Obserwuj nas

Powiat Lubliniecki

OSP mogą pozyskać nawet piętnaście tysięcy złotych dla młodych strażaków

fot. Pxhere

Opublikowany

,

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach uruchomił nabór wniosków na dofinansowanie zadań związanych z doposażeniem i zapewnieniem gotowości młodzieżowym drużynom pożarniczym. Dokumenty można składać od 19 do 30 maja.

Program ma na celu zwiększenie skuteczności działań ochotniczych straży pożarnych poprzez rozwijanie aktywności młodych drużyn strażackich. Oferowane wsparcie finansowe ma umożliwić przede wszystkim zakup odzieży ochronnej, sprzętu ratowniczo-gaśniczego oraz ćwiczebnego.

O dotację mogą ubiegać się jednostki ochotniczych straży pożarnych z terenu województwa śląskiego, które uzyskały pozytywną opinię zarządu wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP. Budżet programu wynosi 500 tys. zł. Pojedyncze dofinansowanie może wynosić do 80 proc. kosztów kwalifikowanych danego zadania, przy czym minimalna kwota wsparcia to 3 tys. zł, a maksymalna – 15 tys. zł dla jednej jednostki OSP.

Szczegółowe informacje oraz wzory dokumentów dostępne są na stronie internetowej WFOŚiGW w Katowicach.

Powiat Lubliniecki

Wieś z pomysłem może wygrać tysiące złotych. Konkurs wojewódzki wraca w nowej odsłonie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wikipedia

Samorząd województwa po raz kolejny organizuje konkurs „Piękna wieś województwa śląskiego”, którego celem jest promowanie aktywnych, zadbanych i świadomych swojej tożsamości miejscowości. To przedsięwzięcie skierowane do gmin, sołectw, lokalnych liderów, twórców oraz społeczności, które potrafią łączyć dbałość o przestrzeń, tradycję, kulturę i środowisko z realnym zaangażowaniem mieszkańców.

Konkurs nie ogranicza się wyłącznie do wyboru najbardziej estetycznej miejscowości. Jego założenie jest szersze. Chodzi o wspieranie rozwoju wsi, pobudzanie aktywności gospodarczej, kształtowanie ładu przestrzennego, pielęgnowanie środowiska naturalnego oraz wzmacnianie lokalnej tożsamości. W regulaminie podkreślono również znaczenie zachowania wartości środowiska kulturowego i przyrodniczego z myślą o przyszłych pokoleniach.

W 2026 roku konkurs obejmuje pięć kategorii – najpiękniejsza wieś, najlepszy lokalny twórca, najlepsze przedsięwzięcie odnowy wsi bez udziału środków unijnych, najlepszy sołtys oraz najlepsze przedsięwzięcie popularyzujące tradycje, obrzędy i zwyczaje ludowe. Ta ostatnia kategoria obejmuje między innymi działania związane z cyklem prac na wsi, świętami, obrzędami, gwarą, muzyką, pieśniami, tańcami, strojami i rekwizytami zakorzenionymi w lokalnym środowisku. 

Warunkiem uczestnictwa jest zgłoszenie przygotowane przez gminę położoną na terenie województwa śląskiego. Z jednej gminy można zgłosić po jednym kandydacie lub przedsięwzięciu w każdej kategorii. Zgłoszenie podpisuje wójt lub burmistrz.

Oceniane będą nie tylko efekty wizualne, ale również praca lokalnej społeczności. W przypadku kategorii „najpiękniejsza wieś” komisja weźmie pod uwagę estetykę terenów publicznych i prywatnych posesji, dbałość o krajobraz kulturowy i przyrodniczy, zaangażowanie mieszkańców, działalność organizacji i stowarzyszeń, a także sposób pielęgnowania historii, kultury, tradycji i indywidualnego charakteru miejscowości.

Osobno oceniani będą lokalni twórcy. W tej kategorii liczyć się będzie działalność na rzecz kultywowania tradycji, na przykład rękodzieło, rzemiosło czy malarstwo, ale także promocja lokalna i regionalna, udział w wystawach, targach i konkursach oraz współpraca z mieszkańcami, stowarzyszeniami czy władzami lokalnymi.

W konkursie docenione mają zostać także konkretne inicjatywy służące odnowie wsi. Komisja będzie punktować pomysłowość, innowacyjność, wpływ przedsięwzięcia na lokalną społeczność, zaangażowanie mieszkańców oraz jakość dokumentacji pokazującej stan wyjściowy i realizację zadania. W kategorii „najlepszy sołtys” znaczenie będą miały między innymi liczba kadencji, aktywność społeczna, materialne efekty działalności, udział sołectwa w konkursach wojewódzkich oraz organizowanie wspólnych akcji z mieszkańcami.

Konkurs ma zostać ogłoszony do 27 czerwca, a samorządy będą miały cztery tygodnie od tego momentu na przesłanie zgłoszeń. Rozstrzygnięcie i ogłoszenie wyników zaplanowano do 9 października, natomiast uroczystość wręczenia nagród i wyróżnień ma się odbyć do 27 listopada.

Na laureatów czekają nagrody finansowe. W kategorii „najpiękniejsza wieś” przewidziano 27 tys. zł za pierwsze miejsce, 20 tys. zł za drugie i 15 tys. zł za trzecie. Najlepszy lokalny twórca może otrzymać odpowiednio 2,5 tys. zł, 2 tys. zł lub 1,5 tys. zł. W kategorii „najlepsze przedsięwzięcie odnowy wsi” nagrody wyniosą 8 tys. zł, 5 tys. zł i 3 tys. zł, dla najlepszych sołtysów – 2 tys. zł, 1,5 tys. zł i 1 tys. zł, a dla przedsięwzięć popularyzujących tradycje, obrzędy i zwyczaje – 7 tys. zł, 5 tys. zł i 3 tys. zł. Dodatkowo komisja może przyznać wyróżnienia. Łączna pula na ten cel wynosi 16,5 tys. zł. 

„Piękna wieś województwa śląskiego” to nie tylko konkurs na estetykę i zadbane obejścia. To także przegląd lokalnej aktywności, pomysłów na rozwój sołectw, pracy społeczników, sołtysów i twórców, którzy często bez wielkiego rozgłosu budują tożsamość swoich miejscowości. W praktyce może być to również okazja, by pokazać, że śląska wieś nie jest jedynie zapleczem dużych miast, ale przestrzenią tradycji, inicjatywy i coraz bardziej świadomego rozwoju.

CZYTAJ DALEJ

Herby

Herby kontra internet. Pół godziny sesji, trzy uchwały i wielka bitwa z przyciskiem

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Herby/Screenshot

Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Herby wydarzyło się właściwie wszystko, co może wydarzyć się na samorządowym posiedzeniu trwającym niespełna pół godziny. Był porządek obrad, był protokół, były uchwały, były zarządzenia, były sprawozdania, była wójt, byli radni, była komisja, był pomnik przyrody wymagający pielęgnacji i była też rzecz najważniejsza – internet. A właściwie jego brak, chwilowa niedyspozycja albo samorządowy bunt systemu, który w kluczowym momencie postanowił przypomnieć wszystkim, że cyfryzacja administracji to piękna idea, dopóki trzeba po prostu nacisnąć przycisk.

Sesja rozpoczęła się klasycznie. Przewodniczący przywitał gości, radnych, panią wójt, panią sekretarz, panią skarbnik, panią Karolinę i pana Adama. Następnie stwierdzono prawomocność obrad, odczytano porządek posiedzenia i można było odnieść wrażenie, że wszystko pójdzie jak po sznurku. W porządku znalazło się przyjęcie protokołu z poprzedniej sesji, sprawozdanie wójt z wykonania uchwał rady gminy i działalności międzysesyjnej, sprawozdanie komisji, interpelacje, trzy uchwały oraz sprawy różne.

Pierwszy drobny zgrzyt pojawił się już przy głosowaniu nad protokołem. Radni mieli podnieść ręce i użyć systemu. System jednak najwyraźniej uznał, że nie będzie brał udziału w tej części lokalnej demokracji bez walki. Przewodniczący musiał więc wrócić do punktu i powtórzyć procedurę.

– Jeszcze raz przystępujemy do punktu trzeciego naszych obrad. Przyjęcie protokołu z poprzedniej sesji. Kto z państwa radnych jest za przyjęciem tego protokołu? Proszę o podniesienie ręki. I dokonanie… przycisku (?!) – mówił przewodniczący.

Po chwili technicznego namysłu, wywoływania nazwisk i sprawdzania, czy radny zagłosował, protokół ostatecznie został przyjęty jednogłośnie. Demokracja zwyciężyła, choć nie bez cyfrowych strat.

Potem nadszedł czas na punkt, który w Herbach najwyraźniej traktuje się z należytą powagą, czyli sprawozdanie wójt z wykonania uchwał. I tu rozpoczął się prawdziwy maraton formułek. Iwona Burek skrupulatnie odczytała, które uchwały zostały przekazane organowi nadzoru, do których nie wniesiono uwag, które są realizowane na bieżąco, które opublikowano w Dzienniku Urzędowym Województwa Śląskiego, a które po prostu zostały wykonane.

Była więc uchwała w sprawie programu przeciwdziałania przemocy domowej. Była uchwała o opiece nad bezdomnymi zwierzętami. Była uchwała o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Była uchwała w sprawie rolnictwa. Była uchwała budżetowa. Każda z nich otrzymała swój moment na sali. Każda została godnie odczytana. Żadna nie została pominięta.

W praktyce wyglądało to trochę tak, jakby rada nie tyle obradowała, ile uczestniczyła w uroczystym apelu ku czci uchwał już podjętych. Pół sesji zeszło na czytanie tego, co przekazano, opublikowano, zrealizowano albo realizuje się na bieżąco. Wójt prowadziła ten katalog konsekwentnie, bez zbędnych ozdobników, ale z imponującą dokładnością.

Później przyszła pora na zarządzenia. A tych, jak się okazało, również nie brakowało. Od numeru piętnastego po dwudziesty szósty, z przystankami przy budżecie, sprawozdaniach, bibliotece, ośrodku kultury, mieniu komunalnym, sprzedaży nieruchomości, konkursie na dyrektora domu pomocy społecznej i kolejnych przesunięciach finansowych. Padały działy klasyfikacji budżetowej, kwoty, grosze, zwiększenia, zmniejszenia i przeniesienia.

– Zarządzenie numer 15 w sprawie zmian w budżecie gminy na rok dwa tysiące dwudziesty szósty. Przeniesienie w planie wydatków budżetowych. Zwiększenie i zmniejszenie w dziale 710 działalność usługowa na kwotę 1 tys. zł – odczytywała wójt.

Potem było już tylko bardziej szczegółowo. Administracja publiczna na 5,3 tys. zł, oświata i wychowanie na 248,1 tys. zł, gospodarka komunalna na 2,3 tys. zł, oświata na blisko 2 mln zł, administracja publiczna na 48,4 tys. zł i kultura fizyczna na 12 tys. zł. Gdyby ktoś wszedł na salę w połowie tego fragmentu, mógłby pomyśleć, że trafił nie na sesję rady gminy, ale na audiobook z klasyfikacji budżetowej.

Na szczęście po części finansowo-zarządzeniowej pojawiło się też sprawozdanie z działalności międzysesyjnej. Tu obraz gminy stał się bardziej dynamiczny. Trwają prace przy budowie drogi rowerowej. Trwa termomodernizacja budynków. Docieplane są ściany i fundamenty. Wymieniane są okna. Podpisano umowę na ulicę Działkową w Kalinie. Podpisano umowę na osady ściekowe. Podpisano umowę na posadzkę w sali spotkań. Podpisano umowę na dokumentację remontu drogi między blokami przy ulicy Leśnej.

Gdyby miarą rozwoju gminy była liczba zdań zaczynających się od słowa „podpisano”, Herby mogłyby zgłosić się po osobne wyróżnienie.

Następnie przewodniczący komisji budżetu zrelacjonował jej posiedzenie. Tu również panował porządek niemal wojskowy. Komisja wysłuchała informacji o programie profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych, informacji o inwestycjach i remontach, a następnie zaopiniowała projekty uchwał. Wśród inwestycji wymieniono drogę rowerową wzdłuż DK46 w Lisowie, przebudowę ulicy Działkowej w Kalinie, ścieżkę rowerową, remont podłogi w świetlicy oraz termomodernizację.

Najbardziej barwny okazał się jednak pomnik przyrody w miejscowości Dyrdy, któremu zaplanowano zabiegi pielęgnacyjne. Drzewo ma przejść coś w rodzaju lokalnej terapii ratunkowej w postaci usunięcia złomów i zalegających konarów, usunięcie posuszu, redukcję odspojonej listwy pnia oraz założenie wiązań na dwóch poziomach, aby się nie rozłamało. Koszt tej dendrologicznej operacji oszacowano na 5,4 tys. zł brutto.

