Lubliniec
Kontrola drogowa przerodziła się w walkę o życie dziecka. Rodzice podziękowali za eskortę do szpitala
Pod koniec sierpnia policjanci z wydziału ruchu drogowego komendy w Lublińcu zatrzymali samochód, który przekroczył dozwoloną prędkość. Za kierownicą siedziała zdenerwowana kobieta. Razem z mężem wieźli córkę, która miała poważne problemy z oddychaniem i wymagała natychmiastowej pomocy lekarzy.
W tej sytuacji mundurowi nie mieli wątpliwości. Zrezygnowali z dalszych czynności i zdecydowali się eskortować rodzinę do szpitala. Dzięki ich szybkiej reakcji dziewczynka trafiła pod opiekę lekarzy na czas.
Kilka dni później do Komendanta Powiatowego Policji w Lublińcu wpłynął mail od rodziców dziewczynki. To szczere podziękowania skierowane do funkcjonariuszy – Rafała Wojtasa i Wojciecha Kucierajtera.
– Dzięki panom nasza córka jest dziś z nami w domu i możemy skupić się na dalszej diagnozie. Państwa reakcja to przykład prawdziwego powołania do służby i troski o drugiego człowieka – napisali wdzięczni rodzice.
Historia z lublinieckiej drogi pokazuje, że praca policjanta to nie tylko wystawianie mandatów i kontrole prędkości, ale przede wszystkim gotowość do niesienia pomocy w najtrudniejszych momentach.
Lubliniec
Zabytki w Lublińcu potrzebują więcej niż uchwały. Radni usłyszeli o pękających ścianach i azbeście
Podczas sesji, która miała miejsce ostatniego dnia kwietnia, radni przyjęli zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, zgodzili się na umorzenia zadłużenia czynszowego, zajęli się zielenią przy rondach, sprzedażą nieruchomości, nowymi przystankami, pomocą społeczną, nazwą ulicy oraz petycją mieszkańców dotyczącą pomiarów anten w rejonie jednego z liceów. Najwięcej emocji przyniósł jednak punkt dotyczący gminnego programu opieki nad zabytkami. To właśnie przy nim wybrzmiały uwagi o jakości samorządowych opracowań, braku realnego wsparcia dla właścicieli zabytkowych kamienic, azbeście na dachach oraz ciężkim ruchu, który zdaniem mieszkańców dalej niszczy historyczną zabudowę centrum miasta.
Początek obrad przebiegł sprawnie. Rada jednogłośnie przyjęła zmiany w wieloletniej prognozie finansowej miasta oraz zmiany w budżecie na 2026 rok. Bez dyskusji przeszły także dwie uchwały dotyczące umorzenia zadłużenia czynszowego z tytułu najmu lokali mieszkalnych. W pierwszym przypadku uchwałę poparło osiemnastu radnych, przy jednym głosie wstrzymującym się, w drugim decyzja zapadła jednogłośnie.
Radni zgodzili się również na zawarcie porozumienia w sprawie utrzymania zieleni w obrębie ronda Jana Pawła II i ronda Śląskiego w ciągu DW 906, a także na udzielenie pomocy finansowej województwu śląskiemu na ten cel. Oba projekty nie wywołały pytań i zostały przyjęte jednogłośnie.
Więcej zainteresowania wzbudziła uchwała dotycząca zbycia nieruchomości gruntowej w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zapytał, czy wiadomo, co może powstać na tym terenie i czy są już zainteresowani nabywcy. W odpowiedzi jeden z urzędników wyjaśniał, że działka jest objęta miejscowym planem i przeznaczona pod przemysł, a ewentualny inwestor będzie mógł prowadzić tam wyłącznie działalność zgodną z planem. Jak dodał, ostatni wniosek dotyczył podmiotu związanego z działalnością przy budowie dróg. Uchwała została przyjęta piętnastoma głosami za, przy czterech wstrzymujących się.
Rada bez większych sporów przyjęła także uchwałę w sprawie wstępnych lokalizacji nowych przystanków komunikacyjnych, sprawozdanie z działalności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lublińcu za miniony rok, ocenę zasobów pomocy społecznej oraz uchwałę o nadaniu nazwy ulicy Władysława Szpilmana drodze wewnętrznej w rejonie ulicy Marii Curie-Skłodowskiej.

Najdłuższa dyskusja rozpoczęła się przy gminnym programie opieki nad zabytkami na lata 2026-2029. Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że tego typu dokumenty nie powinny być traktowane jedynie jako formalny obowiązek, lecz jako narzędzie do uporządkowania realnych problemów. Ocenił, że opracowanie jest miejscami ogólnikowe, zawiera zbyt wiele przekopiowanych przepisów prawa i wymagałoby większej staranności językowej oraz merytorycznej.
– Mam taki odbiór tego dokumentu, że jest on dość mocno powierzchowny, jeżeli chodzi o nasze miasto – mówił radny.
Wojtulek wskazywał również na niejasności dotyczące historii miasta, archaiczne sformułowania oraz skróty użyte bez wyjaśnienia. Jego zdaniem, skoro samorząd płaci za przygotowanie dokumentów strategicznych, powinien wymagać od wykonawców wysokiej jakości nie tylko formalnej, ale też językowej.
Najmocniej wybrzmiał jednak temat azbestu. Radny zwrócił uwagę, że w analizie SWOT pojawiła się informacja o azbestowych pokryciach dachowych na wielu obiektach zabytkowych. Podkreślał, że w zwartej zabudowie centrum problem ten może mieć znaczenie nie tylko konserwatorskie, lecz również zdrowotne. Sugerował, by miasto mocniej zabiegało o środki na renowację zabytków i rozmawiało z wojewódzkim konserwatorem zabytków nie tylko w kontekście ochrony dziedzictwa, ale także bezpieczeństwa mieszkańców.
Samorządowiec podniósł też kwestię braku lokalnego instrumentu finansowania drobnych prac renowacyjnych. Zaznaczył, że nie chodzi o duży program, lecz choćby o niewielką pulę, która mogłaby wspierać właścicieli zabytkowych budynków w najpilniejszych działaniach.
Do uwag odniósł się burmistrz Edward Maniura. Przyznał, że w każdym dokumencie można znaleźć błędy czy nieścisłości, ale wskazywał też na szerszy problem biurokratyzacji procedur. Jak mówił, wiele tego typu opracowań powstaje przede wszystkim dlatego, że są wymagane przy ubieganiu się o środki zewnętrzne. Krytykował nadmiernie rozbudowane prawo zamówień publicznych i wskazywał, że samorządy często muszą zamawiać dokumenty według schematów, bo bez nich nie mają szans na dofinansowanie.
Włodarz nawiązał także do relacji inwestorów z ochroną konserwatorską. Zwracał uwagę, że objęcie obiektu ochroną często zniechęca prywatne podmioty do inwestowania, bo oznacza dodatkowe obowiązki i ograniczenia. W sprawie azbestu przypomniał natomiast, że miasto co roku prowadzi program, z którego mieszkańcy mogą korzystać, choć dotacja nie pokrywa pełnych kosztów usunięcia i utylizacji pokrycia.
Dyskusja o zabytkach szybko przeszła z poziomu dokumentu na konkretne problemy mieszkańców. Głos zabrał współwłaściciel kamienicy przy ulicy Kilińskiego. Mówił, że obiekty wpisane do gminnej ewidencji zabytków powstawały w zupełnie innych realiach, a dziś muszą znosić ruch ciężkich pojazdów, którego konstrukcyjnie nie były w stanie przewidzieć.
Mieszkaniec wskazywał na spękania tynków i dalszą degradację kamienic przy trasie przejazdu ciężarówek. Podkreślał, że problem dotyczy nie tylko jednej posesji, ale także innych historycznych obiektów, w tym kościoła św. Mikołaja i kościoła św. Krzyża. Zaapelował, by miasto i rada wsparły działania zmierzające do zmiany przebiegu ciężkiego ruchu przez centrum.
Burmistrz potwierdził, że kilka miesięcy wcześniej odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach, starostwa i urzędu marszałkowskiego. Wyjaśniał jednak, że zmiana przebiegu drogi wojewódzkiej lub zmiana kategorii drogi to proces skomplikowany i nie zależy wyłącznie od miasta. Jak mówił, rozważano rozwiązanie, w którym ciąg drogi 906 nie prowadziłby przez ulice Kilińskiego, Mickiewicza i Lisowicką, lecz przez ulicę Pawła Stalmacha do obwodnicy.
Jednocześnie Maniura zaznaczył, że przeniesienie ruchu na Pawła Stalmacha również może wywołać protesty mieszkańców tej ulicy, bo oznaczałoby dla nich większy ruch. Wskazał także, że najlepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie połączenie z obwodnicą, o którym mówi się od wielu lat, ale wymagałoby ono współdziałania z innymi samorządami i poniesienia znacznych kosztów.
Przewodnicząca rady Iwona Janic poinformowała, że wraz z mieszkańcami i radnymi planuje spotkanie w katowickim ZDW, choć do dnia sesji nie wyznaczono jeszcze terminu. Jak zaznaczyła, pojawia się również inna propozycja poprowadzenia ruchu ciężkiego, która miałaby nie obciążać ani obecnej trasy, ani ulicy Pawła Stalmacha.
Ostatecznie gminny program opieki nad zabytkami został przyjęty siedemnastoma głosami za, przy dwóch wstrzymujących się. Sama dyskusja pokazała jednak, że problem zabytków w Lublińcu wykracza daleko poza formalne uchwalenie dokumentu. Chodzi o pieniądze, odpowiedzialność za stare kamienice, ograniczenia konserwatorskie, azbest, jakość miejskich opracowań i ciężarówki przejeżdżające przez historyczne centrum.
Na koniec rada zajęła się jeszcze petycją mieszkańców okolic Liceum im. Adama Mickiewicza dotyczącą pomiarów anten umieszczonych w tym rejonie. Komisja skarg, wniosków i petycji zarekomendowała przekazanie sprawy burmistrzowi zgodnie z kompetencjami. Uchwała w tej sprawie została przyjęta jednogłośnie.
Lubliniec
Sto urodzeń zamiast trzystu. Maniura mówił o depopulacji, szpitalu i problemach, które doganiają Lubliniec
Wystąpienie burmistrza podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Lublińcu pokazało, że za bieżącymi uchwałami i informacjami kryją się sprawy znacznie poważniejsze niż rutynowa praca samorządu. Mowa była o depopulacji, przyszłości szpitala, planowanej komunikacji lublinieckiej, nowej pływalni, inwestycjach miejskich, OSP, tunelu, wyburzeniach w Parku Grunwaldzkim oraz problemach z przepisami, które – jak przekonywał włodarz – coraz częściej utrudniają samorządom normalne działanie.
Jednym z najmocniejszych wątków była depopulacja. Burmistrz, relacjonując obrady Związku Miast Polskich, podkreślał, że spadek liczby urodzeń nie jest już abstrakcyjną prognozą, ale realnym problemem, który w kolejnych latach będzie uderzał w przedszkola, szkoły i całą organizację usług publicznych. Lubliniec również odczuwa ten trend. W ubiegłym roku w mieście urodziło się tylko sto dzieci, podczas gdy jeszcze dwadzieścia lat temu liczba urodzeń sięgała niemal trzystu.
– Przed samorządem za kilka lat będą nieprawdopodobne wyzwania. Ktoś powie, że są w tej chwili już gminy, w których urodzenia to jest jedno albo wcale, więc proszę zwrócić uwagę, jak to będzie wpływało na oświatę, najpierw na tym poziomie edukacji przedszkolnej, później oczywiście szkolnej – mówił Edward Maniura.
Włodarz nie próbował przy tym łagodzić przekazu. Zaznaczał, że samorządy muszą przygotować się na trudne decyzje, bo nie ma prostego sposobu na odwrócenie tego procesu.
– To jest gigantyczny problem, który dzisiaj musimy widzieć, bo za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje. Więc warto o tych sprawach mówić i szukać rozwiązań i nie czarować, bo tu się nic nie da zrobić. Tu nie ma czarodziejskiej różki, która spowoduje, że nagle będzie się rodzić po prostu więcej dzieci – podkreślał.
Ważnym praktycznym tematem, jaki poruszył, była komunikacja lubliniecka. Włodarz poinformował, że miasto jako członek Związku Powiatowo-Gminnego „Jedźmy razem!” z siedzibą w Myszkowie przygotowuje uruchomienie trzech linii autobusowych. Nie będzie to formalnie komunikacja miejska, bo taka nie daje możliwości korzystania z dopłat. Linie mają wyjeżdżać poza granice miasta, między innymi do Solarni, Lubecka i Sadowa.
W tle tej sprawy pojawił się jednak problem systemowy. Maniura wskazywał, że wcześniejsze przepisy dotyczące dopłat do przewozów autobusowych wykluczały miasta takie jak Lubliniec. Dopiero planowane zmiany ustawowe mają otworzyć drogę do szerszego finansowania.

Dużo miejsca poświęcił także inwestycjom. Zrelacjonował zaawansowane prace przy hali, realizacji ulicy Cegielnianej, planowanym rozpoczęciu przebudowy ulicy Majdanek oraz przygotowaniach do oddania 62 mieszkań, co ma nastąpić prawdopodobnie w pierwszym tygodniu lipca. Wspominał również o projektach fotowoltaicznych, ścieżkach rowerowych i przygotowaniach do pozyskania środków na retencję.
Osobnym i kosztownym tematem była pływalnia. Burmistrz przyznał, że sprawa ciągnie się od lat, a obecny obiekt jest już technologicznie zużyty, zbyt mały i nieprzystający do współczesnych potrzeb. W jego ocenie bardziej sensowna może być budowa nowej pływalni niż dokładanie kolejnych pieniędzy do modernizacji obiektu sprzed kilkudziesięciu lat. Warunek jest jednak jeden – wysokie dofinansowanie.
– Jeżeli chodzi o pływalnię, to podjąłem decyzję po konsultacjach w kierownictwie miasta, że będziemy aplikować, jak tylko pojawią się konkursy na środki Ministerstwa Sportu i Turystyki – poinformował burmistrz. – Nie wyobrażam sobie, żebyśmy to finansowali z kredytu. Dlatego poziom 60-70 proc. dofinansowania, jeżeli taki poziom uzyskamy, to wydaje się, że celową będzie decyzja o budowie nowego obiektu – nadmienił.
Włodarz wyjaśnił też, że upadła koncepcja wspólnej budowy z wojskiem, bo Ministerstwo Obrony Narodowej miało uznać, że nie ma prawnych możliwości inwestowania w infrastrukturę poza jednostkami wojskowymi. Możliwa miałaby być dopiero późniejsza współpraca przy utrzymaniu obiektu.
Kontrowersyjnie wybrzmiała również sprawa samochodu dla OSP Lubliniec. Maniura zaznaczył, że chce spotkać się z zarządem jednostki i wyjaśnić temat, bo jego zdaniem zakup auta za około 1 mln zł nie powinien być pierwszym wariantem, jeśli istnieje możliwość pozyskania pojazdu z wojska albo Państwowej Straży Pożarnej. Jednocześnie podkreślał, że Lubliniec różni się od mniejszych gmin, bo na miejscu działa Państwowa Straż Pożarna. Zaznaczał również, że miasto zwiększyło wsparcie dla OSP z kilku lub kilkunastu tysięcy złotych do blisko 200 tys. zł, nie licząc ewentualnego zakupu pojazdu.
Najostrzej wybrzmiał jednak temat szpitala. Burmistrz przypomniał, że miasto nie jest organem prowadzącym SP ZOZ i nie ma bezpośredniego wpływu na jego funkcjonowanie, ale wielokrotnie udzielało placówce pomocy. Wspominał zakup karetki za 220 tys. zł, respiratorów za 106 tys. zł oraz innego pozyskanego sprzętu. Mimo tego sytuacja lecznicy została przedstawiona jako dramatyczna.
– Koniec końcem jest taki, że praktycznie mamy szpital, jak to się mówi, na równi pochyłej, który być może za chwilę, jeżeli nie znajdzie się rozwiązanie, po prostu upadnie – mówił burmistrz.
Włodarz zapowiedział, że miasto wystąpiło do starosty o dane pokazujące, jak przez lata rosło zadłużenie szpitala. Z przytoczonych przez niego informacji wynikało, że w 2015 roku zadłużenie wynosiło około 15 mln zł, w 2020 roku przekraczało 50 mln zł, a obecnie ma sięgać niemal 80 mln zł.
– Jeżeli ktoś twierdzi, że tylko ta jedna strona jest winna, to niech się uderzy w piersi i powie, po prostu wszyscy jesteśmy winni. Bo nie ma rozwiązań i nie potrafimy się dogadać kluczowych spraw dla państwa – stwierdził.
Burmistrz poinformował również, że spotka się z nową dyrektor SP ZOZ-u. Chce też, aby przedstawiła radzie ocenę sytuacji i odpowiedziała, jakie są realne szanse na dalsze funkcjonowanie szpitala.
Wystąpienie miało też wyraźny antybiurokratyczny ton. Maniura krytykował archaiczność oświadczeń majątkowych, nadmiernie skomplikowane przepisy, prawo zamówień publicznych oraz brak realnych narzędzi państwa w sprawach takich jak uciążliwości odorowe. Wspominał, że od wielu lat mówi się o ustawie odorowej, ale wciąż nie widać skutecznych rozwiązań.
Wśród tematów bardziej lokalnych pojawiły się także wyburzenia w Parku Grunwaldzkim i prosektorium. Burmistrz przekonywał, że miasto wykorzystało dobrą koniunkturę na niskie koszty rozbiórek, a teren parku ma w przyszłości mocno się zmienić w ramach projektu Ekopark.
– Cały ten teren zmieni się w niedługim czasie nie do poznania, dlatego że przywrócimy pewne funkcje na tym obszarze, ale to wszystko, co stanowiło taką już zdewastowaną infrastrukturę kubaturową, zostało już rozebrane – mówił.
Całość wystąpienia zakończył apelem o szukanie porozumienia i większy szacunek w debacie publicznej. Ostrzegał, że internet, choć może służyć dobrym sprawom, coraz częściej staje się miejscem niszczenia ludzi poprzez oskarżenia i agresję.
– Zawsze mam taki apel, żebyśmy, starając się szukać rozwiązań, zawsze do siebie z szacunkiem się odnosili, bo jesteśmy tutaj na tym świecie przez chwilę – podsumował.
Lubliniec
Hejt nie znika po wyłączeniu telefonu. Ważna lekcja dla uczniów lublinieckiej podstawówki
Hejt w internecie, przemoc słowna, wyśmiewanie rówieśników i konsekwencje niewłaściwego zachowania – to główne tematy spotkań profilaktycznych, które w miniony odbyły się w Szkole Podstawowej nr 2 w Lublińcu. Z uczniami rozmawiali policjant z zespołu do spraw nieletnich i patologii oraz dzielnicowy lublinieckiej komendy.
Jak informuje policja, głównym tematem zajęć było zjawisko hejtu wśród dzieci i młodzieży oraz konsekwencje za niewłaściwe zachowanie, zarówno w świecie realnym, jak i w internecie. Mundurowi tłumaczyli uczniom, że agresja słowna nie kończy się na szkolnym korytarzu. Coraz częściej przenosi się do mediów społecznościowych, komunikatorów i zamkniętych grup internetowych, gdzie krzywdzące komentarze, zdjęcia czy wiadomości mogą bardzo szybko dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.
Podczas spotkania funkcjonariusze wyjaśniali, czym jest hejt i jak go rozpoznać. Zwracali uwagę nie tylko na oczywiste obrażanie, ale też na wyśmiewanie, poniżanie czy celowe izolowanie kogoś z grupy. Jak wskazano w policyjnym komunikacie, uczniowie poznali przykłady zachowań, z którymi młodzi ludzie spotykają się najczęściej.
– To obraźliwe komentarze, publikowanie kompromitujących zdjęć, wyśmiewanie wyglądu, pochodzenia czy sytuacji rodzinnej – podkreślają mundurowi.
Ważną częścią pogadanki była rozmowa o odpowiedzialności. Policjanci nadmienili, że zachowanie przedstawiane przez sprawcę jako żart może w rzeczywistości być formą przemocy rówieśniczej.

– To, co ktoś uważał za żart, żartem nie jest i może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych, a także wyrządzić krzywdę psychiczną drugiej osobie – zaznaczali.
Funkcjonariusze zachęcali również uczniów, aby nie pozostawali bierni, gdy widzą hejt lub inne formy przemocy wobec kolegów i koleżanek. Apelowali, by niepokojące sytuacje zgłaszać nauczycielom, rodzicom lub innym zaufanym dorosłym.
Lubliniec
Pył szklany nad ulicą Klonową. Mieszkańcy mówią, że wdychają go od lat i żądają konkretnych działań
Podczas ostatniej sesji rady miejskiej radni pytali o remont ulicy Droniowickiej, organizację nowej komunikacji lublinieckiej oraz przyszłość miejskiej oświaty w obliczu spadku liczby urodzeń. Najmocniej wybrzmiał jednak temat uciążliwości w rejonie strefy ekonomicznej, gdzie przedstawiciele jednej z firm i mieszkańcy alarmowali o pyle szklanym, odorze, śmieciach i bezsilności wobec instytucji kontrolnych.
W części dotyczącej „spraw różnych” głos zabrał radny Adam Richter, pytając o dwa praktyczne tematy. Chodziło o remont ulicy Droniowickiej oraz pełny zakres planowanych linii komunikacji lublinieckiej.

Burmistrz przyznał, że w przypadku wymienionej arterii sytuacja nie jest przesądzona. Droga powiatowa znajduje się na pierwszej rezerwie listy u wojewody, ale – jak wynikało z jego wypowiedzi – uzyskanie dofinansowania przez starostwo może być trudne. Wskazywał jednocześnie, że powiat powinien ponowić wniosek w kolejnej edycji programu i dopracować go tak, aby zwiększyć szanse punktowe.
W kwestii komunikacji lublinieckiej wyjaśniono, że obecnie funkcjonują już wcześniejsze uchwały dotyczące przystanków, a ostatnio przyjęte regulacje uzupełniają ich wykaz. Docelowa uchwała w sprawie lokalizacji wszystkich przystanków i zasad korzystania z nich ma pojawić się w czerwcu lub najpóźniej w lipcu. Chodzi o trzy linie, roboczo oznaczone numerami 301, 302 i 303.
Edward Maniura doprecyzował, że ustalenia mają zakończyć się do końca czerwca, a na lipcowej sesji radni powinni otrzymać bardziej szczegółowe informacje. Zastrzegł również, że po pierwszych czterech miesiącach działania systemu możliwe będą korekty.
– Chcę powiedzieć, że przewidujemy, że ta komunikacja będzie kursowała w weekendy – mówił włodarz.
Kolejnym istotnym wątkiem była demografia i przyszłość miejskiej oświaty. Radna Agata Woźniak-Rybka odniosła się do wcześniejszych wypowiedzi Maniury o depopulacji i zwróciła uwagę, że samorząd nie może odkładać trudnych decyzji na później. Jej zdaniem Lubliniec powinien już teraz rozpocząć realną rozmowę o reformie sieci szkół i przedszkoli.
– Nie przyjmuję tej narracji, że za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje, bo jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć, więc wypracujmy w końcu i zacznijmy wypracowywać jakieś stanowisko w tej sprawie. Póki co, panie burmistrzu, to ja z pana strony słyszę tylko obietnice w tym zakresie. Mieliśmy dostać też jakiś dokument, mieliśmy zacząć na ten temat rozmawiać – mówiła radna.
Woźniak-Rybka podkreślała, że dane demograficzne są nieubłagane, a unikanie tematu może doprowadzić do sytuacji podobnej do tej, którą samorządowcy obserwują dziś w kontekście problemów szpitala.
– Nie chciałabym, żebyśmy w ten sam sposób jakby podeszli do tematu oświaty. On jest bardzo trudny i wiem, że to nie są łatwe sprawy, ale nie możemy po prostu cały czas chować głowy w piasek. Także czas jest najwyższy, nie za kilka lat. Teraz trzeba planować – podkreślała.
Burmistrz Maniura odpowiadał, że problem spadku liczby urodzeń dotyczy całego kraju, a Lubliniec na tle innych miast wypada – według przywoływanych przez niego danych – stosunkowo dobrze. Wskazywał na budownictwo mieszkaniowe, działania w ramach MTBS-u i SIM-u oraz starania miasta o przyciąganie nowych mieszkańców. Przyznał jednak, że korekta sieci szkół będzie potrzebna w perspektywie najbliższych lat, a pierwszym obszarem napięć będą przedszkola.

