepełnosprawnej, opieka wytchnieniowa i wiele innych form wsparcia.

Czy CUS zastąpił aktywność organizacji senioralnych, czy raczej ją uzupełnia?

Zdecydowanie uzupełnia. Niezależnie od CUS-u mamy kilka stowarzyszeń senioralnych na terenie gminy, które jako organizacje pozarządowe otrzymują od nas wsparcie. Obiekty miejskie są dla seniorów otwarte. Działa również Uniwersytet Trzeciego Wieku. Ta współpraca daje nam dużo satysfakcji. Mam wrażenie, że jako samorząd potrafiliśmy osobami starszymi dobrze się zaopiekować. To jest bardzo ważna grupa mieszkańców i nie może być traktowana jako dodatek do polityki gminy.

W ostatnich latach wrócił temat, o którym przez dekady w Polsce prawie nie mówiono. Chodzi o obronę cywilną, miejsca schronienia, odporność samorządów na kryzysy. Jak Woźniki są do tego przygotowane?

Jeśli chodzi o miejsca schronienia, to sytuacja wygląda źle. Takich miejsc, które spełniałyby wymagane warunki, nie mamy. Dlatego musimy myśleć i projektować zupełnie inaczej. Dostępność miejsc schronienia spełniających normy jest na ten moment niewystarczająca, dlatego każda nowa inwestycja jest już planowana z uwzględnieniem funkcji ochronnych. Powstaje projekt budowy nowej strażnicy OSP w Woźnikach przy ulicy Florianek. Tam pod parkingiem planujemy zaprojektować miejsca schronienia. Drugim takim miejscem ma być parking w Psarach przy ulicy Szkolnej. Udało nam się przejąć od PKP dawny nasyp kolejowy w użytkowanie wieczyste i tam również chcemy zaprojektować parking, myśląc jednocześnie o funkcji schronienia. Planujemy też budowę dwóch magazynów, które – mam nadzieję, że z dofinansowaniem wojewody – mogłyby również pełnić rolę miejsc schronienia. Takie hale magazynowe mogłyby powstać przy oczyszczalni w Woźnikach i przy oczyszczalni w Psarach, gdzie mamy tereny gminne.

A co udało się już zrobić w ramach programu ochrony ludności i obrony cywilnej?

Pozyskaliśmy prawie 1,5 mln zł na działania związane z ochroną ludności i obroną cywilną. Dzięki temu udało się kupić sporo sprzętu. Mamy koparkę, ładowarkę, cysternę do transportu wody pitnej, agregaty, rezerwowe pompy na ujęcia wody i wiele drobniejszego wyposażenia. Część tego sprzętu jest związana także z funkcjonowaniem ochotniczych straży pożarnych, które są bardzo ważnym elementem całego systemu bezpieczeństwa.

Woźniki mają osiem jednostek OSP. Jaką rolę widzi pan dla nich w systemie bezpieczeństwa gminy?

Bez ochotniczych straży pożarnych byłoby nam bardzo trudno. Każda z ośmiu jednostek będzie profilowana pod określone działania związane z ochroną ludności i obroną cywilną. To ważne, bo OSP są najbliżej mieszkańców. Trzeba też pamiętać o położeniu gminy i bliskości autostrady. Zanim Państwowa Straż Pożarna dojedzie na teren gminy Woźniki, mija około 35 minut. To bardzo długo. Nasi druhowie są na miejscu w kilka minut i działają profesjonalnie. Dlatego kładę duży nacisk na doposażenie straży. Przez ostatnie cztery lata kupiliśmy cztery nowe wozy strażackie. Co roku staramy się wymieniać sprzęt. Dziś mamy wyposażenie naprawdę dobrej jakości, ale oczywiście ten proces musi być kontynuowany. Druhom należy się za ich pracę ogromne uznanie.

Gdyby miał pan krótko podsumować, o co dziś toczy się gra w samorządzie Woźnik, to co by pan powiedział?

O to, żeby rozwijać gminę rozsądnie. Nie zadłużać jej ponad miarę, nie budować dla samego przecinania wstęg, ale konsekwentnie poprawiać jakość życia mieszkańców. Chcemy mieć dobrą edukację, opiekę nad dziećmi, wsparcie dla seniorów, bezpieczne finanse, niskie podatki, sprawną infrastrukturę i przestrzeń dla przedsiębiorczości. To wszystko razem ma sprawić, że gmina Woźniki będzie miejscem, w którym ludzie chcą mieszkać, zostać i planować przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE