Obserwuj nas

Lubliniec

Straż Miejska w Lublińcu zaostrza kurs. Kontrole od rynku po domowe piece

fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Opublikowany

,

Rynek, ulice Cyrana, Grunwaldzka i Stalmacha, okolice bulwarów i obiektów sportowych – to właśnie te miejsca w pierwszej kolejności znajdą się pod lupą służb. W opublikowanym na stronie internetowej Urzędu Miejskiego w Lublińcu oświadczeniu komendant Dariusz Michalski wyznaczył konkretne kierunki działań podległej mu formacji na pierwsze półrocze bieżącego roku. To nie jest kurtuazyjny komunikat o planie pracy na kolejne miesiące. Przekaz jest jednoznaczny – będzie więcej kontroli, więcej patroli i większa konsekwencja.

Jak wynika z komunikatu, na pierwszej linii znalazł się porządek w przestrzeni publicznej. Rynek, ulice: Cyrana, Grunwaldzka, Stalmacha, okolice bulwarów, obiektów sportowych i placów zabaw, to miejsca gdzie kierowane mają być wspólne patrole strażników miejskich i funkcjonariuszy policji. Działania prewencyjne mają być ukierunkowane przede wszystkim na ograniczenie spożywania alkoholu. To odpowiedź na powtarzające się sygnały, że w części przestrzeni miejskich odnotowywane zachowania zaczynają wymykać się cywilizowanym normom.

Drugi front to drogi i chodniki. W oświadczeniu wskazano punkty, gdzie najczęściej dochodzi do naruszeń przepisów. Chodzi m.in. o parkowanie w zatoce autobusowej przy ulicy Częstochowskiej, nieuprawniony wjazd i postój na płycie rynku oraz przypadki zatrzymywania pojazdów wzdłuż linii ciągłej przy ulicach Miarki i Oświęcimskiej, co zmusza innych do łamania przepisów. Do tego dochodzi problem zastawionych chodników, szczególnie przy ulicy Dworcowej. Komendant zapowiada, że w tych miejscach nie będzie już pobłażliwości. Pod szczególnym nadzorem znajdą się także rowerzyści i użytkownicy hulajnóg.

Najbardziej zdecydowanie brzmi jednak zapowiedź intensyfikacji kontroli środowiskowych, zwłaszcza prywatnych posesji w zakresie użytkowania pieców i kominków.

– Kontrole w zakresie przestrzegania przepisów o ochronie środowiska wynikają z art. 379 ustawy Prawo ochrony środowiska. Przepis ten przyznaje uprawnienia kontrolne m.in. burmistrzom, a także funkcjonariuszom straży gminnych oraz innym upoważnionym osobom – wyjaśnia komendant Michalski. – Zgodnie z jego treścią kontrolujący ma prawo wstępu na teren prywatnej posesji, wraz z rzeczoznawcami i niezbędnym sprzętem, w godzinach od 6.00 do 22.00, przeprowadzania badań oraz innych niezbędnych czynności kontrolnych, żądania pisemnych lub ustnych wyjaśnień, wzywania i przesłuchiwania osób w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego, a także żądania okazania dokumentów i udostępnienia danych związanych z przedmiotem kontroli – dodaje.

Jak przypomina, od 1 stycznia obowiązuje zakaz używania tzw. kopciuchów – pieców pozaklasowych, bez względu na datę ich produkcji. Do końca 2027 roku można jeszcze korzystać z urządzeń klasy trzeciej i czwartej. Podkreśla przy tym, że udaremnianie lub utrudnianie kontroli w zakresie ochrony środowiska może stanowić przestępstwo określone w art. 225 Kodeksu karnego, który penalizuje takie zachowania.

Lubliniec

Cugowski rozgrzał amfiteatr, Mery Spolsky zamknęła imprezę. Lubliniec świętował na całego

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Daniel Dmitriew/MDK w Lublińcu (wszystkie)

Piotr Cugowski, Mery Spolsky, Kabaret Zdolni i Skromni, lokalni artyści, młodzi muzycy, tancerze i pasjonaci kultury wystąpili podczas tegorocznych Dni Lublińca. Pomiędzy 12 a 14 czerwca mieszkańcy oraz goście z regionu wspólnie uczestniczyli w największym miejskim przedsięwzięciu kulturalnym roku, które połączyło koncerty, występy artystyczne, atrakcje rodzinne i wydarzenia towarzyszące.

Świętowanie rozpoczęło się w piątek na Rynku Miejskim. Pierwszy dzień należał przede wszystkim do młodzieży i artystów związanych z Miejskim Domem Kultury w Lublińcu. Publiczność obejrzała występ Młodzieżowej Sceny Teatralnej, koncert uczniów Studia Wokalnego MDK i Lublinieckiego Ogniska Muzycznego oraz prezentacje amatorskich formacji muzycznych. Jednym z symbolicznych momentów inauguracji było przekazanie kluczy do bram miasta młodzieży, która na czas Dni Lublińca przejęła władzę nad miastem. Piątkowy wieczór zakończył IV Mickiewiczowski Rekord Gitarowy, podczas którego wspólnie wykonano utwór „Teksański” zespołu Hey. Tego dnia odbył się także Mityng Lekkoatletyczny.

Drugi dzień wydarzenia przeniósł się do Amfiteatru w Parku Miejskim i upłynął pod znakiem muzycznych emocji. Na scenie zaprezentowało się Studio Wokalne MDK, Sekcja Tańca Towarzyskiego, zespół Poszedłem na Dziób, Gospelsi oraz Alldęte z programem poświęconym największym polskim przebojom. Publiczność mogła usłyszeć utwory kojarzone między innymi z twórczością Krzysztofa Krawczyka, Zbigniewa Wodeckiego i Czesława Niemena. Kulminacyjnym punktem soboty był koncert Piotra Cugowskiego. Artysta porwał publiczność charakterystycznym głosem, sceniczną energią i repertuarem, który słuchacze chętnie śpiewali razem z nim. Po koncercie zabawa trwała dalej przy muzyce DJ-a Loyoe. Wśród wydarzeń towarzyszących znalazł się również spacer historyczny po przedwojennym Lublińcu.

Niedziela miała bardziej rodzinny charakter. W Parku Miejskim przygotowano animacje dla dzieci, strefę dobrej zabawy, Jarmark Rękodzieła oraz prezentację sprzętu i wyposażenia Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Na scenie wystąpił Kabaret Zdolni i Skromni, który rozbawił publiczność, a następnie zaprezentowali się lokalni wykonawcy i grupy artystyczne, w tym Zespół Pieśni i Tańca „Halka”, mażoretki, Studio Wokalne, Sekcja Tańca Towarzyskiego oraz grupy Street Dance i Break Dance. Finałem tegorocznych Dni Lublińca był koncert Mery Spolsky. Artystka zakończyła święto miasta energetycznym występem, nowoczesnym brzmieniem i bardzo dobrym kontaktem z publicznością, która bawiła się pod sceną do ostatnich minut.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Rozliczyli ubiegły rok. Burmistrz z pełnym poparciem, miasto z planem ogólnym

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Wczorajsza sesja Rady Miejskiej w Lublińcu miała wyjątkowo duże znaczenie polityczne i samorządowe. Radni nie tylko oceniali pracę burmistrza Edwarda Maniury oraz wykonanie budżetu za 2025 rok, ale podejmowali również decyzje dotyczące dalszego rozwoju miasta. Najważniejsze głosowania zakończyły się dla burmistrza jednoznacznie – rada jednogłośnie udzieliła mu zarówno wotum zaufania, jak i absolutorium.

Jednym z kluczowych punktów obrad było rozpatrzenie raportu o stanie miasta za ubiegły rok. To dokument, który co roku staje się podstawą do szerszej rozmowy o kondycji samorządu, realizowanych inwestycjach, jakości usług publicznych, finansach oraz kierunku, w jakim zmierza miasto.

Po przedstawieniu raportu i przeprowadzonej debacie radni jednogłośnie udzielili Edwardowi Maniurze wotum zaufania. W praktyce oznacza to pozytywną ocenę całokształtu działań podejmowanych przez burmistrza i miejską administrację w minionym roku. To głosowanie ma wymiar nie tylko formalny, ale również polityczny, bo pokazuje, czy rada akceptuje sposób zarządzania miastem i realizowaną politykę rozwoju. O samym raporcie pisaliśmy tutaj.

Równie ważna była procedura absolutoryjna. Radni zapoznali się ze sprawozdaniem finansowym, sprawozdaniem z wykonania budżetu za 2025 rok, opiniami Regionalnej Izby Obrachunkowej w Katowicach oraz wnioskiem Komisji Rewizyjnej. Następnie jednogłośnie zatwierdzili sprawozdania i udzielili burmistrzowi absolutorium.

Absolutorium jest jednym z najważniejszych głosowań w samorządowym kalendarzu. Dotyczy oceny tego, czy budżet miasta został wykonany prawidłowo, zgodnie z uchwałą budżetową i obowiązującymi przepisami. Jednogłośna decyzja rady oznacza, że radni nie zakwestionowali sposobu prowadzenia gospodarki finansowej Lublińca w minionym roku.

Sesja miała jednak także znacznie szerszy wymiar niż tylko podsumowanie poprzedniego roku. Jedną z ważniejszych decyzji było nadanie Honorowego Obywatelstwa Miasta Lublińca Andrzejowi Porawskiemu. Radni docenili w ten sposób jego wieloletnią działalność na rzecz samorządu terytorialnego oraz wkład w rozwój współpracy samorządowej w Polsce.

W trakcie obrad rada zajęła się również bieżącymi finansami i sprawami miasta. Jednym z najbardziej istotnych rozstrzygnięć było uchwalenie planu ogólnego miasta. To dokument, który będzie miał duży wpływ na przyszłe zagospodarowanie przestrzenne, rozwój inwestycji, ochronę określonych terenów oraz sposób kształtowania miasta w kolejnych latach. W praktyce wyznacza ramy, w jakich Lubliniec będzie mógł się rozwijać.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Sześć dekad harcerskich historii. Szczep Millenium zaprasza na jubileusz pełen wspomnień i przygód

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Szczep Millenium Hufiec ZHP Lubliniec

Przed Szczepem Millenium Hufca ZHP Lubliniec wyjątkowy jubileusz. 12 września harcerze, instruktorzy, seniorzy, rodzice i przyjaciele środowiska spotkają się, by wspólnie świętować 60-lecie szczepu. Organizatorzy zapowiadają dzień pełen harcerskich przygód, wspomnień, spotkań i symbolicznych powrotów do historii, która przez sześć dekad tworzyła jedną z ważnych części lublinieckiego harcerstwa.

Obchody rozpoczną się o godz. 10.00 grą terenową po Lublińcu. Przez pięć godzin uczestnicy będą mogli wejść w jubileusz nie od oficjalnych przemówień, lecz od działania – dokładnie tak, jak przystało na harcerskie środowisko. Gra terenowa ma być okazją do wspólnej zabawy, pracy zespołowej i odkrywania miejsc związanych z miastem oraz historią szczepu.

O godz. 15.00 zaplanowano uroczysty apel na rynku. To będzie najbardziej oficjalna część wydarzenia, podczas której harcerska wspólnota zatrzyma się na chwilę przy swoim dorobku, tradycji i ludziach, którzy przez lata tworzyli tradycję grupy. W takich momentach jubileusz przestaje być tylko datą w kalendarzu. Staje się opowieścią o kolejnych pokoleniach zuchów, harcerzy, instruktorów i wychowawców, którzy spotykali się na zbiórkach, wyjeżdżali na biwaki, obozy, pełnili służbę i budowali relacje często zostające na całe życie.

Po apelu uczestnicy przejadą na Kokotek. Od godz. 16.30 do 18.30 odbywać się tam będą zajęcia w gniazdach metodycznych. To część programu, która pozwoli połączyć jubileuszową atmosferę z praktyczną stroną harcerskiej pracy. Różne grupy wiekowe będą mogły spotkać się w przestrzeni właściwej dla swojej metodyki, a jednocześnie poczuć, że łączy je jedna historia i jedno środowisko.

Na godz. 18.30 zaplanowano wspólną kolację, a o godz. 19.00 rozpocznie się ognisko oraz Gala Millenijna. To właśnie ten wieczorny punkt programu będzie symbolicznym zwieńczeniem obchodów. Harcerskie ognisko od lat jest miejscem rozmowy, śpiewu, wspomnień i przekazywania tradycji. Przy takim jubileuszu nabiera jeszcze większego znaczenia, bo pozwala spotkać się tym, którzy tworzą szczep dziś, z tymi, którzy budowali go przed laty.

Organizatorzy zapraszają wszystkich związanych ze Szczepem Millenium – obecnych harcerzy, instruktorów, seniorów, dawnych członków szczepu, rodziców oraz przyjaciół lublinieckiego harcerstwa. Jubileusz ma być nie tylko uroczystością organizacyjną, ale przede wszystkim spotkaniem ludzi, których połączyły mundur, służba, przyjaźń i wspólne przeżycia.

Sześćdziesiąt lat działalności to dorobek, którego nie da się zamknąć w jednym apelu ani jednym ognisku. To setki zbiórek, wyjazdów, obozów, sprawności, przyrzeczeń, rozmów i decyzji, które kształtowały młodych ludzi. Wrześniowe święto Szczepu Millenium będzie więc okazją nie tylko do wspominania przeszłości, ale także do pokazania, że harcerstwo w Lublińcu nadal żyje, działa i ma komu przekazywać kolejne historie.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Chcą wymienić stare piece w lokalach komunalnych. Miasto szuka wykonawcy

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Lubliniec przygotowuje się do kolejnej inwestycji w zasobie komunalnym. Urząd miejski ogłosił postępowanie na wykonanie prac związanych z wymianą źródeł ogrzewania w mieszkaniach komunalnych oraz jednym lokalu użytkowym należących do gminy. Chodzi o demontaż starych pieców i montaż nowych urządzeń grzewczych w czterech budynkach na terenie miasta.

Prace mają objąć lokale przy ulicy Mickiewicza 11, ulicy Kilińskiego 1, ulicy Paderewskiego 15 oraz ulicy Tylnej 2. W dokumentacji ujęto łącznie 24 mieszkania i jeden lokal użytkowy. Zakres zadania obejmuje wymianę różnego typu urządzeń – od pieców kaflowych, kuchennych, zasypowych etażowych po piece typu „koza”. W ich miejsce mają zostać zamontowane nowe źródła ogrzewania spełniające aktualne wymagania techniczne, dotyczące zgodności z odpowiednimi normami oraz certyfikatem Ekoprojektu.

Z wykazu wynika, że miasto planuje montaż łącznie 29 nowych urządzeń grzewczych. Najwięcej ma być wolnostojących pieców typu „koza” – 13 sztuk. Do tego dochodzi 9 pieców zasypowych etażowych oraz 7 pieców kuchennych. Urządzenia mają mieć moc dostosowaną do poszczególnych lokali.

Najszerszy zakres prac przewidziano w budynku przy ulicy Mickiewicza 11, gdzie wymiana ma objąć siedem mieszkań oraz lokal użytkowy. W budynku przy ulicy Kilińskiego 1 prace zaplanowano w pięciu mieszkaniach, przy ulicy Paderewskiego 15 również w pięciu, a przy ulicy Tylnej 2 w sześciu lokalach. W części mieszkań oprócz samej wymiany pieców konieczne będzie także podłączenie nowych urządzeń do istniejącej instalacji centralnego ogrzewania, wykonanie prób szczelności, odpowietrzenie układów, montaż nowej pompy obiegowej lub udrożnienie przewodu dymowego.

Miasto nie ogranicza zadania wyłącznie do dostarczenia nowych pieców. Wykonawca będzie musiał także zdemontować stare urządzenia, wynieść je z lokali, zapewnić transport i utylizację, a także usunąć gruz powstały podczas prac. Po stronie wykonawcy będzie również przygotowanie niezbędnych zabezpieczeń, w tym elementów przeciwpożarowych, oraz wykonanie podłączeń kominowych przy użyciu certyfikowanych rur stalowych.

Całe zadanie ma zostać wykonane do 30 września bieżącego roku.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Bezpłatne badania słuchu w Lublińcu. Audika zaprasza mieszkańców do nowej lokalizacji

Opublikowany

,

Materiał sponsorowany
fot. Centrum Słuchu Audika

Mieszkańcy Lublińca będą mogli skorzystać z bezpłatnych badań słuchu i porozmawiać ze specjalistami o profilaktyce. W przyszły piątek, 12 czerwca, Centrum Słuchu Audika zaprasza na dzień otwarty w nowej lokalizacji przy ulicy Karola Miarki 15/7.

Wydarzenie organizowane jest z okazji zmiany lokalizacji lublinieckiego centrum. Jego najważniejszym elementem będzie możliwość uzyskania vouchera na kompleksowe, bezpłatne badanie słuchu, które będzie można zrealizować w dogodnym terminie. Na odwiedzających czekać będą także przekąski, napoje, firmowe gadżety i upominki.

Organizatorzy podkreślają, że profilaktyka słuchu ma duże znaczenie nie tylko dla codziennego komfortu życia, ale również dla relacji społecznych i ogólnego stanu zdrowia. Niedosłuch może utrudniać komunikację, sprzyjać wycofaniu z kontaktów z innymi ludźmi i zwiększać poczucie osamotnienia.

Regularne badania są szczególnie ważne, ponieważ problemy ze słuchem często rozwijają się stopniowo. Wiele osób przez długi czas nie zauważa pierwszych objawów albo przyzwyczaja się do pogorszonego odbioru dźwięków. Tymczasem szybka diagnoza pozwala lepiej ocenić sytuację i dobrać odpowiednie rozwiązania.

– Jednym z najważniejszych działań w trosce o zdrowie jest regularne przeprowadzanie badania słuchu i ograniczenie ekspozycji na czynniki, które mogą negatywnie wpłynąć na jego kondycję – podkreślają organizatorzy.

Dzień bezpłatnych badań słuchu ma być więc nie tylko okazją do odwiedzenia nowej siedziby Centrum Słuchu Audika, ale także do poszerzenia wiedzy o tym, jak dbać o ten zmysł na co dzień. Specjaliści będą odpowiadać na pytania mieszkańców i udzielać informacji dotyczących profilaktyki oraz dostępnych form wsparcia.

Centrum Słuchu Audika w Lublińcu mieści się przy ulicy Karola Miarki 15/7. W dzień otwarty Specjaliści centrum będą czekać na mieszkańców Lublińca od godz. 10.00 do 16.00.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Dzień Otwarty Klubu JWK w Lublińcu. Będzie scena, warsztaty i podsumowanie roku kulturalnego

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Freepik

Klub JWK w Lublińcu zaprasza mieszkańców na Dzień Otwarty połączony z uroczystym zakończeniem roku kulturalnego. Wydarzenie odbędzie się 19 czerwca i będzie okazją do poznania działalności klubu, obejrzenia występów uczestników zajęć oraz udziału w warsztatach artystycznych.

Spotkanie ma pokazać efekty całorocznej pracy osób rozwijających swoje pasje w Klubie JWK. Na scenie zaplanowano występy taneczne, wokalne i recytatorskie. Będzie to podsumowanie wielu miesięcy zajęć, prób i przygotowań, a jednocześnie prezentacja różnorodności działań prowadzonych w placówce.

– Chcemy, aby Dzień Otwarty był nie tylko podsumowaniem roku kulturalnego, ale także zaproszeniem do poznania naszego klubu od środka. To dobry moment, by zobaczyć, jak wiele talentu, zaangażowania i kreatywności rozwija się podczas codziennych zajęć – mówi Nikola Małczak, instruktor Klubu JWK.

W programie wydarzenia znajdą się również warsztaty taneczne, wokalne i plastyczne. Organizatorzy przygotowali je z myślą o osobach, które chciałyby spróbować swoich sił w różnych formach twórczej aktywności, poznać atmosferę zajęć i sprawdzić, która dziedzina może stać się dla nich nową pasją.

Dzień Otwarty Klubu JWK ma promować aktywne spędzanie czasu, rozwój zainteresowań oraz lokalną działalność kulturalną. To propozycja zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla rodziców oraz wszystkich mieszkańców zainteresowanych ofertą klubu.

– Zależy nam, aby mieszkańcy mogli nie tylko obejrzeć występy, ale również aktywnie uczestniczyć w przygotowanych warsztatach. Kultura najlepiej działa wtedy, gdy można jej doświadczyć osobiście, dlatego zapraszamy wszystkich do wspólnego odkrywania świata sztuki i kreatywności – dodaje Nikola Małczak.

Wydarzenie będzie także okazją do rozmów z instruktorami i bliższego zapoznania się z ofertą zajęć. Organizatorzy liczą, że spotkanie zachęci kolejne osoby do udziału w działaniach artystycznych prowadzonych przez Klub JWK w Lublińcu.

Początek o godz. 17.00.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Lubliniec po 2025 roku. Miasto inwestowało, liczyło pieniądze i coraz uważniej patrzyło na demografię

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wikipedia

Lubliniec zakończył ubiegły rok z budżetową nadwyżką, kilkoma ważnymi inwestycjami na koncie i problemem, którego nie da się już spychać na margines – coraz trudniejszą demografią. Miasto modernizowało drogi, poprawiało infrastrukturę rekreacyjną, uruchomiło nowy PSZOK, kontynuowało budowę mieszkań w formule SIM i sięgało po środki zewnętrzne. Jednocześnie liczby pokazują, że w tle codziennych inwestycji rośnie wyzwanie znacznie trudniejsze niż kolejny przetarg czy remont ulicy. Lubliniec się starzeje, a liczba urodzeń spada. Czego jeszcze dowiadujemy się z przedstawionego raportu o stanie miasta po ubiegłym roku?

Najbardziej odczuwalne dla mieszkańców były inwestycje drogowe. W 2025 roku zakończono przebudowę ulic Spokojnej i Cyrana. To nie był jedynie remont nawierzchni, ale większe zadanie obejmujące także kanalizację deszczową, przebudowę mostu na Lublinicy, oświetlenie oraz miejsca parkingowe. W praktyce oznaczało to uporządkowanie jednego z ważnych fragmentów miejskiej infrastruktury. Wartość inwestycji przekroczyła 8 mln zł, a ponad 3,3 mln zł pochodziło z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg.

Drugim istotnym zadaniem była przebudowa ulicy Bukowej. Tam wykonano około 700 metrów drogi, rozbudowano oświetlenie i wybudowano kanalizację deszczową o długości około 950 metrów. Koszt tej inwestycji wyniósł ponad 2,3 mln zł, z czego 2 mln zł stanowiło dofinansowanie z tzw. „Polskiego Ładu”. Do tego doszły mniejsze, ale ważne dla codziennego funkcjonowania mieszkańców prace. To choćby remont odcinka ulicy Cyrana, nowe miejsca parkingowe z chodnikiem w ramach budżetu obywatelskiego oraz budowa chodnika przy ulicy Piaskowej.

Na mapie miejskich zmian znalazły się także obiekty rekreacyjne. Przy ulicy Kochcickiej zmodernizowano Orlik, gdzie wymieniono nawierzchnię boiska z trawy syntetycznej. Zadanie kosztowało niemal 830 tys. zł, przy dofinansowaniu z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej na poziomie blisko 420 tys. zł. Odnowiono również plac zabaw przy miejskim żłobku. To inwestycje może mniej spektakularne niż przebudowa ulic, ale dla rodzin z dziećmi często bardziej zauważalne w codziennym życiu.

Ważnym punktem minionego roku było również uruchomienie nowoczesnego Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Nowy PSZOK ma poprawić organizację systemu i ograniczyć problemy z przyjmowaniem śmieci. Jest to szczególnie istotne, bo gospodarka odpadami pozostaje jednym z bardziej kłopotliwych obszarów finansowych miasta. W 2025 roku system kosztował 9,86 mln zł, a dochody z nim związane wyniosły 7,61 mln zł. Różnica, czyli 2,25 mln zł, musiała zostać pokryta z innych środków. Mówiąc prościej – system śmieciowy w Lublińcu się nie zbilansował. I to znacznie.

 

Nie wszystkie dane środowiskowe są jednak jednoznacznie złe. Miasto spełniło wymagania dotyczące ograniczenia składowania odpadów. Przy limicie 30 proc. poziom składowania wyniósł 14,43 proc. Gorzej wyglądał natomiast wskaźnik recyklingu. Wymagany poziom przygotowania do ponownego użycia i recyklingu wynosił 55 proc., a Lubliniec osiągnął 50,56 proc. To pokazuje, że sama infrastruktura nie rozwiązuje wszystkiego. Potrzebna jest jeszcze skuteczna segregacja i konsekwencja po stronie mieszkańców oraz systemu.

Finansowo miasto zakończyło rok na plusie. Dochody Lublińca wyniosły 175,59 mln zł, a wydatki 170,82 mln zł. Oznacza to nadwyżkę w wysokości 4,77 mln zł. To istotna zmiana w porównaniu z 2024 rokiem, który zakończył się deficytem wynoszącym 6,92 mln zł. Ważna jest również nadwyżka operacyjna, czyli różnica między bieżącymi dochodami a bieżącymi wydatkami. W 2025 roku wyniosła ona 5,19 mln zł. Dla samorządu to jeden z kluczowych sygnałów, bo pokazuje, czy miasto „zarabia”wystarczająco dużo, aby pokrywać codzienne funkcjonowanie bez sięgania po dodatkowe źródła.

Na inwestycje majątkowe Lubliniec wydał w 2025 roku 15,18 mln zł. To mniej niż rok wcześniej, gdy wydatki majątkowe wyniosły 22,48 mln zł. W przeliczeniu na mieszkańca było to 686 zł, wobec ponad 1005 zł w 2024 roku. Zadłużenie miasta na koniec poprzedniego roku wyniosło 62,11 mln zł. Rok wcześniej było to 59,32 mln zł, więc nominalnie dług wzrósł. Jednocześnie jego relacja do dochodów spadła z 37,89 proc. do 35,37 proc. To ważne, bo samorządowego długu nie ocenia się wyłącznie po kwocie, ale także po tym, jak duży jest w stosunku do budżetu. Koszty obsługi długu wyniosły 2,50 mln zł i były niższe niż w 2024 roku.

W miejskich finansach mocno widać też zmianę zasad finansowania samorządów. Wpływy z udziałów w podatkach PIT i CIT wyniosły w 2025 roku 90,34 mln zł, podczas gdy rok wcześniej było to 42,67 mln zł. Równocześnie spadła subwencja z budżetu państwa – z 37,83 mln zł do 6,34 mln zł. To efekt nowych przepisów, w których większe udziały w podatkach zastąpiły znaczną część dotychczasowej subwencji. Z podatków i opłat lokalnych miasto uzyskało 40,95 mln zł.

Lubliniec aktywnie szukał także pieniędzy poza własnym budżetem. W minionym roku miasto starało się o dofinansowanie 51 projektów. Łączna wartość wnioskowanego wsparcia wyniosła 32,67 mln zł oraz 53,48 tys. euro. Ostatecznie pieniądze przyznano 39 projektom, na łączną kwotę 24,07 mln zł oraz wspomnianym 53,48 tys. euro. Dwa kolejne projekty czekały jeszcze na rozstrzygnięcie w 2026 roku.

Za inwestycjami i budżetem kryje się jednak temat, który będzie coraz mocniej wpływał na przyszłość miasta. Na koniec 2025 roku w Lublińcu zameldowane były 22 123 osoby. To o 223 mniej niż rok wcześniej. W mieście mieszkało 11 453 kobiet i 10 670 mężczyzn. Najbardziej niepokojący jest jednak nie sam spadek liczby mieszkańców, ale struktura tej zmiany. Ubywa dzieci i osób w wieku produkcyjnym, przybywa seniorów.

W 2025 roku w Lublińcu urodziło się 100 dzieci. To o 28 mniej niż w 2024 roku. W tym samym czasie zmarło 261 mieszkańców. Bilans jest więc jednoznacznie ujemny. Jeszcze w 2020 roku w mieście urodziło się 196 dzieci. Pięć lat później ta liczba spadła więc niemal o połowę. To jedna z tych informacji, które w samorządzie mają znaczenie większe niż pojedyncza inwestycja. Mniej dzieci oznacza w przyszłości inne potrzeby szkół, przedszkoli, transportu, usług społecznych i całego miejskiego planowania. Mogą pojawić się duże problemy.

Na tym tle znaczenia nabiera budownictwo mieszkaniowe. W 2025 roku kontynuowano budowę mieszkań w formule SIM przy ulicy Wilniewczyca. To oferta dla osób, które nie mieszczą się w klasycznym systemie mieszkań komunalnych, ale jednocześnie nie zawsze mogą pozwolić sobie na zakup lokalu na rynku komercyjnym. Przy obecnych cenach mieszkań i kosztach kredytów takie projekty mogą stać się jednym z narzędzi zatrzymywania mieszkańców w mieście.

Gospodarczo Lubliniec odnotował wzrost liczby przedsiębiorców. Łączna liczba podmiotów wzrosła z 2108 do 2158. W Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej widniało 1711 wpisów, a w Krajowym Rejestrze Sądowym 447 podmiotów. Ważną rolę odgrywa Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna w Lublińcu. Na koniec 2025 roku zatrudniała około 800 osób, wobec około 720 rok wcześniej. Dochody z podatku od nieruchomości od podmiotów działających w strefie wyniosły 3,1 mln zł. Na 2026 rok zaplanowano z tego tytułu około 3,4 mln zł.

Miasto kontynuowało także działania związane z ograniczaniem niskiej emisji. Z budżetu gminy dofinansowano wymianę 30 kotłów węglowych na łączną kwotę 130 tys. zł. W ramach programu „Czyste Powietrze” zrealizowano inwestycje wsparte przez WFOŚiGW w Katowicach kwotą ponad 2,07 mln zł. Równolegle przygotowywano i realizowano projekty odnawialnych źródeł energii na obiektach publicznych. Docelowo mają one objąć 21 instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 584,15 kW oraz instalację kogeneracyjną o mocy 83 kW.

W 2025 roku większy nacisk położono również na bezpieczeństwo i ochronę ludności. W urzędzie utworzono specjalny referat. Miasto wykorzystało 890 tys. zł dotacji z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na zakup sprzętu, między innymi agregatów prądotwórczych, lamp do oświetlania dużych powierzchni, masztów, kontenerów magazynowych, osuszaczy oraz automatycznej paczkowarki do wody. 

W lublinieckich szkołach podstawowych w roku szkolnym 2025/2026 uczyło się 2011 uczniów, łącznie z placówką niepubliczną. Rok wcześniej było ich 2023. Spadek jest niewielki, ale przy danych o urodzeniach trudno traktować go jako oderwany od szerszego trendu. Edukacja, podobnie jak polityka senioralna, będzie jednym z obszarów najmocniej uzależnionych od demografii w najbliższych latach.

Jakie najważniejsze pytanie rodzi się po przedstawionym przez burmistrza raporcie? To – jak utrzymać tempo rozwoju w mieście, w którym rodzi się coraz mniej dzieci, a mieszkańcy są coraz starsi? Odpowiedź na nie będzie wynikiem wielu, zapewne niełatwych decyzji w najbliższym czasie. Kolejne lata pokażą, czy uda się przełożyć te obecne działania na coś najtrudniejszego – zatrzymanie mieszkańców i przyciągnięcie nowych.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Plan ogólny zatrzymany przez jedną zmianę. W Lublińcu spór o Wymyślacz, Oleską i granice rozwoju miasta

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Ostatnia sesja rady miejskiej w części uchwałodawczej przez długi czas przebiegała bez większych emocji. Radni jednogłośnie przyjmowali kolejne decyzje finansowe, zmiany w budżecie, uchwały dotyczące nieruchomości czy programy oświatowe. Spokojny rytm obrad przerwały jednak punkty związane z planowaniem przestrzennym. To właśnie one pokazały, jak łatwo technicznie brzmiąca uchwała może otworzyć dyskusję o ochronie przyrody, oczekiwaniach przedsiębiorców, interesie miasta i przyszłym kształcie Lublińca.

Najpierw rada przyjęła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu przy ulicy Skłodowskiej-Curie. Ta decyzja nie wzbudziła kontrowersji. Jej znaczenie jest istotne, bo ma umożliwić przygotowanie inwestycji energetycznej związanej z drugim głównym punktem zasilania miasta. Jak podkreślano po głosowaniu, chodzi o przedsięwzięcie warte ponad 60 mln zł i ważne nie tylko dla rozwoju, ale także bezpieczeństwa energetycznego.

– Bardzo serdecznie dziękuję za to głosowanie. Proszę państwa, to głosowanie otwiera drogę, abyśmy mogli mieć drugi GPZ, czyli drugie zasilanie dla miasta – mówił jeden z urzędników.

Prawdziwe napięcie pojawiło się dopiero przy projekcie uchwały dotyczącym zmian w planie ogólnym dla terenu Wymyślacza. Sprawa dotyczyła stawów i propozycji zmiany klasyfikacji tego obszaru. Radny Ireneusz Kłobus przypominał, że wcześniejsza rekomendacja urzędu była przeciwna takiej zmianie, ponieważ teren uznano za przyrodniczo cenny. Jego zdaniem przyjęcie wyjątku właśnie w tym miejscu byłoby niekonsekwencją wobec innych, podobnych uwag.

– Mamy sytuację jakby nierównego traktowania tych wniosków, które zostały złożone. Oprócz tego, że zmiana takiej klasyfikacji w istotny sposób zmienia charakter tego miejsca, chciałem zauważyć, że nie ma tam drogi dojazdowej w ogóle. No i przede wszystkim jest to teren położony w środku lasu – mówił radny.

Kłobus zapowiedział głosowanie przeciw i zachęcał do tego pozostałych. Po drugiej stronie argumentacji znalazła się przewodnicząca rady Iwona Janic, która wskazywała, że wniosek wyszedł od przedsiębiorcy, mieszkańcy nie zgłosili sprzeciwu, a sama zmiana mogłaby otworzyć drogę do stworzenia miejsca rekreacyjnego. Zaznaczała przy tym, że rada nie decydowałaby jeszcze o konkretnym kształcie inwestycji, lecz jedynie o stworzeniu możliwości dalszego zagospodarowania terenu.

– My nie dajemy już zgody na to, co tam dokładnie powstanie, ale dajemy furtkę. Jest to teren osoby prywatnej, która chce jakoś ten teren zagospodarować – tłumaczyła.

Ta argumentacja nie przekonała większości. Uchwała dotycząca Wymyślacza nie została podjęta. Za opowiedziało się 6 radnych, przeciw było 10, a 5 wstrzymało się od głosu. W praktyce oznaczało to, że obawy o zmianę charakteru miejsca, brak dojazdu i wartość środowiskową przeważyły nad pomysłem rekreacyjnego wykorzystania prywatnego terenu.

Kolejny sporny punkt dotyczył ulicy Oleskiej. Tym razem chodziło o teren, który grupa radnych chciała przekwalifikować z myślą o przyszłym wykorzystaniu pod parking lub funkcje związane z obsługą przedsiębiorców. Jeden ze współautorów uchwały przekonywał, że był na miejscu, rozmawiał z prowadzącymi działalność w tym rejonie i nie widzi zagrożenia dla środowiska.

– Uważam, że w żadnym wypadku nie narusza to tych walorów środowiskowych, bo to jest teren, taki wąski pas pomiędzy ulicą Oleską a terenem ujęcia wody – mówił wiceprzewodniczący Jan Springwald.

Tu jednak pojawiła się istotna wątpliwość ze strony wiceburmistrza Jana Grajcara. Z jego wypowiedzi wynikało, że jeśli celem ma być parking, to obecne zapisy już na to pozwalają. Wprowadzenie zmiany miało więc nie być konieczne, a dodatkowo wstrzymywać dalsze procedowanie najważniejszego dokumentu planistycznego.

– Obecne zapisy planu zagospodarowania przestrzennego dopuszczają lokalizację parkingu na tej działce – wskazał Grajcar.

Wiceburmistrz dodał, że z uwagi na położenie terenu przy drodze i jego szerokość budowa obiektów kubaturowych może być w praktyce bardzo trudna. Przedstawiciel urzędu potwierdził tę ocenę, jednocześnie zwracając uwagę na możliwy finansowy skutek zmiany. Jeśli teren w przyszłości miałby zostać wydzielony i sprzedany, przeznaczenie usługowe mogłoby być dla gminy korzystniejsze niż teren zielony pod parking.

– I bez tej zmiany ten parking może być zrobiony – potwierdził.

Mimo tych wyjaśnień rada przyjęła uchwałę dotyczącą Oleskiej. Za było 14 radnych, przeciw 3, a 4 wstrzymało się od głosu. Decyzja miała natychmiastowy skutek proceduralny. Skoro w projekcie planu ogólnego pojawiła się jedna zmiana, cały dokument musiał zostać zdjęty z porządku obrad.

– Chciałam wnieść wniosek o zdjęcie z porządku obrad sesji punktu 11 – podjęcia uchwały w sprawie uchwalenia planu ogólnego miasta Lublińca z uwagi na to, że mamy jedną zmianę i ten plan po prostu musimy zmienić – poinformowała przewodnicząca rady.

Radni jednogłośnie zgodzili się na to rozwiązanie i to był najważniejszy efekt całej dyskusji.

W dalszej części obrad rada wróciła do spokojniejszego trybu pracy. Przyjęto uchwały dotyczące darowizn nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa i powiatu lublinieckiego, lokalny program wspierania edukacji zdolnych uczniów oraz stypendium burmistrza dla uzdolnionych uczniów szkół podstawowych. Ostatnia uchwała dotyczyła porozumienia z gminą Pawonków w sprawie nauki religii Kościoła Zielonoświątkowego w pozaszkolnym punkcie katechetycznym. Większość tych decyzji zapadła jednomyślnie lub niemal jednomyślnie, bez szerszej dyskusji.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Za nimi setki interwencji, przed nimi kolejne wyzwania. W Lublińcu podziękowano strażakom

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Łukasz Wołosz/KP PSP w Lublińcu

Na terenie Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Lublińcu odbyły się Powiatowe Obchody Dnia Strażaka. Uroczystość była okazją do podziękowania zarówno tym zawodowym, jak i druhom ochotnikom za codzienną służbę, gotowość do niesienia pomocy i pracę na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców powiatu lublinieckiego.

Obchody rozpoczęły się zgodnie z ceremoniałem pożarniczym. Dowódca uroczystości kpt. Paweł Gajowski złożył meldunek zastępcy śląskiego komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej st. bryg. Romanowi Klesze. Następnie wprowadzono poczet sztandarowy Komendy Powiatowej PSP w Lublińcu, odegrano hymn państwowy i podniesiono flagę.

Zgromadzonych gości przywitał komendant powiatowy PSP w Lublińcu st. bryg. Janusz Bula. W swoim wystąpieniu podziękował funkcjonariuszom za całoroczną służbę, omówił najważniejsze działania komendy oraz podkreślił znaczenie współpracy Państwowej Straży Pożarnej z samorządami, instytucjami i jednostkami ochotniczych straży pożarnych.

Centralnym punktem uroczystości było wręczenie odznaczeń, wyróżnień oraz awansów na wyższe stopnie służbowe. Funkcjonariusze PSP zostali uhonorowani między innymi odznaką „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej” oraz odznaką Świętego Floriana „Za Zasługi dla Społeczności Lokalnej”. To wyróżnienia przyznawane za zaangażowanie w ochronę przeciwpożarową, służbę publiczną oraz działania podejmowane na rzecz lokalnych społeczności.

Swoje odznaczenia odebrali również druhowie ochotniczych straży pożarnych. Wśród przyznanych wyróżnień znalazły się odznaki Świętego Floriana „Za Zasługi dla Społeczności Lokalnej”, Złoty Znak Związku OSP RP, medal honorowy im. Bolesława Chomicza oraz odznaka „Za Zasługi dla Pożarnictwa Powiatu Lublinieckiego”. To forma docenienia wieloletniej pracy społecznej, udziału w akcjach ratowniczych, wspierania lokalnego systemu bezpieczeństwa oraz aktywności druhów w swoich miejscowościach.

Podczas obchodów wręczono także awanse służbowe. W Komendzie Powiatowej PSP w Lublińcu wyższe stopnie otrzymali funkcjonariusze z korpusu aspiranckiego, podoficerskiego oraz szeregowych. Awanse te są nie tylko elementem ścieżki zawodowej strażaków, ale również potwierdzeniem doświadczenia, odpowiedzialności i gotowości do podejmowania coraz bardziej wymagających zadań.

Szczególne wyróżnienie trafiło także do funkcjonariusza lublinieckiej komendy, nagrodzonego przez Śląskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP za wzorowe wykonywanie obowiązków służbowych, osiągnięcia w służbie oraz realizację zadań w szczególnie trudnych warunkach.

Tegoroczne obchody miały również wymiar edukacyjny. W ich trakcie realizowano działania w ramach ogólnopolskiego projektu Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. To inicjatywa, której celem jest wzmacnianie świadomości społecznej w zakresie bezpieczeństwa, reagowania kryzysowego i przygotowania mieszkańców na sytuacje zagrożenia.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele parlamentu, władz wojewódzkich i samorządowych, kierownictwo Państwowej Straży Pożarnej, reprezentanci OSP, służb mundurowych oraz instytucji współpracujących z lubliniecką komendą. Obecni byli także przedstawiciele organizacji pożarniczych, emerytowani funkcjonariusze, lokalne firmy, sympatycy pożarnictwa oraz mieszkańcy, którzy wspólnie uczcili święto strażaków z powiatu lublinieckiego.

Na zakończenie podziękowano wszystkim samorządom, instytucjom i podmiotom wspierającym Komendę Powiatową PSP w Lublińcu oraz jednostki OSP z terenu powiatu. Awansowanym i wyróżnionym pogratulowano, życząc im dalszej owocnej służby oraz bezpiecznych powrotów z każdej akcji.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Burmistrz o pomyśle, który ma odciążyć centrum Lublińca: Tylko co, wybudujemy drogę w pole?

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Lublińcu miała być przejściem do bieżących spraw miasta, ale zanim radni weszli w blok uchwał, dyskusja wyraźnie rozlała się na tematy szersze. Poruszono sytuację uczniów i studentów odbywających praktyki, problemy małych przedsiębiorców, kondycję lublinieckiego szpitala, braki kadrowe w ochronie zdrowia oraz planowane połączenie ulicy Klonowej z obwodnicą. Obecność posła Andrzeja Gawrona sprawiła, że część radnych potraktowała sesję jako okazję do zadania pytań i przekazania spraw, które wykraczają poza kompetencje miasta, ale za to mocno dotykają mieszkańców.

Już na początku przewodnicząca Iwona Janic próbowała tonować tempo i zakres dyskusji, prosząc o krótkie oraz konkretne pytania. Nie zmieniło to jednak faktu, że kolejne wypowiedzi pokazały kilka napięć naraz. Głównie między sprawami krajowymi a lokalnymi, między polityką a codziennością mieszkańców, a także między planami inwestycyjnymi a oporem tych, którzy mogą odczuć ich skutki bezpośrednio w sąsiedztwie własnych domów.

Jednym z pierwszych tematów była kwestia praktyk i staży. Wiceprzewodnicząca Iwona Ochman odniosła się do wcześniejszego wątku dotyczącego przedsiębiorców szkolących uczniów i studentów, ale spojrzała na sprawę z drugiej strony. Zwróciła uwagę, że młodzi ludzie, którzy rzeczywiście chcą zdobywać doświadczenie, często przez wiele tygodni pracują bez jakiejkolwiek gratyfikacji.

– Ja tutaj nie mówię, że oni powinni dostawać wypłatę, bo wiadomo, że oni się uczą, ale ja bym miała taką prośbę osobistą. Jeżeli będziecie państwo rozmawiać w Sejmie, będzie ta kwestia poruszana, niech ktoś też pomyśli o tych młodych ludziach, żeby dać im coś na zachętę – mówiła radna.

Poseł Gawron przyjął tę uwagę, wskazując, że problem dotyczy szerszego mechanizmu wspierania nauki zawodu. Nie zadeklarował konkretnego rozwiązania, ale uznał, że warto rozważyć system premiujący osoby rzeczywiście angażujące się w staże.

– To też jest jakiś dobry pomysł, żeby jednak coś, jakiś mechanizm powstał, który premiuje takie osoby, które chcą te staże wykonywać i wykonują – odpowiedział polityk.

W dyskusji pojawił się również wątek przedsiębiorców i środków wypłacanych za przygotowanie zawodowe młodocianych pracowników. Burmistrz Edward Maniura zaznaczył, że w Lublińcu problem niewypłaconych wniosków na koniec ubiegłego roku nie wystąpił, bo miasto wystąpiło do wojewody o brakujące pieniądze.

– Wszystkie wnioski, które wpłynęły do miasta, bo miasto jak gdyby wypłaca i to, co brakowało, wystąpiliśmy do wojewody i zostały te wnioski uzupełnione – wyjaśnił włodarz.

Najmocniej lokalny charakter miała jednak rozmowa o lublinieckim szpitalu. Radna Czesława Włuka próbowała wyprowadzić sprawę poza bieżące spory polityczne i wskazywała, że na poziomie miasta najważniejsze są konkretne potrzeby mieszkańców. Jej wypowiedź została przerwana przez przewodniczącą, która chciała skierować obrady do spraw miejskich, ale radna podkreśliła, że temat ochrony zdrowia trudno potraktować jako poboczny.

– Myślę, pani przewodnicząca, że temat szpitala jest bardzo ważny, więc o tym to akurat mówię – odpowiedziała radna.

W jej ocenie odpowiedzialność za sytuację szpitala powinna być lokowana przede wszystkim po stronie powiatu. Zwracała przy tym uwagę, że w tej sprawie głosy różnych środowisk politycznych brzmiały podobnie.

– Temat szpitala z obydwu stron wybrzmiał tak samo i z tego naprawdę bardzo się cieszę, że mamy jednakowe zdanie. Te kwestie nie są przerzucane między jedną a drugą partią, tylko jednogłośnie jest wskazane starostwo, które powinno w jakiś sposób pozwolić nam leczyć się w tym szpitalu – mówiła.

Dyskusja o wspomnianej placówce szybko przeszła w szerszy problem kadr medycznych. Radna przypomniała o wieloletniej „ucieczce lekarzy” z kraju, a poseł odniósł się do sytuacji medyków ze Wschodu, którzy pracują w Polsce, ale mogą mieć problemy z dalszym wykonywaniem zawodu z powodu egzaminów i nostryfikacji. W jego ocenie instytucje lekarskie podchodzą do tego tematu zbyt sztywno.

– Moim zdaniem nie może taka Naczelna Izba Lekarska podchodzić restrykcyjnie – ocenił Andrzej Gawron.

Ostatni głos w tym bloku zabrał radny Piotr Wojtulek, który skierował rozmowę na bardzo konkretny, lubliniecki temat – możliwe połączenie ulicy Klonowej z obwodnicą. W jego ocenie to inwestycja, która mogłaby mieć duże znaczenie dla centrum miasta.

– Chciałbym, żebyście usłyszeli ode mnie opinię, że dla mnie ten ewentualny projekt byłby nawet jednym z kandydatów do listy priorytetów, jeżeli chodzi o inwestycje w Lublińcu. Naprawdę, ze względu na mieszkańców zamieszkujących naszą starówkę – mówił Wojtulek.

Burmistrz odpowiedział, że temat nie jest nowy. Przypomniał spotkanie z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad z 2017 roku oraz wskazał, że po stronie Lublińca zakres ewentualnej inwestycji byłby stosunkowo niewielki. Problemem pozostaje jednak konieczność zdecydowanego działania po stronie gminy Kochanowice.

– Bo my te 470 czy 480 metrów drogi jesteśmy w stanie zrobić w rok. Bo jedną działkę wykupujemy, wchodzimy, przetarg i robimy. Tylko co, wybudujemy drogę w pole? No nie – stwierdził Edward Maniura.

Tu pojawił się kolejny potencjalny punkt sporny. Poseł Gawron zwrócił uwagę, że do niego docierały sygnały mieszkańców przeciwnych tej drodze. Wskazywał, że głosy osób mieszkających przy planowanym przebiegu również trzeba brać pod uwagę.

– Trzeba to brać pod uwagę. Mam tu na myśli opinie mieszkańców tam mieszkających – podkreślił parlamentarzysta.

Burmistrz nie negował tych obaw, ale odpowiedział argumentem dobra wspólnego. Wskazał, że przy każdej inwestycji liniowej pojawia się opór części mieszkańców, bo nie da się budować infrastruktury bez ingerencji w przestrzeń.

– Pani pośle, zgoda, tylko że zawsze będą opinie jakiejś grupy mieszkańców. Tylko jest dobro wspólne – odpowiedział burmistrz.

Włodarz przypomniał także, że podobne konflikty pojawiają się przy obecnym obciążeniu ruchem ulic w centrum, między innymi Piłsudskiego i Kilińskiego. Zwracał uwagę, że mieszkańcy tych rejonów również ponoszą konsekwencje obecnego układu komunikacyjnego.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Maniura zaczął, Gawron odpowiedział. W tle szpital w kryzysie i basen, którego nie ma

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu/Screenshot

Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Lublińcu daleko wykroczyła poza zwykłe samorządowe sprawozdanie. Punkt dotyczący informacji burmistrza o działaniach podejmowanych między sesjami stał się najpierw półtoragodzinnym, wielowątkowym wystąpieniem Edwarda Maniury, a następnie polityczno-samorządową polemiką z udziałem posła Andrzeja Gawrona.

Burmistrz rozpoczął od spraw miejskich, ale szybko przeszedł do szerszych refleksji o państwie, samorządzie, centralizacji i odpowiedzialności polityków. Przewodnicząca kilkukrotnie próbowała przywołać wystąpienie do porządku, a część radnych z wyraźnym zniecierpliwieniem obserwowała, jak klasyczne sprawozdanie z działań międzysesyjnych zamienia się w samorządowy esej o wszystkim. Maniura mówił o komunikacji lublinieckiej, inwestycjach, sytuacji finansowej miasta, pustych lokalach, OZE, szkołach, szpitalu, tunelu, Unii Europejskiej, hipokryzji w polityce, a nawet o rozmowie z mieszkańcem Chorwacji podczas wakacji. Całość można przeczytać tutaj.

Jednym z praktycznych tematów była zapowiadana komunikacja lubliniecka, realizowana we współpracy ze związkiem „Jedźmy Razem!”. Burmistrz podkreślał, że nie chodzi formalnie o komunikację miejską, lecz o lokalny system przewozów obejmujący trzy linie, także poza granicami miasta.

– Częstotliwość bardzo duża, tak aby rzeczywiście ta komunikacja była komunikacją z prawdziwego zdarzenia – zapowiadał Edward Maniura.

Poseł Andrzej Gawron, który później odpowiedział na wystąpienie włodarza, ocenił samo przystąpienie Lublińca do związku pozytywnie, ale wyraźnie żałował, że do porozumienia nie weszły inne gminy powiatu. Jego zdaniem dopiero szerszy system tras mógłby realnie poprawić dostępność transportową mieszkańców.

– Może w przyszłości jednak uda się połączyć też te ich wewnętrzne linie, które tam oni sobie organizują, na przykład z dowozem do szkół, żeby jednak zrobić taki cały system połączeń powiatowych. Myślę, że to jest taki cel, który powinniśmy osiągnąć – mówił poseł.

W części miejskiej Maniura mówił również o kondycji budżetu. Wskazywał, że miasto osiągnęło nadwyżkę, choć sam zastrzegał, że sytuacja jest „zadowalająca”, a nie jeszcze w pełni dobra. Gawron odpowiedział, że sam wynik budżetowy nie pokazuje całego obrazu, jeżeli nie zestawi się go z poziomem inwestycji. W jego ocenie stabilizacja dochodów samorządów idzie dziś w parze ze spadkiem wydatków inwestycyjnych, a część kończonych zadań to nadal efekt wcześniejszych programów rządowych.

Istotnym wątkiem stały się puste lokale w centrum Lublińca. Burmistrz wrócił do wcześniejszych sporów z radą o sprzedaż miejskiego mienia i nie krył żalu, że część lokali nie została zbyta wtedy, gdy – jego zdaniem – było to racjonalne.

– To mnie z serca boli, bo blokada niestety wtedy ze strony rady spowodowała, choć jeden radny, którego bardzo cenię, który przyznał mi po latach rację, że absolutnie się mylił i myliła się grupa – mówił. – Ja nie chcę wymieniać, państwo wiecie, które lokale są miejskie, stoją puste i od czasu do czasu tylko musimy przepucować szyby, żeby nie było wstydu – dodawał.

Gawron nie kwestionował samego problemu pustostanów, ale wskazał inne przyczyny. Mówił o wymaganiach sanepidu, które mają zniechęcać drobnych przedsiębiorców, oraz o ekspansji dużych sieci handlowych. Przywołał przykład lokalu, w którym miała powstać sprzedaż kawy z możliwością degustacji, ale na przeszkodzie stanęły wymagania sanitarne.

– Miałem dwa, trzy takie przypadki, gdzie przedsiębiorcy chcieli funkcjonować w tych pustych lokalach, tylko okazało się, że sanepid im takie stawiał warunki, że nie mogą tego przejść – mówił poseł.

Na tym jednak polemika nie stanęła. Andrzej Gawron przeszedł do spraw przedsiębiorców, odpowiadając na wcześniejsze uwagi Maniury o centralnych rozwiązaniach prawnych i politycznej odpowiedzialności za decyzje podejmowane w Warszawie. Przyznał, że KSeF został wprowadzony za rządów Mateusza Morawieckiego, ale przekonywał, że obecny rząd zmienił system i narzucił obowiązkowość w sposób szczególnie dotkliwy dla najmniejszych firm.

– Do dzisiaj jest projekt w Sejmie dotyczący dobrowolności w tym zakresie zgłoszony przeze mnie, przez grupę posłów w Sejmie, żeby ta dobrowolność dotyczyła najmniejszych firm. Niestety pan marszałek nie raczył nawet skierować do komisji do pierwszego czytania – mówił parlamentarzysta.

Podobnie poseł mówił o systemie SENT. Przyznał, że pierwotnie wprowadził go rząd Zjednoczonej Prawicy, ale podkreślał, że miał on dotyczyć dużych transportów paliw, a nie drobnego handlu odzieżą i obuwiem. Najostrzej wybrzmiała krytyka kar dla małych przedsiębiorców.

– To jest po prostu znów uderzenie w tych mikro, małych, najmniejszych przedsiębiorców. Oni na targowisku jak mają kilka modeli butów, to mają 300, 400, 500 twardych butów. A wstając bardzo wcześnie rano, jak tam kto wyjeżdża, jak daleko jedzie, to muszą wpisać, wklepać w telefon, gdzie jedzie, jakie ma kilogramy, ile ma butów – wskazywał poseł. – Kara, najmniejsza kara, to jest 20 tys. zł. Gdzie tu jest jakakolwiek proporcjonalność, jak on dostanie karę 20 tys. zł, to już na to targowisko on nigdy nie przyjedzie, bo już po prostu zlikwiduje tą działalność – dodawał.

Jednym z najmocniejszych lokalnych tematów był tunel. Maniura przypomniał, że miasto ma gotową dokumentację i pozwolenie na budowę, ale nadal nie ma ostatecznej odpowiedzi dotyczącej finansowania. Szacowany koszt inwestycji to około 70 mln zł. Burmistrz wyraźnie odnotował przy tym nieobecność posła Przemysława Witka i sugerował, że oczekuje od parlamentarzystów większego zaangażowania.

– Nie wiem, dlaczego jest tak długa zwłoka z odpowiedzią. Chciałbym jednoznacznie wiedzieć – mówił Edward Maniura.

Gawron odpowiedział, że w sprawie tunelu również wcześniej zabiegał o wsparcie i pamięta wspólne działania w Warszawie. Z jego wypowiedzi wynikało, że deklaracje finansowe padły, ale dziś kluczowe jest uzyskanie ostatecznej decyzji.

– Dziękuję za to, że jest już projekt. Dziękuję, że jest pozwolenie na budowę, ale nie ma tej ostatecznej decyzji finansowej. Pamięta pan, że razem o to zabiegaliśmy. Był pan też w Warszawie, spotkanie było. Była deklaracja, że jeżeli będzie projekt i jeżeli to uda się przeprowadzić, to te pieniądze się znajdą – mówił Andrzej Gawron.

Poseł rozszerzył ten wątek o dworzec PKP. Jego zdaniem sam remont budynku nie wystarczy, jeżeli nie poprawi się funkcjonalność całego węzła. Zaproponował przedłużenie przejścia pod torami w kierunku ulicy Przemysłowej oraz stworzenie większych parkingów. Wskazał też na brak elektronicznej informacji pasażerskiej w poczekalni i problemy kompetencyjne między kolejowymi spółkami.

Kolejnym punktem spornym była dwukadencyjność. Maniura, odnosząc się do projektu zmiany Konstytucji zgłoszonego przez środowisko Prawa i Sprawiedliwości, sugerował, że jest to przyznanie się do wcześniejszych wątpliwości konstytucyjnych.

– Pan poseł się nie podpisał pod tym projektem ustawy, ale myśmy go opiniowali na Związku Miast Polskich i chcę wyraźnie powiedzieć, że to jest przyznanie się do winy – stwierdził burmistrz.

Gawron odrzucił ten sposób interpretacji, przypominając, że podobne pomysły pojawiały się wcześniej także poza środowiskiem PiS, a ówczesne opinie miały potwierdzać ich zgodność z konstytucją. Następnie przeszedł do zupełnie innego przykładu konstytucyjnego, wyraźnie przenosząc spór na poziom światopoglądowy.

– Jak wprowadzaliśmy przepisy o dwukadencyjności, to poprosiłem, bo był taki projekt dwukadencyjności, może nie wszyscy o tym pamiętają, proponowany przez Janusza Palikota. I wtedy, w tamtym czasie, były opracowania właśnie konstytucjonalistów, że to absolutnie jest zgodne z konstytucją – mówił poseł. – A niezgodne z konstytucją, panie burmistrzu, to jest transkrypcja małżeństw par jednopłciowych. To jest niezgodne – dodawał.

W sesyjnej wymianie powrócił też temat basenu. Maniura mówił o dawnych koncepcjach, możliwym wsparciu z resortu sportu i konieczności podjęcia trudnej decyzji, bo obecny obiekt – jak wskazywał – ma ograniczoną żywotność. Gawron przypomniał, że radni Prawa i Sprawiedliwości już wiele lat temu myśleli o tej inwestycji, a przygotowany projekt miał kosztować około 500 tys. zł. Jednocześnie wyraźnie zasugerował, że temat został przez lata nierozwiązany.

– Dlaczego? Nie wiem – skwitował, odnosząc się do faktu, że basen mimo upływu czasu nie powstał.

Najostrzejsza część tej polemiki dotyczyła jednak szpitala powiatowego. Burmistrz podkreślał, że miasto nie odpowiada kompetencyjnie za lecznicę, ale przypominał o umorzeniach podatkowych, zakupie karetki, respiratorów i innych formach wsparcia. Jednocześnie zwrócił się bezpośrednio do Gawrona, sugerując, że poseł, który zajmował się tematyką szpitali powiatowych, powinien znać liczby i nie przerzucać odpowiedzialności bez podstaw.

– Mam do pana taką prośbę, bo nie sądzę, że pan tych liczb nie ma. Po prostu jak pan obarcza kogoś winą za coś, to musi jednak mieć podstawy, bym powiedział, rzeczywiste – mówił Edward Maniura.

Burmistrz wskazywał, że największy wzrost zadłużenia miał przypadać na lata 2020-2023, czyli okres rządów środowiska politycznego Gawrona. Parlamentarzysta odpowiedział, że za szpital formalnie odpowiada powiat, a systemowo największym błędem była likwidacja kas chorych i utworzenie NFZ.

– Zgadzam się, że właśnie największym błędem była likwidacja kas chorych. To był największy błąd. Lewica to zrobiła, stworzono Narodowy Fundusz Zdrowia i niestety w połączeniu ze złym zarządzaniem jest taki skutek, jaki jest – oceniał poseł.

Gawron bronił jednocześnie części rozwiązań proponowanych przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Wskazywał na pomysł przeniesienia szpitali powiatowych pod urzędy marszałkowskie oraz na kategoryzację placówek. Według niego samorządy nie chciały takich zmian, obawiając się ograniczenia samodzielności.

– I co wtedy samorządy zrobiły? Oburzone, że po prostu ograniczamy samorządność. Chcemy likwidacji samorządności w Polsce – mówił Andrzej Gawron.

Poseł zapowiedział też, że dokładnie sprawdzi wyliczenia dotyczące zadłużenia. Zasugerował, że wzrost w latach pandemicznych mógł wynikać z wyjątkowo trudnych warunków funkcjonowania lecznic.

– To był najgorszy czas dla szpitalnictwa, najgorszy czas. Lekarze się zamykali w szpitalach i nie chcieli w ogóle przyjmować pacjentów. Trzeba było im dawać dodatki do tego, żeby w ogóle przyjmowali pacjentów – argumentował.

Spór o szpital połączył się z szerszą wymianą zdań o politycznej hipokryzji. Maniura mówił wcześniej, że najbardziej przeraża go hipokryzja, która „przebiła najwyższe szczyty Himalajów”, i apelował do parlamentarzystów, by myśleli regionalnie oraz lokalnie, a nie wyłącznie partyjnie. Gawron przyjął ten motyw, ale odwrócił go przeciwko obecnej koalicji rządzącej, przywołując zapisy umowy koalicyjnej dotyczące ochrony zdrowia.

– Zgadzam się panie burmistrzu. Absolutnie się zgadzam, ale ja bym chciał jeszcze wrócić właśnie do tego, żeby politycy nie kłamali, żeby nie byli hipokrytami – mówił poseł.

Następnie pytał o oddłużenie szpitali, zniesienie limitów i wycenę świadczeń zdrowotnych, zarzucając rządowi brak realizacji zapowiedzi.

– Dwa i pół roku, ponad dwa i pół roku rządzi obecna koalicja. Co zrobili w tym temacie? Gdzie jest to oddłużenie szpitali? Chociażby w stosunku do naszego szpitala – mówił.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Tunel, szpital, polityka i wakacje w Chorwacji. Burmistrz zamienił sprawozdanie w półtoragodzinny monolog

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu

Podczas wczorajszej sesji rady miejskiej punkt dotyczący informacji burmistrza o działaniach podejmowanych między sesjami szybko przestał przypominać klasyczne samorządowe sprawozdanie. Edward Maniura, zamiast ograniczyć się do syntetycznego omówienia bieżących spraw miasta, wygłosił obszerne, wielowątkowe wystąpienie, które tradycyjnie zaczęło żyć własnym rytmem. Były inwestycje, budżet, komunikacja, tunel, basen, szpital, OZE, szkoły, drogi, posłowie, Unia Europejska, Chorwacja, a nawet refleksje o kondycji państwa i politycznej hipokryzji.

Przewodnicząca Iwona Janic kilkukrotnie próbowała zastopować włodarza Lublińca, a zniecierpliwieni radni momentami nerwowo kręcili się na krzesłach. Maniura jednak nie zamierzał szybko kończyć. Sam pod koniec przyznał zresztą, że tak długie wystąpienie nie było planowane. Problem w tym, że wcześniej przez kilkadziesiąt minut skutecznie udowadniał, iż w Lublińcu nawet punkt „informacja burmistrza” może zamienić się w samorządowy esej o wszystkim. I zająć przy tym pół sesji.

Burmistrz rozpoczął od kalendarza spotkań i wydarzeń. Przypomniał uroczystości 3 maja oraz bieg trzeciomajowy, w którym udział wzięło blisko 800 uczestników. Następnie przeszedł do spraw transportowych, wskazując, że miasto pracuje nad uruchomieniem tzw. komunikacji lublinieckiej, realizowanej we współpracy ze związkiem „Jedźmy Razem!”. Jak mówił, nie chodzi formalnie o komunikację miejską, ale o lokalny system przewozów, który ma objąć trzy linie.

W tym fragmencie pojawił się jeden z praktycznych tematów sesji. Edward Maniura zapowiedział, że linie mają obsługiwać nie tylko teren miasta, ale również kierunki związane z gminą Kochanowice, Lubeckiem, Solarnią czy Sadowem. Punktem wspólnym ma być centrum przesiadkowe. Jednocześnie zastrzegł, że po kilku miesiącach funkcjonowania systemu możliwe będą korekty tras, przystanków i zasad odpłatności.

– Częstotliwość bardzo duża, tak aby rzeczywiście ta komunikacja była komunikacją z prawdziwego zdarzenia – zapowiadał burmistrz.

Nie zabrakło też tematu połączenia ulicy Klonowej z Kochanowicami. Maniura wskazywał, że po stronie Lublińca chodzi o około 500 metrów drogi, natomiast po stronie gminy Kochanowice odcinek jest dłuższy i trudniejszy finansowo. Burmistrz przyznał, że bez deklaracji sąsiedniego samorządu miasto nie może bardziej angażować się w ten projekt.

– Nie możemy się dodatkowo angażować w momencie, kiedy po naszej stronie jest 500 metrów drogi, a po drugiej stronie jest ponad kilometr – mówił Edward Maniura.

Jednym z bardziej konkretnych wątków była sytuacja finansowa miasta. Odnosząc się do sprawozdania z wykonania budżetu za ubiegły rok, mówił o poprawie kondycji samorządu i nadwyżce budżetowej. Zastrzegał jednak, że wyniki są zadowalające, ale jeszcze nie w pełni dobre.

W dalszej części przeszedł do tematu miejskiego mienia, pustych lokali i wcześniejszych sporów z radą w sprawie ich sprzedaży. To był jeden z tych momentów, w których sprawozdanie z działań międzysesyjnych całkowicie ustąpiło miejsca retrospektywnej podróży przez dawne decyzje samorządowe. Burmistrz nie krył żalu, że część lokali nie została sprzedana wtedy, gdy jego zdaniem było to racjonalne.

– To mnie z serca boli, bo blokada niestety wtedy ze strony rady spowodowała, choć jeden radny, którego bardzo cenię, który przyznał mi po latach rację, że absolutnie się mylił i myliła się grupa – mówił. – Ja nie chcę wymieniać, państwo wiecie, które lokale są miejskie, stoją puste i od czasu do czasu tylko musimy przepucować szyby, żeby nie było wstydu – dodawał.

Wątek rozwoju miasta obejmował także spółkę SIM Śląsk Północ i mieszkania przy ulicy Wilniewczyca. Maniura zapowiedział przekazanie kluczy do dwóch bloków z 62 mieszkaniami i lokalami użytkowymi. Wskazywał, że po zmianach kadrowych spółka mieszkaniowa zaczęła funkcjonować sprawniej.

– Jak są ludzie kompetentni, to idzie do przodu. Jak są mało kompetentni, to zazwyczaj stoi to w miejscu albo wręcz jest to działanie niepożądane i szkodliwe z punktu widzenia interesów państwa – oceniał.

Wśród tematów strategicznych pojawiło się również potencjalne połączenie kolejowe Lublińca z lotniskiem. Burmistrz mówił o rozmowach z prezesem Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego i nadziei na spotkanie przedstawicieli województw śląskiego oraz opolskiego. W jego ocenie po modernizacji linii do Opola technicznie nic nie powinno blokować uruchomienia takiego połączenia.

Znacznie ostrzej zrobiło się, gdy przeszedł do polityki. Zaczął od tematu dwukadencyjności, odnosząc się do projektu zmiany Konstytucji zgłoszonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Przy tej okazji zwrócił uwagę na obecność posła Andrzeja Gawrona, jednocześnie sugerując, że jego środowisko polityczne samo przyznaje dziś, iż wcześniejsze rozwiązania mogły być problematyczne.

– Pan poseł się nie podpisał pod tym projektem ustawy, ale myśmy go opiniowali na Związku Miast Polskich i chcę wyraźnie powiedzieć, że to jest przyznanie się do winy – stwierdził Maniura.

Potem burmistrz jeszcze kilkukrotnie zwracał się bezpośrednio do parlamentarzysty, momentami w tonie bardziej nauczycielskim niż partnerskim. Strofował polityka w sprawach szpitala, energetyki, decentralizacji, programów rządowych i decyzji podejmowanych w Sejmie. Gawron próbował w pewnym momencie wejść w polemikę, ale w tej części posiedzenia to burmistrz wyraźnie kontrolował mikrofon i tempo swojego monologu.

Najmocniej wybrzmiał temat szpitala. Maniura podkreślał, że miasto nie odpowiada kompetencyjnie za lecznicę, ale przypominał o umorzeniach podatkowych, zakupie karetki, respiratorów i innych formach wsparcia. Jednocześnie uderzył w posła, sugerując, że przy obciążaniu kogokolwiek odpowiedzialnością za zadłużenie szpitala trzeba najpierw sprawdzić liczby.

– Mam do pana taką prośbę, bo nie sądzę, że pan tych liczb nie ma. Po prostu jak pan obarcza kogoś winą za coś, to musi jednak mieć podstawy. Bym powiedział, rzeczywiste – mówił Edward Maniura.

Burmistrz wskazywał, że analizował zadłużenie szpitala w kilku przedziałach czasowych i z jego wywodu wynikało, że największy wzrost miał przypadać na lata 2020-2023. Przy tej okazji odniósł się do roli parlamentu, rządu i reformy systemu ochrony zdrowia.

– Szpital jest wyjątkowym przypadkiem, bo kilkunastu było dyrektorów. Jest niestety w pierwszej piątce najbardziej zadłużonych szpitali powiatowych w Polsce – mówił. – Pan przewodniczył podkomisji do spraw restrukturyzacji szpitali powiatowych i w okresie państwa rządów te wzrosty zadłużenia były najwyższe, więc trzeba uderzyć się w piersi – zwrócił się do Gawrona.

Jednym z najmocniej wyeksponowanych tematów była sprawa tunelu. Burmistrz przypomniał, że miasto ma gotową dokumentację i pozwolenie na budowę, a szacowany koszt inwestycji wynosi około 70 mln zł. Tu pojawił się wątek nieobecnego posła Przemysława Witka, którego brak Maniura odnotował z wyraźnym żalem. Z kontekstu wynikało, że odpowiedź w sprawie finansowania wciąż nie nadeszła, mimo deklaracji miasta, ile samorząd może dołożyć.

– Nie wiem, dlaczego jest tak długa zwłoka z odpowiedzią. Chciałbym jednoznacznie wiedzieć – dodał.

Wątek tunelu był jednym z tych, w których lokalna infrastruktura spotkała się z polityką krajową. Maniura argumentował, że inwestycja mogłaby mieć także znaczenie z punktu widzenia obronności, ze względu na obecność ważnej jednostki wojskowej w Lublińcu. Jednocześnie brak jednoznacznej odpowiedzi w sprawie finansowania stał się dla niego kolejnym argumentem w szerszej krytyce polityków, którzy – jak sugerował – zbyt często funkcjonują bardziej w logice partyjnej niż lokalnej.

Ostra część wystąpienia dotyczyła także samorządności i decentralizacji. Burmistrz zarzucał kolejnym rządom, że nie oddają samorządom kompetencji i odpowiedzialności, a część rozwiązań centralnych tworzy biurokratyczny chaos. Jako przykład wskazywał między innymi Wody Polskie, programy środowiskowe oraz różnice między miejskim programem wymiany źródeł ciepła a rządowym programem, w którym mieszkańcy mieli czekać na zwroty znacznie dłużej.

– Mam wielki żal do obecnego rządu i to powiem bardzo wprost, że nie przywrócono wiele funkcji, które miał samorząd. I dalej, niestety, o cenie wody w Lublińcu nie decyduje rada miejska, tylko decyduje regulator, czyli Wody Polskie – mówił Maniura.

Wystąpienie burmistrza nabrało jeszcze bardziej publicystycznego charakteru, gdy zaczął mówić o hipokryzji w polityce, Unii Europejskiej i zagrożeniach wynikających z polaryzacji. W tym miejscu sprawozdanie z działań międzysesyjnych było już tylko odległym wspomnieniem. Maniura komentował stan państwa, jakość debaty publicznej, kompetencje posłów, wynagrodzenia parlamentarzystów, papierowe oświadczenia majątkowe i problemy z zatrudnianiem urzędników.

– Nic bardziej mnie nie przeraża jak hipokryzja w polityce, która już dawno przebiła najwyższe szczyty Himalajów – stwierdził. – W związku z tym – i do pana posła, i do drugiego posła – naprawdę zacznijcie myśleć regionalnie, lokalnie, bo naród was tu wybrał, a nie w Warszawie – apelował.

Burmistrz mówił również o problemach kadrowych w urzędzie. Wskazywał, że coraz trudniej pozyskać specjalistów za wynagrodzenia, jakie może zaoferować administracja samorządowa. Przestrzegał, że jeśli ten problem nie zostanie rozwiązany, jakość pracy urzędów będzie spadać.

– I za chwilę będziemy mieć drugi albo trzeci garnitur urzędników, którzy ani nie będą zaangażowani, ani też nie będą mieli odpowiedniej wiedzy – przekonywał.

W finale wystąpienia pojawił się wątek europejski. Maniura ostrzegał przed pomysłami wyjścia Polski z Unii Europejskiej i argumentował, że dla powiatu lublinieckiego, w którym wiele firm produkuje na rynek niemiecki, byłoby to gospodarczo niebezpieczne. W tym miejscu burmistrz ponownie wszedł na poziom osobistej refleksji i przywołał wakacyjną rozmowę. Była to jedna z tych retrospektywnych podróży mentalnych, które w jego wystąpieniach pojawiają się regularnie i często prowadzą słuchaczy daleko poza temat sesji.

– Rozmawiałem z pewnym Chorwatem, będąc na wakacjach w Chorwacji i on mi opowiadał, jak to było u nich. Kochające się rodziny po wybuchu wojny, które były mieszanymi rodzinami, się po prostu, można by powiedzieć, zwalczały do tego stopnia, że się zabijali – mówił Maniura.

Z tej opowieści burmistrz przeszedł do ogólnego apelu o odpowiedzialność w polityce i budowanie wspólnoty zamiast siania chaosu. Było to podsumowanie typowe dla jego stylu. Od miejskich inwestycji, przez szpital i tunel, po geopolitykę, pamięć historyczną i osobiste doświadczenia z zagranicznych podróży.

– Każdy, kto ma wpływ na decyzje, czy to jest na poziomie miasta, powinien budować, a nie robić wszystko, żeby był tylko i wyłącznie chaos i walka – podsumował.

Do słów włodarza, dla odmiany w zwięzłym półgodzinnym wystąpieniu, odniósł się poseł Andrzej Gawron. Punkt widzenia parlamentarzysty przedstawimy z kolei w poniedziałkowym artykule wydania internetowego Gazety Lublinieckiej.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Milion złotych na drogę w Lublińcu. Będzie lepszy dojazd do ważnych instytucji

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Miasta Lubliniec

W Lublińcu zostanie zrealizowana inwestycja drogowa wsparta środkami z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Wicewojewoda śląski Adam Zaczkowski podpisał z burmistrzem Edwardem Maniurą umowę dotyczącą przebudowy odcinka jednej z gminnych arterii.

Projekt realizowany w ramach modernizacji układu drogowego w Lublińcu ma kosztować niewiele ponad 1 mln zł. Połowę tej kwoty stanowi dofinansowanie z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg. Pozostałe środki zabezpiecza samorząd.

Zakres inwestycji obejmie przebudowę odcinka drogi gminnej nr 440064S. Choć zadanie ma lokalny charakter, jego znaczenie dla codziennego funkcjonowania mieszkańców jest istotne. Droga obsługuje bowiem rejon, w którym znajdują się ważne instytucje publiczne i społeczne.

– Modernizacja ma poprawić komunikację, zwiększyć przepustowość układu drogowego oraz ułatwić dojazd między innymi do ośrodka zdrowia, urzędu pracy, zespołu szkół, żłobka oraz jednostki wojskowej – mówi wicewojewoda śląski Adam Zaczkowski.

Jak podkreśla, to szczególnie ważne w przypadku odcinków, które każdego dnia wykorzystywane są nie tylko przez mieszkańców okolicznych ulic, ale również przez osoby dojeżdżające do pracy, rodziców dowożących dzieci do placówek edukacyjnych, pacjentów korzystających z opieki medycznej czy kierowców poruszających się w rejonie instytucji publicznych. Poprawa stanu technicznego drogi powinna przełożyć się na większy komfort jazdy, płynniejszy ruch i wyższy poziom bezpieczeństwa.

Podpisanie umowy oznacza formalne uruchomienie kolejnego etapu przygotowań do realizacji zadania. Inwestycja wpisuje się w szersze działania prowadzone w województwie śląskim, których celem jest modernizacja lokalnej infrastruktury drogowej oraz poprawa dostępności komunikacyjnej w gminach.

– Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg wspiera samorządy w finansowaniu zadań, które często mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo mieszkańców. W przypadku Lublińca chodzi nie tylko o remont konkretnego odcinka, ale również o usprawnienie układu drogowego w miejscu, gdzie krzyżują się codzienne potrzeby wielu grup użytkowników – dodaje Zaczkowski.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Zabytki w Lublińcu potrzebują więcej niż uchwały. Radni usłyszeli o pękających ścianach i azbeście

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Archiwum

Podczas sesji, która miała miejsce ostatniego dnia kwietnia, radni przyjęli zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, zgodzili się na umorzenia zadłużenia czynszowego, zajęli się zielenią przy rondach, sprzedażą nieruchomości, nowymi przystankami, pomocą społeczną, nazwą ulicy oraz petycją mieszkańców dotyczącą pomiarów anten w rejonie jednego z liceów. Najwięcej emocji przyniósł jednak punkt dotyczący gminnego programu opieki nad zabytkami. To właśnie przy nim wybrzmiały uwagi o jakości samorządowych opracowań, braku realnego wsparcia dla właścicieli zabytkowych kamienic, azbeście na dachach oraz ciężkim ruchu, który zdaniem mieszkańców dalej niszczy historyczną zabudowę centrum miasta.

Początek obrad przebiegł sprawnie. Rada jednogłośnie przyjęła zmiany w wieloletniej prognozie finansowej miasta oraz zmiany w budżecie na 2026 rok. Bez dyskusji przeszły także dwie uchwały dotyczące umorzenia zadłużenia czynszowego z tytułu najmu lokali mieszkalnych. W pierwszym przypadku uchwałę poparło osiemnastu radnych, przy jednym głosie wstrzymującym się, w drugim decyzja zapadła jednogłośnie.

Radni zgodzili się również na zawarcie porozumienia w sprawie utrzymania zieleni w obrębie ronda Jana Pawła II i ronda Śląskiego w ciągu DW 906, a także na udzielenie pomocy finansowej województwu śląskiemu na ten cel. Oba projekty nie wywołały pytań i zostały przyjęte jednogłośnie.

Więcej zainteresowania wzbudziła uchwała dotycząca zbycia nieruchomości gruntowej w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zapytał, czy wiadomo, co może powstać na tym terenie i czy są już zainteresowani nabywcy. W odpowiedzi jeden z urzędników wyjaśniał, że działka jest objęta miejscowym planem i przeznaczona pod przemysł, a ewentualny inwestor będzie mógł prowadzić tam wyłącznie działalność zgodną z planem. Jak dodał, ostatni wniosek dotyczył podmiotu związanego z działalnością przy budowie dróg. Uchwała została przyjęta piętnastoma głosami za, przy czterech wstrzymujących się.

Rada bez większych sporów przyjęła także uchwałę w sprawie wstępnych lokalizacji nowych przystanków komunikacyjnych, sprawozdanie z działalności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Lublińcu za miniony rok, ocenę zasobów pomocy społecznej oraz uchwałę o nadaniu nazwy ulicy Władysława Szpilmana drodze wewnętrznej w rejonie ulicy Marii Curie-Skłodowskiej.

Najdłuższa dyskusja rozpoczęła się przy gminnym programie opieki nad zabytkami na lata 2026-2029. Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że tego typu dokumenty nie powinny być traktowane jedynie jako formalny obowiązek, lecz jako narzędzie do uporządkowania realnych problemów. Ocenił, że opracowanie jest miejscami ogólnikowe, zawiera zbyt wiele przekopiowanych przepisów prawa i wymagałoby większej staranności językowej oraz merytorycznej.

– Mam taki odbiór tego dokumentu, że jest on dość mocno powierzchowny, jeżeli chodzi o nasze miasto – mówił radny.

Wojtulek wskazywał również na niejasności dotyczące historii miasta, archaiczne sformułowania oraz skróty użyte bez wyjaśnienia. Jego zdaniem, skoro samorząd płaci za przygotowanie dokumentów strategicznych, powinien wymagać od wykonawców wysokiej jakości nie tylko formalnej, ale też językowej.

Najmocniej wybrzmiał jednak temat azbestu. Radny zwrócił uwagę, że w analizie SWOT pojawiła się informacja o azbestowych pokryciach dachowych na wielu obiektach zabytkowych. Podkreślał, że w zwartej zabudowie centrum problem ten może mieć znaczenie nie tylko konserwatorskie, lecz również zdrowotne. Sugerował, by miasto mocniej zabiegało o środki na renowację zabytków i rozmawiało z wojewódzkim konserwatorem zabytków nie tylko w kontekście ochrony dziedzictwa, ale także bezpieczeństwa mieszkańców.

Samorządowiec podniósł też kwestię braku lokalnego instrumentu finansowania drobnych prac renowacyjnych. Zaznaczył, że nie chodzi o duży program, lecz choćby o niewielką pulę, która mogłaby wspierać właścicieli zabytkowych budynków w najpilniejszych działaniach.

Do uwag odniósł się burmistrz Edward Maniura. Przyznał, że w każdym dokumencie można znaleźć błędy czy nieścisłości, ale wskazywał też na szerszy problem biurokratyzacji procedur. Jak mówił, wiele tego typu opracowań powstaje przede wszystkim dlatego, że są wymagane przy ubieganiu się o środki zewnętrzne. Krytykował nadmiernie rozbudowane prawo zamówień publicznych i wskazywał, że samorządy często muszą zamawiać dokumenty według schematów, bo bez nich nie mają szans na dofinansowanie.

Włodarz nawiązał także do relacji inwestorów z ochroną konserwatorską. Zwracał uwagę, że objęcie obiektu ochroną często zniechęca prywatne podmioty do inwestowania, bo oznacza dodatkowe obowiązki i ograniczenia. W sprawie azbestu przypomniał natomiast, że miasto co roku prowadzi program, z którego mieszkańcy mogą korzystać, choć dotacja nie pokrywa pełnych kosztów usunięcia i utylizacji pokrycia.

Dyskusja o zabytkach szybko przeszła z poziomu dokumentu na konkretne problemy mieszkańców. Głos zabrał współwłaściciel kamienicy przy ulicy Kilińskiego. Mówił, że obiekty wpisane do gminnej ewidencji zabytków powstawały w zupełnie innych realiach, a dziś muszą znosić ruch ciężkich pojazdów, którego konstrukcyjnie nie były w stanie przewidzieć.

Mieszkaniec wskazywał na spękania tynków i dalszą degradację kamienic przy trasie przejazdu ciężarówek. Podkreślał, że problem dotyczy nie tylko jednej posesji, ale także innych historycznych obiektów, w tym kościoła św. Mikołaja i kościoła św. Krzyża. Zaapelował, by miasto i rada wsparły działania zmierzające do zmiany przebiegu ciężkiego ruchu przez centrum.

Burmistrz potwierdził, że kilka miesięcy wcześniej odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli Zarządu Dróg Wojewódzkich w Katowicach, starostwa i urzędu marszałkowskiego. Wyjaśniał jednak, że zmiana przebiegu drogi wojewódzkiej lub zmiana kategorii drogi to proces skomplikowany i nie zależy wyłącznie od miasta. Jak mówił, rozważano rozwiązanie, w którym ciąg drogi 906 nie prowadziłby przez ulice Kilińskiego, Mickiewicza i Lisowicką, lecz przez ulicę Pawła Stalmacha do obwodnicy.

Jednocześnie Maniura zaznaczył, że przeniesienie ruchu na Pawła Stalmacha również może wywołać protesty mieszkańców tej ulicy, bo oznaczałoby dla nich większy ruch. Wskazał także, że najlepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie połączenie z obwodnicą, o którym mówi się od wielu lat, ale wymagałoby ono współdziałania z innymi samorządami i poniesienia znacznych kosztów.

Przewodnicząca rady Iwona Janic poinformowała, że wraz z mieszkańcami i radnymi planuje spotkanie w katowickim ZDW, choć do dnia sesji nie wyznaczono jeszcze terminu. Jak zaznaczyła, pojawia się również inna propozycja poprowadzenia ruchu ciężkiego, która miałaby nie obciążać ani obecnej trasy, ani ulicy Pawła Stalmacha.

Ostatecznie gminny program opieki nad zabytkami został przyjęty siedemnastoma głosami za, przy dwóch wstrzymujących się. Sama dyskusja pokazała jednak, że problem zabytków w Lublińcu wykracza daleko poza formalne uchwalenie dokumentu. Chodzi o pieniądze, odpowiedzialność za stare kamienice, ograniczenia konserwatorskie, azbest, jakość miejskich opracowań i ciężarówki przejeżdżające przez historyczne centrum.

Na koniec rada zajęła się jeszcze petycją mieszkańców okolic Liceum im. Adama Mickiewicza dotyczącą pomiarów anten umieszczonych w tym rejonie. Komisja skarg, wniosków i petycji zarekomendowała przekazanie sprawy burmistrzowi zgodnie z kompetencjami. Uchwała w tej sprawie została przyjęta jednogłośnie.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Sto urodzeń zamiast trzystu. Maniura mówił o depopulacji, szpitalu i problemach, które doganiają Lubliniec

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Miejski w Lublińcu/Screenshot

Wystąpienie burmistrza podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Lublińcu pokazało, że za bieżącymi uchwałami i informacjami kryją się sprawy znacznie poważniejsze niż rutynowa praca samorządu. Mowa była o depopulacji, przyszłości szpitala, planowanej komunikacji lublinieckiej, nowej pływalni, inwestycjach miejskich, OSP, tunelu, wyburzeniach w Parku Grunwaldzkim oraz problemach z przepisami, które – jak przekonywał włodarz – coraz częściej utrudniają samorządom normalne działanie.

Jednym z najmocniejszych wątków była depopulacja. Burmistrz, relacjonując obrady Związku Miast Polskich, podkreślał, że spadek liczby urodzeń nie jest już abstrakcyjną prognozą, ale realnym problemem, który w kolejnych latach będzie uderzał w przedszkola, szkoły i całą organizację usług publicznych. Lubliniec również odczuwa ten trend. W ubiegłym roku w mieście urodziło się tylko sto dzieci, podczas gdy jeszcze dwadzieścia lat temu liczba urodzeń sięgała niemal trzystu.

– Przed samorządem za kilka lat będą nieprawdopodobne wyzwania. Ktoś powie, że są w tej chwili już gminy, w których urodzenia to jest jedno albo wcale, więc proszę zwrócić uwagę, jak to będzie wpływało na oświatę, najpierw na tym poziomie edukacji przedszkolnej, później oczywiście szkolnej – mówił Edward Maniura.

Włodarz nie próbował przy tym łagodzić przekazu. Zaznaczał, że samorządy muszą przygotować się na trudne decyzje, bo nie ma prostego sposobu na odwrócenie tego procesu.

– To jest gigantyczny problem, który dzisiaj musimy widzieć, bo za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje. Więc warto o tych sprawach mówić i szukać rozwiązań i nie czarować, bo tu się nic nie da zrobić. Tu nie ma czarodziejskiej różki, która spowoduje, że nagle będzie się rodzić po prostu więcej dzieci – podkreślał.

Ważnym praktycznym tematem, jaki poruszył, była komunikacja lubliniecka. Włodarz poinformował, że miasto jako członek Związku Powiatowo-Gminnego „Jedźmy razem!” z siedzibą w Myszkowie przygotowuje uruchomienie trzech linii autobusowych. Nie będzie to formalnie komunikacja miejska, bo taka nie daje możliwości korzystania z dopłat. Linie mają wyjeżdżać poza granice miasta, między innymi do Solarni, Lubecka i Sadowa.

W tle tej sprawy pojawił się jednak problem systemowy. Maniura wskazywał, że wcześniejsze przepisy dotyczące dopłat do przewozów autobusowych wykluczały miasta takie jak Lubliniec. Dopiero planowane zmiany ustawowe mają otworzyć drogę do szerszego finansowania.

Dużo miejsca poświęcił także inwestycjom. Zrelacjonował zaawansowane prace przy hali, realizacji ulicy Cegielnianej, planowanym rozpoczęciu przebudowy ulicy Majdanek oraz przygotowaniach do oddania 62 mieszkań, co ma nastąpić prawdopodobnie w pierwszym tygodniu lipca. Wspominał również o projektach fotowoltaicznych, ścieżkach rowerowych i przygotowaniach do pozyskania środków na retencję.

Osobnym i kosztownym tematem była pływalnia. Burmistrz przyznał, że sprawa ciągnie się od lat, a obecny obiekt jest już technologicznie zużyty, zbyt mały i nieprzystający do współczesnych potrzeb. W jego ocenie bardziej sensowna może być budowa nowej pływalni niż dokładanie kolejnych pieniędzy do modernizacji obiektu sprzed kilkudziesięciu lat. Warunek jest jednak jeden – wysokie dofinansowanie.

– Jeżeli chodzi o pływalnię, to podjąłem decyzję po konsultacjach w kierownictwie miasta, że będziemy aplikować, jak tylko pojawią się konkursy na środki Ministerstwa Sportu i Turystyki – poinformował burmistrz. – Nie wyobrażam sobie, żebyśmy to finansowali z kredytu. Dlatego poziom 60-70 proc. dofinansowania, jeżeli taki poziom uzyskamy, to wydaje się, że celową będzie decyzja o budowie nowego obiektu – nadmienił.

Włodarz wyjaśnił też, że upadła koncepcja wspólnej budowy z wojskiem, bo Ministerstwo Obrony Narodowej miało uznać, że nie ma prawnych możliwości inwestowania w infrastrukturę poza jednostkami wojskowymi. Możliwa miałaby być dopiero późniejsza współpraca przy utrzymaniu obiektu.

Kontrowersyjnie wybrzmiała również sprawa samochodu dla OSP Lubliniec. Maniura zaznaczył, że chce spotkać się z zarządem jednostki i wyjaśnić temat, bo jego zdaniem zakup auta za około 1 mln zł nie powinien być pierwszym wariantem, jeśli istnieje możliwość pozyskania pojazdu z wojska albo Państwowej Straży Pożarnej. Jednocześnie podkreślał, że Lubliniec różni się od mniejszych gmin, bo na miejscu działa Państwowa Straż Pożarna. Zaznaczał również, że miasto zwiększyło wsparcie dla OSP z kilku lub kilkunastu tysięcy złotych do blisko 200 tys. zł, nie licząc ewentualnego zakupu pojazdu.

Najostrzej wybrzmiał jednak temat szpitala. Burmistrz przypomniał, że miasto nie jest organem prowadzącym SP ZOZ i nie ma bezpośredniego wpływu na jego funkcjonowanie, ale wielokrotnie udzielało placówce pomocy. Wspominał zakup karetki za 220 tys. zł, respiratorów za 106 tys. zł oraz innego pozyskanego sprzętu. Mimo tego sytuacja lecznicy została przedstawiona jako dramatyczna.

– Koniec końcem jest taki, że praktycznie mamy szpital, jak to się mówi, na równi pochyłej, który być może za chwilę, jeżeli nie znajdzie się rozwiązanie, po prostu upadnie – mówił burmistrz.

Włodarz zapowiedział, że miasto wystąpiło do starosty o dane pokazujące, jak przez lata rosło zadłużenie szpitala. Z przytoczonych przez niego informacji wynikało, że w 2015 roku zadłużenie wynosiło około 15 mln zł, w 2020 roku przekraczało 50 mln zł, a obecnie ma sięgać niemal 80 mln zł.

– Jeżeli ktoś twierdzi, że tylko ta jedna strona jest winna, to niech się uderzy w piersi i powie, po prostu wszyscy jesteśmy winni. Bo nie ma rozwiązań i nie potrafimy się dogadać kluczowych spraw dla państwa – stwierdził.

Burmistrz poinformował również, że spotka się z nową dyrektor SP ZOZ-u. Chce też, aby przedstawiła radzie ocenę sytuacji i odpowiedziała, jakie są realne szanse na dalsze funkcjonowanie szpitala.

Wystąpienie miało też wyraźny antybiurokratyczny ton. Maniura krytykował archaiczność oświadczeń majątkowych, nadmiernie skomplikowane przepisy, prawo zamówień publicznych oraz brak realnych narzędzi państwa w sprawach takich jak uciążliwości odorowe. Wspominał, że od wielu lat mówi się o ustawie odorowej, ale wciąż nie widać skutecznych rozwiązań.

Wśród tematów bardziej lokalnych pojawiły się także wyburzenia w Parku Grunwaldzkim i prosektorium. Burmistrz przekonywał, że miasto wykorzystało dobrą koniunkturę na niskie koszty rozbiórek, a teren parku ma w przyszłości mocno się zmienić w ramach projektu Ekopark.

– Cały ten teren zmieni się w niedługim czasie nie do poznania, dlatego że przywrócimy pewne funkcje na tym obszarze, ale to wszystko, co stanowiło taką już zdewastowaną infrastrukturę kubaturową, zostało już rozebrane – mówił.

Całość wystąpienia zakończył apelem o szukanie porozumienia i większy szacunek w debacie publicznej. Ostrzegał, że internet, choć może służyć dobrym sprawom, coraz częściej staje się miejscem niszczenia ludzi poprzez oskarżenia i agresję.

– Zawsze mam taki apel, żebyśmy, starając się szukać rozwiązań, zawsze do siebie z szacunkiem się odnosili, bo jesteśmy tutaj na tym świecie przez chwilę – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Hejt nie znika po wyłączeniu telefonu. Ważna lekcja dla uczniów lublinieckiej podstawówki

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Komenda Powiatowa Policji w Lublińcu

Hejt w internecie, przemoc słowna, wyśmiewanie rówieśników i konsekwencje niewłaściwego zachowania – to główne tematy spotkań profilaktycznych, które w miniony odbyły się w Szkole Podstawowej nr 2 w Lublińcu. Z uczniami rozmawiali policjant z zespołu do spraw nieletnich i patologii oraz dzielnicowy lublinieckiej komendy.

Jak informuje policja, głównym tematem zajęć było zjawisko hejtu wśród dzieci i młodzieży oraz konsekwencje za niewłaściwe zachowanie, zarówno w świecie realnym, jak i w internecie. Mundurowi tłumaczyli uczniom, że agresja słowna nie kończy się na szkolnym korytarzu. Coraz częściej przenosi się do mediów społecznościowych, komunikatorów i zamkniętych grup internetowych, gdzie krzywdzące komentarze, zdjęcia czy wiadomości mogą bardzo szybko dotrzeć do szerokiego grona odbiorców.

Podczas spotkania funkcjonariusze wyjaśniali, czym jest hejt i jak go rozpoznać. Zwracali uwagę nie tylko na oczywiste obrażanie, ale też na wyśmiewanie, poniżanie czy celowe izolowanie kogoś z grupy. Jak wskazano w policyjnym komunikacie, uczniowie poznali przykłady zachowań, z którymi młodzi ludzie spotykają się najczęściej.

– To obraźliwe komentarze, publikowanie kompromitujących zdjęć, wyśmiewanie wyglądu, pochodzenia czy sytuacji rodzinnej – podkreślają mundurowi.

Ważną częścią pogadanki była rozmowa o odpowiedzialności. Policjanci nadmienili, że zachowanie przedstawiane przez sprawcę jako żart może w rzeczywistości być formą przemocy rówieśniczej.

– To, co ktoś uważał za żart, żartem nie jest i może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych, a także wyrządzić krzywdę psychiczną drugiej osobie – zaznaczali.

Funkcjonariusze zachęcali również uczniów, aby nie pozostawali bierni, gdy widzą hejt lub inne formy przemocy wobec kolegów i koleżanek. Apelowali, by niepokojące sytuacje zgłaszać nauczycielom, rodzicom lub innym zaufanym dorosłym. 

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Pył szklany nad ulicą Klonową. Mieszkańcy mówią, że wdychają go od lat i żądają konkretnych działań

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Freepik

Podczas ostatniej sesji rady miejskiej radni pytali o remont ulicy Droniowickiej, organizację nowej komunikacji lublinieckiej oraz przyszłość miejskiej oświaty w obliczu spadku liczby urodzeń. Najmocniej wybrzmiał jednak temat uciążliwości w rejonie strefy ekonomicznej, gdzie przedstawiciele jednej z firm i mieszkańcy alarmowali o pyle szklanym, odorze, śmieciach i bezsilności wobec instytucji kontrolnych.

W części dotyczącej „spraw różnych” głos zabrał radny Adam Richter, pytając o dwa praktyczne tematy. Chodziło o remont ulicy Droniowickiej oraz pełny zakres planowanych linii komunikacji lublinieckiej.

Burmistrz przyznał, że w przypadku wymienionej arterii sytuacja nie jest przesądzona. Droga powiatowa znajduje się na pierwszej rezerwie listy u wojewody, ale – jak wynikało z jego wypowiedzi – uzyskanie dofinansowania przez starostwo może być trudne. Wskazywał jednocześnie, że powiat powinien ponowić wniosek w kolejnej edycji programu i dopracować go tak, aby zwiększyć szanse punktowe.

W kwestii komunikacji lublinieckiej wyjaśniono, że obecnie funkcjonują już wcześniejsze uchwały dotyczące przystanków, a ostatnio przyjęte regulacje uzupełniają ich wykaz. Docelowa uchwała w sprawie lokalizacji wszystkich przystanków i zasad korzystania z nich ma pojawić się w czerwcu lub najpóźniej w lipcu. Chodzi o trzy linie, roboczo oznaczone numerami 301, 302 i 303.

Edward Maniura doprecyzował, że ustalenia mają zakończyć się do końca czerwca, a na lipcowej sesji radni powinni otrzymać bardziej szczegółowe informacje. Zastrzegł również, że po pierwszych czterech miesiącach działania systemu możliwe będą korekty.

– Chcę powiedzieć, że przewidujemy, że ta komunikacja będzie kursowała w weekendy – mówił włodarz.

Kolejnym istotnym wątkiem była demografia i przyszłość miejskiej oświaty. Radna Agata Woźniak-Rybka odniosła się do wcześniejszych wypowiedzi Maniury o depopulacji i zwróciła uwagę, że samorząd nie może odkładać trudnych decyzji na później. Jej zdaniem Lubliniec powinien już teraz rozpocząć realną rozmowę o reformie sieci szkół i przedszkoli.

– Nie przyjmuję tej narracji, że za kilka lat będzie trzeba podejmować bardzo trudne decyzje, bo jestem zdania, że lepiej zapobiegać niż leczyć, więc wypracujmy w końcu i zacznijmy wypracowywać jakieś stanowisko w tej sprawie. Póki co, panie burmistrzu, to ja z pana strony słyszę tylko obietnice w tym zakresie. Mieliśmy dostać też jakiś dokument, mieliśmy zacząć na ten temat rozmawiać – mówiła radna.

Woźniak-Rybka podkreślała, że dane demograficzne są nieubłagane, a unikanie tematu może doprowadzić do sytuacji podobnej do tej, którą samorządowcy obserwują dziś w kontekście problemów szpitala.

– Nie chciałabym, żebyśmy w ten sam sposób jakby podeszli do tematu oświaty. On jest bardzo trudny i wiem, że to nie są łatwe sprawy, ale nie możemy po prostu cały czas chować głowy w piasek. Także czas jest najwyższy, nie za kilka lat. Teraz trzeba planować – podkreślała.

Burmistrz Maniura odpowiadał, że problem spadku liczby urodzeń dotyczy całego kraju, a Lubliniec na tle innych miast wypada – według przywoływanych przez niego danych – stosunkowo dobrze. Wskazywał na budownictwo mieszkaniowe, działania w ramach MTBS-u i SIM-u oraz starania miasta o przyciąganie nowych mieszkańców. Przyznał jednak, że korekta sieci szkół będzie potrzebna w perspektywie najbliższych lat, a pierwszym obszarem napięć będą przedszkola.

– Oczywiście, że Lubliniec też ma problem z urodzeniami. Zresztą to jest problem ogólnopolski. Natomiast Wspólnota (pismo samorządowe – przyp. red.) zrobiła takie badania ostatnich piętnastu lat w całej Polsce. I muszę powiedzieć, że na tle innych miast Lubliniec wypada bardzo dobrze – mówił burmistrz. – Dlatego w tej materii jestem optymistą, choć zdaję sobie sprawę, że korekta sieci szkół po wejściu w ten okres przełomu 2029/2030 i dalej będzie musiała być zrobiona. Najpierw oczywiście dotknie przedszkoli – dodawał.

Do dyskusji włączył się jeden z wiceburmistrzów. Zapewniał, że temat oświaty jest analizowany, a miasto czeka na raport przygotowywany przez zewnętrzną firmę. Jednocześnie zaznaczał, że samorząd nie będzie dziś wskazywał konkretnych placówek do likwidacji. Według niego część przedszkoli może wygasać naturalnie, jeśli przez kolejne lata nie będą otwierane nowe oddziały.

– Pani oczekuje, ja wiem, już decyzji, żebyśmy coś powiedzieli, pokazali albo powiedzieli, co likwidujemy, którą placówkę. Tego nie zrobimy. Nie powiemy państwu z panem burmistrzem, czy w ogóle tu z Wydziałem Edukacji Urzędu Miasta, które przedszkole lub która szkoła pójdzie za kilka lat do likwidacji – podnosił. – Są takie placówki przedszkolne niestety, do których zapisuje się coraz mniej dzieci. Właśnie z tego powodu, nie że przedszkole działa źle, nie że kadra jest zła, tylko dlatego, że w tej dzielnicy zapotrzebowanie na tę opiekę przedszkolną, w tym akurat przedszkolu jest małe i zaczyna wygasać to przedszkole naturalnie, samoistnie – dodawał.

Zastępca Edwarda Maniury poinformował również, że według aktualnych ustaleń analiza ma być gotowa w maju, ale urząd będzie potrzebował czasu na jej wewnętrzne przepracowanie. Podkreślał też, że rekrutacja do szkół podstawowych wypadła dobrze, natomiast trudniejsza sytuacja zaczyna pojawiać się w przedszkolach.

Radna Woźniak-Rybka wróciła do aspektu ekonomicznego. Zaznaczała, że nie postuluje natychmiastowych likwidacji, ale uważa, że samorząd musi rozmawiać także o kosztach i możliwym innym wykorzystaniu budynków oświatowych, na przykład na potrzeby seniorów.

– Ja też już to powiedziałam kiedyś, jak czytam raport, że na trzy i pół dziecka statystycznie przypada jeden etat, to rozumiem państwa też decyzję, to co powiedział wiceburmistrz, ale też przychodzi mi do głowy tak zwyczajnie ekonomicznie pytanie o opłacalność. Myślę, że to będzie też pewnie bardzo niepopularne, ale musimy sobie też to pytanie zadawać – stwierdziła radna.

Do sprawy odniósł się również radny Piotr Wojtulek, który zwrócił uwagę na inny aspekt demografii – dostęp mieszkańców do specjalistycznej opieki medycznej, w tym leczenia niepłodności. Zasugerował, że skoro gmina nie ma bezpośrednich kompetencji w zakresie ochrony zdrowia, mogłaby przynajmniej podjąć działania informacyjne, na przykład poprzez organizację spotkania z ekspertem.

– Nie widzę problemu, żeby taką konferencję zorganizować. Jestem w stanie pomóc zorganizować takie przedsięwzięcie. Temat jest ważny z punktu widzenia zainteresowanych osób – zadeklarował Maniura.

Największe emocje podczas tej części sesji wywołała jednak sprawa zakładów działających w rejonie ulicy Klonowej. Radny Zbigniew Werner zwrócił uwagę na uciążliwości związane ze strefą ekonomiczną, powołując się między innymi na publikację w znanym ogólnopolskim tygodniku dotyczącą jednego z zakładów. Mówił o śmieciach wydostających się z terenu firmy Makpol, poboczach przy ulicy Klonowej i problemach firm sąsiadujących z zakładami przetwarzającymi odpady.

– Po prostu codziennie tam przejeżdżam, widzę tę stertę śmieci i chcę tylko dopomnieć się, że straż miejska przyjeżdża do firmy Makpol, gdzie oni wychodzą, sprzątają tylko większe ilości śmieci, a resztę tych, które są drobną ilością odpadów, zostają po prostu nietknięte. Więc ja tego nie akceptuję na dzień dzisiejszy – ubolewał.

Z kolei radny Franciszek Wróbel poprosił, aby w pierwszej kolejności dopuścić do głosu mieszkańców i przedstawicieli firmy Elhand, którzy przyszli na sesję właśnie w tej sprawie.

Wystąpienie jej przedstawiciela było jednym z najmocniejszych punktów całej dyskusji. Wskazywał na pylenie pyłem szklanym, odór, uciążliwość dla pracowników i mieszkańców oraz – jak twierdził – nieskuteczność dotychczasowych interwencji kierowanych do różnych instytucji.

– Jeśli państwo nie wiecie, co tam się dzieje, bo na podstawie wizytacji, które zarówno ze strony instytucji ochrony środowiska były takowe, to państwo się nie dowiecie, co tam się dzieje, bo przed każdą wizytacją dwa tygodnie przedtem zakład zaprzestaje produkcji – mówił Andrzej Herbowski.

Przedstawiciel spółki mówił, że podczas załadunku rozdrobnionego szkła dochodzi do pylenia, a przy opadach część zanieczyszczeń może przedostawać się do gruntu. Wspominał także o ciężarówkach obsługujących zakład i o tym, że problem trwa od lat.

– No ludzie kochani, przecież to my się mamy dusić, społeczeństwo ma się dusić, u nas pracuje w tej chwili 186 ludzi, to jest 186 rodzin – alarmował Herbowski. – Zakład okej, Lubliniec piękny, no ale śmierdzi. No to trzeba coś z tym zrobić – dodawał, relacjonując uwagi zagranicznych pracowników i praktykantów, którzy trafiali do firmy.

Wystąpienie zawierało również bardzo mocne zarzuty wobec instytucji kontrolnych, w tym WIOŚ. Andrzej Herbowski wskazywał, że wielokrotne pisma i zgłoszenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

– Występowaliśmy też do WIOŚ-u, czy Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie, do posłów ziemi lublinieckiej. Żadnych skutków. Dlatego stoję tu przed państwem i proszę, a właściwie to żądamy w imieniu naszych pracowników oraz na pewno części mieszkańców, którzy tam w pobliżu mieszkają, żeby się zająć tą sprawą – mówił.

Burmistrz, odpowiadając, zaczął od wyjaśnienia kompetencji poszczególnych organów. Podkreślał, że miasto wydaje decyzję środowiskową, ale decyzje budowlane należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole i sankcje leżą po stronie WIOŚ, sanepidu i innych instytucji państwowych. Przyznał jednocześnie, że zastrzeżenia mieszkańców i firm nie były ignorowane, ale możliwości samorządu są ograniczone.

– Nie było nigdy tak, że jeżeli skarga mieszkańców trafiała do burmistrza, że nie uruchamialiśmy natychmiast działania. Oczywiście straż miejska mogła pojechać, mogła wizualnie ocenić, czy jest zaśmiecony teren, mogła stwierdzić, że śmierdzi. Przepraszam za kolokwializm. I oczywiście w raporcie straży jest takich dni, kiedy były stwierdzone tego typu zdarzenia, sporo. Ale na tym koniec – przekonywał Maniura.

Włodarz przyznał również, że oczekiwanym kierunkiem działań powinna być hermetyzacja zakładu, czyli zamknięcie procesu technologicznego w taki sposób, aby ograniczyć pylenie i uciążliwości zapachowe.

– Ja niezmiennie po prostu tutaj mogę potwierdzić, że powinniśmy wszyscy wymusić na zakładzie-sąsiedzie, aby rzeczywiście doszło do tej hermetyzacji. Jest to możliwe. Dzisiaj jest wszystko możliwe – podkreślał burmistrz. – Z mojej strony mogę zadeklarować, że w niedługim czasie po raz kolejny spotkam się z kierownictwem Sibelco i zapytam o dokończenie tego tematu, czyli zamknięcie załadunku tak, żeby po prostu hermetyzacja tego zakładu była – zapowiedział.

Głos zabrała również mieszkanka i pracownica Elhandu. Dociekała, kiedy można spodziewać się działań w sprawie hermetyzacji zakładu.

– Od dwunastu lat doświadczam, co to znaczy mieszkać w sąsiedztwie firmy Sibelco i Makpol i odczuwamy te negatywne skutki na co dzień. Chciałam zadać jedno pytanie tutaj, do wypowiedzi pana burmistrza. Jaki czas daje pan sobie na uzyskanie odpowiedzi czy jakichś konkretnych działań co do hermetyzacji tego zakładu, bo tylko tutaj w tym rozwiązaniu widzimy możliwość zmiany warunków naszego życia, naszej pracy – pytała.

Burmistrz odpowiedział, że spotkanie powinno odbyć się jeszcze w maju.

– Przedstawię jasne, twarde stanowisko – obiecał.

Kolejna przedstawicielka Elhandu mówiła o bezpośrednich skutkach pyłu szklanego. Wskazywała, że pył osiada na samochodach, rysuje szyby, a pracownicy wdychają go od lat. Zadała też pytania o kontrole ilości przerabianego surowca, ewentualną rozbudowę zakładu, uruchomienie trzeciej zmiany i wcześniejsze wystąpienia burmistrza w sprawie zamknięcia zakładu.

– Rozmawialiśmy tutaj o szkodliwości azbestu. Tak w nawiązaniu chciałam powiedzieć, że my od dwunastu lat wdychamy pył szklany. Od dwunastu lat. Nikt nie reaguje w odpowiedni sposób na to. Ten pył szklany osiada na samochodach. Samochody naszych pracowników są porysowane. Porysowane szyby, już niektórzy musieli je wymieniać. Co dopiero, można się domyślać, jak wyglądają nasze płuca, bo my to wdychamy na co dzień – mówiła kobieta.

Burmistrz Maniura odpowiadał, że nie pamięta szczegółów dotyczących przeglądu ekologicznego i wcześniejszych wystąpień, ale podkreślał, że decyzje dotyczące budowy i rozbudowy zakładu należą do starostwa, a specjalistyczne kontrole do organów państwowych.

– Żeby skontrolować kwestie związane ze szkodliwością, z przekroczeniem przede wszystkim norm, które w Polsce obowiązują, to do tego państwo upoważniło wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska, a w przypadku zagrożeń to jest sanepid – dodawał.

Radny Franciszek Wróbel ocenił, że problem ma swoje źródło w niewłaściwej lokalizacji zakładu. Jego zdaniem tego typu działalność nie powinna funkcjonować w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej i innych przedsiębiorstw. Radny przypominał, że już na etapie decyzji środowiskowej mieszkańcy, stowarzyszenia i on sam zgłaszali liczne zastrzeżenia. Według niego po latach okazało się, że były one uzasadnione.

– Tych zastrzeżeń było ponad 40. Ja sam zgłosiłem ponad 24 zastrzeżenia. Wszystkie zostały uznane za niewłaściwe, nietrafne, niemające podstaw, bo to wynikało z dokumentacji. Okazało się po tych 5-6 latach, że praktycznie wszystkie te zastrzeżenia były jak najbardziej słuszne – podkreślał.

Wróbel mówił również, że podczas komisji przedstawiciele zakładu unikali określeń takich jak „smród” czy „odór”, a radni nie uzyskali pełnych danych dotyczących skali produkcji.

– Między innymi próbowałem dowiedzieć się, jaka jest skala produkcji w tym zakładzie, ile przerobili tego szkła w zeszłym roku. To był 18 marzec, oni nie wiedzieli, ile było przerobione tego szkła w ubiegłym roku. Wydaje mi się to mało prawdopodobne – mówił radny. – My nie odpuścimy. Nie możemy pozwolić na to, żeby ta sytuacja trwała w nieskończoność. Oczekujemy konkretnego działania albo hermetyzacji, albo przeniesienia tego zakładu – dodał.

Radny Zbigniew Werner ponownie apelował o stanowczą interwencję burmistrza. Opisywał sytuację z listopada, gdy – jak mówił – zapylenie i zadymienie w rejonie ulicy Klonowej i boiska było tak duże, że nie było niczego widać. Twierdził też, że instytucje kontrolne nie odpowiedziały skutecznie na jego zgłoszenia.

– Żądam od pana burmistrza, żeby po prostu wstawił się za nami, pomógł nam w tej sprawie z tym zakładem. Nie tylko tym zakładem, bo myślę, że wspólnymi siłami, wspólnie tu z radą miasta możemy wymóc na tych firmach, że po prostu niech się zamkną w taki sposób, że nie będą wychodzić poza teren zakładu – mówił.

Burmistrz przyznał, że gdyby dzisiejszą wiedzę posiadał kilka lat temu, prawdopodobnie inaczej oceniłby sprawę na etapie zgody na sprzedaż. Jednocześnie szeroko tłumaczył realia powstawania strefy ekonomicznej, kryzys gospodarczy, potrzebę pozyskiwania inwestorów i ówczesne oczekiwania mieszkańców związane z miejscami pracy.

– Oczywiście, że w jakimś stopniu też się czuję winnym, że ten zakład jest – skwitował.

Wskazywał jednak, że obecnie konieczne są zarówno działania bezpośrednie wobec firm, jak i presja na zmianę przepisów, w tym uchwalenie ustawy odorowej oraz zmiana klasyfikacji odpadów.

– Moim zdaniem oprócz działań bezpośrednio skierowanych do zakładów, jeszcze trzeba podjąć jeden wysiłek. Podjąć wysiłek wymuszenia na tych, którzy decydują o prawie, zmiany w prawodawstwie. Choćby wreszcie uchwalenie ustawy odorowej – mówił burmistrz.

Radny Piotr Wojtulek zwrócił uwagę, że pył szklany może być chemicznie neutralny, ale fizycznie nie jest obojętny dla organizmu. Podkreślał też, że skoro w innych krajach zakłady tego typu mogą być hermetyzowane, mieszkańcy Lublińca nie powinni godzić się na niższy standard.

– Nie rozumiem tego, jak to jest, że jeżeli mamy do czynienia z dużymi firmami, z dużymi korporacjami, to na Zachodzie potrafią być zakłady zhermetyzowane, a w Polsce nie. Czuję się jak obywatel drugiej kategorii w tej sytuacji – dodawał.

Radna Irena Dyczkowska zapytała wprost, czy rada może podjąć głosowanie za zamknięciem uciążliwego zakładu. Odpowiedź przewodniczącej była ostrożna. Wskazała, że trzeba sprawdzić kompetencje i możliwości formalne.

– Czy my jako radni mamy prawo do tego, żeby po prostu zagłosować za tym, żeby ten zakład trujący został zamknięty. I on może się potem przenieść, jak chce. Ale żeby go po prostu zamknąć ze względu na te trucizny wszelakiego rodzaju – pytała Dyczkowska.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Lubliniecka policja ostrzega quadowców. Chwila zabawy, tysiące złotych strat

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Wraz z nadejściem wiosny na drogach, polnych ścieżkach i terenach otwartych coraz częściej pojawiają się quady, crossy oraz motocykle terenowe. Dla jednych to sposób na emocje, prędkość i oderwanie się od codzienności. Dla rolników bywa to jednak poważny problem, bo nielegalne przejazdy przez pola, łąki i grunty rolne mogą niszczyć uprawy, na które gospodarze pracowali przez wiele miesięcy.

Lubliniecka policja przypomina, że taka jazda nie jest niewinną rozrywką, jeśli odbywa się na cudzym terenie i bez zgody właściciela. Mundurowi zwracają uwagę, że szczególnie wiosną uprawy są wyjątkowo podatne na uszkodzenia. Młode rośliny dopiero się rozwijają, a przejazd ciężkiego pojazdu może zniszczyć nie tylko widoczne części roślin, ale również ich system korzeniowy i strukturę gleby.

– To, co dla kierującego może wydawać się krótkim przejazdem, w rzeczywistości może oznaczać bezpowrotne zniszczenie młodych zasiewów, uszkodzenie systemów korzeniowych roślin czy zniszczenie struktury gleby – zaznaczają policjanci.

Problem nie sprowadza się więc wyłącznie do kilku śladów opon. Dla rolnika takie zniszczenia mogą oznaczać konkretne straty finansowe – utracony plon, konieczność ponownego obsiewu, dodatkowe koszty paliwa, materiału siewnego, nawożenia, ochrony roślin, a czasem także rekultywacji gleby czy naprawy uszkodzonych urządzeń melioracyjnych.

Policja przypomina również o konsekwencjach prawnych. Wjazd na cudzy grunt bez zgody właściciela może stanowić wykroczenie. Zgodnie z art. 156 Kodeksu wykroczeń, osoba, która niszczy zasiewy, sadzonki lub trawę na cudzym gruncie rolnym albo leśnym, podlega karze grzywny albo karze nagany. Sąd może także orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego.

To jednak nie musi być koniec odpowiedzialności. Jeżeli szkody są większe, właściciel gruntu może dochodzić odszkodowania na drodze cywilnej. Chodzi między innymi o utracone plony, koszty ponownego obsiania pola, naprawę szkód w glebie czy uszkodzonej infrastrukturze. 

– Zniszczenie jednego hektara młodego zboża może oznaczać stratę liczoną w tysiącach złotych, a w przypadku kukurydzy, rzepaku czy warzyw koszty mogą być jeszcze wyższe – wskazują mundurowi, dodając, że podobne zasady dotyczą także terenów leśnych. 

Poruszanie się pojazdami po lesie bez uprawnienia lub zgody właściciela również jest wykroczeniem. Oznacza to, że quady, crossy i motocykle terenowe nie mogą być używane wszędzie tam, gdzie kierowca uzna, że „jest miejsce do jazdy”.

Mundurowi apelują więc do właścicieli takich pojazdów o rozsądek. Należy korzystać wyłącznie z miejsc do tego przeznaczonych, uzyskać zgodę właściciela terenu i pamiętać, że ślady kół mogą oznaczać nie tylko zniszczoną ziemię, ale również poważne konsekwencje prawne oraz finansowe.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Trwa już rekrutacja do szkół średnich w powiecie lublinieckim. Ósmoklasiści muszą pilnować terminów

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific

Przed absolwentami klas ósmych jeden z ważniejszych wyborów edukacyjnych. 11 maja rozpoczęła się rekrutacja do szkół ponadpodstawowych, w tym do placówek prowadzonych przez starostwo. Kandydaci mogą składać wnioski o przyjęcie do wybranej szkoły do 22 czerwca, do godz. 15.00.

Oferta szkół ponadpodstawowych w Lublińcu obejmuje zarówno licea, technika, jak i szkoły branżowe. Uczniowie mogą zapoznać się z propozycjami przygotowanymi przez Zespół Szkół nr 1 im. Adama Mickiewicza w Lublińcu, Zespół Szkół Ogólnokształcąco-Technicznych, Zespół Szkół Zawodowych oraz Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. To właśnie tam ósmoklasiści będą mogli kontynuować naukę zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, wynikami oraz planami dotyczącymi dalszej edukacji lub przyszłej pracy.

Pierwszy etap rekrutacji potrwa do 22 czerwca. W tym czasie kandydaci składają wnioski o przyjęcie do szkoły ponadpodstawowej. Kolejny ważny termin przypada od 26 czerwca do 10 lipca, również do godz. 15.00. Wtedy będzie można uzupełnić wcześniej złożony wniosek o świadectwo ukończenia szkoły podstawowej oraz zaświadczenie o wynikach egzaminu ósmoklasisty. W tym samym czasie kandydaci będą mogli także dokonać ewentualnych zmian we wniosku, w tym zmienić wybrane szkoły lub oddziały.

Listy kandydatów zakwalifikowanych do przyjęcia zostaną opublikowane 15 lipca. To jednak nie będzie jeszcze koniec procedury. Od 15 do 20 lipca uczniowie zakwalifikowani do poszczególnych oddziałów będą musieli potwierdzić wolę podjęcia nauki. W tym celu należy złożyć oryginał świadectwa ukończenia szkoły podstawowej oraz oryginał zaświadczenia o wynikach egzaminu ósmoklasisty, o ile dokumenty te nie zostały dostarczone wcześniej.

W przypadku szkół prowadzących kształcenie zawodowe konieczne będzie również przedstawienie zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego brak przeciwwskazań zdrowotnych do podjęcia praktycznej nauki zawodu. Ostateczne listy kandydatów przyjętych i nieprzyjętych zostaną podane do wiadomości 21 lipca.

Dla tych, którzy nie dostaną się do wybranej szkoły lub będą chcieli ubiegać się o miejsce w oddziałach, w których pozostaną wolne miejsca, przewidziano rekrutację uzupełniającą. Rozpocznie się ona 23 lipca i potrwa do 29 lipca.

– Szczegółowe informacje dotyczące zasad rekrutacji, harmonogramu oraz obsługi systemu elektronicznego dostępne są na stronie slaskie.edu.com.pl. Warto śledzić również strony internetowe poszczególnych szkół, gdzie publikowane są szczegółowe oferty, profile klas, kierunki kształcenia oraz informacje organizacyjne dla kandydatów i rodziców – zaznacza biuro prasowe lublinieckiego starostwa.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Lubliniecki dworzec czeka kompleksowa metamorfoza. PKP zrobiły pierwszy formalny krok

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Wikipedia

Dworzec kolejowy w Lublińcu ma przejść gruntowną przebudowę. Polskie Koleje Państwowe ogłosiły przetarg na przygotowanie dokumentacji projektowej dla tej inwestycji. To pierwszy formalny krok do modernizacji obiektu, z którego korzystają pasażerowie połączeń regionalnych i dalekobieżnych.

Przedsięwzięcie realizowane jest w ramach programu inwestycyjnego PKP „Dworce Przyjazne Pasażerom”. Jego celem jest poprawa standardu obsługi podróżnych, likwidacja barier architektonicznych oraz dostosowanie kolejowych obiektów do współczesnych potrzeb pasażerów. Obok Lublińca podobne działania obejmują także dworce w Szamotułach i Mikołowie, jednak to lubliniecki obiekt ma przejść jedną z bardziej wyczekiwanych metamorfoz w regionie.

Zakres planowanych prac w Lublińcu nie ograniczy się wyłącznie do odświeżenia budynku. PKP zapowiadają renowację elewacji i wnętrz z poszanowaniem dotychczasowej architektury dworca. Szczególną uwagę zwraca zapowiedź zachowania i konserwacji mozaiki z lat 70., znajdującej się wewnątrz budynku. To detal, który dla wielu pasażerów jest jednym z charakterystycznych elementów lublinieckiego dworca i częścią jego historii.

Modernizacja ma objąć także dostosowanie powierzchni dworca do faktycznego zapotrzebowania. W praktyce oznacza to, że obiekt ma być bardziej funkcjonalny, wygodniejszy w codziennym użytkowaniu i lepiej odpowiadać na potrzeby osób korzystających z kolei. Jednym z głównych założeń inwestycji jest likwidacja barier architektonicznych, tak aby z budynku mogli swobodnie korzystać seniorzy, osoby z niepełnosprawnościami, rodzice z wózkami oraz pasażerowie z większym bagażem.

Planowane są również nowoczesne systemy bezpieczeństwa i monitoringu oraz rozwiązania przyjazne środowisku. PKP podkreślają, że modernizowane dworce mają być nie tylko estetyczne, ale przede wszystkim praktyczne, bezpieczne i dostępne.

Na razie inwestycja jest na etapie projektowym. Wybrany w przetargu wykonawca przygotuje dokumentację, która stanie się podstawą do późniejszych robót budowlanych. Zainteresowane firmy mogą składać oferty dotyczące opracowania projektu do 20 maja.

– Konsekwentnie pracujemy nad podnoszeniem jakości obsługi podróżnych korzystających z kolei. Kluczowym elementem naszych działań jest program inwestycyjny „Dworce Przyjazne Pasażerom”, który umożliwia poprawę standardu obsługi na jeszcze większej liczbie dworców w całej Polsce. Kolejne inwestycje, rozpoczynające się właśnie w Mikołowie, Lublińcu i Szamotułach, to ważne działania dla lokalnych społeczności, dzięki którym zyskają komfort i bezpieczeństwo podróży – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP ds. inwestycji i rozwoju.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE