Obserwuj nas

Powiat Lubliniecki

Ostatnia szansa na dotację do kotłów gazowych. Rusza nabór dla inwestycji zakończonych w 2024 roku

fot. Freepik

Opublikowany

,

Choć program „Czyste Powietrze” w 2025 roku wspiera już wyłącznie odnawialne źródła energii, rząd otwiera właśnie dodatkowy nabór, który może zaskoczyć wielu właścicieli domów. Chodzi o tych, którzy w minionym roku roku wymienili stare „kopciuchy” na kotły gazowe, jednakże z różnych powodów nie zdążyli lub nie mogli sięgnąć po dotację. Od 15 lipca mają taką szansę.

Nabór obejmuje wyłącznie inwestycje rozpoczęte i zakończone między 28 maja a 31 grudnia 2024 roku. Co istotne – wszystkie koszty muszą być udokumentowane jako poniesione najpóźniej do końca ubiegłego roku. Mimo to, zainteresowanie programem może być duże.

Dotacja obejmuje nie tylko zakup i montaż kotła gazowego, ale także całą instalację centralnego ogrzewania, ciepłej wody użytkowej oraz przygotowanie dokumentacji projektowej. Warunkiem pozostaje trwałe wyłączenie starego źródła ciepła na paliwo stałe – najczęściej węglowego pieca.

Wnioski można składać od 15 lipca przez Generator Wniosków o Dofinansowanie, papierowo lub za pośrednictwem pełnomocnika. Środki pochodzą z programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko, a łączna ich pula to 70 mln zł.

To również ostatni moment, by otrzymać wsparcie na kotły gazowe ze środków publicznych. Od 31 marca obowiązują nowe zasady. Zgodnie z nimi, program „Czyste Powietrze” wspiera wyłącznie technologie oparte na odnawialnych źródłach energii, takich jak pompy ciepła, instalacje fotowoltaiczne czy systemy hybrydowe.

Dla tych, którzy postawili wcześniej na gaz i sfinansowali wszystko z własnej kieszeni, to swego rodzaju „okno”, wymagające szybkiej reakcji, ale z realną szansą na odzyskanie części zainwestowanych pieniędzy.

Powiat Lubliniecki

Partyjna wojna w regionalnym PiS-ie. Krytyka posła Gawrona zakończyła się zawieszeniem

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum

Poseł Szymon Giżyński został zawieszony w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości. Decyzję podjął 8 lipca prezes ugrupowania Jarosław Kaczyński. Sprawa ma związek z ostrym konfliktem wewnątrz częstochowskich struktur partii wokół referendum w sprawie odwołania prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i rady miasta.

Zawieszenie oznacza ograniczenie aktywności Giżyńskiego w strukturach ugrupowania. Polityk nie może w tym czasie wykonywać praw członka partii, uczestniczyć w jej wewnętrznych ustaleniach ani reprezentować jej w ramach powierzonych funkcji. Nie jest to jednak równoznaczne z usunięciem z PiS – o dalszym statusie posła mogą zdecydować kolejne rozstrzygnięcia władz ugrupowania.

Bezpośrednim tłem decyzji jest oświadczenie opublikowane przez Giżyńskiego po tym, jak częstochowskie struktury PiS poparły inicjatywę referendalną. Poseł krytycznie odniósł się do tego stanowiska i ironicznie komentował działania partyjnych kolegów – Lidii Burzyńskiej i Andrzeja Gawrona. Z jego wypowiedzi wynikało, że nie podziela politycznej oceny skutków ewentualnego odwołania obecnych władz miasta.

Oświadczenie zaostrzyło trwający od dłuższego czasu spór w lokalnym PiS. Szczególnie mocno odebrano personalne uwagi pod adresem Burzyńskiej, stojącej na czele częstochowskich struktur partii, oraz Gawrona. Lokalne media opisywały wystąpienie Giżyńskiego jako otwarty atak na pozycję jego partyjnych współpracowników.

Dla Giżyńskiego obecna sytuacja ma szczególne znaczenie. Z Prawem i Sprawiedliwością jest związany od początku istnienia ugrupowania, a mandat poselski z list tej partii zdobywał wielokrotnie. Zawieszenie może więc ograniczyć jego wpływ na bieżące decyzje polityczne i pogłębić podziały w częstochowskiej organizacji.

Nie jest to pierwszy taki przypadek w jego karierze. W grudniu 2009 roku Giżyński również został zawieszony w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości. Ówczesne postępowanie partyjne dotyczyło zachowania częstochowskich struktur przed referendum, które zakończyło się odwołaniem prezydenta Tadeusza Wrony. Władze partii zleciły wówczas rzecznikowi dyscypliny zbadanie sprawy.

Na obecnym etapie nie wiadomo, czy decyzja Jarosława Kaczyńskiego będzie miała charakter czasowy, czy stanie się początkiem procedury prowadzącej do trwałego rozstania polityka z ugrupowaniem. Pewne jest natomiast, że spór o częstochowskie referendum przestał być wyłącznie lokalną dyskusją i przerodził się w poważny konflikt wewnątrz PiS. Szymon Giżyński jest posłem PiS nieprzerwanie od blisko 25 lat.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

Inwestor kusi wpływami do budżetu, a samorząd wskazuje na drogi, hałas i interes mieszkańców

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Władze gminy Woźniki przedstawiły oficjalne stanowisko wobec planowanej budowy zakładu produkcji biometanu przez spółkę Zakład Produkcji Biometanu Woźniki. Samorząd podkreśla, że nie sprzeciwia się samej idei rozwoju odnawialnych źródeł energii, ale ma poważne zastrzeżenia do lokalizacji wskazanej przez inwestora.

Sprawa nabrała rozgłosu po publikacji materiału promocyjnego spółki dotyczącego planowanej inwestycji. Jak słusznie zauważyli miejscowi urzędnicy, tekst miał charakter artykułu sponsorowanego, a więc przedstawiał wyłącznie punkt widzenia inwestora. Samorząd zwraca uwagę, że w materiale wyeksponowano przede wszystkim potencjalne korzyści finansowe, w tym zapowiedzi wpływów do budżetu oraz przychodów dla regionu, bez odpowiednio szerokiego omówienia ryzyk i możliwych skutków dla mieszkańców.

Zdaniem władz Woźnik taka forma komunikacji może budować jednostronny obraz inwestycji i wywoływać presję na radę miejską przed podjęciem jakichkolwiek wiążących decyzji planistycznych. Samorząd zaznacza, że dyskusja o tego typu przedsięwzięciu powinna opierać się na faktach, analizach i rzeczywistej ocenie skutków, a nie wyłącznie na obietnicach rozwojowych.

Największe wątpliwości dotyczą lokalizacji planowanego zakładu. Gmina wskazuje przede wszystkim na nieprzystosowaną infrastrukturę drogową w sąsiedztwie terenu, na którym miałaby powstać biometanownia. Według samorządu obecny układ komunikacyjny nie posiada parametrów odpowiednich do obsługi dużej instalacji przemysłowej.

Kolejną kwestią jest ryzyko znaczącego wzrostu ruchu wysokotonażowego. Funkcjonowanie tego rodzaju zakładu wiąże się ze stałym transportem dużych ilości substratów, takich jak gnojowica, obornik czy osady. To z kolei mogłoby oznaczać większe natężenie ruchu ciężkich pojazdów na lokalnych drogach, a tym samym dodatkowe obciążenie dla mieszkańców i infrastruktury.

Samorząd zwraca również uwagę na bliskość zabudowań mieszkalnych. Władze gminy podkreślają, że nawet przy deklaracjach inwestora dotyczących nowoczesnej technologii nie można pomijać obaw mieszkańców związanych z hałasem, bezpieczeństwem oraz możliwymi uciążliwościami zapachowymi.

Istotne znaczenie ma także obecny projekt planu ogólnego gminy. Na wskazanym przez inwestora terenie nie dopuszczono możliwości budowy biogazowni lub biometanowni. Wniosek w tej sprawie został odrzucony ze względu na niezgodność planowanego przedsięwzięcia z przyjętą polityką przestrzenną oraz kierunkami rozwoju funkcjonalno-przestrzennego gminy.

Władze Woźnik zaznaczają, że samo złożenie przez inwestora wniosku o sporządzenie Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego nie przesądza jeszcze o realizacji przedsięwzięcia. Ewentualne decyzje dotyczące zmiany projektu planu ogólnego oraz rozpatrzenia wniosku przez radę miejską mają być podejmowane z uwzględnieniem dobra mieszkańców, skutków społecznych, środowiskowych i infrastrukturalnych.

Burmistrz Michał Aloszko podkreśla, że gmina nie zamyka się na odnawialne źródła energii. Zastrzeżenia dotyczą jednak konkretnego miejsca, w którym inwestor chciałby zrealizować zakład.

– Priorytetem naszego rozwoju jest zachowanie charakteru gminy Woźniki, jako miejsca zielonego i spokojnego, a nie budowanie inwestycji za wszelką cenę. Staję po stronie mieszkańców, którzy czują uzasadniony sceptycyzm wobec planów inwestora – stanowczo deklaruje burmistrz.

Lokalni urzędnicy przypominają jednocześnie, że gmina Woźniki od lat wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii, między innymi poprzez projekty fotowoltaiczne oraz programy ograniczania niskiej emisji. W projektowanym planie ogólnym wskazano również inne lokalizacje przeznaczone na inwestycje przemysłowe tego typu. Według tutejszych władz są one korzystniejsze między innymi ze względu na lepsze parametry drogowe i większą możliwość ochrony terenów zamieszkałych przed negatywnymi skutkami transportu ciężkiego.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Jeden miał narkotyki, drugi miał grozić dzieciom. Obaj usłyszeli zarzuty i trafili do aresztu

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Komenda Powiatowa Policji w Lublińcu

Policjanci w ostatnich dniach zatrzymali dwóch młodych mieszkańców powiatu lublinieckiego, którzy usłyszeli poważne zarzuty. W jednym przypadku chodzi o posiadanie znacznej ilości narkotyków, w drugim o serię przestępstw, w tym groźby wobec małoletnich, kradzież pieniędzy oraz próbę kradzieży hulajnogi elektrycznej. Decyzją sądu obaj mężczyźni trafili do tymczasowego aresztu.

Pierwsza ze spraw dotyczy 20-letniego mieszkańca powiatu lublinieckiego. Kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu ustalili, że mężczyzna może posiadać większe ilości narkotyków. Podczas przeszukania jego mieszkania funkcjonariusze znaleźli blisko 1,4 kilograma marihuany. Oprócz suszu zabezpieczono również wagę oraz zgrzewarkę próżniową.

Policjanci zabezpieczyli także gotówkę w kwocie ponad 7 tys. zł na poczet przyszłych kar i grzywien. Zebrany materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 20-latkowi zarzutu posiadania znacznej ilości środków odurzających.

Na wniosek śledczych i prokuratora sąd zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. Za naruszenie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii mężczyźnie grozi wieloletnie więzienie.

Druga sprawa dotyczy 18-letniego mieszkańca powiatu lublinieckiego. Według ustaleń śledczych, w okresie od 29 czerwca do 2 lipca mężczyzna miał dopuścić się kilku przestępstw na terenie Lublińca. Podejrzany miał kierować groźby karalne wobec 11-letniego chłopca, a następnie dokonać kradzieży pieniędzy.

To jednak nie koniec zarzutów. Jak wynika z ustaleń policjantów, 18-latek miał również grozić innemu małoletniemu, wzbudzając w nim uzasadnioną obawę spełnienia tych gróźb. Ponadto usiłował ukraść hulajnogę elektryczną należącą do kolejnego 11-latka oraz przywłaszczył znalezione przedmioty należące do 61-letniej mieszkanki Lublińca.

Mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy wydziału kryminalnego i doprowadzony do prokuratury. Na wniosek śledczych oraz prokuratora Sąd Rejonowy w Lublińcu zastosował wobec niego dwumiesięczny tymczasowy areszt.

Obie sprawy będą miały dalszy ciąg przed sądem.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Korso zaprzęgów przejedzie ulicami Koszęcina. To może być najbardziej widowiskowy punkt weekendu

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker

Koszęcin ponownie stanie się miejscem spotkania miłośników koni, tradycji i klasycznej sztuki powożenia. W dniach 8 i 9 sierpnia odbędzie się VIII CIAT Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia Koszęcin 2026. Wydarzenie zaplanowano przy ulicy Zamkowej, w otoczeniu miejsc związanych z siedzibą Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.

VIII CIAT Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia to wydarzenie łączące sportową rywalizację, kulturę, historię i promocję lokalnego dziedzictwa. Dla publiczności będzie to okazja, by zobaczyć rzadko spotykaną dziś formę powożenia tradycyjnego, w której liczy się nie tylko sprawność zaprzęgu, ale również styl, elegancja i dbałość o historyczne detale.

Jak przekonują organizatorzy tego przedsięwzięcia, to propozycja zarówno dla pasjonatów jeździectwa, jak i mieszkańców, którzy chcą zobaczyć wyjątkowe widowisko nawiązujące do przełomu XIX i XX wieku. Podczas konkursu będzie można podziwiać eleganckie zaprzęgi, zabytkowe karety i furgony, konie oraz powożących występujących w historycznych strojach.

Program wydarzenia obejmuje kilka konkurencji konkursowych oraz wydarzenia towarzyszące. W sobotę, 8 sierpnia, o godz. 11.30 w parku przy pałacu rozpocznie się pierwsza konkurencja, czyli prezentacja zaprzęgów. O godz. 14.00 zaplanowano korso, czyli paradę zaprzęgów ulicami Koszęcina. Następnie, o godz. 15.45, w sali widowiskowej w Pawilonie Elwiry Kamińskiej odbędzie się spotkanie autorskie z Piotrem Polkiem.

Sobotni program zakończy muzyczny akcent. O godz. 17.00 w namiocie plenerowym wystąpi Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” imienia Stanisława Hadyny z koncertem galowym „A to Polska właśnie”.

Drugi dzień konkursu, niedziela 9 sierpnia, rozpocznie się o godz. 9.00 drugą konkurencją, czyli próbą terenową w Starym Parku i Parku Pałacowym. O godz. 14.00 na hipodromie w Starym Parku odbędzie się trzecia konkurencja, próba zręczności, określona w programie jako kegle. Zakończenie wydarzenia i uroczystość wręczenia nagród zaplanowano około godz. 16.00.

CZYTAJ DALEJ

Woźniki

W Woźnikach planowana jest nowa inwestycja. Inwestor mówi o ponad trzystu milionach dla gminy

Opublikowany

,

Materiał sponsorowany
fot. ZPB Woźniki

Gmina Woźniki może wkrótce doczekać się nowej, wielomilionowej inwestycji z sektora energetyki. Przedsięwzięcie poza wpływami do lokalnego budżetu może przynieść mieszkańcom także nową drogę, dodatkowe możliwości dla miejscowych firm i rolników, a nawet pomóc ograniczyć odory unoszących się nad polami przy wylewaniu gnojowicy, obornika czy kompostu.

Dla planowanej inwestycji powołano już spółkę celową. Chodzi o Zakład Produkcji Biometanu Woźniki sp. z o.o., która na terenie gminy zamierza wybudować instalację produkującą metan zatłaczany do znajdującej się w pobliżu sieci gazowej. Jak wskazują przedstawiciele inwestora, instalacja zaplanowana będzie tak, aby wtopić się w lokalny krajobraz. Wyprzedzając obawy, przedstawiciele spółki podkreślają, że nie będzie się to wiązać z żadną przykrą dla mieszkańców działalnością w postaci hałasu lub nieprzyjemnych zapachów.

Do produkcji biometanu miałyby być wykorzystywane m.in. trawy, słomy zbożowe, osady, oborniki, gnojowica oraz frakcje biodegradowalne. Kierownictwo spółki podkreśla, że inwestycja ma łączyć cele gospodarcze z korzyściami dla lokalnego rolnictwa i wpisywać się w rozwój krajowej niezależności energetycznej od dostaw gazu z obcych państw.

Szansa na rozwój gminy i lokalnego biznesu

Prezes ZPB Woźniki przekonuje, że korzyści miałyby być odczuwalne już na etapie budowy. Wtedy pojawią się zlecenia dla lokalnych firm związane z robotami budowlanymi, transportem, ochroną, przygotowaniem terenu i obsługą zaplecza inwestycji, w tym bazy noclegowej i gastronomicznej. Po uruchomieniu zakładu potrzebne będą z kolei usługi logistyczne, serwisowe i transportowe. Według prezesa oznacza to szansę na rozwój dla lokalnych przedsiębiorców, a dla gminy – na dodatkowe wpływy podatkowe.

– Kluczową szansą jest rozwój całego regionu Woźnik i korzyści, jakie w dłuższej perspektywie odczuje każdy mieszkaniec gminy. Instalacja z lokalnych substratów będzie wytwarzała produkt w postaci gazu, który następnie będzie sprzedawany poprzez sieć gazową do odbiorców na terenie całego kraju. Model biznesowy zakłada więc budowę lokalnej fabryki eksportującej produkt na cały kraj, gdzie surowiec do tej fabryki kupowany jest od mieszkańców i rolników, co powoduje, że pieniądze za surowiec i koszty jego przetworzenia zostają w regionie.

– To pobudzi gospodarczo cały region. Takie pobudzenie oznacza generowanie wyższych podatków, przez co gmina będzie mogła dystrybuować więcej środków na lokalne drogi, szkoły i inne potrzebne mieszkańcom wydatki. Nowe miejsca pracy to również możliwości dla młodych ludzi, żeby zostawali w gminie Woźniki i zmniejszali tempo jej wyludniania – argumentuje.

Szansa rozwoju dla rolników

Jednym z najmocniejszych argumentów, na które zwraca uwagę inwestor, jest otwarcie lokalnym rolnikom i przedsiębiorcom nowych możliwości współpracy i rozwoju. Chodzi przede wszystkim o możliwość sprzedaży substratów oraz wykorzystania bezwonnego pofermentu, który może zastąpić tradycyjnie stosowane nawozy, zdecydowanie poprawiając efekt naturalnego nawożenia. W ocenie spółki przełoży się to na przychody rolników ze sprzedaży substratów przy równoczesnym obniżeniu kosztów nawożenia i łatwiejsze dostosowanie gospodarstw do zmieniających się wymogów i eko-schematów.

Projekt, który przyniesie dochody gminie

Ze wstępnych wyliczeń przedstawianych przez inwestora wynika, że w latach 2028-2054 instalacja miałaby wygenerować na terenie gminy prawie 322 mln zł przychodów. Z tej kwoty 63 mln zł miałyby zasilić budżet gminy. 75,8, mln zł trafić do przedsiębiorców z jej terenu, kolejne 137,9 mln zł do rolników, a 45,2 mln zł do mieszkańców w różnej formie. Spółka zaznacza, że chodzi o prognozy obejmujące czas budowy, rozruchu i późniejszej eksploatacji instalacji.

– To są olbrzymie pieniądze, które co roku będą pojawiały się na terenie gminy zarówno u rolników, przedsiębiorców jak też w budżecie samorządu, czy też w wypłatach ludzi. Te pieniądze w większości pozostaną na terenie gminy i tam również zostaną wydane, czy to na towary bieżące, budowę nowych domów, usługi inne wydatki. W ten sposób kreuje się pobudzenie gospodarcze regionu wynikające z lokacji przemysłu. To olbrzymia szansa dla mieszkańców dzisiaj i dla przyszłych pokoleń, nie na co dzień pojawia się taka możliwość, a Woźniki przed taką właśnie szansą aktualnie stoją – mówi prezes.

Nie tylko zakład

W najbliższych tygodniach do Rady Gminy Woźniki ma trafić wniosek dotyczący Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego (ZPI), który otworzy możliwość dalszego procedowania planowanej inwestycji związanej z produkcją biometanu. Integralnym elementem planowanego ZPI ma być również inwestycja towarzysząca – budowa nowej drogi prowadzącej do terenu inwestycji, z której będą mogli korzystać również mieszkańcy.

To pierwszy moment, w którym mieszkańcy mogą dowiedzieć się więcej o projekcie i jego potencjalnym znaczeniu dla gminy. Warto przy tym podkreślić, że uchwalenie ZPI nie oznacza zgody na budowę a jest to jedynie etap planowania przestrzennego. Jeśli rada gminy zdecyduje o uchwaleniu ZPI, inwestycja nie będzie mogła rozpocząć się automatycznie, bo czekają ją kolejne, niezależne postępowania administracyjne, w tym decyzja środowiskowa.

Pytania mieszkańców są naturalne

Każda większa inwestycja budzi zainteresowanie i pytania. Najczęściej dotyczą one wpływu na środowisko, transportu, zapachów, bezpieczeństwa czy oddziaływania na najbliższe otoczenie. Współczesne instalacje znacząco różnią się od obiektów budowanych kilkadziesiąt lat temu, jednak każda inwestycja powinna być oceniana indywidualnie na podstawie dokumentacji technicznej oraz wyników postępowań administracyjnych.

Decyzja o kierunku rozwoju

Jak zaznacza prezes spółki, złożenie wniosku o Zintegrowany Plan Inwestycyjny otwiera formalną drogę do rozpatrzenia całego przedsięwzięcia. W praktyce decyzja rady gminy nie przesądzi o budowie, bo do tego potrzebna będzie jeszcze decyzja środowiskowa czy pozwolenie na budowę, ale będzie miała znaczenie szersze niż tylko odpowiedź na pytanie o samą lokalizację zakładu.

Podobnie sprawa się ma z projektowanym obecnie Planem Ogólnym w Gminie Woźniki. Proces również dotyczy przyszłości gminy, który określa możliwe kierunki zagospodarowania terenów. Nie jest decyzją o budowie konkretnego przedsięwzięcia, ale ma wpływ na to, jakie rodzaje inwestycji będą mogły być rozpatrywane w przyszłości.

Dla lokalnej społeczności to sprawa dotycząca modelu rozwoju gminy, przyszłości lokalnego rolnictwa, nowych wpływów do budżetu i dodatkowej infrastruktury. Przedsiębiorstwo liczy na to, że propozycja zostanie oceniona właśnie w takim, szerszym kontekście. Spodziewa się przy tym, że podobnie, jak w wielu innych gminach, spotka się z odpowiedzialnym podejściem samorządowców uwzględniającym interes wszystkich mieszkańców i całej gminy.

– Często spotykamy się z pozytywnym odbiorem, świadomością szansy na rozwój gminy i otwartością na inwestycje, które mogą przynieść nowe miejsca pracy, przychody dla lokalnych dostawców i usługodawców jak też podatki, oczywiście z troską o mieszkańców. Odpowiedzialne samorządy przekładają troskę o przyszłość gminy i dobro mieszkańców ponad obawy polityczne i komfort płynący z nicnierobienia. Niestety zdarza się również sceptyczne, czy wręcz nawet wrogie nastawienie do budowy tego typu zakładu. W naszej ocenie wynika ono najczęściej z obaw przed negatywnym odbiorem i głosami sprzeciwu najbliższych mieszkańców. Mamy na uwadze, że każda nowa inwestycja znajdzie swoich zwolenników, jak i przeciwników, co jest naturalne. Obserwujemy również, że najlepszym antidotum na tego typu obawy jest oparta o fakty i przykłady wiedza, czy nawet wizyta na podobnym obiekcie, których w Polsce jest już ponad 300 – podkreśla Kropidłowski.

Inwestor widzi w tej inwestycji także znaczenie dla kraju

W argumentacji spółki pojawia się też wymiar ogólnopolski. Prezes zwraca uwagę, że biometan produkowany w kraju z lokalnych surowców może zastępować importowany gaz ziemny. W ocenie inwestora ma to znaczenie zarówno gospodarcze, jak i strategiczne. Chodzi o poprawę bezpieczeństwa energetycznego, ograniczenie zależności od importu i pozostawienie większej części pieniędzy w krajowej gospodarce. Spółka przekonuje, że takie inwestycje mogą wzmacniać nie tylko lokalne samorządy, ale też cały krajowy rynek usług, rolnictwa i przemysłu.

– Świadomość tego efektu dla rozwoju i bezpieczeństwa kraju znajduje ponadpolityczne porozumienie, dzięki czemu jesteśmy w trakcie rozwoju tej wciąż nowej w naszym kraju części gospodarki. Gminy, które mają tę szansę, skorzystają i będą czerpały z tej decyzji korzyści przez pokolenia. Te decyzje wymagają odwagi, mądrości i dojrzałości, które wyrażają prawdziwą i długofalową troskę o mieszkańców, za których jest się odpowiedzialnym – podsumowuje Kropidłowski.

Mieszkańcy mogą pytać

Jak przekonuje inwestor, spółka chce przygotować się do działania w sposób najbardziej transparentny. Zaznacza, że chętnie odpowie na pytania mieszkańców.

– Wszystkich zainteresowanych prosimy o przesyłanie swoich pytań, bądź uwag na adres e-mail: kontakt@green-en.pl. Zależy nam na dobrym kontakcie z lokalną społecznością – podkreśla prezes ZPB Woźniki. – Nie oczekujemy, że każdy mieszkaniec od razu będzie miał takie samo zdanie na temat tej inwestycji. Uważamy jednak, że warto rozmawiać o niej w oparciu o fakty, dokumenty i obowiązujące procedury – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Lubliniec musi ponownie ocenić oferty na odbiór odpadów. Wybór wykonawcy został unieważniony

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Archiwum

Urząd Miejski w Lublińcu unieważnił czynność wyboru najkorzystniejszej oferty w przetargu dotyczącym odbioru, transportu i zagospodarowania odpadów komunalnych z nieruchomości zamieszkałych na terenie gminy. Sprawa dotyczy postępowania, w którym jako najkorzystniejszą wybrano ofertę spółki PreZero Service Południe.

Jak wynika z informacji opublikowanej w Biuletynie Informacji Publicznej, zamawiający uznał, że wybór oferty został dokonany przedwcześnie. Powodem była kwestia formalna związana z dokumentami wymaganymi w postępowaniu przetargowym.

W uzasadnieniu wskazano, że wykonawca nie wykazał braku podstaw do wykluczenia w pełnym wymaganym zakresie, ponieważ nie złożył informacji z Krajowego Rejestru Karnego dotyczącej prokurenta spółki. Chodzi o zmianę w Krajowym Rejestrze Sądowym PreZero Service Południe, dokonaną 1 czerwca, czyli już po terminie składania ofert, ale przed wyborem oferty.

Decyzja urzędu oznacza, że postępowanie nie zostało zakończone ostatecznym wyborem wykonawcy. Miasto zapowiedziało powtórzenie czynności badania i oceny ofert, a następnie dokonanie ponownego wyboru najkorzystniejszej propozycji. O wyniku wykonawcy biorący udział w przetargu mają zostać poinformowani odrębnym zawiadomieniem, zgodnie z przepisami Prawa zamówień publicznych.

Sprawa ma istotne znaczenie organizacyjne, ponieważ nowy operator miał rozpocząć realizację zadania od 1 lipca. Na tym etapie kluczowe będzie więc sprawne przeprowadzenie ponownej oceny ofert i wskazanie wykonawcy, który będzie odpowiadał za odbiór oraz zagospodarowanie odpadów z terenu miasta.

W przetargu oferta PreZero Service Południe opiewała na ponad 6,6 mln zł. Była niższa od propozycji konsorcjum firm FCC Lubliniec i PZOM Strach, które zaoferowało około 7,1 mln zł. Miasto zabezpieczyło na realizację zadania niewiele ponad 7,1 mln zł.

Unieważnienie czynności wyboru nie oznacza unieważnienia całego postępowania. Procedura wraca do etapu ponownego badania i oceny złożonych ofert. Dopiero po zakończeniu tych czynności będzie wiadomo, kto ostatecznie przejmie obsługę systemu odbioru odpadów komunalnych w Lublińcu.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Cztery okrążenia i cztery piwa. Piwna Mila wraca i sprawdzi formę, głowę oraz godność na finiszu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
Fot. Magnific

Są biegi, do których człowiek przygotowuje się miesiącami. Są takie, gdzie liczy kilometry, pilnuje diety, mierzy tętno i kupuje buty za równowartość weekendu nad morzem. A potem wchodzi ona – Lubliniecka Piwna Mila. Zawody, w których sportowa ambicja spotyka się z bardzo konkretnym pytaniem – czy po czwartym piwie nadal potrafisz biec w dobrym kierunku?

Zasady biegu są banalnie proste, przynajmniej na papierze. Cztery okrążenia po 400 metrów i przed każdym z nich – 250 ml piwa. W sumie 1,6 kilometra biegu, litr złotego napoju i test organizmu, który może w pewnym momencie dojść do wniosku, że nikt z nim tej decyzji wcześniej nie konsultował.

To nie jest impreza wyłącznie dla zawodników, którzy na widok stopera dostają błysku w oku. Owszem, pewnie znajdą się tacy, którzy będą walczyć o czas, miejsce i chwałę. Jednak Piwna Mila ma też drugie, znacznie bardziej ludzkie oblicze. Można przyjść po zabawę, po nietypowe wyzwanie, po śmiech, po historię do opowiadania i po ten moment, w którym człowiek sam siebie pyta: „dlaczego ja się na to zapisałem?”, po czym biegnie dalej.

Opłata startowa wynosi 50 zł. W pakiecie uczestnicy otrzymają bon na posiłek z grilla, piwo, pamiątkowy medal oraz złoty trunek przewidziane podczas biegu. Czyli w skrócie – organizatorzy zapewniają paliwo, pamiątkę i coś na regenerację, a reszta zależy już od nóg, głowy oraz negocjacji prowadzonych z własnym żołądkiem.

Po biegu impreza nie kończy się wraz z przekroczeniem mety. W planach są muzyka na żywo, grill, chill, integracja uczestników i losowanie nagród. Bo skoro ktoś już przebiegł cztery okrążenia w tak wymagającym układzie techniczno-towarzyskim, to należy mu się nie tylko medal, ale też spokojne dojście do siebie w dobrym towarzystwie.

Organizatorzy przypominają, że wydarzenie jest przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Jest też ważna zasada, której nie warto traktować z przymrużeniem oka – alkohol szkodzi zdrowiu, a dobra zabawa ma sens tylko wtedy, gdy jest odpowiedzialna.

III Lubliniecka Piwna Mila odbędzie się w sobotę, 11 lipca, w Parku Smaku przy Bulwarze Europejskim, za Zamkiem Lublinieckim. Biuro zawodów ruszy o godz. 15.30, a pierwsza tura biegaczo-piwoszy wystartuje o godz. 17.00. Kto chce wystartować, powinien mieć ukończone 18 lat, trochę kondycji, trochę dystansu do siebie i najlepiej znajomych, którzy po wszystkim będą pamiętać wersję wydarzeń korzystniejszą dla uczestnika.

Zapisy i regulamin dostępne są na stronie zmierzymyczas.pl.

CZYTAJ DALEJ

Herby

Jednogłośnie i bez większej dyskusji. Wójt Herb z absolutorium i wotum zaufania

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Gminy Herby/Screenshot

Sesja absolutoryjna w Herbach przebiegła wyjątkowo spokojnie. 30 czerwca radni jednogłośnie udzielili wójt Iwonie Burek zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok. Formalnie był to więc pełny polityczny komfort dla władz gminy. Co ciekawe, sama debata nad raportem o stanie gminy właściwie nie przerodziła się w debatę. Głos zabrał tylko jeden radny, który nie tyle dyskutował z dokumentem, ile wygłosił oświadczenie wyraźnie wspierające miejscową włodarz. Więcej głosów nie było.

To pokazuje, że w Herbach absolutoryjna sesja nie stała się areną sporu o kierunek rozwoju gminy. Rada przyjęła raport i budżetowe rozliczenie bez napięć, a ubiegły rok został oceniony jako okres stabilny finansowo i inwestycyjnie aktywny. Raport za 2025 rok daje ku temu konkretne argumenty, choć nie brakuje w nim również sygnałów ostrzegawczych, szczególnie demograficznych. Na koniec 2025 roku gminę Herby zamieszkiwały 6353 osoby, czyli o 46 mniej niż rok wcześniej. Urodziło się 28 dzieci, o 15 mniej niż w 2024 roku. Największą część mieszkańców nadal stanowi grupa w wieku produkcyjnym, ale rośnie udział osób starszych.

Finansowo rok zakończył się jednak bez wstrząsów. Dochody gminy wyniosły 52,12 mln zł, a wydatki 51,88 mln zł. Zamiast planowanego deficytu samorząd zamknął rok nadwyżką w wysokości około 235 tys. zł. Wydatki majątkowe, czyli inwestycyjne, sięgnęły 6,81 mln zł. To był budżet oparty na wielu zadaniach rozrzuconych po różnych częściach gminy – od dróg, przez żłobek, remizy i obiekty publiczne, po projekty energetyczne. Na koniec roku zobowiązania gminy z tytułu kredytów i pożyczek wyniosły 14,13 mln zł. Koszty obsługi długu wyniosły w ciągu roku niespełna 790 tys. zł.

Jednym z najbardziej widocznych przedsięwzięć 2025 roku było uruchomienie gminnego żłobka „Herbuś” w Herbach. Placówka powstała w przebudowanym budynku dawnej przychodni przy ulicy Powstańców Śląskich. Obiekt został oddany do użytkowania pod koniec lipca, w sierpniu wpisano go do rejestru żłobków, a 1 września rozpoczął działalność. Gmina pozyskała na inwestycję około 890 tys. zł, w tym środki unijne. Dodatkowo otrzymała ponad 600 tys. zł na bieżące funkcjonowanie placówki. 

Dużym blokiem działań były drogi. W Lisowie zakończono remont ulicy Stawowej za około 1,28 mln zł, z czego ponad 612 tys. zł pochodziło z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Prace objęły między innymi nową nawierzchnię, chodniki, ciąg pieszo-rowerowy, zjazdy i wymianę lamp. Również w Lisowie realizowano rozbudowę ulic Stawowej i Wiejskiej za około 924 tys. zł, przy dofinansowaniu sięgającym niemal 450 tys. zł. W Kalinie przebudowano ulicę Działkową, w Drapaczu wykonano przebudowę drogi gminnej, w Herbach remontowano ulicę Wojska Polskiego, a w Olszynie zmodernizowano wjazd na cmentarz.

Ważnym kierunkiem pozostaje też infrastruktura rowerowa. W 2025 roku rozpoczęto drugi etap budowy drogi rowerowej Chwostek-Hadra. Projekt zakłada wykonanie 1,5-kilometrowego odcinka, który ma połączyć się z istniejącą infrastrukturą i docelowo z centrum przesiadkowym w Lisowie. Wartość zadania to blisko 1,97 mln zł, a przyznane dofinansowanie wynosi około 1,67 mln zł. Gmina przygotowywała też projekty dotyczące dróg rowerowych w Lisowie oraz na odcinku Herby-Pietrzaki.

W 2025 roku samorząd mocno pracował również nad projektami energetycznymi. Największym z nich jest termomodernizacja budynków edukacyjnych. Gmina otrzymała informację o dofinansowaniu w wysokości 10,69 mln zł na poprawę efektywności energetycznej trzech obiektów – Zespołu Placówek Oświatowych w Herbach, Szkoły Podstawowej w Lisowie oraz Szkoły Podstawowej imienia Mikołaja Kopernika w Olszynie. Całość przedsięwzięcia wyceniono na 13,15 mln zł, a roboty budowlane przewidziano na bieżący rok. Zakres obejmuje między innymi termomodernizację, wymianę źródeł ciepła i montaż OZE.

Kolejny projekt to montaż odnawialnych źródeł energii i magazynów energii na obiektach gminnych. Jego wartość wynosi 2,19 mln zł, a dofinansowanie sięga 1,8 mln zł. Instalacje fotowoltaiczne mają powstać między innymi przy oczyszczalni ścieków w Herbach oraz obiekcie w Lisowie. Gmina uczestniczyła też w projekcie poprawy efektywności energetycznej realizowanym wspólnie z Koszęcinem, obejmującym między innymi budynek klubu sportowego LKS „Rozwój” Olszyna. Wartość części dotyczącej Herb wynosi około 381 tys. zł, a dofinansowanie ponad 323 tys. zł.

Rok 2025 przyniósł także inwestycje w bezpieczeństwo. Najbardziej znaczącym zadaniem był zakup średniego samochodu ratowniczo-gaśniczego dla OSP Kalina. Sama gmina przekazała na ten cel dotację w wysokości ponad 500 tys. zł. Dodatkowo sołectwo Kalina przeznaczyło środki na kontynuację remontu remizy i zakup kamery termowizyjnej. W remizie OSP Kalina zmodernizowano też salę i kuchnię za ponad 143 tys. zł.

W innych jednostkach również prowadzono prace. W Chwostku kontynuowano modernizację remizy, w Lisowie remontowano łazienki, w Taninie korytarz, a w Hadrze realizowano działania związane z termomodernizacją remizy. Na projekt termomodernizacji OSP Hadra gmina pozyskała środki z WFOŚiGW w Katowicach i NFOŚiGW.

Nie zabrakło inwestycji w obiekty komunalne i dziedzictwo lokalne. W Hadrze zakończono remont budynku „Czworaki”. Koszt zadania wyniósł około 1,13 mln zł, a promesa z z tzw. „Polskiego Ładu” opiewała na ponad 940 tys. zł. Wykonano między innymi wymianę pokrycia dachowego, docieplenie poddasza, izolację fundamentów z odwodnieniem oraz remont mieszkań. W tej samej miejscowości przeprowadzono pierwszy etap remontu kaplicy św. Anny. Wartość zadania wyniosła 153 tys. zł, z czego 150 tys. zł stanowiło dofinansowanie.

Ważną, choć mniej spektakularną częścią budżetu były mniejsze zadania finansowane bezpośrednio przez gminę. Wykonano między innymi parking przy ulicy Leśnej w Herbach, zagospodarowano teren przy gminnej bibliotece, modernizowano plac przy GO-u, wymieniano odcinek sieci wodociągowej w Lisowie, wykonano ogrodzenie przy żłobku oraz prace przy oczyszczalni ścieków. 

Swoją rolę odegrał też fundusz sołecki. W 2025 roku wyniósł on 365 tys. zł i został wykonany niemal w całości. Pieniądze trafiły między innymi na remont ulicy Wojska Polskiego w Herbach, doposażenie remizy OSP Lisów, modernizację wjazdu na cmentarz w Olszynie, prace w remizach OSP Kalina, Chwostek, Hadra i Tanina oraz projekt świetlicy wiejskiej w Łebkach. Dzięki temu część decyzji inwestycyjnych pozostała blisko mieszkańców i sołectw.

Gmina utrzymywała także bezpłatny transport lokalny. Na organizację przewozów autobusowych pozyskała ponad 331 tys. zł. W 2025 roku na terenie gminy funkcjonowały trzy bezpłatne linie: A1 Lisów-Pietrzaki, A2 Kierzki–Olszyna oraz A3 Hadra-Mochala. 

Bilans 2025 roku w Herbach jest więc dość klarowny. Gmina zakończyła rok z nadwyżką, prowadziła inwestycje za ponad 6,8 mln zł, pozyskiwała środki zewnętrzne, uruchomiła żłobek, remontowała drogi, wzmacniała OSP i przygotowywała duże projekty energetyczne. Jednocześnie w tle pozostaje demografia, która będzie jednym z najtrudniejszych wyzwań kolejnych lat.

Jednogłośne wotum zaufania i absolutorium pokazują, że rada nie miała zamiaru robić z raportu i budżetu politycznego pola bitwy. Sesja poszła gładko, może nawet zbyt gładko jak na dokument, który powinien być okazją do rozmowy o przyszłości gminy. Ale z punktu widzenia Iwony Burek najważniejszy jest efekt – pełne poparcie rady i pozytywna ocena roku, w którym Herby nie tylko domykały bieżące sprawy, lecz także przygotowywały inwestycje, które będą widoczne dopiero w kolejnych miesiącach.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Skolim, Herbut, Steczkowska, Szroeder czy Piaseczny? Kogo chce usłyszeć Lubliniec?

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Piesik/Wikimedia

Miasto już myśli o kolejnej edycji swojego największego miejskiego święta. Mieszkańcy przez najbliższe kilka dni mogą wziąć udział w ankiecie dotyczącej wyboru jednego z artystów, którego chcieliby zobaczyć podczas Dni Lublińca w przyszłym roku.

Na liście propozycji znalazło się pięcioro wykonawców reprezentujących różne muzyczne klimaty. Do wyboru są Natalia Szroeder, Igor Herbut, Justyna Steczkowska, Skolim oraz Andrzej Piaseczny. To właśnie spośród tych nazwisk mieszkańcy mogą wskazać swojego faworyta.

Głosowanie rozpoczęło się dziś i potrwa tylko do niedzieli włącznie. Krótki termin ankiety nie jest przypadkowy. Jak wyjaśnia miasto, dostępność artystów i ich terminarze koncertowe zmieniają się bardzo dynamicznie, dlatego organizatorzy muszą działać z odpowiednim wyprzedzeniem. Wyniki ankiety mają pomóc w dalszych rozmowach i planowaniu programu wydarzenia.

Nie oznacza to jednak, że zwycięzca głosowania automatycznie wystąpi na scenie podczas Dni Lublińca 2027. Ankieta ma charakter opiniodawczy, a ostateczna decyzja będzie zależała od kilku czynników, w tym dostępności artysty w wybranym terminie, warunków organizacyjnych oraz budżetu wydarzenia.

Mimo tego głos mieszkańców może mieć znaczenie przy układaniu programu imprezy. To okazja, by wskazać, czy Lubliniec powinien postawić na pop, mocny głos sceniczny, romantyczne przeboje, klubowo-taneczne rytmy czy artystę z repertuarem dobrze znanym kilku pokoleniom słuchaczy.

Głosować można za pośrednictwem ankiety dostępnej na stronie internetowej miasta. Organizatorzy zachęcają, by nie odkładać decyzji na później, bo głosowanie potrwa tylko przez jeden weekend.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Absolutorium tak, wotum zaufania nie. Wójt Kochanowic próbował osłodzić trudny wynik

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum Jacka Mokosa/Facebook

Sesja Rady Gminy Kochanowice z 30 czerwca przyniosła Jackowi Mokrosowi dwa różne rozstrzygnięcia. Wójt otrzymał absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok, ale nie uzyskał wotum zaufania. I choć w późniejszym komentarzu próbował mocno eksponować ten pierwszy fakt, politycznie ważniejszy okazał się jednak ten drugi.

Oba głosowania dotyczą różnych ocen. Absolutorium odnosi się przede wszystkim do wykonania budżetu, czyli tego, czy dochody, wydatki, inwestycje i zobowiązania były realizowane zgodnie z uchwałą budżetową oraz przepisami. Wotum zaufania ma szerszy charakter. Jest udzielane po debacie nad raportem o stanie gminy i obejmuje ocenę całorocznej działalności wójta, kierunku zarządzania samorządem, realizacji polityk, programów i strategii oraz relacji z radą i mieszkańcami.

Absolutorium zostało poprzedzone pozytywną opinią komisji rewizyjnej oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach. Radni zaakceptowali więc sposób wykonania budżetu. To dla wójta ważny argument, szczególnie że na sesji podkreślał rozwój gminy, pozyskiwanie dotacji celowych, nadwyżkę budżetową i środki na kolejne inwestycje.

Tyle że tego samego dnia rada nie udzieliła mu wotum zaufania po debacie nad raportem o stanie gminy. Za głosowało tylko czworo radnych, przeciw była dwójka, a aż dziewięcioro wstrzymało się od głosu.

Formalnie przeciwników było więc niewielu. Politycznie jednak trudno uznać taki wynik za sukces. Dziewięć głosów wstrzymujących się przy wotum zaufania nie jest wyrazem poparcia, lecz dystansu. Tym bardziej że w tym głosowaniu potrzebna jest bezwzględna większość ustawowego składu rady. W praktyce oznacza to, że głosy wstrzymujące się również utrudniają uzyskanie wotum, bo nie budują wymaganej większości „za”.

Dlatego komentarz Jacka Mokrosa po sesji brzmiał jak próba zaczarowania rzeczywistości i osłodzenia trudnego dla niego rozstrzygnięcia. Wójt dziękował za niemal jednogłośne poparcie przy absolutorium, a wynik głosowania nad wotum zaufania przedstawił jako dający „nadzieję na dobrą współpracę także w przyszłości”. Taka interpretacja może być wygodna komunikacyjnie, ale nie zmienia sedna sprawy. Wotum zaufania nie było.

Dodatkowo, jak wynika z przebiegu obrad, Mokros opuścił salę na czas głosowania nad wotum zaufania. Można więc domniemywać, że taki finał nie był dla niego całkowitym zaskoczeniem. Trudno bowiem uznać nieobecność w tak istotnym momencie sesji za politycznie obojętny szczegół.

Czy to coś zmienia od razu? Nic. Jednorazowy brak wotum zaufania nie oznacza automatycznie żadnych personalnych konsekwencji dla włodarza. Jest jednak formalnym ostrzeżeniem. Politycznie dopiero drugi brak wotum zaufania z rzędu oznaczałby już wejście w zupełnie inną fazę relacji między wójtem a radą. Na razie Jacek Mokros może mówić o obronionym budżecie. O mocnym mandacie zaufania ze strony rady – już nie.

A co będzie za rok? To zależy nie tylko od samego raportu o stanie gminy, ale też od tego, czy przez najbliższe miesiące wójt zdoła odbudować większość albo przynajmniej zmniejszyć dystans tych radnych, którzy obecnie nie chcieli udzielić mu politycznego poparcia. Jeżeli podobny wynik się powtórzy, rada zyska możliwość uruchomienia procedury referendalnej. Będzie to jednak broń obosieczna. W referendum ryzykowałby wójt, ale w określonych warunkach także sama rada. 

Gdyby mieszkańcy w ważnym głosowaniu stanęli po stronie Jacka Mokrosa, koszt takiej decyzji mógłby wrócić do radnych – rada z mocy prawa zostałaby rozwiązana. Dlatego bieżący rok w Kochanowicach nie będzie już wyłącznie czasem realizacji budżetu i inwestycji. Będzie także sprawdzianem, czy po tej sesji strony potrafią jeszcze współpracować, czy jedynie odliczają czas do następnego przesilenia.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Za chwilę zapalą się tu światła w oknach. W Lublińcu rozdano klucze do nowych mieszkań

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. SIM Śląsk Północ

W Lublińcu zakończyła się największa jak dotąd inwestycja mieszkaniowa zrealizowana przez SIM Śląsk Północ. 30 czerwca odbyła się uroczystość przekazania kluczy przyszłym najemcom mieszkań na „Osiedlu Rodzinnym” przy ulicy pułkownika Wacława Wilniewczyca. To symboliczny moment nie tylko dla spółki, ale przede wszystkim dla osób, które właśnie rozpoczynają nowy etap życia.

W dwóch nowych budynkach powstały łącznie 62 mieszkania. Inwestycję uzupełniają dwa lokale użytkowe na wynajem, każdy o powierzchni około 60 metrów kwadratowych, oraz miejsca postojowe w podziemnych garażach. Skala przedsięwzięcia pokazuje, że społeczne budownictwo czynszowe przestaje być jedynie uzupełnieniem rynku mieszkaniowego, a zaczyna odpowiadać na bardzo konkretne potrzeby mieszkańców.

Najlepiej świadczy o tym zainteresowanie lokalami. Jeszcze przed pełnym zasiedleniem podpisano 60 umów najmu. 

– To najwyższy wynik w dotychczasowej historii spółki i wyraźny sygnał, że model mieszkań na wynajem z możliwością dojścia do własności trafia do osób, które szukają stabilnego, dostępnego i bezpiecznego rozwiązania mieszkaniowego. Uroczystość przekazania kluczy była drugim takim wydarzeniem w historii spółki, ale pierwszym przy inwestycji o tak dużej skali i tak wysokim poziomie zainteresowania – podkreślają przedstawiciele SIM Śląsk Północ.

Lubliniecka inwestycja miała wartość ponad 28 mln zł. Jej realizacja rozpoczęła się jesienią 2024 roku, a wykonawcą robót była katowicka firma. W ramach zadania powstały mieszkania o różnej wielkości, balkony, komórki lokatorskie, zaplecze parkingowe oraz przestrzeń wspólna, która ma służyć codziennemu funkcjonowaniu mieszkańców.

To ważne, bo nowe bloki przy ulicy Wilniewczyca nie są wyłącznie kolejnymi budynkami na mapie miasta. Dla Lublińca oznaczają realne wzmocnienie oferty mieszkaniowej, a dla najemców – szansę na własną, stabilną przestrzeń bez konieczności natychmiastowego wchodzenia w komercyjny zakup nieruchomości.

