Kochanowice
Kochanowice szykują kolejną inwestycję. Będzie modernizacja urzędu gminy?
Gmina przygotowuje się do realizacji kolejnej ważnej inwestycji. Tym razem chodzi o modernizację energetyczną budynku tutejszego urzędu. Samorząd pozyskał na ten cel dofinansowanie z funduszy europejskich, co pozwoli na kompleksową termomodernizację obiektu.
Projekt obejmuje szereg działań, których celem jest poprawa efektywności energetycznej. W planach jest termomodernizacja przegród budynku, wymiana stolarki okienno-drzwiowej, a także modernizacja instalacji centralnego ogrzewania i ciepłej wody użytkowej. Nowoczesnym rozwiązaniem będzie montaż pomp ciepła z magazynem energii cieplnej. Uzupełnieniem inwestycji będą działania proekologiczne oraz inicjatywy edukacyjne skierowane do mieszkańców.
Inwestycja obejmie jeden budynek użyteczności publicznej, jednak – jak podkreślają urzędnicy – efekty będą odczuwalne szerzej. Realizacja zadania ma bowiem przyczynić się do poprawy bilansu energetycznego w całej gminie, zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii, a także redukcji emisji pyłów i gazów do atmosfery.
Koszt projektu wynosi około 1,6 mln zł, z czego 899 tys. zł została zakwalifikowana do dofinansowania unijnego. Udział środków zewnętrznych sięga więc blisko 69 proc.
Kochanowice
Absolutorium tak, wotum zaufania nie. Wójt Kochanowic próbował osłodzić trudny wynik
Sesja Rady Gminy Kochanowice z 30 czerwca przyniosła Jackowi Mokrosowi dwa różne rozstrzygnięcia. Wójt otrzymał absolutorium z wykonania budżetu za 2025 rok, ale nie uzyskał wotum zaufania. I choć w późniejszym komentarzu próbował mocno eksponować ten pierwszy fakt, politycznie ważniejszy okazał się jednak ten drugi.
Oba głosowania dotyczą różnych ocen. Absolutorium odnosi się przede wszystkim do wykonania budżetu, czyli tego, czy dochody, wydatki, inwestycje i zobowiązania były realizowane zgodnie z uchwałą budżetową oraz przepisami. Wotum zaufania ma szerszy charakter. Jest udzielane po debacie nad raportem o stanie gminy i obejmuje ocenę całorocznej działalności wójta, kierunku zarządzania samorządem, realizacji polityk, programów i strategii oraz relacji z radą i mieszkańcami.
Absolutorium zostało poprzedzone pozytywną opinią komisji rewizyjnej oraz Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach. Radni zaakceptowali więc sposób wykonania budżetu. To dla wójta ważny argument, szczególnie że na sesji podkreślał rozwój gminy, pozyskiwanie dotacji celowych, nadwyżkę budżetową i środki na kolejne inwestycje.
Tyle że tego samego dnia rada nie udzieliła mu wotum zaufania po debacie nad raportem o stanie gminy. Za głosowało tylko czworo radnych, przeciw była dwójka, a aż dziewięcioro wstrzymało się od głosu.
Formalnie przeciwników było więc niewielu. Politycznie jednak trudno uznać taki wynik za sukces. Dziewięć głosów wstrzymujących się przy wotum zaufania nie jest wyrazem poparcia, lecz dystansu. Tym bardziej że w tym głosowaniu potrzebna jest bezwzględna większość ustawowego składu rady. W praktyce oznacza to, że głosy wstrzymujące się również utrudniają uzyskanie wotum, bo nie budują wymaganej większości „za”.
Dlatego komentarz Jacka Mokrosa po sesji brzmiał jak próba zaczarowania rzeczywistości i osłodzenia trudnego dla niego rozstrzygnięcia. Wójt dziękował za niemal jednogłośne poparcie przy absolutorium, a wynik głosowania nad wotum zaufania przedstawił jako dający „nadzieję na dobrą współpracę także w przyszłości”. Taka interpretacja może być wygodna komunikacyjnie, ale nie zmienia sedna sprawy. Wotum zaufania nie było.
Dodatkowo, jak wynika z przebiegu obrad, Mokros opuścił salę na czas głosowania nad wotum zaufania. Można więc domniemywać, że taki finał nie był dla niego całkowitym zaskoczeniem. Trudno bowiem uznać nieobecność w tak istotnym momencie sesji za politycznie obojętny szczegół.
Czy to coś zmienia od razu? Nic. Jednorazowy brak wotum zaufania nie oznacza automatycznie żadnych personalnych konsekwencji dla włodarza. Jest jednak formalnym ostrzeżeniem. Politycznie dopiero drugi brak wotum zaufania z rzędu oznaczałby już wejście w zupełnie inną fazę relacji między wójtem a radą. Na razie Jacek Mokros może mówić o obronionym budżecie. O mocnym mandacie zaufania ze strony rady – już nie.

A co będzie za rok? To zależy nie tylko od samego raportu o stanie gminy, ale też od tego, czy przez najbliższe miesiące wójt zdoła odbudować większość albo przynajmniej zmniejszyć dystans tych radnych, którzy obecnie nie chcieli udzielić mu politycznego poparcia. Jeżeli podobny wynik się powtórzy, rada zyska możliwość uruchomienia procedury referendalnej. Będzie to jednak broń obosieczna. W referendum ryzykowałby wójt, ale w określonych warunkach także sama rada.
Gdyby mieszkańcy w ważnym głosowaniu stanęli po stronie Jacka Mokrosa, koszt takiej decyzji mógłby wrócić do radnych – rada z mocy prawa zostałaby rozwiązana. Dlatego bieżący rok w Kochanowicach nie będzie już wyłącznie czasem realizacji budżetu i inwestycji. Będzie także sprawdzianem, czy po tej sesji strony potrafią jeszcze współpracować, czy jedynie odliczają czas do następnego przesilenia.
Kochanowice
Samorząd, który chciał więcej, niż realnie pozwolił na to budżet
Co pokazuje raport o stanie gminy Kochanowice za ubiegły rok? Pokazuje samorząd, który próbuje budować dłuższą opowieść o rozwoju. W tej opowieści są kanalizacja, drogi, zabytki w Kochcicach, żłobek, fotowoltaika i spore pieniądze pozyskane z zewnątrz. Ale są też mniej efektowne przypisy, jak inwestycje wykonane znacznie poniżej planu, dług przekraczający 16 mln zł czy słabsze dochody majątkowe. To nie jest skądinąd raport o gminie w kryzysie, ale raczej zapis roku, w którym ambicje były duże, a rzeczywistość kazała je jednak rozłożyć w czasie.
Najpierw trzeba spojrzeć na finanse, bo to one porządkują cały obraz. Po zmianach budżetowych gmina planowała dochody na poziomie ponad 72,7 mln zł, a wydatki w wysokości przeszło 75,1 mln zł. Wykonanie okazało dużo się niższe. Dochody zamknęły się kwotą 61,6 mln zł, wydatki wyniosły niespełna 61 mln zł. Na koniec roku zamiast deficytu pojawiła się nadwyżka w wysokości 643,5 tys. zł.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak bezpieczne lądowanie. Warto jednak czytać ten wynik z dopiskiem. Na końcowy rezultat wyraźnie wpłynął zwrot podatku VAT z inwestycji realizowanych w poprzednich latach. To ponad 4 mln zł, a więc kwota, która potrafi istotnie poprawić roczne zestawienie. Nie jest to jednak dochód powtarzalny, który można co roku wpisywać po stronie stabilnych wpływów. Budżet został więc domknięty korzystnie, ale nie dlatego, że wszystkie zakładane strumienie pieniędzy popłynęły zgodnie z planem.
Najlepiej widać to przy dochodach majątkowych. Zaplanowano je na poziomie 18,8 mln zł, wykonano w wysokości 8,18 mln zł. To nieco ponad 43 proc. planu.
Podobnie wygląda sprawa wydatków majątkowych. Po zmianach budżetowych przewidziano je na kwotę 26,2 mln zł. Faktyczne wykonanie wyniosło 14,32 mln zł, czyli niespełna 55 proc. Tę liczbę można czytać dwojako. Optymista powie, że ponad 14 mln zł inwestycji w gminie tej wielkości to dużo. I będzie miał rację. Sceptyk zauważy, że prawie połowa planu nie została wykonana. I też będzie miał rację.
Najbardziej podstawowym i jednocześnie najważniejszym kierunkiem rozwoju była gospodarka wodno-ściekowa. Rozbudowa kanalizacji w ramach ochrony dorzecza Górnej Liswarty objęła Ostrów, Lubockie oraz fragmenty Kochanowic, między innymi rejon ulic Ostrowskiej i Lubockiej. W planie jest 4,4 kilometrów kanalizacji sanitarnej i 106 przydomowych pompowni ścieków. Wartość zadania to 8,34 mln zł, przy 7,6 mln zł dofinansowania z tzw. „Polskiego Ładu”.
Drugim dużym polem pozostają drogi. W 2025 roku zakończono budowę ulicy Ogrodowej w Kochcicach wraz ze ścieżką pieszo-rowerową. Kosztowała blisko 2,97 mln zł, a 95 proc. kosztów kwalifikowanych pokryło także dofinansowanie z „Polskiego Ładu”. Wydatki pojawiły się również przy przebudowie ulic Stawowej, Kolonijnej, Polnej i Tylnej, gdzie wykonanie przekroczyło 1,6 mln zł. Obok tego jest jeszcze drogowa codzienność, zwykle mniej widoczna, ale dobrze znana mieszkańcom – remonty cząstkowe, zimowe utrzymanie, oznakowanie, kruszywo, koszenie poboczy, naprawy i bieżące łatanie lokalnej infrastruktury. Na te prace poszło ponad 643 tys. zł.

Szczególne miejsce w raporcie zajmują Kochcice i zabudowania związane z dawnym majątkiem Ludwika von Ballestrema. Tu widać ambicję wykraczającą poza bieżące remonty. Gmina próbuje zbudować wokół tego miejsca opowieść o historii, turystyce, kulturze i usługach społecznych. W Żółtym Folwarku powstała wystawa multimedialna w dawnej gorzelni, poświęcona życiu i produkcji żywności w dawnym folwarku. Koszt zadania określono na 2,99 mln zł, z czego 2,77 mln zł sfinansowano z „Polskiego Ładu”.
Równolegle pojawia się Rządcówka w Kochcicach. Na pierwszym etapie chodziło o zabezpieczenie budynku, wymianę zdegradowanych stropów, konstrukcji dachu i pokrycia. W kolejnych planach jest termomodernizacja i adaptacja obiektu na dzienny dom pobytu seniorów. To ważny kierunek, bo pokazuje, że zabytek nie ma być tylko odmalowaną fasadą do oglądania z zewnątrz. Ma dostać funkcję. A funkcja społeczna, zwłaszcza skierowana do seniorów, może w najbliższych latach okazać się równie istotna jak konserwatorska wartość samego obiektu.
Kolejnym elementem inwestycyjnej układanki była energetyka. Gmina pozyskała środki na instalacje fotowoltaiczne wraz z magazynami energii dla 23 obiektów publicznych – szkół, budynków OSP, oczyszczalni ścieków czy ujęć wody. W raporcie wskazano dofinansowanie na poziomie 1,46 mln zł, a w zestawieniu projektowym pojawia się także umowa przekraczająca 2,5 mln zł w ramach Funduszy Europejskich dla Śląskiego. Zadanie ma zostać zakończone do końca czerwca.
Właśnie zależność od środków zewnętrznych jest jednym z głównych motywów raportu. Kochanowice sięgały po pieniądze z różnych źródeł – wspomnianego „Polskiego Ładu”, środków unijnych czy programów regionalnych. Bez nich skala inwestycji byłaby zdecydowanie mniejsza. W dochodach majątkowych zaplanowano 18,81 mln zł, wykonano 8,18 mln zł. Same dotacje i środki przeznaczone na inwestycje wykonano na poziomie 7,98 mln zł. To pokazuje, że rozwój gminy jest mocno powiązany z konkursami, harmonogramami, oceną wniosków i decyzjami zapadającymi poza Kochanowicami.
Nie wszystkie starania zakończyły się powodzeniem. W raporcie odnotowano odrzucone wnioski dotyczące między innymi modernizacji sieci wodociągowej oraz ochrony dorzecza Górnej Liswarty, każdy na kwotę 3 mln zł. Jednocześnie są projekty, przy których podpisano umowy albo które znalazły się na etapie finalizowania dokumentów. Dotyczy to między innymi termomodernizacji Rządcówki, projektu „Dobry start dla przedszkolaków”, e-administracji, rozwoju szkół, efektywności energetycznej budynków użyteczności publicznej oraz fotowoltaiki z magazynami energii.

Ale przy każdym ambitnym planie wraca pytanie o dług. Na koniec 2025 roku zadłużenie Kochanowic wynosiło 16,38 mln zł. W tej kwocie 4,69 mln zł stanowiły kredyty i pożyczki, a 11,69 mln zł papiery wartościowe. Relacja długu do dochodów, według wskaźnika podanego w raporcie, wyniosła 32,53 proc. To jeszcze nie jest poziom, który każe bić na alarm. Jest jednak wystarczająco istotny, by przy kolejnych inwestycjach zachować chłodną głowę. Zwłaszcza że sama obsługa długu kosztowała w 2025 roku niemal 1,1 mln zł.
Ważnym zabezpieczeniem pozostaje nadwyżka operacyjna. Dochody bieżące były wyższe od wydatków bieżących o 6,78 mln zł. To jeden z najistotniejszych wskaźników, bo pokazuje, czy gmina ma oddech w codziennym funkcjonowaniu. Kochanowice taki oddech zachowały. Ale równocześnie budżet musi obsługiwać koszty stałe, zadłużenie, bieżące utrzymanie infrastruktury i wkłady własne do inwestycji. Wynagrodzenia i pochodne przekroczyły 25,6 mln zł.
Raport pokazuje też, że fundusz sołecki pozostaje ważnym narzędziem małych, lokalnych zmian. W 2025 roku wydano z niego ponad 312 tys. zł. To nie są kwoty porównywalne z kanalizacją czy drogami, ale dla poszczególnych miejscowości mają znaczenie. Rozbudowa oświetlenia w Pawełkach, doposażenie placu zabaw w Kochcicach, remont kuchni w Domu Spotkań w Lubockiem, zagospodarowanie terenów przy budynku wielofunkcyjnym w Lubecku, ogrodzenie placu zabaw w Kochanowicach czy zakup wyposażenia dla Jawornicy. Takie zadania nie zmieniają całej gminy naraz, ale zmieniają najbliższe otoczenie mieszkańców.
Najuczciwiej można byłoby powiedzieć, że rok 2025 był dla Kochanowic rokiem kilku frontów. Część inwestycji było już widać, część się dopiero pokaże, część będzie wymagała konsekwencji w kolejnych budżetach. Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś, czy gmina ma pomysł na rozwój? Raport pokazuje, że ma ich nawet kilka. Pytanie brzmi, czy uda się je poukładać tak, by ambicja szła w parze z rzeczywistymi możliwościami.
Kochanowice
Mundurowi odwiedzili szkołę i przedszkole w Lubecku. To przedwakacyjna profilaktyka
Wakacje coraz bliżej, a wraz z nimi czas wyjazdów, zabawy na świeżym powietrzu, wypoczynku nad wodą i większej samodzielności dzieci. Dlatego policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu prowadzą spotkania profilaktyczne w szkołach i przedszkolach na terenie powiatu, przypominając najmłodszym o zasadach, które mogą uchronić ich przed niebezpiecznymi sytuacjami.
W minioną środę funkcjonariusz zespołu do spraw nieletnich i patologii lublinieckiej komendy oraz dzielnicowy gminy Kochanowice odwiedzili uczniów Szkoły Podstawowej w Lubecku. Spotkanie było poświęcone bezpiecznemu spędzaniu wolnego czasu w okresie letnim, kiedy dzieci częściej przebywają poza domem, korzystają z atrakcji na świeżym powietrzu i samodzielnie poruszają się po najbliższej okolicy.

– Mundurowi rozmawiali z uczniami między innymi o bezpieczeństwie nad wodą, właściwym zachowaniu na drogach oraz zasadach odpowiedzialnego korzystania z internetu. Przypominali, że wakacyjna swoboda nie zwalnia z ostrożności, a chwila nieuwagi może prowadzić do groźnych konsekwencji – informuje biuro prasowe lublinieckiej policji.
Szczególną uwagę policjanci zwrócili także na kontakty z osobami nieznajomymi. Dzieci usłyszały, jak reagować w sytuacjach budzących niepokój, dlaczego nie należy ufać przypadkowo poznanym osobom oraz jak ważne jest informowanie dorosłych o miejscach, w których się przebywa.
Funkcjonariusze odwiedzili również przedszkolaków z Lubecka. Najmłodszym mieszkańcom w przystępny sposób przypomnieli podstawowe zasady bezpiecznej zabawy w domu, na podwórku i podczas spacerów. Dzieci dowiedziały się także, jak powinny zachować się w razie zagubienia oraz do kogo zwrócić się o pomoc.
Takie spotkania mają szczególne znaczenie właśnie przed wakacjami. To czas, w którym dzieci zyskują więcej wolności, ale jednocześnie częściej mogą znaleźć się w sytuacjach wymagających rozsądku i szybkiej reakcji. Policyjna profilaktyka ma pomóc im rozpoznawać zagrożenia i podejmować bezpieczne decyzje.

Mundurowi apelują również do rodziców i opiekunów, by przed rozpoczęciem letniego wypoczynku rozmawiali z dziećmi o bezpieczeństwie. Warto przypomnieć im zasady poruszania się po drogach, zachowania nad wodą, korzystania z Internetu oraz kontaktu z nieznajomymi.
Kochanowice
Dotarli na Monte Cassino, uratowali audiencję w Watykanie i nagłośnili walkę Laury
To była wyprawa, która od początku brzmiała jak szaleństwo. Zabytkowe traktory, tysiące kilometrów, Alpy, upały, deszcz, awarie, niepewność i cel, który miał w sobie coś więcej niż tylko podróżniczą ambicję. Traktorowi Podróżnicy dojechali do Monte Cassino, dotarli do Rzymu i dopięli misję, która przez moment wisiała na włosku. Najważniejsze jednak, że cała trasa od początku była podporządkowana jednej sprawie – nagłośnieniu zbiórki i walki małej Laury.
W ostatnich dniach wyprawa nabrała niemal filmowego tempa. Po wcześniejszych problemach organizacyjnych i urzędniczych trudnościach ekipa zdecydowała się na manewr, który pozwolił zrealizować wszystkie cele. Podróżnicy podzielili się na dwie grupy. Jedna ruszyła na Monte Cassino, druga do Rzymu, by ratować sprawę audiencji w Watykanie.
– Kiedy napotkaliśmy na urzędniczy mur, postanowiliśmy jedno – nie poddamy się bez walki – relacjonowali uczestnicy wyprawy.

Jedna część ekipy, czterech z jedenastki traktorzystów, dotarła na historyczne wzgórze. Monte Cassino dla Polaków jest miejscem szczególnym, symbolem ofiary, odwagi i pamięci. Podróżnicy stanęli na polskim cmentarzu wojennym i oddali hołd żołnierzom, którzy zapisali tam jedną z najważniejszych kart polskiej historii.
– Zdobyliśmy Monte Cassino. Stanęliśmy na polskim cmentarzu, oddaliśmy hołd naszym bohaterom i spełniliśmy jedną z najważniejszych misji naszej wyprawy – podkreślili w meldunku z trasy.
W tym samym czasie druga grupa walczyła o to, co jeszcze dzień wcześniej wydawało się niemal niemożliwe. Po problemach z formalnościami uczestnicy ruszyli do Ambasady RP w Rzymie. Tam przedstawili historię wyprawy, jej cel i charytatywny wymiar. Jak sami relacjonują, dzięki zaangażowaniu Domu Polskiego Jana Pawła II oraz pracowników placówki dyplomatycznej udało się uratować to, na czym bardzo im zależało.
– Urzędnicze niedogodności zostały pokonane i czekała nas oficjalna audiencja u papieża – przekazali.
Ten finał miał dla nich wyjątkowe znaczenie. Po dniach jazdy na starych maszynach, po walce z awariami, zmęczeniem i pogodą, udało się połączyć dwa wielkie cele. To obecność na Monte Cassino i dotarcie do Watykanu. W ich relacji pobrzmiewała ulga, ale też poczucie, że cała wyprawa miała głębszy sens.
– To był dzień absolutnych cudów. Pokonaliśmy przeciwności losu, w jednym momencie zdobywając Monte Cassino i odzyskując przepustkę do Watykanu – napisali.
Nie chodziło jednak wyłącznie o trasę, maszyny i emocjonujący finał. Od początku wyprawa była związana ze zbiórką dla Laury (tutaj). To dla niej Traktorowi Podróżnicy jechali przez pół Europy, budując wokół akcji zainteresowanie, angażując kibiców i przypominając, że za każdą efektowną podróżą stoi bardzo konkretna historia dziecka walczącego o zdrowie.
– Lauro, ta wyprawa była dla ciebie – napisali wprost w ostatnim meldunku.
To zdanie najlepiej pokazuje sens całego przedsięwzięcia. Zabytkowe traktory stały się nie tylko symbolem pasji i uporu, ale też narzędziem do zwrócenia uwagi na potrzebującą dziewczynkę. Każdy kilometr, każda awaria i każdy post z trasy miały przypominać o zbiórce.
– Pokonaliśmy na tych starych traktorach pół Europy, żeby pokazać ci, że nie ma na tym świecie rzeczy niemożliwych – zwrócili się bezpośrednio do Laury.
Ich wyprawa od początku wymagała determinacji. Stare maszyny nie dawały gwarancji spokojnej jazdy. Na trasie pojawiały się awarie, zmęczenie, zmienna pogoda i upały. Do tego doszły formalne przeszkody, które mogły zniweczyć część planów. Ostatecznie jednak podróżnicy nie tylko dojechali do najważniejszych miejsc, ale również utrzymali ogromne zainteresowanie swoją akcją.
– Mimo przeciwności losu, awarii, morderczych upałów i urzędniczych kłód rzucanych pod koła, zrealizowaliśmy absolutnie wszystkie założone cele – podsumowali.

Ważnym elementem całego przedsięwzięcia był także powrót maszyn do Polski. Jak wyjaśnili, logistyką transportu zabytkowych traktorów zajęła się spółka Eko-Okna – główny partner wyprawy. Bez takiego wsparcia powrót stalowych maszyn do kraju byłby kolejnym dużym wyzwaniem organizacyjnym.
– Logistyka takiego przedsięwzięcia to gigantyczne wyzwanie, a wy zdjęliście ten ciężar z naszych barków – dziękowali partnerom.
Słowa wdzięczności skierowali również do kibiców, darczyńców i ludzi spotkanych po drodze. To oni tworzyli wokół wyprawy atmosferę, która w ostatnich dniach była równie ważna jak paliwo w bakach traktorów. Udostępnienia, komentarze, wpłaty na zbiórkę, pomoc na trasie i zwykłe dobre słowa budowały poczucie, że za kilkoma maszynami jedzie znacznie większa społeczność.
– Dziękujemy za każdą wpłaconą złotówkę na skarbonkę Laury. Wasze wielkie serca to najpotężniejsze paliwo tej wyprawy – napisali.
Traktorowa misja dobiegła końca, ale jej najważniejszy cel trwa nadal. Maszyny stygną po drodze do Rzymu i na Monte Cassino, jednak walka o zdrowie Laury nie zatrzymuje się wraz z końcem trasy. Właśnie dlatego ta wyprawa była czymś więcej niż podróżą grupy pasjonatów. Była opowieścią o uporze, solidarności i przekonaniu, że nawet najbardziej niecodzienny pomysł może stać się skutecznym sposobem na czynienie dobra.
Dotarli na Monte Cassino. Dotarli do Rzymu. Uratowali audiencję w Watykanie. Jednak najważniejsze, że dowieźli ze sobą historię Laury i sprawili, że usłyszało ją znacznie więcej osób.
Kochanowice
Kochanowice chcą otworzyć drzwi dla inwestorów. Gmina podpisała porozumienie
Gmina Kochanowice chce mocniej wspierać lokalny biznes i aktywniej zabiegać o nowe inwestycje. 10 czerwca samorząd podpisał porozumienie o współpracy z Katowicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. To ważny krok w kierunku budowania lepszych warunków dla przedsiębiorców działających na terenie gminy oraz tych, którzy w przyszłości mogliby tu ulokować swój kapitał.
Porozumienie zakłada wspólne i skoordynowane działania gminy oraz KSSE między innymi w zakresie pozyskiwania terenów inwestycyjnych, ich rekomendowania potencjalnym inwestorom, a także promowania rozwiązań skierowanych do małych i średnich firm. Współpraca ma obejmować również wymianę informacji o możliwościach pozyskiwania wsparcia finansowego na rozwój działalności gospodarczej.
Dla przedsiębiorców może to oznaczać bardzo konkretne korzyści.
– Współpraca daje firmom szansę na uzyskanie zwolnienia w podatku dochodowym. W przypadku inwestycji o wartości co najmniej 800 tys. zł kwota zwolnienia może wynieść równowartość 60 proc. nakładów poniesionych na rozwój. Co istotne, przedsiębiorca może korzystać z tej ulgi częściowo, nawet przez okres do 14 lat od momentu rozpoczęcia inwestycji – zaznacza wójt Jacek Mokros.

Podpisanie porozumienia odbyło się w budynku Żółtego Folwarku podczas spotkania przedstawicieli KSSE z właścicielami firm z terenu gminy. Była to nie tylko formalna uroczystość, ale również okazja do bezpośredniej rozmowy o możliwościach rozwoju lokalnej przedsiębiorczości.
W trakcie spotkania swoje propozycje wsparcia dla przedsiębiorców przedstawili także pracownicy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, klaster przedsiębiorców z województwa śląskiego oraz banków.

Kochanowice
Do Rzymu dojechali, ale watykański finał rozsypał się na dwie godziny przed startem. Co zawiodło?
Mieli wjechać w sobotę do Watykanu. Nie limuzynami, nie autokarami, nie pod eskortą wygodnych delegacji, ale na starych, zabytkowych traktorach, które przez tysiące kilometrów udowadniały, że pasja, upór i serce potrafią więcej niż niejeden perfekcyjny plan zrobiony przy biurku. Finał miał być symboliczny: Plac św. Piotra, audiencja u papieża i moment, który spiąłby całą drogę i akcję dla Laury piękną klamrą. Do tego finału jednak nie doszło.
Nie dlatego, że zawiodły maszyny, zabrakło sił, czy że trasa przez pół Europy okazała się ponad ich możliwości. Zawiodło coś znacznie bardziej prozaicznego i znacznie bardziej irytującego – formalności i zaniechanie po stronie urzędniczych struktur kościelnych.
– Kochani, meldunek wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Na licznikach naszych traktorów nie przybył od soboty ani jeden kilometr – napisali wczoraj Traktorowi Podróżnicy w swoim komunikacie na Facebooku.
I od razu dodali, że od początku wyprawy jadą razem ze swoimi sympatykami, dlatego postanowili podzielić się z nimi „pełną prawdą”. Ta prawda jest dla nich bolesna. W sobotę miał nastąpić wielki finał w Watykanie. Maszyny były przygotowane, ludzie gotowi, emocje sięgały zenitu. Jak relacjonują uczestnicy, przez całą wyprawę mieli otrzymywać zapewnienia, że od strony formalnej wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.
– Gwarantowano nam to dosłownie do wczoraj – podkreślili, a potem przyszło zderzenie ze ścianą. – Na dwie godziny przed planowanym wydarzeniem zderzyliśmy się z brutalną rzeczywistością. Okazało się, że oficjalne pismo zgłaszające naszą traktorową pielgrzymkę w Watykanie w magiczny sposób nigdy nie opuściło murów pewnych urzędowych gabinetów na naszym rodzimym Śląsku – napisali podróżnicy.
Trudno o bardziej gorzki paradoks. Sześćdziesięcioletnie traktory przejechały przez pół Europy, pokonały Alpy, deszcz, upał, zmęczenie i długie godziny w trasie. A kiedy cel był już na wyciągnięcie ręki, nie zatrzymała ich mechanika, tylko papier. A właściwie jego brak tam, gdzie powinien się znaleźć.
W tej historii najmocniej wybrzmiewa właśnie ten kontrast. Po jednej stronie ludzie, którzy zrobili coś nieoczywistego, trudnego i pięknego. Po drugiej – system, który w kluczowym momencie nie dowiózł najprostszej rzeczy – skutecznego przepływu dokumentów. Podróżnicy nie ukrywają rozgoryczenia. Ich zdaniem, gdyby sami zajęli się formalnościami, tak jak zajęli się całą logistyką wyprawy, „wszystko wypaliłoby idealnie i bez najmniejszego problemu”.
Najbardziej dosadnie brzmi jednak ich ocena tego, co naprawdę ich zatrzymało.
– Żadna mechaniczna awaria w trasie nie była w stanie nas zatrzymać. Ostatecznie okazało się, że jedyną zaporą nie do przejścia była… awaria dobrej woli i przepływu papierów na urzędniczych biurkach – napisali.
To zdanie może zostać symbolem całej sytuacji. Bo Traktorowi Podróżnicy nie przegrali z drogą, z dystansem, ani z własnymi ograniczeniami. Dojechali. Udowodnili, że da się zrealizować wyprawę, w którą wielu mogło nie wierzyć.
– No cóż – zrobiliśmy im psikusa i dojechaliśmy! – jak sami ujęli to krótko i bez kompleksów.
Z ich relacji wynika, że mieli także poczucie braku wiary ze strony osób, które powinny im raczej pomagać niż powątpiewać.
– Odnieśliśmy bardzo przykre wrażenie, że pewne wysoko postawione tam osoby od samego początku po prostu nie wierzyły w nas i w to, że na naszych 60-letnich, zabytkowych traktorach w ogóle damy radę pokonać tak potężną trasę i dojechać do celu – napisali.

To już nie jest tylko opowieść o niedopilnowanym piśmie. To historia o lekceważeniu oddolnej inicjatywy, która wymyka się schematom. O ludziach, którzy nie przyszli po gotowe, tylko sami zorganizowali wyprawę, zbudowali wokół niej emocje i wsparcie, pojechali w trasę, a na końcu zderzyli się nie z brakiem możliwości, lecz z brakiem skuteczności po stronie tych, którym zaufali.
Najważniejsze jest jednak to, że nie był to rajd dla samego rajdu. W centrum tej wyprawy od początku była mała Laura. To dla niej jechali, dla niej nagłaśniali akcję, dla niej zbierali wsparcie i uwagę ludzi. Dlatego nieudany watykański finał boli, ale nie odbiera sensu całej drodze.
– Nasz cel nadrzędny pozostaje niezmienny i nienaruszony, jedziemy tu dla małej Laury! (zbiórka tutaj – przyp.red.). Żadne biurokratyczne rzucanie kłód pod nogi, niedopatrzenia czy brak wiary ze strony „wielkich tego świata” nie odbiorą nam dumy z tego, ile wsparcia i nadziei udało nam się zebrać na jej leczenie. To jest nasze największe i prawdziwe zwycięstwo, którego nikt nam nie zabierze! – podkreślili podróżnicy.
I właśnie dlatego ta historia nie kończy się porażką. Tak, zawód jest ogromny, bo nie wjechali do Watykanu. Jednak jeśli mierzyć tę wyprawę nie protokołem, nie pieczątką i nie miejscem, do którego nie wpuszczono traktorów, lecz tym, co udało się zbudować po drodze, to obraz wygląda zupełnie inaczej.
Dojechali. Zebrali wokół siebie ludzi. Pokazali, że zabytkowy traktor może stać się symbolem solidarności, uporu i pomocy dziecku. A to, że na końcu zawiodły formalności, obciąża nie tych, którzy ruszyli w drogę, lecz tych, którzy mieli dopilnować, by ta droga mogła zakończyć się tak, jak zapowiadano.
Teraz Traktorowi Podróżnicy jadą dalej. Przed nimi Monte Cassino – miejsce szczególne, mocno wpisane w polską pamięć.
– Nie zdejmujemy nogi z gazu – zapowiedzieli.
I chyba trudno o lepsze podsumowanie.
Kochanowice
Traktorowi Podróżnicy mówią: „Buongiorno Italia” i odpalają konkurs. Do wygrania gadżety prosto z trasy
Traktorowi Podróżnicy są już we Włoszech, walczą z upałem, kilometrami i wymagającymi podjazdami, ale nie zwalniają tempa. Wyprawa do Watykanu i na Monte Cassino od początku ma jeden najważniejszy cel – wsparcie zbiórki dla Laury Piechoty. Teraz postanowili dodatkowo rozkręcić akcję i podziękować tym, którzy kibicują im wirtualnie na każdym kilometrze. Ruszył konkurs dla fanów, w którym można zdobyć unikatowe gadżety z trasy.
Włoski etap to dla nich nie tylko kolejny fragment drogi, ale także jeden z najbardziej wymagających momentów całej podróży. Wysokie temperatury, które – jak relacjonują – powodują, iż w traktorach jest nawet 43°C, długie przejazdy i górskie odcinki dają się we znaki zarówno kierowcom, jak i maszynom. Jak sami podkreślają, ogromnym wsparciem są dla nich komentarze, wiadomości i doping osób śledzących wyprawę w internecie.
Właśnie z myślą o kibicach przygotowano specjalny konkurs. Do zdobycia są pakiety gadżetów Traktorowych Podróżników, a wśród nich prawdziwe pamiątki z wyprawy, jak koszulki z oryginalnymi podpisami wszystkich uczestników, magnes z Watykanu, personalizowane kubki, magnesy, długopisy oraz oficjalne naklejki. To nie są zwykłe upominki z półki, ale rzeczy związane z trasą, ludźmi i akcją, która od kilku dni przyciąga uwagę coraz większej liczby osób.
Zasady konkursu są proste, ale mają jeden bardzo ważny element – wsparcie zbiórki dla Laury. Aby wziąć udział, trzeba polubić konkursowy post (tutaj), udostępnić go na swoim profilu, wpłacić minimum 10 zł na skarbonkę Laury Piechoty w serwisie Siepomaga (tutaj) z dopiskiem „Traktorowy konkurs”, a następnie w komentarzu pod postem zamieścić screen potwierdzający wpłatę. Do tego dochodzi część kreatywna, bo uczestnicy mają wymyślić okrzyk na drogę, który doda traktorom i kierowcom mocy podczas najtrudniejszych włoskich podjazdów.
Spośród osób, które spełnią warunki, traktorowa komisja wybierze cztery najbardziej pomysłowe, energetyczne i dające kopa okrzyki. To właśnie do ich autorów trafią pakiety nagród. Organizatorzy czekają na komentarze, udostępnienia i wpłaty do 13 czerwca, do godz. 23:59.
Konkurs ma być zabawą, ale jego sens jest dużo poważniejszy. Każda wpłata zasila zbiórkę dla Laury, a podróżnicy od początku podkreślają, że właśnie to jest sercem całej wyprawy. Traktory, trasa, Watykan, Monte Cassino, włoskie podjazdy i internetowy doping są ważne, ale najważniejsza pozostaje pomoc. Dlatego nawet symboliczne 10 zł, jak piszą uczestnicy akcji, ma znaczenie.

Traktorowi Podróżnicy pokazują, że można jechać powoli, ale robić dużo dobrego. Ich wyprawa stała się czymś więcej niż nietypową podróżą przez Europę. To ruch ludzi, którzy kibicują, udostępniają, wpłacają, wymyślają hasła i razem niosą dalej informację o zbiórce. A teraz mogą jeszcze zgarnąć kawałek tej trasy dla siebie – pamiątki od ekipy, która jedzie dalej dla Laury.
Kochanowice
Od murowanej szkoły z 1836 roku po pałac Aulocków. Kochanowice uczciły niezwykły jubileusz
Kochanowicka szkoła ma za sobą historię, której pozazdrościć mogłaby niejedna placówka. W 1836 roku otrzymała pierwszy murowany budynek, co w realiach tamtych czasów było wydarzeniem o ogromnym znaczeniu dla uczniów, nauczycieli i całej lokalnej społeczności. Tamtego obiektu już nie ma, ale tradycja edukacyjna w Kochanowicach trwa nieprzerwanie, a dzisiejsi uczniowie zdobywają wiedzę w miejscu równie wyjątkowym – w zaadaptowanym na potrzeby szkoły dawnym pałacu Aulocków.
Właśnie ta ciągłość, od pierwszej murowanej szkoły po współczesną placówkę, stała się osią jubileuszu, który odbył się 2 czerwca. W obchodach 190-lecia powstania pierwszej murowanej szkoły w Kochanowicach uczestniczyli uczniowie, nauczyciele, absolwenci, rodzice, przedstawiciele władz samorządowych, zaproszeni goście oraz mieszkańcy miejscowości. Była to uroczystość, w której szkolna historia spotkała się z teraźniejszością, a wspomnienia dawnych roczników naturalnie połączyły się z radością najmłodszych.
Obchody rozpoczęły się od wymarszu uczestników z placu szkolnego do kościoła parafialnego. Tam odprawiona została uroczysta msza święta w intencji całej społeczności szkolnej – uczniów, nauczycieli, pracowników, absolwentów oraz wszystkich osób, które przez lata tworzyły i wspierały kochanowicką oświatę. Po nabożeństwie uczestnicy wrócili na część oficjalną jubileuszu.
Podczas okolicznościowej akademii przypomniano historię szkoły oraz jej znaczenie dla kilku pokoleń mieszkańców. W wystąpieniach zaproszonych gości podkreślano, że szkoła w małej miejscowości nigdy nie jest wyłącznie miejscem nauki. To także przestrzeń spotkań, wychowania, pierwszych przyjaźni, sukcesów, porażek i doświadczeń, które zostają z człowiekiem na całe życie. Szczególnie mocno wybrzmiewała wdzięczność wobec nauczycieli, pracowników, rodziców i mieszkańców, którzy przez dziesięciolecia dokładali swoją cegiełkę do rozwoju placówki.
Jubileusz stał się również okazją do powrotu do przeszłości. Uczestnicy mogli zajrzeć do starych kronik, odnaleźć siebie lub swoich bliskich na fotografiach sprzed lat, obejrzeć tematyczne wystawy oraz zobaczyć, jak wyglądała dawna sala lekcyjna. Zestawienie szkolnej ławki sprzed dekad ze współczesnym wyposażeniem pokazało najlepiej, jak bardzo zmieniła się edukacja, choć jej najważniejszy sens pozostał ten sam – przekazywanie wiedzy, wychowywanie i budowanie więzi.
– Tak okazały jubileusz domagał się uczczenia. Dzisiejsza szkoła w Kochanowicach służy uczniom nie tylko z samej miejscowości. Uczą się w niej także dzieci z Jawornicy, Droniowic, Harbułtowic oraz Ostrowa i Lubocek. Zdobywają wiedzę w w zaadaptowanym na potrzeby edukacyjne pałacu Aulocków. I choć to ludzie tak naprawdę tworzą atmosferę szkoły, klimat miejsca również ma znaczenie. A miejsce to jest na pewno szczególne – podkreślił wójt Jacek Mokros.

Po części oficjalnej przyszedł czas na wspólne świętowanie. Zwieńczeniem jubileuszu był festyn dziecięcy zorganizowany na terenie przedszkola i przyszkolnego boiska. Na najmłodszych czekały zabawy, konkursy i atrakcje, które nadały całemu wydarzeniu radosny, rodzinny charakter.
Obchody 190-lecia pierwszej murowanej szkoły w Kochanowicach były zatem czymś więcej niż tylko rocznicową akademią. Stały się spotkaniem pokoleń, lekcją lokalnej historii i przypomnieniem, że szkoła wciąż pozostaje jednym z najważniejszych miejsc w życiu każdej wspólnoty. To tutaj zaczynają się biografie wielu mieszkańców, tutaj kształtują się talenty, relacje i pamięć o miejscu, z którego się pochodzi.
Kochanowice
Stare Ursusy jadą do papieża. To pielgrzymka, która ma więcej niż jeden cel
Z Lubecka wyruszyła wyprawa, obok której trudno przejść obojętnie. Nie ma tu wygodnych kamperów, autokarów z klimatyzacją ani szybkich samochodów technicznych wysuwających się przed kolumnę. Są za to zabytkowe traktory, zapach starej motoryzacji, cierpliwość kierowców i cel, który znacznie wykracza poza samą przygodę. Traktorowi Podróżnicy ruszyli z powiatu lublinieckiego do Watykanu, a później na Monte Cassino.
Kolumna jedenastu zabytkowych maszyn wystartowała 4 czerwca o godz. 6.00 z Lubecka, miejscowości od lat kojarzonej z pasjonatami dawnych ciągników i skansenem starych maszyn rolniczych. To właśnie tam stare traktory nie są tylko eksponatami do oglądania, lecz częścią żywej opowieści o pracy, technice, wsi i ludziach, którzy potrafią z kawałka żelaza wydobyć historię.
Tym razem ta historia wyjechała daleko poza lokalne drogi. Uczestnicy wyprawy chcą dotrzeć do Watykanu, gdzie 13 czerwca planowany jest ich udział w audiencji u papieża Leona XIV. Potem kolumna ma ruszyć dalej, na Monte Cassino, by oddać hołd polskim żołnierzom spoczywającym na tamtejszym cmentarzu. Traktorzyści wiozą ze sobą biało-czerwoną flagę, podarowaną przez Prezydenta RP, która ma zostać przekazana właśnie w tym miejscu pamięci.
Brzmi jak przygoda? Tylko do momentu, w którym uświadomimy sobie skalę przedsięwzięcia. Zabytkowe ciągniki poruszają się z prędkością około 20 kilometrów na godzinę. Każdego dnia uczestnicy muszą pokonywać od 150 do ponad 200 kilometrów, co oznacza wiele godzin spędzonych za kierownicą maszyn pamiętających czasy, gdy nowoczesność w polskim gospodarstwie miała zupełnie inny wymiar niż dziś. W trasie są Czechy, Austria, Słowenia i Włochy, mniej uczęszczane drogi, podjazdy, zmienna pogoda, zmęczenie i awarie, które przy takim sprzęcie są nie tyle możliwością, ile częścią podróży.
Już pierwszego dnia traktorzyści mieli do pokonania ponad 200 kilometrów i dotarli do czeskiego Holešova. Po drodze musieli mierzyć się z problemami technicznymi, w tym awariami, które udało się usunąć. W kolejnych meldunkach z trasy pojawiały się informacje o następnych etapach, gościnnych przyjęciach i symbolicznym momencie, jakim było pokonanie alpejskich podjazdów oraz dotarcie do Słowenii. Dla współczesnego samochodu to zwykła trasa. Dla kilkudziesięcioletniego traktora i jego kierowcy – prawdziwy test wytrzymałości.
Ale ta wyprawa nie jest tylko pokazem pasji do starej motoryzacji. Jej najważniejszy sens kryje się w imieniu małej dziewczynki. Traktorowi Podróżnicy jadą dla Laury Piechoty ze Starych Siołkowic, chorej na zespół Retta. To rzadka choroba genetyczna, która potrafi odbierać dziecku sprawność, mowę i samodzielność. Rodzina dziewczynki prowadzi zbiórkę na leczenie, rehabilitację, zakup nierefundowanego leku oraz potrzebny sprzęt. Wyprawa ma nagłośnić tę walkę i zachęcić ludzi do pomocy.

W tym sensie stare Ursusy stają się czymś więcej niż zabytkami. Są nośnikiem opowieści, która łączy kilka światów – wiarę, pamięć historyczną, rolniczą tradycję, lokalną wspólnotę i solidarność z chorym dzieckiem. Na trasie budzą uśmiech, zdziwienie i zainteresowanie. Ludzie robią zdjęcia, nagrywają filmy, udostępniają je w internecie. Każde takie udostępnienie ma znaczenie, bo zwiększa szansę, że informacja o Laurze dotrze do kolejnych osób. Link do zbiórki tutaj.
To również wyprawa o Polsce, której często nie widać w wielkich deklaracjach. O Polsce ludzi, którzy miesiącami przygotowują sprzęt, planują trasę, załatwiają formalności i potem wsiadają na stare maszyny, by przez Europę wieźć własną pasję, flagę i prośbę o pomoc. O Polsce, w której lokalny skansen, grupa zapaleńców i kilkadziesiąt koni mechanicznych z minionej epoki potrafią stworzyć wydarzenie zauważane znacznie dalej niż granice jednej gminy.
Na końcu tej drogi jest Watykan, Monte Cassino i symboliczny hołd dla historii. Ale po drodze jest jeszcze coś równie ważnego – przypomnienie, że wielkie rzeczy nie zawsze zaczynają się od wielkich pieniędzy, wielkich instytucji i wielkich słów. Czasem zaczynają się o szóstej rano, w niewielkim Lubecku, od uruchomienia starego traktora.
Kochanowice
Dwadzieścia lat więzienia za zabójstwo w Kochanowicach. Prokuratura rozważy apelację
Sąd Okręgowy w Częstochowie skazał Adama S. na 20 lat pozbawienia wolności za zabójstwo 46-letniego Mariusza R., do którego doszło 7 czerwca 2025 roku w Kochanowicach. Kara ma być wykonywana w systemie terapeutycznym. Sąd zasądził również od skazanego 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz córki pokrzywdzonego.
Wyrok zapadł 21 maja. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Częstochowie po tym, jak w lutym tego roku Prokuratura Rejonowa w Lublińcu skierowała akt oskarżenia przeciwko 31-letniemu Adamowi S. Mężczyzna odpowiadał za pozbawienie życia Mariusza R. Z ustaleń śledztwa wynika, że tłem tragicznego zdarzenia miały być sprawy osobiste, związane z kontaktami pokrzywdzonego z byłą narzeczoną oskarżonego oraz małoletnim synem Adama S.
Prokurator w mowie końcowej domagał się surowszej kary – 30 lat pozbawienia wolności. Po ogłoszeniu wyroku zapowiedziano złożenie wniosku o pisemne uzasadnienie orzeczenia, co w praktyce otwiera drogę do ewentualnej apelacji. Decyzja o zaskarżeniu wyroku ma zostać podjęta dopiero po analizie uzasadnienia sądu.
Do zbrodni doszło 7 czerwca ubiegłego roku. Według ustaleń śledczych Adam S. pojechał do domu znajomego w Kochanowicach, aby wyjaśnić kwestie dotyczące relacji 46-letniego Mariusza R. z byłą partnerką oskarżonego oraz sprawy związane z opieką nad dzieckiem. W trakcie rozmowy doszło do nieporozumienia. W pewnym momencie Adam S. wyjął z plecaka nóż i ugodził gospodarza w szyję.
Po zadaniu ciosu mężczyzna zadzwonił na pogotowie ratunkowe, a następnie pojechał do komendy policji w Lublińcu, gdzie poinformował funkcjonariuszy o zdarzeniu. Na miejscu nie udało się jednak uratować życia pokrzywdzonego. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była rana kłuto-cięta szyi z uszkodzeniem tętnicy.

W toku śledztwa prokurator przedstawił Adamowi S. zarzut zabójstwa. Podejrzany, przesłuchany przez prokuratora, przyznał się do popełnienia czynu. Wyjaśniał jednocześnie, że nie wie, dlaczego ugodził Mariusza R. nożem.
Ze względu na wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego sprawcy, konieczne było przeprowadzenie obserwacji sądowo-psychiatrycznej w warunkach szpitalnych. Po jej zakończeniu biegli uznali, że Adam S. w chwili popełnienia czynu miał zachowaną zdolność rozumienia jego znaczenia oraz pokierowania swoim postępowaniem. Oznacza to, że był poczytalny i mógł odpowiadać karnie za swoje zachowanie.
Zabójstwo, o które oskarżono mężczyznę, zagrożone jest karą od 10 do 30 lat pozbawienia wolności albo dożywociem. W tej sprawie sąd wymierzył karę 20 lat więzienia, jednak wyrok nie kończy jeszcze postępowania w sposób definitywny.
Kochanowice
Temat dachu szkoły wraca jak bumerang. Radny ostrzega: Nie możemy czekać, aż zacznie się walić
Podczas ostatniej sesji rady gminy najważniejsze wątki pojawiły się w części poświęconej wolnym wnioskom i pytaniom radnych. Dyskusja szybko wyszła poza bieżące interwencje. Mówiono o stanie technicznym szkoły, dokumentach dotyczących dachu, przydomowych oczyszczalniach ścieków, remontach dróg, oświetleniu, gminnej gospodarce wodno-kanalizacyjnej, kanalizacji, inwestycjach urzędu oraz funkcjonowaniu Żółtego Folwarku. W tle wielu spraw pojawiał się ten sam problem – potrzeby są duże, a część z nich może oznaczać dla samorządu wydatki liczone w setkach tysięcy albo milionach złotych.
Jednym z pierwszych tematów była szkoła w Kochanowicach. Jedne z samorządowców wrócił do wniosku o zwiększenie środków na remonty w oświacie, który składał już podczas prac nad budżetem. Wskazywał, że minęły cztery miesiące nowego roku, a potrzeby placówki są znane. Najmocniej wybrzmiała jednak sprawa dachu. Według radnego w szkole odnalazły się dokumenty, których nie było w urzędzie, a z audytu z sprzed dwunastu lat miała wynikać rekomendacja gruntownego remontu.
– Nie wiem, czy jest robione, ale myślę, że to już naprawdę ostatni dzwonek, żeby ruszać coś w tym kierunku, żeby pozyskać środki, nie wiem, popytać w różnych miejscach. Nie możemy czekać, aż dach się zacznie walić. Myślę, że tu chodzi o bezpieczeństwo naszych dzieci. Dwanaście lat to naprawdę jest dużo, ale ten dach nie może się sam nie naprawić – mówił.
Wójt Jacek Mokros odpowiadał, że bieżące prace w szkole są wykonywane, wskazując między innymi na malowanie sal oraz wcześniejsze wydatki na zakup pieca. Przy kwestii dachu przyznał jednak, że odnaleziony dokument powinien trafić do urzędu, aby można było się z nim zapoznać.
– Nie wiem, jak się do tego ustosunkować, bo trochę mi jest dziwne, że pan radny wie więcej niż ja, a pani dyrektor jakby nie było podlega pod wójta gminy. Więc nie widzę tutaj przeszkód, żeby ten projekt, który został odnaleziony, był przedstawiony do nas do urzędu i zapoznamy się z nim – odpowiadał włodarz.
Do sprawy odniosła się także jedna z radnych, która podkreślała, że szkoła powinna mieć wykonywane okresowe przeglądy techniczne, a obecnie nie ma podstaw, by mówić o bezpośrednim zagrożeniu dla uczniów. Jednocześnie przyznała, że temat remontu zabytkowego obiektu wymaga dalszych działań.
Kolejnym istotnym wątkiem były przydomowe oczyszczalnie ścieków. Radny dopytywał, ilu mieszkańców zakwalifikowano do projektu i czy gmina przeanalizowała ewentualne koszty późniejszych przeglądów. Odwołał się przy tym do dyskusji w sąsiedniej gminie, gdzie miały pojawić się szacunki mówiące o kilku tysiącach złotych rocznie za przegląd instalacji.
– Dlatego właśnie chciałbym zapytać, jak to wygląda od strony formalnej. Czy osoby biorące udział w tym konkretnym projekcie, który jest skierowany do naszych mieszkańców, oczyszczalnia będzie należała do mieszkańców, czy będzie to własność gminy? – pytał.

Wójt wyjaśniał, że projekt zakłada montaż oczyszczalni na prywatnych działkach oddanych do dyspozycji gminy, przy dofinansowaniu na poziomie 75 proc. i wkładzie własnym pokrywanym przez samorząd. W trakcie rozmowy pojawiły się różne liczby dotyczące zgłoszeń. Najpierw padła informacja o 25 pozytywnie rozpatrzonych wnioskach, później doprecyzowano, że wpłynęło 30 deklaracji, a formalnie zakwalifikowanych jest 20. W sprawie kosztów przeglądów wójt nie przesądzał odpowiedzi i zapowiedział weryfikację.
– No to musimy to sprawdzić. Zapiszemy sobie – stwierdził Mokros.
W części drogowej radni pytali o bieżące naprawy, doświetlenie ulicy Lipskiej, barierki oraz stan ścieżki rowerowej. Jedna z urzędniczek poinformowała, że po poprzedniej sesji wysłano pismo do starostwa w sprawie dróg powiatowych, ale odpowiedź jeszcze nie wpłynęła. Jednocześnie przekazała, że na drogach gminnych rozpoczęły się remonty cząstkowe.
– Jeżeli chodzi o nasze drogi gminne, to ostatnio już mówiłam, że zostały zawarte umowy na tę masę mineralno-bitumiczną, jak również na emulsję asfaltową, grys na ten paczer tak zwany. I po prostu w wielu miejscowościach już remonty paczerem zostały przeprowadzone – wyjaśniała.
Osobno wróciła sprawa barierek, między innymi przy ulicy Głównej w Jawornicy. Jak informowano, trwają procedury związane z projektami zmiany organizacji ruchu, a same formalności mają kosztować znaczące kwoty. Wstępnie same barierki wyceniono na ponad 20 tys. zł, a razem z dokumentacją koszt może sięgnąć około 25 tys. zł.
Radni zwracali też uwagę na ścieżkę rowerową we wspomnianej miejscowości. Problemem ma być nie tylko piasek, ale również szkło i śmieci, dlatego jednorazowe sprzątanie może nie wystarczyć.
– Ja myślę, że jedno zamiatanie tej ścieżki tam z pewnością nie wystarczy. Myślę, że będzie trzeba cyklicznie powtarzać, ponieważ to naprawdę jest problem. Ja tam bardzo często uczęszczam, jeżdżę do pracy i myślę, że będziemy musieli takie czyszczenie tej ścieżki robić co najmniej dwa miesiące – mówił radny.
Wójt przy tej okazji poinformował, że gmina proceduje zakup nowej kosiarki, która ma usprawnić prace komunalne. Wskazywał również na ograniczenia kadrowe wynikające między innymi ze zwolnień lekarskich pracowników.
Jednym z bardziej rozbudowanych tematów była gminna gospodarka wodno-kanalizacyjna. Na sali padło pytanie, jak po roku funkcjonowania wygląda finansowo przejęcie zadań przez gminę i czy była to dobra decyzja. Wójt Mokros nie podał szczegółowych wyliczeń, ale ocenił, że sytuacja jest lepsza, niż pierwotnie zakładano. Zwracał uwagę nie tylko na finanse, ale również na większą kontrolę nad usługami i pracownikami.
Włodarz przywołał także awarię wodociągową w wigilię jako przykład sytuacji, w której gminny model zarządzania miał się sprawdzić. Jednocześnie nie ukrywał, że infrastruktura jest w różnym stanie, a samorząd musi mierzyć się z kosztami wody, kanalizacji, oczyszczania ścieków i bieżących napraw. Poinformował również o pracach nad taryfami oraz o aneksach do umów dla osób, które nie złożyły deklaracji lub nie regulują należności.
Wśród tematów inwestycyjnych pojawiły się studnie głębinowe, płyta fundamentowa pod zbiorniki na ujęciu w Kochcicach, ocieplenie garażu, a także kanalizacja i wodociąg w Szklarni. Włodarz przekazał, że gmina chce skorzystać z możliwości pozyskania dofinansowania z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
– Mamy upatrzony projekt, a dofinansowanie z WFOŚiGW do 4 mln zł można otrzymać i chcemy złożyć na to wniosek. Jest to otwarty termin, tam nie ma terminu zamkniętego, więc jak się wyrobimy, to chcemy się tym zająć – stwierdził.
Jacek Mokros przedstawił również informacje o zmianach organizacyjnych w urzędzie. Zapowiedział wdrożenie elektronicznego zarządzania dokumentacją oraz projektu e-administracji, na który gmina otrzymała spore środki.
– Dostaliśmy duże dofinansowanie w wysokości 1,5 mln zł na e-administrację. Jest to taki projekt, który będziemy wdrażać 16 różnych działań, wniosków na przykład na zalesienia, na zmianę deklaracji podatkowej, na zmianę do planu. Będą w formie elektronicznej, będzie można to złożyć przez komputer i przez smartfona – informował.
Wśród bieżących inwestycji wymienił także fotowoltaikę na gminnych obiektach. Umowa została podpisana na kwotę 1,4 mln zł, podczas gdy w budżecie zabezpieczono ponad 2 mln zł. Instalacje mają objąć między innymi urząd, szkoły, oczyszczalnię, stacje uzdatniania i pomp, remizy oraz dom kultury. Wójt mówił też o termomodernizacji budynku, wymianie okien i źródła ciepła, a także o problemie rządcówki, gdzie postępowanie unieważniono z powodu zbyt wysokich ofert.
Pod koniec sesji wrócił temat Żółtego Folwarku. Mokro ocenił jego funkcjonowanie pozytywnie i podkreślał, że zatrudnione tam osoby starają się przyciągać odwiedzających. Mówił o planowanych wydarzeniach, Nocy Muzeów, działaniach promocyjnych oraz zaproszeniach dla szkół z województwa śląskiego i opolskiego.
Radna, która pomagała przy oprowadzaniu grup, apelowała o większą promocję miejsca, także przez radnych w mediach społecznościowych.
– Ze swojej strony mogę powiedzieć, że naprawdę dużo jest tych telefonów, także dziewczyny na pewno mają tam co robić. I jest oddźwięk, ludzie są zainteresowani, mówią o tym, że to jest bardzo ciekawe miejsce, chcą przyjechać koła emerytów, również kluby seniorów – podkreśliła.
Na koniec pojawił się jeszcze wątek Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Jeden z uczestników sesji zwrócił uwagę, że oznakowanie z DK46 kieruje ciężki transport do strefy drogą gminną przez Jawornicę. Jego zdaniem w przyszłości może to oznaczać konieczność kosztownego remontu, którego gmina nie powinna finansować sama.
Kochanowice
Wójt Mokros o starzeniu się gminy, nowych mieszkaniach i żłobku: Rzeczywistość jest brutalna
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Kochanowice radni przyjęli szereg uchwał dotyczących finansów, ochotniczej straży pożarnej, strategii rozwoju, inwestycji mieszkaniowej w Kochcicach, nieruchomości oraz przejęcia działek pod drogę. Obrady przebiegały spokojnie, a niemal wszystkie decyzje zapadały jednogłośnie. Najwięcej uwagi poświęcono jednak strategii rozwoju gminy do 2040 roku, przy której pojawiły się pytania o jakość dokumentu, przyszłość sanatorium w Kochcicach, sport, rekreację oraz problemy demograficzne.
Na początku sesji rada przyjęła zmiany w budżecie gminy na 2026 rok oraz zmiany w Wieloletniej Prognozie Finansowej Gminy Kochanowice na lata 2026-2035. Oba projekty były wcześniej omawiane na komisjach i uzyskały pozytywne opinie. Radni nie zgłosili do nich pytań, a uchwały zostały przyjęte czternastoma głosami za.
Jednogłośnie przyjęto także uchwałę dotyczącą przekazania środków finansowych na rzecz Wojewódzkiego Funduszu Wsparcia Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach z przeznaczeniem dla Komendy Powiatowej PSP w Lublińcu. Ten punkt również nie wywołał dyskusji.
Najważniejszym momentem obrad było procedowanie strategii rozwoju gminy do 2040 roku. Już na wstępie zaznaczono, że dokument nie został omówiony na posiedzeniu komisji bezpośrednio przed sesją, ponieważ przedstawiciele firmy opracowującej strategię nie dotarli na spotkanie. Wyjaśniano jednak, że radni znali dokument z wcześniejszych prac komisji, a jego ostateczna wersja została im przekazana w materiałach.
– Jeżeli chodzi o strategię, to została ona uzupełniona o kilka dodatkowych elementów. Firma została poproszona, żeby to dodać. Szczególnie po spotkaniu z mieszkańcami, które się odbyło w marcu. Ta firma się z tego wywiązała – wyjaśniał wójt Jacek Mokros.
W dyskusji jeden z radnych przypomniał, że w dokumencie wcześniej pojawiały się błędne nazwy gmin, między innymi zamiennie Koszęcin i Kochanowice. Jak zapewniono, tego typu pomyłki zostały już usunięte. Radny dopytywał również o miejsce sanatorium w Kochcicach w strategii rozwoju. Zwrócił uwagę, że nie jest to majątek gminy, dlatego pytał, jaki realny wpływ samorząd ma na funkcjonowanie placówki i jakie znaczenie ma ona dla przyszłości gminy.

– Jakie szanse i zagrożenie widzi gmina w funkcjonowaniu tej placówki albo jakie ryzyka, gdy ta placówka by nie funkcjonowała i czy my jako gmina mamy jakiś też realny wpływ na to, czy funkcjonuje to sanatorium, czy nie. Z tego co wiem, to nie jest to mienie gminne, tylko jest to mienie zarządzane przez jakąś jednostkę zewnętrzną – dociekał samorządowiec.
Wójt odpowiedział, że za sanatorium odpowiada samorząd województwa, ale placówka ma dla gminy duże znaczenie. Wskazywał na jej rolę jako jednego z największych pracodawców, ale także na dostęp mieszkańców do usług zdrowotnych i rehabilitacyjnych.
– Ostatnimi czasy państwo słyszeli, jakie są zawieruchy związane z powiatowymi szpitalami, więc każdy z nas się martwi, jaka będzie jakość tych świadczonych usług. No i nasi mieszkańcy też korzystają z usług tego sanatorium poprzez różnego typu zabiegi fizjoterapeutyczne – dodawał włodarz.
Kolejny wątek dotyczył sportu i rekreacji. Radny zauważył, że strategia mocno akcentuje znaczenie kultury fizycznej, po czym zapytał, czy za tymi zapisami pójdą w przyszłości większe pieniądze. Przypomniał, że w tegorocznym budżecie na kulturę fizyczną i sport przeznaczono 160 tys. zł, a znaczna część tych środków została już rozdysponowana w konkursach dla klubów.
Jacek Mokros odpowiedział, że decyzje o wysokości finansowania w kolejnych latach będą zależały od rady. Zaznaczył też, że wsparcie aktywności fizycznej realizowane jest nie tylko przez dotacje dla klubów, ale również poprzez oświatę i program profilaktyki alkoholowej.
– Myślę, że jeżeli będziemy racjonalnie gospodarować środkami, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w przyszłym roku się pochylić i dać jakieś większe pieniądze na działalność klubu albo szeroko rozumianej kultury fizycznej – stwierdził.
Najszersza dyskusja dotyczyła jednak demografii. W strategii wskazano starzenie się społeczeństwa i ryzyko spadku liczby mieszkańców jako jedno z zagrożeń dla gminy. Mokro, odpowiadając na pytania, wskazywał na budowę publicznego żłobka jako przykład działania, które ma pomóc młodym rodzinom. Podkreślał też znaczenie planowanej inwestycji mieszkaniowej w Kochcicach przy ulicy Bankowej, gdzie powstać ma budynek wielorodzinny z osiemnastoma mieszkaniami.
– Przypomnę państwa apel ostatnio na komisji, żeby te działania jak najbardziej przyspieszyć, żeby już zacząć rekrutację. To jest trochę nasze działanie w tym kierunku – mówił wójt.
Włodarz przyznał jednocześnie, że Kochanowice funkcjonują w nowej sytuacji, stając się częściowo zapleczem mieszkaniowym Lublińca. W tym kontekście przywołał także planowaną inwestycję mieszkaniową w Kochcicach.
– Będziemy budować, jak państwo dzisiaj mają w którymś punkcie zajęcie stanowiska odnośnie budowy domów, bloku wielorodzinnego w Kochcicach, to też są jakieś takie działania, które mają spowodować, że te 18 mieszkań, które będzie wybudowanych, będzie oddanych do naszych mieszkańców albo do osób, które będą chciały się tu przeprowadzić – wyjaśniał.
Wójt nie ukrywał jednak, że demografia jest problemem szerszym niż lokalny samorząd. Mówił o niekorzystnych trendach, starzeniu się społeczeństwa i konieczności dostosowania gminy do zmieniającej się rzeczywistości.
– Niestety rzeczywistość jest brutalna. Nie wiem, czy państwo widzieli takie tytuły w niektórych prasie, że wymieramy, że to jest nieodwracalny trend, że czeka nas imigranci. Więc to też są takie zagrożenia, z którymi na pewno będziemy się dzisiaj mierzyć – podkreślił wójt Mokros.
Mimo pytań i zastrzeżeń strategia rozwoju gminy Kochanowice do 2040 roku została przyjęta jednogłośnie. Za głosowało czternastu radnych.
Następnie rada zajęła się uchwałą w sprawie ustalenia lokalizacji wspomnianej wcześniej inwestycji mieszkaniowej w Kochcicach. Projekt dotyczył budowy budynku mieszkalnego wielorodzinnego wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Uchwała została wcześniej pozytywnie zaopiniowana przez komisje i podczas sesji nie wywołała dyskusji, a radni i ją przyjęli jednogłośnie.
W dalszej części obrad radni przyjęli uchwały dotyczące wydzierżawienia nieruchomości, a następnie przeszli do bloku głosowań w sprawie przejęcia działek pod drogę w Kochcicach. Jak wyjaśniono, chodzi o drogę łączącą, która ma wielu właścicieli, dlatego każdą działkę trzeba było procedować osobno. Przedstawiciel komisji podkreślał, że mieszkańcy przekazują grunty bezkosztowo na rzecz gminy, co pozwoli uniknąć wykupów i może przyspieszyć działania związane z powstawaniem drogi.
– Tutaj wszystkie wnioski komisje pozytywnie zaopiniowały. Chciałem tylko dodać, że tutaj cała rada gminy cieszy się z tego, że mieszkańcy oddają tereny pod drogę, a nie musimy ich wykupować – mówił przedstawiciel komisji. – Dlatego myślę, że mieszkańcy, jeżeli chcieliby w przyszłości, żeby drogi powstawały, powinni pójść przykładem tych państwa, którzy zdecydowali się oddać działki bezkosztowo dla gminy – dodawał.
Wszystkie uchwały dotyczące przejęcia działek zostały przyjęte jednogłośnie.
Kochanowice
Rolnicy spotkają się w Lubecku po raz trzydziesty. Jubileuszowa pielgrzymka już w sobotę
Lubecko ponownie stanie się miejscem spotkania rolników, mieszkańców regionu i osób związanych z lokalną tradycją. 23 maja odbędzie się tam XXX Jubileuszowa Regionalna Pielgrzymka Rolników do Sanktuarium Matki Bożej w Lubecku. Wydarzenie połączy modlitwę, przemarsz uczestników, prezentację dawnych maszyn rolniczych, występy artystyczne oraz integracyjne spotkanie w Skansenie.
Tegoroczna pielgrzymka ma szczególny charakter, bo organizowana jest już po raz trzydziesty. To wydarzenie, które od lat przypomina o znaczeniu pracy rolników, przywiązaniu do ziemi, lokalnej wspólnocie i tradycjach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Do udziału zaproszeni są zarówno mieszkańcy Lubecka i okolicznych gmin, jak i goście z całego powiatu i regionu.
Program rozpocznie się o godz. 9.40 od poświęcenia Kapliczki św. Izydora Oracza, patrona rolników. Uroczystość odbędzie się przy skrzyżowaniu ulic Lipskiej i Słonecznej, skąd uczestnicy przejdą do sanktuarium przy akompaniamencie orkiestry dętej. O godz. 10.00 odprawiona zostanie uroczysta msza święta w intencji rolników z okazji święta św. Izydora Oracza. Liturgię uświetni występ Zespołu Kochciczanki z Kochcic.
Po nabożeństwie, około godz. 11.40, uczestnicy pielgrzymki przejdą do Skansenu zabytkowych maszyn rolniczych. Tam o godz. 12.00 zaplanowano oficjalne powitanie, wystąpienia zaproszonych gości, poczęstunek oraz występy artystyczne. Na scenie zaprezentują się dzieci z Publicznej Szkoły Podstawowej w Lubecku, Zespół Kochciczanki z Kochcic, Zespół „Girlanda” z Piasku oraz Zespół „Za Młodzi Na Sen” z Lublińca.
Jedną z największych atrakcji będzie parada zabytkowych traktorów. O godz. 14.00 Skansen Lubecko zaprosi na przejazd historycznych maszyn trasą prowadzącą przez Lubecko, Steblów, Lubliniec, Sadów, Rusinowice, Wierzbie, Koszęcin, Boronów, Cieszową, Hadrę, Droniowice, Harbułtowice, Kochanowice i Jawornicę i z powrotem do Lubecka. W godz. od 15.30 do 17.00, na parkingu przy kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego i Parku Gminnego w Boronowie, odbędzie się wystawa zabytkowych traktorów.

Popołudniowa część wydarzenia będzie miała bardziej rodzinny i integracyjny charakter. O godz. 17.00 zaplanowano turniej dla dzieci, o godz. 18.00 koncert Amelii Chmiel, a o godz. 19.00 występ zespołu Terrarium, grającego rock i metal. Jubileuszową pielgrzymkę zakończy o godz. 20.00 spotkanie integracyjne w Skansenie oraz zabawa z Ricardo.
Wydarzeniu towarzyszyć będzie piknik realizowany przez Śląską Izbę Rolniczą z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego. Organizatorzy zapowiadają również słodki poczęstunek od sponsorów pielgrzymki.
XXX Regionalna Pielgrzymka Rolników w Lubecku będzie więc nie tylko religijnym spotkaniem w sanktuarium, ale także świętem lokalnej wspólnoty, dawnych tradycji rolniczych i ludzi, którzy od lat budują tożsamość regionu wokół pracy, wiary i przywiązania do swojej ziemi.
Kochanowice
Dwa lata Jacka Mokrosa w Kochanowicach. Wójt wylicza inwestycje, dotacje i zmiany w gminie
Wójt gminy Kochanowice Jacek Mokros przedstawił bilans dwóch lat swojej kadencji, wskazując zarówno na inwestycje już zakończone, jak i przedsięwzięcia, które są obecnie w realizacji lub przygotowaniu. W jego podsumowaniu mocno wybrzmiały sprawy infrastrukturalne, kanalizacyjne, energetyczne, edukacyjne i społeczne, ale także temat finansów gminy, które – jak wynika z jego słów – na początku kadencji miały istotnie ograniczać możliwości inwestycyjne samorządu.
Wójt zwrócił uwagę, że ostatnie miesiące były dla samorządu czasem intensywnej pracy, której efekty mieszkańcy mogą już zobaczyć w różnych częściach gminy. Wśród najważniejszych zadań wymienił zakończenie drogi na Paryż na Pawełkach, podłączenie ponad stu domostw do nowo wybudowanej kanalizacji na Ostrowie i miejscowości Lubockie, otwarcie wystawy multimedialnej w Żółtym Folwarku oraz zbliżający się finał budowy gminnego żłobka.
– To coś, co w minionym roku wymagało ode mnie, ale też od pracowników naszego urzędu sporo trudu, ale jednocześnie coś, co cieszy i z czego jestem dumny. Takich powodów do dumy jest jednak dużo więcej – mówi Jacek Mokros.
Ważnym obszarem, na który wskazuje wójt, jest edukacja i inwestycje obejmujące również przestrzeń wokół szkół i miejsc spotkań mieszkańców.
– Od października w naszych szkołach, a od stycznia w przedszkolach realizowane są programy, w ramach których uczniowie i przedszkolaki biorą udział w dodatkowych zajęciach, nauczyciele podnoszą swoje kwalifikacje, a cała społeczność szkolno-przedszkolna zyskuje pomoce naukowe i nowe place zabaw. W Lubecku nowy plac przy szkole jest już gotowy, w Kochcicach będzie montowany na dniach. Nowe place zabaw powstaną też przy remizach w Droniowicach, Kochcicach i Kochanowicach – podkreśla wójt.
Samorząd chwali się również pozyskaniem niemal stuprocentowego dofinansowania z programu związanego z obroną cywilną. Dzięki temu gmina miała zakupić sprzęt, który może okazać się kluczowy w sytuacjach kryzysowych, między innymi traktor, przyczepę, urządzenie WUKO, minikoparkę, quada, namiot pneumatyczny i zbiorniki na wodę.
Na liście zadań znalazły się także inwestycje komunalne i energetyczne. Gmina podpisała umowę na budowę nowej studni głębinowej w Kochcicach, przygotowała projekt kompleksowego remontu ulicy Wiejskiej w Kochanowicach, a w budynku wielofunkcyjnym w Kochanowicach wymieniła piec grzewczy. Do końca czerwca na obiektach komunalnych – szkołach, urzędzie gminy, remizach OSP, przedszkolach i budynkach GCKiI – mają zostać zamontowane instalacje fotowoltaiczne. Ich zadaniem będzie ograniczenie kosztów energii i poprawa komfortu korzystania z gminnych obiektów.
Osobne miejsce w podsumowaniu zajmuje Rządcówka w Kochcicach. Gmina prowadzi tam prace z myślą o utworzeniu dziennego pobytu dla seniorów. Obecnie zalany jest już nowy strop, a wykonawcy przygotowują się do montażu dachówki. To jedna z tych inwestycji, które mają nie tylko ratować wartościowy obiekt, ale też nadać mu nową, społeczną funkcję.

Wójt wskazuje również na cyfryzację urzędu. Gmina pozyskała dofinansowanie na wdrożenie e-usług, a wkrótce ma zostać ogłoszony przetarg na wybór wykonawcy systemu do obsługi szesnastu usług elektronicznych. Zgodnie z zapowiedzią, od nowego roku mieszkańcy będą mogli załatwiać część spraw urzędowych online przez całą dobę i siedem dni w tygodniu.
– Natomiast od maja wprowadziliśmy w urzędzie EZD, czyli elektroniczne zarządzanie dokumentacją, dzięki czemu usprawniony jest urzędowy obieg dokumentów – wyjaśnia.
W tle inwestycji pojawia się jednak także temat pieniędzy. Jak podkreśla włodarz, gmina może dziś skuteczniej sięgać po kolejne dofinansowania, ponieważ ma środki na wkład własny. Pomóc miał w tym kilkumilionowy zwrot VAT-u, uzyskany po przejęciu przez gminę roli eksploatatora sieci wodno-kanalizacyjnej i statusu czynnego podatnika VAT.
– Dzięki przejęciu tego zadania mamy nie tylko lepszą kontrolę nad obsługą i stanem sieci wodno-kanalizacyjnej, ale też dzięki wpływom ze zwrotu VAT-u możemy na bieżąco realizować zobowiązania i planować kolejne inwestycje – mówi włodarz.
Mokros nie ukrywa, że początki kadencji przypadły na trudny moment dla gminnych finansów. Jak zaznacza, dwa lata temu trudno było od razu myśleć o szerokim froncie inwestycji, które planował. Dziś przekonuje, że część tych zamierzeń udało się już zrealizować, a kolejne są w toku.
Kochanowice
Kto jeszcze nie był, ma okazję. Jutro tańsze wejściówki do Żółtego Folwarku
Majowa Noc Muzeów coraz częściej wychodzi poza największe miasta i najbardziej oczywiste instytucje kultury. W tym roku w jej klimat wpisze się także Żółty Folwark w Kochcicach, który w sobotę zaprasza na nocne zwiedzanie zabytkowej gorzelni, mieszczącej się przy ulicy Ogrodowej. Obiekt, jako jeden z najbardziej charakterystycznych punktów na kulturalnej mapie powiatu lublinieckiego, będzie dostępny dla odwiedzających od godz. 17.00 aż do północy.
To propozycja dla tych, którzy lubią odkrywać historię w nieco innej scenerii niż za dnia. Po zmroku dawna gorzelnia, odrestaurowana i przekształcona w nowoczesne centrum edukacyjno-kulturalne, ma pokazać swoje bardziej nastrojowe oblicze. Ceglana architektura, industrialny charakter budynku, światło, nocna atmosfera i opowieść o dawnym folwarku mogą stworzyć klimat dobrze znany z wydarzeń organizowanych w ramach Nocy Muzeów – trochę edukacyjny, trochę rodzinny, a trochę po prostu wyjątkowy.
Żółty Folwark nie jest przypadkowym miejscem na takie wydarzenie. To jedna z najciekawszych inwestycji rewitalizacyjnych w gminie Kochanowice. Zabytkowa gorzelnia z początku XX wieku, związana z dawnym majątkiem w Kochcicach i historią rodu Ballestremów, przez lata była obiektem, który bardziej przypominał o minionej świetności niż realnie służył mieszkańcom. Po modernizacji odzyskała charakter, ale dostała też zupełnie nowe funkcje.
Dziś mieści się tam multimedialna ekspozycja poświęcona historii miejsca, dawnemu życiu folwarcznemu, tradycjom gorzelniczym i lokalnemu dziedzictwu. Zwiedzający mogą zobaczyć m.in. zachowane elementy przemysłowej przeszłości obiektu, skorzystać z nowoczesnych stanowisk edukacyjnych, sali kinowej, przestrzeni warsztatowej czy wejść na wieżę widokową. To muzeum w formule, która nie ogranicza się do gablot i opisów, ale próbuje opowiadać historię w sposób atrakcyjny także dla młodszych odbiorców.

Dlatego zapowiadana niespodzianka dla najmłodszych dobrze wpisuje się w charakter wydarzenia. Noc Muzeów od lat przyciąga nie tylko pasjonatów historii, ale całe rodziny, które chcą spędzić wieczór inaczej niż zwykle. W Kochcicach dodatkową zachętą mają być bilety w promocyjnych cenach, co może skłonić do wizyty również tych mieszkańców, którzy dotąd odkładali zwiedzanie Żółtego Folwarku na później.
Wydarzenie ma też szerszy wymiar. Nocne zwiedzanie pokazuje, że rewitalizacja zabytku nie kończy się na remoncie i oficjalnym otwarciu. Prawdziwe życie takiego miejsca zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawiają się w nim mieszkańcy, turyści, rodziny z dziećmi, szkolne grupy i osoby, które chcą zobaczyć, jak lokalna historia może zostać opowiedziana na nowo.
Kochanowice
Zabytkowa gorzelnia stała się areną pożarniczej rywalizacji. Najlepsi pojadą na eliminacje wojewódzkie
Na terenie zabytkowej gorzelni w Kochcicach odbyły się powiatowe eliminacje Ogólnopolskiego Turnieju Wiedzy Pożarniczej „Młodzież zapobiega pożarom”.
Uczestnicy rywalizowali w trzech kategoriach wiekowych, a ich wiedzę sprawdzano zarówno w części pisemnej, jak i ustnej. Turniej od lat służy popularyzowaniu wiedzy z zakresu ochrony przeciwpożarowej, zasad bezpieczeństwa, pierwszej pomocy oraz funkcjonowania służb ratowniczych. Dla wielu młodych uczestników jest też pierwszym krokiem do bliższego poznania strażackiej służby.

W grupie uczniów klas I-IV najlepsza okazała się Milena Ochman z gminy Pawonków. Drugie miejsce zajął Adam Burzyk z gminy Kochanowice, a trzecie Szymon Matusek, również reprezentujący ten sam samorząd.
W kategorii klas V-VIII zwyciężyła Lena Brzezina z gminy Pawonków, przed Oliverem Kuleszą i Mateuszem Sikorą z gminy Herby.
Wśród uczniów szkół ponadpodstawowych pierwsze miejsce zdobył Mateusz Głowacki z gminy Herby, drugie Filip Pietrowski z gminy Boronów, a trzecie Wiktoria Adamek z gminy Koszęcin.

Eliminacjom towarzyszyło duże zainteresowanie opiekunów, rodzin oraz przedstawicieli środowiska strażackiego i samorządowego. Obecni byli między innymi komendant powiatowy PSP w Lublińcu st. bryg. Janusz Bula, prezes Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Lublińcu dh Krzysztof Strzoda oraz komendanci gminni i samorządowcy.
Zwycięzcy będą reprezentować powiat lubliniecki podczas eliminacji wojewódzkich.
Kochanowice
Ostatni dzwonek na podłączenie do kanalizacji. Mieszkańcom Ostrów i Lubockiego został już tylko tydzień
W miejscowości Ostrów i Lubockiem kończy się czas na dopełnienie jednego z najważniejszych obowiązków związanych z ukończoną niedawno inwestycją kanalizacyjną. Urząd Gminy Kochanowice przypomina mieszkańcom obu miejscowości, że termin podłączenia nieruchomości do gminnej sieci kanalizacyjnej upływa już 30 kwietnia. To oznacza, że do granicznej daty został już tylko tydzień.
Sama budowa pierwszego etapu sieci w miejscowościach Ostrów i Lubockie została zakończona z końcem 2025 roku. Później gmina przeszła do kolejnego etapu – uruchamiania systemu i egzekwowania obowiązku przyłączeń.

Samorząd przypomina, że samo wykonanie podłączenia nie wyczerpuje wszystkich formalności. Każde gotowe przyłącze trzeba jeszcze zgłosić do referatu wodno-kanalizacyjnego, aby możliwe było dokonanie odbioru, zapoznanie się z regulaminem oraz podpisanie wymaganych dokumentów. Dodatkowo przed odbiorem przyłącza właściciel nieruchomości musi opróżnić szambo.
To ważny finał inwestycji, na którą w tej części gminy czekano od lat. Zadanie ruszyło po podpisaniu umowy z wykonawcą w czerwcu 2024 roku, dzięki również współfinansowaniu z tzw. „Polskiego Ładu”. Całość kosztowała niemal 8,3 mln zł, przy wkładzie własnym gminy wynoszącym około 700 tys. zł.

Zakres przedsięwzięcia okazał się większy, niż pierwotnie zakładano. Początkowy plan przewidywał montaż przydomowych pompowni dla 80 posesji, ale ostatecznie urządzenia trafiły do 106 gospodarstw. Dodatkowo wykonano 70 przyłączy do działek przeznaczonych pod przyszłą zabudowę, co ma ułatwić rozwój tej części gminy bez potrzeby ponownego ingerowania w gotową już infrastrukturę.
Inwestycja objęła również ważne elementy techniczne całego układu. Zmodernizowano przepompownię przy ulicy Ostrowskiej, a przy ulicy Lubockiej starą przepompownię zastąpiono nowoczesną tłocznią. Dzięki temu nowowybudowane sieć tworzy spójny system przygotowany do normalnego funkcjonowania.
Kochanowice
Masz czas tylko do jutra. Gmina szuka chętnych, a miejsc jest jak na lekarstwo
Samorząd Kochanowic przygotowuje się do złożenia wniosku o dofinansowanie inwestycji związanych z poprawą gospodarki wodno-ściekowej na terenach wiejskich. Samorząd już teraz apeluje do mieszkańców o składanie deklaracji udziału w projekcie.
Planowane zadanie ma dotyczyć przede wszystkim realizacji indywidualnych systemów zagospodarowania ścieków. W praktyce oznacza to możliwość budowy przydomowych oczyszczalni, a także poprawę gospodarki wodno-ściekowej na terenach o rozproszonej zabudowie. Jak podkreślają urzędnicy, przedsięwzięcie ma służyć nie tylko podniesieniu standardu życia mieszkańców, ale również poprawie stanu środowiska naturalnego.
Na złożenie deklaracji zainteresowani mieszkańcy mają niewiele czasu. Dokumenty należy dostarczyć do 17 kwietnia do godz. 15.00. Można to zrobić elektronicznie lub bezpośrednio w siedzibie urzędu. Samorząd zaznacza jednak wyraźnie, że samo złożenie deklaracji nie oznacza jeszcze automatycznego udziału w projekcie.
Liczba miejsc została ograniczona do maksymalnie 60 nieruchomości. Wszystkie zgłoszenia mają zostać ocenione zgodnie z kryteriami formalnymi i punktowymi, które zostaną określone w zarządzeniu wójta gminy. To właśnie spełnienie tych warunków ma zdecydować o tym, kto ostatecznie znajdzie się na liście uczestników projektu.

Deklarację udziału można pobrać zarówno w urzędzie, jak i uzyskać ją bezpośrednio w siedzibie magistratu. Dla mieszkańców terenów, gdzie budowa zbiorczej infrastruktury kanalizacyjnej jest utrudniona lub nieopłacalna, projekt może okazać się realną szansą na rozwiązanie problemów związanych z odprowadzaniem ścieków.
Kochanowice
Remont dwóch ulic w Pawełkach dobiega końca. Mieszkańcy odczują wyraźną zmianę
Prace drogowe na ulicach Głównej i Paryż w Pawełkach wchodzą w końcową fazę. Inwestycja, na którą mieszkańcy czekali od lat, ma znacząco poprawić komfort i bezpieczeństwo codziennego poruszania się po tej części miejscowości.
Jak poinformował samorząd, modernizacja obejmuje blisko 900-metrowy odcinek drogi, który dotychczas sprawiał wiele problemów użytkownikom. Zniszczona nawierzchnia, pełna spękań, zapadnięć i ubytków, była nie tylko uciążliwa, ale momentami także niebezpieczna.
– Dotychczasowe, punktowe naprawy nie rozwiązywały problemu na dłużej, dlatego podjęto decyzję o przeprowadzeniu kompleksowych robót – podkreślił na swoim profilu facebookowym wójt gminy Kochanowice.
Jak wymienił, zakres inwestycji jest szeroki i obejmuje zarówno usunięcie starej, zdegradowanej warstwy asfaltu, jak i wzmocnienie konstrukcji drogi. Następnie wykonana zostanie nowa nawierzchnia bitumiczna, a pobocza zostaną utwardzone kruszywem, co poprawi stabilność całego odcinka. Szerokość jezdni pozostanie bez zmian i wyniesie 3,5 metra, jednak zastosowane rozwiązania techniczne, w tym odpowiednie profilowanie, pozwolą na skuteczniejsze odprowadzanie wód opadowych.

Istotnym elementem przedsięwzięcia jest także zachowanie istniejącej zieleni. Realizacja inwestycji nie wiąże się z koniecznością wycinki drzew, co ma znaczenie zarówno dla estetyki otoczenia, jak i lokalnego mikroklimatu.
Całkowity koszt zadania wynosi 241 tys. zł.
Kochanowice
Strażacy Kochanowic i Taniny ruszą na Śnieżnik. Wyprawa ma ratować życie
Strażacy z Ochotniczych Straży Pożarnych w Kochanowicach i Taninie wezmą udział w tegorocznej edycji ogólnopolskiej akcji „Strażak na Szlaku”. Wydarzenie odbędzie się 4 lipca, a jego uczestnicy podejmą próbę zdobycia Śnieżnika, pokonując górską trasę w pełnym, ważącym około 20 kilogramów umundurowaniu bojowym.
Inicjatywa ma charakter nie tylko sportowy, ale przede wszystkim społeczny. Jej celem jest zwiększanie świadomości na temat dawstwa szpiku oraz zachęcanie do rejestracji w bazie potencjalnych dawców Fundacji DKMS. Strażacy chcą w ten sposób pokazać, że ratowanie ludzkiego życia nie ogranicza się wyłącznie do działań prowadzonych podczas akcji ratowniczych.
W tegorocznej edycji udział zapowiedziało około dwóch tysięcy strażaków i sympatyków inicjatywy z całej Polski. Uczestnicy zostaną podzieleni na kilkanaście grup, a nad bezpieczeństwem przemarszu czuwać będą ratownicy posiadający kwalifikacje z zakresu kwalifikowanej pierwszej pomocy. Dodatkowo w wybranych grupach dostępne będą defibrylatory AED, które w razie potrzeby umożliwią szybką reakcję.
Start wyprawy zaplanowano w godzinach nocnych. Zbiórka uczestników odbędzie się między godz. 3.00 a 3.30 przy Zalewie Stara Morawa, skąd pierwsza grupa wyruszy o 3.45 w kierunku Bolesławowa, rozpoczynając podejście na Śnieżnik.
Akcja „Strażak na Szlaku” organizowana jest już po raz szósty. W poprzednich latach uczestnicy zdobywali m.in. Rysy, Świnicę, Śnieżkę oraz Babią Górę, a dzięki prowadzonym przy tej okazji działaniom informacyjnym do bazy potencjalnych dawców szpiku udało się zarejestrować ponad siedem tysięcy osób.

Organizatorzy podkreślają, że w inicjatywę można włączyć się również bez udziału w górskiej wyprawie – rejestrując się w bazie Fundacji DKMS lub przekazując informację dalej. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ dla wielu pacjentów chorujących na nowotwory krwi znalezienie zgodnego dawcy, tzw. bliźniaka genetycznego, jest jedyną szansą na powrót do zdrowia.
Skala problemu jest ogromna. Na świecie co 27 sekund, a w Polsce co 40 minut ktoś słyszy diagnozę nowotworu krwi. Każda nowa osoba w bazie potencjalnych dawców może więc realnie zwiększyć czyjąś szansę na życie.
-
Ekologiczny Powiat9 miesięcy temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec8 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Boronów5 miesięcy temuZerwany zaczep, trzy trumny. Sąd skazał kierowcę ciężarówki
-
Kochanowice4 tygodnie temuDo Rzymu dojechali, ale watykański finał rozsypał się na dwie godziny przed startem. Co zawiodło?