– Oczywiście, że Lubliniec też ma problem z urodzeniami. Zresztą to jest problem ogólnopolski. Natomiast Wspólnota (pismo samorządowe – przyp. red.) zrobiła takie badania ostatnich piętnastu lat w całej Polsce. I muszę powiedzieć, że na tle innych miast Lubliniec wypada bardzo dobrze – mówił burmistrz. – Dlatego w tej materii jestem optymistą, choć zdaję sobie sprawę, że korekta sieci szkół po wejściu w ten okres przełomu 2029/2030 i dalej będzie musiała być zrobiona. Najpierw oczywiście dotknie przedszkoli – dodawał.
Do dyskusji włączył się jeden z wiceburmistrzów. Zapewniał, że temat oświaty jest analizowany, a miasto czeka na raport przygotowywany przez zewnętrzną firmę. Jednocześnie zaznaczał, że samorząd nie będzie dziś wskazywał konkretnych placówek do likwidacji. Według niego część przedszkoli może wygasać naturalnie, jeśli przez kolejne lata nie będą otwierane nowe oddziały.
– Pani oczekuje, ja wiem, już decyzji, żebyśmy coś powiedzieli, pokazali albo powiedzieli, co likwidujemy, którą placówkę. Tego nie zrobimy. Nie powiemy państwu z panem burmistrzem, czy w ogóle tu z Wydziałem Edukacji Urzędu Miasta, które przedszkole lub która szkoła pójdzie za kilka lat do likwidacji – podnosił. – Są takie placówki przedszkolne niestety, do których zapisuje się coraz mniej dzieci. Właśnie z tego powodu, nie że przedszkole działa źle, nie że kadra jest zła, tylko dlatego, że w tej dzielnicy zapotrzebowanie na tę opiekę przedszkolną, w tym akurat przedszkolu jest małe i zaczyna wygasać to przedszkole naturalnie, samoistnie – dodawał.
Zastępca Edwarda Maniury poinformował również, że według aktualnych ustaleń analiza ma być gotowa w maju, ale urząd będzie potrzebował czasu na jej wewnętrzne przepracowanie. Podkreślał też, że rekrutacja do szkół podstawowych wypadła dobrze, natomiast trudniejsza sytuacja zaczyna pojawiać się w przedszkolach.
Radna Woźniak-Rybka wróciła do aspektu ekonomicznego. Zaznaczała, że nie postuluje natychmiastowych likwidacji, ale uważa, że samorząd musi rozmawiać także o kosztach i możliwym innym wykorzystaniu budynków oświatowych, na przykład na potrzeby seniorów.
– Ja też już to powiedziałam kiedyś, jak czytam raport, że na trzy i pół dziecka statystycznie przypada jeden etat, to rozumiem państwa też decyzję, to co powiedział wiceburmistrz, ale też przychodzi mi do głowy tak zwyczajnie ekonomicznie pytanie o opłacalność. Myślę, że to będzie też pewnie bardzo niepopularne, ale musimy sobie też to pytanie zadawać – stwierdziła radna.
Do sprawy odniósł się również radny Piotr Wojtulek, który zwrócił uwagę na inny aspekt demografii – dostęp mieszkańców do specjalistycznej opieki medycznej, w tym leczenia niepłodności. Zasugerował, że skoro gmina nie ma bezpośrednich kompetencji w zakresie ochrony zdrowia, mogłaby przynajmniej podjąć działania informacyjne, na przykład poprzez organizację spotkania z ekspertem.
– Nie widzę problemu, żeby taką konferencję zorganizować. Jestem w stanie pomóc zorganizować takie przedsięwzięcie. Temat jest ważny z punktu widzenia zainteresowanych osób – zadeklarował Maniura.
Największe emocje podczas tej części sesji wywołała jednak sprawa zakładów działających w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zwrócił uwagę na uciążliwości związane ze strefą ekonomiczną, powołując się między innymi na publikację w znanym ogólnopolskim tygodniku dotyczącą jednego z zakładów. Mówił o śmieciach wydostających się z terenu firmy Makpol, poboczach przy ulicy Klonowej i problemach firm sąsiadujących z zakładami przetwarzającymi odpady.
– Po prostu codziennie tam przejeżdżam, widzę tę stertę śmieci i chcę tylko dopomnieć się, że straż miejska przyjeżdża do firmy Makpol, gdzie oni wychodzą, sprzątają tylko większe ilości śmieci, a resztę tych, które są drobną ilością odpadów, zostają po prostu nietknięte. Więc ja tego nie akceptuję na dzień dzisiejszy – ubolewał.
Z kolei radny Franciszek Wróbel poprosił, aby w pierwszej kolejności dopuścić do głosu mieszkańców i przedstawicieli firmy Elhand, którzy przyszli na sesję właśnie w tej sprawie.
Wystąpienie jej przedstawiciela było jednym z najmocniejszych punktów całej dyskusji. Wskazywał na pylenie pyłem szklanym, odór, uciążliwość dla pracowników i mieszkańców oraz – jak twierdził – nieskuteczność dotychczasowych interwencji kierowanych do różnych instytucji.
– Jeśli państwo nie wiecie, co tam się dzieje, bo na podstawie wizytacji, które zarówno ze strony instytucji ochrony środowiska były takowe, to państwo się nie dowiecie, co tam się dzieje, bo przed każdą wizytacją dwa tygodnie przedtem zakład zaprzestaje produkcji – mówił Andrzej Herbowski.
Przedstawiciel spółki mówił, że podczas załadunku rozdrobnionego szkła dochodzi do pylenia, a przy opadach część zanieczyszczeń może przedostawać się do gruntu. Wspominał także o ciężarówkach obsługujących zakład i o tym, że problem trwa od lat.
– No ludzie kochani, przecież to my się mamy dusić, społeczeństwo ma się dusić, u nas pracuje w tej chwili 186 ludzi, to jest 186 rodzin – alarmował Herbowski. – Zakład okej, Lubliniec piękny, no ale śmierdzi. No to trzeba coś z tym zrobić – dodawał, relacjonując uwagi zagranicznych pracowników i praktykantów, którzy trafiali do firmy.
Wystąpienie zawierało również bardzo mocne zarzuty wobec instytucji kontrolnych, w tym WIOŚ. Andrzej Herbowski wskazywał, że wielokrotne pisma i zgłoszenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.
– Występowaliśmy też do WIOŚ-u, czy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, do posłów ziemi lublinieckiej. Żadnych skutków. Dlatego stoję tu przed państwem i proszę, a właściwie to żądamy w imieniu naszych pracowników oraz na pewno części mieszkańców, którzy tam w pobliżu mieszkają, żeby się zająć tą sprawą – mówił.
Burmistrz, odpowiadając, zaczął od wyjaśnienia kompetencji poszczególnych organów. Podkreślał, że miasto wydaje decyzję środowiskową, ale decyzje budowlane należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole i sankcje leżą po stronie WIOŚ, sanepidu i innych instytucji państwowych. Przyznał jednocześnie, że zastrzeżenia mieszkańców i firm nie były ignorowane, ale możliwości samorządu są ograniczone.
– Nie było nigdy tak, że jeżeli skarga mieszkańców trafiała do burmistrza, że nie uruchamialiśmy natychmiast działania. Oczywiście straż miejska mogła pojechać, mogła wizualnie ocenić, czy jest zaśmiecony teren, mogła stwierdzić, że śmierdzi. Przepraszam za kolokwializm. I oczywiście w raporcie straży jest takich dni, kiedy były stwierdzone tego typu zdarzenia, sporo. Ale na tym koniec – przekonywał Maniura.
Włodarz przyznał również, że oczekiwanym kierunkiem działań powinna być hermetyzacja zakładu, czyli zamknięcie procesu technologicznego w taki sposób, aby ograniczyć pylenie i uciążliwości zapachowe.
– Ja niezmiennie po prostu tutaj mogę potwierdzić, że powinniśmy wszyscy wymusić na zakładzie-sąsiedzie, aby rzeczywiście doszło do tej hermetyzacji. Jest to możliwe. Dzisiaj jest wszystko możliwe – podkreślał burmistrz. – Z mojej strony mogę zadeklarować, że w niedługim czasie po raz kolejny spotkam się z kierownictwem Sibelco i zapytam o dokończenie tego tematu, czyli zamknięcie załadunku tak, żeby po prostu hermetyzacja tego zakładu była – zapowiedział.
Głos zabrała również mieszkanka i pracownica Elhandu. Dociekała, kiedy można spodziewać się działań w sprawie hermetyzacji zakładu.
– Od dwunastu lat doświadczam, co to znaczy mieszkać w sąsiedztwie firmy Sibelco i Makpol i odczuwamy te negatywne skutki na co dzień. Chciałam zadać jedno pytanie tutaj, do wypowiedzi pana burmistrza. Jaki czas daje pan sobie na uzyskanie odpowiedzi czy jakichś konkretnych działań co do hermetyzacji tego zakładu, bo tylko tutaj w tym rozwiązaniu widzimy możliwość zmiany warunków naszego życia, naszej pracy – pytała.
Burmistrz odpowiedział, że spotkanie powinno odbyć się jeszcze w maju.
– Przedstawię jasne, twarde stanowisko – obiecał.
Kolejna przedstawicielka Elhandu mówiła o bezpośrednich skutkach pyłu szklanego. Wskazywała, że pył osiada na samochodach, rysuje szyby, a pracownicy wdychają go od lat. Zadała też pytania o kontrole ilości przerabianego surowca, ewentualną rozbudowę zakładu, uruchomienie trzeciej zmiany i wcześniejsze wystąpienia burmistrza w sprawie zamknięcia zakładu.
– Rozmawialiśmy tutaj o szkodliwości azbestu. Tak w nawiązaniu chciałam powiedzieć, że my od dwunastu lat wdychamy pył szklany. Od dwunastu lat. Nikt nie reaguje w odpowiedni sposób na to. Ten pył szklany osiada na samochodach. Samochody naszych pracowników są porysowane. Porysowane szyby, już niektórzy musieli je wymieniać. Co dopiero, można się domyślać, jak wyglądają nasze płuca, bo my to wdychamy na co dzień – mówiła kobieta.
Burmistrz Maniura odpowiadał, że nie pamięta szczegółów dotyczących przeglądu ekologicznego i wcześniejszych wystąpień, ale podkreślał, że decyzje dotyczące budowy i rozbudowy zakładu należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole do organów państwowych.
– Żeby skontrolować kwestie związane ze szkodliwością, z przekroczeniem przede wszystkim norm, które w Polsce obowiązują, to do tego państwo upoważniło wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, a w przypadku zagrożeń to jest sanepid – dodawał.
Radny Franciszek Wróbel ocenił, że problem ma swoje źródło w niewłaściwej lokalizacji zakładu. Jego zdaniem tego typu działalność nie powinna funkcjonować w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej i innych przedsiębiorstw. Radny przypominał, że już na etapie decyzji środowiskowej mieszkańcy, stowarzyszenia i on sam zgłaszali liczne zastrzeżenia. Według niego po latach okazało się, że były one uzasadnione.
– Tych zastrzeżeń było ponad 40. Ja sam zgłosiłem ponad 24 zastrzeżenia. Wszystkie zostały uznane za niewłaściwe, nietrafne, niemające podstaw, bo to wynikało z dokumentacji. Okazało się po tych 5-6 latach, że praktycznie wszystkie te zastrzeżenia były jak najbardziej słuszne – podkreślał.
Wróbel mówił również, że podczas komisji przedstawiciele zakładu unikali określeń takich jak „smród” czy „odór”, a radni nie uzyskali pełnych danych dotyczących skali produkcji.
– Między innymi próbowałem dowiedzieć się, jaka jest skala produkcji w tym zakładzie, ile przerobili tego szkła w zeszłym roku. To był 18 marzec, oni nie wiedzieli, ile było przerobione tego szkła w ubiegłym roku. Wydaje mi się to mało prawdopodobne – mówił radny. – My nie odpuścimy. Nie możemy pozwolić na to, żeby ta sytuacja trwała w nieskończoność. Oczekujemy konkretnego działania albo hermetyzacji, albo przeniesienia tego zakładu – dodał.
Radny Zbigniew Werner ponownie apelował o stanowczą interwencję burmistrza. Opisywał sytuację z listopada, gdy – jak mówił – zapylenie i zadymienie w rejonie ulicy Klonowej i boiska było tak duże, że nie było niczego widać. Twierdził też, że instytucje kontrolne nie odpowiedziały skutecznie na jego zgłoszenia.
– Żądam od pana burmistrza, żeby po prostu wstawił się za nami, pomógł nam w tej sprawie z tym zakładem. Nie tylko tym zakładem, bo myślę, że wspólnymi siłami, wspólnie tu z radą miasta możemy wymóc na tych firmach, że po prostu niech się zamkną w taki sposób, że nie będą wychodzić poza teren zakładu – mówił.
Burmistrz przyznał, że gdyby dzisiejszą wiedzę posiadał kilka lat temu, prawdopodobnie inaczej oceniłby sprawę na etapie zgody na sprzedaż. Jednocześnie szeroko tłumaczył realia powstawania strefy ekonomicznej, kryzys gospodarczy, potrzebę pozyskiwania inwestorów i ówczesne oczekiwania mieszkańców związane z miejscami pracy.
– Oczywiście, że w jakimś stopniu też się czuję winnym, że ten zakład jest – skwitował.
Wskazywał jednak, że obecnie konieczne są zarówno działania bezpośrednie wobec firm, jak i presja na zmianę przepisów, w tym uchwalenie ustawy odorowej oraz zmiana klasyfikacji odpadów.
– Moim zdaniem oprócz działań bezpośrednio skierowanych do zakładów, jeszcze trzeba podjąć jeden wysiłek. Podjąć wysiłek wymuszenia na tych, którzy decydują o prawie, zmiany w prawodawstwie. Choćby wreszcie uchwalenie ustawy odorowej – mówił burmistrz.
Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że pył szklany może być chemicznie neutralny, ale fizycznie nie jest obojętny dla organizmu. Podkreślał też, że skoro w innych krajach zakłady tego typu mogą być hermetyzowane, mieszkańcy Lublińca nie powinni godzić się na niższy standard.
– Nie rozumiem tego, jak to jest, że jeżeli mamy do czynienia z dużymi firmami, z dużymi korporacjami, to na Zachodzie potrafią być zakłady zhermetyzowane, a w Polsce nie. Czuję się jak obywatel drugiej kategorii w tej sytuacji – dodawał.
Radna Irena Dyczkowska zapytała wprost, czy rada może podjąć głosowanie za zamknięciem uciążliwego zakładu. Odpowiedź przewodniczącej była ostrożna. Wskazała, że trzeba sprawdzić kompetencje i możliwości formalne.
– Czy my jako radni mamy prawo do tego, żeby po prostu zagłosować za tym, żeby ten zakład trujący został zamknięty. I on może się potem przenieść, jak chce. Ale żeby go po prostu zamknąć ze względu na te trucizny wszelakiego rodzaju – pytała Dyczkowska.
Lubliniec
Lubliniecka policja ostrzega quadowców. Chwila zabawy, tysiące złotych strat
Wraz z nadejściem wiosny na drogach, polnych ścieżkach i terenach otwartych coraz częściej pojawiają się quady, crossy oraz motocykle terenowe. Dla jednych to sposób na emocje, prędkość i oderwanie się od codzienności. Dla rolników bywa to jednak poważny problem, bo nielegalne przejazdy przez pola, łąki i grunty rolne mogą niszczyć uprawy, na które gospodarze pracowali przez wiele miesięcy.
Lubliniecka policja przypomina, że taka jazda nie jest niewinną rozrywką, jeśli odbywa się na cudzym terenie i bez zgody właściciela. Mundurowi zwracają uwagę, że szczególnie wiosną uprawy są wyjątkowo podatne na uszkodzenia. Młode rośliny dopiero się rozwijają, a przejazd ciężkiego pojazdu może zniszczyć nie tylko widoczne części roślin, ale również ich system korzeniowy i strukturę gleby.
– To, co dla kierującego może wydawać się krótkim przejazdem, w rzeczywistości może oznaczać bezpowrotne zniszczenie młodych zasiewów, uszkodzenie systemów korzeniowych roślin czy zniszczenie struktury gleby – zaznaczają policjanci.
Problem nie sprowadza się więc wyłącznie do kilku śladów opon. Dla rolnika takie zniszczenia mogą oznaczać konkretne straty finansowe – utracony plon, konieczność ponownego obsiewu, dodatkowe koszty paliwa, materiału siewnego, nawożenia, ochrony roślin, a czasem także rekultywacji gleby czy naprawy uszkodzonych urządzeń melioracyjnych.
Policja przypomina również o konsekwencjach prawnych. Wjazd na cudzy grunt bez zgody właściciela może stanowić wykroczenie. Zgodnie z art. 156 Kodeksu wykroczeń, osoba, która niszczy zasiewy, sadzonki lub trawę na cudzym gruncie rolnym albo leśnym, podlega karze grzywny albo karze nagany. Sąd może także orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego.

To jednak nie musi być koniec odpowiedzialności. Jeżeli szkody są większe, właściciel gruntu może dochodzić odszkodowania na drodze cywilnej. Chodzi między innymi o utracone plony, koszty ponownego obsiania pola, naprawę szkód w glebie czy uszkodzonej infrastrukturze.
– Zniszczenie jednego hektara młodego zboża może oznaczać stratę liczoną w tysiącach złotych, a w przypadku kukurydzy, rzepaku czy warzyw koszty mogą być jeszcze wyższe – wskazują mundurowi, dodając, że podobne zasady dotyczą także terenów leśnych.
Poruszanie się pojazdami po lesie bez uprawnienia lub zgody właściciela również jest wykroczeniem. Oznacza to, że quady, crossy i motocykle terenowe nie mogą być używane wszędzie tam, gdzie kierowca uzna, że „jest miejsce do jazdy”.
Mundurowi apelują więc do właścicieli takich pojazdów o rozsądek. Należy korzystać wyłącznie z miejsc do tego przeznaczonych, uzyskać zgodę właściciela terenu i pamiętać, że ślady kół mogą oznaczać nie tylko zniszczoną ziemię, ale również poważne konsekwencje prawne oraz finansowe.
Lubliniec
Trwa już rekrutacja do szkół średnich w powiecie lublinieckim. Ósmoklasiści muszą pilnować terminów
Przed absolwentami klas ósmych jeden z ważniejszych wyborów edukacyjnych. 11 maja rozpoczęła się rekrutacja do szkół ponadpodstawowych, w tym do placówek prowadzonych przez starostwo. Kandydaci mogą składać wnioski o przyjęcie do wybranej szkoły do 22 czerwca, do godz. 15.00.
Oferta szkół ponadpodstawowych w Lublińcu obejmuje zarówno licea, technika, jak i szkoły branżowe. Uczniowie mogą zapoznać się z propozycjami przygotowanymi przez Zespół Szkół nr 1 im. Adama Mickiewicza w Lublińcu, Zespół Szkół Ogólnokształcąco-Technicznych, Zespół Szkół Zawodowych oraz Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. To właśnie tam ósmoklasiści będą mogli kontynuować naukę zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, wynikami oraz planami dotyczącymi dalszej edukacji lub przyszłej pracy.

Pierwszy etap rekrutacji potrwa do 22 czerwca. W tym czasie kandydaci składają wnioski o przyjęcie do szkoły ponadpodstawowej. Kolejny ważny termin przypada od 26 czerwca do 10 lipca, również do godz. 15.00. Wtedy będzie można uzupełnić wcześniej złożony wniosek o świadectwo ukończenia szkoły podstawowej oraz zaświadczenie o wynikach egzaminu ósmoklasisty. W tym samym czasie kandydaci będą mogli także dokonać ewentualnych zmian we wniosku, w tym zmienić wybrane szkoły lub oddziały.
Listy kandydatów zakwalifikowanych do przyjęcia zostaną opublikowane 15 lipca. To jednak nie będzie jeszcze koniec procedury. Od 15 do 20 lipca uczniowie zakwalifikowani do poszczególnych oddziałów będą musieli potwierdzić wolę podjęcia nauki. W tym celu należy złożyć oryginał świadectwa ukończenia szkoły podstawowej oraz oryginał zaświadczenia o wynikach egzaminu ósmoklasisty, o ile dokumenty te nie zostały dostarczone wcześniej.

W przypadku szkół prowadzących kształcenie zawodowe konieczne będzie również przedstawienie zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego brak przeciwwskazań zdrowotnych do podjęcia praktycznej nauki zawodu. Ostateczne listy kandydatów przyjętych i nieprzyjętych zostaną podane do wiadomości 21 lipca.
Dla tych, którzy nie dostaną się do wybranej szkoły lub będą chcieli ubiegać się o miejsce w oddziałach, w których pozostaną wolne miejsca, przewidziano rekrutację uzupełniającą. Rozpocznie się ona 23 lipca i potrwa do 29 lipca.
– Szczegółowe informacje dotyczące zasad rekrutacji, harmonogramu oraz obsługi systemu elektronicznego dostępne są na stronie slaskie.edu.com.pl. Warto śledzić również strony internetowe poszczególnych szkół, gdzie publikowane są szczegółowe oferty, profile klas, kierunki kształcenia oraz informacje organizacyjne dla kandydatów i rodziców – zaznacza biuro prasowe lublinieckiego starostwa.
Lubliniec
Lubliniecki dworzec czeka kompleksowa metamorfoza. PKP zrobiły pierwszy formalny krok
Dworzec kolejowy w Lublińcu ma przejść gruntowną przebudowę. Polskie Koleje Państwowe ogłosiły przetarg na przygotowanie dokumentacji projektowej dla tej inwestycji. To pierwszy formalny krok do modernizacji obiektu, z którego korzystają pasażerowie połączeń regionalnych i dalekobieżnych.
Przedsięwzięcie realizowane jest w ramach programu inwestycyjnego PKP „Dworce Przyjazne Pasażerom”. Jego celem jest poprawa standardu obsługi podróżnych, likwidacja barier architektonicznych oraz dostosowanie kolejowych obiektów do współczesnych potrzeb pasażerów. Obok Lublińca podobne działania obejmują także dworce w Szamotułach i Mikołowie, jednak to lubliniecki obiekt ma przejść jedną z bardziej wyczekiwanych metamorfoz w regionie.

Zakres planowanych prac w Lublińcu nie ograniczy się wyłącznie do odświeżenia budynku. PKP zapowiadają renowację elewacji i wnętrz z poszanowaniem dotychczasowej architektury dworca. Szczególną uwagę zwraca zapowiedź zachowania i konserwacji mozaiki z lat 70., znajdującej się wewnątrz budynku. To detal, który dla wielu pasażerów jest jednym z charakterystycznych elementów lublinieckiego dworca i częścią jego historii.
Modernizacja ma objąć także dostosowanie powierzchni dworca do faktycznego zapotrzebowania. W praktyce oznacza to, że obiekt ma być bardziej funkcjonalny, wygodniejszy w codziennym użytkowaniu i lepiej odpowiadać na potrzeby osób korzystających z kolei. Jednym z głównych założeń inwestycji jest likwidacja barier architektonicznych, tak aby z budynku mogli swobodnie korzystać seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami, rodzice z wózkami oraz pasażerowie z większym bagażem.
Planowane są również nowoczesne systemy bezpieczeństwa i monitoringu oraz rozwiązania przyjazne środowisku. PKP podkreślają, że modernizowane dworce mają być nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim praktyczne, bezpieczne i dostępne.

Na razie inwestycja jest na etapie projektowym. Wybrany w przetargu wykonawca przygotuje dokumentację, która stanie się podstawą do późniejszych robót budowlanych. Zainteresowane firmy mogą składać oferty dotyczące opracowania projektu do 20 maja.
– Konsekwentnie pracujemy nad podnoszeniem jakości obsługi podróżnych korzystających z kolei. Kluczowym elementem naszych działań jest program inwestycyjny „Dworce Przyjazne Pasażerom”, który umożliwia poprawę standardu obsługi na jeszcze większej liczbie dworców w całej Polsce. Kolejne inwestycje, rozpoczynające się właśnie w Mikołowie, Lublińcu i Szamotułach, to ważne działania dla lokalnych społeczności, dzięki którym zyskają komfort i bezpieczeństwo podróży – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP ds. inwestycji i rozwoju.
Lubliniec
Śmiertelny wypadek sprzed roku wraca aktem oskarżenia. Przed sądem stanie 26-letni kierowca
Tragiczna kolizja na ulicy Oleskiej w Lublińcu, w którym zginął 49-letni motocyklista, będzie miał swój sądowy ciąg dalszy. Prokuratura Rejonowa w Lublińcu skierowała akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi G., zarzucając mu spowodowanie śmiertelnego wypadku drogowego. Do zdarzenia doszło 26 kwietnia 2025 roku. Teraz sprawa trafi na salę rozpraw, gdzie sąd będzie musiał ocenić odpowiedzialność kierowcy samochodu, ale również znaczenie zachowania samego motocyklisty.
Według ustaleń śledztwa Przemysław G. jechał fordem ulicą Oleską w Lublińcu. W pewnym momencie rozpoczął manewr skrętu w lewo, kierując się na stację paliw. Żeby to zrobić, musiał przeciąć pas ruchu przeznaczony dla pojazdów jadących z przeciwnego kierunku. Właśnie wtedy doszło do zderzenia z motocyklem. 49-letni kierujący jednośladem doznał urazu wielonarządowego i zginął na miejscu.
Warunki na drodze były dobre. Było widno, a więc – jak wynika z ustaleń – nic nie wskazywało na to, by widoczność lub pogoda mogły tłumaczyć dramatyczny finał manewru. Kluczowa dla sprawy okazała się opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Biegły uznał, że kierowca forda naruszył zasady bezpieczeństwa, ponieważ podczas skrętu nie zachował szczególnej ostrożności i nie ustąpił pierwszeństwa motocykliście. Według opinii miał możliwość ocenić prędkość nadjeżdżającego pojazdu i zrezygnować z kontynuowania manewru.
Sprawa nie jest jednak czarno-biała. Z tej samej opinii wynika bowiem, że przepisy naruszył także motocyklista. Na odcinku, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h, miał poruszać się z prędkością od 91 do 102 km/h. To ustalenie będzie jednym z najważniejszych punktów procesu, bo oskarżony nie przyznał się do winy i wskazał właśnie na nadmierną prędkość motocyklisty jako przyczynę tragedii.

Prokuratura uznała jednak, że materiał dowodowy pozwala na postawienie Przemysława G. przed sądem. 26-latek, z zawodu inżynier, nie był wcześniej karany. Zarzucane mu przestępstwo spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym zagrożone jest karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Lubliniec
Człowiek z Lublińca na generalskim szczycie. Michał Strzelecki awansowany na generała dywizji
To jedna z tych informacji, które w Lublińcu wybrzmiewają mocniej niż zwykła wojskowa nominacja. Gen. bryg. Michał Strzelecki, obecny dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych, został mianowany na stopień generała dywizji. Akt mianowania został mu wręczony przez prezydenta Karola Nawrockiego 2 maja, w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Dla wielu mieszkańców regionu to awans człowieka, który przez lata był związany z Jednostką Wojskową Komandosów i wojskową historią Lublińca.
Strzelecki nie jest oficerem, który pojawił się w Wojskach Specjalnych znikąd. Od początku swojej służby był związany z lubliniecką jednostką. To tutaj przechodził kolejne etapy wojskowej drogi, dowodził grupami i sekcjami, służył w zespołach bojowych, a później sam stanął na czele Jednostki Wojskowej Komandosów. W latach 2016-2021 był jej dowódcą. Kierował formacją, która od lat jest jednym z najmocniejszych symboli Lublińca.
Ma za sobą także doświadczenie, którego nie da się zdobyć zza biurka. Wielokrotnie brał udział w misjach zagranicznych, między innymi w Iraku i Afganistanie. W dostępnych biogramach podkreśla się, że pełnił służbę w zespołach bojowych, w tym czterokrotnie w ramach Polskich Kontyngentów Wojskowych. To właśnie takie doświadczenie – operacyjne, dowódcze i zdobywane w realnych warunkach – stało się później przepustką do kolejnych, coraz ważniejszych funkcji.
Po okresie lublinieckim Strzelecki objął dowodzenie 6. Brygadą Powietrznodesantową w Krakowie, jedną z najbardziej rozpoznawalnych jednostek wojsk aeromobilnych. Następnie, od lipca 2025 roku, został dowódcą Komponentu Wojsk Specjalnych, a więc oficerem odpowiedzialnym za całość jednego z najbardziej wymagających obszarów polskiej armii.

Dlatego ten awans ma dla Lublińca wymiar symboliczny. Pokazuje drogę oficera, który zaczynał i dojrzewał zawodowo w środowisku lublinieckich komandosów, a dziś stoi na jednym z najważniejszych stanowisk w Wojskach Specjalnych. To także przypomnienie, że wojskowa tożsamość miasta nie jest tylko historią jednostki, sztandarów i uroczystości. Tworzą ją konkretni ludzie, ich służba, doświadczenie i decyzje podejmowane przez lata.
Lubliniec
Biało-czerwony Lubliniec. Bieg Konstytucji połączył pokolenia
To nie był zwykły bieg z numerem startowym, pomiarem czasu i medalem na mecie. Tegoroczny Bieg Konstytucji 3 Maja w Lublińcu stał się jednym z tych wydarzeń, w których sport naturalnie połączył się z patriotycznym świętowaniem, rodzinną atmosferą i poczuciem lokalnej wspólnoty. Na starcie stanęło prawie ośmiuset uczestników, a za ich plecami – całe zaplecze ludzi, instytucji i wolontariuszy, bez których taka impreza nie mogłaby wybrzmieć z podobną siłą.
Lubliniecka odsłona majowego biegu pokazała, że rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja można uczcić nie tylko podczas oficjalnych uroczystości, ale również w ruchu, z uśmiechem, w gronie rodziny, przyjaciół i sąsiadów. Na trasie pojawili się najmłodsi biegacze, dla których mógł to być pierwszy sportowy start w życiu, młodzież, rodzice, dziadkowie oraz doświadczeni zawodnicy. Każdy dopisał do tego wydarzenia własną historię – jedni walczyli o wynik, inni o dobrą zabawę, jeszcze inni po prostu chcieli być częścią wspólnego święta.

Organizatorzy z Wojskowego Klubu Biegacza META nie kryli satysfakcji. Frekwencja, atmosfera i sprawny przebieg wydarzenia były dla nich najlepszym potwierdzeniem, że lubliniecki bieg ma już swoje mocne miejsce w kalendarzu lokalnych obchodów.
– Bieg był prawdziwym triumfem sportowego ducha i patriotycznej wspólnoty. Z dumą patrzymy na to, co udało nam się wspólnie osiągnąć. Sukces tego wydarzenia to efekt współpracy wielu osób i instytucji. Sport nie zna barier wieku, a wspólne świętowanie rocznicy Konstytucji 3 Maja potrafi zjednoczyć całe rodziny. Dla takiej pasji i uśmiechów warto organizować takie wydarzenia – podkreślił Mirosław Szraucner, prezes WKB META.
Za widocznym sukcesem imprezy stała praca wielu osób. Wydarzenie zostało sfinansowane przez Urząd Miejski w Lublińcu, który wsparł je również organizacyjnie. W dekoracji zawodników uczestniczyli przedstawiciele miejskiego samorządu, podkreślając, że sportowa część obchodów stała się ważnym elementem majowego świętowania w mieście.

Ogrom pracy wykonali członkowie stowarzyszenia oraz ich bliscy. To oni tworzyli organizacyjny kręgosłup wydarzenia – od przygotowań, przez obsługę biegu, po dopilnowanie detali, które dla uczestników często pozostają niewidoczne, ale decydują o jakości całej imprezy. Nie zabrakło także wsparcia służb, harcerzy i wolontariuszy.
Trasę zabezpieczali harcerze z Hufca ZHP w Lublińcu, o porządek dbała straż miejska, a młodzież z Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza w Lublińcu wsparła organizatorów energią, zaangażowaniem i gotowością do pracy. Zapewniono również zabezpieczenie medyczne.
Bieg Konstytucji 3 Maja w Lublińcu okazał się więc czymś znacznie większym niż tylko sportowym punktem programu miejskich obchodów. Był obrazem miasta, które potrafi świętować razem – aktywnie, radośnie i z autentycznym zaangażowaniem. Biało-czerwone akcenty, rodzinna atmosfera i setki osób na trasie stworzyły wydarzenie, które łączyło pokolenia.
– Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli przy organizacji tego święta. Każdy gest pomocy złożył się na nasz wspólny sukces. Dziękujemy, że razem stworzyliśmy coś tak wyjątkowego – podsumowali organizatorzy.















Lubliniec
Budżet obywatelski w Lublińcu wchodzi w decydującą fazę. Znamy projekty dopuszczone do głosowania
Lubliniec jest coraz bliżej wyboru zadań, które zostaną zrealizowane w ramach XI edycji budżetu obywatelskiego. 29 kwietnia zakończył się etap oceny propozycji zgłoszonych przez mieszkańców. Teraz wiadomo już, które projekty trafią pod głosowanie, a które na razie otrzymały ocenę negatywną i mogą jeszcze zostać objęte procedurą odwoławczą.
Na liście projektów, które uzyskały pozytywną ocenę, znalazły się zarówno zadania infrastrukturalne, jak i społeczne oraz rekreacyjne. Mieszkańcy będą mogli głosować między innymi na utwardzenie nawierzchni parkingowej przy Zespole Szkół Zawodowych w Lublińcu, budowę chodnika przy ulicy Rzeźniczka i Szymały, projekt „Zielona Trójprzestrzeń”, budowę chodnika i zjazdu z drogi gminnej przy Klubie JWK, a także bezpłatną kastrację i czipowanie kotów.

Do dalszego etapu przeszły również propozycje dotyczące zagospodarowania terenu przed budynkiem Zespołu Pieśni i Tańca „Halka”, utwardzenia pobocza przy ulicy 74 GPP w granicy pasa drogowego, oświetlenia skateparku pod nazwą „Światło Skateparku”, projektu „Jedynkowa Strefa Ruchu i Zabawy” oraz parkingu przy wybiegu dla psów „Psia Baza Zachód” w Lublińcu.

Nie wszystkie zgłoszenia uzyskały jednak pozytywną ocenę. Negatywnie oceniono trzy propozycje. Chodzi o „Strefę Cienia i Relaksu na placu zabaw: Komfort dla dzieci i rodziców”, „Kamerę na bocianim gnieździe” oraz „Wakacyjne Dziełaki” – świetlica i warsztaty dla dzieci w Lublińcu. Nie oznacza to jeszcze definitywnego zakończenia procedury dla tych projektów, ponieważ ich wnioskodawcy mają prawo do odwołania, do 6 maja, o ostateczne decyzje powinny zapaść do 15 maja. Wynik tej procedury będzie ostateczny.
Po tym ruszy już głosowanie. Start przewidziano na 25 maja, a całość potrwa do 12 czerwca.
Lubliniec
Pożegnali Łukasza Litewkę. Kilkadziesiąt osób przeszło w spacerze pamięci
W środowe popołudnie kilkadziesiąt osób spotkało się w Lublińcu, by uczcić pamięć zmarłego tragicznie Łukasza Litewki. Nie było to pożegnanie oparte na wielkich słowach czy oficjalnym ceremoniale, ale spokojny, symboliczny marsz oraz gest konkretnej pomocy – dokładnie w duchu wartości, z którymi poseł był kojarzony przez wielu ludzi.
Uczestnicy zebrali się o godz. 18.00 na Rynku. Stamtąd wyruszył spacer pamięci, który miał być lokalnym wyrazem solidarności po śmierci polityka, społecznika i osoby od lat angażującej się w pomoc dzieciom, ludziom w kryzysie oraz zwierzętom. Dla wielu uczestników było to pożegnanie człowieka, którego działalność wykraczała daleko poza partyjne szyldy i bieżące spory polityczne.

Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej, potrącony podczas jazdy rowerem przez samochód. Jego śmierć poruszyła nie tylko środowisko polityczne, ale również tysiące osób, które znały go przede wszystkim z działalności społecznej i licznych akcji pomocowych. W dniu jego pogrzebu, zaplanowanego na 29 kwietnia w Sosnowcu, mieszkańcy Lublińca postanowili pożegnać go także u siebie.
Inicjatywa marszu wyszła od radnej Czesławy Włuki, która zaprosiła mieszkańców do udziału w wydarzeniu mającym łączyć pamięć z realnym działaniem. Dlatego marszowi towarzyszyła zbiórka karmy i najpotrzebniejszych rzeczy dla lokalnych organizacji pomagających zwierzętom. Ten element nie był przypadkowy – Litewka przez lata angażował się w pomoc czworonogom, wspierał schroniska, nagłaśniał zbiórki i wykorzystywał swoją rozpoznawalność, by kierować uwagę opinii publicznej na tych, którzy sami o pomoc upomnieć się nie mogą.

Organizatorzy podkreślali, że nie chodziło o polityczną manifestację, lecz o prosty gest pamięci. Marsz miał przypomnieć, że najtrwalszym śladem po człowieku nie są deklaracje, lecz konkretne dobro, które po sobie zostawia. W przypadku Łukasza Litewki tym dobrem były między innymi akcje pomocowe, wsparcie dla potrzebujących rodzin, zaangażowanie w sprawy osób słabszych oraz konsekwentne upominanie się o los zwierząt.
Lubliniec
Szykują się na obchody 3 Maja. Będzie część oficjalna, msza i bieg konstytucyjny
Lubliniec przygotowuje się do obchodów Święta Konstytucji 3 Maja. Uroczystości zaplanowano już od wczesnych godzin porannych. Ich główna część rozpocznie się o godz. 8.50 na terenie cmentarza wojskowego.
Obchody będą miały tradycyjny, patriotyczny charakter. Na cmentarzu wojskowym pojawią się poczty sztandarowe organizacji pozarządowych, służb mundurowych, szkół oraz środowisk kombatanckich. W uroczystości weźmie również udział pododdział honorowy z Jednostki Wojskowej Komandosów. W programie przewidziano m.in. wprowadzenie w temat święta, powitanie gości, złożenie meldunku oraz podniesienie flagi państwowej przy dźwiękach hymnu odegranego przez Miejską Orkiestrę Dętą Lubliniec.

Nie zabraknie także wystąpień okolicznościowych, a delegacje złożą kwiaty pod pomnikiem poległych. To będzie centralny punkt miejskich obchodów i moment wspólnego oddania hołdu tym, którzy zapisali się w historii walki o wolność i niepodległość.
Po części oficjalnej uczestnicy będą mogli wziąć udział w uroczystej mszy świętej w intencji ojczyzny i miasta. Nabożeństwo rozpocznie się o godz. 10.00 w kościele pw. św. Piotra Jerzego Frassati.

Na tym jednak program się nie kończy. O godz. 11.00 na Stadionie Miejskim w Lublińcu zaplanowano ułożenie symbolicznego „żywego napisu”, a kwadrans później rozpocznie się Bieg Konstytucji 3 Maja. Współorganizatorem sportowej części obchodów jest WKB Meta Lubliniec. O samym wydarzeniu pisaliśmy szerzej tutaj.
Urzędnicy zwracają się również do mieszkańców z prośbą o udekorowanie budynków i posesji flagami narodowymi. Majowe święto będzie więc w Lublińcu okazją nie tylko do udziału w oficjalnych uroczystościach, ale także do wspólnego pokazania przywiązania do biało-czerwonych barw.
Lubliniec
Spacer pamięci Łukasza Litewki w Lublińcu. Zamiast kwiatów i zniczy będzie pomoc dla zwierząt
Śmierć Łukasza Litewki poruszyła nie tylko środowisko polityczne, ale również wiele osób, które kojarzyły go przede wszystkim z konkretną pomocą niesioną dzieciom, osobom w kryzysie i zwierzętom. Poseł zginął 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej, potrącony podczas jazdy rowerem przez samochód. W dniu jego pogrzebu, zaplanowanego na 29 kwietnia w Sosnowcu, mieszkańcy Lublińca chcą pożegnać go po swojemu – spokojnym spacerem pamięci i zbiórką darów dla lokalnych organizacji pomagających zwierzętom.
Spotkanie odbędzie się w środę (29 kwietnia) o godz. 18.00 na Rynku w Lublińcu. Nie ma mieć charakteru oficjalnej uroczystości ani politycznej manifestacji. Ma być raczej wspólnym, symbolicznym gestem tych, którzy czują, że wobec śmierci Łukasza Litewki nie da się przejść obojętnie. Organizatorką wydarzenia jest radna Lublińca Czesława Włuka, która podkreśla, że dla wielu osób Litewka nie był przede wszystkim politykiem, ale człowiekiem kojarzonym z pomocą, empatią i skutecznym działaniem.

Uczestnicy spaceru proszeni są, by zamiast kwiatów i zniczy przynieśli karmę dla psów i kotów, podkłady, chusteczki oraz inne rzeczy potrzebne w codziennej opiece nad zwierzętami. Zebrane dary trafią do Stowarzyszenia Pomocy Bezdomnym Kotom „Felis” w Lublińcu oraz do OTOZ Animals Inspektorat Lubliniec. To forma pożegnania, która bezpośrednio nawiązuje do tego, z czym Litewka był przez lata kojarzony – nie z pustymi gestami, ale z pomocą, która trafiała tam, gdzie była naprawdę potrzebna.
– Myślę, że potrafimy się jednoczyć, że nie jesteśmy w stanie przejść obok śmierci tak wspaniałego człowieka. Dla wielu z nas on nie był politykiem. Był człowiekiem, który uczył pracy i pomocy innym – mówi Czesława Włuka.
Radna wspomina również osobistą rozmowę z Łukaszem Litewką, która, jak przyznaje, mocno zapadła jej w pamięć. Chodziło o działania pomocowe prowadzone dla małego Kuby. To doświadczenie, jak mówi, pokazało jej, że pomaganie bywa trudne organizacyjnie, ale w swojej istocie zależy od prostej decyzji człowieka: czy chce się zaangażować, czy przejdzie obok.
– Do dzisiaj pamiętam, gdy walczyliśmy o Kubę i udało mi się rozmawiać z Łukaszem. To jest rozmowa, która została we mnie i zostanie chyba do końca mojego życia. Pokazał, jak trudno, a zarazem jak łatwo jest pomagać, bo to od nas zależy. Nie można przejść obok tego bez echa – podkreśla.

Wybór formy lublinieckiego pożegnania nie jest przypadkowy. Łukasz Litewka wielokrotnie angażował się w pomoc dzieciom i zwierzętom, dlatego organizatorzy chcą, aby pamięć o nim miała konkretny wymiar. Spacer ma być nie tylko chwilą zadumy, ale też działaniem, które przyniesie realny efekt.
– Psy, koty i dzieci były dla niego najważniejsze. Taki spacer ma pokazać, że jesteśmy razem. Zamiast kwiatów i zniczy na pewno ucieszyłby się z tego, że zostanie przyniesiona karma i inne rzeczy potrzebne naszym zwierzętom – dodaje Czesława Włuka.
Środa została wybrana świadomie. Tego dnia najbliżsi pożegnają posła podczas uroczystości pogrzebowych w Sosnowcu. Lublinieckie spotkanie ma być natomiast przestrzenią dla tych, którzy chcą wyrazić pamięć i solidarność lokalnie, bez naruszania prywatności rodziny.
– To dzień, kiedy pożegnają go w kościele najbliżsi, bo to jest ich miejsce. Nie po to, żeby tam jechać i patrzeć. Wszędzie można być razem z Łukaszem – mówi radna.
Spacer pamięci rozpocznie się o godz. 18.00 na Rynku w Lublińcu. Organizatorzy zachęcają mieszkańców, by przyszli, stanęli razem i przynieśli rzeczy, które pomogą lokalnym zwierzętom. Jak podkreśla Czesława Włuka, to spotkanie ma być gestem, który pozostawi po sobie coś więcej niż wspomnienie.
– Nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim, ale nie jesteśmy też w stanie zrozumieć tej śmierci, dlatego się spotkamy. Mam nadzieję, że nie będzie tak, że później o nim zapomnimy, bo o takim człowieku nie da się zapomnieć – podsumowuje.
Lubliniec
Agresywni sprawcy mają się czego obawiać. Policjanci będą mogli teraz używać paralizatorów
W Komendzie Powiatowej Policji w Lublińcu przeprowadzono szkolenie dla funkcjonariuszy, którzy będą korzystać z paralizatora podczas codziennej służby. Zajęcia odbyły się w ubiegłym tygodniu i zakończyły egzaminem potwierdzającym przygotowanie policjantów do używania tego środka przymusu bezpośredniego.
W szkoleniu uczestniczyli funkcjonariusze z ogniwa patrolowo-interwencyjnego. Przez dwa dni doskonalili zasady prawidłowego i bezpiecznego użycia paralizatora w sytuacjach, z którymi mogą spotkać się podczas interwencji. Zajęcia zrealizowano przy współpracy instruktora z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach oraz instruktora lublinieckiej komendy.

Paralizator jest jednym ze środków przymusu bezpośredniego. Może być wykorzystywany przede wszystkim wobec osób agresywnych, stwarzających zagrożenie lub niestosujących się do poleceń wydawanych przez policjantów. Z tego powodu funkcjonariusz, zanim zostanie dopuszczony do korzystania z takiego wyposażenia, musi ukończyć specjalistyczne szkolenie i zdać egzamin.
Dla policjantów pełniących służbę patrolowo-interwencyjną takie przygotowanie ma szczególne znaczenie. To właśnie oni najczęściej jako pierwsi pojawiają się na miejscu zgłoszeń, gdzie sytuacja bywa dynamiczna i wymaga szybkiej, ale jednocześnie odpowiedzialnej reakcji. Umiejętność właściwego wykorzystania dostępnych środków przymusu bezpośredniego jest więc elementem codziennego przygotowania do służby.

– Podnoszenie kwalifikacji policjantów lublinieckiej komendy ma charakter ciągły. Regularnie organizowane są różne szkolenia, strzeleckie, sprawności fizycznej oraz doskonalenia zawodowego obejmującego zagadnienia związane z przeciwdziałaniem handlowi ludźmi, oraz przemocą domową – podkreśla biuro prasowe lublinieckiej komendy.
Lubliniec
Cegielniana ma być gotowa przed czasem. Wykonawca deklaruje szybszy finał prac
Przebudowa ulicy Cegielnianej w Lublińcu trwa, a wiele wskazuje na to, że inwestycja może zakończyć się znacznie wcześniej, niż zakłada umowa. Choć formalny termin realizacji zadania wyznaczono na koniec lipca przyszłego roku, wykonawca robót deklaruje – jak informuje magistrat – że całość uda się sfinalizować już do końca grudnia roku bieżącego.
To dobra wiadomość dla mieszkańców, bo zakres prac jest bardzo szeroki. Inwestycja obejmuje kompleksową modernizację ulicy, w tym przebudowę jezdni oraz budowę nowego chodnika po wschodniej stronie drogi. Oprócz tego zaplanowano przebudowę kanalizacji deszczowej wraz z przyłączami do posesji i studzienkami ściekowymi, a także rozbudowę i modernizację kanalizacji sanitarnej.

W praktyce oznacza to nie tylko nową nawierzchnię, ale całościowe uporządkowanie jednej z ważniejszych ulic.
– Nowa jezdnia z mieszanki mineralno-asfaltowej ma objąć około 5750 m², chodniki z kostki betonowej ponad 1550 m², a zjazdy do posesji przeszło 500 m². W ramach zadania wykonane zostaną też liczne elementy infrastruktury drogowej, w tym krawężniki i obrzeża betonowe – wyliczają w komunikacie przedstawiciele lublinieckiego urzędu miejskiego.

Jak dodają, istotną częścią inwestycji są również roboty podziemne. Powstanie kanał z rur PVC-U wraz z niezbędną infrastrukturą towarzyszącą, w tym studniami i studzienkami ściekowymi. Przebudowie poddane zostaną także sieci elektroenergetyczna o długości około 930 metrów oraz teletechniczna licząca około 370 metrów.
Całkowita wartość inwestycji przekracza 3,7 mln zł.
Lubliniec
Sesja prawdy o szpitalu w Lublińcu. Wszyscy wskazują winnych, nikt nie bierze odpowiedzialności
Wczorajsza, nadzwyczajna sesja Rady Powiatu w Lublińcu, poświęcona sytuacji Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej, przyniosła długą i momentami bardzo nerwową debatę o stanie placówki, odpowiedzialności za jej obecne położenie oraz możliwych kierunkach dalszych działań. W centrum dyskusji znalazły się finanse szpitala, brak kadry, ograniczony zakres działalności, a także pytanie, czy placówka jest dziś w stanie zapewnić mieszkańcom bezpieczne leczenie.
Już na początku obrad starosta poinformował o decyzjach podjętych przez zarząd powiatu w okresie międzysesyjnym. Jak przekazał, 31 marca, na wniosek ówczesnego dyrektora Gabriela Dorsa, zarząd przyjął uchwałę o rozwiązaniu z nim umowy o pracę za porozumieniem stron. Tego samego dnia podjęto uchwałę o zatrudnieniu Karoliny Famuły na stanowisku pełniącej obowiązki dyrektora SP ZOZ w Lublińcu. Dodał ponadto, że już 2 kwietnia, razem z nową dyrektor i wicestarostą, udał się do Częstochowy na rozmowy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych.
– Pojechaliśmy do dyrekcji ZUS-u w Częstochowie na dosyć trudne rozmowy i negocjacje w sprawie ugody z ZUS-em i rozłożenia na raty zobowiązań wobec ZUS-u, które ma SP ZOZ. Takowa ugoda została zawarta. Pani dyrektor podpisała taką ugodę i mamy ugodę ratalną z ZUS-em – relacjonował.
Właściwa część sesji rozpoczęła się od przedstawienia informacji przez nową szefową placówki. Karolina Famuła nie pozostawiła złudzeń co do skali problemów.
– Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Lublińcu od wielu lat zmaga się z problemami finansowymi, które w dużej mierze wynikają z niedoszacowania wyceny świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia, wzrostu kosztów wynagrodzeń wynikających z ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne, inflacji, kosztów energii, leków, wyrobów medycznych, obowiązku utrzymania oddziałów nierentownych i norm zatrudnienia – wyliczała.
Jak podała, rok 2025 szpital zamknął stratą w wysokości 14,69 mln zł, a za same dwa pierwsze miesiące bieżącego roku strata przekroczyła 2 mln zł. W tym czasie przychody ze sprzedaży wyniosły niecałe 7,46 mln zł, z czego 5,43 mln zł pochodziło z kontraktu z NFZ, 1,69 mln zł ze świadczeń ratownictwa medycznego, 288 tys. zł z pozostałej sprzedaży medycznej, a 39 tys. zł ze sprzedaży niemedycznej. Koszty działalności operacyjnej za ten sam okres wyniosły 9,76 mln zł, a największy udział miały wynagrodzenia – 6,75 mln zł.
– Po pokryciu kosztów wynagrodzeń przychodami ze sprzedaży do dyspozycji pozostaje kwota 704 tys. zł w okresie dwóch miesięcy, co daje średniomiesięczną kwotę 352 tys. zł, przy czym kwota raty pożyczki wynosi 335 tys. zł – wskazała.

Dyrektor mówiła też o gwałtownym pogorszeniu sytuacji od końca listopada ubiegłego roku. Jak przypomniała, szpital mierzył się z zajęciami komorniczymi rachunków bankowych i wierzytelności, a jednocześnie doszło do zmniejszenia ryczałtu z NFZ o ponad 2,42 mln zł.
– Konsekwencją w tej sytuacji był brak zapłaty w całości wynagrodzeń dla pracowników – przyznała. – Zobowiązania z tytułu wynagrodzeń dla pracowników z tytułu umów o pracę oraz umów zleceń wynoszą 1,04 mln zł, natomiast zobowiązania wymagalne z tytułu umów kontraktowych wynoszą 4,3 mln zł – podała.
Poinformowała jednocześnie, że po podpisaniu ugody z ZUS doszło do zawieszenia postępowań komorniczych, a od marca ryczałt został zwiększony o 724 tys. zł miesięcznie, co ma pozwolić na systematyczne regulowanie zaległości wobec pracowników.
W dalszej części wystąpienia przedstawiła obecny zakres działalności placówki. Jak mówiła, obecnie funkcjonują oddziały pediatrii i chorób wewnętrznych, izba przyjęć, nocna i świąteczna opieka zdrowotna, a także poradnie specjalistyczne, w tym poradnia chorób piersi, ginekologiczna, chorób płuc, chirurgiczna i diabetologiczna. W sprawie wznowienia poradni kardiologicznej i pracowni endoskopii wciąż prowadzone są rozmowy z lekarzami.
Dyrektor zwróciła również uwagę na nowy problem związany z rozliczaniem endoskopii.
– Pracownia endoskopii wykonywała świadczenia medyczne ponad limit ustalony w umowie z NFZ, który dotychczas był płacony w 100 proc. Natomiast od 1 kwietnia świadczenia te będą płacone w 60 proc. po zakończonym roku – wyjaśniała. – To oznacza, że szpital będzie zobowiązany do zapłaty wynagrodzeń i innych kosztów na bieżąco, natomiast NFZ zapłaci szpitalowi po zakończeniu 2026 roku, czyli najprawdopodobniej w 2027 roku – dodawała.
Na zakończenie swojej wypowiedzi podkreśliła, że pełni funkcję niespełna trzy tygodnie, a jednym z największych wyzwań pozostaje zabezpieczenie pełnej obsady lekarskiej.
Po niej głos zabrał doradca ds. reorganizacji, który przedstawił ramowy plan działań naprawczych. Zaznaczył jednak od razu, że nie jest to jeszcze dokument szczegółowy.
– Ten plan jest dopiero w zarysie ogólnym, można powiedzieć, ale ma charakter operacyjny i realistyczny. Zakłada działania naprawcze oraz stopniowe wdrażanie zmian systemowych – mówił.
Wskazywał, że problem narastał przez lata i ma charakter systemowy. Wśród głównych przyczyn wymieniał niedofinansowanie ustawowych podwyżek płac, wadliwą wycenę procedur medycznych, zmienność przepisów, zagęszczenie placówek w województwie śląskim oraz dramatyczne braki kadrowe.
– Cele nadrzędne to zabezpieczenie medyczne powiatu, odbudowa potencjału szpitala oraz zachowanie ciągłości działania i stabilizacja kadr – podkreślał.
Wśród proponowanych działań mówił o przywróceniu płynności, restrukturyzacji zadłużenia, optymalizacji zatrudnienia, przeprofilowaniu działalności szpitala i odejściu od części działalności zabiegowej na rzecz zachowawczej.
– Wydaje się, że to jest kierunek, który w przypadku naszego szpitala jest chyba jednym z kluczowych, jedynym – stwierdził, odnosząc się do przejścia od działalności zabiegowej w stronę interny i pediatrii.
Zapowiedział też dążenie do zachowania części działalności zabiegowej, ale w formule jednodniowej.
– Docelowo będziemy dążyć do tego, żeby tę działalność zachować, ale w trochę innym trybie, czyli w trybie jednodniowym – wyjaśniał.
Doradca mówił również o możliwości szerszego wykorzystania infrastruktury szpitala, w tym wynajmu części pomieszczeń, a także o szukaniu finansowania zewnętrznego, między innymi z Funduszu Medycznego.
Po tych dwóch wystąpieniach rozpoczęła się najdłuższa i najbardziej burzliwa część sesji. Już na początku dało się odczuć spór o samą formułę dyskusji. Część radnych chciała pytać szczegółowo o sprawy organizacyjne i kadrowe, przewodniczący próbował natomiast pilnować, by rozmowa koncentrowała się szerzej na sytuacji szpitala.

Jeden z radnych pytał między innymi o powołanie pełniącej obowiązki dyrektora.
– Na jaki okres czasu? – dopytywał.
W odpowiedzi usłyszał, że wszystko zgodnie z prawem, czyli do sześciu miesięcy może być pełniący obowiązki, a później będzie organizowany konkurs.
Kolejne pytania dotyczyły zatrudnienia doradcy ds. reorganizacji. Radni pytali o tryb podjęcia współpracy, dokumenty inicjujące, wysokość wynagrodzenia oraz zakres obowiązków. Z wypowiedzi jednego z radnych wynikało, że wystąpił do szpitala o informację publiczną i uzyskał dokumenty dotyczące tej umowy.
– SP ZOZ w Lublińcu 26 marca zawarł umowę doradczą w zakresie zarządzania placówką, koordynowania działań komórek organizacyjnych oraz przeprowadzania programu reorganizacji – odczytywał z dokumentów.
Przywołał też odpowiedź, z której wynikało, że nie sporządzono odrębnego dokumentu inicjującego, nie przeprowadzono formalnego rozeznania rynku, a zastosowania nie miały przepisy ustawy Prawo zamówień publicznych z uwagi na charakter i wartość zamówienia oraz obowiązujące wewnętrzne regulacje.
Radni opozycyjni nie kryli, że budzi to ich wątpliwości.
– Jeżeli placówka bez rozeznania rynku, bez analizy potrzeb podejmuje współpracę doradczą za 17 tys. zł netto, w momencie gdy ta praca jest wykonywana też zdalnie, to budzi nasze wątpliwości. Bez tej przejrzystości nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy ta placówka dobrze funkcjonuje, czy decyzje są podejmowane odpowiedzialnie – grzmiał jeden z nich.
W odpowiedzi wicestarosta starał się przekierować debatę na problem systemowy.
– Koncentrujemy się teraz na jednym przypadku, a przecież ten ciężki kryzys szpitala nie jest kwestią tego, że tam jest jedna umowa podpisana. To jest systemowy brak środków finansowych w ochronie zdrowia – mówił.
W bardzo rozbudowanym wystąpieniu wicestarosta szeroko opisywał mechanizmy, które jego zdaniem odpowiadają za kryzys nie tylko lublinieckiego szpitala, ale wielu placówek powiatowych w kraju. Mówił o „pułapce kontraktu NFZ”, niedoszacowanej wycenie świadczeń, ustawowo narzucanych podwyżkach płac bez adekwatnego finansowania oraz tym, że szpitale powiatowe utrzymują oddziały, których prywatne placówki po prostu nie chcą prowadzić.
– Przychody szpitala kontroluje ktoś inny. Podstawowym płatnikiem za świadczenia jest NFZ i to fundusz decyduje o wielkości kontraktu, liczbie świadczeń i wycenie procedur. To jest mechanizm systemowy, nie jednorazowy błąd – mówił.
Jeszcze mocniej sprawę stawiał starosta.
– W Polsce nie istnieje system zdrowia. Brak jest po prostu tego systemu zdrowia. Jedynym płatnikiem dla SP ZOZ-u jest NFZ, czyli rząd, czyli państwo. I oni decydują o wielkości ryczałtu, o liczbie świadczeń i wycenie procedur. Dyrektor nie ma żadnego wpływu na to. Rada powiatu nie ma żadnego wpływu na to. Zarząd powiatu nie ma żadnego wpływu na to – podnosił, podkreślając przy tym, że problem Lublińca nie jest odosobniony i wskazując na protesty 200 szpitali powiatowych w całym kraju i ogromne zadłużenie systemu.
Jednocześnie jednak część radnych nie chciała poprzestać na opisie kryzysu systemowego. Jeden z nich mówił wprost, że to nie wycena świadczeń będzie przedmiotem oceny rady, lecz sposób prowadzenia placówki.
– Nawet jeżeli będziemy o tym rozmawiać, jaki mamy na to wpływ jako radni? Właśnie ten wpływ mamy na to, jak szpital jest prowadzony, w jakim kierunku – podkreślał. – Nie zmienimy wyceny świadczeń, ale możemy rozmawiać o tym, jak jest prowadzona placówka, jak są podejmowane decyzje – dodawał.
W dyskusji pojawiły się również głosy dotyczące możliwego kierunku dalszego funkcjonowania szpitala. Jeden z radnych oceniał, że utrzymanie pełnego profilu zabiegowego może być dziś nierealne.
– Nie szedłbym w chirurgię czy ginekologię i położnictwo, bo przecież analizowaliśmy, że tych narodzin dzieci było kilkanaście. Żeby się oddział ginekologiczno-położniczy bilansował, potrzeba 400 urodzeń. Natomiast pójście w kierunku opieki długoterminowej, paliatywnej, geriatrycznej, wykorzystanie pomieszczeń na zakład opieki leczniczej jak najbardziej – wskazywał.
Najmocniejsze emocjonalnie wystąpienie w pierwszej części obrad należało jednak do przewodniczącego komisji zdrowia, który wrócił do wizyty komisji w szpitalu i tego, co jej członkowie zastali na miejscu.
– Wychodziliśmy z tego szpitala maksymalnie sfrustrowani i bardzo zaniepokojeni o zdrowie i życie pacjentów powiatu lublinieckiego. Jeżeli sobie zadamy pytanie, jaki jest stan na dzień dzisiejszy tego szpitala, to ja się zastanawiam, czy naprawdę nie powinniśmy go zamknąć – grzmiał.
To był jeden z najcięższych fragmentów całej debaty. Radny mówił dalej o problemach z obsadą izby przyjęć i oddziału wewnętrznego.
– Na izbie przyjęć jest jeden lekarz, który okresowo nie ma już siły pracować i właściwie nie wiem, jak stworzycie państwo grafik na maj w tym szpitalu. Na oddziale wewnętrznym łamane są wszystkie zasady, które narzuca NFZ – powiedział.
Z kolei inny radny mówił o narastającej frustracji personelu i zadawał pytanie, czy lekarze rzeczywiście będą chcieli dalej pracować w sytuacji wielomiesięcznych zaległości.
– Lekarze powiedzieli mi, że dostali część zaległych wynagrodzeń, ale za chwilę kończy się kolejny miesiąc i tak naprawdę zostajemy z tym sześcio-, siedmiomiesięcznym opóźnieniem – podnosił.
W tle całej sesji przewijał się więc podwójny obraz kryzysu – z jednej strony systemowego, wynikającego z konstrukcji ochrony zdrowia i sposobu finansowania szpitali powiatowych, z drugiej bardzo konkretnego, lokalnego i bieżącego, związanego z brakiem pieniędzy, kadry, stabilności i zaufania do tego, że placówka jest dziś w stanie bezpiecznie pracować.
Nadzwyczajna sesja nie przyniosła przełomu. Nie pojawił się gotowy, szczegółowy plan ratunkowy, który rozwiałby obawy radnych, personelu i mieszkańców. Uporządkowała jednak sytuację formalną po odejściu poprzedniego dyrektora, pokazała aktualny obraz finansów i odsłoniła napięcia, także polityczne, które będą towarzyszyć kolejnym tygodniom.
W praktyce najważniejsze pytania pozostają nadal otwarte – czy ugoda z ZUS i zwiększony ryczałt wystarczą, by ustabilizować płynność, czy uda się utrzymać lekarzy, i czy szpital w Lublińcu ma jeszcze szansę odbudować choć minimalne poczucie bezpieczeństwa zarówno wśród pracowników, jak i pacjentów?
Lubliniec
Cały sierpień bez miejskiego żłobka. Lubliniec nie planuje wsparcia dla rodziców
Rodzice dzieci uczęszczających do Żłobka Miejskiego w Lublińcu muszą przygotować się na miesięczną przerwę w funkcjonowaniu placówki. Jak wynika z odpowiedzi udzielonej jednemu z mieszkańców, żłobek będzie nieczynny od 1 do 31 sierpnia. Decyzja budzi zrozumiałe emocje, bo dla wielu pracujących rodziców oznacza poważny problem organizacyjny w środku wakacji.
Sprawa została poruszona w pytaniu skierowanym do burmistrza przez jednego z mieszkańców, którego syn uczęszcza do placówki. Autor zwrócił uwagę, że nie każdy rodzic ma możliwość wykorzystania całego miesiąca urlopu właśnie w sierpniu, dlatego zapytał nie tylko o przyczyny zamknięcia placówki, ale też o ewentualne rozwiązania zastępcze. Wśród nich wymienił m.in. dyżur wakacyjny, częściowe funkcjonowanie żłobka, wsparcie miasta dla rodziców czy możliwość organizacji dyżurów w placówkach prywatnych z dopłatą samorządu.
W odpowiedzi miasto potwierdziło, że przerwa potrwa pełny miesiąc. Jak wyjaśniono, wynika to z konieczności przeprowadzenia prac remontowych w budynku żłobka. Urzędnicy podkreślają, że remont zaplanowano z wyprzedzeniem, a wykonawcy mają ograniczony czas na realizację niezbędnych robót. W czasie prowadzenia prac pobyt dzieci w placówce nie byłby możliwy, a po zakończeniu remontu konieczne będzie jeszcze przeprowadzenie porządków i przygotowanie obiektu do ponownego funkcjonowania.
Miasto zaznacza przy tym, że rodzice byli wcześniej informowani o planowanej przerwie. Wskazano, że wynika ona z zapisów umowy podpisywanej przed rozpoczęciem uczęszczania dziecka do żłobka. Umowy zawierane są na okres od 1 września do 31 lipca, a więc nie obejmują sierpnia. Według magistratu każdy z rodziców miał zostać poinformowany o wakacyjnej przerwie jeszcze przed podpisaniem dokumentów.

Jednocześnie z odpowiedzi jasno wynika, że samorząd nie planuje w tym czasie żadnych dodatkowych rozwiązań osłonowych. Nie będzie ani miejskiego wsparcia dla rodziców na czas zamknięcia placówki, ani organizacji dyżuru wakacyjnego. Miasto wskazuje jedynie, że rodzice dzieci w wieku żłobkowym mogą korzystać ze świadczeń przewidzianych w ramach programu „Aktywny Rodzic”.
Samorząd odniósł się również do pomysłu wykorzystania w tym okresie prywatnych żłobków. W odpowiedzi zaznaczono, że miasto nie posiada podstaw prawnych do organizowania dyżurów w placówkach niepublicznych.
Formalnie sprawa wydaje się więc zamknięta. Sierpniowa przerwa ma być jedyną w całym roku funkcjonowania żłobka, ale nie będzie dla niej miejskiej alternatywy.
Lubliniec
Znów zabrzmi żołnierska pieśń. Komandosi zapraszają na XIX Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żołnierskiej
Lubliniec po raz kolejny stanie się miejscem spotkania muzyki, historii i patriotycznej tradycji. W połowie maja w Miejskim Domu Kultury odbędzie się XIX Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żołnierskiej – wydarzenie, które od lat wpisuje się w kalendarz lokalnych uroczystości i niezmiennie przyciąga uczestników oraz publiczność ceniącą repertuar związany z tematyką wojskową.
Tegoroczna odsłona festiwalu ma szczególny wymiar. W tym roku przypadają bowiem ważne jubileusze związane z Jednostką Wojskową 4101 oraz Jednostką Wojskową Komandosów.
– To 65-lecie powstania jednostki, 40-lecie jej funkcjonowania w Lublińcu oraz 15-lecie Jednostki Wojskowej Komandosów. To właśnie w tym kontekście wydarzenie zyskuje dodatkową rangę, łącząc artystyczny charakter z wymiarem symbolicznym i rocznicowym – podkreślają lublinieccy urzędnicy.
Organizatorzy podkreślają, że festiwal nie jest jedynie konkursem wokalnym, lecz także przestrzenią budowania pamięci, wspólnoty i szacunku dla tradycji. Jak zaznacza st. operator Oskar Mandla z Klubu JWK, będzie to wydarzenie o szczególnym znaczeniu.
– To wyjątkowa, dziewiętnasta już edycja wydarzenia, które łączy pokolenia, promuje postawy patriotyczne i pozwala odkryć młode talenty interpretujące utwory o tematyce wojskowej, zarówno te historyczne, jak i współczesne – mówi.

Festiwal od lat pełni nie tylko funkcję kulturalną, ale i edukacyjną. Z jednej strony przypomina o utworach mocno zakorzenionych w polskiej tradycji, z drugiej otwiera się na nowe interpretacje i młodych wykonawców, którzy sięgają po repertuar wojskowy w sposób świeży, ale z zachowaniem jego powagi i znaczenia. To właśnie ten balans między historią a współczesnością sprawia, że wydarzenie nie traci swojej formuły, lecz wciąż znajduje nowych odbiorców.
Zgłoszenia uczestników przyjmowane są do 30 kwietnia tutaj. Koncert galowy zaplanowano na 16 maja o godz. 17.00 w Miejskim Domu Kultury w Lublińcu. Wydarzenie odbywa się pod patronatem honorowym ministra obrony narodowej oraz burmistrza Lublińca.
Dla miasta i jego mieszkańców będzie to nie tylko kolejna edycja znanego festiwalu, ale też ważny punkt obchodów związanych z wojskową tożsamością Lublińca. Wszystko wskazuje na to, że majowy koncert ponownie połączy scenę, mundur i emocje, które od lat towarzyszą temu wydarzeniu.
Lubliniec
Młodzi znają przepisy i potrafią ratować. Powiatowy turniej wyłonił najlepszych
Na terenie Szkoły Podstawowej nr 3 w Lublińcu rozegrano 10 kwietnia powiatowy etap Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym, który co roku sprawdza nie tylko znajomość przepisów, ale również praktyczne umiejętności dzieci i młodzieży. Stawką była nie tylko satysfakcja z wygranej, lecz także awans do kolejnego szczebla rywalizacji.
Do turnieju przystąpiło 14 drużyn reprezentujących szkoły podstawowe z całego powiatu lublinieckiego. Wcześniej zespoły musiały przejść przez eliminacje gminne, dlatego do finału powiatowego trafiły już te placówki, które najlepiej poradziły sobie na wcześniejszym etapie. Łącznie w zawodach wystartowało 49 uczniów, rywalizujących w dwóch kategoriach wiekowych.
– Zmagania miały wieloetapowy charakter. Uczestnicy musieli wykazać się wiedzą teoretyczną z zakresu przepisów ruchu drogowego, rozwiązywać zadania dotyczące sytuacji na skrzyżowaniach, a następnie przejść do części praktycznej. Ta tradycyjnie budziła duże emocje, bo wymagała nie tylko opanowania roweru, ale i precyzji podczas przejazdu przez tor przeszkód. Ważnym elementem turnieju była również pierwsza pomoc przedmedyczna, czyli umiejętność, która w realnym życiu może mieć znaczenie znacznie większe niż wynik w klasyfikacji – relacjonują przedstawiciele biura prasowego starostwa.
To właśnie ten wymiar wydarzenia wydaje się najistotniejszy. Turniej Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym od lat pełni rolę znacznie szerszą niż zwykła szkolna rywalizacja. Uczy odpowiedzialności na drodze, rozwija nawyki związane z bezpiecznym poruszaniem się rowerem i przypomina, że uczestnik ruchu drogowego powinien umieć nie tylko unikać zagrożeń, ale też właściwie reagować, gdy zagrożenie już się pojawi.

W młodszej grupie wiekowej, obejmującej uczniów od 10 do 12 lat, najlepiej wypadła Szkoła Podstawowa w Kośmidrach. Drugie miejsce zajęła Szkoła Podstawowa nr 3 w Lublińcu, a trzecie Zespół Szkolno-Przedszkolny w Lisowie. W klasyfikacji indywidualnej zwyciężyła Milena Kubica ze Szkoły Podstawowej nr 4 w Lublińcu. Drugą lokatę wywalczył Patryk Osadnik ze Szkoły Podstawowej w Psarach w gminie Woźniki, a trzecie miejsce zajął Hubert Kampa ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Lublińcu.
W starszej kategorii, przeznaczonej dla uczniów powyżej 12. roku życia, triumfowała Szkoła Podstawowa w Psarach. Na drugim miejscu uplasowała się Szkoła Podstawowa w Kośmidrach, natomiast trzecia była drużyna Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Sierakowie Śląskim. Indywidualnie najlepszy okazał się Radosław Swoboda ze Szkoły Podstawowej w Kośmidrach. Drugie miejsce zajął Antoni Roj z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Sierakowie Śląskim, a trzecie Paweł Podgarbi ze Szkoły Podstawowej w Psarach.
Zwycięskie drużyny w obu kategoriach będą reprezentować powiat lubliniecki podczas kolejnego etapu turnieju. Ten odbędzie się 27 kwietnia w Częstochowie. Dla młodych uczestników będzie to okazja, by zmierzyć się z najlepszymi zespołami z innych powiatów, ale także potwierdzić, że wiedza i umiejętności zdobywane w ramach takich inicjatyw mają realną wartość.
-
Ekologiczny Powiat8 miesięcy temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec6 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Boronów3 miesiące temuZerwany zaczep, trzy trumny. Sąd skazał kierowcę ciężarówki
-
Ekologiczny Powiat8 miesięcy temuSystem kaucyjny wchodzi do sklepów. Sprawdź, ile dopłacisz za puszki i butelki