Po tym wstępie można było wreszcie przejść do uchwał. Pierwsza dotyczyła właśnie prac pielęgnacyjnych przy pomniku przyrody. I wtedy wrócił on – bohater drugiego planu, przeciwnik głosowań i niewidzialny uczestnik sesji. Internet albo system głosowania znów postanowił sprawdzić cierpliwość sali.

Radni głosowali, ale atmosfera przybrała charakter techniczno-towarzyski. Padały uwagi, że coś nie działa, że coś trzeba zobaczyć, że ktoś ma podniesioną rękę, że można patrzeć z jednej strony i z drugiej strony. Przez chwilę sesja zamieniła się w warsztaty obsługi elektronicznego głosowania.

Nie wiadomo, czy pomnik przyrody w Dyrdach docenił ten wysiłek, ale uchwałę ostatecznie przyjęto jednogłośnie. Czternastu radnych było za. Internet przegrał drugą rundę.

Kolejne dwie uchwały dotyczyły zmian w budżecie oraz zmian w wieloletniej prognozie finansowej na lata 2026-2033. Obie były wcześniej omawiane na komisji budżetu, obie uzyskały pozytywną opinię i obie przeszły jednogłośnie. Po wcześniejszych zmaganiach z systemem głosowania można było odnieść wrażenie, że radni postanowili nie drażnić technologii i przeprowadzić resztę możliwie sprawnie. Przewodniczący podsumował tę część z wyraźną ulgą.

– Przebrnęliśmy przez uchwały, które dzisiaj były do przegłosowania – stwierdził.

W sprawach różnych nie wydarzyło się już nic, co mogłoby zagrozić spokojowi sali. Chętnych do zabrania głosu nie było. Przewodniczący uznał więc, że skoro dzień wcześniej na komisji budżetu były pytania i odpowiedzi wyartykułowane przez wójt, to „nic się nowego nie urodziło”. A skoro nic się nie urodziło, to nie było też czego pielęgnować, przekazywać organowi nadzoru ani publikować w dzienniku urzędowym.

Na koniec Iwona Burek krótko zaprosiła mieszkańców i radnych na uroczystości trzeciomajowe (sesja miała miejsce 28 kwietnia – przyp. red.).

– Tylko tak bardzo króciutko chciałam państwa zaprosić 3 maja na mszę w intencji ojczyzny, która odbędzie się tutaj u nas w Herbach, w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa o godz. 10.00. Jeśli ktoś dysponuje czasem, to z całego serca zapraszam – powiedziała.

I tak zakończyła się sesja, która trwała krótko, ale zawierała wszystko, co w lokalnym samorządzie najważniejsze. Były uchwały, zarządzenia, komisje, pomnik przyrody, budżet, termomodernizacje, zaproszenie na mszę oraz starcie człowieka z internetem. Formalnie radni podjęli trzy uchwały. Nieformalnie – zaliczyli również ćwiczenia z cierpliwości, obsługi przycisków i zachowania powagi, gdy system postanawia mieć własne zdanie.

Na zakończenie przewodniczący podziękował wszystkim za udział i zamknął obrady.

– Takie miłe towarzystwo i musimy kończyć – dodając z rozbrajającą szczerością, a jeden z radnych zaproponował po jego słowach wesoło, by… zrobić przerwę.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Biometanownia w Woźnikach ucichła. Burmistrz Aloszko: Nie wiemy, czy firma wróci do tematu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Woźnikach

W porządku obrad ubiegłotygodniowej sesji Rady Miejskiej w Woźnikach znalazły się między innymi sprawy związane z programem ograniczenia niskiej emisji, mieszkaniami treningowymi lub wspomaganymi, pomocą finansową dla województwa śląskiego, zmianami w budżecie oraz wieloletniej prognozie finansowej. Ciekawe tematy pojawiły się także w punkcie dotyczącym spraw różnych. Radni pytali tam o przyszłość pomysłu budowy biometanowni, uszkodzony witacz w Lubszy oraz problemy mieszkańców, którzy przy procedurach dotyczących warunków zabudowy mieli ponieść koszty, choć ostatecznie okazało się, że budowa domów na ich działkach nie jest możliwa.

Pierwsza z uchwał dotyczyła regulaminu określającego zasady udzielania i rozliczania dotacji na wymianę źródeł ciepła oraz montaż ogniw fotowoltaicznych w budynkach jednorodzinnych w ramach dziesiątego etapu programu ograniczenia niskiej emisji. Projekt miał pozytywną opinię komisji budżetowej i rozwoju, a rada przyjęła go jednogłośnie. Pisaliśmy o tym tutaj.

Radni zajęli się także szczegółowymi zasadami ponoszenia odpłatności za pobyt w mieszkaniach treningowych lub wspomaganych. Jak wyjaśniono podczas sesji, korekta do projektu doprecyzowała, że mieszkania te mają znajdować się na terenie gminy Woźniki. Uchwała została przyjęta trzynastoma głosami za, przy jednym głosie wstrzymującym się.

Kolejne decyzje dotyczyły finansów. Rada jednogłośnie przyjęła zmianę uchwały w sprawie udzielenia pomocy finansowej na rzecz województwa śląskiego, zmiany w budżecie na ten rok oraz zmiany w wieloletniej prognozie finansowej gminy na lata 2026-2031. W tej części obrad nie było pytań ani szerszej dyskusji.

Znacznie ciekawiej zrobiło się w sprawach różnych. Radny Michał Nokielski wrócił do tematu firmy zainteresowanej budową biometanowni. Przypomniał, że przedsiębiorstwo pojawiło się w marcu na posiedzeniu jednej z komisji, a wtedy zapowiadano konsultacje społeczne. Od tego czasu nie pojawiły się jednak żadne oficjalne informacje o dalszym biegu sprawy.

– Jako że upłynęły już od tego czasu dwa miesiące, a nie ma żadnej takiej oficjalnej informacji, czy może ta firma kontaktowała się z panem odnośnie aktualnego stanu? Czy będą prowadzone te konsultacje? Jak to wygląda? – pytał radny burmistrza.

Z odpowiedzi Michała Aloszko wynikało, że temat na razie nie jest kontynuowany. Włodarz podkreślił, że nie ma informacji, by firma wróciła do gminy z dalszymi planami.

– Nic nie wiemy o tym, żeby coś dalej było procedowane. Też z rozmów tutaj, które państwo prowadziliście i na komisji, nie było woli ku temu, żeby te prace, zresztą moje zdanie jest podobne, w tym zakresie były prowadzone – mówił burmistrz.

Dodał też, że nie wiadomo, czy inwestor w ogóle wróci do sprawy.

– Nie mam żadnej informacji w tym zakresie, żeby temat ponownie był podjęty – zaznaczył.

Kolejny sygnał dotyczył Lubszy. Radna Maria Golasz przekazała pytanie mieszkańców o uszkodzony witacz na parkingu. Zgłaszający wskazywali, że prawdopodobnie chodzi o szkodę komunikacyjną.

Burmistrz Aloszko zapowiedział, że sprawą zajmą się gminne służby.

Najpoważniejszy wątek sesji poruszył radny Piotr Gorol. Chodziło o mieszkańców sołectwa Babienica, którzy – jak wynikało z jego wystąpienia – w procedurze uzyskiwania decyzji o warunkach zabudowy zostali wezwani do uzupełnienia dokumentacji i ponieśli dodatkowe koszty, a dopiero na końcowym etapie dowiedzieli się, że budowa domu na danej działce nie jest możliwa ze względu na położenie w strefie oddziaływania elektrowni wiatrowej.

Radny podkreślił, że nie kwestionuje legalności podjętych działań, ale zwraca uwagę na brak wcześniejszej informacji, który mógł narazić mieszkańców na niepotrzebne wydatki. W interpelacji zapytał, czy urząd ma procedury wstępnej weryfikacji możliwości zabudowy działek, zanim mieszkańcy zostaną wezwani do ponoszenia dodatkowych kosztów. Pytał też, czy można wprowadzić praktykę wcześniejszego informowania wnioskodawców o istotnych ograniczeniach oraz przygotować mapy, wykazy lub inne materiały informacyjne pokazujące strefy ograniczeń.

Burmistrz przyznał, że sprawa wymaga analizy i zapowiedział pisemną odpowiedź.

– Ponieważ kwestia jest problemowa, to też oczywiście odpowiedzi udzielimy na piśmie przy analizowaniu też do tych sytuacji różnych, jeśli chodzi o warunki zabudowy, bo to rzeczywiście czasami bardzo różnie wygląda – odpowiedział.

Zadeklarował również, że urząd pochyli się nad tym, czy można usprawnić procedury i lepiej informować mieszkańców w tym zakresie.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Rolnicy spotkają się w Lubecku po raz trzydziesty. Jubileuszowa pielgrzymka już w sobotę

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wikipedia

Lubecko ponownie stanie się miejscem spotkania rolników, mieszkańców regionu i osób związanych z lokalną tradycją. 23 maja odbędzie się tam XXX Jubileuszowa Regionalna Pielgrzymka Rolników do Sanktuarium Matki Bożej w Lubecku. Wydarzenie połączy modlitwę, przemarsz uczestników, prezentację dawnych maszyn rolniczych, występy artystyczne oraz integracyjne spotkanie w Skansenie.

Tegoroczna pielgrzymka ma szczególny charakter, bo organizowana jest już po raz trzydziesty. To wydarzenie, które od lat przypomina o znaczeniu pracy rolników, przywiązaniu do ziemi, lokalnej wspólnocie i tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Do udziału zaproszeni są zarówno mieszkańcy Lubecka i okolicznych gmin, jak i goście z całego powiatu i regionu.

Program rozpocznie się o godz. 9.40 od poświęcenia Kapliczki św. Izydora Oracza, patrona rolników. Uroczystość odbędzie się przy skrzyżowaniu ulic Lipskiej i Słonecznej, skąd uczestnicy przejdą do sanktuarium przy akompaniamencie orkiestry dętej. O godz. 10.00 odprawiona zostanie uroczysta msza święta w intencji rolników z okazji święta św. Izydora Oracza. Liturgię uświetni występ Zespołu Kochciczanki z Kochcic.

Po nabożeństwie, około godz. 11.40, uczestnicy pielgrzymki przejdą do Skansenu zabytkowych maszyn rolniczych. Tam o godz. 12.00 zaplanowano oficjalne powitanie, wystąpienia zaproszonych gości, poczęstunek oraz występy artystyczne. Na scenie zaprezentują się dzieci z Publicznej Szkoły Podstawowej w Lubecku, Zespół Kochciczanki z Kochcic, Zespół „Girlanda” z Piasku oraz Zespół „Za Młodzi Na Sen” z Lublińca.

Jedną z największych atrakcji będzie parada zabytkowych traktorów. O godz. 14.00 Skansen Lubecko zaprosi na przejazd historycznych maszyn trasą prowadzącą przez Lubecko, Steblów, Lubliniec, Sadów, Rusinowice, Wierzbie, Koszęcin, Boronów, Cieszową, Hadrę, Droniowice, Harbułtowice, Kochanowice i Jawornicę i z powrotem do Lubecka. W godz. od 15.30 do 17.00, na parkingu przy kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego i Parku Gminnego w Boronowie, odbędzie się wystawa zabytkowych traktorów.

Popołudniowa część wydarzenia będzie miała bardziej rodzinny i integracyjny charakter. O godz. 17.00 zaplanowano turniej dla dzieci, o godz. 18.00 koncert Amelii Chmiel, a o godz. 19.00 występ zespołu Terrarium, grającego rock i metal. Jubileuszową pielgrzymkę zakończy o godz. 20.00 spotkanie integracyjne w Skansenie oraz zabawa z Ricardo.

Wydarzeniu towarzyszyć będzie piknik realizowany przez Śląską Izbę Rolniczą z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego. Organizatorzy zapowiadają również słodki poczęstunek od sponsorów pielgrzymki.

XXX Regionalna Pielgrzymka Rolników w Lubecku będzie więc nie tylko religijnym spotkaniem w sanktuarium, ale także świętem lokalnej wspólnoty, dawnych tradycji rolniczych i ludzi, którzy od lat budują tożsamość regionu wokół pracy, wiary i przywiązania do swojej ziemi.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Zabytki w Lublińcu potrzebują więcej niż uchwały. Radni usłyszeli o pękających ścianach i azbeście

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Podczas sesji, która miała miejsce ostatniego dnia kwietnia, radni przyjęli zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, zgodzili się na umorzenia zadłużenia czynszowego, zajęli się zielenią przy rondach, sprzedażą nieruchomości, nowymi przystankami, pomocą społeczną, nazwą ulicy oraz petycją mieszkańców dotyczącą pomiarów anten w rejonie jednego z liceów. Najwięcej emocji przyniósł jednak punkt dotyczący gminnego programu opieki nad zabytkami. To właśnie przy nim wybrzmiały uwagi o jakości samorządowych opracowań, braku realnego wsparcia dla właścicieli zabytkowych kamienic, azbeście na dachach oraz ciężkim ruchu, który zdaniem mieszkańców dalej niszczy historyczną zabudowę centrum miasta.

Początek obrad przebiegł sprawnie. Rada jednogłośnie przyjęła zmiany w wieloletniej prognozie finansowej miasta oraz zmiany w budżecie na 2026 rok. Bez dyskusji przeszły także dwie uchwały dotyczące umorzenia zadłużenia czynszowego z tytułu najmu lokali mieszkalnych. W pierwszym przypadku uchwałę poparło osiemnastu radnych, przy jednym głosie wstrzymującym się, w drugim decyzja zapadła jednogłośnie.

Radni zgodzili się również na zawarcie porozumienia w sprawie utrzymania zieleni w obrębie ronda Jana Pawła II i ronda Śląskiego w ciągu DW 906, a także na udzielenie pomocy finansowej województwu śląskiemu na ten cel. Oba projekty nie wywołały pytań i zostały przyjęte jednogłośnie.

Więcej zainteresowania wzbudziła uchwała dotycząca zbycia nieruchomości gruntowej w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zapytał, czy wiadomo, co może powstać na tym terenie i czy są już zainteresowani nabywcy. W odpowiedzi jeden z urzędników wyjaśniał, że działka jest objęta miejscowym planem i przeznaczona pod przemysł, a ewentualny inwestor będzie mógł prowadzić tam wyłącznie działalność zgodną z planem. Jak dodał, ostatni wniosek dotyczył podmiotu związanego z działalnością przy budowie dróg. Uchwała została przyjęta piętnastoma głosami za, przy czterech wstrzymujących się.

Rada bez większych sporów przyjęła także uchwałę w sprawie wstępnych lokalizacji nowych przystanków komunikacyjnych, sprawozdanie z działalności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lublińcu za miniony rok, ocenę zasobów pomocy społecznej oraz uchwałę o nadaniu nazwy ulicy Władysława Szpilmana drodze wewnętrznej w rejonie ulicy Marii Curie-Skłodowskiej.

Najdłuższa dyskusja rozpoczęła się przy gminnym programie opieki nad zabytkami na lata 2026-2029. Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że tego typu dokumenty nie powinny być traktowane jedynie jako formalny obowiązek, lecz jako narzędzie do uporządkowania realnych problemów. Ocenił, że opracowanie jest miejscami ogólnikowe, zawiera zbyt wiele przekopiowanych przepisów prawa i wymagałoby większej staranności językowej oraz merytorycznej.

– Mam taki odbiór tego dokumentu, że jest on dość mocno powierzchowny, jeżeli chodzi o nasze miasto – mówił radny.

Wojtulek wskazywał również na niejasności dotyczące historii miasta, archaiczne sformułowania oraz skróty użyte bez wyjaśnienia. Jego zdaniem, skoro samorząd płaci za przygotowanie dokumentów strategicznych, powinien wymagać od wykonawców wysokiej jakości nie tylko formalnej, ale też językowej.

Najmocniej wybrzmiał jednak temat azbestu. Radny zwrócił uwagę, że w analizie SWOT pojawiła się informacja o azbestowych pokryciach dachowych na wielu obiektach zabytkowych. Podkreślał, że w zwartej zabudowie centrum problem ten może mieć znaczenie nie tylko konserwatorskie, lecz również zdrowotne. Sugerował, by miasto mocniej zabiegało o środki na renowację zabytków i rozmawiało z wojewódzkim konserwatorem zabytków nie tylko w kontekście ochrony dziedzictwa, ale także bezpieczeństwa mieszkańców.

Samorządowiec podniósł też kwestię braku lokalnego instrumentu finansowania drobnych prac renowacyjnych. Zaznaczył, że nie chodzi o duży program, lecz choćby o niewielką pulę, która mogłaby wspierać właścicieli zabytkowych budynków w najpilniejszych działaniach.

Do uwag odniósł się burmistrz Edward Maniura. Przyznał, że w każdym dokumencie można znaleźć błędy czy nieścisłości, ale wskazywał też na szerszy problem biurokratyzacji procedur. Jak mówił, wiele tego typu opracowań powstaje przede wszystkim dlatego, że są wymagane przy ubieganiu się o środki zewnętrzne. Krytykował nadmiernie rozbudowane prawo zamówień publicznych i wskazywał, że samorządy często muszą zamawiać dokumenty według schematów, bo bez nich nie mają szans na dofinansowanie.

Włodarz nawiązał także do relacji inwestorów z ochroną konserwatorską. Zwracał uwagę, że objęcie obiektu ochroną często zniechęca prywatne podmioty do inwestowania, bo oznacza dodatkowe obowiązki i ograniczenia. W sprawie azbestu przypomniał natomiast, że miasto co roku prowadzi program, z którego mieszkańcy mogą korzystać, choć dotacja nie pokrywa pełnych kosztów usunięcia i utylizacji pokrycia.

Dyskusja o zabytkach szybko przeszła z poziomu dokumentu na konkretne problemy mieszkańców. Głos zabrał współwłaściciel kamienicy przy ulicy Kilińskiego. Mówił, że obiekty wpisane do gminnej ewidencji zabytków powstawały w zupełnie innych realiach, a dziś muszą znosić ruch ciężkich pojazdów, którego konstrukcyjnie nie były w stanie przewidzieć.

Mieszkaniec wskazywał na spękania tynków i dalszą degradację kamienic przy trasie przejazdu ciężarówek. Podkreślał, że problem dotyczy nie tylko jednej posesji, ale także innych historycznych obiektów, w tym kościoła św. Mikołaja i kościoła św. Krzyża. Zaapelował, by miasto i rada wsparły działania zmierzające do zmiany przebiegu ciężkiego ruchu przez centrum.

Burmistrz potwierdził, że kilka miesięcy wcześniej odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach, starostwa i urzędu marszałkowskiego. Wyjaśniał jednak, że zmiana przebiegu drogi wojewódzkiej lub zmiana kategorii drogi to proces skomplikowany i nie zależy wyłącznie od miasta. Jak mówił, rozważano rozwiązanie, w którym ciąg drogi 906 nie prowadziłby przez ulice Kilińskiego, Mickiewicza i Lisowicką, lecz przez ulicę Pawła Stalmacha do obwodnicy.

Jednocześnie Maniura zaznaczył, że przeniesienie ruchu na Pawła Stalmacha również może wywołać protesty mieszkańców tej ulicy, bo oznaczałoby dla nich większy ruch. Wskazał także, że najlepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie połączenie z obwodnicą, o którym mówi się od wielu lat, ale wymagałoby ono współdziałania z innymi samorządami i poniesienia znacznych kosztów.

Przewodnicząca rady Iwona Janic poinformowała, że wraz z mieszkańcami i radnymi planuje spotkanie w katowickim ZDW, choć do dnia sesji nie wyznaczono jeszcze terminu. Jak zaznaczyła, pojawia się również inna propozycja poprowadzenia ruchu ciężkiego, która miałaby nie obciążać ani obecnej trasy, ani ulicy Pawła Stalmacha.

Ostatecznie gminny program opieki nad zabytkami został przyjęty siedemnastoma głosami za, przy dwóch wstrzymujących się. Sama dyskusja pokazała jednak, że problem zabytków w Lublińcu wykracza daleko poza formalne uchwalenie dokumentu. Chodzi o pieniądze, odpowiedzialność za stare kamienice, ograniczenia konserwatorskie, azbest, jakość miejskich opracowań i ciężarówki przejeżdżające przez historyczne centrum.

Na koniec rada zajęła się jeszcze petycją mieszkańców okolic Liceum im. Adama Mickiewicza dotyczącą pomiarów anten umieszczonych w tym rejonie. Komisja skarg, wniosków i petycji zarekomendowała przekazanie sprawy burmistrzowi zgodnie z kompetencjami. Uchwała w tej sprawie została przyjęta jednogłośnie.

CZYTAJ DALEJ

Ciasna

Poprzemysłowy teren w Panoszowie zmienia się w zieloną przestrzeń. Koszt to prawie osiem milionów

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Ciasna

W Panoszowie trwa jedna z bardziej charakterystycznych inwestycji środowiskowych w gminie Ciasna. Teren po dawnej kopalni iłów kajprowych, wykorzystywanych niegdyś do produkcji ceramiki budowlanej, ma zostać zrekultywowany i przywrócony mieszkańcom w zupełnie nowej funkcji. Projekt obejmuje około 7,3 hektara zdegradowanych gruntów poprzemysłowych, które po zakończeniu prac mają stać się uporządkowaną, zieloną i dostępną przestrzenią o walorach przyrodniczych, edukacyjnych oraz rekreacyjnych.

Inwestycja realizowana jest dzięki wsparciu funduszy europejskich. Wartość całego przedsięwzięcia oszacowano na niemal 8,6 mln zł. Dofinansowanie sięga 8 mln zł, co oznacza, że zdecydowana większość kosztów zostanie pokryta ze środków zewnętrznych. Po rozstrzygniętym z początkiem bieżącego roku przetargu wiadomo, że wykonawca zaproponował nieco niższą cenę, na poziomie około 7,8 mln zł. Projekt ma zakończyć się do końca listopada.

Zakres prac jest szeroki. Obejmuje między innymi roboty budowlane związane z rekultywacją terenu, prace makroniwelacyjne, oczyszczenie i przebudowę istniejących rowów oraz zbiorników wodnych, a także utworzenie nowych elementów retencji. Zaplanowano również nasadzenia drzew i krzewów oraz uporządkowanie istniejącej zieleni. Celem jest nie tylko poprawa estetyki tego miejsca, ale przede wszystkim przywrócenie mu wartości przyrodniczych i środowiskowych.

W Panoszowie powstanie także infrastruktura, która ma ukierunkować ruch odwiedzających i umożliwić prowadzenie działań edukacyjnych. Projekt przewiduje wykonanie ścieżek edukacyjnych oraz elementów małej architektury. Teren ma być przystosowany do potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami. W ramach zadania zaplanowano również budowę wiaty parkingowej dla osób z niepełnosprawnościami wraz z instalacją fotowoltaiczną. Energia z PV ma zasilać urządzenia funkcjonujące na obszarze objętym projektem, w tym oświetlenie i pompy.

Drugim ważnym elementem przedsięwzięcia będzie kampania edukacyjna. Gmina planuje organizację prelekcji dla mieszkańców i osób zainteresowanych tematyką rekultywacji terenów zdegradowanych przez działalność przemysłową i wydobywczą. Projekt ma pokazywać, że takie obszary nie muszą pozostawać zapomnianymi, problematycznymi miejscami, ale mogą zostać ponownie wykorzystane z korzyścią dla przyrody i lokalnej społeczności.

W ramach kampanii powstaną także materiały audiowizualne przeznaczone między innymi dla osób ze szczególnymi potrzebami. Zaplanowano również digitalizację obszaru w formie wirtualnego spaceru. Dzięki temu z terenem będą mogły zapoznać się także osoby, które z różnych powodów nie będą w stanie odwiedzić go osobiście.

Efektem inwestycji ma być rekultywacja pełnych 7,3 hektara gruntów, z czego 3,5 hektara zostanie objęte wsparciem jako zielona infrastruktura. Projekt zakłada również realizację dwóch przedsięwzięć proekologicznych. Chodzi o rekultywację obszaru pogórniczego oraz montaż instalacji fotowoltaicznej i hybrydowego oświetlenia zasilanego energią słoneczną, a także wiatrową.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Dwa lata Jacka Mokrosa w Kochanowicach. Wójt wylicza inwestycje, dotacje i zmiany w gminie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Google Street View

Wójt gminy Kochanowice Jacek Mokros przedstawił bilans dwóch lat swojej kadencji, wskazując zarówno na inwestycje już zakończone, jak i przedsięwzięcia, które są obecnie w realizacji lub przygotowaniu. W jego podsumowaniu mocno wybrzmiały sprawy infrastrukturalne, kanalizacyjne, energetyczne, edukacyjne i społeczne, ale także temat finansów gminy, które – jak wynika z jego słów – na początku kadencji miały istotnie ograniczać możliwości inwestycyjne samorządu.

Wójt zwrócił uwagę, że ostatnie miesiące były dla samorządu czasem intensywnej pracy, której efekty mieszkańcy mogą już zobaczyć w różnych częściach gminy. Wśród najważniejszych zadań wymienił zakończenie drogi na Paryż na Pawełkach, podłączenie ponad stu domostw do nowo wybudowanej kanalizacji na Ostrowie i miejscowości Lubockie, otwarcie wystawy multimedialnej w Żółtym Folwarku oraz zbliżający się finał budowy gminnego żłobka.

– To coś, co w minionym roku wymagało ode mnie, ale też od pracowników naszego urzędu sporo trudu, ale jednocześnie coś, co cieszy i z czego jestem dumny. Takich powodów do dumy jest jednak dużo więcej – mówi Jacek Mokros.

Ważnym obszarem, na który wskazuje wójt, jest edukacja i inwestycje obejmujące również przestrzeń wokół szkół i miejsc spotkań mieszkańców.

