Powiat Lubliniecki
Koszęcin i Lisowice z dofinansowaniem z urzędu marszałkowskiego
14 kwietnia Sejmik Województwa Śląskiego przyjął uchwałę dotyczącą udzielenia pomocy finansowej w ramach Marszałkowskiego Konkursu „Inicjatywa Sołecka” na rok 2025. Wśród dotowanych projektów z całego województwa beneficjentami zostały także dwa sołectwa z powiatu lublinieckiego – Koszęcin i Lisowice.
Sołectwo Koszęcin otrzymało dofinansowanie w wysokości 100 tys. zł na zakup sceny plenerowej z oświetleniem. Inwestycja ta ma na celu stworzenie nowoczesnej infrastruktury, która umożliwi organizację różnorodnych wydarzeń kulturalnych i integracyjnych dla mieszkańców.
Z kolei sołectwo Lisowice uzyskało wsparcie finansowe w wysokości 9,5 tys. zł na zakup zestawu festynowego. Z pewnością przysłuży się organizacji lokalnych wydarzeń integracyjnych. Inicjatywa ta ma na celu wzmocnienie więzi społecznych wśród mieszkańców oraz stworzenie przestrzeni do wspólnego spędzania czasu.
Marszałkowski Konkurs „Inicjatywa Sołecka” to program realizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, mający na celu wspieranie rozwoju lokalnych społeczności poprzez dofinansowanie projektów zgłaszanych przez sołectwa. W tym roku na dziewięćdziesiąt dwa zadania rozdzielono w sumie 4,5 mln zł.
Lubliniec
Burmistrz odmówił szpitalowi umorzenia podatku. Maniura: Jestem pod ścianą
Trudna sytuacja finansowa lublinieckiego szpitala po raz kolejny wróciła podczas sesji rady miejskiej. Tym razem burmistrz Edward Maniura poinformował, że nie zgodził się na kolejne umorzenie zobowiązania podatkowego placówki. Jak wyjaśniał, przyczyną decyzji było niedotrzymanie wcześniejszej deklaracji dotyczącej dokonania choćby częściowej wpłaty.
W swoim sprawozdaniu z działalności międzysesyjnej włodarz Lublińca odniósł się do przedłużającego się kryzysu szpitala powiatowego. Podkreślił, że miasto w poprzednich latach wielokrotnie wspierało placówkę poprzez umorzenia należności podatkowych, których łączna wartość sięgała setek tysięcy złotych. Tym razem uznał jednak, że dalsze ustępstwa bez jakiegokolwiek działania ze strony dyrekcji nie byłyby właściwe.

– Tutaj podjąłem decyzję odmowną, jeżeli chodzi o umorzenie podatku, dlatego że nie zostały spełnione obietnice deklarowane przez panią dyrektor. Nie została dokonana ani jedna wpłata – powiedział burmistrz Edward Maniura.
Jak tłumaczył, samorząd pozostaje otwarty na częściową pomoc również wobec innych placówek medycznych, ale podstawą takiej współpracy musi być wiarygodność składanych deklaracji.
– Przyjąłem zasadę, że przynajmniej coś po prostu powinno być wpłacone, bo mamy oczywiście drugi szpital, który od czasu do czasu też posiłkuje się prośbą o zwolnienie w części podatku i ja to robię. Natomiast musi być jakaś współpraca w tym zakresie i musi też być, jeżeli jest deklaracja, to rozumiem, że osoba składająca tę deklarację po prostu ma dobrą wolę, a jeżeli nie wypełnia tej deklaracji, no to trudno – mówił.
Burmistrz przyznał, że odmowa nie była łatwą decyzją, jednak uznał ją za konieczną wobec braku realizacji wcześniejszych ustaleń.
– Mogę powiedzieć, że jestem pod ścianą i podjąłem taką decyzję – stwierdził.

Maniura przypomniał jednocześnie, że szpital już wcześniej wielokrotnie korzystał z pomocy miasta.
– Te umorzenia idą w setki tysięcy złotych – zaznaczył.
Jeszcze poważniejszym problemem pozostaje zadłużenie placówki. Burmistrz poinformował, że po jednej z wcześniejszych sesji przesłał jednemu z parlamentarzystów szczegółowe wyliczenia dotyczące kondycji finansowej szpitala. Jak zauważył, nie otrzymał do nich żadnych zastrzeżeń, dlatego uznaje przedstawioną wcześniej wysokość zobowiązań za prawidłową.
Według burmistrza zadłużenie szpitala wynosi około 80 mln zł. Jeśli placówka zostałaby przekształcona w spółkę, ciężar zobowiązań musiałby zostać przejęty przez powiat. W jego ocenie tak duże obciążenie odbije się na zdolności powiatu do realizowania innych inwestycji na terenie gmin. Pierwsze oznaki problemu mają być już widoczne w stanie dróg powiatowych.
– Już widzimy, że na drogach powiatowych niewiele się robi. Wczoraj miałem kolejną interwencję właśnie w tym obszarze, ale cóż zrobić – mówił.
Krytycznie odniósł się również do decyzji dotyczących starego budynku szpitala. Jego zdaniem obiekt powinien zostać rozebrany, tymczasem zdecydowano się na jego ogrodzenie, co oznacza kolejne wydatki.
– Z pewnymi decyzjami trudno mi się pogodzić, bo ostatnio zauważyłem, że budynek starego szpitala zamiast być rozebrany, bo w końcu i tak będzie rozebrany kiedyś, przypomnijcie państwo moje słowa, bo dostanie starosta nakaz rozbiórki i będzie musiał to zrobić. To lepiej było ogrodzić płotem, wydać kolejne pieniądze. Tu akurat ja nie rozumiem tych decyzji, ale widocznie inaczej postrzegam rzeczywistość – powiedział.
Pomimo krytycznych uwag burmistrz Maniura podkreślił, że nie wyobraża sobie Lublińca bez szpitala. Jak wskazywał, utrata placówki oznaczałaby nie tylko problem dla pacjentów, ale również obniżenie znaczenia miasta w regionie.
Lubliniec
Mieszkańcy postawili na Skolima. Miasto rezerwuje termin na przyszłoroczne Dni Lublińca
Mieszkańcy zdecydowali, a miasto zaczęło działać. Skolim zdobył najwięcej głosów w ankiecie dotyczącej gwiazdy przyszłorocznych Dni Lublińca i wszystko wskazuje na to, że pojawi się na miejskiej scenie w czerwcu 2027 roku.
Dni Lublińca zaplanowano na weekend od 18 do 20 czerwca. Choć do imprezy zostało jeszcze sporo czasu, przygotowania już ruszyły. Jednym z pierwszych etapów było głosowanie, w którym mieszkańcy wybierali artystę, jakiego najchętniej zobaczyliby podczas miejskiego święta. Wynik okazał się jednoznaczny. Skolim otrzymał 1340 głosów, czyli 46 proc. wszystkich wskazań. Łącznie w ankiecie udział wzięły 2902 osoby.
Daleko za zwycięzcą znalazł się Igor Herbut, który zdobył 669 głosów i 23 proc. poparcia. Na Justynę Steczkowską zagłosowały 423 osoby, na Natalię Szroeder 247, a na Andrzeja Piasecznego 223.
Miasto nie zamierzało odkładać decyzji na później. Jak poinformowano, termin występu Skolima został już zarezerwowany, a obecnie trwają rozmowy z jego menedżerem dotyczące szczegółów współpracy i podpisania umowy.
To oznacza, że faworyt mieszkańców jest bardzo blisko udziału w Dniach Lublińca 2027, choć ostateczne potwierdzenie nastąpi dopiero po zakończeniu formalnych uzgodnień.

Na jednym nazwisku program się jednak nie skończy. Jak podkreślają organizatorzy, urząd prowadzi równolegle rozmowy z kolejnymi wykonawcami, chcąc przygotować trzydniową imprezę zróżnicowaną muzycznie i atrakcyjną dla różnych grup odbiorców.
Ankieta pokazała, że mieszkańcy Lublińca wyraźnie postawili na taneczne rytmy. Teraz pozostaje czekać na podpisanie umowy i kolejne nazwiska, które uzupełnią program przyszłorocznego święta miasta.
Woźniki
Plan ogólny to nie zgoda na budowę. To dopiero początek rozmowy
W ostatnich dniach pojawiły się publikacje dotyczące planowanej inwestycji biometanowej na terenie gminy Woźniki. Wraz z nimi pojawiło się wiele pytań dotyczących znaczenia planu ogólnego oraz tego, czy jego zapisy oznaczają zgodę na realizację inwestycji.
– Z uwagą zapoznaliśmy się zarówno z opiniami, jak i stanowiskiem władz samorządowych. Rozumiemy, że każda nowa inwestycja rodzi pytania i wymaga rzetelnej dyskusji. Właśnie dlatego chcielibyśmy wyjaśnić jedną z najważniejszych kwestii, która naszym zdaniem jest często błędnie interpretowana – informuje kierownictwo spółki Zakład Produkcji Biometanu Woźniki.
Plan ogólny nie oznacza zgody na inwestycję
Plan ogólny to dokument planistyczny przygotowywany przez gminę, który określa kierunki rozwoju przestrzennego oraz wskazuje, jakie rodzaje funkcji i inwestycji mogą być w przyszłości rozważane na poszczególnych terenach.
– W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie sugerujące, że wpisanie możliwości lokalizacji biometanowni do planu ogólnego oznacza zgodę na jej budowę. Tak jednak nie jest. Plan ogólny nie daje pozwolenia na budowę, nie zatwierdza konkretnego projektu i nie oznacza rozpoczęcia inwestycji. Dopiero później rozpoczyna się właściwy proces inwestycyjny, podczas którego projekt podlega szczegółowej ocenie przez liczne organy administracji publicznej – wyjaśnia Maciej Kropidłowski, prezes ZPB Woźniki.

Przed inwestycją jest jeszcze wiele etapów
Jak dodaje Kropidłowski, nawet jeśli plan ogólny dopuszcza możliwość realizacji takiej inwestycji, przed inwestorem pozostaje jeszcze długa droga. Projekt musi uzyskać szereg wymaganych decyzji i uzgodnień, w tym między innymi ocenę oddziaływania na środowisko, uzgodnienia z właściwymi organami administracji, analizy dotyczące wpływu na otoczenie oraz pozwolenie na budowę.
– Każda z tych procedur prowadzona jest niezależnie i podlega odrębnej ocenie właściwych organów. Na każdym z tych etapów projekt może zostać zmodyfikowany, uzupełniony, a nawet zakończony, jeśli nie spełni wymagań określonych przepisami prawa – mówi prezes.
Bez odpowiednich zapisów nie będzie nawet możliwości rozmowy
Spółka podkreśla, iż jeżeli jednak plan ogólny całkowicie wykluczy możliwość lokalizacji tego typu inwestycji, cały proces zakończy się, zanim będzie można przedstawić mieszkańcom jakiekolwiek szczegółowe informacje.
– Nie będzie możliwości przedstawienia mieszkańcom raportów środowiskowych, analiz dotyczących hałasu, ruchu drogowego czy rozwiązań ograniczających potencjalny wpływ inwestycji na otoczenie. Nie będzie także przestrzeni do wspólnego wypracowania ewentualnych zmian odpowiadających oczekiwaniom mieszkańców. W praktyce oznacza to zamknięcie drogi do merytorycznej dyskusji jeszcze przed jej rozpoczęciem – dodaje prezes Kropidłowski.
Wierzymy w otwarty dialog
Kierownictwo ZPB Woźniki podkreśla, że od początku deklaruje gotowość do rozmowy z mieszkańcami oraz władzami samorządowymi.
– Szanujemy rolę samorządu jako gospodarza gminy i wierzymy, że decyzje dotyczące jej rozwoju powinny być podejmowane na podstawie rzetelnych informacji, analiz i obowiązujących procedur. Liczymy, że kolejne etapy będą okazją do spokojnej, merytorycznej rozmowy z samorządem o faktach, analizach i rozwiązaniach możliwych do zastosowania – mówi prezes. – Jesteśmy gotowi przedstawić rozwiązania technologiczne, omówić kwestie związane z ochroną środowiska, transportem, bezpieczeństwem oraz odpowiedzieć na wszystkie pytania mieszkańców. Uważamy, że tylko otwarta rozmowa oparta na faktach pozwala podejmować dobre decyzje. Mamy nadzieję, że taka rozmowa będzie możliwa – dodaje.

Lubliniec
Jak wypadli lublinieccy ósmoklasiści? Angielski zdecydowanie na plus, dobrze także z matematyką
Lublinieccy ósmoklasiści mają powody do zadowolenia. Tegoroczne wyniki egzaminu pokazały, że uczniowie miejskich szkół podstawowych we wszystkich trzech przedmiotach osiągnęli rezultaty wyższe od średniej powiatu. Najlepiej poradzili sobie z językiem angielskim, a bardzo dobry wynik uzyskali również z matematyki.
Do miejskiego zestawienia wliczono rezultaty czterech miejskich podstawówek oraz Szkoły Podstawowej im. św. Edyty Stein. Średni wynik z języka polskiego wyniósł 63 proc., z matematyki 58 proc., a z języka angielskiego 78 proc.

Największą przewagę uczniowie z Lublińca wypracowali z języka angielskiego. Ich średni wynik był o 6 punktów procentowych wyższy od średniej powiatu oraz o 5 punktów lepszy od rezultatów osiągniętych w województwie i w całym kraju. To właśnie ten przedmiot okazał się najmocniejszą stroną tegorocznych absolwentów miejskich podstawówek.
Dobrze wypadła także matematyka. Lublinieccy uczniowie uzyskali średnio 58 proc., podczas gdy średnia powiatu i kraju wyniosła 55 proc., a województwa 54 proc. Oznacza to, że miejscowi ósmoklasiści wyprzedzili wszystkie porównywane wyniki.
Nieco słabiej na tym tle prezentuje się język polski, choć również tutaj uczniowie osiągnęli rezultat wyższy od średniej powiatowej. Wynik 63 proc. był o 1 punkt procentowy lepszy od średniej powiatu, ale o 1 punkt niższy od średniej wojewódzkiej i o 2 punkty od krajowej.
Tegoroczny egzamin pokazał więc wyraźnie, że największym atutem lublinieckich ósmoklasistów są języki obce, a także matematyka. We wszystkich trzech częściach sprawdzianu uczniowie wypadli lepiej niż ich rówieśnicy w skali powiatu.
– Cieszy nas, że uczniowie miejskich szkół po raz kolejny pokazali, że potrafią osiągać bardzo dobre rezultaty. To sukces, na który zapracowali wspólnie uczniowie, nauczyciele i rodzice. Trzymamy kciuki za kolejne wyzwania i wierzymy, że zdobyta wiedza będzie procentować w nowych szkołach – podkreśliły władze Lublińca w komunikacie.
Rezultaty egzaminu będą miały znaczenie podczas rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Dla wielu uczniów nawet kilka punktów może zdecydować o przyjęciu do wybranej klasy lub szkoły. Tegoroczne wyniki wskazują jednak, że lublinieccy absolwenci podstawówek przystępują do kolejnego etapu edukacji z solidnym dorobkiem.
Boronów
Boronów podpatruje rozwiązania. Radni sprawdzali, jak działa gospodarka wodna w Pawonkowie
Delegacja radnych gminy Boronów odwiedziła Pawonków, by z bliska przyjrzeć się funkcjonowaniu tamtejszej infrastruktury wodociągowej. Wizyta miała charakter roboczy i była okazją do poznania rozwiązań, które w przyszłości mogą zostać wykorzystane również w rodzimym samorządzie.
Spotkanie odbyło się 6 lipca. Radni zapoznali się z całym procesem związanym z dostarczaniem wody mieszkańcom – od jej wydobycia, przez uzdatnianie, aż po przepompowywanie i dalszą dystrybucję w sieci.
Podczas wizyty omówiono nie tylko kwestie techniczne. Przedstawiciele Boronowa mogli poznać również koszty realizacji poszczególnych etapów inwestycji, dokumentację niezbędną do ich przeprowadzenia oraz czas potrzebny na wykonanie prac. Ważnym elementem spotkania była także prezentacja rozwiązań stosowanych w Pawonkowie w zakresie gospodarki wodnej.
Wizyta miała służyć przede wszystkim wymianie doświadczeń pomiędzy samorządami. Dla radnych z Boronowa była okazją do zdobycia praktycznej wiedzy i sprawdzenia, jak w sąsiedniej gminie rozwiązano kwestie związane z bezpieczeństwem dostaw wody oraz utrzymaniem infrastruktury.

– Przedstawione w Pawonkowie rozwiązania mogą w przyszłości stać się inspiracją dla podobnych działań w Boronowie – podkreślili samorządowcy, licząc, że ewentualne wdrożenie podobnych technologii pozwoli poprawić jakość i niezawodność dostaw wody dla mieszkańców, a także lepiej przygotować gminę do kolejnych inwestycji w tym obszarze.
Wizyta pokazała również, że współpraca pomiędzy sąsiednimi samorządami może przynosić konkretne korzyści. Zamiast budować rozwiązania od podstaw, gminy mogą korzystać z doświadczeń innych i unikać błędów, które pojawiają się przy realizacji złożonych inwestycji infrastrukturalnych.
Lubliniec
Ankieterzy będą sprawdzać posesje w Lublińcu. Miasto aktualizuje dane o azbeście
Do końca września będzie prowadzona inwentaryzacja wyrobów zawierających azbest. Upoważnieni ankieterzy odwiedzą nieruchomości w Lublińcu, Steblowie i Kokotku, a także rodzinne ogrody działkowe. Urzędnicy proszą właścicieli posesji o współpracę i przekazanie informacji dotyczących między innymi dachów, elewacji oraz innych elementów wykonanych z materiałów zawierających azbest.
Dane będą zbierane na podstawie spisu z natury. Oznacza to, że ankieterzy mogą pojawić się bezpośrednio na posesjach i zwrócić się do właścicieli nieruchomości lub osób przez nich upoważnionych z pytaniami o występujące tam wyroby zawierające azbest.
– Zwracamy się do właścicieli nieruchomości użytkujących wyroby zawierające azbest, na przykład pokrycia dachowe, elewacje i inne, na terenie gminy Lubliniec, w tym obrębu Steblów, Lubliniec i Kokotek oraz rodzinnych ogrodów działkowych, z prośbą o umożliwienie przeprowadzenia inwentaryzacji na terenie posesji oraz o udzielenie wszelkich możliwych danych w tym zakresie przybyłym ankieterom – informują przedstawiciele Urzędu Miejskiego w Lublińcu.
Osoby prowadzące inwentaryzację będą posiadały stosowne upoważnienie burmistrza Lublińca. Mieszkańcy mają więc możliwość sprawdzenia, czy osoba prosząca o wejście na teren posesji rzeczywiście działa na zlecenie samorządu.
Aktualizacja danych ma pokazać, gdzie na terenie miasta nadal znajdują się materiały zawierające ten szkodliwy minerał, jaka jest jego ilość oraz w jakim jest stanie. Informacje te są potrzebne między innymi do planowania dalszych działań związanych z bezpiecznym usuwaniem tego rodzaju wyrobów.
Urząd przypomina jednocześnie, że obowiązek sporządzenia inwentaryzacji spoczywa na właścicielach nieruchomości. Wynika on z rozporządzenia ministra gospodarki z grudnia 2010 roku dotyczącego zasad wykorzystywania, przemieszczania i oczyszczania instalacji oraz urządzeń, w których był lub jest stosowany azbest. Dodatkowych informacji na temat prowadzonej inwentaryzacji udzielają pracownicy wydziału ochrony środowiska i klimatu.
Kochanowice
Sto sześć lat Berty Pyki. Najstarsza mieszkanka gminy świętowała wyjątkowy jubileusz
Berta Pyka z Pawełek obchodziła 4 lipca swoje 106. urodziny. Najstarsza mieszkanka gminy przyjmowała tego dnia bukiety kwiatów, serdeczne życzenia i gratulacje. Z wizytą u jubilatki pojawił się również wójt Kochanowic.
Pani Berta urodziła się w Pawełkach i z tą miejscowością była związana przez całe życie. Tutaj dorastała, pracowała i przez dziesięciolecia uczestniczyła w życiu lokalnej społeczności. Pozostała panną, a zawodowo była związana z sanatorium w Kochcicach, gdzie pracowała w kuchni oraz jako krawcowa.
Szczególne miejsce w jej życiu zajmował kościółek w Pawełkach. Przez wiele lat troszczyła się o jego wystrój. Przynosiła do świątyni kwiaty z własnego ogródka, a także wyszywała obrusy, które służyły miejscowej wspólnocie. Była to cicha, codzienna praca, wykonywana z zaangażowaniem i przywiązaniem do rodzinnej miejscowości.
Dziś pani Berta ma trudności z samodzielnym poruszaniem się, jednak może liczyć na opiekę najbliższych. Gdy tylko pozwalają na to pogoda i samopoczucie, wyjeżdża na wózku przed dom, by spędzić czas na świeżym powietrzu.

Rodzina podkreśla, że jubilatka stara się zdrowo odżywiać i mimo sędziwego wieku zachowuje pogodę ducha. Nie rezygnuje jednak z drobnych przyjemności. Jedną z nich jest nutella, której pani Berta jest wielką miłośniczką.
W dniu urodzin z życzeniami pospieszył także wójt Jacek Mokros. Przekazał jubilatce kwiaty oraz wyrazy szacunku z okazji osiągnięcia tak wyjątkowego wieku.

– 106. urodziny pani Berty były nie tylko rodzinnym świętem, ale również ważnym wydarzeniem dla całej lokalnej społeczności. Tak niezwykły jubileusz jest okazją do wyrażenia wdzięczności za długie życie, pracę i obecność wśród kolejnych pokoleń mieszkańców Pawełek – podkreślił włodarz na swoim profilu facebookowym.
Powiat Lubliniecki
Wakacje dopiero się zaczęły, a bilans już przeraża. Dwanaście osób rannych na drogach powiatu
Pierwsze dwa tygodnie wakacji na drogach powiatu lublinieckiego przyniosły serię groźnych zdarzeń. Od 27 czerwca do 8 lipca policjanci odnotowali aż 33 wypadki i kolizje. W pięciu najgroźniejszych zdarzeniach rannych zostało łącznie 12 osób, a w jednym przypadku konieczna była interwencja śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Mimo wzmożonych działań kontroli prędkości, sprawdzania trzeźwości kierowców i reagowania na niewłaściwe zachowania dla funkcjonariuszy lublinieckiej drogówki bilans początku tegorocznych wakacji jest wyjątkowo niepokojący.

Jak informują, najtragiczniej wyglądało zdarzenie, do którego doszło 1 lipca wieczorem w Dralinach na ulicy Pawonkowskiej. Według wstępnych ustaleń policjantów 19-letni mieszkaniec powiatu oleskiego, kierujący volkswagenem passatem, na łuku drogi nie dostosował prędkości do panujących warunków. Samochód wpadł w poślizg, a kierowca stracił nad nim panowanie. Passat zderzył się z jadącym z przeciwka audi, którym kierowała 24-letnia mieszkanka powiatu lublinieckiego. Siła uderzenia była bardzo duża. Do szpitali trafiło czterech pasażerów volkswagena, w tym jedna osoba w stanie ciężkim. Hospitalizacji wymagała również kierująca audi. Na miejsce zadysponowano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Kolejne groźne zdarzenie miało miejsce dzień później w Lublińcu. Na ulicy Tysiąclecia 25-letni kierowca fiata ducato podczas cofania na chodniku potrącił prawidłowo poruszającą się 83-letnią kobietę. Seniorka doznała obrażeń i została przewieziona do szpitala.

Niebezpiecznie było również 3 lipca na ulicy Oleskiej. Kierująca nie ustąpiła pierwszeństwa 58-letniemu motorowerzyście. W wyniku zderzenia mężczyzna odniósł obrażenia i trafił pod opiekę lekarzy.
Do kolejnego poważnego wypadku doszło 7 lipca w Kochcicach. 14-letnia dziewczynka jadąca hulajnogą elektryczną nie zachowała ostrożności i uderzyła w prawidłowo zaparkowanego fiata seicento. Nastolatka miała na głowie kask ochronny, jednak mimo to doznała poważnych obrażeń i została przetransportowana do szpitala.
Policjanci zwracają uwagę, że większość takich zdarzeń nie jest wynikiem przypadku. Najczęściej prowadzą do nich nadmierna prędkość, niedostosowanie jazdy do warunków na drodze, nieustąpienie pierwszeństwa, brak ostrożności podczas wykonywania manewrów oraz zwykła chwila nieuwagi.
– Każdy z uczestników ruchu drogowego, kierowca, motocyklista, rowerzysta, użytkownik hulajnogi czy pieszy ma znaczący wpływ na bezpieczeństwo swoje i innych – podkreślają lublinieccy funkcjonariusze, wystosowując jednocześnie szczególny apel kierowany do kierowców, aby zwolnili, zachowywali bezpieczną odległość i dokładnie obserwowali otoczenie.
Policjanci przypominają również, że cofanie na chodniku, przejeżdżanie przez skrzyżowania czy pokonywanie zakrętów wymaga pełnego skupienia. Ostrożność powinni zachować także użytkownicy hulajnóg elektrycznych. Kask może zmniejszyć ryzyko poważnych obrażeń, ale nie zastąpi rozwagi, dostosowania prędkości i obserwowania drogi.
Powiat Lubliniecki
Partyjna wojna w regionalnym PiS-ie. Krytyka posła Gawrona zakończyła się zawieszeniem
Poseł Szymon Giżyński został zawieszony w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości. Decyzję podjął 8 lipca prezes ugrupowania Jarosław Kaczyński. Sprawa ma związek z ostrym konfliktem wewnątrz częstochowskich struktur partii wokół referendum w sprawie odwołania prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i rady miasta.
Zawieszenie oznacza ograniczenie aktywności Giżyńskiego w strukturach ugrupowania. Polityk nie może w tym czasie wykonywać praw członka partii, uczestniczyć w jej wewnętrznych ustaleniach ani reprezentować jej w ramach powierzonych funkcji. Nie jest to jednak równoznaczne z usunięciem z PiS – o dalszym statusie posła mogą zdecydować kolejne rozstrzygnięcia władz ugrupowania.

Bezpośrednim tłem decyzji jest oświadczenie opublikowane przez Giżyńskiego po tym, jak częstochowskie struktury PiS poparły inicjatywę referendalną. Poseł krytycznie odniósł się do tego stanowiska i ironicznie komentował działania partyjnych kolegów – Lidii Burzyńskiej i Andrzeja Gawrona. Z jego wypowiedzi wynikało, że nie podziela politycznej oceny skutków ewentualnego odwołania obecnych władz miasta.
Oświadczenie zaostrzyło trwający od dłuższego czasu spór w lokalnym PiS. Szczególnie mocno odebrano personalne uwagi pod adresem Burzyńskiej, stojącej na czele częstochowskich struktur partii, oraz Gawrona. Lokalne media opisywały wystąpienie Giżyńskiego jako otwarty atak na pozycję jego partyjnych współpracowników.

Dla Giżyńskiego obecna sytuacja ma szczególne znaczenie. Z Prawem i Sprawiedliwością jest związany od początku istnienia ugrupowania, a mandat poselski z list tej partii zdobywał wielokrotnie. Zawieszenie może więc ograniczyć jego wpływ na bieżące decyzje polityczne i pogłębić podziały w częstochowskiej organizacji.
Nie jest to pierwszy taki przypadek w jego karierze. W grudniu 2009 roku Giżyński również został zawieszony w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości. Ówczesne postępowanie partyjne dotyczyło zachowania częstochowskich struktur przed referendum, które zakończyło się odwołaniem prezydenta Tadeusza Wrony. Władze partii zleciły wówczas rzecznikowi dyscypliny zbadanie sprawy.
Na obecnym etapie nie wiadomo, czy decyzja Jarosława Kaczyńskiego będzie miała charakter czasowy, czy stanie się początkiem procedury prowadzącej do trwałego rozstania polityka z ugrupowaniem. Pewne jest natomiast, że spór o częstochowskie referendum przestał być wyłącznie lokalną dyskusją i przerodził się w poważny konflikt wewnątrz PiS. Szymon Giżyński jest posłem PiS nieprzerwanie od blisko 25 lat.
Woźniki
Inwestor kusi wpływami do budżetu, a samorząd wskazuje na drogi, hałas i interes mieszkańców
Władze gminy Woźniki przedstawiły oficjalne stanowisko wobec planowanej budowy zakładu produkcji biometanu przez spółkę Zakład Produkcji Biometanu Woźniki. Samorząd podkreśla, że nie sprzeciwia się samej idei rozwoju odnawialnych źródeł energii, ale ma poważne zastrzeżenia do lokalizacji wskazanej przez inwestora.
Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji materiału promocyjnego spółki dotyczącego planowanej inwestycji. Jak słusznie zauważyli miejscowi urzędnicy, tekst miał charakter artykułu sponsorowanego, a więc przedstawiał wyłącznie punkt widzenia inwestora. Samorząd zwraca uwagę, że w materiale wyeksponowano przede wszystkim potencjalne korzyści finansowe, w tym zapowiedzi wpływów do budżetu oraz przychodów dla regionu, bez odpowiednio szerokiego omówienia ryzyk i możliwych skutków dla mieszkańców.

Zdaniem władz Woźnik taka forma komunikacji może budować jednostronny obraz inwestycji i wywoływać presję na radę miejską przed podjęciem jakichkolwiek wiążących decyzji planistycznych. Samorząd zaznacza, że dyskusja o tego typu przedsięwzięciu powinna opierać się na faktach, analizach i rzeczywistej ocenie skutków, a nie wyłącznie na obietnicach rozwojowych.
Największe wątpliwości dotyczą lokalizacji planowanego zakładu. Gmina wskazuje przede wszystkim na nieprzystosowaną infrastrukturę drogową w sąsiedztwie terenu, na którym miałaby powstać biometanownia. Według samorządu obecny układ komunikacyjny nie posiada parametrów odpowiednich do obsługi dużej instalacji przemysłowej.
Kolejną kwestią jest ryzyko znaczącego wzrostu ruchu wysokotonażowego. Funkcjonowanie tego rodzaju zakładu wiąże się ze stałym transportem dużych ilości substratów, takich jak gnojowica, obornik czy osady. To z kolei mogłoby oznaczać większe natężenie ruchu ciężkich pojazdów na lokalnych drogach, a tym samym dodatkowe obciążenie dla mieszkańców i infrastruktury.
Samorząd zwraca również uwagę na bliskość zabudowań mieszkalnych. Władze gminy podkreślają, że nawet przy deklaracjach inwestora dotyczących nowoczesnej technologii nie można pomijać obaw mieszkańców związanych z hałasem, bezpieczeństwem oraz możliwymi uciążliwościami zapachowymi.

Istotne znaczenie ma także obecny projekt planu ogólnego gminy. Na wskazanym przez inwestora terenie nie dopuszczono możliwości budowy biogazowni lub biometanowni. Wniosek w tej sprawie został odrzucony ze względu na niezgodność planowanego przedsięwzięcia z przyjętą polityką przestrzenną oraz kierunkami rozwoju funkcjonalno-przestrzennego gminy.
Władze Woźnik zaznaczają, że samo złożenie przez inwestora wniosku o sporządzenie Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego nie przesądza jeszcze o realizacji przedsięwzięcia. Ewentualne decyzje dotyczące zmiany projektu planu ogólnego oraz rozpatrzenia wniosku przez radę miejską mają być podejmowane z uwzględnieniem dobra mieszkańców, skutków społecznych, środowiskowych i infrastrukturalnych.
Burmistrz Michał Aloszko podkreśla, że gmina nie zamyka się na odnawialne źródła energii. Zastrzeżenia dotyczą jednak konkretnego miejsca, w którym inwestor chciałby zrealizować zakład.
– Priorytetem naszego rozwoju jest zachowanie charakteru gminy Woźniki, jako miejsca zielonego i spokojnego, a nie budowanie inwestycji za wszelką cenę. Staję po stronie mieszkańców, którzy czują uzasadniony sceptycyzm wobec planów inwestora – stanowczo deklaruje burmistrz.
Lokalni urzędnicy przypominają jednocześnie, że gmina Woźniki od lat wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, między innymi poprzez projekty fotowoltaiczne oraz programy ograniczania niskiej emisji. W projektowanym planie ogólnym wskazano również inne lokalizacje przeznaczone na inwestycje przemysłowe tego typu. Według tutejszych władz są one korzystniejsze między innymi ze względu na lepsze parametry drogowe i większą możliwość ochrony terenów zamieszkałych przed negatywnymi skutkami transportu ciężkiego.
Lubliniec
Jeden miał narkotyki, drugi miał grozić dzieciom. Obaj usłyszeli zarzuty i trafili do aresztu
Policjanci w ostatnich dniach zatrzymali dwóch młodych mieszkańców powiatu lublinieckiego, którzy usłyszeli poważne zarzuty. W jednym przypadku chodzi o posiadanie znacznej ilości narkotyków, w drugim o serię przestępstw, w tym groźby wobec małoletnich, kradzież pieniędzy oraz próbę kradzieży hulajnogi elektrycznej. Decyzją sądu obaj mężczyźni trafili do tymczasowego aresztu.
Pierwsza ze spraw dotyczy 20-letniego mieszkańca powiatu lublinieckiego. Kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu ustalili, że mężczyzna może posiadać większe ilości narkotyków. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze znaleźli blisko 1,4 kilograma marihuany. Oprócz suszu zabezpieczono również wagę oraz zgrzewarkę próżniową.

Policjanci zabezpieczyli także gotówkę w kwocie ponad 7 tys. zł na poczet przyszłych kar i grzywien. Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 20-latkowi zarzutu posiadania znacznej ilości środków odurzających.
Na wniosek śledczych i prokuratora sąd zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. Za naruszenie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii mężczyźnie grozi wieloletnie więzienie.
Druga sprawa dotyczy 18-letniego mieszkańca powiatu lublinieckiego. Według ustaleń śledczych, w okresie od 29 czerwca do 2 lipca mężczyzna miał dopuścić się kilku przestępstw na terenie Lublińca. Podejrzany miał kierować groźby karalne wobec 11-letniego chłopca, a następnie dokonać kradzieży pieniędzy.

To jednak nie koniec zarzutów. Jak wynika z ustaleń policjantów, 18-latek miał również grozić innemu małoletniemu, wzbudzając w nim uzasadnioną obawę spełnienia tych gróźb. Ponadto usiłował ukraść hulajnogę elektryczną należącą do kolejnego 11-latka oraz przywłaszczył znalezione przedmioty należące do 61-letniej mieszkanki Lublińca.
Mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy wydziału kryminalnego i doprowadzony do prokuratury. Na wniosek śledczych oraz prokuratora Sąd Rejonowy w Lublińcu zastosował wobec niego dwumiesięczny tymczasowy areszt.
Obie sprawy będą miały dalszy ciąg przed sądem.
Koszęcin
Korso zaprzęgów przejedzie ulicami Koszęcina. To może być najbardziej widowiskowy punkt weekendu
Koszęcin ponownie stanie się miejscem spotkania miłośników koni, tradycji i klasycznej sztuki powożenia. W dniach 8 i 9 sierpnia odbędzie się VIII CIAT Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia Koszęcin 2026. Wydarzenie zaplanowano przy ulicy Zamkowej, w otoczeniu miejsc związanych z siedzibą Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.
VIII CIAT Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia to wydarzenie łączące sportową rywalizację, kulturę, historię i promocję lokalnego dziedzictwa. Dla publiczności będzie to okazja, by zobaczyć rzadko spotykaną dziś formę powożenia tradycyjnego, w której liczy się nie tylko sprawność zaprzęgu, ale również styl, elegancja i dbałość o historyczne detale.

Jak przekonują organizatorzy tego przedsięwzięcia, to propozycja zarówno dla pasjonatów jeździectwa, jak i mieszkańców, którzy chcą zobaczyć wyjątkowe widowisko nawiązujące do przełomu XIX i XX wieku. Podczas konkursu będzie można podziwiać eleganckie zaprzęgi, zabytkowe karety i furgony, konie oraz powożących występujących w historycznych strojach.
Program wydarzenia obejmuje kilka konkurencji konkursowych oraz wydarzenia towarzyszące. W sobotę, 8 sierpnia, o godz. 11.30 w parku przy pałacu rozpocznie się pierwsza konkurencja, czyli prezentacja zaprzęgów. O godz. 14.00 zaplanowano korso, czyli paradę zaprzęgów ulicami Koszęcina. Następnie, o godz. 15.45, w sali widowiskowej w Pawilonie Elwiry Kamińskiej odbędzie się spotkanie autorskie z Piotrem Polkiem.

Sobotni program zakończy muzyczny akcent. O godz. 17.00 w namiocie plenerowym wystąpi Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” imienia Stanisława Hadyny z koncertem galowym „A to Polska właśnie”.
Drugi dzień konkursu, niedziela 9 sierpnia, rozpocznie się o godz. 9.00 drugą konkurencją, czyli próbą terenową w Starym Parku i Parku Pałacowym. O godz. 14.00 na hipodromie w Starym Parku odbędzie się trzecia konkurencja, próba zręczności, określona w programie jako kegle. Zakończenie wydarzenia i uroczystość wręczenia nagród zaplanowano około godz. 16.00.
Woźniki
W Woźnikach planowana jest nowa inwestycja. Inwestor mówi o ponad trzystu milionach dla gminy
Gmina Woźniki może wkrótce doczekać się nowej, wielomilionowej inwestycji z sektora energetyki. Przedsięwzięcie poza wpływami do lokalnego budżetu może przynieść mieszkańcom także nową drogę, dodatkowe możliwości dla miejscowych firm i rolników, a nawet pomóc ograniczyć odory unoszących się nad polami przy wylewaniu gnojowicy, obornika czy kompostu.
Dla planowanej inwestycji powołano już spółkę celową. Chodzi o Zakład Produkcji Biometanu Woźniki sp. z o.o., która na terenie gminy zamierza wybudować instalację produkującą metan zatłaczany do znajdującej się w pobliżu sieci gazowej. Jak wskazują przedstawiciele inwestora, instalacja zaplanowana będzie tak, aby wtopić się w lokalny krajobraz. Wyprzedzając obawy, przedstawiciele spółki podkreślają, że nie będzie się to wiązać z żadną przykrą dla mieszkańców działalnością w postaci hałasu lub nieprzyjemnych zapachów.
Do produkcji biometanu miałyby być wykorzystywane m.in. trawy, słomy zbożowe, osady, oborniki, gnojowica oraz frakcje biodegradowalne. Kierownictwo spółki podkreśla, że inwestycja ma łączyć cele gospodarcze z korzyściami dla lokalnego rolnictwa i wpisywać się w rozwój krajowej niezależności energetycznej od dostaw gazu z obcych państw.

Szansa na rozwój gminy i lokalnego biznesu
Prezes ZPB Woźniki przekonuje, że korzyści miałyby być odczuwalne już na etapie budowy. Wtedy pojawią się zlecenia dla lokalnych firm związane z robotami budowlanymi, transportem, ochroną, przygotowaniem terenu i obsługą zaplecza inwestycji, w tym bazy noclegowej i gastronomicznej. Po uruchomieniu zakładu potrzebne będą z kolei usługi logistyczne, serwisowe i transportowe. Według prezesa oznacza to szansę na rozwój dla lokalnych przedsiębiorców, a dla gminy – na dodatkowe wpływy podatkowe.
– Kluczową szansą jest rozwój całego regionu Woźnik i korzyści, jakie w dłuższej perspektywie odczuje każdy mieszkaniec gminy. Instalacja z lokalnych substratów będzie wytwarzała produkt w postaci gazu, który następnie będzie sprzedawany poprzez sieć gazową do odbiorców na terenie całego kraju. Model biznesowy zakłada więc budowę lokalnej fabryki eksportującej produkt na cały kraj, gdzie surowiec do tej fabryki kupowany jest od mieszkańców i rolników, co powoduje, że pieniądze za surowiec i koszty jego przetworzenia zostają w regionie.
– To pobudzi gospodarczo cały region. Takie pobudzenie oznacza generowanie wyższych podatków, przez co gmina będzie mogła dystrybuować więcej środków na lokalne drogi, szkoły i inne potrzebne mieszkańcom wydatki. Nowe miejsca pracy to również możliwości dla młodych ludzi, żeby zostawali w gminie Woźniki i zmniejszali tempo jej wyludniania – argumentuje.
Szansa rozwoju dla rolników
Jednym z najmocniejszych argumentów, na które zwraca uwagę inwestor, jest otwarcie lokalnym rolnikom i przedsiębiorcom nowych możliwości współpracy i rozwoju. Chodzi przede wszystkim o możliwość sprzedaży substratów oraz wykorzystania bezwonnego pofermentu, który może zastąpić tradycyjnie stosowane nawozy, zdecydowanie poprawiając efekt naturalnego nawożenia. W ocenie spółki przełoży się to na przychody rolników ze sprzedaży substratów przy równoczesnym obniżeniu kosztów nawożenia i łatwiejsze dostosowanie gospodarstw do zmieniających się wymogów i eko-schematów.
Projekt, który przyniesie dochody gminie
Ze wstępnych wyliczeń przedstawianych przez inwestora wynika, że w latach 2028-2054 instalacja miałaby wygenerować na terenie gminy prawie 322 mln zł przychodów. Z tej kwoty 63 mln zł miałyby zasilić budżet gminy. 75,8, mln zł trafić do przedsiębiorców z jej terenu, kolejne 137,9 mln zł do rolników, a 45,2 mln zł do mieszkańców w różnej formie. Spółka zaznacza, że chodzi o prognozy obejmujące czas budowy, rozruchu i późniejszej eksploatacji instalacji.
– To są olbrzymie pieniądze, które co roku będą pojawiały się na terenie gminy zarówno u rolników, przedsiębiorców jak też w budżecie samorządu, czy też w wypłatach ludzi. Te pieniądze w większości pozostaną na terenie gminy i tam również zostaną wydane, czy to na towary bieżące, budowę nowych domów, usługi inne wydatki. W ten sposób kreuje się pobudzenie gospodarcze regionu wynikające z lokacji przemysłu. To olbrzymia szansa dla mieszkańców dzisiaj i dla przyszłych pokoleń, nie na co dzień pojawia się taka możliwość, a Woźniki przed taką właśnie szansą aktualnie stoją – mówi prezes.

Nie tylko zakład
W najbliższych tygodniach do Rady Gminy Woźniki ma trafić wniosek dotyczący Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego (ZPI), który otworzy możliwość dalszego procedowania planowanej inwestycji związanej z produkcją biometanu. Integralnym elementem planowanego ZPI ma być również inwestycja towarzysząca – budowa nowej drogi prowadzącej do terenu inwestycji, z której będą mogli korzystać również mieszkańcy.
To pierwszy moment, w którym mieszkańcy mogą dowiedzieć się więcej o projekcie i jego potencjalnym znaczeniu dla gminy. Warto przy tym podkreślić, że uchwalenie ZPI nie oznacza zgody na budowę a jest to jedynie etap planowania przestrzennego. Jeśli rada gminy zdecyduje o uchwaleniu ZPI, inwestycja nie będzie mogła rozpocząć się automatycznie, bo czekają ją kolejne, niezależne postępowania administracyjne, w tym decyzja środowiskowa.
Pytania mieszkańców są naturalne
Każda większa inwestycja budzi zainteresowanie i pytania. Najczęściej dotyczą one wpływu na środowisko, transportu, zapachów, bezpieczeństwa czy oddziaływania na najbliższe otoczenie. Współczesne instalacje znacząco różnią się od obiektów budowanych kilkadziesiąt lat temu, jednak każda inwestycja powinna być oceniana indywidualnie na podstawie dokumentacji technicznej oraz wyników postępowań administracyjnych.
Decyzja o kierunku rozwoju
Jak zaznacza prezes spółki, złożenie wniosku o Zintegrowany Plan Inwestycyjny otwiera formalną drogę do rozpatrzenia całego przedsięwzięcia. W praktyce decyzja rady gminy nie przesądzi o budowie, bo do tego potrzebna będzie jeszcze decyzja środowiskowa czy pozwolenie na budowę, ale będzie miała znaczenie szersze niż tylko odpowiedź na pytanie o samą lokalizację zakładu.
Podobnie sprawa się ma z projektowanym obecnie Planem Ogólnym w Gminie Woźniki. Proces również dotyczy przyszłości gminy, który określa możliwe kierunki zagospodarowania terenów. Nie jest decyzją o budowie konkretnego przedsięwzięcia, ale ma wpływ na to, jakie rodzaje inwestycji będą mogły być rozpatrywane w przyszłości.
Dla lokalnej społeczności to sprawa dotycząca modelu rozwoju gminy, przyszłości lokalnego rolnictwa, nowych wpływów do budżetu i dodatkowej infrastruktury. Przedsiębiorstwo liczy na to, że propozycja zostanie oceniona właśnie w takim, szerszym kontekście. Spodziewa się przy tym, że podobnie, jak w wielu innych gminach, spotka się z odpowiedzialnym podejściem samorządowców uwzględniającym interes wszystkich mieszkańców i całej gminy.
– Często spotykamy się z pozytywnym odbiorem, świadomością szansy na rozwój gminy i otwartością na inwestycje, które mogą przynieść nowe miejsca pracy, przychody dla lokalnych dostawców i usługodawców jak też podatki, oczywiście z troską o mieszkańców. Odpowiedzialne samorządy przekładają troskę o przyszłość gminy i dobro mieszkańców ponad obawy polityczne i komfort płynący z nicnierobienia. Niestety zdarza się również sceptyczne, czy wręcz nawet wrogie nastawienie do budowy tego typu zakładu. W naszej ocenie wynika ono najczęściej z obaw przed negatywnym odbiorem i głosami sprzeciwu najbliższych mieszkańców. Mamy na uwadze, że każda nowa inwestycja znajdzie swoich zwolenników, jak i przeciwników, co jest naturalne. Obserwujemy również, że najlepszym antidotum na tego typu obawy jest oparta o fakty i przykłady wiedza, czy nawet wizyta na podobnym obiekcie, których w Polsce jest już ponad 300 – podkreśla Kropidłowski.

Inwestor widzi w tej inwestycji także znaczenie dla kraju
W argumentacji spółki pojawia się też wymiar ogólnopolski. Prezes zwraca uwagę, że biometan produkowany w kraju z lokalnych surowców może zastępować importowany gaz ziemny. W ocenie inwestora ma to znaczenie zarówno gospodarcze, jak i strategiczne. Chodzi o poprawę bezpieczeństwa energetycznego, ograniczenie zależności od importu i pozostawienie większej części pieniędzy w krajowej gospodarce. Spółka przekonuje, że takie inwestycje mogą wzmacniać nie tylko lokalne samorządy, ale też cały krajowy rynek usług, rolnictwa i przemysłu.
– Świadomość tego efektu dla rozwoju i bezpieczeństwa kraju znajduje ponadpolityczne porozumienie, dzięki czemu jesteśmy w trakcie rozwoju tej wciąż nowej w naszym kraju części gospodarki. Gminy, które mają tę szansę, skorzystają i będą czerpały z tej decyzji korzyści przez pokolenia. Te decyzje wymagają odwagi, mądrości i dojrzałości, które wyrażają prawdziwą i długofalową troskę o mieszkańców, za których jest się odpowiedzialnym – podsumowuje Kropidłowski.
Mieszkańcy mogą pytać
Jak przekonuje inwestor, spółka chce przygotować się do działania w sposób najbardziej transparentny. Zaznacza, że chętnie odpowie na pytania mieszkańców.
– Wszystkich zainteresowanych prosimy o przesyłanie swoich pytań, bądź uwag na adres e-mail: kontakt@green-en.pl. Zależy nam na dobrym kontakcie z lokalną społecznością – podkreśla prezes ZPB Woźniki. – Nie oczekujemy, że każdy mieszkaniec od razu będzie miał takie samo zdanie na temat tej inwestycji. Uważamy jednak, że warto rozmawiać o niej w oparciu o fakty, dokumenty i obowiązujące procedury – dodaje.
Lubliniec
Lubliniec musi ponownie ocenić oferty na odbiór odpadów. Wybór wykonawcy został unieważniony
Urząd Miejski w Lublińcu unieważnił czynność wyboru najkorzystniejszej oferty w przetargu dotyczącym odbioru, transportu i zagospodarowania odpadów komunalnych z nieruchomości zamieszkałych na terenie gminy. Sprawa dotyczy postępowania, w którym jako najkorzystniejszą wybrano ofertę spółki PreZero Service Południe.
Jak wynika z informacji opublikowanej w Biuletynie Informacji Publicznej, zamawiający uznał, że wybór oferty został dokonany przedwcześnie. Powodem była kwestia formalna związana z dokumentami wymaganymi w postępowaniu przetargowym.

W uzasadnieniu wskazano, że wykonawca nie wykazał braku podstaw do wykluczenia w pełnym wymaganym zakresie, ponieważ nie złożył informacji z Krajowego Rejestru Karnego dotyczącej prokurenta spółki. Chodzi o zmianę w Krajowym Rejestrze Sądowym PreZero Service Południe, dokonaną 1 czerwca, czyli już po terminie składania ofert, ale przed wyborem oferty.
Decyzja urzędu oznacza, że postępowanie nie zostało zakończone ostatecznym wyborem wykonawcy. Miasto zapowiedziało powtórzenie czynności badania i oceny ofert, a następnie dokonanie ponownego wyboru najkorzystniejszej propozycji. O wyniku wykonawcy biorący udział w przetargu mają zostać poinformowani odrębnym zawiadomieniem, zgodnie z przepisami Prawa zamówień publicznych.

Sprawa ma istotne znaczenie organizacyjne, ponieważ nowy operator miał rozpocząć realizację zadania od 1 lipca. Na tym etapie kluczowe będzie więc sprawne przeprowadzenie ponownej oceny ofert i wskazanie wykonawcy, który będzie odpowiadał za odbiór oraz zagospodarowanie odpadów z terenu miasta.
W przetargu oferta PreZero Service Południe opiewała na ponad 6,6 mln zł. Była niższa od propozycji konsorcjum firm FCC Lubliniec i PZOM Strach, które zaoferowało około 7,1 mln zł. Miasto zabezpieczyło na realizację zadania niewiele ponad 7,1 mln zł.
Unieważnienie czynności wyboru nie oznacza unieważnienia całego postępowania. Procedura wraca do etapu ponownego badania i oceny złożonych ofert. Dopiero po zakończeniu tych czynności będzie wiadomo, kto ostatecznie przejmie obsługę systemu odbioru odpadów komunalnych w Lublińcu.
Lubliniec
Cztery okrążenia i cztery piwa. Piwna Mila wraca i sprawdzi formę, głowę oraz godność na finiszu
Są biegi, do których człowiek przygotowuje się miesiącami. Są takie, gdzie liczy kilometry, pilnuje diety, mierzy tętno i kupuje buty za równowartość weekendu nad morzem. A potem wchodzi ona – Lubliniecka Piwna Mila. Zawody, w których sportowa ambicja spotyka się z bardzo konkretnym pytaniem – czy po czwartym piwie nadal potrafisz biec w dobrym kierunku?
Zasady biegu są banalnie proste, przynajmniej na papierze. Cztery okrążenia po 400 metrów i przed każdym z nich – 250 ml piwa. W sumie 1,6 kilometra biegu, litr złotego napoju i test organizmu, który może w pewnym momencie dojść do wniosku, że nikt z nim tej decyzji wcześniej nie konsultował.
To nie jest impreza wyłącznie dla zawodników, którzy na widok stopera dostają błysku w oku. Owszem, pewnie znajdą się tacy, którzy będą walczyć o czas, miejsce i chwałę. Jednak Piwna Mila ma też drugie, znacznie bardziej ludzkie oblicze. Można przyjść po zabawę, po nietypowe wyzwanie, po śmiech, po historię do opowiadania i po ten moment, w którym człowiek sam siebie pyta: „dlaczego ja się na to zapisałem?”, po czym biegnie dalej.
Opłata startowa wynosi 50 zł. W pakiecie uczestnicy otrzymają bon na posiłek z grilla, piwo, pamiątkowy medal oraz złoty trunek przewidziane podczas biegu. Czyli w skrócie – organizatorzy zapewniają paliwo, pamiątkę i coś na regenerację, a reszta zależy już od nóg, głowy oraz negocjacji prowadzonych z własnym żołądkiem.
Po biegu impreza nie kończy się wraz z przekroczeniem mety. W planach są muzyka na żywo, grill, chill, integracja uczestników i losowanie nagród. Bo skoro ktoś już przebiegł cztery okrążenia w tak wymagającym układzie techniczno-towarzyskim, to należy mu się nie tylko medal, ale też spokojne dojście do siebie w dobrym towarzystwie.
Organizatorzy przypominają, że wydarzenie jest przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Jest też ważna zasada, której nie warto traktować z przymrużeniem oka – alkohol szkodzi zdrowiu, a dobra zabawa ma sens tylko wtedy, gdy jest odpowiedzialna.

III Lubliniecka Piwna Mila odbędzie się w sobotę, 11 lipca, w Parku Smaku przy Bulwarze Europejskim, za Zamkiem Lublinieckim. Biuro zawodów ruszy o godz. 15.30, a pierwsza tura biegaczo-piwoszy wystartuje o godz. 17.00. Kto chce wystartować, powinien mieć ukończone 18 lat, trochę kondycji, trochę dystansu do siebie i najlepiej znajomych, którzy po wszystkim będą pamiętać wersję wydarzeń korzystniejszą dla uczestnika.
Zapisy i regulamin dostępne są na stronie zmierzymyczas.pl.
Herby
Jednogłośnie i bez większej dyskusji. Wójt Herb z absolutorium i wotum zaufania
Sesja absolutoryjna w Herbach przebiegła wyjątkowo spokojnie. 30 czerwca radni jednogłośnie udzielili wójt Iwonie Burek zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok. Formalnie był to więc pełny polityczny komfort dla władz gminy. Co ciekawe, sama debata nad raportem o stanie gminy właściwie nie przerodziła się w debatę. Głos zabrał tylko jeden radny, który nie tyle dyskutował z dokumentem, ile wygłosił oświadczenie wyraźnie wspierające miejscową włodarz. Więcej głosów nie było.
To pokazuje, że w Herbach absolutoryjna sesja nie stała się areną sporu o kierunek rozwoju gminy. Rada przyjęła raport i budżetowe rozliczenie bez napięć, a ubiegły rok został oceniony jako okres stabilny finansowo i inwestycyjnie aktywny. Raport za 2025 rok daje ku temu konkretne argumenty, choć nie brakuje w nim również sygnałów ostrzegawczych, szczególnie demograficznych. Na koniec 2025 roku gminę Herby zamieszkiwały 6353 osoby, czyli o 46 mniej niż rok wcześniej. Urodziło się 28 dzieci, o 15 mniej niż w 2024 roku. Największą część mieszkańców nadal stanowi grupa w wieku produkcyjnym, ale rośnie udział osób starszych.
Finansowo rok zakończył się jednak bez wstrząsów. Dochody gminy wyniosły 52,12 mln zł, a wydatki 51,88 mln zł. Zamiast planowanego deficytu samorząd zamknął rok nadwyżką w wysokości około 235 tys. zł. Wydatki majątkowe, czyli inwestycyjne, sięgnęły 6,81 mln zł. To był budżet oparty na wielu zadaniach rozrzuconych po różnych częściach gminy – od dróg, przez żłobek, remizy i obiekty publiczne, po projekty energetyczne. Na koniec roku zobowiązania gminy z tytułu kredytów i pożyczek wyniosły 14,13 mln zł. Koszty obsługi długu wyniosły w ciągu roku niespełna 790 tys. zł.
Jednym z najbardziej widocznych przedsięwzięć 2025 roku było uruchomienie gminnego żłobka „Herbuś” w Herbach. Placówka powstała w przebudowanym budynku dawnej przychodni przy ulicy Powstańców Śląskich. Obiekt został oddany do użytkowania pod koniec lipca, w sierpniu wpisano go do rejestru żłobków, a 1 września rozpoczął działalność. Gmina pozyskała na inwestycję około 890 tys. zł, w tym środki unijne. Dodatkowo otrzymała ponad 600 tys. zł na bieżące funkcjonowanie placówki.
Dużym blokiem działań były drogi. W Lisowie zakończono remont ulicy Stawowej za około 1,28 mln zł, z czego ponad 612 tys. zł pochodziło z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Prace objęły między innymi nową nawierzchnię, chodniki, ciąg pieszo-rowerowy, zjazdy i wymianę lamp. Również w Lisowie realizowano rozbudowę ulic Stawowej i Wiejskiej za około 924 tys. zł, przy dofinansowaniu sięgającym niemal 450 tys. zł. W Kalinie przebudowano ulicę Działkową, w Drapaczu wykonano przebudowę drogi gminnej, w Herbach remontowano ulicę Wojska Polskiego, a w Olszynie zmodernizowano wjazd na cmentarz.
Ważnym kierunkiem pozostaje też infrastruktura rowerowa. W 2025 roku rozpoczęto drugi etap budowy drogi rowerowej Chwostek-Hadra. Projekt zakłada wykonanie 1,5-kilometrowego odcinka, który ma połączyć się z istniejącą infrastrukturą i docelowo z centrum przesiadkowym w Lisowie. Wartość zadania to blisko 1,97 mln zł, a przyznane dofinansowanie wynosi około 1,67 mln zł. Gmina przygotowywała też projekty dotyczące dróg rowerowych w Lisowie oraz na odcinku Herby-Pietrzaki.
W 2025 roku samorząd mocno pracował również nad projektami energetycznymi. Największym z nich jest termomodernizacja budynków edukacyjnych. Gmina otrzymała informację o dofinansowaniu w wysokości 10,69 mln zł na poprawę efektywności energetycznej trzech obiektów – Zespołu Placówek Oświatowych w Herbach, Szkoły Podstawowej w Lisowie oraz Szkoły Podstawowej imienia Mikołaja Kopernika w Olszynie. Całość przedsięwzięcia wyceniono na 13,15 mln zł, a roboty budowlane przewidziano na bieżący rok. Zakres obejmuje między innymi termomodernizację, wymianę źródeł ciepła i montaż OZE.
Kolejny projekt to montaż odnawialnych źródeł energii i magazynów energii na obiektach gminnych. Jego wartość wynosi 2,19 mln zł, a dofinansowanie sięga 1,8 mln zł. Instalacje fotowoltaiczne mają powstać między innymi przy oczyszczalni ścieków w Herbach oraz obiekcie w Lisowie. Gmina uczestniczyła też w projekcie poprawy efektywności energetycznej realizowanym wspólnie z Koszęcinem, obejmującym między innymi budynek klubu sportowego LKS „Rozwój” Olszyna. Wartość części dotyczącej Herb wynosi około 381 tys. zł, a dofinansowanie ponad 323 tys. zł.
Rok 2025 przyniósł także inwestycje w bezpieczeństwo. Najbardziej znaczącym zadaniem był zakup średniego samochodu ratowniczo-gaśniczego dla OSP Kalina. Sama gmina przekazała na ten cel dotację w wysokości ponad 500 tys. zł. Dodatkowo sołectwo Kalina przeznaczyło środki na kontynuację remontu remizy i zakup kamery termowizyjnej. W remizie OSP Kalina zmodernizowano też salę i kuchnię za ponad 143 tys. zł.
W innych jednostkach również prowadzono prace. W Chwostku kontynuowano modernizację remizy, w Lisowie remontowano łazienki, w Taninie korytarz, a w Hadrze realizowano działania związane z termomodernizacją remizy. Na projekt termomodernizacji OSP Hadra gmina pozyskała środki z WFOŚiGW w Katowicach i NFOŚiGW.
Nie zabrakło inwestycji w obiekty komunalne i dziedzictwo lokalne. W Hadrze zakończono remont budynku „Czworaki”. Koszt zadania wyniósł około 1,13 mln zł, a promesa z z tzw. „Polskiego Ładu” opiewała na ponad 940 tys. zł. Wykonano między innymi wymianę pokrycia dachowego, docieplenie poddasza, izolację fundamentów z odwodnieniem oraz remont mieszkań. W tej samej miejscowości przeprowadzono pierwszy etap remontu kaplicy św. Anny. Wartość zadania wyniosła 153 tys. zł, z czego 150 tys. zł stanowiło dofinansowanie.

Ważną, choć mniej spektakularną częścią budżetu były mniejsze zadania finansowane bezpośrednio przez gminę. Wykonano między innymi parking przy ulicy Leśnej w Herbach, zagospodarowano teren przy gminnej bibliotece, modernizowano plac przy GO-u, wymieniano odcinek sieci wodociągowej w Lisowie, wykonano ogrodzenie przy żłobku oraz prace przy oczyszczalni ścieków.
Swoją rolę odegrał też fundusz sołecki. W 2025 roku wyniósł on 365 tys. zł i został wykonany niemal w całości. Pieniądze trafiły między innymi na remont ulicy Wojska Polskiego w Herbach, doposażenie remizy OSP Lisów, modernizację wjazdu na cmentarz w Olszynie, prace w remizach OSP Kalina, Chwostek, Hadra i Tanina oraz projekt świetlicy wiejskiej w Łebkach. Dzięki temu część decyzji inwestycyjnych pozostała blisko mieszkańców i sołectw.
Gmina utrzymywała także bezpłatny transport lokalny. Na organizację przewozów autobusowych pozyskała ponad 331 tys. zł. W 2025 roku na terenie gminy funkcjonowały trzy bezpłatne linie: A1 Lisów-Pietrzaki, A2 Kierzki–Olszyna oraz A3 Hadra-Mochala.
Bilans 2025 roku w Herbach jest więc dość klarowny. Gmina zakończyła rok z nadwyżką, prowadziła inwestycje za ponad 6,8 mln zł, pozyskiwała środki zewnętrzne, uruchomiła żłobek, remontowała drogi, wzmacniała OSP i przygotowywała duże projekty energetyczne. Jednocześnie w tle pozostaje demografia, która będzie jednym z najtrudniejszych wyzwań kolejnych lat.
Jednogłośne wotum zaufania i absolutorium pokazują, że rada nie miała zamiaru robić z raportu i budżetu politycznego pola bitwy. Sesja poszła gładko, może nawet zbyt gładko jak na dokument, który powinien być okazją do rozmowy o przyszłości gminy. Ale z punktu widzenia Iwony Burek najważniejszy jest efekt – pełne poparcie rady i pozytywna ocena roku, w którym Herby nie tylko domykały bieżące sprawy, lecz także przygotowywały inwestycje, które będą widoczne dopiero w kolejnych miesiącach.
Lubliniec
Skolim, Herbut, Steczkowska, Szroeder czy Piaseczny? Kogo chce usłyszeć Lubliniec?
Miasto już myśli o kolejnej edycji swojego największego miejskiego święta. Mieszkańcy przez najbliższe kilka dni mogą wziąć udział w ankiecie dotyczącej wyboru jednego z artystów, którego chcieliby zobaczyć podczas Dni Lublińca w przyszłym roku.
Na liście propozycji znalazło się pięcioro wykonawców reprezentujących różne muzyczne klimaty. Do wyboru są Natalia Szroeder, Igor Herbut, Justyna Steczkowska, Skolim oraz Andrzej Piaseczny. To właśnie spośród tych nazwisk mieszkańcy mogą wskazać swojego faworyta.
Głosowanie rozpoczęło się dziś i potrwa tylko do niedzieli włącznie. Krótki termin ankiety nie jest przypadkowy. Jak wyjaśnia miasto, dostępność artystów i ich terminarze koncertowe zmieniają się bardzo dynamicznie, dlatego organizatorzy muszą działać z odpowiednim wyprzedzeniem. Wyniki ankiety mają pomóc w dalszych rozmowach i planowaniu programu wydarzenia.
Nie oznacza to jednak, że zwycięzca głosowania automatycznie wystąpi na scenie podczas Dni Lublińca 2027. Ankieta ma charakter opiniodawczy, a ostateczna decyzja będzie zależała od kilku czynników, w tym dostępności artysty w wybranym terminie, warunków organizacyjnych oraz budżetu wydarzenia.
Mimo tego głos mieszkańców może mieć znaczenie przy układaniu programu imprezy. To okazja, by wskazać, czy Lubliniec powinien postawić na pop, mocny głos sceniczny, romantyczne przeboje, klubowo-taneczne rytmy czy artystę z repertuarem dobrze znanym kilku pokoleniom słuchaczy.
Głosować można za pośrednictwem ankiety dostępnej na stronie internetowej miasta. Organizatorzy zachęcają, by nie odkładać decyzji na później, bo głosowanie potrwa tylko przez jeden weekend.
Kochanowice
Absolutorium tak, wotum zaufania nie. Wójt Kochanowic próbował osłodzić trudny wynik
Sesja Rady Gminy Kochanowice z 30 czerwca przyniosła Jackowi Mokrosowi dwa różne rozstrzygnięcia. Wójt otrzymał absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok, ale nie uzyskał wotum zaufania. I choć w późniejszym komentarzu próbował mocno eksponować ten pierwszy fakt, politycznie ważniejszy okazał się jednak ten drugi.
Oba głosowania dotyczą różnych ocen. Absolutorium odnosi się przede wszystkim do wykonania budżetu, czyli tego, czy dochody, wydatki, inwestycje i zobowiązania były realizowane zgodnie z uchwałą budżetową oraz przepisami. Wotum zaufania ma szerszy charakter. Jest udzielane po debacie nad raportem o stanie gminy i obejmuje ocenę całorocznej działalności wójta, kierunku zarządzania samorządem, realizacji polityk, programów i strategii oraz relacji z radą i mieszkańcami.
Absolutorium zostało poprzedzone pozytywną opinią komisji rewizyjnej oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach. Radni zaakceptowali więc sposób wykonania budżetu. To dla wójta ważny argument, szczególnie że na sesji podkreślał rozwój gminy, pozyskiwanie dotacji celowych, nadwyżkę budżetową i środki na kolejne inwestycje.
Tyle że tego samego dnia rada nie udzieliła mu wotum zaufania po debacie nad raportem o stanie gminy. Za głosowało tylko czworo radnych, przeciw była dwójka, a aż dziewięcioro wstrzymało się od głosu.
Formalnie przeciwników było więc niewielu. Politycznie jednak trudno uznać taki wynik za sukces. Dziewięć głosów wstrzymujących się przy wotum zaufania nie jest wyrazem poparcia, lecz dystansu. Tym bardziej że w tym głosowaniu potrzebna jest bezwzględna większość ustawowego składu rady. W praktyce oznacza to, że głosy wstrzymujące się również utrudniają uzyskanie wotum, bo nie budują wymaganej większości „za”.
Dlatego komentarz Jacka Mokrosa po sesji brzmiał jak próba zaczarowania rzeczywistości i osłodzenia trudnego dla niego rozstrzygnięcia. Wójt dziękował za niemal jednogłośne poparcie przy absolutorium, a wynik głosowania nad wotum zaufania przedstawił jako dający „nadzieję na dobrą współpracę także w przyszłości”. Taka interpretacja może być wygodna komunikacyjnie, ale nie zmienia sedna sprawy. Wotum zaufania nie było.
Dodatkowo, jak wynika z przebiegu obrad, Mokros opuścił salę na czas głosowania nad wotum zaufania. Można więc domniemywać, że taki finał nie był dla niego całkowitym zaskoczeniem. Trudno bowiem uznać nieobecność w tak istotnym momencie sesji za politycznie obojętny szczegół.
Czy to coś zmienia od razu? Nic. Jednorazowy brak wotum zaufania nie oznacza automatycznie żadnych personalnych konsekwencji dla włodarza. Jest jednak formalnym ostrzeżeniem. Politycznie dopiero drugi brak wotum zaufania z rzędu oznaczałby już wejście w zupełnie inną fazę relacji między wójtem a radą. Na razie Jacek Mokros może mówić o obronionym budżecie. O mocnym mandacie zaufania ze strony rady – już nie.

A co będzie za rok? To zależy nie tylko od samego raportu o stanie gminy, ale też od tego, czy przez najbliższe miesiące wójt zdoła odbudować większość albo przynajmniej zmniejszyć dystans tych radnych, którzy obecnie nie chcieli udzielić mu politycznego poparcia. Jeżeli podobny wynik się powtórzy, rada zyska możliwość uruchomienia procedury referendalnej. Będzie to jednak broń obosieczna. W referendum ryzykowałby wójt, ale w określonych warunkach także sama rada.
Gdyby mieszkańcy w ważnym głosowaniu stanęli po stronie Jacka Mokrosa, koszt takiej decyzji mógłby wrócić do radnych – rada z mocy prawa zostałaby rozwiązana. Dlatego bieżący rok w Kochanowicach nie będzie już wyłącznie czasem realizacji budżetu i inwestycji. Będzie także sprawdzianem, czy po tej sesji strony potrafią jeszcze współpracować, czy jedynie odliczają czas do następnego przesilenia.
Lubliniec
Za chwilę zapalą się tu światła w oknach. W Lublińcu rozdano klucze do nowych mieszkań
W Lublińcu zakończyła się największa jak dotąd inwestycja mieszkaniowa zrealizowana przez SIM Śląsk Północ. 30 czerwca odbyła się uroczystość przekazania kluczy przyszłym najemcom mieszkań na „Osiedlu Rodzinnym” przy ulicy pułkownika Wacława Wilniewczyca. To symboliczny moment nie tylko dla spółki, ale przede wszystkim dla osób, które właśnie rozpoczynają nowy etap życia.
W dwóch nowych budynkach powstały łącznie 62 mieszkania. Inwestycję uzupełniają dwa lokale użytkowe na wynajem, każdy o powierzchni około 60 metrów kwadratowych, oraz miejsca postojowe w podziemnych garażach. Skala przedsięwzięcia pokazuje, że społeczne budownictwo czynszowe przestaje być jedynie uzupełnieniem rynku mieszkaniowego, a zaczyna odpowiadać na bardzo konkretne potrzeby mieszkańców.
Najlepiej świadczy o tym zainteresowanie lokalami. Jeszcze przed pełnym zasiedleniem podpisano 60 umów najmu.
– To najwyższy wynik w dotychczasowej historii spółki i wyraźny sygnał, że model mieszkań na wynajem z możliwością dojścia do własności trafia do osób, które szukają stabilnego, dostępnego i bezpiecznego rozwiązania mieszkaniowego. Uroczystość przekazania kluczy była drugim takim wydarzeniem w historii spółki, ale pierwszym przy inwestycji o tak dużej skali i tak wysokim poziomie zainteresowania – podkreślają przedstawiciele SIM Śląsk Północ.
Lubliniecka inwestycja miała wartość ponad 28 mln zł. Jej realizacja rozpoczęła się jesienią 2024 roku, a wykonawcą robót była katowicka firma. W ramach zadania powstały mieszkania o różnej wielkości, balkony, komórki lokatorskie, zaplecze parkingowe oraz przestrzeń wspólna, która ma służyć codziennemu funkcjonowaniu mieszkańców.
To ważne, bo nowe bloki przy ulicy Wilniewczyca nie są wyłącznie kolejnymi budynkami na mapie miasta. Dla Lublińca oznaczają realne wzmocnienie oferty mieszkaniowej, a dla najemców – szansę na własną, stabilną przestrzeń bez konieczności natychmiastowego wchodzenia w komercyjny zakup nieruchomości.

Nowe bloki przy ulicy Wilniewczyca wpisują się też w szerszy kontekst rozwoju miasta. Dostępność mieszkań jest jednym z warunków utrzymania i przyciągania mieszkańców. Dlatego tego typu inwestycje mają znaczenie nie tylko lokalowe, ale również demograficzne i gospodarcze. Nowe mieszkania to nowe rodziny, nowi podatnicy, większy ruch w usługach i większa szansa na to, że młodzi ludzie nie będą zmuszeni szukać swojego miejsca poza miastem.
Pawonków
Pawonków chwali się inwestycjami, ale za kulisami narasta kilka problemów. Wójt: To jest tragiczne
Ostatnia sesja rady była formalnie jedną z najważniejszych w roku. Radni rozpatrzyli raport o stanie gminy za 2025 rok, zatwierdzili sprawozdanie finansowe, udzielili wójt wotum zaufania oraz absolutorium. Głosowania zakończyły się korzystnie dla władz gminy, ale nie wszystkie były jednomyślne. Zarówno przy wotum zaufania, jak i absolutorium pojawił się jeden głos wstrzymujący. To istotny szczegół, bo sama sesja, choć w dużej części sprawozdawcza, odsłoniła kilka tematów, które mogą wracać w kolejnych miesiącach. To choćby rosnące koszty odpadów, malejąca liczba dzieci w przedszkolach, niepewna przyszłość transportu publicznego oraz coraz trudniejszy dostęp gmin wiejskich do środków zewnętrznych.
Wójt, prezentując raport, mówiła o rekordowym budżecie, wysokim udziale wydatków majątkowych i licznych inwestycjach. W 2025 roku wydatki gminy wyniosły ponad 61,3 mln zł, z czego ponad 25,6 mln zł stanowiły wydatki majątkowe. Zwracała uwagę, że udział inwestycji w budżecie przekroczył 40 proc., co w jej ocenie potwierdzało rozwojowy charakter roku.

Dobre wskaźniki finansowe nie przykryły jednak mniej wygodnych danych. Jednym z najpoważniejszych problemów okazała się gospodarka odpadami. Mimo podniesienia opłaty do 36 zł od mieszkańca system nie zbilansował się i wymagał dopłaty z innych środków gminnych.
– Na koniec roku trzeba było dołożyć z innych gminnych pieniędzy 231 tys. zł – ubolewała Joanna Wons-Kleta.
W tle tej informacji pojawił się szerszy problem. Odpadów w gminie przybywa, zwłaszcza segregowanych i oddawanych do PSZOK. To właśnie ta tendencja była jednym z powodów wprowadzenia kart mieszkańca do punktu selektywnej zbiórki. Wójt nie ukrywała, że rosnące ilości odpadów będą przekładać się na koszty.
– Te odpady nam ciągle, słuchajcie, z roku na rok rosną – stwierdziła.
Kolejny trudny temat dotyczył edukacji i demografii. Choć dopłata gminy do oświaty była niższa niż w części poprzednich lat, podczas sesji jasno wybrzmiało, że spadek liczby dzieci będzie wymuszał decyzje organizacyjne. Najpierw problem dotknie przedszkoli, ale w perspektywie kilku lat może przełożyć się także na szkoły.
– Od września będziemy mieli w naszych przedszkolach 149 dzieci. 149 dzieci to jest taki efekt, że dwa oddziały musielibyśmy tak naprawdę zlikwidować. Podejrzewam, że nie unikniemy tego, co się działo parę lat temu z zamykaniem szkół – kontynuowała swój wywód.

Właśnie ten wątek należy do najważniejszych sygnałów ostrzegawczych z sesji. Gmina może pochwalić się inwestycjami w placówki i relatywnie efektywną organizacją oświaty, ale demografia stawia przed samorządem problem, którego nie da się rozwiązać wyłącznie dodatkowymi pieniędzmi.
Dużo emocji wywołała także dyskusja o ochronie płazów na ulicy Stawowej w Kośmidrach. Jedna z mieszkanek opisywała, że wiosną droga staje się miejscem intensywnej migracji żab i ropuch, a grupa wolontariuszy przez wiele tygodni przenosiła zwierzęta na drugą stronę jezdni.
– W sumie przenieśliśmy około tysiąca żab, więc dużo zostało uratowanych. Była prowadzona inwentaryzacja niejako – zaraportowała.
Wójt mówiła, że urząd analizuje możliwość czasowej zmiany organizacji ruchu, w tym zamykania drogi w godzinach wieczornych w okresie migracji. Ten pomysł nie wszystkich przekonał. Radny Marek Jarkiewicz ostrzegał, że część mieszkańców może nie zrozumieć takiego rozwiązania.
– Obawiam się, że większość mieszkańców nie zrozumie zamknięcia tej drogi z tego tytułu, z tego powodu, więc może to budzić jakieś takie, no mieszane uczucia wśród mieszkańców – zauważył.
W dyskusji pojawiły się również propozycje płotków, wiader oraz tuneli dla żab. Sprawa, choć na pierwszy rzut oka nietypowa, pokazała szerszy problem. A mianowicie jak pogodzić ochronę przyrody z codziennym komfortem mieszkańców i ruchem lokalnym?
Osobny blok dotyczył potencjału przyrodniczego i turystycznego gminy. Jeden z mieszkańców zwracał uwagę, że Pawonków ma zasoby, które przyciągają osoby z zewnątrz, ale potrzebuje lepszej infrastruktury i pomysłu na wykorzystanie tego potencjału.
– Naprawdę mieszkamy w fantastycznym miejscu i ludzie ze Śląska to widzą, zauważają i przyjeżdżają. Brakuje nam troszkę infrastruktury, która pozwoli nam na tym wszystkim zarabiać – podkreślił.
W tym kontekście wrócił również temat ścieżki rowerowej z Kośmider w kierunku Lublińca. Inny z mieszkańców przypominał, że trasa została rozpoczęta wiele lat temu, ale do dziś nie została doprowadzona do oczekiwanego stanu.
– To już chyba dwanaście lat jest, albo dziesięć i z tym się nic nie robi tam dalej – ubolewał.
Wójt przyznała, że sprawa nie jest prosta, bo mieszkańcy mają różne oczekiwania. Część chce asfaltu, część woli rozwiązania bardziej naturalne. Wcześniej szacowany koszt asfaltowania sięgał około 760 tys. zł, dlatego urząd ma analizować tańszy wariant z utwardzeniem drobnym kamieniem.
Istotne pytania zadawał też radny Marek Jarkiewicz. Zwrócił uwagę, że raport zaczyna przypominać dokument statystyczny, który pozwala porównać dane, ale nie zawsze ułatwia debatę nad konkretnymi problemami.
Radny pytał również o zaległości podatkowe, sytuację w SIM oraz możliwości inwestycyjne w kolejnych latach. Najmocniejsza odpowiedź padła przy temacie środków zewnętrznych dla gmin wiejskich. Wójt bardzo krytycznie oceniła obecne możliwości pozyskiwania pieniędzy na inwestycje.
– To jest tragiczne, bym powiedziała. Naprawdę nie ma pieniędzy dla gmin wiejskich nigdzie, ani w ministerstwach, ani w KPO, ani w funduszach unijnych – dodała.
Wójt wskazywała, że gminy wiejskie mają coraz trudniejszy dostęp do neutralnych, konkursowych źródeł finansowania. Według niej obecny układ programów premiuje większe samorządy i projekty niedopasowane do realnych potrzeb małych gmin.
Podobnie krytycznie mówiła o możliwych zmianach w systemie dopłat do transportu publicznego. Gmina ma finansowanie zapewnione do końca roku, ale później sytuacja może się skomplikować. Planowane rozwiązania mogą przesunąć pojedyncze gminy na koniec kolejki po pieniądze. Radny Jarkiewicz doprecyzował, że wykluczenie komunikacyjne w gminie wiejskiej ma zupełnie inny ciężar niż ograniczenia komunikacyjne w mieście.
– Mieszkaniec, który nie ma prawa jazdy, nie ma samochodu, nie dojdzie sobie do sklepu tak jak mieszkaniec pięćdziesięciotysięcznego miasta – nadmienił.
Po debacie rada udzieliła wójt wotum zaufania. Za było jedenastu radnych, jeden radny wstrzymał się od głosu. Taki sam wynik padł przy absolutorium. Sprawozdanie finansowe zatwierdzono dwunastoma głosami za. Dochody gminy wykonano w wysokości 61,11 mln zł, wydatki w wysokości 61,33 mln zł, a dług na koniec roku wynosił 9,1 mln zł. Zobowiązania wymagalne nie wystąpiły.
W dalszej części sesji radni przyjęli zmiany w budżecie na 2026 rok oraz w wieloletniej prognozie finansowej. Zabezpieczono m.in. wkład własny do programu ochrony ludności i obrony cywilnej. Wójt zastrzegła jednak, że gmina nie wie jeszcze, ile pieniędzy faktycznie otrzyma.
Rada zgodziła się też na przekazanie 15 tys. zł powiatowi lublinieckiemu na dwa solarne radarowe mierniki prędkości. Urządzenia mają pojawić się przy drodze powiatowej na wjeździe do Koszwic od strony Zawadzkiego oraz w Kośmidrach w okolicy przedszkola. Uchwałę przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym. Radni uchwalili również punktowe zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla kilku miejscowości, porozumienie z Lublińcem w sprawie nauki religii kościoła zielonoświątkowego oraz zmianę uchwały dotyczącej trybu prac nad budżetem.
Końcówka sesji przyniosła jeszcze kilka przyziemnych, ale ważnych dla mieszkańców zgłoszeń.
– Powiat zapomina o swoich innych terenach, które są przy wjeździe w Łagiewnikach Małych i ominął go tak skutecznie, że zostawił takie chaszcze po pas – zwróciła uwagę Zofia Kupiec.
Paweł Derner poruszył problem pojemników na odzież PCK, przy których zalegają worki, a mieszkańcy nie wiedzą, do kogo zgłaszać przepełnienie.
– Do dzisiaj pojemniki nie są oklejone. Nie wiadomo, kto się ma tym zająć, a przy pojemnikach są sterty, worków, pojemniki pełne – alarmował.
Roman Kowalski zgłosił natomiast uszkodzony hydrant przy ulicy Górnej przez firmę koszącą pobocza dróg gminnych.
-
Ekologiczny Powiat10 miesięcy temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec8 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Boronów5 miesięcy temuZerwany zaczep, trzy trumny. Sąd skazał kierowcę ciężarówki
-
Kochanowice4 tygodnie temuDo Rzymu dojechali, ale watykański finał rozsypał się na dwie godziny przed startem. Co zawiodło?