Nowe bloki przy ulicy Wilniewczyca wpisują się też w szerszy kontekst rozwoju miasta. Dostępność mieszkań jest jednym z warunków utrzymania i przyciągania mieszkańców. Dlatego tego typu inwestycje mają znaczenie nie tylko lokalowe, ale również demograficzne i gospodarcze. Nowe mieszkania to nowe rodziny, nowi podatnicy, większy ruch w usługach i większa szansa na to, że młodzi ludzie nie będą zmuszeni szukać swojego miejsca poza miastem.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Pawonków chwali się inwestycjami, ale za kulisami narasta kilka problemów. Wójt: To jest tragiczne

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Pawonków/Screenshot

Ostatnia sesja rady była formalnie jedną z najważniejszych w roku. Radni rozpatrzyli raport o stanie gminy za 2025 rok, zatwierdzili sprawozdanie finansowe, udzielili wójt wotum zaufania oraz absolutorium. Głosowania zakończyły się korzystnie dla władz gminy, ale nie wszystkie były jednomyślne. Zarówno przy wotum zaufania, jak i absolutorium pojawił się jeden głos wstrzymujący. To istotny szczegół, bo sama sesja, choć w dużej części sprawozdawcza, odsłoniła kilka tematów, które mogą wracać w kolejnych miesiącach. To choćby rosnące koszty odpadów, malejąca liczba dzieci w przedszkolach, niepewna przyszłość transportu publicznego oraz coraz trudniejszy dostęp gmin wiejskich do środków zewnętrznych.

Wójt, prezentując raport, mówiła o rekordowym budżecie, wysokim udziale wydatków majątkowych i licznych inwestycjach. W 2025 roku wydatki gminy wyniosły ponad 61,3 mln zł, z czego ponad 25,6 mln zł stanowiły wydatki majątkowe. Zwracała uwagę, że udział inwestycji w budżecie przekroczył 40 proc., co w jej ocenie potwierdzało rozwojowy charakter roku.

Dobre wskaźniki finansowe nie przykryły jednak mniej wygodnych danych. Jednym z najpoważniejszych problemów okazała się gospodarka odpadami. Mimo podniesienia opłaty do 36 zł od mieszkańca system nie zbilansował się i wymagał dopłaty z innych środków gminnych.

– Na koniec roku trzeba było dołożyć z innych gminnych pieniędzy 231 tys. zł – ubolewała Joanna Wons-Kleta.

W tle tej informacji pojawił się szerszy problem. Odpadów w gminie przybywa, zwłaszcza segregowanych i oddawanych do PSZOK. To właśnie ta tendencja była jednym z powodów wprowadzenia kart mieszkańca do punktu selektywnej zbiórki. Wójt nie ukrywała, że rosnące ilości odpadów będą przekładać się na koszty.

– Te odpady nam ciągle, słuchajcie, z roku na rok rosną – stwierdziła.

Kolejny trudny temat dotyczył edukacji i demografii. Choć dopłata gminy do oświaty była niższa niż w części poprzednich lat, podczas sesji jasno wybrzmiało, że spadek liczby dzieci będzie wymuszał decyzje organizacyjne. Najpierw problem dotknie przedszkoli, ale w perspektywie kilku lat może przełożyć się także na szkoły.

– Od września będziemy mieli w naszych przedszkolach 149 dzieci. 149 dzieci to jest taki efekt, że dwa oddziały musielibyśmy tak naprawdę zlikwidować. Podejrzewam, że nie unikniemy tego, co się działo parę lat temu z zamykaniem szkół – kontynuowała swój wywód.

Właśnie ten wątek należy do najważniejszych sygnałów ostrzegawczych z sesji. Gmina może pochwalić się inwestycjami w placówki i relatywnie efektywną organizacją oświaty, ale demografia stawia przed samorządem problem, którego nie da się rozwiązać wyłącznie dodatkowymi pieniędzmi.

Dużo emocji wywołała także dyskusja o ochronie płazów na ulicy Stawowej w Kośmidrach. Jedna z mieszkanek opisywała, że wiosną droga staje się miejscem intensywnej migracji żab i ropuch, a grupa wolontariuszy przez wiele tygodni przenosiła zwierzęta na drugą stronę jezdni.

– W sumie przenieśliśmy około tysiąca żab, więc dużo zostało uratowanych. Była prowadzona inwentaryzacja niejako – zaraportowała.

Wójt mówiła, że urząd analizuje możliwość czasowej zmiany organizacji ruchu, w tym zamykania drogi w godzinach wieczornych w okresie migracji. Ten pomysł nie wszystkich przekonał. Radny Marek Jarkiewicz ostrzegał, że część mieszkańców może nie zrozumieć takiego rozwiązania.

– Obawiam się, że większość mieszkańców nie zrozumie zamknięcia tej drogi z tego tytułu, z tego powodu, więc może to budzić jakieś takie, no mieszane uczucia wśród mieszkańców – zauważył.

W dyskusji pojawiły się również propozycje płotków, wiader oraz tuneli dla żab. Sprawa, choć na pierwszy rzut oka nietypowa, pokazała szerszy problem. A mianowicie jak pogodzić ochronę przyrody z codziennym komfortem mieszkańców i ruchem lokalnym?

Osobny blok dotyczył potencjału przyrodniczego i turystycznego gminy. Jeden z mieszkańców zwracał uwagę, że Pawonków ma zasoby, które przyciągają osoby z zewnątrz, ale potrzebuje lepszej infrastruktury i pomysłu na wykorzystanie tego potencjału.

– Naprawdę mieszkamy w fantastycznym miejscu i ludzie ze Śląska to widzą, zauważają i przyjeżdżają. Brakuje nam troszkę infrastruktury, która pozwoli nam na tym wszystkim zarabiać – podkreślił.

W tym kontekście wrócił również temat ścieżki rowerowej z Kośmider w kierunku Lublińca. Inny z mieszkańców przypominał, że trasa została rozpoczęta wiele lat temu, ale do dziś nie została doprowadzona do oczekiwanego stanu.

– To już chyba dwanaście lat jest, albo dziesięć i z tym się nic nie robi tam dalej – ubolewał.

Wójt przyznała, że sprawa nie jest prosta, bo mieszkańcy mają różne oczekiwania. Część chce asfaltu, część woli rozwiązania bardziej naturalne. Wcześniej szacowany koszt asfaltowania sięgał około 760 tys. zł, dlatego urząd ma analizować tańszy wariant z utwardzeniem drobnym kamieniem.

Istotne pytania zadawał też radny Marek Jarkiewicz. Zwrócił uwagę, że raport zaczyna przypominać dokument statystyczny, który pozwala porównać dane, ale nie zawsze ułatwia debatę nad konkretnymi problemami.

Radny pytał również o zaległości podatkowe, sytuację w SIM oraz możliwości inwestycyjne w kolejnych latach. Najmocniejsza odpowiedź padła przy temacie środków zewnętrznych dla gmin wiejskich. Wójt bardzo krytycznie oceniła obecne możliwości pozyskiwania pieniędzy na inwestycje.

– To jest tragiczne, bym powiedziała. Naprawdę nie ma pieniędzy dla gmin wiejskich nigdzie, ani w ministerstwach, ani w KPO, ani w funduszach unijnych – dodała.

Wójt wskazywała, że gminy wiejskie mają coraz trudniejszy dostęp do neutralnych, konkursowych źródeł finansowania. Według niej obecny układ programów premiuje większe samorządy i projekty niedopasowane do realnych potrzeb małych gmin.

Podobnie krytycznie mówiła o możliwych zmianach w systemie dopłat do transportu publicznego. Gmina ma finansowanie zapewnione do końca roku, ale później sytuacja może się skomplikować. Planowane rozwiązania mogą przesunąć pojedyncze gminy na koniec kolejki po pieniądze. Radny Jarkiewicz doprecyzował, że wykluczenie komunikacyjne w gminie wiejskiej ma zupełnie inny ciężar niż ograniczenia komunikacyjne w mieście.

– Mieszkaniec, który nie ma prawa jazdy, nie ma samochodu, nie dojdzie sobie do sklepu tak jak mieszkaniec pięćdziesięciotysięcznego miasta – nadmienił.

Po debacie rada udzieliła wójt wotum zaufania. Za było jedenastu radnych, jeden radny wstrzymał się od głosu. Taki sam wynik padł przy absolutorium. Sprawozdanie finansowe zatwierdzono dwunastoma głosami za. Dochody gminy wykonano w wysokości 61,11 mln zł, wydatki w wysokości 61,33 mln zł, a dług na koniec roku wynosił 9,1 mln zł. Zobowiązania wymagalne nie wystąpiły.

W dalszej części sesji radni przyjęli zmiany w budżecie na 2026 rok oraz w wieloletniej prognozie finansowej. Zabezpieczono m.in. wkład własny do programu ochrony ludności i obrony cywilnej. Wójt zastrzegła jednak, że gmina nie wie jeszcze, ile pieniędzy faktycznie otrzyma.

Rada zgodziła się też na przekazanie 15 tys. zł powiatowi lublinieckiemu na dwa solarne radarowe mierniki prędkości. Urządzenia mają pojawić się przy drodze powiatowej na wjeździe do Koszwic od strony Zawadzkiego oraz w Kośmidrach w okolicy przedszkola. Uchwałę przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym. Radni uchwalili również punktowe zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla kilku miejscowości, porozumienie z Lublińcem w sprawie nauki religii kościoła zielonoświątkowego oraz zmianę uchwały dotyczącej trybu prac nad budżetem.

Końcówka sesji przyniosła jeszcze kilka przyziemnych, ale ważnych dla mieszkańców zgłoszeń.

– Powiat zapomina o swoich innych terenach, które są przy wjeździe w Łagiewnikach Małych i ominął go tak skutecznie, że zostawił takie chaszcze po pas – zwróciła uwagę Zofia Kupiec.

Paweł Derner poruszył problem pojemników na odzież PCK, przy których zalegają worki, a mieszkańcy nie wiedzą, do kogo zgłaszać przepełnienie.

– Do dzisiaj pojemniki nie są oklejone. Nie wiadomo, kto się ma tym zająć, a przy pojemnikach są sterty, worków, pojemniki pełne – alarmował.

Roman Kowalski zgłosił natomiast uszkodzony hydrant przy ulicy Górnej przez firmę koszącą pobocza dróg gminnych.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Po latach oczekiwania ulica Podlesie się doczeka. Gmina podpisała umowę na kanalizację w Sadowie

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Kingmaker

Mieszkańcy ulicy Podlesie w Sadowie od lat czekali na tę inwestycję. Teraz sprawa wreszcie wychodzi poza etap planów i zapowiedzi. Gmina Koszęcin podpisała umowę na budowę kanalizacji sanitarnej, która ma uporządkować gospodarkę ściekową w tej części miejscowości.

Umowę 25 czerwca podpisała wójt Anna Korzekwa-Wojtal. Wykonawcą zadania została firma ze Staszowa. Wartość kontraktu wynosi 5,52 mln zł, a zakończenie inwestycji zaplanowano koniec grudnia przyszłego roku.

To zadanie ważne nie dlatego, że dobrze wygląda w wykazie inwestycji, ale dlatego, że dotyczy podstawowej infrastruktury, bez której trudno mówić o pełnym komforcie życia. Kanalizacja przy ulicy Podlesie była tematem odkładanym przez lata. Wcześniejsze pozwolenie na budowę straciło ważność, dlatego gmina musiała wrócić do sprawy od strony formalnej, przeanalizować wcześniejsze dokumenty, zabezpieczyć pieniądze i ponownie przygotować inwestycję do realizacji.

Prace zostaną wykonane w formule „projektuj i buduj”. Oznacza to, że wykonawca najpierw opracuje dokumentację projektową, a dopiero później wejdzie w teren z robotami budowlanymi. Zakres obejmuje budowę kanalizacji sanitarnej, przepompowni ścieków wraz z zasilaniem energetycznym, odejść do granic nieruchomości, a także odtworzenie nawierzchni i uporządkowanie terenu po zakończeniu prac.

Nowa sieć ma umożliwić odprowadzanie ścieków z rejonu ulicy Podlesie do istniejącej kanalizacji w ulicy Powstańców Śląskich, a dalej do oczyszczalni. Ze względu na ukształtowanie terenu kanalizacja będzie działała w układzie grawitacyjno-tłocznym. W praktyce oznacza to, że obok tradycyjnych kolektorów potrzebne będą również przepompownie i rurociąg tłoczny.

Znaczną część kosztów pokryją środki zewnętrzne. Gmina Koszęcin pozyskała na to zadanie promesę inwestycyjną z Banku Gospodarstwa Krajowego w wysokości 4,5 mln zł. Pozostała kwota zostanie dołożona z budżetu gminy. Dla mieszkańców Podlesia najważniejsze jest jednak to, że wieloletni problem wreszcie ma doczekać się rozwiązania.

-To zadanie, na które wielu czekało i cieszę się, że możemy przejść od planów do konkretnych działań. Każda zrealizowana inwestycja to coś więcej niż nowe metry kanalizacji. To wygodniejsze życie, lepsza infrastruktura i kolejny dowód na to, że wspólnie zmieniamy naszą gminę na lepsze – skomentowała fakt podpisania umowy z wykonawcą wójt Anna Korzekwa-Wojtal na swoim profilu facebookowym.

CZYTAJ DALEJ

Powiat Lubliniecki

Częstochowska uczelnia w czołówce. Wyższa Szkoła Zarządzania z ósmym miejscem w Rankingu Perspektyw

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wyższa Szkoła Zarządzania w Częstochowie

Wyższa Szkoła Zarządzania w Częstochowie znalazła się w pierwszej dziesiątce ogólnopolskiego Rankingu Uczelni Zawodowych Perspektywy 2026. Uczelnia zajęła 8. miejsce w kraju, uzyskując wskaźnik rankingowy 91,40 na 100 punktów. To wynik, który ma znaczenie nie tylko prestiżowe, ale również praktyczne, bo potwierdza pozycję częstochowskiej szkoły wyższej w segmencie uczelni nastawionych na kształcenie zawodowe, bliskie rynkowi pracy i realnym potrzebom społecznym.

Tegoroczny rezultat jest tym bardziej wymowny, że oznacza awans względem poprzedniej edycji rankingu. W 2025 roku Wyższa Szkoła Zarządzania w Częstochowie była klasyfikowana na 12. miejscu. Awans jest więc znaczący. W praktyce oznacza to, że uczelnia nie tylko utrzymuje stabilną jakość, ale również wzmacnia swoją rozpoznawalność i konkurencyjność na tle innych szkół zawodowych w Polsce.

Ranking Perspektyw od lat jest jednym z najważniejszych zestawień szkolnictwa wyższego w kraju. Uwzględnia kryteria związane z jakością kształcenia, potencjałem dydaktycznym, perspektywami absolwentów, umiędzynarodowieniem, współpracą z otoczeniem oraz warunkami studiowania. Wysoka pozycja w takim zestawieniu jest więc dla uczelni potwierdzeniem, że jej rozwój nie opiera się wyłącznie na deklaracjach, lecz na mierzalnych efektach.

– To dla całej społeczności akademickiej bardzo ważny moment. Ósme miejsce w Polsce traktujemy jako wyróżnienie, ale przede wszystkim jako zobowiązanie. Za tym wynikiem stoją wykładowcy, studenci, pracownicy administracji, partnerzy i pracodawcy, którzy od lat współtworzą praktyczny model kształcenia. Naszym celem nie jest samo miejsce w rankingu, lecz przygotowanie absolwentów, którzy będą pewni swoich kompetencji i gotowi do odpowiedzialnej pracy zawodowej – podkreśla dr n. społ. inż. Joanna Wojtyra, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania w Częstochowie.

Profil uczelni w ostatnich latach coraz wyraźniej koncentruje się wokół kształcenia medycznego i okołomedycznego. Uczelnia podkreśla, że jest pierwszą w mieście, która rozpoczęła akademickie kształcenie pielęgniarek. Kadry medyczne kształci już od dwóch dekad, a sama uczelnia działa już od 30 lat. To doświadczenie ma znaczenie szczególne w czasie, gdy system ochrony zdrowia potrzebuje nie tylko nowych pracowników, ale dobrze przygotowanych specjalistów, którzy potrafią łączyć wiedzę teoretyczną z praktyką.

Oferta uczelni obejmuje m.in. pielęgniarstwo I stopnia, pielęgniarstwo II stopnia, pielęgniarstwo pomostowe oraz ratownictwo medyczne. To kierunki odpowiadające na realne potrzeby rynku pracy, zwłaszcza w regionie, w którym zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry medyczne pozostaje wysokie. Uczelnia prowadzi także studia podyplomowe, kursy i szkolenia, w tym propozycje dla kadry medycznej, a także obszary związane z bezpieczeństwem, informatyką śledczą, cyberprzestrzenią, kryminologią czy zarządzaniem bezpieczeństwem państwa.

Ten praktyczny charakter oferty jest jedną z najmocniejszych stron Wyższej Szkoły Zarządzania. Uczelnia nie buduje swojej pozycji na szerokiej, przypadkowej palecie kierunków, lecz na specjalizacjach, które mają konkretne przełożenie na zatrudnienie i rozwój zawodowy. Szczególnie w przypadku pielęgniarstwa i ratownictwa medycznego znaczenie ma nie tylko program studiów, ale również jakość zajęć praktycznych, doświadczenie kadry oraz kontakt z realiami pracy w ochronie zdrowia.

Wysoka lokata w rankingu jest również ważnym sygnałem dla kandydatów. W czasach, gdy wybór uczelni coraz częściej oznacza decyzję o przyszłej pozycji na rynku pracy, znaczenie mają nie tylko nazwa szkoły i kierunek, ale także wiarygodność, zaplecze dydaktyczne i opinia środowiska. Ósme miejsce w Polsce wśród uczelni zawodowych pokazuje, że częstochowska WSZ potrafi konkurować z większymi ośrodkami akademickimi i skutecznie budować swoją markę poza lokalnym rynkiem.

– Naszą siłą jest konsekwencja. Stawiamy na kierunki, w których jakość kształcenia musi iść w parze z odpowiedzialnością, bo absolwenci bardzo szybko trafiają do zawodów wymagających wiedzy, odporności i profesjonalizmu. Chcemy, aby studenci czuli, że uczą się w miejscu wymagającym, ale przyjaznym; nowoczesnym, ale opartym na relacji mistrz-uczeń, ponadto otwartym na rynek pracy, ale nie rezygnującym z akademickiej rzetelności – zaznacza rektor Joanna Wojtyra.

Sukces w Rankingu Perspektyw to dla Wyższej Szkoły Zarządzania w Częstochowie także element szerszej opowieści o roli uczelni zawodowych. Współczesne szkolnictwo wyższe coraz częściej oceniane jest nie tylko przez pryzmat teorii, publikacji i tradycji, ale przez realną skuteczność przygotowania absolwentów do pracy. W tym modelu liczy się kontakt z praktyką, elastyczność programów, współpraca z otoczeniem społeczno-gospodarczym i zdolność do reagowania na zmieniające się potrzeby.

– Awans do krajowej czołówki jest dowodem, że konsekwentnie rozwijana specjalizacja, inwestowanie w jakość kształcenia i wzmacnianie praktycznego wymiaru studiów mogą przełożyć się na wynik zauważalny w skali całej Polski. Dla uczelni to powód do satysfakcji. Dla studentów i kandydatów – sygnał, że w Częstochowie działa szkoła, która nie tylko kształci, ale też potrafi skutecznie budować swoją akademicką wiarygodność – zachwala rektor Joanna Wojtyra.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Powiat sprzeda dawny szpital wojsku? Po nieudanych przetargach radni zgodzili się na niższą cenę

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Starostwo Powiatowe w Lublińcu

Rada Powiatu w Lublińcu podjęła uchwałę w sprawie sprzedaży nieruchomości należących do powiatu na rzecz Skarbu Państwa. Chodzi o nieruchomości położone w Lublińcu, które mają zostać przekazane w trwały zarząd Rejonowemu Zarządowi Infrastruktury w Krakowie. W praktyce oznacza to, że majątek powiatu ma zostać wykorzystany na potrzeby związane z infrastrukturą wojskową i realizacją zadań obronnych państwa.

Decyzja radnych nie pojawiła się w próżni. Wcześniejsze, kilkukrotne próby sprzedaży tych nieruchomości kończyły się niepowodzeniem. Powiat przez dłuższy czas pozostawał więc właścicielem majątku, który nie był już wykorzystywany do realizacji jego zadań, a jednocześnie generował koszty utrzymania, zabezpieczenia i gospodarowania.

Przedmiotem sprzedaży są dwie działki. Pierwsza, zabudowana, o powierzchni 0,7673 hektara, została wyceniona przez rzeczoznawcę majątkowego na ponad 5,91 mln zł. Zgodnie z uchwałą ma zostać sprzedana za 4,9 mln zł. Druga działka, o powierzchni 0,0450 ha, została wyceniona na ponad 260 tys. zł, a jej cena sprzedaży ma wynieść 100 tys. zł. Łączna wartość nieruchomości określona w operatach szacunkowych to ponad 6,18 mln zł, natomiast ustalona cena sprzedaży ma wynieść 5 mln zł.

Sprzedaż poniżej wartości rynkowej ma podstawę w przepisach ustawy o gospodarce nieruchomościami. W uzasadnieniu uchwały wskazano, że obniżenie ceny jest dopuszczalne w przypadku sprzedaży nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa, zwłaszcza gdy przemawia za tym cel publiczny. W tym przypadku chodzi o zadania związane z obronnością państwa oraz zagospodarowanie nieruchomości przez jednostkę zajmującą się infrastrukturą wojskową.

 

Z punktu widzenia powiatu istotne jest również to, że nieruchomość zabudowana dawnym budynkiem szpitalnym nie jest obecnie wykorzystywana do realizacji zadań własnych. Jej dalsze utrzymywanie oznaczałoby ponoszenie kosztów, bez realnej korzyści dla samorządu. Podobnie oceniono drugą działkę, na której znajduje się przepompownia ścieków bytowych. Jak wskazano w uzasadnieniu, służy ona wyłącznie odprowadzaniu ścieków z budynku byłego szpitala, dlatego dalsze pozostawianie jej w zasobie powiatu nie ma uzasadnienia gospodarczego ani funkcjonalnego.

Podjęta uchwała uchyla wcześniejsze decyzje rady dotyczące sprzedaży tych nieruchomości. Nowa decyzja porządkuje więc stan prawny i otwiera drogę do finalizacji transakcji. Dla powiatu lublinieckiego decyzja oznacza szansę na zakończenie wieloletniego problemu z nieruchomością, której nie udało się skutecznie sprzedać mimo wielokrotnie podejmowanych prób.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Zarząd powiatu dostał wotum zaufania i absolutorium, a PiS się posypał. Po głosowaniu zrobiło się gorąco

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Starostwo Powiatowe w Lublińcu

Rok 2025 dla zarządu powiatu lublinieckiego zakończył się formalnym sukcesem. Było wotum zaufania, absolutorium, pozytywna większość w radzie i liczby, które na pierwszy rzut oka dają władzom powiatu argumenty do obrony. Dochody wykonane powyżej planu, wydatki poniżej założonego limitu, zadłużenie niższe niż rok wcześniej, a inwestycje finansowane w dużej mierze ze źródeł zewnętrznych. Tyle że ostatnia sesja nie zapisała się wyłącznie jako spokojne podsumowanie pracy i ubiegłorocznego budżetu. Po głosowaniach przyszło polityczne uderzenie, bo lokalną sceną wstrząsnęła informacja o rozwiązaniu klubu Prawa i Sprawiedliwości w radzie powiatu przez posła Andrzeja Gawrona.

Najpierw były jednak liczby. A te w przypadku budżetu powiatu za 2025 rok pokazują, że zarząd miał czym się bronić. Plan dochodów na koniec roku wynosił niespełna 191 mln zł, a wykonanie sięgnęło 191,29 mln zł, czyli 100,17 proc. To oznacza, że powiat zebrał nieco więcej pieniędzy, niż zakładał w budżecie. Największą część dochodów stanowiły udziały w podatkach budżetu państwa, które przyniosły 76,8 mln zł. Do tego doszły pozostałe dochody bieżące w wysokości 41,55 mln zł, subwencje na poziomie 32,76 mln zł, dotacje na zadania bieżące w kwocie 32,02 mln zł oraz dotacje inwestycyjne i zakupowe w wysokości 8,17 mln zł.

Po stronie wydatków plan wynosił 195,5 mln zł, ale faktycznie wydano 186,53 mln zł, czyli 95,41 proc. zakładanych środków. W praktyce powiat zakończył rok z nadwyżką operacyjną w sensie prostego porównania dochodów i wydatków – dochody były wyższe od poniesionych wydatków o około 4,76 mln zł. To ważny argument dla zarządu, bo przy rosnących kosztach usług publicznych, presji płacowej i problemach w ochronie zdrowia utrzymanie budżetu w ryzach nie jest oczywistością.

Największą pozycją w wydatkach były wynagrodzenia. Pochłonęły 127,45 mln zł, czyli ponad 68 proc. wszystkich wydatków. To pokazuje, jak bardzo budżet powiatu jest budżetem instytucji, szkół, domów pomocy społecznej, administracji i jednostek organizacyjnych. Na pozostałe wydatki bieżące przeznaczono 42,98 mln zł, na remonty 2,24 mln zł, na obsługę długu 518,8 tys. zł, a na projekty i programy unijne 1,43 mln zł.

Najbardziej politycznie wrażliwa jest jednak pozycja inwestycyjna. Wydatki majątkowe wyniosły 11,92 mln zł, czyli 6,38 proc. wszystkich wydatków. To nie jest poziom, który pozwala mówić o inwestycyjnym boomie. Trzeba przyznać wprost – słabo, mało. Powiat zainwestował mniej w majątek niż niejedna gmina w powiecie. O tyle lepiej, że znaczną część tych pieniędzy oparł na finansowaniu zewnętrznym. Z dotacji z budżetu państwa pochodziło 3,83 mln zł, z tzw. „Polskiego Ładu” 2 mln zł, ze środków od innych jednostek sektora finansów publicznych na zabytki 3,5 mln zł, z dotacji i środków na zadania współfinansowane z Unii Europejskiej 381 tys. zł, a ze środków własnych – jedyne 2,07 mln zł.

Wśród najważniejszych przedsięwzięć znalazł się remont konserwatorski elewacji zespołu klasztornego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Lublińcu. Wartość projektu wyniosła 3,57 mln zł, z czego 3,5 mln zł pochodziło z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków. Istotnym zadaniem była również termomodernizacja budynku Domu Pomocy Społecznej „Zameczek” w Lublińcu o wartości 2,71 mln zł, z dofinansowaniem z „Polskiego Ładu” na poziomie 2 mln zł. W raporcie pojawia się też projekt zwiększenia cyberbezpieczeństwa w starostwie, którego wartość oszacowano na 914 tys. zł, przy dofinansowaniu 850 tys. zł, oraz termomodernizacja budynku Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie przy ulicy Stalmacha 90, z wartością projektu na poziomie 1,25 mln zł i dofinansowaniem unijnym przekraczającym 724 tys. zł.

Trochę działo się również na drogach, choć tu także widać raczej pracę odcinkami niż jedną wielką inwestycję-symbol. W 2025 roku przebudowano fragmenty dróg powiatowych o łącznej długości niewiele ponad 5 kilometrów. Prace objęły między innymi drogę Strzebiń – Łazy, odcinek w Pawełkach, trasę Panoszów do granicy powiatu, ulicę Asfaltową w Jeżowej, drogę w Piłce, odcinek Patoka – Wędzina, ulicę Lubliniecką w Kośmidrach oraz drogę Lubockie – Ostrów. Do tego dochodziły remonty cząstkowe nawierzchni bitumicznych, naprawy dróg gruntowych oraz bieżące i zimowe utrzymanie dróg powiatowych, które kosztowało łącznie ponad 2 mln zł.

Z punktu widzenia zarządu ważny był także spadek zadłużenia samego powiatu. W 2023 roku wynosiło ono 8,46 mln zł, w 2024 roku 7,66 mln zł, a na koniec 2025 roku 7,06 mln zł. To daje staroście Joachimowi Smyle i jego większości argument o finansowej ostrożności. Powiat nie zadłużał się agresywnie, nie pompował wydatków majątkowych kredytem i zamknął rok z niższym długiem niż wcześniej.

Jednak ten spokojny obraz psuje jeden temat, którego nie da się zamieść pod dywan – szpital. Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Lublińcu pozostaje największym cieniem nad całym powiatowym bilansem. Formalnie budżet powiatu wygląda stabilnie, ale sytuacja szpitala od dawna generuje polityczne, finansowe i społeczne napięcie. W 2025 roku część oddziałów była zawieszona przez dłuższy czas lub przez cały rok. Oddział chirurgii ogólnej był zawieszony od początku do końca roku, oddział noworodkowy od lutego do końca grudnia, a część położnicza oddziału położniczo-ginekologicznego również pozostawała zawieszona od lutego do końca roku. To pokazuje, że w ochronie zdrowia nie wystarczy mówić o stabilnym budżecie powiatu. Mieszkańcy patrzą przede wszystkim na to, czy szpital działa, czy oddziały są dostępne i czy pacjent ma gdzie uzyskać pomoc. Dług placówki na koniec ubiegłego roku wynosił niemal 80 mln zł, na koniec kwietnia tego roku już 86 mln zł przy niemal 34 mln zł zobowiązań wymagalnych.

Mimo tych obciążeń rada udzieliła zarządowi wotum zaufania. Za głosowało trzynastu radnych. To Grzegorz Dyla, Joachim Smyła, Marek Wręczycki, Rufin Majchrzyk, Ernest Pogoda, Krzysztof Strzoda, Renata Pyrek, Jan Borzymowski, Rafał Ochman, Leszek Matyja, Jerzy Orszulak, Mariusz Pogoda i Dawid Smol. Przeciw byli Anna Jończyk-Drzymała, Sonia Wachowska i Alfred Cogiel. Od głosu wstrzymał się Paweł Gawron, a nieobecni byli Adam Konina i Karolina Dudzik. Tak samo rozłożyło się głosowanie nad absolutorium za wykonanie budżetu.

Po głosowaniu najwięcej emocji wywołała informacja o rozwiązaniu klubu PiS przez posła Andrzeja Gawrona. W lokalnym odbiorze trudno było oddzielić tę decyzję od układu głosowań nad wotum zaufania i absolutorium. Radni Dawid Smol, Rafał Ochman, Jerzy Orszulak i Mariusz Pogoda zagłosowali za jego udzieleniem oraz za wotum zaufania dla starosty i zarządu powiatu. Gawron ocenił tę decyzję jako politycznie niezrozumiałą, zwłaszcza w kontekście postulatów, które klub PiS miał zgłaszać jeszcze na początku obecnej kadencji, a – zdaniem parlamentarzysty – nie zostały zrealizowane. Szerszej pisaliśmy o tym tutaj.

Ocena pracy zarządu za 2025 rok nie jest więc czarno-biała. Z jednej strony mamy poprawnie wykonany budżet, dochody powyżej planu, niewielki ograniczenie zadłużenia, blisko 12 mln zł wydatków majątkowych i konkretne zadania drogowe, społeczne, oświatowe oraz infrastrukturalne. Z drugiej strony inwestycje stanowiły tylko małą część wydatków, a najważniejszy problem powiatu, czyli sytuacja szpitala, nadal przyprawia wszystkich o ból głowy.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Przejazd kolejowy w Rusinowicach będzie zamknięty. Kierowców czekają objazdy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Kierowcy poruszający się przez Rusinowice muszą przygotować się na czasowe utrudnienia. Starostwo Powiatowe w Lublińcu poinformowało, że przejazd kolejowy zlokalizowany w ciągu ulicy Dworcowej zostanie zamknięty na czas prowadzonych prac.

Zgodnie z informacją przekazaną przez wykonawcę robót, zamknięcie przejazdu będzie obowiązywać od najbliższego poniedziałku, 29 czerwca, i potrwa do 10 lipca. W tym czasie kierowcy nie będą mogli korzystać z dotychczasowego przejazdu przez tory w ciągu ulicy Dworcowej.

Na czas utrudnień wykonawca wyznaczył objazd ulicą Kolejową oraz przez przejazd kolejowy znajdujący się w ciągu ulicy Polnej w Rusinowicach. To właśnie tę trasę powinni wybierać mieszkańcy i kierowcy przemieszczający się w tej części miejscowości.

Zamknięcie przejazdu może oznaczać wydłużony czas dojazdu, szczególnie dla osób korzystających z tej drogi na co dzień. Kierowcy powinni wcześniej zaplanować trasę, zachować ostrożność i zwracać uwagę na tymczasowe oznakowanie wprowadzone w rejonie prowadzonych prac.

Starostwo apeluje do uczestników ruchu o rozwagę oraz stosowanie się do wyznaczonych objazdów. Utrudnienia mają charakter czasowy, jednak przez kilkanaście dni mogą być odczuwalne dla mieszkańców Rusinowic oraz osób przejeżdżających przez miejscowość.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Szpital jako spółka? Długi miałyby wylądować na barkach powiatu

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Starostwo Powiatowe w Lublińcu

O tym, że szpital powiatowy w Lublińcu od lat znajduje się w finansowym potrzasku, nie trzeba już nikogo przekonywać. Ta diagnoza dawno przestała być sensacją. Nowością jest coś innego – podczas niedawnego posiedzenia komisji zdrowia i polityki społecznej Rady Powiatu Lublinieckiego wyraźnie wybrzmiał scenariusz, w którym SP ZOZ mógłby zostać przekształcony w spółkę, a zasadniczy ciężar jego zobowiązań miałby przejąć powiat. Innymi słowy, problem szpitala może wkrótce przestać być wyłącznie problemem samej lecznicy, a stać się jednym z największych finansowych wyzwań całego samorządu powiatowego.

Skala tego wyzwania jest ogromna. Zadłużenie SP ZOZ przekroczyło już 86 mln zł, z czego blisko 34 mln zł stanowią zobowiązania wymagalne, czyli takie, których termin płatności już minął. Jednak najważniejsze pytanie nie brzmi dziś już tylko – ile wynosi dług? Ważniejsze jest to, kto go ostatecznie spłaci, w jakim trybie i jaką cenę zapłaci za to powiat.

Temat wrócił podczas obrad komisji przy okazji przyjęcia protokołu z wcześniejszego posiedzenia z 19 maja. To wtedy skarbnik powiatu wskazywał, że najlepszym rozwiązaniem mogłoby być przekształcenie SP ZOZ-u w spółkę. W samorządowej praktyce taka decyzja nigdy nie jest wyłącznie zmianą organizacyjnej formy działania placówki. To operacja, która wymaga rozliczenia dotychczasowych zobowiązań, określenia odpowiedzialności finansowej i podjęcia decyzji, które mogą wpływać na budżet powiatu przez wiele kolejnych lat.

Radna Anna Jończyk-Drzymała dopytywała, jak miałaby wyglądać kwestia przejęcia i ewentualnego umorzenia zadłużenia. Odpowiedź pokazuje wagę sprawy. W toku dyskusji padła informacja, że musiałby zostać wyliczony wskaźnik określający wysokość zobowiązań, które powiat byłby zobowiązany przejąć. Mowa była o kwocie rzędu 50-55 mln zł. Pozostałe zobowiązania SP ZOZ-u, zgodnie z informacją skarbnika, mogłyby zostać umorzone przez radę powiatu.

To właśnie ten fragment dyskusji jest kluczowy. Przekształcenie szpitala w spółkę nie sprawi, że 86 mln zł długu rozpłynie się w powietrzu. Przeciwnie, uruchomi pytanie o to, jaka część tego ciężaru zostanie przeniesiona na powiat i jak samorząd zamierza go udźwignąć. W praktyce oznacza to, że sprawa szpitala wychodzi poza mury placówki i gabinety dyrekcji. Staje się problemem budżetu powiatu, przyszłych inwestycji, bieżących wydatków i odpowiedzialności władz samorządowych.

Skarbnik powiatu przekonywał, że obecne zadłużenie samego powiatu wynosi około 7 mln zł i ewentualne przejęcie zobowiązań szpitala nie powinno zagrozić ciągłości działania samorządu. Taka deklaracja nie zamyka jednak dyskusji. Wręcz przeciwnie. Otwiera kolejne pytania. Jak powiat miałby obsługiwać tak duże zobowiązania, w jakim czasie, jakim kosztem i czy mieszkańcy otrzymają jasną gwarancję, że finansowa operacja wokół szpitala nie odbije się na innych zadaniach publicznych?