– Od października w naszych szkołach, a od stycznia w przedszkolach realizowane są programy, w ramach których uczniowie i przedszkolaki biorą udział w dodatkowych zajęciach, nauczyciele podnoszą swoje kwalifikacje, a cała społeczność szkolno-przedszkolna zyskuje pomoce naukowe i nowe place zabaw. W Lubecku nowy plac przy szkole jest już gotowy, w Kochcicach będzie montowany na dniach. Nowe place zabaw powstaną też przy remizach w Droniowicach, Kochcicach i Kochanowicach – podkreśla wójt.

Samorząd chwali się również pozyskaniem niemal stuprocentowego dofinansowania z programu związanego z obroną cywilną. Dzięki temu gmina miała zakupić sprzęt, który może okazać się kluczowy w sytuacjach kryzysowych, między innymi traktor, przyczepę, urządzenie WUKO, minikoparkę, quada, namiot pneumatyczny i zbiorniki na wodę.

Na liście zadań znalazły się także inwestycje komunalne i energetyczne. Gmina podpisała umowę na budowę nowej studni głębinowej w Kochcicach, przygotowała projekt kompleksowego remontu ulicy Wiejskiej w Kochanowicach, a w budynku wielofunkcyjnym w Kochanowicach wymieniła piec grzewczy. Do końca czerwca na obiektach komunalnych – szkołach, urzędzie gminy, remizach OSP, przedszkolach i budynkach GCKiI – mają zostać zamontowane instalacje fotowoltaiczne. Ich zadaniem będzie ograniczenie kosztów energii i poprawa komfortu korzystania z gminnych obiektów.

Osobne miejsce w podsumowaniu zajmuje Rządcówka w Kochcicach. Gmina prowadzi tam prace z myślą o utworzeniu dziennego pobytu dla seniorów. Obecnie zalany jest już nowy strop, a wykonawcy przygotowują się do montażu dachówki. To jedna z tych inwestycji, które mają nie tylko ratować wartościowy obiekt, ale też nadać mu nową, społeczną funkcję.

Wójt wskazuje również na cyfryzację urzędu. Gmina pozyskała dofinansowanie na wdrożenie e-usług, a wkrótce ma zostać ogłoszony przetarg na wybór wykonawcy systemu do obsługi szesnastu usług elektronicznych. Zgodnie z zapowiedzią, od nowego roku mieszkańcy będą mogli załatwiać część spraw urzędowych online przez całą dobę i siedem dni w tygodniu.

– Natomiast od maja wprowadziliśmy w urzędzie EZD, czyli elektroniczne zarządzanie dokumentacją, dzięki czemu usprawniony jest urzędowy obieg dokumentów – wyjaśnia.

W tle inwestycji pojawia się jednak także temat pieniędzy. Jak podkreśla włodarz, gmina może dziś skuteczniej sięgać po kolejne dofinansowania, ponieważ ma środki na wkład własny. Pomóc miał w tym kilkumilionowy zwrot VAT-u, uzyskany po przejęciu przez gminę roli eksploatatora sieci wodno-kanalizacyjnej i statusu czynnego podatnika VAT.

– Dzięki przejęciu tego zadania mamy nie tylko lepszą kontrolę nad obsługą i stanem sieci wodno-kanalizacyjnej, ale też dzięki wpływom ze zwrotu VAT-u możemy na bieżąco realizować zobowiązania i planować kolejne inwestycje – mówi włodarz.

Mokros nie ukrywa, że początki kadencji przypadły na trudny moment dla gminnych finansów. Jak zaznacza, dwa lata temu trudno było od razu myśleć o szerokim froncie inwestycji, które planował. Dziś przekonuje, że część tych zamierzeń udało się już zrealizować, a kolejne są w toku.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Sto urodzeń zamiast trzystu. Maniura mówił o depopulacji, szpitalu i problemach, które doganiają Lubliniec

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu/Screenshot

Wystąpienie burmistrza podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Lublińcu pokazało, że za bieżącymi uchwałami i informacjami kryją się sprawy znacznie poważniejsze niż rutynowa praca samorządu. Mowa była o depopulacji, przyszłości szpitala, planowanej komunikacji lublinieckiej, nowej pływalni, inwestycjach miejskich, OSP, tunelu, wyburzeniach w Parku Grunwaldzkim oraz problemach z przepisami, które – jak przekonywał włodarz – coraz częściej utrudniają samorządom normalne działanie.

Jednym z najmocniejszych wątków była depopulacja. Burmistrz, relacjonując obrady Związku Miast Polskich, podkreślał, że spadek liczby urodzeń nie jest już abstrakcyjną prognozą, ale realnym problemem, który w kolejnych latach będzie uderzał w przedszkola, szkoły i całą organizację usług publicznych. Lubliniec również odczuwa ten trend. W ubiegłym roku w mieście urodziło się tylko sto dzieci, podczas gdy jeszcze dwadzieścia lat temu liczba urodzeń sięgała niemal trzystu.

– Przed samorządem za kilka lat będą nieprawdopodobne wyzwania. Ktoś powie, że są w tej chwili już gminy, w których urodzenia to jest jedno albo wcale, więc proszę zwrócić uwagę, jak to będzie wpływało na oświatę, najpierw na tym poziomie edukacji przedszkolnej, później oczywiście szkolnej – mówił Edward Maniura.

Włodarz nie próbował przy tym łagodzić przekazu. Zaznaczał, że samorządy muszą przygotować się na trudne decyzje, bo nie ma prostego sposobu na odwrócenie tego procesu.

– To jest gigantyczny problem, który dzisiaj musimy widzieć, bo za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje. Więc warto o tych sprawach mówić i szukać rozwiązań i nie czarować, bo tu się nic nie da zrobić. Tu nie ma czarodziejskiej różki, która spowoduje, że nagle będzie się rodzić po prostu więcej dzieci – podkreślał.

Ważnym praktycznym tematem, jaki poruszył, była komunikacja lubliniecka. Włodarz poinformował, że miasto jako członek Związku Powiatowo-Gminnego „Jedźmy razem!” z siedzibą w Myszkowie przygotowuje uruchomienie trzech linii autobusowych. Nie będzie to formalnie komunikacja miejska, bo taka nie daje możliwości korzystania z dopłat. Linie mają wyjeżdżać poza granice miasta, między innymi do Solarni, Lubecka i Sadowa.

W tle tej sprawy pojawił się jednak problem systemowy. Maniura wskazywał, że wcześniejsze przepisy dotyczące dopłat do przewozów autobusowych wykluczały miasta takie jak Lubliniec. Dopiero planowane zmiany ustawowe mają otworzyć drogę do szerszego finansowania.

Dużo miejsca poświęcił także inwestycjom. Zrelacjonował zaawansowane prace przy hali, realizacji ulicy Cegielnianej, planowanym rozpoczęciu przebudowy ulicy Majdanek oraz przygotowaniach do oddania 62 mieszkań, co ma nastąpić prawdopodobnie w pierwszym tygodniu lipca. Wspominał również o projektach fotowoltaicznych, ścieżkach rowerowych i przygotowaniach do pozyskania środków na retencję.

Osobnym i kosztownym tematem była pływalnia. Burmistrz przyznał, że sprawa ciągnie się od lat, a obecny obiekt jest już technologicznie zużyty, zbyt mały i nieprzystający do współczesnych potrzeb. W jego ocenie bardziej sensowna może być budowa nowej pływalni niż dokładanie kolejnych pieniędzy do modernizacji obiektu sprzed kilkudziesięciu lat. Warunek jest jednak jeden – wysokie dofinansowanie.

– Jeżeli chodzi o pływalnię, to podjąłem decyzję po konsultacjach w kierownictwie miasta, że będziemy aplikować, jak tylko pojawią się konkursy na środki Ministerstwa Sportu i Turystyki – poinformował burmistrz. – Nie wyobrażam sobie, żebyśmy to finansowali z kredytu. Dlatego poziom 60-70 proc. dofinansowania, jeżeli taki poziom uzyskamy, to wydaje się, że celową będzie decyzja o budowie nowego obiektu – nadmienił.

Włodarz wyjaśnił też, że upadła koncepcja wspólnej budowy z wojskiem, bo Ministerstwo Obrony Narodowej miało uznać, że nie ma prawnych możliwości inwestowania w infrastrukturę poza jednostkami wojskowymi. Możliwa miałaby być dopiero późniejsza współpraca przy utrzymaniu obiektu.

Kontrowersyjnie wybrzmiała również sprawa samochodu dla OSP Lubliniec. Maniura zaznaczył, że chce spotkać się z zarządem jednostki i wyjaśnić temat, bo jego zdaniem zakup auta za około 1 mln zł nie powinien być pierwszym wariantem, jeśli istnieje możliwość pozyskania pojazdu z wojska albo Państwowej Straży Pożarnej. Jednocześnie podkreślał, że Lubliniec różni się od mniejszych gmin, bo na miejscu działa Państwowa Straż Pożarna. Zaznaczał również, że miasto zwiększyło wsparcie dla OSP z kilku lub kilkunastu tysięcy złotych do blisko 200 tys. zł, nie licząc ewentualnego zakupu pojazdu.

Najostrzej wybrzmiał jednak temat szpitala. Burmistrz przypomniał, że miasto nie jest organem prowadzącym SP ZOZ i nie ma bezpośredniego wpływu na jego funkcjonowanie, ale wielokrotnie udzielało placówce pomocy. Wspominał zakup karetki za 220 tys. zł, respiratorów za 106 tys. zł oraz innego pozyskanego sprzętu. Mimo tego sytuacja lecznicy została przedstawiona jako dramatyczna.

– Koniec końcem jest taki, że praktycznie mamy szpital, jak to się mówi, na równi pochyłej, który być może za chwilę, jeżeli nie znajdzie się rozwiązanie, po prostu upadnie – mówił burmistrz.

Włodarz zapowiedział, że miasto wystąpiło do starosty o dane pokazujące, jak przez lata rosło zadłużenie szpitala. Z przytoczonych przez niego informacji wynikało, że w 2015 roku zadłużenie wynosiło około 15 mln zł, w 2020 roku przekraczało 50 mln zł, a obecnie ma sięgać niemal 80 mln zł.

– Jeżeli ktoś twierdzi, że tylko ta jedna strona jest winna, to niech się uderzy w piersi i powie, po prostu wszyscy jesteśmy winni. Bo nie ma rozwiązań i nie potrafimy się dogadać kluczowych spraw dla państwa – stwierdził.

Burmistrz poinformował również, że spotka się z nową dyrektor SP ZOZ-u. Chce też, aby przedstawiła radzie ocenę sytuacji i odpowiedziała, jakie są realne szanse na dalsze funkcjonowanie szpitala.

Wystąpienie miało też wyraźny antybiurokratyczny ton. Maniura krytykował archaiczność oświadczeń majątkowych, nadmiernie skomplikowane przepisy, prawo zamówień publicznych oraz brak realnych narzędzi państwa w sprawach takich jak uciążliwości odorowe. Wspominał, że od wielu lat mówi się o ustawie odorowej, ale wciąż nie widać skutecznych rozwiązań.

Wśród tematów bardziej lokalnych pojawiły się także wyburzenia w Parku Grunwaldzkim i prosektorium. Burmistrz przekonywał, że miasto wykorzystało dobrą koniunkturę na niskie koszty rozbiórek, a teren parku ma w przyszłości mocno się zmienić w ramach projektu Ekopark.

– Cały ten teren zmieni się w niedługim czasie nie do poznania, dlatego że przywrócimy pewne funkcje na tym obszarze, ale to wszystko, co stanowiło taką już zdewastowaną infrastrukturę kubaturową, zostało już rozebrane – mówił.

Całość wystąpienia zakończył apelem o szukanie porozumienia i większy szacunek w debacie publicznej. Ostrzegał, że internet, choć może służyć dobrym sprawom, coraz częściej staje się miejscem niszczenia ludzi poprzez oskarżenia i agresję.

– Zawsze mam taki apel, żebyśmy, starając się szukać rozwiązań, zawsze do siebie z szacunkiem się odnosili, bo jesteśmy tutaj na tym świecie przez chwilę – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Powiat Lubliniecki

Powiat lubliniecki chce rozruszać wakacje. Trwa nabór do projektu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Powiat lubliniecki przygotowuje wakacyjną ofertę bezpłatnych zajęć dla mieszkańców. Od 27 czerwca do 31 sierpnia realizowany będzie projekt „Nasz powiat – nasze pasje”, który ma połączyć propozycje z zakresu sportu, rekreacji, edukacji i działań prozdrowotnych. Do współpracy zapraszane są organizacje, instytucje, kluby, instruktorzy oraz osoby prowadzące działalność, które mogą przygotować zajęcia dla mieszkańców w różnym wieku.

To inicjatywa adresowana zarówno do dzieci i młodzieży, jak i dorosłych oraz seniorów. Jej założenie jest proste – zebrać w jednym miejscu wakacyjne aktywności, wypromować je wśród mieszkańców i ułatwić dostęp do bezpłatnych zajęć w czasie letniej przerwy. Dzięki temu lokalne podmioty będą mogły zaprezentować swoją ofertę, a mieszkańcy powiatu zyskają szerszy wybór sposobów na aktywne, zdrowe i ciekawe spędzenie wakacji.

Organizatorem projektu jest lublinieckie starostwo, które odpowiada za wybór partnerów, przygotowanie harmonogramu zajęć, promocję przedsięwzięcia oraz dystrybucję materiałów informacyjnych. Do udziału mogą zgłaszać się podmioty prowadzące zajęcia sportowe, rekreacyjne, edukacyjne i inne aktywności wpisujące się w charakter projektu. Warunkiem jest przygotowanie propozycji zajęć, wskazanie miejsca, terminu, grupy odbiorców oraz osoby odpowiedzialnej za kontakt i zapisy. 

Po zakwalifikowaniu zgłoszony podmiot uzyska status partnera projektu. To partnerzy, w porozumieniu ze starostwem, będą przygotowywać szczegółowy program oferowanych zajęć. Po ich stronie pozostanie także organizacja zapisów, zapewnienie odpowiedniego zaplecza, bezpieczeństwa uczestników oraz przekazanie sprawozdania z przeprowadzonych działań wraz z materiałem zdjęciowym.

Szczególną uwagę położono na bezpieczeństwo najmłodszych. Osoby dopuszczane do działalności związanej z opieką nad małoletnimi muszą zostać sprawdzone w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Partnerzy mają również zadbać o dostępność zajęć dla osób ze szczególnymi potrzebami, a gdy nie będzie to możliwe z przyczyn technicznych lub prawnych, zapewnić dostęp alternatywny.

Mieszkańcy zainteresowani udziałem w wakacyjnych aktywnościach będą zapisywać się bezpośrednio u partnerów projektu, na podstawie danych kontaktowych podanych w materiałach informacyjnych. Rekrutacja będzie prowadzona osobno dla każdej formy zajęć. Jeśli chętnych będzie więcej niż miejsc, powstaną listy rezerwowe.

Projekt może stać się dobrą okazją do pokazania lokalnego potencjału powiatu lublinieckiego. Zgłoszenia należy przesłać do 29 maja na adres: promocja@lubliniec.starostwo.gov.pl. Można je również złożyć osobiście lub za pośrednictwem poczty. Dokumenty są do pobrania na stronie internetowej starostwa.

CZYTAJ DALEJ

Powiat Lubliniecki

Alkohol za kierownicą wciąż problemem. Trzech nietrzeźwych kierujących zatrzymanych jednego dnia

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum

W miniony piątek policjanci z lublinieckiej komendy zatrzymali do kontroli trzech kierujących, którzy prowadzili pojazdy po alkoholu. Do interwencji doszło w Zborowskiem, Koszwicach oraz Lublińcu.

Pierwsze zatrzymanie miało miejsce około godz. 16.00 w miejscowości Zborowskie, przy ulicy Polnej. Policjanci z rewiru dzielnicowych zatrzymali 54-letniego mieszkańca powiatu lublinieckiego, który kierował ciągnikiem rolniczym. Badanie wykazało, że mężczyzna miał w organizmie ponad 2,5 promila alkoholu. Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Jak ustalili funkcjonariusze, kierujący posiadał aktywny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, do którego się nie zastosował.

Mężczyzna będzie odpowiadał przed sądem za popełnione przestępstwa. Grozi mu wysoka grzywna, kara pozbawienia wolności, przepadek pojazdu, kolejny zakaz prowadzenia pojazdów, a także obowiązek zapłaty świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, które może wynieść nawet 60 tys. zł.

Do kolejnej kontroli doszło tego samego dnia pół godziny później w Koszwicach, również przy ulicy Polnej. Policjanci lublinieckiej drogówki zatrzymali kierującego samochodem marki audi. Za kierownicą siedział 66-letni mężczyzna na co dzień mieszkający w Niemczech. Badanie wykazało, że mężczyzna znajdował się po użyciu alkoholu. W tym przypadku zachowanie kierującego zostało zakwalifikowane jako wykroczenie.

Zaledwie dziesięć minut później policjanci ogniwa patrolowo-interwencyjnego zatrzymali w Lublińcu na ulicy ks. Szramka 28-letnią kobietę kierującą samochodem marki bmw. Badanie stanu trzeźwości wykazało, że miała w wydychanym powietrzu prawie promil alkoholu.

Policja przypomina, że prowadzenie pojazdu po alkoholu wiąże się z poważnymi konsekwencjami prawnymi. W przypadku wykroczenia sąd może orzec grzywnę w wysokości od 2,5 tys zł do 30 tys. zł oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych od sześciu miesięcy do trzech lat. Niestosowanie się do orzeczonego przez sąd zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych jest natomiast przestępstwem.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Fundusz zaprasza na spotkanie w Woźnikach. Będzie można zapytać o dotacje na wymianę pieca czy ocieplenie domu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Jak zdobyć dofinansowanie na wymianę starego źródła ciepła, termomodernizację budynku i realne obniżenie rachunków za energię? Odpowiedzi na te pytania będzie można uzyskać podczas spotkania informacyjnego dotyczącego programu „Czyste Powietrze”, które odbędzie się 29 maja o godz. 17.00 w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury w Woźnikach. Wydarzenie poprowadzą eksperci Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

To propozycja przede wszystkim dla właścicieli i współwłaścicieli domów jednorodzinnych, którzy myślą o wymianie kopciucha, montażu nowego źródła ogrzewania, ociepleniu ścian, dachu lub stropu, wymianie stolarki okiennej i drzwiowej, modernizacji instalacji grzewczej czy wykonaniu audytu energetycznego. Podczas spotkania eksperci mają wyjaśnić, kto może skorzystać z programu, jakie dokumenty są potrzebne, od czego zacząć przygotowanie inwestycji i na jakie wsparcie można liczyć.

„Czyste Powietrze” to ogólnopolski program dotacyjny, którego głównym celem jest ograniczenie emisji zanieczyszczeń z domów jednorodzinnych oraz poprawa efektywności energetycznej budynków. W praktyce oznacza to wsparcie dla mieszkańców, którzy chcą pozbyć się nieefektywnych, starych źródeł ciepła i jednocześnie zmniejszyć zapotrzebowanie budynku na energię. Program obejmuje nie tylko samą wymianę pieca, ale również prace, które decydują o tym, czy dom będzie tańszy w utrzymaniu.

Wysokość dotacji zależy przede wszystkim od dochodów. W obecnych zasadach programu funkcjonują trzy poziomy wsparcia. Podstawowy dotyczy osób, których roczny dochód nie przekracza 135 tys. zł. Podwyższony poziom przewidziano dla gospodarstw o niższych dochodach – do 2,2 tys. zł miesięcznie na osobę w gospodarstwie wieloosobowym lub do 3,1 tys. zł w gospodarstwie jednoosobowym. Najwyższy poziom wsparcia przysługuje przy jeszcze niższych dochodach – do 1300 zł na osobę w gospodarstwie wieloosobowym lub do 1,8 tys. zł w gospodarstwie jednoosobowym.

Im niższy dochód, tym większa możliwa intensywność dofinansowania. W programie można uzyskać wsparcie na poziomie do 40 proc., do 70 proc., a w najwyższym wariancie nawet do 100 proc. kosztów kwalifikowanych netto. Maksymalne kwoty zależą jednak od zakresu inwestycji, rodzaju planowanych prac i parametrów budynku. Najwyższe wsparcie jest zarezerwowane dla kompleksowej termomodernizacji, czyli takiej, która nie ogranicza się wyłącznie do wymiany źródła ciepła, ale obejmuje szersze działania poprawiające efektywność energetyczną domu.

Ważną zmianą w nowej odsłonie programu jest większy nacisk na bezpieczeństwo beneficjentów i prawidłowe rozliczanie inwestycji. Od 31 marca ubiegłego roku funkcjonuje system operatorów, który ma pomagać mieszkańcom w przejściu przez procedury – od decyzji o złożeniu wniosku, przez realizację prac, aż po rozliczenie dotacji. Wsparcie operatora jest szczególnie istotne przy najwyższym poziomie dofinansowania oraz przy korzystaniu z prefinansowania, czyli wypłaty części środków jeszcze przed zakończeniem inwestycji. 

Spotkanie w Woźnikach może być więc dobrą okazją nie tylko do uzyskania ogólnych informacji, ale również do uporządkowania własnej sytuacji przed ewentualnym złożeniem wniosku. Wiele osób nadal nie wie, czy kwalifikuje się do programu, jakie dochody należy wykazać, czy najpierw trzeba wykonać audyt, czy można łączyć wymianę źródła ciepła z ociepleniem budynku oraz jakie koszty rzeczywiście mogą zostać objęte dotacją.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Hala płonęła, straty liczono w milionach. Prokuratura ustaliła przyczynę pożaru w Sadowie

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

Prokuratura Rejonowa w Lublińcu zakończyła śledztwo w sprawie pożaru hali produkcyjnej w Sadowie, do którego doszło 27 października ubiegłego roku. Ogień objął budynek firmy zajmującej się produkcją mebli, powodując straty oszacowane na 3 mln zł. W akcji gaśniczej uczestniczyło 150 strażaków.

Pożar w Sadowie był jednym z poważniejszych zdarzeń tego typu w regionie w ubiegłym roku. Skala strat była znaczna, a działania służb wymagały zaangażowania dużych sił ratowniczych. Ustalenia śledczych zamykają jednak karny wątek sprawy. Okazuje się, że przyczyną zdarzenia była awaria instalacji elektrycznej, a nie działanie człowieka.

Postępowanie dotyczyło sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach. Śledczy sprawdzali, czy do pożaru mogły przyczynić się działania lub zaniedbania pracowników firmy albo innych osób. W ramach postępowania przeprowadzono oględziny pogorzeliska z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa oraz przesłuchano świadków, w tym pracowników poszkodowanego przedsiębiorstwa.

– Z uzyskanej opinii biegłego wynika, że bezpośrednią przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej – przekazał prokurator Piotr Wróblewski, zastępca rzecznika prasowego.

Kluczowe dla decyzji o zakończeniu sprawy były ustalenia, że pożar nie był wynikiem celowego działania ani zaniedbania po stronie pracowników firmy czy innych osób.

– Zgromadzony materiał dowodowy nie dał podstaw do postawienia komukolwiek zarzutów – poinformował prokurator Wróblewski.

W konsekwencji prokuratora wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa z uwagi na niestwierdzenie znamion przestępstwa. Decyzja jest już prawomocna.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Hejt nie znika po wyłączeniu telefonu. Ważna lekcja dla uczniów lublinieckiej podstawówki

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Lublińcu

Hejt w internecie, przemoc słowna, wyśmiewanie rówieśników i konsekwencje niewłaściwego zachowania – to główne tematy spotkań profilaktycznych, które w miniony odbyły się w Szkole Podstawowej nr 2 w Lublińcu. Z uczniami rozmawiali policjant z zespołu do spraw nieletnich i patologii oraz dzielnicowy lublinieckiej komendy.

Jak informuje policja, głównym tematem zajęć było zjawisko hejtu wśród dzieci i młodzieży oraz konsekwencje za niewłaściwe zachowanie, zarówno w świecie realnym, jak i w internecie. Mundurowi tłumaczyli uczniom, że agresja słowna nie kończy się na szkolnym korytarzu. Coraz częściej przenosi się do mediów społecznościowych, komunikatorów i zamkniętych grup internetowych, gdzie krzywdzące komentarze, zdjęcia czy wiadomości mogą bardzo szybko dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.

Podczas spotkania funkcjonariusze wyjaśniali, czym jest hejt i jak go rozpoznać. Zwracali uwagę nie tylko na oczywiste obrażanie, ale też na wyśmiewanie, poniżanie czy celowe izolowanie kogoś z grupy. Jak wskazano w policyjnym komunikacie, uczniowie poznali przykłady zachowań, z którymi młodzi ludzie spotykają się najczęściej.

– To obraźliwe komentarze, publikowanie kompromitujących zdjęć, wyśmiewanie wyglądu, pochodzenia czy sytuacji rodzinnej – podkreślają mundurowi.

Ważną częścią pogadanki była rozmowa o odpowiedzialności. Policjanci nadmienili, że zachowanie przedstawiane przez sprawcę jako żart może w rzeczywistości być formą przemocy rówieśniczej.

– To, co ktoś uważał za żart, żartem nie jest i może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych, a także wyrządzić krzywdę psychiczną drugiej osobie – zaznaczali.

Funkcjonariusze zachęcali również uczniów, aby nie pozostawali bierni, gdy widzą hejt lub inne formy przemocy wobec kolegów i koleżanek. Apelowali, by niepokojące sytuacje zgłaszać nauczycielom, rodzicom lub innym zaufanym dorosłym. 

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Kto jeszcze nie był, ma okazję. Jutro tańsze wejściówki do Żółtego Folwarku

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. modernizacjaroku.org.pl

Majowa Noc Muzeów coraz częściej wychodzi poza największe miasta i najbardziej oczywiste instytucje kultury. W tym roku w jej klimat wpisze się także Żółty Folwark w Kochcicach, który w sobotę zaprasza na nocne zwiedzanie zabytkowej gorzelni, mieszczącej się przy ulicy Ogrodowej. Obiekt, jako jeden z najbardziej charakterystycznych punktów na kulturalnej mapie powiatu lublinieckiego, będzie dostępny dla odwiedzających od godz. 17.00 aż do północy. 

To propozycja dla tych, którzy lubią odkrywać historię w nieco innej scenerii niż za dnia. Po zmroku dawna gorzelnia, odrestaurowana i przekształcona w nowoczesne centrum edukacyjno-kulturalne, ma pokazać swoje bardziej nastrojowe oblicze. Ceglana architektura, industrialny charakter budynku, światło, nocna atmosfera i opowieść o dawnym folwarku mogą stworzyć klimat dobrze znany z wydarzeń organizowanych w ramach Nocy Muzeów – trochę edukacyjny, trochę rodzinny, a trochę po prostu wyjątkowy.

Żółty Folwark nie jest przypadkowym miejscem na takie wydarzenie. To jedna z najciekawszych inwestycji rewitalizacyjnych w gminie Kochanowice. Zabytkowa gorzelnia z początku XX wieku, związana z dawnym majątkiem w Kochcicach i historią rodu Ballestremów, przez lata była obiektem, który bardziej przypominał o minionej świetności niż realnie służył mieszkańcom. Po modernizacji odzyskała charakter, ale dostała też zupełnie nowe funkcje.

Dziś mieści się tam multimedialna ekspozycja poświęcona historii miejsca, dawnemu życiu folwarcznemu, tradycjom gorzelniczym i lokalnemu dziedzictwu. Zwiedzający mogą zobaczyć m.in. zachowane elementy przemysłowej przeszłości obiektu, skorzystać z nowoczesnych stanowisk edukacyjnych, sali kinowej, przestrzeni warsztatowej czy wejść na wieżę widokową. To muzeum w formule, która nie ogranicza się do gablot i opisów, ale próbuje opowiadać historię w sposób atrakcyjny także dla młodszych odbiorców.

Dlatego zapowiadana niespodzianka dla najmłodszych dobrze wpisuje się w charakter wydarzenia. Noc Muzeów od lat przyciąga nie tylko pasjonatów historii, ale całe rodziny, które chcą spędzić wieczór inaczej niż zwykle. W Kochcicach dodatkową zachętą mają być bilety w promocyjnych cenach, co może skłonić do wizyty również tych mieszkańców, którzy dotąd odkładali zwiedzanie Żółtego Folwarku na później.

Wydarzenie ma też szerszy wymiar. Nocne zwiedzanie pokazuje, że rewitalizacja zabytku nie kończy się na remoncie i oficjalnym otwarciu. Prawdziwe życie takiego miejsca zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawiają się w nim mieszkańcy, turyści, rodziny z dziećmi, szkolne grupy i osoby, które chcą zobaczyć, jak lokalna historia może zostać opowiedziana na nowo.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Pył szklany nad ulicą Klonową. Mieszkańcy mówią, że wdychają go od lat i żądają konkretnych działań

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Freepik

Podczas ostatniej sesji rady miejskiej radni pytali o remont ulicy Droniowickiej, organizację nowej komunikacji lublinieckiej oraz przyszłość miejskiej oświaty w obliczu spadku liczby urodzeń. Najmocniej wybrzmiał jednak temat uciążliwości w rejonie strefy ekonomicznej, gdzie przedstawiciele jednej z firm i mieszkańcy alarmowali o pyle szklanym, odorze, śmieciach i bezsilności wobec instytucji kontrolnych.

W części dotyczącej „spraw różnych” głos zabrał radny Adam Richter, pytając o dwa praktyczne tematy. Chodziło o remont ulicy Droniowickiej oraz pełny zakres planowanych linii komunikacji lublinieckiej.

Burmistrz przyznał, że w przypadku wymienionej arterii sytuacja nie jest przesądzona. Droga powiatowa znajduje się na pierwszej rezerwie listy u wojewody, ale – jak wynikało z jego wypowiedzi – uzyskanie dofinansowania przez starostwo może być trudne. Wskazywał jednocześnie, że powiat powinien ponowić wniosek w kolejnej edycji programu i dopracować go tak, aby zwiększyć szanse punktowe.

W kwestii komunikacji lublinieckiej wyjaśniono, że obecnie funkcjonują już wcześniejsze uchwały dotyczące przystanków, a ostatnio przyjęte regulacje uzupełniają ich wykaz. Docelowa uchwała w sprawie lokalizacji wszystkich przystanków i zasad korzystania z nich ma pojawić się w czerwcu lub najpóźniej w lipcu. Chodzi o trzy linie, roboczo oznaczone numerami 301, 302 i 303.

Edward Maniura doprecyzował, że ustalenia mają zakończyć się do końca czerwca, a na lipcowej sesji radni powinni otrzymać bardziej szczegółowe informacje. Zastrzegł również, że po pierwszych czterech miesiącach działania systemu możliwe będą korekty.

– Chcę powiedzieć, że przewidujemy, że ta komunikacja będzie kursowała w weekendy – mówił włodarz.

Kolejnym istotnym wątkiem była demografia i przyszłość miejskiej oświaty. Radna Agata Woźniak-Rybka odniosła się do wcześniejszych wypowiedzi Maniury o depopulacji i zwróciła uwagę, że samorząd nie może odkładać trudnych decyzji na później. Jej zdaniem Lubliniec powinien już teraz rozpocząć realną rozmowę o reformie sieci szkół i przedszkoli.

– Nie przyjmuję tej narracji, że za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje, bo jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć, więc wypracujmy w końcu i zacznijmy wypracowywać jakieś stanowisko w tej sprawie. Póki co, panie burmistrzu, to ja z pana strony słyszę tylko obietnice w tym zakresie. Mieliśmy dostać też jakiś dokument, mieliśmy zacząć na ten temat rozmawiać – mówiła radna.

Woźniak-Rybka podkreślała, że dane demograficzne są nieubłagane, a unikanie tematu może doprowadzić do sytuacji podobnej do tej, którą samorządowcy obserwują dziś w kontekście problemów szpitala.

– Nie chciałabym, żebyśmy w ten sam sposób jakby podeszli do tematu oświaty. On jest bardzo trudny i wiem, że to nie są łatwe sprawy, ale nie możemy po prostu cały czas chować głowy w piasek. Także czas jest najwyższy, nie za kilka lat. Teraz trzeba planować – podkreślała.

Burmistrz Maniura odpowiadał, że problem spadku liczby urodzeń dotyczy całego kraju, a Lubliniec na tle innych miast wypada – według przywoływanych przez niego danych – stosunkowo dobrze. Wskazywał na budownictwo mieszkaniowe, działania w ramach MTBS-u i SIM-u oraz starania miasta o przyciąganie nowych mieszkańców. Przyznał jednak, że korekta sieci szkół będzie potrzebna w perspektywie najbliższych lat, a pierwszym obszarem napięć będą przedszkola.

– Oczywiście, że Lubliniec też ma problem z urodzeniami. Zresztą to jest problem ogólnopolski. Natomiast Wspólnota (pismo samorządowe – przyp. red.) zrobiła takie badania ostatnich piętnastu lat w całej Polsce. I muszę powiedzieć, że na tle innych miast Lubliniec wypada bardzo dobrze – mówił burmistrz. – Dlatego w tej materii jestem optymistą, choć zdaję sobie sprawę, że korekta sieci szkół po wejściu w ten okres przełomu 2029/2030 i dalej będzie musiała być zrobiona. Najpierw oczywiście dotknie przedszkoli – dodawał.

Do dyskusji włączył się jeden z wiceburmistrzów. Zapewniał, że temat oświaty jest analizowany, a miasto czeka na raport przygotowywany przez zewnętrzną firmę. Jednocześnie zaznaczał, że samorząd nie będzie dziś wskazywał konkretnych placówek do likwidacji. Według niego część przedszkoli może wygasać naturalnie, jeśli przez kolejne lata nie będą otwierane nowe oddziały.

– Pani oczekuje, ja wiem, już decyzji, żebyśmy coś powiedzieli, pokazali albo powiedzieli, co likwidujemy, którą placówkę. Tego nie zrobimy. Nie powiemy państwu z panem burmistrzem, czy w ogóle tu z Wydziałem Edukacji Urzędu Miasta, które przedszkole lub która szkoła pójdzie za kilka lat do likwidacji – podnosił. – Są takie placówki przedszkolne niestety, do których zapisuje się coraz mniej dzieci. Właśnie z tego powodu, nie że przedszkole działa źle, nie że kadra jest zła, tylko dlatego, że w tej dzielnicy zapotrzebowanie na tę opiekę przedszkolną, w tym akurat przedszkolu jest małe i zaczyna wygasać to przedszkole naturalnie, samoistnie – dodawał.

Zastępca Edwarda Maniury poinformował również, że według aktualnych ustaleń analiza ma być gotowa w maju, ale urząd będzie potrzebował czasu na jej wewnętrzne przepracowanie. Podkreślał też, że rekrutacja do szkół podstawowych wypadła dobrze, natomiast trudniejsza sytuacja zaczyna pojawiać się w przedszkolach.

Radna Woźniak-Rybka wróciła do aspektu ekonomicznego. Zaznaczała, że nie postuluje natychmiastowych likwidacji, ale uważa, że samorząd musi rozmawiać także o kosztach i możliwym innym wykorzystaniu budynków oświatowych, na przykład na potrzeby seniorów.

– Ja też już to powiedziałam kiedyś, jak czytam raport, że na trzy i pół dziecka statystycznie przypada jeden etat, to rozumiem państwa też decyzję, to co powiedział wiceburmistrz, ale też przychodzi mi do głowy tak zwyczajnie ekonomicznie pytanie o opłacalność. Myślę, że to będzie też pewnie bardzo niepopularne, ale musimy sobie też to pytanie zadawać – stwierdziła radna.

Do sprawy odniósł się również radny Piotr Wojtulek, który zwrócił uwagę na inny aspekt demografii – dostęp mieszkańców do specjalistycznej opieki medycznej, w tym leczenia niepłodności. Zasugerował, że skoro gmina nie ma bezpośrednich kompetencji w zakresie ochrony zdrowia, mogłaby przynajmniej podjąć działania informacyjne, na przykład poprzez organizację spotkania z ekspertem.

– Nie widzę problemu, żeby taką konferencję zorganizować. Jestem w stanie pomóc zorganizować takie przedsięwzięcie. Temat jest ważny z punktu widzenia zainteresowanych osób – zadeklarował Maniura.

Największe emocje podczas tej części sesji wywołała jednak sprawa zakładów działających w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zwrócił uwagę na uciążliwości związane ze strefą ekonomiczną, powołując się między innymi na publikację w znanym ogólnopolskim tygodniku dotyczącą jednego z zakładów. Mówił o śmieciach wydostających się z terenu firmy Makpol, poboczach przy ulicy Klonowej i problemach firm sąsiadujących z zakładami przetwarzającymi odpady.

– Po prostu codziennie tam przejeżdżam, widzę tę stertę śmieci i chcę tylko dopomnieć się, że straż miejska przyjeżdża do firmy Makpol, gdzie oni wychodzą, sprzątają tylko większe ilości śmieci, a resztę tych, które są drobną ilością odpadów, zostają po prostu nietknięte. Więc ja tego nie akceptuję na dzień dzisiejszy – ubolewał.

Z kolei radny Franciszek Wróbel poprosił, aby w pierwszej kolejności dopuścić do głosu mieszkańców i przedstawicieli firmy Elhand, którzy przyszli na sesję właśnie w tej sprawie.

Wystąpienie jej przedstawiciela było jednym z najmocniejszych punktów całej dyskusji. Wskazywał na pylenie pyłem szklanym, odór, uciążliwość dla pracowników i mieszkańców oraz – jak twierdził – nieskuteczność dotychczasowych interwencji kierowanych do różnych instytucji.

– Jeśli państwo nie wiecie, co tam się dzieje, bo na podstawie wizytacji, które zarówno ze strony instytucji ochrony środowiska były takowe, to państwo się nie dowiecie, co tam się dzieje, bo przed każdą wizytacją dwa tygodnie przedtem zakład zaprzestaje produkcji – mówił Andrzej Herbowski.

Przedstawiciel spółki mówił, że podczas załadunku rozdrobnionego szkła dochodzi do pylenia, a przy opadach część zanieczyszczeń może przedostawać się do gruntu. Wspominał także o ciężarówkach obsługujących zakład i o tym, że problem trwa od lat.

– No ludzie kochani, przecież to my się mamy dusić, społeczeństwo ma się dusić, u nas pracuje w tej chwili 186 ludzi, to jest 186 rodzin – alarmował Herbowski. – Zakład okej, Lubliniec piękny, no ale śmierdzi. No to trzeba coś z tym zrobić – dodawał, relacjonując uwagi zagranicznych pracowników i praktykantów, którzy trafiali do firmy.

Wystąpienie zawierało również bardzo mocne zarzuty wobec instytucji kontrolnych, w tym WIOŚ. Andrzej Herbowski wskazywał, że wielokrotne pisma i zgłoszenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

– Występowaliśmy też do WIOŚ-u, czy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, do posłów ziemi lublinieckiej. Żadnych skutków. Dlatego stoję tu przed państwem i proszę, a właściwie to żądamy w imieniu naszych pracowników oraz na pewno części mieszkańców, którzy tam w pobliżu mieszkają, żeby się zająć tą sprawą – mówił.

Burmistrz, odpowiadając, zaczął od wyjaśnienia kompetencji poszczególnych organów. Podkreślał, że miasto wydaje decyzję środowiskową, ale decyzje budowlane należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole i sankcje leżą po stronie WIOŚ, sanepidu i innych instytucji państwowych. Przyznał jednocześnie, że zastrzeżenia mieszkańców i firm nie były ignorowane, ale możliwości samorządu są ograniczone.

– Nie było nigdy tak, że jeżeli skarga mieszkańców trafiała do burmistrza, że nie uruchamialiśmy natychmiast działania. Oczywiście straż miejska mogła pojechać, mogła wizualnie ocenić, czy jest zaśmiecony teren, mogła stwierdzić, że śmierdzi. Przepraszam za kolokwializm. I oczywiście w raporcie straży jest takich dni, kiedy były stwierdzone tego typu zdarzenia, sporo. Ale na tym koniec – przekonywał Maniura.

Włodarz przyznał również, że oczekiwanym kierunkiem działań powinna być hermetyzacja zakładu, czyli zamknięcie procesu technologicznego w taki sposób, aby ograniczyć pylenie i uciążliwości zapachowe.

– Ja niezmiennie po prostu tutaj mogę potwierdzić, że powinniśmy wszyscy wymusić na zakładzie-sąsiedzie, aby rzeczywiście doszło do tej hermetyzacji. Jest to możliwe. Dzisiaj jest wszystko możliwe – podkreślał burmistrz. – Z mojej strony mogę zadeklarować, że w niedługim czasie po raz kolejny spotkam się z kierownictwem Sibelco i zapytam o dokończenie tego tematu, czyli zamknięcie załadunku tak, żeby po prostu hermetyzacja tego zakładu była – zapowiedział.

Głos zabrała również mieszkanka i pracownica Elhandu. Dociekała, kiedy można spodziewać się działań w sprawie hermetyzacji zakładu.

– Od dwunastu lat doświadczam, co to znaczy mieszkać w sąsiedztwie firmy Sibelco i Makpol i odczuwamy te negatywne skutki na co dzień. Chciałam zadać jedno pytanie tutaj, do wypowiedzi pana burmistrza. Jaki czas daje pan sobie na uzyskanie odpowiedzi czy jakichś konkretnych działań co do hermetyzacji tego zakładu, bo tylko tutaj w tym rozwiązaniu widzimy możliwość zmiany warunków naszego życia, naszej pracy – pytała.

Burmistrz odpowiedział, że spotkanie powinno odbyć się jeszcze w maju.

– Przedstawię jasne, twarde stanowisko – obiecał.

Kolejna przedstawicielka Elhandu mówiła o bezpośrednich skutkach pyłu szklanego. Wskazywała, że pył osiada na samochodach, rysuje szyby, a pracownicy wdychają go od lat. Zadała też pytania o kontrole ilości przerabianego surowca, ewentualną rozbudowę zakładu, uruchomienie trzeciej zmiany i wcześniejsze wystąpienia burmistrza w sprawie zamknięcia zakładu.

– Rozmawialiśmy tutaj o szkodliwości azbestu. Tak w nawiązaniu chciałam powiedzieć, że my od dwunastu lat wdychamy pył szklany. Od dwunastu lat. Nikt nie reaguje w odpowiedni sposób na to. Ten pył szklany osiada na samochodach. Samochody naszych pracowników są porysowane. Porysowane szyby, już niektórzy musieli je wymieniać. Co dopiero, można się domyślać, jak wyglądają nasze płuca, bo my to wdychamy na co dzień – mówiła kobieta.

Burmistrz Maniura odpowiadał, że nie pamięta szczegółów dotyczących przeglądu ekologicznego i wcześniejszych wystąpień, ale podkreślał, że decyzje dotyczące budowy i rozbudowy zakładu należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole do organów państwowych.

– Żeby skontrolować kwestie związane ze szkodliwością, z przekroczeniem przede wszystkim norm, które w Polsce obowiązują, to do tego państwo upoważniło wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, a w przypadku zagrożeń to jest sanepid – dodawał.

Radny Franciszek Wróbel ocenił, że problem ma swoje źródło w niewłaściwej lokalizacji zakładu. Jego zdaniem tego typu działalność nie powinna funkcjonować w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej i innych przedsiębiorstw. Radny przypominał, że już na etapie decyzji środowiskowej mieszkańcy, stowarzyszenia i on sam zgłaszali liczne zastrzeżenia. Według niego po latach okazało się, że były one uzasadnione.

– Tych zastrzeżeń było ponad 40. Ja sam zgłosiłem ponad 24 zastrzeżenia. Wszystkie zostały uznane za niewłaściwe, nietrafne, niemające podstaw, bo to wynikało z dokumentacji. Okazało się po tych 5-6 latach, że praktycznie wszystkie te zastrzeżenia były jak najbardziej słuszne – podkreślał.

Wróbel mówił również, że podczas komisji przedstawiciele zakładu unikali określeń takich jak „smród” czy „odór”, a radni nie uzyskali pełnych danych dotyczących skali produkcji.

– Między innymi próbowałem dowiedzieć się, jaka jest skala produkcji w tym zakładzie, ile przerobili tego szkła w zeszłym roku. To był 18 marzec, oni nie wiedzieli, ile było przerobione tego szkła w ubiegłym roku. Wydaje mi się to mało prawdopodobne – mówił radny. – My nie odpuścimy. Nie możemy pozwolić na to, żeby ta sytuacja trwała w nieskończoność. Oczekujemy konkretnego działania albo hermetyzacji, albo przeniesienia tego zakładu – dodał.

Radny Zbigniew Werner ponownie apelował o stanowczą interwencję burmistrza. Opisywał sytuację z listopada, gdy – jak mówił – zapylenie i zadymienie w rejonie ulicy Klonowej i boiska było tak duże, że nie było niczego widać. Twierdził też, że instytucje kontrolne nie odpowiedziały skutecznie na jego zgłoszenia.

– Żądam od pana burmistrza, żeby po prostu wstawił się za nami, pomógł nam w tej sprawie z tym zakładem. Nie tylko tym zakładem, bo myślę, że wspólnymi siłami, wspólnie tu z radą miasta możemy wymóc na tych firmach, że po prostu niech się zamkną w taki sposób, że nie będą wychodzić poza teren zakładu – mówił.

Burmistrz przyznał, że gdyby dzisiejszą wiedzę posiadał kilka lat temu, prawdopodobnie inaczej oceniłby sprawę na etapie zgody na sprzedaż. Jednocześnie szeroko tłumaczył realia powstawania strefy ekonomicznej, kryzys gospodarczy, potrzebę pozyskiwania inwestorów i ówczesne oczekiwania mieszkańców związane z miejscami pracy.

– Oczywiście, że w jakimś stopniu też się czuję winnym, że ten zakład jest – skwitował.

Wskazywał jednak, że obecnie konieczne są zarówno działania bezpośrednie wobec firm, jak i presja na zmianę przepisów, w tym uchwalenie ustawy odorowej oraz zmiana klasyfikacji odpadów.

– Moim zdaniem oprócz działań bezpośrednio skierowanych do zakładów, jeszcze trzeba podjąć jeden wysiłek. Podjąć wysiłek wymuszenia na tych, którzy decydują o prawie, zmiany w prawodawstwie. Choćby wreszcie uchwalenie ustawy odorowej – mówił burmistrz.

Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że pył szklany może być chemicznie neutralny, ale fizycznie nie jest obojętny dla organizmu. Podkreślał też, że skoro w innych krajach zakłady tego typu mogą być hermetyzowane, mieszkańcy Lublińca nie powinni godzić się na niższy standard.

– Nie rozumiem tego, jak to jest, że jeżeli mamy do czynienia z dużymi firmami, z dużymi korporacjami, to na Zachodzie potrafią być zakłady zhermetyzowane, a w Polsce nie. Czuję się jak obywatel drugiej kategorii w tej sytuacji – dodawał.

Radna Irena Dyczkowska zapytała wprost, czy rada może podjąć głosowanie za zamknięciem uciążliwego zakładu. Odpowiedź przewodniczącej była ostrożna. Wskazała, że trzeba sprawdzić kompetencje i możliwości formalne.

– Czy my jako radni mamy prawo do tego, żeby po prostu zagłosować za tym, żeby ten zakład trujący został zamknięty. I on może się potem przenieść, jak chce. Ale żeby go po prostu zamknąć ze względu na te trucizny wszelakiego rodzaju – pytała Dyczkowska.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Mieszkańcy będą mogli zapytać wprost. Wójt i wszyscy radni ruszają w teren

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Gmina Koszęcin zapowiada cykl otwartych spotkań wójt Anny Korzekwy-Wojtal oraz radnych z mieszkańcami. Samorząd chce rozmawiać o sprawach ważnych dla poszczególnych miejscowości, odpowiadać na pytania i wspólnie szukać rozwiązań lokalnych problemów. W tegorocznym harmonogramie szczególnie uważnie obserwowane może być spotkanie w Rusinowicach, gdzie niedawno doszło do sytuacji rzadkiej i politycznie znaczącej w lokalnym samorządzie – rezygnację złożyła sołtys wraz z radą sołecką.

Jak informuje gmina, spotkania mają mieć otwarty charakter i są adresowane do wszystkich mieszkańców. Ich celem ma być bezpośredni dialog, rozmowa o potrzebach poszczególnych sołectw oraz współpraca na rzecz dalszego rozwoju gminy. To formuła, która w samorządzie lokalnym ma szczególne znaczenie, bo wiele spraw ważnych dla mieszkańców nie zawsze przebija się przez oficjalne pisma, sesje rady czy urzędowe komunikaty. Często dopiero bezpośrednia rozmowa pozwala nazwać problemy, które na co dzień dotyczą dróg, oświetlenia, bezpieczeństwa, inwestycji, funkcjonowania świetlic, instytucji kultury czy relacji między sołectwami a urzędem.

Cykl rozpocznie się 2 czerwca o godz. 17.00 w Domu Kultury w Strzebiniu. Kolejne spotkanie zaplanowano 9 czerwca o godz. 17.00 w Domu Kultury w Koszęcinie. Na to spotkanie zaproszeni są również mieszkańcy sołectwa Cieszowa. 15 czerwca o godz. 17.00 rozmowy odbędą się w DSW Rusinowice, a zaproszenie obejmuje także mieszkańców sołectwa Piłka. Następnie, 16 czerwca o godz. 17.00, spotkanie zorganizowane zostanie w Sadowie, w sali OSP. Kolejne terminy to 22 czerwca o godz. 17.00 w Wierzbiu, w budynku starej szkoły, oraz 30 czerwca o godz. 17.00 w DSW Brusiek.

Na tle całego harmonogramu najmocniej wybrzmiewa właśnie spotkanie w Rusinowicach. To tam w ostatnich tygodniach doszło do rezygnacji sołtys oraz rady sołeckiej. W krótkim oświadczeniu wskazywano między innymi na brak „chemii” między stronami i zakończenie intensywnego, dwuletniego okresu pracy, pełnego nadziei i wyzwań. Choć publicznie nie przedstawiono szczegółowej listy zarzutów ani konkretnych punktów spornych, sama decyzja była sygnałem, że w relacjach między lokalną reprezentacją sołectwa a gminą pojawiło się poważne napięcie.

Dlatego zapowiedziane spotkanie w Rusinowicach może mieć większy ciężar niż zwykła rozmowa o bieżących sprawach. Dla mieszkańców będzie to okazja, by zapytać nie tylko o inwestycje, zadania i plany, ale także o atmosferę współpracy, sposób komunikacji z urzędem oraz przyszłość lokalnej reprezentacji sołectwa. W takich sytuacjach otwarte spotkanie może stać się testem zaufania – zarówno do władz gminy, jak i do mechanizmów dialogu, które mają łagodzić konflikty, zanim przerodzą się one w trwały kryzys.

Inicjatywa spotkań zasługuje na odnotowanie, bo w polskich realiach samorządowych nie jest to wciąż standard. Sprawy mieszkańców najczęściej omawiane są podczas corocznych zebrań wiejskich, przy okazji podziału funduszu sołeckiego albo w sytuacjach, gdy problem zdąży już narosnąć do rangi konfliktu. Tymczasem wyjście wójt Anny Korzekwy-Wojtal i radnych bezpośrednio do mieszkańców poszczególnych miejscowości pokazuje inną filozofię zarządzania gminą – opartą nie tylko na urzędowej procedurze, ale także na rozmowie, obecności w terenie i gotowości do słuchania głosów z lokalnych społeczności. 

To szczególnie ważne w gminie, w której ostatnio nie brakowało trudnych tematów. W takim kontekście cykl otwartych spotkań można odczytywać jako próbę budowania bezpośredniej, partnerskiej relacji z mieszkańcami oraz jako sygnał, że władze gminy nie chcą ograniczać dialogu do sali sesyjnej czy oficjalnej korespondencji, a pojawiające się napięcia szybko wyjaśniać.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Wracają z programem walki z niską emisją. Radni jednogłośnie przyjęli uchwałę

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Freepik

Mieszkańcy gminy Woźniki będą mogli ponownie ubiegać się o gminne wsparcie na wymianę starych źródeł ciepła oraz montaż instalacji fotowoltaicznych. Rada miejska 12 maja jednogłośnie przyjęła uchwałę dotyczącą regulaminu kolejnego etapu „Programu ograniczenia niskiej emisji”. To już dziesiąta odsłona działań, które mają ograniczać ilość zanieczyszczeń trafiających do powietrza z domowych kotłowni.

Program skierowany jest do właścicieli, współwłaścicieli oraz użytkowników wieczystych budynków mieszkalnych jednorodzinnych na terenie gminy. Jego głównym celem jest zastępowanie przestarzałych, nieekologicznych źródeł ciepła nowymi urządzeniami grzewczymi oraz wspieranie montażu ogniw fotowoltaicznych pracujących na potrzeby budynku mieszkalnego. W praktyce chodzi więc o ograniczenie emisji pyłów, poprawę efektywności energetycznej domów i stopniowe odchodzenie od najbardziej uciążliwych sposobów ogrzewania.

Zgodnie z regulaminem dofinansowanie może objąć zakup i montaż kotła na biomasę, pompy ciepła, ogrzewania elektrycznego lub instalacji fotowoltaicznej. Warunkiem jest realizacja zadania w budynku mieszkalnym jednorodzinnym i spełnienie wymogów technicznych określonych w programie. Dotacją objęte mają być urządzenia fabrycznie nowe, zamontowane po raz pierwszy i trwale związane z obiektem, w którym zostały zainstalowane.

Ważnym elementem programu jest poziom wsparcia. Beneficjent może otrzymać dotację w wysokości 46 proc. kosztów kwalifikowanych, przy czym przyjęte nakłady jednostkowe dla poszczególnych wariantów modernizacji określono na 12 tys. zł. Oznacza to, że maksymalna kwota dotacji z budżetu gminy wynosi 5,5 tys. zł, a pozostała część stanowi wkład mieszkańca. Taki sam poziom finansowania przewidziano dla kotła na biomasę, pompy ciepła, ogrzewania elektrycznego oraz instalacji fotowoltaicznej.

Program dopuszcza również możliwość połączenia dwóch działań. Mieszkaniec może uzyskać dotację zarówno na wymianę źródła ciepła, jak i montaż fotowoltaiki. Co istotne, montaż samych ogniw fotowoltaicznych bez jednoczesnej wymiany źródła ciepła także będzie możliwy, ale tylko wtedy, gdy dotychczasowe źródło ogrzewania spełnia wymagania określone w regulaminie. Chodzi o to, by publiczne pieniądze nie wspierały instalacji OZE w budynkach, które nadal korzystają z najbardziej emisyjnych i przestarzałych urządzeń grzewczych.

Z dokumentów wynika, że udział w programie jest dobrowolny, a liczba zrealizowanych zadań będzie uzależniona od możliwości finansowych gminy. Wnioski mają być rozpatrywane według kolejności wpływu do Urzędu Miejskiego w Woźnikach, po ich weryfikacji i kwalifikacji do dalszej procedury. W przypadku większego zainteresowania mieszkańców o miejscu na liście decydować będzie więc nie tylko spełnienie warunków, ale także termin złożenia kompletnego wniosku.

Regulamin przewiduje również szereg zabezpieczeń. Mieszkaniec, który skorzysta z dotacji, przez pięć lat nie będzie mógł zmienić dofinansowanego źródła ciepła na urządzenie emitujące więcej zanieczyszczeń. Gmina będzie miała także prawo kontroli prawidłowości wykonania inwestycji oraz użytkowania urządzeń zgodnie z warunkami programu.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Noc Muzeów w Koszęcinie. „Śląsk” zaprasza jutro do swojej zabytkowej siedziby po zmroku

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny

Zabytkowy zespół pałacowo-parkowy w Koszęcinie ponownie otworzy się dla zwiedzających w wyjątkowej, wieczornej odsłonie. 15 maja w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny odbędzie się Noc Muzeów. To okazja, by zobaczyć miejsce kojarzone z muzyką, tańcem, tradycją i śląskim dziedzictwem w zupełnie innej atmosferze niż na co dzień.

Wydarzenie skierowane jest do osób indywidualnych, które chcą poznać historię jednej z najważniejszych instytucji kultury w regionie. Uczestnicy będą mogli zwiedzić siedzibę zespołu pałacowo-parkowego w Koszęcinie z przewodnikiem, zajrzeć do przestrzeni związanych z działalnością „Śląska” i lepiej poznać miejsce, w którym od lat pielęgnowana jest polska kultura ludowa oraz artystyczna tradycja regionu.

– To doskonała okazja, by odkryć miejsce pełne pasji, muzyki i śląskiego dziedzictwa po zmroku. Podczas tegorocznej Nocy Muzeów będzie można zwiedzić zabytkową siedzibę, poznać jej niezwykłą historię oraz zajrzeć za kulisy działalności zespołu – zapraszają przedstawiciele „Śląska”.

Zwiedzanie zaplanowano w dwóch turach – o godz. 18.00 i 20.00. Organizatorzy przypominają, że udział wymaga wcześniejszej rezerwacji telefonicznej pod numerem 34 310 64 11. W dniu wydarzenia informacji będzie można zasięgnąć również w recepcji, pod numerem 34 310 64 01.

Noc Muzeów w Koszęcinie to propozycja nie tylko dla miłośników historii i architektury, ale również dla wszystkich, którzy chcieliby lepiej zrozumieć fenomen Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. To właśnie tutaj tradycja spotyka się z codzienną pracą artystów, a zabytkowe wnętrza są świadkami kolejnych etapów rozwoju instytucji, która od dekad promuje polską kulturę w kraju i za granicą.

Organizatorzy zwracają uwagę, że zwiedzanie wieży z wejściem na taras widokowy nie jest dostępne dla osób z niepełnosprawnością ruchową.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Lubliniecka policja ostrzega quadowców. Chwila zabawy, tysiące złotych strat

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Wraz z nadejściem wiosny na drogach, polnych ścieżkach i terenach otwartych coraz częściej pojawiają się quady, crossy oraz motocykle terenowe. Dla jednych to sposób na emocje, prędkość i oderwanie się od codzienności. Dla rolników bywa to jednak poważny problem, bo nielegalne przejazdy przez pola, łąki i grunty rolne mogą niszczyć uprawy, na które gospodarze pracowali przez wiele miesięcy.

Lubliniecka policja przypomina, że taka jazda nie jest niewinną rozrywką, jeśli odbywa się na cudzym terenie i bez zgody właściciela. Mundurowi zwracają uwagę, że szczególnie wiosną uprawy są wyjątkowo podatne na uszkodzenia. Młode rośliny dopiero się rozwijają, a przejazd ciężkiego pojazdu może zniszczyć nie tylko widoczne części roślin, ale również ich system korzeniowy i strukturę gleby.

– To, co dla kierującego może wydawać się krótkim przejazdem, w rzeczywistości może oznaczać bezpowrotne zniszczenie młodych zasiewów, uszkodzenie systemów korzeniowych roślin czy zniszczenie struktury gleby – zaznaczają policjanci.

Problem nie sprowadza się więc wyłącznie do kilku śladów opon. Dla rolnika takie zniszczenia mogą oznaczać konkretne straty finansowe – utracony plon, konieczność ponownego obsiewu, dodatkowe koszty paliwa, materiału siewnego, nawożenia, ochrony roślin, a czasem także rekultywacji gleby czy naprawy uszkodzonych urządzeń melioracyjnych.

Policja przypomina również o konsekwencjach prawnych. Wjazd na cudzy grunt bez zgody właściciela może stanowić wykroczenie. Zgodnie z art. 156 Kodeksu wykroczeń, osoba, która niszczy zasiewy, sadzonki lub trawę na cudzym gruncie rolnym albo leśnym, podlega karze grzywny albo karze nagany. Sąd może także orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego.

To jednak nie musi być koniec odpowiedzialności. Jeżeli szkody są większe, właściciel gruntu może dochodzić odszkodowania na drodze cywilnej. Chodzi między innymi o utracone plony, koszty ponownego obsiania pola, naprawę szkód w glebie czy uszkodzonej infrastrukturze. 

– Zniszczenie jednego hektara młodego zboża może oznaczać stratę liczoną w tysiącach złotych, a w przypadku kukurydzy, rzepaku czy warzyw koszty mogą być jeszcze wyższe – wskazują mundurowi, dodając, że podobne zasady dotyczą także terenów leśnych. 

Poruszanie się pojazdami po lesie bez uprawnienia lub zgody właściciela również jest wykroczeniem. Oznacza to, że quady, crossy i motocykle terenowe nie mogą być używane wszędzie tam, gdzie kierowca uzna, że „jest miejsce do jazdy”.

Mundurowi apelują więc do właścicieli takich pojazdów o rozsądek. Należy korzystać wyłącznie z miejsc do tego przeznaczonych, uzyskać zgodę właściciela terenu i pamiętać, że ślady kół mogą oznaczać nie tylko zniszczoną ziemię, ale również poważne konsekwencje prawne oraz finansowe.

CZYTAJ DALEJ

Boronów

Problemy z budową ronda w Boronowie. Gmina zrywa umowę z wykonawcą

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Piotr Biernacki

Budowa ronda w centrum Boronowa miała poprawić bezpieczeństwo i płynność ruchu na jednym z najważniejszych skrzyżowań w miejscowości. Chodzi o zbieg ulic Wojska Polskiego, Wolności i Poznańskiej, czyli dróg wojewódzkich nr 905 i 907. Inwestycja, która od początku była ważna dla kierowców, pieszych i mieszkańców, napotkała jednak poważne problemy.

Gmina Boronów poinformowała, że została zmuszona do odstąpienia od umowy z dotychczasowym wykonawcą. Powodem miały być poważne i długotrwałe nieprawidłowości w realizacji robót oraz brak postępu prac, który uniemożliwiał zakończenie inwestycji w zakładanym terminie.

To oznacza, że zadanie, które miało potrwać około dziewięciu miesięcy i zakończyć się wiosną przyszłego roku, będzie wymagało ponownego wyboru firmy odpowiedzialnej za roboty. Samorząd podkreśla, że decyzja o zerwaniu umowy była konieczna, aby chronić interes gminy i mieszkańców oraz zapewnić prawidłowe dokończenie inwestycji.

Zakres prac obejmuje nie tylko budowę ronda w miejscu dotychczasowego skrzyżowania, ale również przebudowę infrastruktury drogowej i chodników. Docelowo nowe rozwiązanie ma poprawić komfort przejazdu, uporządkować ruch w centralnej części Boronowa i zwiększyć bezpieczeństwo w miejscu, gdzie wcześniej tworzyły się zatory i dochodziło do niebezpiecznych sytuacji.

Na czas realizacji zadania nie planowano całkowitego zamknięcia dróg ani wprowadzenia objazdów. Kierowcy mieli jednak liczyć się z czasowymi zwężeniami jezdni oraz ograniczeniami prędkości. Zmiany objęły również pieszych i rowerzystów, których ruch od strony ulicy Wojska Polskiego poprowadzono przez Park Gminny w Boronowie.

Teraz kluczowe będzie tempo przygotowania nowego postępowania przetargowego. Gmina zapowiada, że chce jak najszybciej wyłonić rzetelnego wykonawcę i wznowić roboty.

– Dołożymy wszelkich starań, aby przerwa w realizacji inwestycji była jak najkrótsza, a prace zostały zakończone możliwie najszybciej – przekazał wójt gminy Boronów Michał Staszyński.

Samorząd przeprosił mieszkańców za powstałe utrudnienia i podziękował za cierpliwość oraz wyrozumiałość. Zapowiedział również, że o kolejnych etapach inwestycji będzie informował na bieżąco.

Budowa ronda pozostaje jedną z najważniejszych inwestycji drogowych w Boronowie. Problem z wykonawcą oznacza jednak opóźnienie i dodatkową niepewność dla mieszkańców oraz kierowców korzystających z tego skrzyżowania na co dzień. 

Koszt inwestycji to około 6 mln zł. Jest ono w dużej mierze finansowane ze środków samorządu województwa.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE