Szykuje się kolejna odsłona jednego z bardziej rozpoznawalnych wydarzeń muzycznych w regionie. XXXVIII Międzywojewódzki Przegląd Amatorskich Zespołów Muzycznych i Solistów „Interpretacje Boronów 2026” po raz kolejny stworzy przestrzeń dla młodych i dorosłych wykonawców, którzy chcą zaprezentować swoje umiejętności, pasję i artystyczną wrażliwość.
Organizowany corocznie przez Gminny Ośrodek Kultury w Boronowie przegląd od lat pełni rolę ważnej platformy promującej amatorski ruch muzyczny. To nie tylko konkurs, ale przede wszystkim okazja do spotkania, wymiany doświadczeń i zaprezentowania własnej interpretacji utworów – zarówno klasycznych, jak i współczesnych.

Tegoroczna edycja skierowana jest do solistów, duetów oraz zespołów wokalnych i instrumentalno-wokalnych z podziałem na grupy wiekowe, obejmujące dzieci, młodzież oraz osoby dorosłe. Organizatorzy stawiają na różnorodność repertuarową i kreatywność, zachęcając do prezentowania także autorskich kompozycji oraz własnych aranżacji.
Finałem przeglądu będzie koncert galowy laureatów, który odbędzie się 13 lutego przyszłego roku o godz. 17.00 w sali widowiskowej GOK-u w Boronowie. Zwycięzcy powalczą m.in. o nagrody oraz Grand Prix w wysokości 600 zł, ufundowane przez lokalny samorząd.
„Interpretacje” od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i stanowią ważny punkt w kalendarzu kulturalnym gminy. Zgłoszenia przyjmowane są do 14 stycznia w formie online, a szczegółowe informacje oraz regulamin dostępne są na stronach organizatora.
Boronów
Boronów będzie produkował i magazynował własny prąd. Gmina pozyskała miliony na inwestycję
Gmina Boronów pozyskała ponad 2,65 mln zł na budowę instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii, które będą zasilać samorządowe obiekty. Inwestycja ma zmniejszyć zależność gminy od energii kupowanej z sieci, a w przyszłości również ograniczyć wydatki na prąd. Umowa o dofinansowanie została już podpisana.
Rosnące koszty utrzymania budynków publicznych sprawiają, że samorządy coraz częściej inwestują we własne źródła energii. W tym kierunku zamierza pójść również Boronów, który otrzymał unijne i krajowe wsparcie na rozbudowę infrastruktury energetycznej. Gmina planuje nie tylko montaż paneli fotowoltaicznych, ale także urządzeń pozwalających magazynować wyprodukowany prąd.

To istotne połączenie, ponieważ sama fotowoltaika nie zawsze pozwala efektywnie wykorzystać całą wytworzoną energię. Najwięcej produkuje jej w ciągu dnia, kiedy zapotrzebowanie poszczególnych obiektów może być mniejsze. Magazyny umożliwią przechowanie części nadwyżek i wykorzystanie ich później, zamiast pobierania całej potrzebnej energii z sieci.
Na przedsięwzięcie przyznano łącznie 2,65 mln zł dofinansowania. Środki pochodzą z programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021–2027 oraz budżetu państwa. Projekt wpisuje się w działania związane z transformacją energetyczną regionu i rozwojem odnawialnych źródeł energii.
Dla gminy najważniejszym efektem inwestycji ma być zmniejszenie ilości prądu kupowanego od zewnętrznych dostawców. Własne instalacje pozwolą pokrywać część bieżącego zapotrzebowania energetycznego samorządowych obiektów, a magazyny zwiększą możliwości wykorzystania energii pochodzącej ze słońca. Ostateczna skala oszczędności będzie jednak zależała od mocy instalacji, wielkości magazynów oraz rzeczywistego zużycia prądu.

Zgodnie z podpisaną umową wszystkie prace powinny zakończyć się do 30 września przyszłego roku.

Boronów
Nowa droga do strefy przemysłowej budzi obawy. Mieszkańcy Boronowa boją się ciężarówek pod oknami
Przebudowa ulicy Leśnej i budowa połączenia z Dębową Górą mają usprawnić dojazd do strefy przemysłowej w Boronowie. Inwestycja nie została jeszcze zakończona, a już pojawiają się obawy dotyczące przyszłego natężenia ruchu. Podczas ostatniej sesji rady gminy jedna z radnych domagała się przedstawienia docelowej organizacji ruchu. Chodzi przede wszystkim o to, czy samochody ciężarowe obsługujące przedsiębiorstwa nie zaczną korzystać z ulic przebiegających w pobliżu domów mieszkańców.
Temat pojawił się w części obrad poświęconej wolnym głosom i wnioskom. Radna przypomniała o złożonym wcześniej wniosku dotyczącym przyszłych zasad poruszania się po przebudowywanej ulicy Leśnej oraz nowym połączeniu z Dębową Górą. Jej zdaniem mieszkańcy powinni poznać planowane rozwiązania, zanim droga zostanie oddana do użytkowania.
– Chciałabym, żeby tutaj wszyscy mieszkańcy i myśmy się też zapoznali, jaka będzie tam docelowa organizacja ruchu – mówiła.

Najwięcej wątpliwości budzi przyszły przebieg tras wykorzystywanych przez ciężki transport. Radna przypomniała, że nowe połączenie powstaje między innymi po to, aby zapewnić odpowiedni dojazd do terenów przemysłowych. Obawia się jednak, że bez właściwego oznakowania i ograniczeń część samochodów ciężarowych może pojawić się na drogach, które dotychczas nie były przygotowane do obsługi takiego ruchu.
– Żeby ta organizacja ruchu była w ten sposób prowadzona, żeby nie utrudniała tutaj mieszkańcom dotychczasowej starej ulicy i tej nowej – argumentowała.
Jak wskazywała, brak oficjalnych informacji powoduje, że wśród mieszkańców krążą różne przypuszczenia dotyczące przyszłego układu komunikacyjnego.
– Każdy ma tam różne wyobrażenia. Jedni mówią, że tu będą jeździć, a inni jeszcze inaczej – zauważyła.
Tym samym radna oczekuje przedstawienia konkretnych rozwiązań, które pozwolą ustalić, jakie trasy zostaną udostępnione samochodom ciężarowym i czy przewidziano ograniczenia chroniące okoliczne ulice przed nadmiernym ruchem.

Sprawa jest tym istotniejsza, że sama przebudowa Leśnej napotkała już problemy techniczne. Badania gruntu wykazały konieczność dodatkowej stabilizacji podłoża, co wpłynęło na zakres prowadzonych prac.

Boronów
Kolejny problem na ulicy Leśnej. Badania gruntu przesądziły o konieczności stabilizacji
Przebudowa ulicy Leśnej w Boronowie ponownie stała się przedmiotem dyskusji podczas niedawnej sesji rady gminy. Tym razem jeden z radnych wrócił do kwestii stabilizacji gruntu i wcześniejszych informacji przekazywanych mu w tej sprawie. Z odpowiedzi urzędników wynika, że ostatecznie wykonane badania wykazały konieczność zastosowania dodatkowego rozwiązania. Urząd podkreśla jednocześnie, że wcześniej nie przesądzano, iż stabilizacja nie będzie potrzebna.
Inwestycja na Leśnej już wcześniej wzbudzała zainteresowanie radnych ze względu na warunki gruntowe napotkane podczas prowadzenia prac. Podczas ostatniej sesji jeden z samorządowców ponownie odniósł się do problemu. Przypomniał, że pytał bezpośrednio, czy wykonanie stabilizacji będzie konieczne.

Według jego relacji miał wówczas uzyskać informację, że nie będzie takiej potrzeby. W trakcie sesji sekretarz gminy zdecydowanie sprostował jednak tę interpretację.
– Już odpowiadam. Powtórzyłem, że nie trzeba robić? Powiedziałem, że prowadzimy badania – odpowiadał.
Jak tłumaczył, decyzja od początku miała zależeć od wyników badań podłoża. Dopiero ich przeprowadzenie pozwoliło określić, czy parametry gruntu umożliwią kontynuowanie inwestycji bez dodatkowego wzmacniania.
Wyniki nie pozostawiły jednak pola do utrzymania prostszego wariantu robót.
– Fakt, badania nam pokazały, czy jest potrzebna, czy nie. Okazało się, że musi być – wyjaśniał sekretarz.
Wykonawca musi więc zastosować stabilizację. Problem ma znaczenie nie tylko techniczne, ponieważ każda zmiana technologii przy realizowanej już inwestycji rodzi pytania o wpływ na koszt przedsięwzięcia oraz termin zakończenia prac.

Sama ulica Leśna jest dla gminy istotna także z punktu widzenia przyszłej obsługi terenów przemysłowych. Powstające połączenie z Dębową Górą ma zmienić układ komunikacyjny tej części Boronowa, dlatego podczas tej samej sesji pojawiły się również pytania o to, którędy po zakończeniu inwestycji zostanie skierowany ciężki transport.

Boronów
Fotowoltaika w centrum Boronowa budzi sprzeciw. Radny: Ja się dowiedziałem o tym z Facebooka
Planowana instalacja fotowoltaiczna z magazynami energii w centrum Boronowa wywołała ostrą dyskusję podczas ostatniej sesji rady gminy. Część radnych przekonywała, że nie została odpowiednio poinformowana o dokładnej lokalizacji przedsięwzięcia, a o jego szczegółach dowiedziała się dopiero od mieszkańców i z mediów społecznościowych. Przedstawiciel lokalnych władz odpowiadał, że możliwości przeniesienia instalacji są mocno ograniczone, ponieważ panele i magazyny energii muszą znajdować się w odpowiednim miejscu względem zasilanych obiektów.
Sprawa pojawiła się w wolnych głosach i wnioskach. Jeden z radnych wrócił do sposobu, w jaki informacje o przedsięwzięciu były wcześniej przekazywane radzie. Jak argumentował, podczas wcześniejszych obrad pojawiały się pytania zarówno o inwestycje przewidziane na 2026 rok, jak i o instalacje fotowoltaiczne. Jego zdaniem nie wynikało z nich jednak wystarczająco jasno, że jedna z instalacji ma znaleźć się właśnie w centrum miejscowości.
– Ja się dowiedziałem o tym z Facebooka – mówił.

Radny przekonywał, że informacje były przekazywane w taki sposób, iż sam nie miał świadomości dokładnego położenia planowanej inwestycji. Przypomniał między innymi lipcową sesję, podczas której wymieniano Grojec, Hucisko, Zumpy oraz teren w rejonie Lewiatana. Podkreślał również, że obecnie odbiera telefony od mieszkańców mających pretensje o wybraną lokalizację, choć decyzji w tej sprawie nie podejmowała rada gminy.
Do dyskusji włączyła się kolejna radna, która zaproponowała rozważenie innego gminnego terenu. Jej zdaniem umieszczenie instalacji w ścisłym centrum może niekorzystnie wpłynąć na wygląd tej części Boronowa. Wskazywała przede wszystkim na sąsiedztwo parku i szkoły.
– Może by trzeba szukać innych rozwiązań – argumentowała.
Sekretarz gminy studził jednak oczekiwania dotyczące przeniesienia inwestycji. Jak wyjaśniał, wskazywana podczas dyskusji alternatywna nieruchomość znajduje się na terenie, którego przeznaczenie uniemożliwia realizację takiego przedsięwzięcia. Znaczenie ma również techniczna strona projektu. Instalacja wraz z magazynami energii ma służyć konkretnym obiektom, dlatego nie może zostać dowolnie odsunięta od miejsc, do których energia ma trafiać.
– Jedyna działka, którą możemy wykorzystać, która ma usługi pełne, to jest ta działka obok Lewiatana – tłumaczył Szymon Żyłka.
W trakcie rozmowy padła także propozycja, aby zamiast kilku instalacji przy poszczególnych obiektach rozważyć stworzenie większej farmy fotowoltaicznej w jednym miejscu. Takie rozwiązanie również spotkało się jednak z zastrzeżeniem urzędu. Sekretarz wskazywał, że w przypadku zasilania gminnych obiektów istotna jest lokalizacja względem przyłączy.
Dyskusja ujawniła przy tym drugi problem. Część radnych uważa, że miała zbyt mały wpływ na wybór konkretnych miejsc. Jedna z radnych zwróciła uwagę, że mieszkańcy bardzo krytycznie odnoszą się do lokalizacji w centrum, podczas gdy sami samorządowcy nie uczestniczyli w podejmowaniu decyzji o wskazaniu działek.
– Tak naprawdę okazuje się, że radni w tym temacie nie mieli nic do powiedzenia i nikt nie powiedział, gdzie będą te miejsca wskazane pod te lokalizacje – stwierdziła.
Z tym obrazem sytuacji nie wszyscy się jednak zgodzili. Podczas sesji przypomniano, że informacja o lokalizacji nieopodal marketu pojawiła się już podczas lipcowych obrad, gdy odpowiadano na pytanie dotyczące planowanych instalacji. Spór dotyczy więc nie tylko samego miejsca, ale także tego, czy wcześniejsza informacja była na tyle precyzyjna, aby radni mogli zorientować się, gdzie dokładnie i w jakiej skali powstanie instalacja.

Na razie nie zapadła decyzja o zmianie lokalizacji. Temat ma jednak wrócić. Przewodnicząca rady Ilona Robak poprosiła o przedstawienie podczas kolejnej sesji informacji dotyczącej kosztów energii. Dane mają pomóc w dalszej dyskusji nad ekonomicznym uzasadnieniem przedsięwzięcia.
Warto przy tym zaznaczyć, że inwestycja jest już uwzględniona w finansach gminy. Podczas tej samej sesji radni jednogłośnie przyjęli zmiany budżetowe obejmujące zadanie dotyczące budowy instalacji fotowoltaicznych wraz z magazynami energii na potrzeby zasilania obiektów gminy Boronów. W ramach zmian 94 tys. zł przesunięto z wydatków inwestycyjnych do bieżących jako koszty pośrednie projektu.

Boronów
Problemy z przebudową ulicy Leśnej. Grunt nie wszędzie trzyma parametry, potrzebne było nowe rozwiązanie
Problemy z podłożem skomplikowały przebudowę ulicy Leśnej w Boronowie. Grunt na poszczególnych odcinkach nie ma jednakowych parametrów, a próby jego odpowiedniego zagęszczenia nie wszędzie przyniosły oczekiwany rezultat. Sprawa była na tyle poważna, że zorganizowano naradę z udziałem wykonawców, projektanta i inspektora nadzoru. Uzgodniono dodatkowe rozwiązanie techniczne, a wójt zapewnia, że na razie nie powinno ono zwiększyć kosztów inwestycji.
O komplikacjach włodarz poinformował podczas ostatniej sesji rady gminy. Jak wyjaśniał, jednym z głównych problemów jest niejednorodność podłoża. Na jego parametry wpływają również wilgotność oraz warunki panujące po opadach.

– Na tych odcinkach są różne zagęszczenia gruntu. Grunt jest niejednolity – mówił Michał Staszyński.
Temat powrócił także w dalszej części sesji. Jeden z radnych wskazywał, że docierały do niego rozbieżne informacje dotyczące sytuacji na budowie. Wójt potwierdził, że problem nie jest jedynie kwestią pogłosek.

– Faktem jest to, że występują różnice w stabilizacji, czyli w zagęszczeniu – odpowiedział.
Wykonawcy podejmowali próby osiągnięcia wymaganych parametrów podłoża, jednak na części przebudowywanego odcinka standardowe metody okazały się niewystarczające.

Kwestia wzbudziła obawy również po stronie firm realizujących zadanie. Chodzi przede wszystkim o ryzyko późniejszych problemów z gotową nawierzchnią, w tym ewentualnych zapadnięć. Dlatego do rozmów włączono projektanta i nadzór inwestorski. Podczas wspólnej narady uzgodniono sposób dalszego prowadzenia robót.
Staszyński zaznaczył, że przy wyborze rozwiązania istotne było nie tylko umożliwienie kontynuowania budowy, ale także to, jak droga będzie zachowywała się po kilku latach użytkowania.
Wykonawcy mają wziąć odpowiedzialność za przyjęte rozwiązanie, a prace będą kontynuowane zgodnie z dokonanymi uzgodnieniami. Podczas sesji pojawiło się jednak kolejne istotne pytanie – o pieniądze. Jedna z radnych chciała wiedzieć, czy komplikacje techniczne i konieczność dodatkowych prac przełożą się na wzrost wartości całej inwestycji. Na obecnym etapie wójt takiego scenariusza nie przewiduje.
– Na razie nie. Trzymamy się w ryzach dyscypliny budżetowej – stwierdził.

Boronów
Po burzy odrywają się duże fragmenty konstrukcji. Radna: Boję się, żeby to na kogoś nie spadło
Nawet metrowej wielkości elementy miały oderwać się podczas burzy od pozostałości obiektu znajdującego się w rejonie skrzyżowania przy moście w Boronowie. Problem zgłosiła jedna z radnych. Choć części, które już spadły, zostały uprzątnięte, zagrożenie jej zdaniem nie minęło. Kolejny duży fragment konstrukcji zaczyna się bowiem odspajać.
Radna zwróciła uwagę na stan pozostałości dawnego obiektu znajdującego się w sąsiedztwie skrzyżowania i mostu. Problem miał szczególnie uwidocznić się po burzy, która przeszła nad miejscowością. Jak relacjonowała, silny wiatr oderwał elementy znacznie większe niż niewielkie kawałki materiału.

– W trakcie burzy w nocy oderwały się tam odłamki. Tu nie chodzi o taką drobną frakcję, dziesięć centymetrów. Tam nawet były odłamki metrowe – mówiła radna.
To, co już spadło, zostało posprzątane. Zdaniem radnej samo uprzątnięcie terenu nie rozwiązuje jednak problemu. Z pozostałości obiektu ma odchodzić następny duży płat, który może spaść podczas kolejnego podmuchu wiatru lub wskutek dalszego pogarszania się stanu konstrukcji.

– Tam się oderwały naprawdę duże elementy. To jest niebezpieczne. Tam tak na kilka centymetrów już kolejna frakcja tak jakby się odczepiła i to jest taki płat, nie wiem, prawie że metrowy – alarmowała.
Największe obawy dotyczą bezpieczeństwa osób znajdujących się w pobliżu. Radna nie kryła, że właśnie ryzyko oderwania kolejnych elementów skłoniło ją do publicznego zgłoszenia sprawy.
– Boję się, żeby to na kogoś tam nie spadło. To jest duże, to są elementy naprawdę. To jest takie niebezpieczne – podkreśliła.
Podczas sesji nie przedstawiono konkretnego sposobu ani terminu zabezpieczenia miejsca.

Boronów
Ostra wymiana zdań między wójtem a radną w Boronowie: To zostało tylko kamieniem zasypane
Jednym z najbardziej napiętych momentów ostatniej sesji Rady Gminy Boronów był spór pomiędzy wójtem Michałem Staszyńskim a radną Krystyną Nowak. Włodarz wrócił do jej wypowiedzi z poprzednich obrad, przeprosił byłego wójta i pracowników urzędu za to, że wówczas nie zareagował wystarczająco stanowczo, a następnie zaapelował o formułowanie publicznych zarzutów wyłącznie na podstawie faktów. Radna odpowiedziała, że jej słowa zostały nadinterpretowane.
Napięcie pojawiło się już na początku sprawozdania wójta z działalności międzysesyjnej. Michał Staszyński, zamiast ograniczyć się do bieżących spraw gminy, wrócił do dyskusji z poprzedniej sesji.

– Kieruję swoje przeprosiny w kierunku wójta Bełkota i pracowników urzędu gminy. Dlaczego przepraszam? Że nie zareagowałem zbyt szybko i zbyt mocno na słowa pani radnej Krystyny Nowak na ostatniej sesji – mówił.
Wójt podkreślał, że nie sprzeciwia się krytyce działalności samorządu, ale jego zdaniem publiczne podważanie rzetelności urzędników lub włodarza wymaga przedstawienia konkretnych podstaw.
– Cokolwiek nawet na sesji tutaj mówimy, to powinno być podparte dowodami. Faktami. Kto godzi w dobre imię pracownika czy wójta? – pytał.
Jednym ze źródeł konfliktu była wcześniejsza inwestycja związana z kanalizacją i stanem nawierzchni po zakończeniu prac. Staszyński odniósł się także do krytycznych uwag dotyczących „standardów tego urzędu”, uznając, że takie sformułowania uderzają również w pracowników.
– Urząd jak każdy urząd. Lepiej i gorzej pracujemy. Pracownicy są kompetentni i starają się wywiązywać ze swojego obowiązku. Robią to rzetelnie – przekonywał.
Tę część wystąpienia zakończył apelem skierowanym do radnych.
– Chciałbym prosić, żeby w przyszłości bardzo ważyć słowa i tutaj na sesji, i nawet na komisjach – powiedział.

Krystyna Nowak nie pozostawiła tych uwag bez odpowiedzi. Zakwestionowała przede wszystkim interpretację swojej wcześniejszej wypowiedzi.
– To była ta nadinterpretacja wypowiedzi, więc nie padło coś takiego jak podwójne finansowanie – stwierdziła.

Radna wyjaśniała, że istotą jej zastrzeżeń nie było oskarżenie o dwukrotne finansowanie tych samych robót, lecz sposób wykonania obowiązków wynikających z umowy po budowie kanalizacji.
– Chodziło o brak odtworzenia nawierzchni, które były zapisane w umowie, że wykonawca po wykonaniu kanalizacji ma przywrócić do stanu poprzedniego. To nie miało miejsca. To zostało tylko kamieniem zasypane – mówiła.
Boronów
Cztery lata przygotowań do fotowoltaiki. Wójt ostrzega: Zmiana lokalizacji może słono kosztować
Prace trwają od około czterech lat, dokumentacja jest już przygotowana, a w perspektywie pozostaje możliwość pozyskania zewnętrznego dofinansowania. Mimo to podczas sierpniowej sesji Rady Gminy Boronów powróciły wątpliwości dotyczące lokalizacji planowanej instalacji fotowoltaicznej i magazynów energii. Wójt przestrzegł, że zmiana miejsca na tak zaawansowanym etapie może oznaczać dla samorządu poważne straty finansowe.
Temat pojawił się w sprawozdaniu włodarza w związku z rozmowami prowadzonymi podczas gminnych dożynek. Jak wynikało z jego wypowiedzi, część pytań dotyczyła terenu, na którym mają znaleźć się panele oraz infrastruktura służąca do magazynowania wyprodukowanej energii. Michał Staszyński podkreślał, że przedsięwzięcie nie jest świeżym pomysłem.

– Z tego, co się zorientowałem, już cztery lata trwa ten projekt – mówił.
W tym czasie gmina poczyniła już przygotowania dokumentacyjne. To właśnie stopień zaawansowania projektu ma obecnie mocno ograniczać możliwość swobodnego przeniesienia inwestycji w inne miejsce. Zdaniem wójta rozpoczęcie części procedur od nowa mogłoby oznaczać utratę pieniędzy wydanych na dotychczasowe prace.

– W tej chwili zmiana projektów wiąże się z wielkimi stratami finansowymi – tłumaczył.
Włodarz odniósł się również do zastrzeżeń związanych z wpływem paneli na otoczenie. Wyraźnie zaznaczył, że przedstawia własną ocenę, natomiast ostateczne decyzje należą do rady.

– Osobiście uważam, to moje prywatne zdanie, ale wy decydujecie o wszystkim. Takie płytki nigdzie nie straszą, nie przeszkadzają w krajobrazie – powiedział.
Za utrzymaniem przedsięwzięcia przemawiać ma również jego praktyczne znaczenie. Energia wytwarzana przez instalację mogłaby zostać wykorzystana na potrzeby gminnej infrastruktury, a magazyny pozwoliłyby lepiej gospodarować jej nadwyżkami. Wójt akcentował przy tym ekologiczny aspekt projektu.
– Ważniejsza jest czysta energia i czyste powietrze – przekonywał.
Boronów
Awaria po godzinach? Mieszkańcy dzwonili nawet do wójta, teraz ma się to zmienić
Co ma zrobić mieszkaniec Boronowa, gdy wieczorem pęknie rura, woda zacznie się lać, a urząd jest już zamknięty? To praktyczne pytanie pojawiło się podczas sesji rady gminy, która odbyła się pod koniec sierpnia. Okazało się, że dotychczasowy sposób zgłaszania takich zdarzeń nie dla wszystkich jest oczywisty, a posiadanie prywatnego numeru telefonu do wójta trudno uznać za rozwiązanie systemowe. Radni zaproponowali więc utworzenie jednego, łatwo dostępnego numeru awaryjnego.
Problem został poruszony w wolnych głosach i wnioskach. Jeden z radnych przytoczył konkretną sytuację, kiedy wieczorną porą otrzymał telefon od teściowej.
– Moja teściowa zadzwoniła i mówi, że rura pękła. Woda się leje. Komu tu zgłosić? – relacjonował.

Sytuacja zwróciła uwagę na lukę w przepływie informacji. Radni czy osoby znające pracowników samorządu mogą próbować szukać pomocy poprzez prywatne kontakty. Przeciętny mieszkaniec, szczególnie w godzinach wieczornych, weekendy lub święta, może jednak nie wiedzieć, do kogo powinien zadzwonić.

W dyskusji przyznano, że część takich zgłoszeń trafiała wcześniej bezpośrednio do włodarza.
– Ci, którzy mieli numer do pana wójta, to dzwonili do pana wójta – zauważyła jedna z radnych.
Uczestnicy dyskusji zgodzili się, że potrzebny jest bardziej przejrzysty system. Zamiast szukania kontaktu do konkretnego urzędnika lub włodarza miałby funkcjonować jeden numer przeznaczony do zgłaszania awarii i innych nagłych zdarzeń.
– Warto, żeby był jeden taki numer, żeby można było go przekazywać zainteresowanym – mówił jeden z uczestników dyskusji.

Samo uruchomienie telefonu nie rozwiąże jednak problemu, jeżeli mieszkańcy nie będą wiedzieli o jego istnieniu. Dlatego zwrócono uwagę, że kontakt powinien zostać szeroko rozpowszechniony, a nie jedynie zamieszczony w internecie.
– Te informacje powinny być w biuletynie i na stronie. W momencie, kiedy się coś dzieje. Bo to nie tylko chodzi o awarię wody, ale też czasami wskazuje się na różne takie sytuacje – argumentowano.
Boronów
Setki podpisów pod petycją w sprawie ronda: Biurokracja stawiana jest ponad elementarnym bezpieczeństwem
644 mieszkańców poparło petycję dotyczącą przeciągającej się przebudowy skrzyżowania dróg wojewódzkich nr 905 i 907 w centrum Boronowa. W dokumencie skierowanym do władz województwa nie ograniczono się do apelu o szybkie wznowienie robót. Padły również mocne zarzuty dotyczące przewlekłości procedur i współpracy pomiędzy instytucjami. Mieszkańcy domagają się wyłonienia nowego wykonawcy, usprawnienia komunikacji na linii gmina-województwo oraz postawienia bezpieczeństwa ponad formalnościami.
Sprawa niedokończonego ronda była jednym z ważniejszych tematów ostatniej sesji Rady Gminy Boronów. Petycję przygotowano z inicjatywy radnej Krystyny Nowak, a na początku sierpnia radni zbierali pod nią podpisy mieszkańców.
Sednem protestu jest obecny stan skrzyżowania w centrum miejscowości. Roboty pozostają niedokończone, a mieszkańcy muszą funkcjonować w warunkach tymczasowej organizacji ruchu, zwężeń i dużego natężenia tranzytu.
– Rozkopane i niedokończone skrzyżowanie w ścisłym centrum miejscowości generuje szereg niebezpieczeństw – podkreślała na sesji radna Nowak.
Autorzy petycji zwrócili uwagę przede wszystkim na ruch samochodów ciężarowych i autocystern przewożących paliwo. Problem dotyczy również pieszych i rowerzystów, a szczególne obawy budzi bezpieczeństwo dzieci oraz seniorów. W bezpośrednim otoczeniu przebudowywanego skrzyżowania znajdują się miejsca codziennie odwiedzane przez mieszkańców, m.in. szkoła, przedszkola, sklepy, kościół, zakłady pracy i instytucje gminne.
Petycja jest jednak nie tylko apelem o dokończenie inwestycji. Zawiera również krytyczną ocenę sposobu współpracy instytucji zaangażowanych w przedsięwzięcie. Zdaniem jej autorów przedłużające się procedury zaczęły przesłaniać zasadniczy cel, jakim jest doprowadzenie skrzyżowania do stanu zapewniającego bezpieczne korzystanie z niego.
– Odnosimy wrażenie, że od pewnego czasu instytucje działają w izolacji od siebie. Proces decyzyjny i formalny przeciąga się w czasie, ale realizacja kluczowego dla regionu projektu nie może stać się zakładnikiem braku porozumienia czy zrozumienia na linii gmina-województwo – zapisano w petycji.
Jeszcze ostrzej sformułowano zarzut dotyczący przeciągających się formalności.
– Jako społeczność lokalna nie możemy dłużej akceptować sytuacji, w której ta biurokracja stawiana jest ponad elementarnym bezpieczeństwem ludzi – odczytała radna.

Mieszkańcy przedstawili także konkretne oczekiwania. Chcą usprawnienia przepływu informacji między instytucjami oraz powołania wspólnego zespołu roboczego złożonego z przedstawicieli województwa i gminy. Miałby on na bieżąco rozwiązywać problemy formalne oraz przekazywać mieszkańcom informacje o postępach.
Jednym z najważniejszych postulatów pozostaje jak najszybsze wyłonienie nowego wykonawcy i wznowienie prac. Autorzy petycji oczekują również rozliczenia poprzedniej firmy, w tym egzekwowania należności wynikających z zawartej umowy.
Jak poinformowano podczas sesji, dokument został odebrany 17 sierpnia w urzędzie marszałkowskim, a dzień później trafił także do Urzędu Gminy Boronów. Do czasu obrad odpowiedź jeszcze nie nadeszła.
Przewodnicząca rady relacjonowała również rozmowę z marszałkiem, do której doszło podczas gminnych dożynek. Jak mówiła, zwracała uwagę przede wszystkim na bezpieczeństwo w rejonie prowadzonych robót, przywołując także wcześniejsze zdarzenie z udziałem jednej z miejscowych dziewczynek. Według jej relacji marszałek zapowiedział podjęcie tematu podczas roboczych rozmów z przedstawicielami Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach.
Jeżeli formalna odpowiedź na petycję nie nadejdzie, przedstawiciele samorządu zapowiadają ponowne upomnienie się o stanowisko. Presja ze strony mieszkańców jest już jednak wyraźna. Ponad 600 podpisów i mocny język petycji pokazują, że przedłużająca się przebudowa przestała być postrzegana jedynie jako uciążliwa inwestycja drogowa. Dla jej autorów stała się przede wszystkim problemem bezpieczeństwa i sprawdzianem skuteczności współpracy pomiędzy gminą a instytucjami wojewódzkimi.
Boronów
Wakacje minęły, rondo wciąż rozkopane. Wójt Boronowa o współpracy z województwem: To nie jest normalne
Rondo na skrzyżowaniu dróg wojewódzkich nr 905 i 907 w Boronowie nadal pozostaje niedokończone, a wznowienie robót blokują kolejne procedury. Podczas ostatniej sesji wójt Michał Staszyński nie krył irytacji tempem działań po stronie województwa. Po rozwiązaniu umowy z poprzednim wykonawcą minęły kolejne tygodnie, sezon sprzyjający prowadzeniu robót zaczął uciekać, a przed ogłoszeniem nowego przetargu konieczna jest jeszcze inwentaryzacja tego, co już wykonano.
Problem z inwestycją ciągnie się od czasu zakończenia współpracy z dotychczasową firmą. Jak przekonywał włodarz Boronowa podczas sesji, odstąpienie od umowy było konsultowane, a przyczyną decyzji miały być między innymi niewystarczające tempo robót i brak perspektyw na dotrzymanie terminu.
– Widzieliśmy, że nie wykonają w terminie i prace szły ślamazarnie. Odstąpienie od umowy było zrobione legalnie i prawidłowo – mówił Michał Staszyński.
Rozwiązanie umowy nie otworzyło jednak od razu drogi do wyboru kolejnego wykonawcy. Z relacji przedstawionej podczas sesji wynikało, że gmina czekała najpierw na rozstrzygnięcia dotyczące pieniędzy, później na aneks i kolejne formalności. W tym czasie pracownicy samorządu mieli wielokrotnie kontaktować się z urzędem marszałkowskim i uczestniczyć w spotkaniach dotyczących inwestycji.
– Minął czerwiec, minął prawie lipiec, czekaliśmy. W międzyczasie monitorowaliśmy spotkania, byli wzywani nasi pracownicy, jeździliśmy tam z powrotem bez pożytku – relacjonował wójt.
Największym problemem stał się upływ czasu. Gminie zależało na jak najszybszym wznowieniu inwestycji, aby wykorzystać okres sprzyjający prowadzeniu robót drogowych. Tak się jednak nie stało.
– A całe wakacje minęły – podsumował Staszyński.

Przed samorządem pojawiła się tymczasem kolejna procedura. Urząd marszałkowski miał powołać komisję odpowiedzialną za inwentaryzację prac pozostawionych przez poprzedniego wykonawcę. Zdaniem wójta zakres robót nie uzasadnia tak długiego oczekiwania na przeprowadzenie tych czynności.
– Czy rzeczywiście tam jest aż potrzebna jakaś komisja specjalna, nadzwyczajna, żeby robić inwentaryzację? Tam ciągiem jednego dnia albo pół dnia można tę inwentaryzację zrobić – argumentował.
Podobne wątpliwości pojawiły się po stronie radnych. Jeden z samorządowców ocenił, że czas przeznaczony na działania komisji jest trudny do zrozumienia.
– Po co taki czas komisji? No nie wiem, to chyba jest tylko przeciąganie sprawy. Nie mamy wyjścia. Nie mamy nic. Musimy uzbroić się w cierpliwość – mówił.
Dopiero zakończenie inwentaryzacji ma umożliwić przejście do dalszych działań i przygotowanie postępowania, które pozwoli wybrać firmę mającą dokończyć rondo. Gmina nie może jednak samodzielnie nadać sprawie szybszego biegu. Jak podkreślił Staszyński, jej udział finansowy w przedsięwzięciu jest znacznie mniejszy niż strony wojewódzkiej, co ogranicza możliwości działania.
– My mamy jedną czwartą, ten silniejszy ma trzy czwarte inwestycji i finansowo musimy czekać. Czekamy na tę zgodę i normalną współpracę. To nie jest normalne – stwierdził wójt.
O problemach z inwestycją pisaliśmy także tutaj.
Boronów
Niepokojące sygnały z parku w Boronowie. Radni mówią o zaczepianiu dzieci i chcą więcej patroli policji
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Boronów radni zwrócili uwagę na niepokojące sytuacje, do których w czasie wakacji miało dochodzić w miejscowym parku. Mówiono między innymi o osobach zaczepiających dzieci oraz innych zachowaniach budzących obawy mieszkańców. Samorządowcy chcą, by policja częściej kontrolowała to miejsce. Wójt Michał Staszyński zapewnił, że funkcjonariusze wiedzą już o problemie.
Temat pojawił się w końcowej części obrad. Jeden z radnych zwrócił uwagę, że w ostatnich tygodniach park miał być miejscem zdarzeń wzbudzających obawy mieszkańców. Najpoważniej zabrzmiała informacja dotycząca zachowania niektórych przebywających tam osób wobec najmłodszych.
– Podczas wakacji było sporo takich sygnałów. W tym naszym parku było sporo niebezpiecznych sytuacji związanych z nieprzyjemnymi osobami, które tam do dzieci jakieś podejścia robili – mówił radny.
Samorządowiec zasugerował, że odpowiedzią mogłyby być częstsze kontrole parku. Z wypowiedzi wójta wynikało, że temat był już wcześniej sygnalizowany policji.
– Wiedzą o tym i mają to na uwadze. Jeszcze zresztą poproszę, żeby na to zwrócić szczególną uwagę – zapewnił Michał Staszyński.
Jeden z uczestników dyskusji zaznaczył przy tym, że funkcjonariusze są w tym miejscu widywani. Problemem pozostaje jednak skuteczność podejmowanych działań wobec osób, które regularnie mogą zakłócać porządek. Dyskusja zeszła więc na mandaty, upomnienia oraz możliwość zastosowania innych rozwiązań.

Jeden z radnych zwrócił uwagę na trudności z egzekwowaniem kar od części takich osób.
– Oni tym, co są na zasiłkach, nie wystawiają mandatów, tylko upomnienia. Z nich i tak nie ściągną – przekonywał.
Inny uczestnik obrad nie zgadzał się jednak z takim podejściem. Argumentował, że funkcjonariusz podczas interwencji nie powinien uzależniać swojej reakcji od tego, czy nałożoną karę uda się później wyegzekwować.
Na sali pojawił się również pomysł wykorzystania do prac interwencyjnych. Szybko wskazano jednak na problemy organizacyjne i prawne, które wcześniej miały już komplikować podobne rozwiązania. Chodzi między innymi o konieczność zapewnienia odzieży roboczej, odpowiedniego przeszkolenia i nadzoru, a także odpowiedzialność w razie wypadku podczas wykonywania pracy.
– Trzeba dać ubrania robocze, trzeba ich przeszkolić. A jak się coś stanie? – argumentował jeden z radnych.
Boronów
Nowy kort już służy mieszkańcom. Boronów uruchomił bezpłatne lekcje tenisa i internetowe rezerwacje
Nowy kort w Boronowie już działa pełną parą. Niedługo po jego otwarciu ruszyły bezpłatne lekcje dla mieszkańców, a poza godzinami zorganizowanych zajęć obiekt można samodzielnie rezerwować przez internet. Gmina chce w ten sposób zachęcić do gry również tych, którzy z tenisem dotychczas nie mieli za wiele wspólnego.
Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu – w soboty o godz. 11.00 oraz w poniedziałki o godz. 17.00 – i prowadzi je Maksymilian Klama. Nie ma ograniczeń wiekowych ani wymogu wcześniejszego doświadczenia. Można przyjść i nauczyć się podstaw albo popracować nad techniką. Trzeba jedynie mieć własną rakietę.
To kolejny etap uruchamiania obiektu, którego budowa kosztowała niespełna 260 tys. zł. Kort oddano do użytku pod koniec sierpnia. Podczas inauguracji obiektu mieszkańcy mogli wziąć udział w otwartym treningu, a jednym z punktów programu był pokazowy pojedynek z udziałem samorządowców i młodej tenisistki. Po jednej stronie siatki stanęli burmistrz Lublińca Edward Maniura oraz wójt Boronowa Michał Staszyński, a po drugiej Pola Cichoń, jedna z czołowych polskich tenisistek do lat 16, reprezentująca Górnika Bytom.
Po inauguracyjnym wydarzeniu przyszła pora na codzienne korzystanie z obiektu. Boronów uruchomił internetowy system rezerwacji, za pomocą którego można sprawdzić wolne terminy i zarezerwować kort bez zakładania konta. Jednorazowa rezerwacja może obejmować jedną lub dwie sąsiadujące godziny. Do jej dokonania wystarczą imię i nazwisko oraz numer telefonu, a adres e-mail jest opcjonalny. System umożliwia również samodzielne anulowanie terminu za pomocą wygenerowanego kodu.
Zgodnie z regulaminem korzystanie z kortu odbywa się właśnie po wcześniejszej rezerwacji online. Jedna osoba może mieć jedną aktywną rezerwację obejmującą maksymalnie dwie godziny, a kolejny termin można zająć po zakończeniu lub anulowaniu poprzedniego.
W ten sposób nowa inwestycja od razu została połączona z konkretną ofertą dla mieszkańców. Ci, którzy już potrafią grać, mogą samodzielnie zarezerwować kort, a początkujący najpierw skorzystać z bezpłatnych treningów i nauczyć się podstaw pod okiem instruktora.
Udział w treningach jest bezpłatny, ale obowiązują wcześniejsze zapisy pod numerem telefonu 665 274 329.
Boronów
Parowóz znów zagwiżdże w Boronowie. Historyczny skład przejedzie przez miejscowość
Dym nad torami, charakterystyczny gwizd i widok, który dziś należy już do rzadkości. 19 września do Boronowa zawita historyczny pociąg retro prowadzony przez parowóz. Jego przejazd będzie jednym z najbardziej widowiskowych punktów obchodów stulecia oddania do eksploatacji linii kolejowej Kalety-Podzamcze przebiegającej przez miejscowość.
Miłośnicy kolei i mieszkańcy regionu będą mieli okazję cofnąć się o kilka dekad i zobaczyć na torach skład przypominający czasy, gdy parowozy były codziennym elementem kolejowego krajobrazu. Historyczny pociąg ma pojawić się na stacji w Boronowie 19 września około godz. 8.30.

Wizyta nie będzie przypadkowa. W tym roku przypada 100. rocznica oddania do eksploatacji linii kolejowej Kalety-Podzamcze. Jubileusz ma stać się okazją nie tylko do przypomnienia historii samej trasy, ale również roli, jaką kolej przez dziesięciolecia odgrywała dla mieszkańców i rozwoju miejscowości.
Największe zainteresowanie z pewnością wzbudzi sam parowóz. Buchająca para, dym unoszący się nad torami, potężne koła i charakterystyczna konstrukcja lokomotywy tworzą widowisko, którego na współczesnej kolei praktycznie nie można już oglądać na co dzień. Za maszyną pojadą zabytkowe wagony, dzięki czemu cały skład ma przypominać pociągi, które przed laty przemierzały polskie linie kolejowe.
Dla starszych mieszkańców może być to sentymentalny powrót do czasów, gdy podobne maszyny regularnie prowadziły składy pasażerskie. Dla młodszych – okazja, by po raz pierwszy zobaczyć pracujący parowóz nie w muzeum czy na zdjęciu, lecz na prawdziwych torach.
Organizatorzy liczą, że wydarzenie przyciągnie nie tylko pasjonatów kolejnictwa, lecz także całe rodziny. Przejazd ma być okazją do wspólnych zdjęć, spotkania miłośników historii oraz przypomnienia kolejowych tradycji Boronowa.
– Zapraszamy do licznego udziału w tym historycznym wydarzeniu wszystkich mieszkańców, miłośników kolei, stowarzyszenia, całe rodziny, dzieci i młodzież. Niech perony wypełnią się biało-czerwonymi flagami, uśmiechami i niezapomnianą atmosferą – zachęcają.
Boronów
Samorządowi wyjadacze kontra młoda tenisistka. Czy nastolatka ogra Maniurę i Staszyńskiego?
Nowy kort tenisowy w Boronowie kosztował 259 tys. zł i już w najbliższą sobotę przejdzie pierwszy poważny test. Nie techniczny, lecz frekwencyjny. Gmina zaprasza mieszkańców na jego nietypowe otwarcie. Będzie trening, a później mecz pokazowy, w którym po jednej stronie siatki staną burmistrz Lublińca i wójt Boronowa. Naprzeciw nich zagra Pola Cichoń z Górnika Bytom. I trudno o lepszy sposób, żeby nowy obiekt od pierwszego dnia przestał być tylko inwestycją, a zaczął być miejscem animacji życia sportowego.
W Boronowie rakiety pójdą w ruch 29 sierpnia. O godz. 10.00 rozpocznie się otwarty trening tenisowy, a około godz. 11.30 zaplanowano mecz pokazowy. Organizatorzy nie kierują zaproszenia wyłącznie do osób, które wiedzą, czym różni się forhend od bekhendu. Przyjść mogą wszyscy, którzy chcą zobaczyć nowy obiekt, spróbować gry albo po prostu obejrzeć sportowe widowisko.

Będzie co oglądać, bo scenariusz meczu pokazowego jest niecodzienny. Pola Cichoń, zawodniczka Górnika Bytom to jedna z wyróżniających się tenisistek młodego pokolenia. Tegoroczna mistrzyni Polski kadetek U16 w drużynie stanie naprzeciw dwóch samorządowych wyjadaczy. Edward Maniura i Michał Staszyński tym razem nie spotkają się przy negocjacyjnym czy konferencyjnym stole. Dostaną rakiety i wspólnie spróbują zatrzymać młodą zawodniczkę. Czy przewaga liczebna pomoże? To już okaże się na korcie.
Samo otwarcie jest finałem inwestycji przygotowywanej od kilku miesięcy. Umowę podpisano w marcu. Nowy kort ma 18 na 36 metrów. Wykonano na nim nawierzchnię ze sztucznej trawy wypełnionej piaskiem kwarcowym, zamontowano piłkochwyty i komplet wyposażenia potrzebnego do prowadzenia gry.
Dla Michała Staszyńskiego sobotnie wydarzenie będzie miało jednak jeszcze jeden wymiar. Wójt nie pojawi się na korcie wyłącznie w roli gospodarza inwestycji. Z tenisem związany jest od lat, a właśnie w Boronowie ponad dwie dekady temu rozpoczynał pracę jako trener.
– Ponad dwadzieścia lat temu rozpoczynałem swoją przygodę z tenisem jako trener właśnie w Boronowie. Pierwsi uczniowie to już dorośli, może pojawią się na otwarciu – mówi.
Jest w tym pewna klamra. Po latach Boronów doczekał się własnego kortu, a pierwszy trening na nowym obiekcie poprowadzi Maksymilian Klama, mieszkaniec gminy i wychowanek Staszyńskiego z koszęcińskiej akademii tenisa.
– Ma uprawnienia instruktorskie, jestem z niego dumny – dodaje wójt.
I właśnie ten element może być dla nowego kortu ważniejszy niż sobotni mecz pokazowy. Sam obiekt nie sprawi jeszcze, że w gminie pojawią się tenisiści. Potrzebni są ludzie, którzy będą chcieli na nim grać, oraz osoby, które pokażą początkującym, od czego zacząć i jak rozkochać nowe pokolenie w tym pięknym sporcie.
Boronów
Rondo w Boronowie utknęło po raz kolejny. Był nowy wykonawca, ale przetarg trzeba było unieważnić
Budowa ronda w centrum Boronowa miała uporządkować ruch na jednym z najważniejszych skrzyżowań w miejscowości. Zamiast tego inwestycja od miesięcy stoi pod znakiem kolejnych komplikacji. Najpierw gmina zerwała umowę z pierwszym wykonawcą z powodu braku postępu robót. Później udało się przeprowadzić nowy przetarg i wybrać firmę, która miała dokończyć zadanie. Do podpisania umowy jednak nie doszło. Tym razem problemem – jak podnoszą władze gminy – okazały się kwestie finansowe i terminy po stronie samorządu województwa.
Chodzi o przebudowę skrzyżowania ulic Wojska Polskiego, Wolności i Poznańskiej, czyli dróg wojewódzkich nr 905 i 907. Inwestycja o wartości około 6 mln zł jest w znacznej części finansowana ze środków urzędu marszałkowskiego.
Pierwsze poważne problemy pojawiły się już podczas realizacji robót. W maju gmina odstąpiła od umowy z dotychczasowym wykonawcą. Samorząd tłumaczył tę decyzję „poważnymi i długotrwałymi nieprawidłowościami” oraz brakiem postępu prac.
Po zerwaniu kontraktu konieczne było przejęcie placu budowy, zinwentaryzowanie wykonanych robót, uporządkowanie dokumentacji i rozliczenie wcześniejszego wykonawcy. Dopiero po zakończeniu tych czynności urzędnicy mogli ponownie szukać firmy, która przejmie inwestycję.
Nowe postępowanie przetargowe dawało nadzieję na szybkie wznowienie robót. 24 czerwca gmina wybrała ofertę firmy z Boronowa, która zaproponowała wykonanie pozostałego zakresu za 3,73 mln zł. Wydawało się więc, że po kilku tygodniach przestoju inwestycja wreszcie ruszy ponownie. Tak się jednak nie stało.
14 lipca gmina unieważniła zarówno wybór najkorzystniejszej oferty, jak i całe postępowanie. Powodem nie były problemy z nowym wykonawcą, lecz zmiany dotyczące finansowania inwestycji.
Z dokumentów wynika, że w chwili ogłaszania przetargu lokalny samorząd dysponował porozumieniem z województwem, które zapewniało środki i przewidywało rozliczenie zadania do 11 grudnia bieżącego roku. Termin wykonania robót określono natomiast na pięć miesięcy od podpisania umowy. Dopiero już w trakcie postępowania Boronów został poinformowany, że jeszcze w kwietniu zarząd województwa przesunął część pieniędzy przeznaczonych na rondo. Gmina – jak podkreślono w uzasadnieniu unieważnienia – wcześniej nie miała o tym wiedzy.
Sytuację próbowały uporządkować kolejne aneksy. Jak informuje boronowski urząd, 25 czerwca urząd marszałkowski zdecydował o ponownym zwiększeniu finansowania do wysokości odpowiadającej wartości wybranej oferty. Problem w tym, że nie zmieniono terminu końcowego rozliczenia inwestycji, który nadal przypadał na 11 grudnia. Przy wymaganych pięciu miesiącach realizacji zawarcie umowy w późniejszym terminie oznaczałoby, że wykonawca nie zdążyłby wykonać robót i rozliczyć zadania zgodnie z warunkami przetargu.
Zgodnie z argumentacją, gmina nie mogła już po wyborze oferty zmienić jednego z podstawowych warunków zamówienia, czyli czasu realizacji. W efekcie uznano, że postępowanie ma wadę, której na tym etapie nie da się usunąć, i przetarg został unieważniony.
Dla mieszkańców formalne zawiłości oznaczają przede wszystkim dalsze utrudnienia. W centrum Boronowa ruch nadal odbywa się jednym pasem i jest sterowany tymczasową sygnalizacją świetlną. Niedokończona inwestycja komplikuje codzienny przejazd przez miejscowość, utrudnia również funkcjonowanie mieszkańcom i przedsiębiorcom.
Samorząd gminny zapewnia, że prowadzi rozmowy z urzędem marszałkowskim i chce jak najszybciej stworzyć warunki do ponownego wyłonienia wykonawcy. Na razie mieszkańcom pozostaje więc czekać. Rondo, które miało poprawić bezpieczeństwo i płynność ruchu w centrum Boronowa, stało się inwestycją, której największym problemem jest dziś nie sama budowa, lecz doprowadzenie do momentu, w którym będzie można ją w ogóle wznowić.
Boronów
Boronów podziękuje za tegoroczne plony. Dożynki z koncertami i zabawą do późnego wieczora
Mieszkańcy gminy Boronów ponownie spotkają się, by wspólnie podziękować za tegoroczne plony i uczcić pracę rolników. Gminne dożynki odbędą się w sobotę, 22 sierpnia, a ich program połączy tradycyjny ceremoniał, prezentacje sołectw, muzykę ludową, koncert gwiazdy wieczoru oraz zabawę taneczną.
Świętowanie rozpocznie się o godz. 15.00 mszą świętą w kościele parafialnym w Boronowie. Następnie uczestnicy przeniosą się do parku gminnego, gdzie o godz. 16.00 zaplanowano prezentację sołectw. Kwadrans później odbędzie się oficjalne powitanie gości oraz tradycyjne dzielenie chlebem, symbolizujące wdzięczność za zebrane plony i szacunek dla pracy na roli.

Część artystyczną otworzy zespół Folk Express. O godz. 17.30 rozpoczną się zawody sołectw, które mają dostarczyć publiczności nie tylko sportowych emocji, lecz także sporej dawki humoru i dobrej zabawy. Wieczorem na scenie zaprezentują się zespoły związane z regionalną kulturą. O godz. 19.00 wystąpi Zespół Ludowy Boronowianie, a o godz. 19.40 publiczność usłyszy zespół Racisova.
Głównym punktem muzycznym tegorocznych dożynek będzie koncert zespołu Poparzeni Kawą Trzy. Formacja pojawi się na scenie o godz. 21.00 i zaprezentuje swoje najbardziej znane utwory, łączące rockową energię, charakterystyczne brzmienie sekcji dętej oraz lekkie, humorystyczne teksty.
Po koncercie zabawa przeniesie się na parkiet. O godz. 22.00 rozpocznie się dyskoteka. Organizatorzy zapowiadają wspólną zabawę do późnych godzin wieczornych.
Dożynki zostały przygotowane z myślą o całych rodzinach. Na najmłodszych czekać będą darmowe dmuchańce, natomiast dorośli będą mogli skorzystać z bogatej oferty stoisk gastronomicznych. Nie zabraknie także okazji do spotkań, rozmów i wspólnego świętowania w gronie mieszkańców poszczególnych sołectw.
Boronów
Stada z ponad setką jeleni, trzy watahy wilków i nowy rezerwat. Co dzieje się w lasach wokół Boronowa?
Jelenie tworzące stada liczące nawet 150 sztuk, szkody w młodych uprawach leśnych, trzy watahy wilków, martwe drzewostany zalewane przez bobry i zagrożenie jemiołą sosnową przesuwającą się ze strony Opolszczyzny. Taki obraz problemów przedstawił radnym nadleśniczy Nadleśnictwa Koszęcin Jacek Haładaj. W planach jest jednocześnie utworzenie drugiego rezerwatu przyrody na terenie gminy Boronów, obejmującego stary las dębowy i pozostałości historycznej sztolni.
Informacja o działalności Nadleśnictwa Koszęcin była jednym z najbardziej obszernych punktów ostatniej sesji. Jacek Haładaj przedstawił strukturę miejscowych lasów, zasady prowadzenia gospodarki leśnej, skalę pozyskania drewna, ochronę przyrody oraz problemy wynikające ze zmian klimatycznych i rosnącej liczby zwierząt.

Nadleśnictwo Koszęcin gospodaruje na ponad 20 tys. hektarów gruntów, z czego około 19,75 tys. hektarów stanowią lasy. Na terenie samej gminy Boronów znajduje się około 3,88 tys. hektarów gruntów nadleśnictwa, w tym ponad 3,83 tys. hektarów lasów państwowych.
Cała gmina leży w granicach Parku Krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą. Obecnie na jej terenie znajduje się rezerwat Rajchowa Góra, obejmujący stary drzewostan dębowo-bukowo-sosnowy. Nadleśniczy poinformował jednak, że przygotowywane jest utworzenie kolejnego obszaru chronionego.
– W planowaniu jest czwarty rezerwat, a drugi w gminie – zapowiedział Jacek Haładaj.
Nowy rezerwat ma powstać w okolicach Zump, na północ od drogi prowadzącej w kierunku Hadry. Jego powierzchnia ma wynosić około 57-59 hektarów. Ochroną zostanie objęty przede wszystkim stary drzewostan dębowy, który od lat osiemdziesiątych wskazywano jako wartościowy przyrodniczo.
– W Zumpach stary drzewostan dębowy obecnie jest drzewostanem nasiennym, czyli z którego możemy pozyskiwać do siewu żołędzie. Od lat osiemdziesiątych jeszcze przez profesora Hereźniaka z Uniwersytetu Łódzkiego był proponowany jako przyszły rezerwat – mówił nadleśniczy.

W granicach obszaru ma znaleźć się także historyczna sztolnia związana z dawnym wydobyciem. Jak wyjaśniał Haładaj, miejsce ma wartość nie tylko przyrodniczą, ale również historyczną.
– To też propozycja między innymi była, żeby tę sztolnię objąć granicami tego rezerwatu, bo jest to ciekawe historyczne zjawisko. Stara sztolnia, gdzie konie wyciągały wózki z urobkiem z podziemi – informował.
Przygotowanie rezerwatu wymaga jeszcze przeprowadzenia procedur i wydania odpowiednich rozstrzygnięć. Nadleśnictwo zaproponowało odsunięcie granicy o około 30 metrów od linii kolejowej, aby możliwe było szybkie usuwanie drzew zagrażających bezpieczeństwu ruchu bez konieczności każdorazowego prowadzenia rozbudowanej procedury.
Najwięcej emocji wzbudziła jednak informacja o skali szkód powodowanych przez jelenie. Nadleśniczy przyznał, że po ostatniej zimie młode uprawy sosnowe zostały zniszczone w stopniu, z którym wcześniej nie spotkał się w swojej wieloletniej pracy.
– Zwierzęta tworzą coraz większe stada. Dawniej widok około trzydziestu jeleni w jednym miejscu miał być uznawany za wyjątkowy. Obecnie obserwowane są grupy liczące sto, a nawet 150 sztuk. Tak duże stado może w ciągu kilku nocy zniszczyć kilkuhektarową uprawę – relacjonował.
Jak dodawał, jedną z przyczyn tworzenia dużych chmar ma być presja drapieżników. Na obszarze sąsiadującym z Boronowem udokumentowano obecność trzech wilczych rodzin.

Nadleśnictwo zwiększało plan odstrzału jeleni, jednak – jak wynikało z wypowiedzi – mimo wykonania podwyższonych limitów liczba zwierząt nadal wydaje się wysoka. Haładaj zwrócił również uwagę na coraz częstsze przypadki ciąż bliźniaczych, które mogą przyspieszać odbudowę populacji.
Leśnicy zamierzają zabezpieczać młode sosny specjalnymi środkami odstraszającymi. Preparat ma powodować u zwierząt silne, nieprzyjemne odczucie po ugryzieniu pędu, co powinno ograniczyć kolejne próby zgryzania. Wiąże się to jednak z dodatkowymi kosztami zakupu repelentów oraz pracy ludzi.
Problemem są również bobry. Z jednej strony budowane przez nie tamy pozwalają zatrzymywać wodę, z drugiej – długotrwałe zalanie powoduje obumieranie drzewostanów.
– Fajnie retencjonuje wodę. Ale on nie patrzy na to, że robi tamę. Jak zrobi na obniżeniu terenu, gdzie las olchowy czy dębowy zalewa nam to, to drzewa zamierają – tłumaczył nadleśniczy.
Wskazał przykład kilkunastu hektarów lasu, który wskutek stałego zalewania został w znacznym stopniu zniszczony.
– Niestety las jest martwy. Tyle lasu jest zmarnowane. Tam stoi woda na kilkunastu hektarach – mówił.
Kolejnym zagrożeniem jest jemioła sosnowa. Problem dotyczy obecnie przede wszystkim Opolszczyzny, ale obszar jej występowania przesuwa się na wschód. Jemioła jako półpasożyt osłabia drzewa, przez co stają się one podatniejsze na szkodniki i choroby.
– Opolszczyzna zmaga się z dużą ilością jemioły na sosnach. Jemioła jest półpasożytem. Ona nie zabija, ale ona tak osłabia sosnę, że wszystko inne ją zabija – wyjaśniał Jacek Haładaj.
Nadleśniczy zwrócił również uwagę na starzenie się lasów. Średni wiek drzewostanów w Nadleśnictwie Koszęcin wynosi około 57 lat, podczas gdy przy równomiernej strukturze wiekowej powinien być niższy. Starsze drzewa są bardziej podatne na suszę, obniżenie poziomu wód gruntowych, grzyby i owady.
Przedstawiciel nadleśnictwa mówił także o zmianie sposobu pozyskiwania drewna. Coraz częściej wykorzystywane są wielooperacyjne maszyny, które usprawniają pracę, ale wymagają tworzenia stałych szlaków zrywkowych i pozostawiają w lesie bardziej widoczne ślady niż tradycyjna praca z użyciem koni.
W 2025 roku Nadleśnictwo Koszęcin planowało pozyskać ponad 107 tys. m³ drewna. Jest jednym z najbardziej produkcyjnych nadleśnictw w regionie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie uzyskane środki pozostają na miejscu. Część dochodów trafia do Funduszu Leśnego, z którego finansowane są jednostki gospodarujące na mniej zasobnych i niedochodowych terenach.
Podczas dyskusji radni pytali między innymi o rozwój infrastruktury rekreacyjnej, możliwość organizowania spacerów z leśnikami oraz działania związane z małą retencją. Nadleśniczy zadeklarował gotowość do organizacji terenowych spotkań edukacyjnych.
– Jeżeli jest taka potrzeba, proszę tylko dać sygnał, a coś takiego możemy zorganizować. Jakiś spacer z leśnikiem – powiedział Jacek Haładaj.
W zakresie zatrzymywania wody nadleśnictwo odtwarza zbiorniki i buduje zastawki na innych obszarach. Jak podkreślono, podejście do melioracji diametralnie zmieniło się w porównaniu z okresem, gdy najważniejszym celem było osuszanie gruntów.
Ważnym elementem działalności nadleśnictwa pozostaje również ochrona przeciwpożarowa. Haładaj przypomniał, że Lasy Państwowe utrzymują lotnicze pogotowie gaśnicze, finansując samoloty i śmigłowce wykorzystywane podczas pożarów. W czasie pamiętnego zdarzenia z 3 maja maszyny mogły pobierać wodę z pobliskiego zbiornika i wykonywać kolejne zrzuty w krótkich odstępach.
Boronów
System się nie bilansuje, a radni ostrzegają: Zobaczycie, jaka będzie cena
System gospodarowania odpadami komunalnymi w Boronowie nie zbilansował się w minionym roku. Gmina musiała dołożyć ponad 180 tys. zł, a poziom selektywnej zbiórki nadal uznano za niewystarczający. Podczas debaty nad raportem o stanie gminy radni pytali o edukację mieszkańców i sposoby poprawienia wyników. W dyskusji wybrzmiała też prognoza, że po zakończeniu obowiązujących umów opłaty za odbiór odpadów mogą ponownie wzrosnąć.
Problem poruszyła radna Barbara Kożuch, która szczegółowo przeanalizowała część raportu dotyczącą gospodarki odpadami. Zwróciła uwagę, że wpływy z opłat pobieranych od mieszkańców nie wystarczyły na pokrycie kosztów odbierania, zagospodarowania, recyklingu i unieszkodliwiania śmieci.

– Jeżeli popatrzymy na koszty poniesione w związku z odbieraniem, odzyskiwaniem, recyklingiem, unieszkodliwianiem odpadów, to nam wychodzi, że system nie był samofinansujący i mamy deficyt ponad 180 tys. zł – mówiła.
Radna zwróciła również uwagę na strukturę odpadów. Jej zdaniem zbyt duża ilość śmieci trafia do frakcji niesegregowanej, co utrudnia osiągnięcie wymaganych poziomów recyklingu. Pozytywnym sygnałem jest natomiast wzrost ilości osobno zbieranych bioodpadów.
Kożuch pytała, czy urząd dysponuje konkretnym planem poprawy segregacji. Wśród możliwych działań wymieniła ulotki, poradniki, prelekcje, informacje publikowane na stronie internetowej i w gminnym biuletynie, akcje podczas lokalnych wydarzeń oraz edukację dzieci i młodzieży.

Zastanawiała się również, czy gmina otrzymuje od firmy odbierającej odpady szczegółowe dane pozwalające określić, jakie błędy mieszkańcy popełniają najczęściej. Według radnej taka wiedza mogłaby pozwolić na prowadzenie bardziej precyzyjnych kampanii informacyjnych zamiast powtarzania ogólnych zasad segregacji.
– Czy mamy ewentualnie informację zwrotną, których błędów popełniamy najwięcej, jeżeli oddajemy te nieselektywne zbiórki odpadów, których odpadów mamy najwięcej, czy jakaś informacja zwrotna jest po prostu, czy bardziej edukować dzieci i młodzież – stwierdziła Barbara Kożuch.
Wójt Michał Staszyński przyznał, że system nie bilansuje się także w wielu innych gminach. Jego zdaniem problem ma charakter ogólnokrajowy i nie może zostać rozwiązany wyłącznie na poziomie lokalnym.
– Ten problem tutaj porusza dosyć wielu samorządowców. Na Śląskim Związku Gmin i Powiatów też to poruszano, że po prostu już się nie bilansuje – powiedział.

Włodarz zaznaczył, że czysto księgowym rozwiązaniem byłoby podniesienie opłat mieszkańcom. Nie daje to jednak gwarancji trwałego rozwiązania problemu, ponieważ koszty odbioru i zagospodarowania odpadów stale rosną.
W jego ocenie gmina ma ograniczone możliwości działania, ponieważ najważniejsze elementy systemu wynikają z ustaw i rozporządzeń. Samorząd może prowadzić działania edukacyjne, organizować konkursy ekologiczne oraz przypominać o zasadach segregacji, ale nie wpływa na wszystkie koszty ani wymagane poziomy odzysku.
– Gmina nie ma tu wielkich możliwości. To wszędzie się nie bilansuje – podkreślał.
Jeden z radnych ocenił, że samorządowcom pozostaje apelowanie do parlamentarzystów i władz centralnych o zmianę przepisów, w tym ewentualne złagodzenie norm. W dyskusji pojawił się również wątek systemu kaucyjnego. Zwracano uwagę, że gdy mieszkańcy zaczną oddawać część plastikowych opakowań poza systemem gminnym, firmy odbierające odpady mogą utracić dostęp do wartościowych surowców, które dotychczas sprzedawały.
Jeden z samorządowców przypomniał, że segregacja była przed laty przedstawiana jako rozwiązanie korzystne ekologicznie i finansowo. Jego zdaniem rzeczywistość okazała się inna.
– Pamiętam czasy, kiedy ten program był wdrażany. I wszyscy w całym kraju tłumaczyli nam, że jak będziemy segregować śmieci, to będzie tanio i zdrowo, a wszystko się teraz odwróciło – nadmienił.
Samorządowiec przewidywał, że zmiany w obiegu opakowań i spadek przychodów firm z surowców wtórnych zostaną ostatecznie przerzucone na mieszkańców. W jego ocenie rzeczywisty poziom nowych stawek może być widoczny przy kolejnym postępowaniu na odbiór i zagospodarowanie odpadów.
– Zobaczycie, jaka będzie cena. Oni będą już stratni na tym, że my te plastiki musimy oddawać gdzie indziej – dodał.
Podczas sesji nie zapowiedziano konkretnej podwyżki ani nie przedstawiono projektu nowych stawek. Nie przyjęto także szczegółowego programu naprawczego dla systemu. Urząd ma kontynuować działania informacyjne i edukacyjne, między innymi poprzez szkołę i konkursy ekologiczne.
Boronów
Czternaścioro urodzonych dzieci i widmo łączonych klas. Demografia może uderzyć w szkołę w Boronowie
Jedynie czternaścioro dzieci urodziło się w Boronowie w minionym roku, podczas gdy liczba zgonów wyniosła czterdzieści cztery. Podczas debaty nad raportem o stanie gminy wójt ostrzegł, że skutki tak niekorzystnej demografii samorząd i szkoła mogą odczuć już w następnej kadencji. W grę wchodzi łączenie klas, ograniczanie oddziałów, a nawet redukcja zatrudnienia wśród nauczycieli.
Raport o stanie gminy za 2025 rok został przedstawiony podczas sesji absolutoryjnej. Choć większość informacji dotyczyła inwestycji, kondycji finansowej i bieżącej działalności jednostek, najmocniej zabrzmiał fragment poświęcony spadkowi liczby mieszkańców i urodzeń.
Wójt Michał Staszyński zwrócił uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie Boronowa, lecz występuje w większości polskich samorządów. Lokalna statystyka szczególnie wyraźnie pokazała jednak skalę zjawiska.
– Dzietność wszędzie spada. Było 44 zgony, a tylko 14 dzieci się urodziło – mówił.
W ocenie włodarza skutki obecnej sytuacji nie będą odległą perspektywą. Mniejsza liczba dzieci urodzonych dziś przełoży się na liczebność klas w ciągu kilku najbliższych lat. Problem może więc w pełni ujawnić się w kolejnej kadencji.
W kontekście finansowania lokalnej oświaty spadek liczby uczniów może coraz bardziej pogarszać relację między kosztami utrzymania szkoły a wysokością środków otrzymywanych z budżetu państwa. Mniejsze oddziały nie oznaczają proporcjonalnego zmniejszenia kosztów ogrzewania, utrzymania budynków czy zatrudnienia kadry.
Wójt przywołał również sytuację sąsiedniego Koszęcina, gdzie – według przedstawionej podczas sesji informacji – w samej miejscowości miało urodzić się jeszcze mniej dzieci. Jego zdaniem samorządy mogą w przyszłości stanąć przed koniecznością podejmowania trudnych decyzji organizacyjnych.

Łączenie klas jest jednym z rozwiązań stosowanych w niewielkich szkołach, w których liczba uczniów nie pozwala na tworzenie odrębnych oddziałów dla każdego rocznika. W praktyce oznacza wspólną naukę dzieci z dwóch różnych klas podczas części zajęć. Choć pozwala to ograniczyć wydatki, zwykle budzi obawy rodziców i nauczycieli dotyczące jakości kształcenia oraz organizacji pracy.
Jeszcze trudniejszym zagadnieniem może okazać się zatrudnienie w oświacie. Przy malejącej liczbie uczniów szkoła będzie potrzebowała mniej oddziałów, a w konsekwencji także mniejszej liczby nauczycieli. Wójt otwarcie mówił, że samorząd powinien wcześniej przygotować się na ten scenariusz.
– I będzie to ogromny kłopot, jak w szkole są tacy, którzy będą przechodzić na emerytury, a jak jest młode grono pedagogiczne, to będzie problem. Ktoś będzie musiał z pracy zrezygnować – mówił Michał Staszyński.
W jego ocenie istotne będzie prowadzenie odpowiedzialnej polityki kadrowej oraz uczciwe informowanie pracowników szkoły o możliwych zmianach.
– Żeby nauczycielom uświadomić, że za parę lat mogą nie mieć pracy, bo nie będzie dzieci – dodał.
Włodarz nie wskazał jednak prostego sposobu na odwrócenie negatywnego trendu. Jak zauważył, różnego rodzaju programy wsparcia finansowego i zachęty demograficzne nie przyniosły dotychczas oczekiwanych rezultatów. Zadaniem gminy pozostaje więc tworzenie warunków, które mogą zachęcać młodych ludzi do osiedlania się i zakładania rodzin.
W tym kontekście wymienił między innymi bezpieczeństwo, wygodę życia, dostęp do kultury, sportu oraz rozwój infrastruktury. Boronów postrzegany jest jako spokojna miejscowość, co może być atutem dla seniorów, ale samorządowi zależy również na przyciąganiu osób młodych.
– Oczywiście wszyscy staramy się dbać o to, żeby w Boronowie żyło się jak najlepiej, żeby było wygodnie, bezpiecznie, żeby imprezy kulturalne były, sportowe. Być może na to wszystko będzie wpływało, że ludzie będą się przeprowadzać, młodzi ludzie, nie tylko emeryci – podkreślił.
-
Ekologiczny Powiat1 rok temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec11 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Lubliniec3 miesiące temuWstrząs w lublinieckiej prokuraturze. Po decyzji w sprawie pijanego kierowcy lecą głowy i kontrole
-
Koszęcin2 miesiące temuKoszęcin opanują zabytkowe karety i konne zaprzęgi. Takiego widowiska nie zobaczycie nigdzie indziej w Polsce