Samo przekształcenie, jeśli rzeczywiście miałoby zostać przeprowadzone, nie byłoby szybkie. Podczas komisji padł szacunkowy termin od dziewięciu do osiemnastu miesięcy. To oznaczałoby długi proces analiz, decyzji, uchwał i negocjacji. A szpital w tym czasie nadal musi działać. Przyjmować pacjentów, utrzymywać oddziały, organizować dyżury, wypłacać wynagrodzenia i regulować zobowiązania wobec dostawców.

Bieżące liczby pokazują, jak mało przestrzeni zostało na spokojne odkładanie decyzji. Na koniec kwietnia majątek obrotowy SP ZOZ wynosił około 11,16 mln zł, podczas gdy zobowiązania przekraczały 86 mln zł. Środków pieniężnych było niespełna 800 tys. zł. Przy tej skali długu to nie jest bezpieczna poduszka finansowa, lecz sygnał, że placówka funkcjonuje pod bardzo silną presją płynnościową.

Największą pozycję stanowią zobowiązania z tytułu dostaw, usług i inwestycji. Wyniosły ponad 30 mln zł, z czego przeszło 27 mln zł było już wymagalne. Za tymi kwotami kryją się codzienne koszty funkcjonowania lecznicy – leki, sprzęt jednorazowy, energia elektryczna, ciepło, żywienie pacjentów, pranie, sprzątanie, transport sanitarny, naprawy sprzętu, badania, konsultacje i dyżury lekarskie. To nie są tylko rubryki w tabeli. To podstawowe elementy działania szpitala.

Sama pozycja dotycząca badań histopatologicznych i bakteriologicznych, konsultacji oraz dyżurów lekarskich przekraczała 7,1 mln zł. Sprzątanie to ponad 4,3 mln zł, leki ponad 2,2 mln zł, sprzęt jednorazowy ponad 1,6 mln zł, energia cieplna ponad 1,2 mln zł, a energia elektryczna ponad 827 tys. zł. Do tego dochodzą zobowiązania wobec ZUS przekraczające 17 mln zł oraz pożyczki, w tym 3,5 mln zł wobec Starostwa Powiatowego w Lublińcu i ponad 23 mln zł wobec BFF Polska S.A.

Podczas komisji radni pytali również o bieżące funkcjonowanie placówki. Radny Jan Orszulak dopytywał, czy pieniądze z nadwykonań zostały zajęte przez komornika. W odpowiedzi padło, że nie wszystkie. Jednocześnie przekazano, że część zaległych wynagrodzeń dla lekarzy została wypłacona.

Równie poważnie wygląda sytuacja kadrowa. W toku dyskusji pojawiła się informacja, że trzynaście pielęgniarek złożyło wypowiedzenia, a około dwudziestu przebywa na zwolnieniach lekarskich. To jeden z najbardziej alarmujących wątków, bo bez stabilnego personelu nie da się utrzymać stabilnego szpitala. Nawet najlepszy plan naprawczy, zapisany w uchwałach i analizach, może rozbić się o brak ludzi do pracy.

Wrócił także temat oddziału wewnętrznego. Radna Anna Jończyk-Drzymała pytała o uchwałę rady społecznej dotyczącą zawieszenia oddziału. P.o. dyrektora tłumaczyła, że jeden z lekarzy planuje odejście, choć prowadzone są z nim rozmowy. W tle pojawiła się informacja, że na internie przebywało 23 pacjentów, a na pediatrii czterech. To pokazuje, że decyzje organizacyjne nie są teorią. Za nimi stoją konkretni pacjenci i realna dostępność leczenia.

Radni pytali również o konkurs na pielęgniarkę naczelną, redukcję etatów w administracji i zakup endoskopu. Ten ostatni wątek dobrze pokazuje paradoks, w jakim znalazła się placówka. Skarbnik zapewniał, że pieniądze na zakup są zabezpieczone w budżecie, ale p.o. dyrektora wskazywała, że obecnie nie ma lekarza, który wykonywałby takie badania. Sprzęt, choć potrzebny, nie wystarczy, jeśli zabraknie specjalistów.

Z posiedzenia komisji wyłania się więc nie tyle kolejna odsłona znanej od dawna opowieści o trudnej kondycji szpitala, ile zapowiedź możliwej decyzji przełomowej. Przekształcenie SP ZOZ-u w spółkę oznaczałoby konieczność uporządkowania gigantycznego zadłużenia i odpowiedzi na pytanie – ile z tego rachunku przejmie powiat?

CZYTAJ DALEJ

Powiat Lubliniecki

Broń, amunicja i chemikalia z potencjałem na pół tony narkotyków. Takiej akcji w regionie dawno nie było

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Straż Graniczna

To nie była zwykła policyjna realizacja, ale akcja, która odsłoniła wyjątkowo niebezpieczne zaplecze przestępczego procederu. Funkcjonariusze Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej zlikwidowali w powiecie lublinieckim laboratorium chemiczne służące do produkcji substancji psychoaktywnych. Na miejscu zabezpieczono setki litrów chemikaliów, specjalistyczny sprzęt, broń, amunicję oraz własnoręcznie wykonane petardy. Do likwidacji wytwórni doszło pod koniec maja. Dzisiaj o tym poinformowały służby w wystosowanym komunikacie. 

W trakcie działań funkcjonariusze zatrzymali na gorącym uczynku 35-letniego obywatela Polski. Według ustaleń śledczych mężczyzna jest podejrzany o produkcję oraz wprowadzanie do obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych.

Skala zabezpieczonego materiału pokazuje, że sprawa może mieć bardzo poważny charakter. Podczas przeszukań kilku lokali mieszkalnych funkcjonariusze ujawnili około 400 litrów różnego rodzaju chemikaliów i prekursorów. Zabezpieczono także urządzenia wykorzystywane do produkcji narkotyków. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, z przejętych substancji można było wyprodukować nawet do 500 kilogramów narkotyków.

To właśnie ta liczba najmocniej pokazuje ciężar sprawy. Pół tony narkotyków mogłoby trafić do obrotu i zasilić czarny rynek, gdyby laboratorium nie zostało zlikwidowane. Mówimy więc nie tylko o nielegalnej produkcji, ale o potencjalnym zagrożeniu o dużej skali.

Na tym jednak lista zabezpieczonych przedmiotów się nie kończy. Funkcjonariusze ujawnili również broń, amunicję oraz petardy własnej produkcji. Niebezpieczne materiały zostały zabezpieczone i zneutralizowane. Obecność takich przedmiotów dodatkowo pokazuje, że działania służb prowadzone były w miejscu, które mogło stwarzać realne zagrożenie nie tylko ze względu na narkotyki, ale także na materiały mogące doprowadzić do wybuchu lub tragedii.

Zatrzymany 35-latek usłyszał zarzuty dotyczące wytwarzania, przetwarzania oraz wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków psychotropowych. Na wniosek prokuratora sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Za zarzucane przestępstwa grozi mu kara nawet do 20 lat pozbawienia wolności.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Jednogłośne poparcie dla Anny Korzekwy-Wojtal. Wójt Koszęcina z wotum zaufania i absolutorium

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Archiwum Anny Korzekwy-Wojtal

Wójt Anna Korzekwa-Wojtal otrzymała jednogłośne wotum zaufania i absolutorium. Decyzje zapadły podczas wtorkowej sesji rady gminy, na której radni podsumowali raport o jej stanie oraz wykonanie budżetu za ubiegły rok.

Wotum zaufania to polityczna ocena pracy wójta i kierunku zarządzania gminą. Radni podejmują ją po debacie nad raportem o stanie gminy, czyli dokumentem pokazującym najważniejsze działania samorządu w minionym roku. Absolutorium dotyczy natomiast wykonania budżetu. W praktyce jest oceną tego, czy wójt prawidłowo zrealizowała plan finansowy przyjęty przez radę.

W Koszęcinie oba głosowania zakończyły się pełnym poparciem dla Anny Korzekwy-Wojtal. To oznacza, że radni pozytywnie ocenili zarówno sposób prowadzenia spraw gminy, jak i wykonanie ubiegłorocznego budżetu.

Finansowo 2025 rok zakończył się dla Koszęcina wynikiem na plusie. Dochody gminy wyniosły 100,17 mln zł, a wydatki 91,53 mln zł. Budżet zamknął się nadwyżką w wysokości 8,63 mln zł. Ważna była także nadwyżka bieżąca, która osiągnęła 12,21 mln zł. Na inwestycje i zakupy inwestycyjne samorząd przeznaczył 19,77 mln zł, a największą część wszystkich wydatków pochłonęła oświata. Na edukację i wychowanie wydano 38,18 mln zł, czyli ponad 41 proc. budżetu. Zadłużenie – niewielkie, bo niespełna 4,7 mln zł.

Największą inwestycją roku była budowa nowej oczyszczalni ścieków wraz z adaptacją istniejącego budynku oczyszczalni w Rusinowicach. Wartość zadania wyniosła 12,60 mln zł, z czego 6,65 mln zł pochodziło z tzw. „Polskiego Ładu”, 4,59 mln zł z pożyczki WFOŚiGW w Katowicach, a 1,36 mln zł stanowił wkład własny gminy.

Wśród ważnych zadań znalazły się również budowa boiska wielofunkcyjnego w Rusinowicach za blisko 785 tys. zł, modernizacja kotłowni w Domu Spotkań Wiejskich w Rusinowicach, przebudowa ulicy Górnej w Sadowie oraz zakup sceny plenerowej z oświetleniem dla sołectw.

Samorząd zabezpieczył także środki na kolejne przedsięwzięcia, w tym kanalizację sanitarną w Sadowie przy ulicy Podlesie, termomodernizację Szkoły Podstawowej w Sadowie oraz wymianę źródeł ciepła i poprawę efektywności energetycznej szkół i przedszkoli na terenie gminy. Złożono ponadto wniosek na wykonanie nowej stacji uzdatniania wody w miejscowości Brusiek, czego efektem jest dofinansowanie ze środków unijnych w wysokości 3 mln złotych. 

Duże znaczenie miały pieniądze pozyskane z zewnątrz. Dotacje inwestycyjne wyniosły 16,14 mln zł, w tym 1,73 mln zł stanowiły środki europejskie. Łączna wartość zabezpieczonych lub rozliczonych środków zewnętrznych na zadania inwestycyjne i rozwojowe wyniosła około 13,98 mln zł. Gmina korzystała między innymi z „Polskiego Ładu”, Funduszy Europejskich dla Śląskiego, Krajowego Planu Odbudowy, Rządowego Programu Odbudowy Zabytków, budżetu województwa i Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych.

Jednogłośne wotum zaufania i absolutorium było więc nie tylko formalnością kończącą sesję absolutoryjną, ale także czytelnym sygnałem politycznym. Rada uznała, że gmina dobrze wykorzystała miniony rok – utrzymała stabilny budżet, realizowała duże inwestycje i skutecznie sięgała po środki zewnętrzne.

Do wyniku głosowania odniosła się także wójt Anna Korzekwa-Wojtal, która podkreśliła, że jednogłośne poparcie rady odbiera jako potwierdzenie stabilnej sytuacji w gminie i dobrej współpracy samorządu.

– Uzyskanie pełnego poparcia w głosowaniach nad wotum zaufania i absolutorium pokazuje, że samorząd w Koszęcinie działa w zgodzie i przy stabilnej większości. Taki wynik oznacza, że rada gminy pozytywnie oceniła zarówno realizację budżetu, jak i raport o stanie gminy, a tym samym potwierdziła zaufanie do kierunku, w jakim prowadzony jest samorząd – zaznaczyła włodarz w komentarzu przesłanym redakcji. – Cieszę się, że radni gminy Koszęcin mają zbieżne cele i potrafią efektywnie współpracować dla dobra wszystkich. Pozyskujemy wszelkie możliwe dofinansowania, aby zaspokoić potrzeby mieszkańców i staramy się, aby środki finansowe były solidarnie wydatkowane na każde sołectwo – dodała Anna Korzekwa-Wojtal.

Szeroko o samym raporcie i zrealizowanych politykach koszęcińskiego samorządu pisaliśmy tutaj.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE