Powiat Lubliniecki
Kto ma pieniądze od rządu, a kto musi poczekać na oszczędności z przetargów?
145 mln zł z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg zasili w 2026 roku samorządy województwa śląskiego. Na liście zatwierdzonych znalazło się 106 inwestycji – 38 powiatowych i 68 gminnych. Wśród nich są również zadania zaplanowane do realizacji na terenie powiatu lublinieckiego.
Jak podkreślał podczas konferencji wojewoda śląski, przy ocenie wniosków szczególnie premiowane były projekty poprawiające bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu – z chodnikami, drogami rowerowymi i doświetlonymi przejściami dla pieszych. Jednocześnie samorządy usłyszały to, co powtarza się co roku: po przetargach zwykle pojawiają się oszczędności, a wtedy do gry mogą wejść zadania z list rezerwowych.
Z powiatu lublinieckiego na liście podstawowej, a więc z gwarantowanym finansowaniem, znalazły się trzy projekty – dwa w gminie Boronów i jeden w Lublińcu.
Samorząd Boronowa otrzymał dofinansowanie na przebudowę ulicy Niwskiej. Przy inwestycji o wartości sięgającej 4 mln zł wsparcie z programu wynosi nieco ponad 118 tys. zł. To niewiele. Znacznie większe środki trafią jednak na drugą – rozbudowę ulicy Leśnej wraz z połączeniem do Dębowej Góry. Na projekt wart ponad 10 mln zł gmina otrzyma 2,3 mln zł.
Pieniądze pozyskał również Lubliniec, który planuje w drugim etapie przebudować niespełna 300 metrów ulicy Majdanek. Inwestycja wyceniona na blisko 1,5 mln zł otrzyma 735 tys. zł dofinansowania, czyli połowę kosztów kwalifikowanych.
Na tym jednak lublinieckie pozycje w zestawieniu się nie kończą. W wykazie znajdują się także projekty, które trafiły na listę rezerwową i czekają na ewentualne uruchomienie środków po przetargach.

– Po rozstrzygnięciu przetargów pozostają zwykle oszczędności rzędu 15-20 proc., które ponownie angażujemy. Dzięki temu możliwe jest uruchamianie zadań z listy rezerwowej – wyjaśniła podczas konferencji prasowej Dorota Wójtowicz, dyrektor Wydziału Rozwoju i Współpracy Terytorialnej w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.
Największe szanse w tej grupie mają Herby, które planują modernizację drogi lokalnej w Kolonii Lisów. Potencjalne dofinansowanie może sięgnąć niemal 1,8 mln zł.
Nieco niżej oceniono wniosek z Koszęcina, który znalazł się na siódmym miejscu listy rezerwowej. Gmina starała się o środki na przebudowę ulic Dworcowej i Kolejowej. Zadanie ma kosztować ponad 4,8 mln zł, a wsparcie z budżetu państwa miało pokryć połowę wydatków.
W części powiatowej z kolei na liście rezerwowej umieszczono również projekt starostwa dotyczący przebudowy ulicy Droniowickiej i Droniowiczki w Lublińcu. Wartość inwestycji to 3,1 mln zł, a wnioskowane dofinansowanie wynosiło 1,5 mln zł.
Czy projekty z rezerwy doczekają się „zielonego światła” jeszcze w 2026 roku? To zależy od przetargów i od tego, ile realnie kosztować będą zadania z listy podstawowej w całym województwie. Trudno jednak nie zauważyć, że łączna kwota nieco ponad 3,2 mln zł pewnego wsparcia drogowego dla samorządów z powiatu to suma raczej symboliczna w zestawieniu z rzeczywistymi potrzebami infrastrukturalnymi obszaru.
Koszęcin
Koszęcin z solidnym dofinansowaniem. Gmina za te pieniądze zmodernizuje stację uzdatniania wody
Urzędnicy z Koszęcina pozyskali około 3 mln zł dofinansowania na rozbudowę i modernizację stacji uzdatniania wody. Umowa z województwem śląskim została już podpisana, o czym podczas ostatniej sesji rady gminy poinformowała wójt Anna Korzekwa-Wojtal. Choć przedsięwzięcie ma istotne znaczenie dla lokalnej infrastruktury wodociągowej, podczas obrad nie przedstawiono szczegółowego zakresu planowanych prac ani terminu ich realizacji.
Informacja o przyznanym wsparciu pojawiła się w sprawozdaniu wójt Anny Korzekwy-Wojtal z działalności w okresie międzysesyjnym. Samorząd wykonał tym samym ważny krok w kierunku realizacji inwestycji dotyczącej infrastruktury odpowiedzialnej za przygotowanie wody dostarczanej mieszkańcom.

Wartość pozyskanego dofinansowania ma wynosić około 3 mln zł. To znaczące wsparcie dla przedsięwzięcia, którego realizacja bez środków zewnętrznych wymagałaby większego zaangażowania pieniędzy z gminnego budżetu.
– Modernizacja stacji uzdatniania wody należy do inwestycji, których efekty nie są tak widoczne jak w przypadku przebudowy dróg czy budowy chodników, ale mają podstawowe znaczenie dla funkcjonowania gminy. Stan techniczny takich obiektów wpływa na niezawodność procesu uzdatniania wody i prawidłowe działanie systemu wodociągowego – przekonują lokalni urzędnicy.
Lubliniec
Co się stanie ze starym szpitalem zakaźnym? Powiat chce go sprzedać Skarbowi Państwa
Starostwo powiatowe przygotowuje sprzedaż nieruchomości związanej z dawnym Szpitalem Zakaźnym w Lublińcu. Nabywcą ma zostać Skarb Państwa reprezentowany przez Rejonowy Zarząd Infrastruktury w Krakowie. Sama transakcja ma zostać przeprowadzona bez przetargu.
Podczas ostatniej sesji starosta poinformował, że chodzi o kwotę 4,9 mln zł. Nie przedstawiono natomiast szczegółów dotyczących przyszłego wykorzystania obiektu. Procedura weszła już na formalną ścieżkę, a zarząd powiatu podjął uchwałę dotyczącą wykazu nieruchomości przeznaczonej do zbycia.

– Podjęto także uchwałę w sprawie sporządzenia i podania do publicznej wiadomości wykazu nieruchomości przeznaczonych do sprzedaży na rzecz Skarbu Państwa, dokładnie Rejonowego Zarządu Infrastruktury w Krakowie w drodze bezprzetargowej – informował starosta Joachim Smyła.
Dopiero w dalszej części wypowiedzi sprecyzował, której nieruchomości dotyczą rozpoczęte działania.
– Chodzi o budynek starego szpitala zakaźnego i tam jest kwota 4,9 mln zł – przekazał.
Sprawa nie jest jeszcze zakończona. Kolejnym krokiem mają być bezpośrednie rozmowy z przedstawicielami kontrahenta. Starosta poinformował, że wspólnie z wicestarostą wybiera się niebawem do Krakowa na spotkanie dotyczące nieruchomości.

Podczas sesji nie przedstawiono jednak szerszych informacji o planowanej transakcji. Nie wyjaśniono między innymi, w jaki sposób obiekt miałby być wykorzystywany po przejęciu przez Skarb Państwa ani kiedy dokładnie mogłoby dojść do finalizacji sprzedaży. Nie omawiano również szczegółowych warunków przygotowywanej umowy.

Woźniki
Woźniki reagują na zagrożenia w szkołach. Policyjne patrole, kontrole wejść i dodatkowe środki ostrożności
Więcej uwagi poświęconej osobom wchodzącym do szkół, dodatkowe dyżury pracowników i policyjne patrole w pobliżu placówek. W gminie Woźniki podjęto działania, które mają zwiększyć bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. To reakcja na ostatnie niepokojące doniesienia dotyczące zagrożeń w placówkach oświatowych. Samorząd sprawdził również przygotowanie szkół do sytuacji kryzysowych, a z uczniami przeprowadzono rozmowy o bezpieczeństwie i reagowaniu na niebezpieczne zachowania.
Bezpieczeństwo w szkołach stało się jednym z tematów, którym w ostatnich tygodniach szczególną uwagę poświęciły władze Woźnik. Dyrektorzy szkół, przedszkoli i żłobka podjęli dodatkowe środki ostrożności, koncentrując się przede wszystkim na kontroli dostępu do budynków.

W praktyce oznacza to większy nadzór nad wejściami i osobami pojawiającymi się na terenie placówek. W części z nich zwiększono liczbę dyżurów pracowników. Do działań włączyli się również policjanci, którzy odwiedzali szkoły, sprawdzali ich otoczenie i patrolowali pobliskie rejony. Nie wszędzie wprowadzono takie same rozwiązania. Zakres zabezpieczeń dostosowano do warunków i sposobu funkcjonowania poszczególnych obiektów.
Samorząd postanowił także przyjrzeć się temu, jak szkoły są przygotowane na zdarzenia wymagające szybkiej reakcji. Z inicjatywy burmistrza Michała Aloszko 2 października zorganizowano spotkanie z dyrektorami placówek oświatowych. Uczestniczyli w nim również zastępca burmistrza Beata Bacior, dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół Zofia Cichowska, odpowiedzialny za zarządzanie kryzysowe Witold Kałdonek oraz ekspert ds. bezpieczeństwa, kom. Jarosław Adamczyk.
Jak informuje magistrat, rozmawiano przede wszystkim o procedurach obowiązujących w szkołach i zasadach postępowania w razie zagrożenia. Chodziło o sprawdzenie, czy pracownicy wiedzą, jak reagować w niebezpiecznych sytuacjach, kiedy uruchamiać odpowiednie procedury i w jaki sposób organizować działania, od których może zależeć bezpieczeństwo uczniów.

Część przygotowań ma już wymiar praktyczny. Wszystkie szkoły prowadzone przez gminę przeprowadziły próbne ewakuacje. Dzięki nim uczniowie i pracownicy mogli przećwiczyć opuszczanie budynków, a dyrekcje sprawdzić organizację takich działań. Równolegle odbywają się szkolenia przypominające zasady reagowania na różnego rodzaju zagrożenia.

W Woźnikach zwrócono jednak uwagę również na mniej oczywisty wymiar bezpieczeństwa. Nie wystarczy bowiem kontrolować wejść do budynków i znać procedury ewakuacji, jeśli nie dostrzega się niepokojących zachowań czy problemów samych uczniów. Dlatego w szkołach przeprowadzono rozmowy z dziećmi i młodzieżą dotyczące ostatnich wydarzeń, emocji oraz sposobów radzenia sobie z obawami.
Uczniom przypomniano, że nie powinni lekceważyć sygnałów mogących świadczyć o zagrożeniu, a o niepokojących sytuacjach należy mówić nauczycielom, rodzicom lub innym zaufanym dorosłym. Zwrócono również uwagę na potrzebę reagowania na agresję i przemoc. O podejmowanych środkach ostrożności poinformowano rodziców.
– Chcemy, aby dzieci czuły się w naszych szkołach, przedszkolach i żłobku bezpiecznie. Dlatego ważne jest zarówno przygotowanie na sytuacje zagrożenia, jak i codzienna uważność na potrzeby dzieci. Współpraca pracowników placówek, policji i rodziców pomaga tworzyć środowisko, w którym dzieci mogą spokojnie się uczyć i rozwijać – podkreśla burmistrz Michał Aloszko.

Działania podjęte w gminie mają przede wszystkim zapobiegawczy charakter. Władze samorządowe nie wskazują, by ich bezpośrednią przyczyną było zagrożenie występujące w którejś z miejscowych szkół. Reakcja jest związana z doniesieniami o niepokojących sytuacjach w placówkach oświatowych i potrzebą lepszego przygotowania na podobne zdarzenia.
Lubliniec
Kolejna ekspresówka w powiecie lublinieckim? S46 dostała zielone światło od rady powiatu
Pomysł budowy drogi ekspresowej S46 na osi Częstochowa-Lubliniec-Opole zyskał poparcie Rady Powiatu w Lublińcu. Samorządowcy pozytywnie rozpatrzyli petycję dotyczącą przygotowania apelu o wpisanie tzw. „Szlaku Staropolskiego” do rządowych planów drogowych. W tle dyskusji pojawiły się jednak doświadczenia związane z S11. Przewodniczący rady zwrócił uwagę, że już na tym etapie trzeba precyzyjnie informować mieszkańców, czego dotyczy nowa inicjatywa, aby uniknąć podobnych niepokojów związanych z przebiegiem przyszłej trasy.
Petycja wpłynęła do starostwa pod koniec czerwca i trafiła pod obrady komisji skarg, wniosków i petycji. Jej autorzy zabiegają o działania zmierzające do wpisania S46 do Rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych do 2030 roku lub kolejnych programów. Komisja po analizie przedstawionych argumentów opowiedziała się za tą inicjatywą.

Podczas sesji jedna z radnych poprosiła jednak o dokładniejsze wyjaśnienie, jakiej trasy dotyczy procedowana sprawa. Dyskusja pokazała, że w przypadku nowych dróg ekspresowych sam kierunek połączenia może nie wystarczać mieszkańcom. Szczególnie że w powiecie wciąż żywe są emocje związane z wariantami przebiegu S11.
– Patrząc na sytuację związaną z S11 i niepokojami z wariantami, to myślę, że tutaj na tym etapie już powinniśmy być precyzyjni, żeby wszyscy mogli do tego się odnieść albo tą sprawą w własnym zakresie zainteresować – mówił przewodniczący rady.
Na obecnym etapie nie chodzi jednak o wybór konkretnego wariantu przebiegu S46 przez powiat. Procedowana petycja dotyczy poparcia samej koncepcji drogi i podjęcia działań, które w przyszłości mogłyby doprowadzić do uwzględnienia jej w rządowych planach.
Z przedstawionego podczas sesji uzasadnienia wynika, że komisja skarg, wniosków i petycji dostrzegła kilka potencjalnych korzyści z realizacji przedsięwzięcia. Jedną z najważniejszych miałoby być stworzenie sprawniejszego połączenia pomiędzy trzema miastami oraz ograniczenie ruchu tranzytowego przechodzącego przez tereny zabudowane.
– Realizacja tego przedsięwzięcia mogłaby przyczynić się do poprawy połączeń komunikacyjnych na trasie pomiędzy Częstochową, Lublińcem i Opolem oraz do poprawy bezpieczeństwa mieszkańców powiatu, wyprowadzając ciężki transport tranzytowy poza tereny zabudowane – odczytano podczas sesji.

Komisja wskazała również na gospodarcze znaczenie inwestycji oraz jej potencjalną rolę w krajowej sieci transportowej. Z punktu widzenia powiatu szczególnie istotne ma być połączenie regionu z Częstochową i Opolem oraz odsunięcie części ciężkiego ruchu od miejscowości leżących przy obecnych drogach.
Ostatecznie inicjatywa uzyskała zdecydowane poparcie rady. Za uchwałą zagłosowało trzynastu radnych, nikt nie był przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Boronów
Boronów będzie produkował i magazynował własny prąd. Gmina pozyskała miliony na inwestycję
Gmina Boronów pozyskała ponad 2,65 mln zł na budowę instalacji fotowoltaicznych i magazynów energii, które będą zasilać samorządowe obiekty. Inwestycja ma zmniejszyć zależność gminy od energii kupowanej z sieci, a w przyszłości również ograniczyć wydatki na prąd. Umowa o dofinansowanie została już podpisana.
Rosnące koszty utrzymania budynków publicznych sprawiają, że samorządy coraz częściej inwestują we własne źródła energii. W tym kierunku zamierza pójść również Boronów, który otrzymał unijne i krajowe wsparcie na rozbudowę infrastruktury energetycznej. Gmina planuje nie tylko montaż paneli fotowoltaicznych, ale także urządzeń pozwalających magazynować wyprodukowany prąd.

To istotne połączenie, ponieważ sama fotowoltaika nie zawsze pozwala efektywnie wykorzystać całą wytworzoną energię. Najwięcej produkuje jej w ciągu dnia, kiedy zapotrzebowanie poszczególnych obiektów może być mniejsze. Magazyny umożliwią przechowanie części nadwyżek i wykorzystanie ich później, zamiast pobierania całej potrzebnej energii z sieci.
Na przedsięwzięcie przyznano łącznie 2,65 mln zł dofinansowania. Środki pochodzą z programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021–2027 oraz budżetu państwa. Projekt wpisuje się w działania związane z transformacją energetyczną regionu i rozwojem odnawialnych źródeł energii.
Dla gminy najważniejszym efektem inwestycji ma być zmniejszenie ilości prądu kupowanego od zewnętrznych dostawców. Własne instalacje pozwolą pokrywać część bieżącego zapotrzebowania energetycznego samorządowych obiektów, a magazyny zwiększą możliwości wykorzystania energii pochodzącej ze słońca. Ostateczna skala oszczędności będzie jednak zależała od mocy instalacji, wielkości magazynów oraz rzeczywistego zużycia prądu.

Zgodnie z podpisaną umową wszystkie prace powinny zakończyć się do 30 września przyszłego roku.

Lubliniec
Rekordowy Bieg o Nóż Komandosa w Lublińcu. Ponad tysiąc zawodników na mecie jubileuszowej edycji
Jubileuszowy XXX Bieg Przełajowy o Nóż Komandosa w Lublińcu przeszedł do historii przede wszystkim pod względem frekwencji. Dziesięciokilometrową trasę ukończyło 1072 zawodników, a organizatorzy odnotowali również rekordową liczbę drużyn. W rozegranych równolegle XXI Mistrzostwach Polski Służb Mundurowych w Crossie zwyciężyli żołnierz Andrzej Starżyński oraz policjantka Julia Duda. Tegoroczna rywalizacja miała szczególny charakter także ze względu na powrót na trasę, którą przed laty pokonywał patron wydarzenia, gen. broni Włodzimierz Potasiński.
Jubileuszowa odsłona jednej z najbardziej rozpoznawalnych imprez sportowych organizowanych w Lublińcu odbyła się 10 października. Na starcie stanęli przedstawiciele wojska, policji, straży pożarnej oraz innych formacji mundurowych, a także cywilni zawodnicy. Uczestnicy mieli do pokonania wymagającą trasę przełajową, na której nie zabrakło piaszczystych podbiegów, leśnych ścieżek i przeprawy przez wodę. Zawodnicy służb mundurowych rywalizowali w pełnym umundurowaniu polowym lub ćwiczebnym.

Wśród mężczyzn po raz trzeci z rzędu triumfował st. szer. spec. Andrzej Starżyński z 4. Pułku Saperów w Dęblinie. Żołnierz od początku narzucił wysokie tempo i utrzymał prowadzenie aż do mety, pokonując trasę w czasie 36 minut i 28 sekund. Tym samym wyrównał osiągnięcie Szymona Kulki, który wcześniej jako jedyny zawodnik zwyciężał w Lublińcu trzy razy z rzędu, w latach 2015-2017.
Drugie miejsce zajął mł. kpt. Rafał Smoliński z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie, który stracił do zwycięzcy minutę i 19 sekund. Na trzeciej pozycji uplasował się sierż. Damian Skupiński, najlepszy spośród startujących policjantów. Jego strata do Starżyńskiego wyniosła dwie minuty i jedną sekundę. Funkcjonariusze policji zdominowali natomiast klasyfikację drużynową mężczyzn, zajmując wszystkie trzy miejsca na podium.
W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się mł. asp. Julia Duda. Policjantka poprawiła ubiegłoroczny wynik, kiedy zajęła trzecie miejsce, i tym razem wyprzedziła reprezentującą Jednostkę Wojskową Komandosów oraz WKB Meta Lubliniec plut. Karolinę Pilarską. Przed rokiem Duda przegrała z nią o 12 sekund, natomiast podczas jubileuszowej edycji była szybsza o 32 sekundy.
Pilarska pozostaje jednocześnie najbardziej utytułowaną zawodniczką w historii imprezy. Na swoim koncie ma cztery zwycięstwa, odniesione w latach 2009, 2015, 2016 i 2022.
W czołowej czwórce tegorocznej rywalizacji kobiet znalazły się jeszcze dwie policjantki. Trzecie miejsce zajęła sierż. Dominika Bełka, a czwarte kom. Marta Gwizdalska. Reprezentantki policji zwyciężyły również w klasyfikacji drużynowej, w której ich zespoły zajęły pierwszą i trzecią lokatę. Drugie miejsce przypadło zawodniczkom Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu.
Tegoroczna edycja przyniosła organizatorom długo oczekiwany rekord frekwencji. Linię mety przekroczyło 1072 uczestników, czyli o 141 więcej niż przed rokiem. Rekordowa okazała się także liczba trzyosobowych drużyn, których sklasyfikowano aż 150.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył 85-letni Jacek Domański, najstarszy uczestnik, który ukończył dziesięciokilometrową trasę. Tym samym poprawił rekord wieku należący od 2013 roku do 84-letniego wówczas mjr Jana Stachowa. Obaj zawodnicy w przeszłości służyli w jednostkach obecnej 6. Brygady Powietrznodesantowej.
Jubileusz był również okazją do przypomnienia historii wydarzenia organizowanego od 1997 roku przez Wojskowy Klub Biegacza Meta Lubliniec. Tegoroczną trasę wytyczono podobnie jak w 2009 roku, kiedy w rywalizacji uczestniczył gen. broni Włodzimierz Potasiński, późniejszy patron biegu. Były dowódca Wojsk Specjalnych, który zginął w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku, pokonywał wówczas trasę wspólnie z gen. dyw. Romanem Polko.

Po 17 latach Polko ponownie stanął na starcie. W jubileuszowej edycji uczestniczył również gen. dyw. Mariusz Chmielewski, dowódca Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.
dyrektor sportowy wydarzenia i honorowy prezes WKB Meta Lubliniec.
Na trasie pojawił się także Rosiński, st. chor. sztab. rez. Zbigniew Rosiński, dyrektor sportowy wydarzenia i honorowy prezes WKB Meta Lubliniec. Był to dopiero jego drugi start w sztandarowej imprezie Mety. Pierwszy raz pobiegł w 2017 roku, już po zakończeniu 37-letniej służby wojskowej. Tym razem postanowił towarzyszyć najstarszemu uczestnikowi i symbolicznie przekroczył linię mety jako ostatni zawodnik.

Pawonków
Gałęzie nad jezdniami, suche konary i kolejne skargi. W Pawonkowie radni tracą cierpliwość
Drzewa i krzewy wchodzące w pas drogowy, suche konary zagrażające bezpieczeństwu oraz utrudnienia w przejeździe większych pojazdów. Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Pawonków radni wskazywali kolejne ulice wymagające interwencji. Problem, jak podkreślali, powraca od lat, a wcześniejsze zgłoszenia nie zawsze przynoszą oczekiwane rezultaty. Wójt przekonywała natomiast, że kompleksowe uporządkowanie przydrożnej roślinności oznaczałoby wydatki liczone w setkach tysięcy złotych.
Temat zdominował znaczną część wolnych wniosków. Dyskusję rozpoczął Marek Jarkiewicz, który po poruszeniu kwestii prac gwarancyjnych na ulicy Kośmiderskiej zwrócił uwagę na rozrastającą się roślinność ograniczającą skrajnię dróg. Jak zaznaczył, mieszkańcy regularnie sygnalizują podobne utrudnienia, a problem nie dotyczy wyłącznie jednej miejscowości.

– Wielu mieszkańców zwracało uwagę na drzewa, krzewy, głównie na gałęzie, które nachodzą gdzieś tam na pas drogowy. TYm samym taka prośba, żeby zająć się też tym, bo to nie jest taka pierwsza uwaga ze strony mieszkańców. To się w zasadzie pojawia co roku – mówił radny.
Wójt wyjaśniła, że gmina nie prowadzi regularnego przycinania roślinności wzdłuż wszystkich dróg. Prace wykonywane są przede wszystkim w miejscach, w których pojawiają się konkretne utrudnienia. Zachęcała przy tym radnych do zgłaszania kolejnych lokalizacji wymagających interwencji.
Takie podejście spotkało się jednak z krytyką. Radna Zofia Kupiec wskazała ulicę Szkolną, gdzie mimo wcześniejszych sygnałów nadal występuje problem suchych drzew i konarów zwisających nad jezdnią. Zwróciła uwagę, że podczas silniejszego wiatru gałęzie spadają na drogę, co stwarza zagrożenie dla jej użytkowników.
– Ja muszę zaprzeczyć, że jest to na bieżąco robione, bo ja już zgłaszałam ulicę Szkolną – stwierdziła radna.
Podobne zastrzeżenia zgłosił radny Tomasz Płaszczyk, przypominając o sytuacji na ulicy Strażackiej. Jak wskazywał, sprawa była podnoszona już w ubiegłym roku, a wystające gałęzie nadal utrudniają przejazd większym samochodom. Kolejne zgłoszenia dotyczyły ulic Zielonej i Podleśnej oraz fragmentu ulicy Gwoździańskiej w Skrzydłowicach.
W odpowiedzi wójt zwróciła uwagę na finansową stronę problemu. Wyjaśniła, że usuwanie niewielkich krzewów jest stosunkowo proste, natomiast przycinanie wysokich drzew wymaga specjalistycznego sprzętu i zaangażowania odpowiednio przygotowanych ekip.
– Jakbyśmy tak chcieli wszystko, wiecie, pod linijkę, to mówimy o setkach tysięcy złotych w skali gminy – stwierdziła.
Argumenty dotyczące kosztów nie przekonały jednak wszystkich radnych. Marek Jarkiewicz zauważył, że regularne powracanie tych samych zagadnień podczas obrad świadczy o niewystarczającej skuteczności dotychczasowych działań.
– Po prostu uważam, że zbyt często to się pojawia na sesjach czy na komisjach, więc jakiś problem jest – powiedział.

Wójt podtrzymała stanowisko, że obecnie najrozsądniejszym rozwiązaniem pozostaje reagowanie na konkretne zgłoszenia, zamiast prowadzenia kosztownych prac na wszystkich drogach jednocześnie.
– W tej chwili robimy to w taki sposób interwencyjny i do tego zachęcam. Jak coś gdzieś wystaje za bardzo albo coś wisi, dawajcie nam znać. Będziemy to realizować – zapewniła.

Koszęcin
Nowe inwestycje nie rozwiążą tego problemu. Na sesji w Koszęcinie zwrócono uwagę na alarmujące zjawisko
Gmina Koszęcin inwestuje w modernizację placówek oświatowych, choć coraz większym wyzwaniem staje się sytuacja demograficzna. Podczas ostatniej sesji rady gminy poinformowano o zakończeniu części remontów w przedszkolach oraz pracach prowadzonych w budynkach szkolnych. Jednocześnie komisja oświaty zwróciła uwagę na drastyczny spadek liczby dzieci. To problem, który w kolejnych latach może mieć istotne znaczenie dla organizacji i finansowania gminnej edukacji.
O postępach inwestycji wójt Anna Korzekwa-Wojtal informowała w sprawozdaniu z działalności międzysesyjnej. Okres wakacyjny wykorzystano na przeprowadzenie modernizacji kilku placówek przedszkolnych. Część zaplanowanych robót została już zakończona, jednak nie wszystkie przedsięwzięcia udało się sfinalizować przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.

Prace nadal trwają między innymi w Szkole Podstawowej w Strzebiniu, gdzie modernizowana jest kotłownia. Równolegle realizowane są przedsięwzięcia termomodernizacyjne w kolejnych obiektach oświatowych. Ich celem jest poprawa stanu technicznego budynków oraz warunków ich użytkowania.
Znacznie poważniejszy w perspektywie kolejnych lat problem pojawił się jednak w sprawozdaniu komisji oświaty, wychowania, kultury i polityki socjalnej. Radni analizowali realizację zadań oświatowych w poprzednim roku szkolnym, a jednym z poruszonych zagadnień była zmieniająca się sytuacja demograficzna gminy.
– W sprawach bieżących podjęto temat drastycznego spadku demograficznego oraz edukacji włączającej – przekazano w sprawozdaniu komisji.
To istotny sygnał, ponieważ malejąca liczba dzieci może w przyszłości oznaczać konieczność dostosowania organizacji placówek do rzeczywistych potrzeb. Mniejsza liczba uczniów nie musi bowiem przekładać się na proporcjonalne ograniczenie kosztów utrzymania szkół. Budynki nadal wymagają ogrzewania, remontów i bieżącej obsługi, niezależnie od tego, ilu uczniów uczęszcza na zajęcia.

Samorząd stoi zatem przed wyzwaniem pogodzenia dwóch kwestii. Z jednej strony przeznacza środki na poprawę infrastruktury edukacyjnej, z drugiej musi uwzględniać zmiany demograficzne, które mogą wpływać na przyszłe wydatki i sposób funkcjonowania placówek.

Lubliniec
Kontrola w lublinieckim SP ZOZ zakończona. Radny apeluje o większą transparentność umów i kontraktów
Komisja rewizyjna zakończyła doraźną kontrolę lublinieckiego SP ZOZ, a rada powiatu przyjęła jej wyniki. Podczas samej sesji nie przedstawiono jednak szczegółowo wszystkich ustaleń kontrolujących. W dyskusji mocno wybrzmiał za to apel, aby działania placówki były lepiej dokumentowane, a zawierane w przyszłości umowy i kontrakty nie pozostawiały wątpliwości co do ich przejrzystości.
Kontrola nabiera szczególnego znaczenia w sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie powiatowy szpital. Samorząd przygotowuje przekształcenie SP ZOZ w spółkę, a równolegle mierzy się z problemami finansowymi i kadrowymi placówki. W ostatnich miesiącach dyskusję zdominowały między innymi jej wysokie zadłużenie oraz zajęcia komornicze rachunków.

Przed głosowaniem nad wynikami kontroli głos zabrał jeden z radnych. Podziękował komisji rewizyjnej za wykonane czynności, ale jednocześnie zwrócił uwagę na wnioski, które jego zdaniem powinny mieć znaczenie dla dalszego funkcjonowania szpitala.
– Chciałem podziękować panu przewodniczącemu oraz komisjom za zajęcie się tą sprawą. Za przeprowadzenie kontroli i podsunięcie takich wniosków, żeby właśnie na przyszłość było to wszystko lepiej udokumentowane. Aby ta transparentność była bardzo ważna, jeżeli chodzi o tą placówkę, która jest właśnie jeszcze w takim ciężkim stanie – mówił radny.

Szczególnie istotny okazał się wątek zobowiązań, które szpital będzie zaciągał w przyszłości. W czasie przygotowań do zmiany formy prawnej placówki sposób zawierania i dokumentowania kolejnych umów może mieć jeszcze większe znaczenie.
– Mam nadzieję, że przyszłe umowy, przyszłe kontrakty nie będą budziły żadnych wątpliwości – podkreślił.

Na tym jednak szersza dyskusja o samej kontroli właściwie się zakończyła. Podczas obrad nie przedstawiono szczegółowo, jakie konkretnie kwestie badała komisja rewizyjna, jakie problemy stwierdziła ani czego dokładnie dotyczą wypracowane przez nią wnioski.
Rada przyjęła wyniki kontroli jednogłośnie.

Ciasna
Ciasna rusza z przetargiem bez pewnej dotacji. Urzędnicy tłumaczą, dlaczego warto się spieszyć
Gmina Ciasna nie ma jeszcze ostatecznej decyzji o przyznaniu dofinansowania na inwestycje związane z retencją, ale chce rozpocząć procedurę przetargową jeszcze przed podpisaniem umowy. Samorząd liczy na około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia na dwa stawy. Jeśli pieniądze ostatecznie nie zostaną przyznane, postępowanie będzie mogło zostać unieważnione. Pośpiech ma konkretny powód, bowiem gmina chce jak najszybciej poznać rzeczywisty koszt prac i w razie potrzeby zawalczyć o zwiększenie dofinansowania.
Złożone przez samorząd wnioski przeszły już ocenę formalną i są na końcowym etapie oceny merytorycznej. Jak wynikało z jego wypowiedzi, sygnały dotyczące szans na uzyskanie pieniędzy są optymistyczne.
– Słuchy dochodzą, że te wnioski wszystkie przejdą pozytywnie ocenę merytoryczną – mówił.

Stawką jest około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia. Dofinansowanie nie pokryje jednak całego przedsięwzięcia, ponieważ samorząd będzie musiał zapewnić również własny udział.
– Tam mamy 1,6 mln zł na te dwa stawki plus 20 proc. gmina musi dołożyć, czyli prawie 400 tys. zł – wyliczał wójt.
Mimo że ostatecznej decyzji jeszcze nie ma, gmina nie zamierza czekać z przygotowaniem postępowania. Przetarg ma zostać ogłoszony z zastrzeżeniem zabezpieczającym samorząd na wypadek nieotrzymania oczekiwanego wsparcia.
– Poleciłem zrobić już przetarg na to z klauzulą, że jeżeli nie dostaniemy pieniędzy, to trzeba będzie wniosek anulować – poinformował.

Takie rozwiązanie ma przede wszystkim pozwolić wcześniej zweryfikować, ile wykonawcy rzeczywiście zażądają za realizację inwestycji. W ostatnich latach samorządy wielokrotnie mierzyły się z sytuacją, w której oferty składane w przetargach przekraczały zabezpieczone budżety. Ciasna chce znać ewentualną różnicę jeszcze na etapie, na którym możliwe będzie poszukiwanie dodatkowego finansowania.
– Jeżeli przetarg wyjdzie większy niż mamy alokacji, to po podpisaniu umowy można się będzie zwrócić o zwiększenie alokacji. Taka możliwość jest i z takiej możliwości na pewno skorzystamy – zapowiedział włodarz.

Lubliniec
Mocne spięcie o szpital. Starosta do radnych z komisji zdrowia: Nie było żadnego pomysłu, ani programu
Przekształcenie lublinieckiego SP ZOZ w spółkę jest dopiero przygotowywane, ale już wywołuje spór o to, kto i na jakim etapie będzie miał wpływ na przyszły kształt placówki. Podczas ostatniej sesji rady powiatu radni domagali się bieżącego informowania o postępach i włączenia komisji zdrowia w prace. Dyskusja szybko przerodziła się w ostrą wymianę zdań. Starosta zarzucił komisji, że przez dwa lata sama nie przygotowała żadnej koncepcji dotyczącej szpitala.
Jedna z głównych obaw dotyczy sposobu procedowania decyzji o utworzeniu spółki. Radni chcieli wiedzieć, czy będą poznawali kolejne etapy prac, czy też za kilka miesięcy otrzymają gotowe rozwiązanie, wymagające szybkiego rozstrzygnięcia.

– Czy nie znajdziemy się w momencie, że za pięć miesięcy na sesji rady powiatu będziemy głosować i będziemy musieli podejmować decyzję na już? Czy może komisja zdrowia zostanie włączona w tę pracę? – pytał jeden z radnych.
Starosta zapewniał, że przed ostateczną decyzją zarówno komisja, jak i cała rada mają poznać założenia przygotowywanej spółki.
– My to przedstawimy i na komisji zdrowia, i przedstawimy na radzie, żeby każdy radny głosując za utworzeniem tej spółki miał świadomość i miał pewną wiedzę, jak ma to wyglądać i jakie są reguły gry dla tej spółki – zadeklarował.
Zapewnienie nie zamknęło dyskusji. Jedna z radnych wprost zaznaczyła, że oczekuje informacji nie dopiero przed głosowaniem, lecz na kolejnych etapach przygotowywania przekształcenia. Nawiązała przy tym do wcześniejszego sposobu procedowania spraw dotyczących SP ZOZ.
– Trzymam pana za słowo, że tak właśnie będzie, że państwo na każdym etapie będziecie informowali nas, radnych, ale też opinię publiczną o przebiegu tego postępowania. Osobiście bardzo też chciałabym uniknąć takiej sytuacji, że przyjdziemy na sesję i na tej sesji będziemy otrzymywali projekty uchwał, które za chwilę będą poddane pod głosowanie – mówiła.

To wywołało reakcję starosty. Nie zgodził się z sugestią, że istotne kwestie związane ze szpitalem mogły wcześniej trafiać pod obrady bez odpowiedniego omówienia.
– Szanowna pani radna, nie przypominam sobie ani jednego tematu, który byśmy nie omawiali na sesji, a byłby ważny dla SPZOZ-u – odpowiedział Joachim Smyła.
Chwilę później wymiana zdań stała się jeszcze ostrzejsza. Starosta przeniósł ciężar dyskusji na działalność samej komisji zdrowia i zarzucił jej brak własnych propozycji dotyczących przyszłości placówki.
– Bo tak mi się wydaje, że od dwóch lat komisja zdrowia jeszcze żadnej koncepcji nie przygotowała. Nie miała żadnego pomysłu, żadnego programu – stwierdził.
Jednocześnie zadeklarował gotowość do wspólnych prac, wskazując, że komisja może aktywnie uczestniczyć w przygotowywaniu nowej struktury SP ZOZ.
– Więc tutaj jakby się komisja zdrowia włączyła do tego procesu, o którym my mówimy, to bardzo byśmy byli wdzięczni i moglibyśmy wspólnie wypracować coś, nad czym będziemy debatować tutaj na tej sali – dodał Smyła.

Kochanowice
Plac zabaw, na którym nie zmieściły się urządzenia. Sołtys nie kryła oburzenia: Jest mi wstyd
Plac zabaw, który miał służyć dzieciom i cieszyć mieszkańców, stał się powodem ostrej wymiany zdań podczas ostatniej sesji Rady Gminy Kochanowice. Sołtys jednej z miejscowości zarzuciła urzędowi brak komunikacji, wskazywała na kuriozalny kształt ogrodzenia i ujawniła, że na wyznaczonym terenie nie zmieściły się wszystkie zaplanowane urządzenia. Wójt tłumaczył problemy skomplikowaną historią projektu oraz ograniczeniami własnościowymi. Dyskusja pokazała jednak, że nie chodzi wyłącznie o nieudane zagospodarowanie terenu, ale również o odpowiedzialność za przygotowanie inwestycji, której obecny wygląd budzi niezadowolenie miejscowej społeczności.
Sprawa pojawiła się podczas wolnych wniosków. Sołtys relacjonowała, że przez wiele miesięcy próbowała uzyskać informacje o postępach przedsięwzięcia. Podobne starania miał podejmować przedstawiciel miejscowej OSP. Jak przekonywała, zapewniano ich, że wszystko przebiega prawidłowo. Dopiero rozpoczęcie prac ujawniło problemy, których wcześniej nikt z nimi nie konsultował.

– Kto tak naprawdę odpowiada za obecny stan tego placu zabaw? Chciałabym, żeby to było wyjaśnione, żeby mieszkańcy się dowiedzieli, ponieważ większość obarcza mnie winą – mówiła sołtys.
Największe zastrzeżenia dotyczyły sposobu wyznaczenia granic obiektu. Ogrodzenie poprowadzono w sposób, który zdaniem sołtys trudno racjonalnie uzasadnić. Z jednej strony przebiega prosto, z drugiej tworzy nieregularne załamania. Jeszcze większe zdziwienie wywołało to, że na tak przygotowanym terenie zabrakło miejsca na część wyposażenia.
– Okazało się, że te pięć mniejszych urządzeń, które wybrałam, bo to jedyne na co miałam wpływ, nie zmieściły się. Dziwnym trafem, więc słuchajcie, coś jest nie tak – stwierdziła.

Sołtys zwróciła również uwagę na przewód instalacji fotowoltaicznej przebiegający przez teren przeznaczony dla dzieci. Pytała o bezpieczeństwo takiego rozwiązania oraz o to, dlaczego poszczególne elementy inwestycji nie zostały wcześniej odpowiednio skoordynowane.
Wójt wyjaśniał, że przedsięwzięcie ma swoją historię sięgającą 2022 roku. Wniosek składano za pośrednictwem ochotniczej straży pożarnej, a dokumentacja przechodziła przez ręce kilku osób, z których część nie pracuje już w urzędzie. Wskazywał również na ograniczenia wynikające z granic nieruchomości, którymi samorząd mógł dysponować.
– Jeśli chodzi o wniosek, to składała straż, więc odpowiedzialność się jakoś tam rozmywa, ponieważ my jako urzędnicy prowadziliśmy ten wniosek jakby na zlecenie straży – tłumaczył Jacek Mokros.
Takie przedstawienie sprawy spotkało się jednak ze sprzeciwem. Jeden z uczestników dyskusji przypomniał, że strażacy zostali wcześniej zachęceni do udziału w przedsięwzięciu właśnie dlatego, że wniosek należało złożyć za pośrednictwem stowarzyszenia.
– To tak do końca nie wyglądało, panie wójcie, jak pan to teraz przedstawił, że straże wnioskowały. Bo straże zostały zaproszone na spotkanie i było powiedziane, że musimy to robić przez stowarzyszenia, najlepiej przez was – padło podczas obrad.
Sołtys nie przyjęła również argumentacji dotyczącej wieloletniej historii projektu. Podkreślała, że niezależnie od formalnej odpowiedzialności za dokumentację osoby zaangażowane w sprawy miejscowości powinny wiedzieć, co powstaje i jakie problemy pojawiają się podczas realizacji.
– Zero jakiejkolwiek komunikacji. Naprawdę od samego początku – stwierdziła.
Jak relacjonowała, mieszkańcy nie kryją zdziwienia wyglądem powstającego obiektu. Pretensje kierują jednak przede wszystkim do niej, mimo że nie miała wpływu na najważniejsze rozwiązania projektowe.
– Ludzie chodzą, pukają się w głowy i dziwią się co wyście tu postawili? Czy tu szóstka dzieci wejdzie? Okazało się, że piaskownica się nie zmieści. To był pomysł gminy, że coś z drugiej strony zrobić, znowu jakiś trójkąt. No to z tego ogrodzenia taka gwiazda wyszła. No to już jest paranoja totalna – mówiła.

Wójt zapewnił, że samorząd zamierza doprowadzić inwestycję do końca. Rozwiązaniem ma być uzyskanie możliwości zagospodarowania sąsiedniego terenu, co wymaga uzgodnień ze starostwem, a następnie wprowadzenie zmian w projekcie. Pozwoliłoby to powiększyć plac i rozmieścić urządzenia zgodnie z pierwotnymi założeniami.
Na razie jednak zamiast gotowego miejsca rekreacji dla dzieci mieszkańcy mają inwestycję wymagającą kolejnych formalności. Najbardziej wymownym podsumowaniem dyskusji były słowa samej sołtys.
– Nie wiem, czy państwo byliście to zobaczyć. Jeśli nie, to polecam. Bo na czas obecny naprawdę jest mi wstyd, że mamy taki plac zabaw – skwitowała.
Boronów
Nowa droga do strefy przemysłowej budzi obawy. Mieszkańcy Boronowa boją się ciężarówek pod oknami
Przebudowa ulicy Leśnej i budowa połączenia z Dębową Górą mają usprawnić dojazd do strefy przemysłowej w Boronowie. Inwestycja nie została jeszcze zakończona, a już pojawiają się obawy dotyczące przyszłego natężenia ruchu. Podczas ostatniej sesji rady gminy jedna z radnych domagała się przedstawienia docelowej organizacji ruchu. Chodzi przede wszystkim o to, czy samochody ciężarowe obsługujące przedsiębiorstwa nie zaczną korzystać z ulic przebiegających w pobliżu domów mieszkańców.
Temat pojawił się w części obrad poświęconej wolnym głosom i wnioskom. Radna przypomniała o złożonym wcześniej wniosku dotyczącym przyszłych zasad poruszania się po przebudowywanej ulicy Leśnej oraz nowym połączeniu z Dębową Górą. Jej zdaniem mieszkańcy powinni poznać planowane rozwiązania, zanim droga zostanie oddana do użytkowania.
– Chciałabym, żeby tutaj wszyscy mieszkańcy i myśmy się też zapoznali, jaka będzie tam docelowa organizacja ruchu – mówiła.

Najwięcej wątpliwości budzi przyszły przebieg tras wykorzystywanych przez ciężki transport. Radna przypomniała, że nowe połączenie powstaje między innymi po to, aby zapewnić odpowiedni dojazd do terenów przemysłowych. Obawia się jednak, że bez właściwego oznakowania i ograniczeń część samochodów ciężarowych może pojawić się na drogach, które dotychczas nie były przygotowane do obsługi takiego ruchu.
– Żeby ta organizacja ruchu była w ten sposób prowadzona, żeby nie utrudniała tutaj mieszkańcom dotychczasowej starej ulicy i tej nowej – argumentowała.
Jak wskazywała, brak oficjalnych informacji powoduje, że wśród mieszkańców krążą różne przypuszczenia dotyczące przyszłego układu komunikacyjnego.
– Każdy ma tam różne wyobrażenia. Jedni mówią, że tu będą jeździć, a inni jeszcze inaczej – zauważyła.
Tym samym radna oczekuje przedstawienia konkretnych rozwiązań, które pozwolą ustalić, jakie trasy zostaną udostępnione samochodom ciężarowym i czy przewidziano ograniczenia chroniące okoliczne ulice przed nadmiernym ruchem.

Sprawa jest tym istotniejsza, że sama przebudowa Leśnej napotkała już problemy techniczne. Badania gruntu wykazały konieczność dodatkowej stabilizacji podłoża, co wpłynęło na zakres prowadzonych prac.

Lubliniec
Powiat odwołał się w sprawie S11. Starosta liczy, że protesty zmienią sytuację
Powiat lubliniecki formalnie włączył się w dalszy spór o przebieg drogi ekspresowej S11. Podczas ostatniej sesji rady powiatu starosta potwierdził, że samorząd złożył odwołanie od decyzji dotyczącej inwestycji. Dokument został wysłany w wymaganym terminie. Władze powiatu liczą, że ich stanowisko oraz sprzeciw innych podmiotów wpłyną na dalszy bieg sprawy.
W trakcie obrad jeden z radnych nawiązał do wcześniejszego posiedzenia komisji bezpieczeństwa i drogownictwa, podczas którego dyskutowano o budzącej emocje inwestycji. W spotkaniu uczestniczył również radny miejski Jan Maniura, który apelował, aby powiat aktywnie włączył się w działania dotyczące S11.

Podczas sesji chciał ustalić, czy wcześniejsze rozmowy zakończyły się formalnym działaniem. Starosta potwierdził, że powiat nie ograniczył się do deklaracji i skorzystał z możliwości odwołania.

– Tak. Oczywiście złożyliśmy w terminie odwołanie, poszło to odwołanie i mam nadzieję, że te inne odwołania przyniosą taki efekt, o jakim byśmy mówili już chyba dwa lata temu na sesji, gdzie podejmowaliśmy wszyscy stosowną uchwałę w sprawie przebiegu S11 – odpowiedział.

Lubliniec
Karolina Famuła długo nie porządziła. Kolejna zmiana na czele lublinieckiego szpitala
Kolejna zmiana kierownictwa lublinieckiego szpitala. Zarząd powiatu podjął dziś decyzję o rozwiązaniu umowy z dotychczasową dyrektor Karoliną Famułą. Jej obowiązki przejmie Robert Rychel, menedżer z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, który wcześniej zarządzał placówkami medycznymi w Piekarach Śląskich i Jastrzębiu-Zdroju.
Decyzja zapadła podczas wtorkowego posiedzenia zarządu powiatu. Umowa z Karoliną Famułą została rozwiązana za porozumieniem stron. Jednocześnie samorząd zdecydował o zatrudnieniu Roberta Rychela, któremu powierzono pełnienie obowiązków dyrektora lublinieckiego SP ZOZ.

Jak poinformowało starostwo powiatowe, nowy szef placówki ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu podmiotami leczniczymi. Wcześniej pełnił funkcję prezesa zarządu Piekarskiego Centrum Medycznego Sp. z o.o. w Piekarach Śląskich. W latach 2019-2024 kierował natomiast Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju.
Rychel jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Uzyskał również studia MBA w Szkole Głównej Menedżerskiej w Warszawie. Ukończył ponadto studia podyplomowe z zarządzania w ochronie zdrowia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach oraz zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Śląskim.

Zmiana kierownictwa następuje w szczególnie trudnym okresie dla lublinieckiego szpitala. Placówka od dłuższego czasu zmaga się z poważnymi problemami finansowymi, a władze powiatu przekonują, że prowadzą działania zmierzające do zmiany jej formy organizacyjno-prawnej. Wśród rozważanych rozwiązań znalazło się przekształcenie SP ZOZ w spółkę prawa handlowego.

Ciasna
Koniec kursów do Sierakowa po paliwo? Ciasna szykuje własny punkt tankowania
Gmina Ciasna przygotowuje własne zaplecze paliwowe dla sprzętu komunalnego. Trzy zbiorniki mają pozwolić tankować maszyny na miejscu, bez konieczności każdorazowych przejazdów na stację paliw w Sierakowie Śląskim. Wójt przekonywał podczas przedostatniej sesji, że takie rozwiązanie pozwoli ograniczyć nie tylko koszty, ale przede wszystkim czas tracony przez pracowników na dojazdy.
Przygotowania techniczne do uruchomienia zbiorników mogą już ruszyć. Kolejnym krokiem będzie postępowanie dotyczące dostaw paliwa.
– Dostaliśmy zielone światło na podłączenie trzech zbiorników na paliwo, więc będziemy już robić przetarg – mówił wójt.

Pierwotne założenia dotyczące zakupu trzeba było jednak zmienić ze względu na ceny. Samorząd zamierza na początek zamówić stosunkowo niewielką ilość paliwa.
– Będziemy robić przetarg na dwa tysiące litrów. Na razie tylko taki, bo jest bardzo wysoka cena paliwa – przekazał.
Za stworzeniem własnego punktu tankowania przemawiają przede wszystkim względy organizacyjne. Obecnie pracownik obsługujący maszynę w innej części gminy w przypadku konieczności uzupełnienia paliwa musi przerwać wykonywane zadanie i pojechać na stację. Wójt jako przykład podał prace prowadzone w Glinicy.
– Nie będą jeździć do Sierakowa na stację paliw, tylko będą na miejscu tankowali. Oszczędzą czas, bo zatankują i są do dyspozycji. A tak jak kosi, a jest w Glinicy i zabraknie mu paliwa, to musi jechać do Sierakowa do tankowania – tłumaczył.

Trzy zbiorniki mają być częścią większego zaplecza technicznego tworzonego przez gminę. Samorząd przygotowuje również miejsce dla maszyn i urządzeń, a równolegle planuje zakup agregatów prądotwórczych wykorzystywanych między innymi w sytuacjach awaryjnych.

Lubliniec
Czy interna miała zostać zawieszona? Zarząd powiatu nie znał odpowiedzi, radni przywołali pismo dyrektor
Czy oddział chorób wewnętrznych lublinieckiego szpitala był zagrożony zawieszeniem od początku października? Pytanie o jeden z kluczowych oddziałów SP ZOZ wywołało podczas ostatniej sesji rady powiatu nerwową dyskusję. Największe zdziwienie wzbudziło jednak to, że przedstawiciele zarządu początkowo nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć, jaka jest aktualna sytuacja. Dopiero informacje przywołane przez jedną z radnych wskazały, że obsada miała zostać zabezpieczona do końca października.
Sprawę podniósł jeden z radnych. Zwrócił uwagę, że informacje o możliwym czasowym zawieszeniu interny pojawiały się już wcześniej, a problem miał mieć związek z brakami kadrowymi. Chciał wiedzieć, czy oddział będzie normalnie funkcjonował od następnego dnia.

– Istnieje zagrożenie zawieszenia tymczasowego oddziału wewnętrznego i szkoda, że nie ma pani dyrektor. Szczególnie w tym momencie. Myślę, że warto by było, żeby rada powiatu dowiedziała się, czy nastąpi zawieszenie oddziału wewnętrznego, bo wiem, że były jakieś problemy związane z problemem kadrowym – mówił radny.
Odpowiedź starosty pokazała, że w tym momencie zarząd nie dysponował informacją pozwalającą rozwiać wątpliwości.
– Nie, nie mamy tej wiedzy. Myślę, że to zapytanie też skierujmy na ręce pani dyrektor – stwierdził Joachim Smyła.
Radny nie uznał tego za wystarczające. Argumentował, że skoro ewentualna zmiana miałaby nastąpić już następnego dnia, rada powinna otrzymać odpowiedź jeszcze podczas obrad. Zaproponował nawet przerwę i bezpośredni kontakt z dyrektor Karoliną Famułą.
Starosta tłumaczył jej nieobecność obowiązkami związanymi ze szpitalem. Dyrektor miała w tym czasie prowadzić rozmowy z przedstawicielką NFZ, a następnie podpisać akt notarialny dotyczący rozłożenia na raty zadłużenia wobec firmy ciepłowniczej. Jednocześnie przekonywał, że zawieszenie oddziału nie mogłoby nastąpić bez wcześniejszych sygnałów.
– Nie można zamknąć oddziału czy zawiesić z dnia na dzień, więc byśmy już wiedzieli, że coś takiego ma miejsce – mówił.

Dyskusja na tym jednak się nie zakończyła. Radny podkreślił, że jego pytanie nie opiera się na nieoficjalnych pogłoskach. Przywołał publicznie dostępne pismo dyrektor szpitala, w którym problem interny został powiązany z dostępnością lekarzy.
– Pani dyrektor tak odpisała tutaj, to pismo jest dostępne publicznie, iż przyczyną potencjalnego zawieszenia oddziału chorób wewnętrznych jest brak kadry lekarskiej. Utrzymanie oddziału chorób wewnętrznych zależy od pozyskania nowych lekarzy świadczących usługi na oddziale chorób wewnętrznych – wskazywał.
Dopiero później jedna z radnych przywołała informacje przekazane tydzień wcześniej podczas posiedzenia komisji zdrowia. Z jej relacji wynikało, że sytuację udało się przynajmniej czasowo opanować.
– Pan doktor oświadczył, że wycofuje urlop i będzie pracował przez cały październik – relacjonowała.
Jak dodała, podczas komisji informowano również o innych lekarzach mających pełnić dyżury, a ciągłość pracy oddziału miała być zabezpieczona do końca października.
Ostatecznie z dyskusji wyłoniła się więc uspokajająca informacja dotycząca najbliższych tygodni. Pozostał jednak drugi problem – przepływ informacji pomiędzy dyrekcją SP ZOZ, zarządem powiatu i radnymi. W chwili rozpoczęcia dyskusji przedstawiciele organu prowadzącego szpital nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o sytuację interny, choć wcześniej sama dyrektor oficjalnie wskazywała na możliwość jej zawieszenia z powodu braków kadrowych.
Informacje z komisji zdrowia odsuwają problem przynajmniej do końca października. Nie rozstrzygają jednak, co stanie się później, jeśli szpital nie zapewni stabilnej obsady lekarskiej. W sytuacji trwających przygotowań do przekształcenia SP ZOZ kwestia przyszłości interny pozostaje więc jednym z problemów, do których powiat będzie musiał wrócić.

Herby
Budżet bez pytań, inwestycje bez dyskusji. Radni podczas sesji w Herbach nie mieli wiele do powiedzenia
Bez interpelacji, bez dyskusji nad zmianami w budżecie i bez większych pytań w sprawach gminy. Ostatnia sesja Rady Gminy Herby przebiegła wyjątkowo spokojnie, a aktywność radnych podczas właściwych obrad ograniczała się przede wszystkim do kolejnych głosowań. Nawet petycja dotycząca transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci, określona przed głosowaniem jako „trudny temat”, nie wywołała na sali żadnej dyskusji.
Początek obrad upłynął pod znakiem sprawozdań. Wójt przedstawiła informacje o realizacji uchwał oraz zarządzeniach wydanych w okresie międzysesyjnym. Radni usłyszeli również o prowadzonych inwestycjach. Sprawozdanie nie stało się jednak punktem wyjścia do szerszej rozmowy o sytuacji w gminie. Nie było pytań o problemy przy realizacji poszczególnych zadań, terminy ich zakończenia czy ponoszone koszty.

Podobnie wyglądał punkt poświęcony interpelacjom. Gdy przewodnicząca zapytała, czy któryś z samorządowców przygotował pisemne wystąpienie, odpowiedzią była cisza.
Radni zdecydowanie częściej korzystali tego dnia z przycisków do głosowania niż z mikrofonów. Bez pytań przyjęli ocenę zasobów pomocy społecznej gminy. Większego zainteresowania nie wywołała również petycja dotycząca zasad postępowania urzędu stanu cywilnego w sprawach transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci. Sprawą dzień wcześniej zajmowała się komisja skarg, wniosków i petycji. Po zapoznaniu się z dokumentem oraz wyjaśnieniami dotyczącymi obowiązujących zasad komisja jednogłośnie uznała petycję za bezzasadną.
Podczas sesji temat, który potencjalnie mógł wywołać szerszą wymianę zdań, został sprowadzony właściwie do przedstawienia projektu i głosowania.
– Jest to temat trudny, ale musimy podjąć taką uchwałę – padło podczas sesji.
Na tym dyskusja praktycznie się zakończyła. Wszystkich 15 radnych zagłosowało za uchwałą uznającą petycję za bezzasadną.
Podobny scenariusz powtórzył się przy zmianach w tegorocznym budżecie. Radni mieli kolejną możliwość zadawania pytań podczas obrad, ale niestety z niej nie skorzystali.
– Czy może ktoś z państwa chciałby się coś dopytać pani skarbnik? – usłyszeli.
Chętnych do dyskusji jednak nie było. Uchwałę poddano więc pod głosowanie i ponownie przyjęto ją jednogłośnie.

W efekcie najważniejsze decyzje podejmowane podczas sesji przechodziły bez debaty. Nie było sporu o budżet, pytań o prowadzone zadania ani interpelacji dotyczących problemów zgłaszanych przez mieszkańców. Z przebiegu obrad wynikało, że zasadnicza część merytorycznej rozmowy została przeniesiona na wcześniejsze posiedzenia komisji.
Sama wójt pod koniec sesji zwróciła na to uwagę.
– Wczoraj na komisji było więcej pytań – powiedziała.
Dopiero w punkcie dotyczącym zapytań i spraw różnych pojawiły się krótkie głosy radnych. Nie dotyczyły jednak problemów czy zastrzeżeń wobec działalności samorządu. Jedna z radnych wykorzystała za to końcówkę sesji przede wszystkim do złożenia podziękowań za organizację jednego z wydarzeń. Na tym aktywność samorządowców właściwie się zakończyła.

Lubliniec
Starostwo szykuje prawie dwumilionowy zakup. Chodzi o dwie karetki
Dwa nowe ambulanse z napędem na cztery koła mają trafić do ratownictwa medycznego w powiecie lublinieckim. Zarząd rozpoczął już przygotowania zakupu, a wartość przedsięwzięcia przedstawiona podczas ostatniej sesji wynosi 1,8 mln zł.
O przygotowaniach poinformował starosta, przedstawiając sprawozdanie z działalności zarządu w okresie międzysesyjnym. Postępowanie dotyczące nabycia pojazdów ma być prowadzone przy udziale dyrektor SP ZOZ Karoliny Famuły.

Początkowo w wypowiedzi pojawiła się informacja o jednym ambulansie. Chwilę później starosta doprecyzował jednak, że planowane przedsięwzięcie ma być większe.
– Chodzi o zakup dwóch karetek w kwocie 1,8 mln zł – dodał.
Pojazdy mają służyć ratownictwu medycznemu działającemu obecnie w strukturze lublinieckiego SP ZOZ. Zakup jest powiązany z działaniami powiatu w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

Pawonków
Plan ogólny Pawonkowa z poślizgiem. Wójt studzi oczekiwania mieszkańców
Mieszkańcy gminy Pawonków, którzy czekają na możliwość zapoznania się z projektem planu ogólnego, najprawdopodobniej będą musieli poczekać dłużej, niż wcześniej zakładano. Dokument trafił już do opiniowania, jednak z urzędu płyną sygnały, że konieczne mogą być poprawki. Wójt podczas ostatniej sesji przyznała, że na wyłożenie projektu w październiku raczej nie ma co liczyć.
Jak poinformowała włodarz, samorząd zakończył kolejny etap przygotowywania dokumentu i przekazał go instytucjom uczestniczącym w procedurze.
– Plan ogólny został wysłany już w całość do zaopiniowania – usłyszeli radni.

Termin na wydanie opinii upłynął 10 października. Problem w tym, że jeszcze przed jego zakończeniem do urzędu zaczęły docierać sygnały wskazujące na konieczność dokonania zmian. To może przesunąć dalsze prace i oddalić moment, w którym projekt zostanie przedstawiony mieszkańcom.
– Podejrzewamy, bo już telefony z instytucji odbieramy, że będą poprawki. Że instytucje będą nanosiły swoje jakieś tam uwagi – mówiła wójt.
Skala ewentualnych zastrzeżeń na razie nie jest znana. Od ich liczby i charakteru będzie jednak zależało, ile czasu zajmie poprawienie dokumentu i kiedy samorząd będzie mógł przejść do kolejnego etapu.

Wójt wyraźnie ostudziła przy tym oczekiwania dotyczące październikowego terminu.
– Na to wyłożenie na październik bym jeszcze się nie nastawiała. Raczej w grę wchodzi końcówka roku – zaznaczyła.
Nie padła jednak konkretna data. Oznacza to, że właściciele nieruchomości zainteresowani przyszłymi możliwościami zagospodarowania swoich gruntów nadal pozostają bez precyzyjnego terminu, w którym będą mogli zapoznać się z projektem na dalszym etapie procedury.

-
Ekologiczny Powiat1 rok temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec11 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Lubliniec3 miesiące temuWstrząs w lublinieckiej prokuraturze. Po decyzji w sprawie pijanego kierowcy lecą głowy i kontrole
-
Koszęcin2 miesiące temuKoszęcin opanują zabytkowe karety i konne zaprzęgi. Takiego widowiska nie zobaczycie nigdzie indziej w Polsce





