Pawonków
To nie będzie chodnik, ale ma być bezpieczniej. Gmina dopłaci do pobocza w Dralinach
Radni z gminy Pawonków przyjęli uchwałę o udzieleniu pomocy finansowej powiatowi lublinieckiemu na realizację zadania związanego z przebudową utwardzonego pobocza w ciągu ulicy Pawonkowskiej w miejscowości Draliny. Gmina ma przekazać na ten cel maksymalnie 50 tys. zł.
Podczas sesji wójt wyjaśniła, że inwestycja dotyczy odcinka od skrzyżowania z ulicą Górną i Mickiewicza do przystanku. Utwardzenie ma zostać wykonane po stronie pałacu, a celem jest stworzenie bezpieczniejszej przestrzeni dla pieszych.
– Chodzi o bezpieczną możliwość przejścia wzdłuż drogi należącej do powiatu na ulicy Pawonkowskiej w Dralinach, od skrzyżowania z ulicą Górną i Mickiewicza aż do przystanku – mówiła Joanna Wons-Kleta.
Jak zaznaczyła, nie będzie tam wyznaczonych przejść dla pieszych. Policja miała zaopiniować je negatywnie ze względu na przebieg drogi i bezpieczeństwo.
– To jest ta sama sytuacja, co na ulicy Mickiewicza – wyjaśniła.

Radny Marek Jarkiewicz pytał o techniczne szczegóły zadania, zwracając uwagę, że choć mowa jest o utwardzonym poboczu, faktycznie będzie ono pełnić funkcję podobną do chodnika.
Wójt wyjaśniła, że nawierzchnia zostanie wykonana z kostki brukowej o grubości 6 cm, a wjazdy będą oznaczone innym kolorem na szerokości 1,5 metra.
Radny dopytywał również o całkowity koszt inwestycji. Wójt wskazała, że może on wynosić około 170 tys. zł, choć ostateczna kwota będzie zależała od przetargu.
– Nasze dofinansowanie maksymalnie wyniesie 50 tysięcy, bo mieliśmy tylko tyle w budżecie – zaznaczyła.
Dyskusja rozszerzyła się na inne miejscowości. Marek Jarkiewicz pytał o Koszwice i Kośmidry. Wójt odpowiedziała, że przypominała powiatowi o kolejnych potrzebach.
– Zwróciłam uwagę, że następne w kolejce są Koszwice i żeby przygotowywał dokumentację – mówiła.

Wójt zachęcała mieszkańców i radnych do kierowania własnych wniosków do powiatu, podkreślając, że tamtejszy samorząd ma obowiązek odpowiadania mieszkańcom.
– Państwo jako mieszkańcy powiatu, wszyscy, każdy jeden, jak wyśle pismo, nawet mailem, czy ePUAP-em, czy czymkolwiek, czy w wersji tradycyjnej, odpowiedź musi dostać. Do czego zachęcam – apelowała.
Uchwała została przyjęta jednogłośnie. Za udzieleniem pomocy finansowej głosowało dziewięciu radnych.
Pawonków
Pawonków chwali się inwestycjami, ale za kulisami narasta kilka problemów. Wójt: To jest tragiczne
Ostatnia sesja rady była formalnie jedną z najważniejszych w roku. Radni rozpatrzyli raport o stanie gminy za 2025 rok, zatwierdzili sprawozdanie finansowe, udzielili wójt wotum zaufania oraz absolutorium. Głosowania zakończyły się korzystnie dla władz gminy, ale nie wszystkie były jednomyślne. Zarówno przy wotum zaufania, jak i absolutorium pojawił się jeden głos wstrzymujący. To istotny szczegół, bo sama sesja, choć w dużej części sprawozdawcza, odsłoniła kilka tematów, które mogą wracać w kolejnych miesiącach. To choćby rosnące koszty odpadów, malejąca liczba dzieci w przedszkolach, niepewna przyszłość transportu publicznego oraz coraz trudniejszy dostęp gmin wiejskich do środków zewnętrznych.
Wójt, prezentując raport, mówiła o rekordowym budżecie, wysokim udziale wydatków majątkowych i licznych inwestycjach. W 2025 roku wydatki gminy wyniosły ponad 61,3 mln zł, z czego ponad 25,6 mln zł stanowiły wydatki majątkowe. Zwracała uwagę, że udział inwestycji w budżecie przekroczył 40 proc., co w jej ocenie potwierdzało rozwojowy charakter roku.

Dobre wskaźniki finansowe nie przykryły jednak mniej wygodnych danych. Jednym z najpoważniejszych problemów okazała się gospodarka odpadami. Mimo podniesienia opłaty do 36 zł od mieszkańca system nie zbilansował się i wymagał dopłaty z innych środków gminnych.
– Na koniec roku trzeba było dołożyć z innych gminnych pieniędzy 231 tys. zł – ubolewała Joanna Wons-Kleta.
W tle tej informacji pojawił się szerszy problem. Odpadów w gminie przybywa, zwłaszcza segregowanych i oddawanych do PSZOK. To właśnie ta tendencja była jednym z powodów wprowadzenia kart mieszkańca do punktu selektywnej zbiórki. Wójt nie ukrywała, że rosnące ilości odpadów będą przekładać się na koszty.
– Te odpady nam ciągle, słuchajcie, z roku na rok rosną – stwierdziła.
Kolejny trudny temat dotyczył edukacji i demografii. Choć dopłata gminy do oświaty była niższa niż w części poprzednich lat, podczas sesji jasno wybrzmiało, że spadek liczby dzieci będzie wymuszał decyzje organizacyjne. Najpierw problem dotknie przedszkoli, ale w perspektywie kilku lat może przełożyć się także na szkoły.
– Od września będziemy mieli w naszych przedszkolach 149 dzieci. 149 dzieci to jest taki efekt, że dwa oddziały musielibyśmy tak naprawdę zlikwidować. Podejrzewam, że nie unikniemy tego, co się działo parę lat temu z zamykaniem szkół – kontynuowała swój wywód.

Właśnie ten wątek należy do najważniejszych sygnałów ostrzegawczych z sesji. Gmina może pochwalić się inwestycjami w placówki i relatywnie efektywną organizacją oświaty, ale demografia stawia przed samorządem problem, którego nie da się rozwiązać wyłącznie dodatkowymi pieniędzmi.
Dużo emocji wywołała także dyskusja o ochronie płazów na ulicy Stawowej w Kośmidrach. Jedna z mieszkanek opisywała, że wiosną droga staje się miejscem intensywnej migracji żab i ropuch, a grupa wolontariuszy przez wiele tygodni przenosiła zwierzęta na drugą stronę jezdni.
– W sumie przenieśliśmy około tysiąca żab, więc dużo zostało uratowanych. Była prowadzona inwentaryzacja niejako – zaraportowała.
Wójt mówiła, że urząd analizuje możliwość czasowej zmiany organizacji ruchu, w tym zamykania drogi w godzinach wieczornych w okresie migracji. Ten pomysł nie wszystkich przekonał. Radny Marek Jarkiewicz ostrzegał, że część mieszkańców może nie zrozumieć takiego rozwiązania.
– Obawiam się, że większość mieszkańców nie zrozumie zamknięcia tej drogi z tego tytułu, z tego powodu, więc może to budzić jakieś takie, no mieszane uczucia wśród mieszkańców – zauważył.
W dyskusji pojawiły się również propozycje płotków, wiader oraz tuneli dla żab. Sprawa, choć na pierwszy rzut oka nietypowa, pokazała szerszy problem. A mianowicie jak pogodzić ochronę przyrody z codziennym komfortem mieszkańców i ruchem lokalnym?
Osobny blok dotyczył potencjału przyrodniczego i turystycznego gminy. Jeden z mieszkańców zwracał uwagę, że Pawonków ma zasoby, które przyciągają osoby z zewnątrz, ale potrzebuje lepszej infrastruktury i pomysłu na wykorzystanie tego potencjału.
– Naprawdę mieszkamy w fantastycznym miejscu i ludzie ze Śląska to widzą, zauważają i przyjeżdżają. Brakuje nam troszkę infrastruktury, która pozwoli nam na tym wszystkim zarabiać – podkreślił.
W tym kontekście wrócił również temat ścieżki rowerowej z Kośmider w kierunku Lublińca. Inny z mieszkańców przypominał, że trasa została rozpoczęta wiele lat temu, ale do dziś nie została doprowadzona do oczekiwanego stanu.
– To już chyba dwanaście lat jest, albo dziesięć i z tym się nic nie robi tam dalej – ubolewał.
Wójt przyznała, że sprawa nie jest prosta, bo mieszkańcy mają różne oczekiwania. Część chce asfaltu, część woli rozwiązania bardziej naturalne. Wcześniej szacowany koszt asfaltowania sięgał około 760 tys. zł, dlatego urząd ma analizować tańszy wariant z utwardzeniem drobnym kamieniem.
Istotne pytania zadawał też radny Marek Jarkiewicz. Zwrócił uwagę, że raport zaczyna przypominać dokument statystyczny, który pozwala porównać dane, ale nie zawsze ułatwia debatę nad konkretnymi problemami.
Radny pytał również o zaległości podatkowe, sytuację w SIM oraz możliwości inwestycyjne w kolejnych latach. Najmocniejsza odpowiedź padła przy temacie środków zewnętrznych dla gmin wiejskich. Wójt bardzo krytycznie oceniła obecne możliwości pozyskiwania pieniędzy na inwestycje.
– To jest tragiczne, bym powiedziała. Naprawdę nie ma pieniędzy dla gmin wiejskich nigdzie, ani w ministerstwach, ani w KPO, ani w funduszach unijnych – dodała.
Wójt wskazywała, że gminy wiejskie mają coraz trudniejszy dostęp do neutralnych, konkursowych źródeł finansowania. Według niej obecny układ programów premiuje większe samorządy i projekty niedopasowane do realnych potrzeb małych gmin.
Podobnie krytycznie mówiła o możliwych zmianach w systemie dopłat do transportu publicznego. Gmina ma finansowanie zapewnione do końca roku, ale później sytuacja może się skomplikować. Planowane rozwiązania mogą przesunąć pojedyncze gminy na koniec kolejki po pieniądze. Radny Jarkiewicz doprecyzował, że wykluczenie komunikacyjne w gminie wiejskiej ma zupełnie inny ciężar niż ograniczenia komunikacyjne w mieście.
– Mieszkaniec, który nie ma prawa jazdy, nie ma samochodu, nie dojdzie sobie do sklepu tak jak mieszkaniec pięćdziesięciotysięcznego miasta – nadmienił.
Po debacie rada udzieliła wójt wotum zaufania. Za było jedenastu radnych, jeden radny wstrzymał się od głosu. Taki sam wynik padł przy absolutorium. Sprawozdanie finansowe zatwierdzono dwunastoma głosami za. Dochody gminy wykonano w wysokości 61,11 mln zł, wydatki w wysokości 61,33 mln zł, a dług na koniec roku wynosił 9,1 mln zł. Zobowiązania wymagalne nie wystąpiły.
W dalszej części sesji radni przyjęli zmiany w budżecie na 2026 rok oraz w wieloletniej prognozie finansowej. Zabezpieczono m.in. wkład własny do programu ochrony ludności i obrony cywilnej. Wójt zastrzegła jednak, że gmina nie wie jeszcze, ile pieniędzy faktycznie otrzyma.
Rada zgodziła się też na przekazanie 15 tys. zł powiatowi lublinieckiemu na dwa solarne radarowe mierniki prędkości. Urządzenia mają pojawić się przy drodze powiatowej na wjeździe do Koszwic od strony Zawadzkiego oraz w Kośmidrach w okolicy przedszkola. Uchwałę przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym. Radni uchwalili również punktowe zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla kilku miejscowości, porozumienie z Lublińcem w sprawie nauki religii kościoła zielonoświątkowego oraz zmianę uchwały dotyczącej trybu prac nad budżetem.
Końcówka sesji przyniosła jeszcze kilka przyziemnych, ale ważnych dla mieszkańców zgłoszeń.
– Powiat zapomina o swoich innych terenach, które są przy wjeździe w Łagiewnikach Małych i ominął go tak skutecznie, że zostawił takie chaszcze po pas – zwróciła uwagę Zofia Kupiec.
Paweł Derner poruszył problem pojemników na odzież PCK, przy których zalegają worki, a mieszkańcy nie wiedzą, do kogo zgłaszać przepełnienie.
– Do dzisiaj pojemniki nie są oklejone. Nie wiadomo, kto się ma tym zająć, a przy pojemnikach są sterty, worków, pojemniki pełne – alarmował.
Roman Kowalski zgłosił natomiast uszkodzony hydrant przy ulicy Górnej przez firmę koszącą pobocza dróg gminnych.
Pawonków
Radni mówili o bezpieczeństwie na krajówkach. Kilkanaście dni później samochód wylądował w rowie
W Pawonkowie temat dróg krajowych ledwo wybrzmiał na sesji rady gminy, a już rzeczywistość dopisała do niego własny akapit. Radni rozmawiali o niebezpiecznych miejscach, prędkości, fotoradarach i skuteczności pism do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Krótko później na DK46 doszło do groźnie wyglądającej kolizji. Jeden z samochodów skończył jazdę w przydrożnym rowie.
Do zdarzenia doszło wczoraj na drodze krajowej DK46 w gminie Pawonków. Według ustaleń lublinieckiej drogówki 24-letni mieszkaniec powiatu dobrodzieńskiego, kierujący mazdą, nie ustąpił pierwszeństwa prawidłowo jadącemu audi. Za kierownicą drugiego auta siedział 31-letni mieszkaniec powiatu lublinieckiego. Skończyło się bocznym zderzeniem. Uderzenie było na tyle mocne, że jeden z pojazdów wypadł z jezdni i znalazł się w rowie.
Ta kolizja pojawiła się w szczególnym momencie. Podczas jednej z ostatnich sesji Rady Gminy Pawonków radni wracali do tematów, które dla mieszkańców nie są żadną teorią – niebezpieczne wyjazdy, ograniczona widoczność, samochody jadące zbyt szybko i pytanie, czy da się skuteczniej wymusić poprawę bezpieczeństwa na drogach krajowych.
Mówiono o fotoradarach, zmianie organizacji ruchu i o tym, że pisma do GDDKiA często nie przynoszą efektu, jakiego oczekują mieszkańcy. Radny Arkadiusz Dyla ujął to wprost, mówiąc, że czasami można odnieść wrażenie, iż ta instytucja działa jak „państwo w państwie”. Wójt Joanna Wons-Kleta odpowiadała, że gmina występuje w takich sprawach, ale zachęcała też mieszkańców do składania własnych wniosków, bo indywidualne pisma mogą wywołać większą presję.

Poniedziałkowa kolizja na DK46 dobrze pokazuje, dlaczego rozmowa o bezpieczeństwie na krajówkach w Pawonkowie wraca tak często. Dla jednych to kwestia procedur, zarządców dróg i urzędowych kompetencji. Dla mieszkańców – codzienna trasa do pracy, szkoły, sklepu czy domu.
Policjanci po raz kolejny apelują do kierowców o ostrożność, obserwowanie znaków, dostosowanie prędkości do warunków jazdy i stosowanie się do przepisów. Na drodze krajowej naprawdę niewiele trzeba, by zwykły poranek zakończył się nieprzyjemnym widokiem rozbitego auta.
Pawonków
Droga krajowa znów pod lupą. Pawonków chce fotoradarów i większej reakcji instytucji
Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Pawonków w wolnych wnioskach powróciły sprawy, które z pozoru mogą wydawać się drobne, ale dla mieszkańców mają bardzo praktyczne znaczenie. Radni pytali między innymi o ławkę przy przystanku na ulicy Kuźnickiej, koszenie poboczy w Kośmidrach, bezpieczeństwo przy drodze krajowej DK46, możliwość montażu fotoradarów oraz skuteczność interwencji kierowanych do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Jednym z tematów była prośba mieszkańców ulicy Kuźnickiej o ustawienie ławki przy przystanku. Sprawę zgłosił radny Paweł Derner, który wskazywał, że chodzi przede wszystkim o osoby starsze, mające trudności z dłuższym staniem podczas oczekiwania na transport.

Samorządowiec zaznaczał, że w pobliżu jest miejsce, a sąsiedzi mieli wyrazić zgodę na ustawienie niewielkiej ławki, nawet bez oparcia. Wójt odniosła się do pomysłu pozytywnie, ale zwróciła uwagę, że przy tego typu rozwiązaniach mogą pojawić się ograniczenia formalne, zwłaszcza jeśli ławka miałaby zostać ustawiona w pasie drogowym lub w obrębie infrastruktury przystankowej.
– Generalnie ja nie widzę przeszkód, obawiam się za to, że istnieje szereg przeszkód formalnych – odpowiedziała Joanna Wons-Kleta.
Jednocześnie zadeklarowała sprawdzenie tematu. Jak zaznaczyła, prostsze może być znalezienie lokalizacji poza pasem drogowym, gdzie ustawienie ławki nie wymagałoby tak skomplikowanych uzgodnień.
– Jeżeli jest możliwość, żeby gdzieś ustawić ławeczkę w miejscu, które niekoniecznie jest pasem drogowym, to zachęcam – mówiła. – Możemy to sprawdzić. A z drugiej strony państwo sprawdźcie, czy jest możliwość, żeby gdzieś po prostu faktycznie postawić ławkę i żeby stała – dodała.
Radny Derner poruszył także temat koszenia poboczy w Kośmidrach. Przypomniał, że w poprzednim roku pierwsze koszenie było finansowane przez urząd gminy, a kolejne sołectwo organizowało z funduszu sołeckiego. Radnemu zależało przede wszystkim na ustaleniu, jak będzie wyglądał tegoroczny harmonogram, aby uniknąć dublowania prac.
Po krótkiej wymianie zdań wójt Wons-Kleta zaproponowała rozwiązanie, w którym pierwsze koszenie zostanie wykonane przez gminnego wykonawcę, a ewentualne kolejne prace sołectwo będzie mogło zrealizować z funduszu sołeckiego, jeśli uzna, że potrzebuje częstszego koszenia.

– No to zróbmy tak, że pierwsze koszenie będzie z urzędu gminy. Po prostu nasz kosiarz leci wszystko, a potem jak chcecie, to sobie tam zgodnie z jakimiś tam dodatkowymi pieniędzmi z funduszu sołeckiego sobie róbcie – powiedziała wójt.
Gdy radny doprecyzował, że chodzi mu właśnie o uniknięcie sytuacji, w której sołectwo wykona koszenie tuż przed przejazdem gminnego wykonawcy, włodarz Pawonkowa zaproponowała proste rozwiązanie organizacyjne.
– To teraz proszę nie kosić, dopóki nie pojedzie nasz. To jesteśmy umówieni, super – podsumowała.
W dalszej części sesji doprecyzowano jeszcze, że koszt koszenia z poprzedniego roku wynosił 1,6 tys. zł. Wymagało jednak wyjaśnienia, czy kwota ta dotyczyła jednego czy dwóch koszeń.
Znacznie poważniejszy charakter miała dyskusja dotycząca bezpieczeństwa ruchu przy drodze krajowej DK46. Jeden z radnych pytał o możliwość zmiany organizacji ruchu w rejonie urzędu, wskazując na niebezpieczny wyjazd i ograniczoną widoczność. Proponował rozważenie rozwiązania, w którym ruch zostałby uporządkowany poprzez wjazd jednokierunkowy i wyjazd z innej strony.
– Czy jest możliwość zmiany porządku ruchu? Żeby po prostu zrobić jednokierunkowy wjazd, a wyjazd z drugiej strony – pytał radny.
Wójt odpowiedziała, że formalnie takie rozwiązanie byłoby bardzo trudne, między innymi z uwagi na położenie terenu w pasie drogi krajowej oraz kwestie własnościowe. Zaznaczyła, że przy bloku przeprowadzenie takiej zmiany wymagałoby korzystania z działki gminnej i ustanawiania służebności.
– Raczej teraz już przy bloku to będzie niemożliwe. Bo tutaj z bloku by musieli przejeżdżać po działce gminnej, a to by się wiązało ze służebnością i tak dalej – wyjaśniała Wons-Kleta.
W rozmowie szybko powrócił szerszy problem nadmiernej prędkości na DK46. Wójt przyznała, że kierowcy często nie przestrzegają ograniczeń, a jednym z rozwiązań mogłyby być fotoradary. Zaznaczyła, że gmina co roku podejmuje działania w tej sprawie, ale zachęcała także radnych i mieszkańców do samodzielnego kierowania wniosków do instytucji odpowiedzialnych za drogi krajowe.
– Bardziej mnie interesuje coś innego i to też jest znowu zadanie do państwa. My to robimy raz w roku. W zeszłym roku pisałyśmy o postawienie fotoradaru i to jest rzecz, która nam by się tu przydała – mówiła wójt.
Joanna Wons-Kleta wskazywała, że problem nie dotyczy tylko Pawonkowa, ale również innych miejscowości położonych przy trasie krajowej. Padły konkretne lokalizacje, w których fotoradary mogłyby poprawić bezpieczeństwo.
– Tą drogą, czy to tam przy Skrzydłowickiej, czy tutaj na tym odcinku, żaden samochód nie jedzie 50 kilometrów. I podejrzewam, że my też nie – stwierdziła.
W tej samej części dyskusji radny Arkadiusz Dyla wrócił do sprawy zjazdu z drogi krajowej na ulicę Lubecką. Pytał, czy mieszkańcy również powinni pisać bezpośrednio do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz czy gmina prowadzi korespondencję w podobnych sprawach.
– Rozumiem, że pismo, które złożył mieszkaniec Lisowic odnośnie uporządkowania tej drogi z krajówki na Lubecką, to też bezpośrednio bym mógł pisać do GDDKiA – pytał Dyla.
Radny wyraził przy tym sceptycyzm wobec skuteczności działań kierowanych do GDDKiA, wskazując, że mieszkańcy oczekują realnej poprawy bezpieczeństwa, a nie jedynie kolejnej wymiany korespondencji.
– Czasami odnoszę wrażenie, że ta instytucja to jest takie państwo w państwie. Piszcie i tak odpowiedzi nie ma albo generalnie nic się nie dzieje, bo tu chodzi o poprawę też bezpieczeństwa – mówił samorządowiec.
Wójt odpowiedziała, że gmina może przedstawić pisma kierowane do instytucji, ale jednocześnie tłumaczyła, że w praktyce indywidualne wnioski mieszkańców mogą być skuteczniejsze proceduralnie niż wystąpienia samorządu. Jak wyjaśniała, osoby fizyczne korzystają z trybu Kodeksu postępowania administracyjnego, który wymusza odpowiedź, podczas gdy w przypadku korespondencji między instytucjami sytuacja nie zawsze jest tak jednoznaczna.
– Możemy panu przedstawić nawet te pisma. Ja tylko, bardzo proszę, miejmy świadomość tego, że państwo jako radni macie swoje zadania i państwa zadaniem nie jest korespondowanie, ani w sumie nawet moim, z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad – mówiła wójt. – Minister nie musi wójtowi odpisywać. Nie ma takiego przepisu, który by zmusił ministra czy kogokolwiek do odpisywania instytucji. KPA jest. Ono dotyczy indywidualnych osób – tłumaczyła.
Wójt zachęcała, aby mieszkańcy i radni nie ograniczali się wyłącznie do działań gminy, ale składali także własne wnioski, szczególnie w sprawie fotoradarów. Jej zdaniem większa liczba indywidualnych pism może wywołać silniejszą reakcję po stronie instytucji centralnych.
– Jakby takich pism przychodziło 30, a potem jeszcze ponaglenia po 30 dniach, że nie ma odpowiedzi, no to już zaczyna tę drugą stronę irytować. To zróbmy to do świętego spokoju – mówiła wójt.
Pod koniec sesji temat kontroli prędkości powrócił jeszcze raz. Joanna Wons-Kleta poinformowała, że prowadziła rozmowy o kosztach pomiarów lub urządzeń związanych z kontrolą prędkości. Według wstępnych informacji koszt może wynosić około 15 tys. zł, ale sprawa wymaga jeszcze potwierdzenia w budżecie.
Radny Marek Jarkiewicz zwrócił uwagę, że temat ciągnie się już od dłuższego czasu i powinien zostać rozstrzygnięty szybciej.
– Dlaczego to już dwa lata trwa? – dociekał.
Wójt przypuszczała, że poza samym zakupem urządzenia mogą być konieczne dodatkowe procedury, w tym zmiany organizacji ruchu.
Pawonków
Mieszkaniec gminy Pawonków wiózł dzieci do szkoły w Lublińcu. Był pijany
Trudno o bardziej niepokojący przykład braku odpowiedzialności na drodze. W miniony piątek policjanci z wydziału ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu zatrzymali w Harbułtowicach kierowcę busa, który przewoził dzieci do szkoły. Badanie trzeźwości wykazało, że mężczyzna miał prawie promil alkoholu w wydychanym powietrzu.
Do kontroli doszło we wczesnych godzinach porannych. Mundurowi zatrzymali busa prowadzonego przez 36-letniego mieszkańca gminy Pawonków. Pojazdem podróżowało siedmioro pasażerów, którzy byli przewożeni do szkoły przy ulicy Stalmacha w Lublińcu.
Już sama pora kontroli pokazuje skalę zagrożenia. Był to czas porannych dojazdów, kiedy na drogach pojawiają się uczniowie, rodzice, piesi i inni kierowcy. Tymczasem osoba odpowiedzialna za bezpieczne dowiezienie dzieci do placówki sama stworzyła realne niebezpieczeństwo.
Policjanci sprawdzili stan trzeźwości kierowcy. Wynik nie pozostawiał wątpliwości – mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu. Mundurowi natychmiast zakazali mu dalszej jazdy i zatrzymali prawo jazdy. Na szczęście przewożonym pasażerom nic się nie stało.

– Sprawa będzie miała swój finał w sądzie. Kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości jest przestępstwem, za które grożą poważne konsekwencje, w tym wysoka grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów, kara pozbawienia wolności, a w określonych przypadkach również konfiskata pojazdu – podkreślają przedstawiciele biura prasowego lublinieckiej policji.
To zdarzenie szczególnie bulwersuje. Kierowca odpowiadał bowiem nie tylko za siebie, ale także za bezpieczeństwo powierzonych mu pasażerów. Każda decyzja podjęta za kierownicą mogła mieć dramatyczne skutki.
Policja przypomina, że alkohol za kierownicą oznacza spóźnione reakcje, zaburzoną ocenę sytuacji i większe ryzyko utraty panowania nad pojazdem. W przypadku kierowców przewożących pasażerów, zwłaszcza dzieci, nie ma miejsca na najmniejsze odstępstwo od zasad trzeźwości i odpowiedzialności.
Pawonków
Projekty utknęły u marszałka? Wójt mówiła o opóźnieniach przy unijnych naborach
Podczas ostatniej sesji rady gminy wójt poruszyła problem opóźnień w procedowaniu projektów unijnych. Temat pojawił się przy okazji spotkania dotyczącego bieżących naborów i funkcjonowania dopłat z Leśnej Krainy Górnego Śląska.
Jak relacjonowała wójt Joanna Wons-Kleta, prezes Leśnej Krainy zwracał uwagę, że lokalne grupy działania stosunkowo szybko wykonują swoją część pracy, natomiast później dokumenty długo czekają w urzędzie marszałkowskim.
Jako przykład podała projekt ścieżki Łagiewniki Małe-Skrzydłowice. Wniosek jest cały czas procedowany, mimo że gmina otrzymała już jedną poprawkę.

– Mieliśmy już jedną poprawkę, ale faktycznie te wszystkie działania, ze względu na taki natłok, taką kumulację w czasie czekają. Te projekty są u marszałka i jakoś się tam procedują, tylko że to strasznie długo trwa – relacjonowała wójt.
Joanna Wons-Kleta zwracała uwagę, że długotrwałe oczekiwanie na decyzje powoduje zniecierpliwienie mieszkańców i beneficjentów. Zdarza się, że osoby czekające na dotację samodzielnie rozwiązują problem, zanim otrzymają wsparcie.

– Ludzie się denerwują – mówiła.
Pawonków
Pawonków zacieśnia współpracę z Ukrainą. Podpisano porozumienie z gminą Iwanków
Jedną z informacji, z jakimi wójt podzieliła się z radnymi podczas ostaniej sesji rady gminy, było podpisanie porozumienia pomiędzy tutejszym samorządem a ukraińską gminą Iwanków.
Wójt Joanna Wons-Kleta podkreślała, że spotkanie miało uroczysty, ale również poruszający charakter. Ukraińska delegacja opowiadała o codziennym funkcjonowaniu w warunkach wojny, także w miejscach oddalonych od bezpośredniej linii frontu.
Jak relacjonowała, przedstawiciele ukraińskiej gminy opowiadali o zagrożeniu ze strony dronów.
– Mimo, że front jest daleko od nich, to niestety tak jak w zeszłym roku byłam, to jeszcze nie mieli problemu dronowego. Tak teraz opowiadała pani mer i urzędnicy, że te drony ciągle tam gdzieś się kręcą i spadają. Niestety również na ich gminę – mówiła Wons-Kleta.

Do tematu odniosła się również przewodnicząca rady. Poinformowała, że brała udział w podpisaniu porozumienia oraz w prezentowaniu gościom gminy Pawonków i regionu.
– Osobiście oprowadzałam gości po Jasnej Górze w Częstochowie – relacjonowała.
Jak przekonują lokalne władze, porozumienie z ukraińską gminą może otworzyć drogę do dalszej współpracy samorządowej, wymiany doświadczeń i budowania relacji między lokalnymi wspólnotami.

Pawonków
Program opieki nad zwierzętami w Pawonkowie przyjęty po poprawkach. Rada liczy, że uchwała się obroni
Radni przyjęli uchwałę w sprawie programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt na terenie gminy. Przewodnicząca rady zaznaczyła, że dokument był już radnym dobrze znany i został przygotowany po wymaganych poprawkach.
Program określa działania gminy w zakresie opieki nad bezdomnymi zwierzętami i zapobiegania bezdomności. Jego przyjęcie jest obowiązkiem samorządu, a poprawność formalna dokumentu ma znaczenie dla późniejszej realizacji zadań.

Z jej wypowiedzi wynikało, że wcześniejsza wersja uchwały mogła zostać zakwestionowana, dlatego teraz rada liczyła, że poprawiony program nie zostanie uchylony.

– Miejmy nadzieję, że tym razem uchwała nie zostanie uchylona. Są państwo z nią doskonale zapoznani. Jest ona po wymaganych poprawkach – mówiła.
Radni nie prowadzili w tym punkcie dłuższej dyskusji. Uchwała została poddana pod głosowanie i przyjęta jednogłośnie.
Pawonków
Stawy Kośmiderskie pod ochroną. Pawonków zabezpiecza przyrodniczą perłę gminy
Jedną z najważniejszych decyzji podjętych podczas ostatniej sesji w Pawonkowie było ustanowienie użytku ekologicznego, jaki stanowią Stawy Kośmiderskie. Obszar położony jest w obrębie miejscowości Kośmidry, na gruntach Skarbu Państwa pozostających w zarządzie Lasów Państwowych Nadleśnictwa Lubliniec. Ma obejmować około 37,5 hektara.
Podczas niedawnej sesji rady gminy przewodnicząca odczytała najważniejsze zapisy uchwały. W skład projektowanego użytku wchodzi pięć stawów hodowlanych, zadrzewienia znajdujące się pomiędzy największymi stawami oraz przyległe łąki. Jak wskazano, celem uchwały jest ochrona siedlisk wodno-błotnych, a także gatunków zwierząt, szczególnie płazów i ptaków.

– Powołanie użytku ekologicznego ma na celu ochronę występujących tam siedlisk wodno-błotnych oraz ściśle związanych z nimi gatunków zwierząt, płazów i ptaków, ich ostoje, miejsce rozmnażania i sezonowego przebywania, a także zatrzymanie utraty różnorodności biologicznej i zachowanie walorów krajobrazowych oraz dydaktycznych i turystycznych miejscowości Kośmidry oraz całej gminy Pawonków – mówiła przewodnicząca.
Uchwała została przyjęta jednogłośnie. Temat wrócił jednak w wolnych wnioskach. Radny Marek Jarkiewicz podkreślał, że dobrze się stało, iż rada podjęła decyzję o ustanowieniu użytku. Zwracał jednak uwagę, że oprócz walorów przyrodniczych stawy mogą mieć także znaczenie praktyczne dla bezpieczeństwa mieszkańców.
– Trochę to trwało. Rozumiem, ale cieszę się, że uchwała została podjęta – mówił. – Te stawy też mogłyby w jakiś sposób pełnić dla miejscowości Kośmidry czy Koszwice jakieś zabezpieczenie przeciwpowodziowe. A przecież z przeszłości dobrze wiemy, że dochodziło do pewnych podtopień. Nawet były indywidualne posesje gdzieś zalewane – stwierdził.

Wójt zgodziła się, że znaczenie stawów może być szersze. Wskazała również na ich potencjalną funkcję przeciwpożarową.
– Przeciwpowodziowe działania to jest jedna rzecz, ale też przeciwpożarowe. Pamiętajcie, że nasze sieci nie służą, to już kilkakrotnie tutaj też było mówione, do gaszenia pożarów. Nasze sieci wodociągowe – odpowiedziała wójt.
Jak dodała, taki rezerwuar wody w pobliżu miejscowości może być bardzo pożyteczny.
Pawonków
Termomodernizacja droższa niż zakładano. Radni zgodzili się na zmiany w budżecie
Jednym z najważniejszych punktów uchwałodawczych były zmiany w budżecie gminy Pawonków na bieżący rok. Wśród nich znalazły się zarówno mniejsze korekty, jak i duża zmiana dotycząca termomodernizacji budynku urzędu gminy oraz Szkoły Podstawowej w Lisowicach.
Przewodnicząca rady poinformowała, że od ostatniego posiedzenia komisji pojawiły się dwie zmiany. Pierwsza dotyczyła dochodów z najmu sali lekcyjnej w zespole szkolno-przedszkolnym w Kośmidrach. Kwota 3,1 tys. zł ma zostać przeznaczona na zakup materiałów edukacyjnych.

Druga zmiana była znacznie większa. Chodziło o zwiększenie zaangażowania wolnych środków na termomodernizację urzędu i szkoły w Lisowicach o prawie 808 tys. zł. Powodem były wyższe niż planowano koszty zadania.
Radny Marek Jarkiewicz dopytywał, czy zwiększenie środków wynika z postępowań przetargowych.
– Rozstrzygnięcie jest. Jeśli państwo dzisiaj przyjmiecie te środki, to podpiszemy umowę z firmą, która teraz już chyba w trzecim przetargu złożyła najtańszą ofertę – odpowiedziała wójt Joanna Wons-Kleta.
Jak dodała, wcześniejsze postępowania nie zakończyły się podpisaniem umowy, ponieważ firmy nie spełniły wymagań formalnych. Wójt zaznaczyła, że obecna oferta jest praktycznie o 1 mln zł wyższa.
– Zresztą z poprzedniego przetargu ta druga też była bardzo podobna cena – mówiła.
Mimo wzrostu kosztów wójt przekonywała, że inwestycję trzeba wykonać, ponieważ budynki wymagają modernizacji, w tym wymiany źródeł ciepła.
– Albo to robimy, albo nie. Tutaj jakoś bardzo nie dyskutowałam z tym, no bo i tak to trzeba zrobić – podkreśliła.

Odniosła się przy tym do szerszego kontekstu ekologicznego.
– Wiecie, my czyste powietrze ludziom promujemy i dajemy im możliwości wymiany sobie na ekologiczne źródła ogrzewania, a my sami dalej się opalamy węglem i w jednym, i w drugim miejscu – wskazała wójt.
Radni przyjęli uchwałę jednogłośnie. Za głosowało dziewięciu obecnych radnych.
Pawonków
Wójt Pawonkowa wprost o podrzucaniu śmieci sąsiadom i kosztach dla mieszkańców: Ktoś was okrada
Informacja wójt z działalności międzysesyjnej zamieniła się w przegląd najpilniejszych spraw gminy. Joanna Wons-Kleta mówiła o drogach, problemach z transportem publicznym, końcówce prac przy stacji uzdatniania wody, rosnącym zużyciu w Kośmidrach i Koszwicach oraz śmieciach podrzucanych sąsiadom.
Na początku włodarz zwróciła uwagę na przeglądy gwarancyjne dróg. Podkreślała, że od czasu ich przeprowadzenia mogły pojawić się nowe uszkodzenia, dlatego apelowała do mieszkańców i radnych o szybkie zgłaszanie ubytków, zwłaszcza przy krawędziach jezdni.

– Jeśli coś się dzieje i nagle okazuje się, że pojawia się jakaś wyrwa, szczególnie dotyczy to krawędzi drogi, to dajcie nam jak najszybciej znać – mówiła.
Jak zaznaczała, czasem niewielka interwencja może zapobiec większemu problemowi.
– Niekiedy wystarczy tylko dosypać kamienia, żeby się dalej nie urywało – dodała.
Dużo miejsca poświęcono również transportowi publicznemu. Wójt poinformowała, że z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wyszła pozytywna opinia do zmian w ustawie o transporcie publicznym. Według jej relacji nowe rozwiązania mogą być bardzo niekorzystne dla gmin wiejskich.
– Gmina sama będzie mogła wnioskować o pieniądze na transport publiczny, tak jak robimy to teraz, ale niestety będzie ostatnia w kolejce – wskazała.
Wons-Kleta podkreślała, że obecne rozwiązanie zaczęło już dobrze funkcjonować, a mieszkańcy, szczególnie uczniowie i seniorzy, przyzwyczaili się do połączeń.
– Może się okazać, że to rozwiązanie będzie po prostu niedostępne w najbliższym czasie – ostrzegała.
Kolejnym ważnym tematem była stacja uzdatniania wody. Wójt poinformowała, że inwestycja jest praktycznie zakończona, ale pojawiły się problemy z dużym zużyciem wody w rejonie Kośmider i Koszwic.
– Praktycznie, tam już jest wszystko zakończone, działa – przekonywała.
Wójt wyjaśniała, że po uruchomieniu systemu gmina ma lepszy obraz faktycznego zużycia.
– Wcześniej to nie wiedzieliśmy tak do końca, ile idzie na Kośmidry w danym momencie i Koszwice. Teraz widzimy, że to jest ogromne zużycie – relacjonowała.

W najbliższym czasie do systemu ma zostać podłączona nowa studnia. Po kilku dobach pompowania woda zostanie skierowana do badań mikrobiologicznych i fizykochemicznych.
Wójt mówiła także o problemach z odpadami komunalnymi. Opisała przypadki mieszkańców, którzy nie płacą za śmieci, a mimo to podrzucają odpady do sąsiadów lub próbują korzystać z PSZOK-u.
– Widzimy, że rozpoczął się proceder pozbywania się śmieci przez swoich sąsiadów. Bardzo w sumie niefajna rzecz – ubolewała i jak podkreślała, takie działania obciążają uczciwie płacących mieszkańców. – Jeżeli się zgadzacie, żeby jakieś odpady komunalne szły na PSZOK, na wasze konto, bo ktoś inny na przykład nie może sobie wyrobić karty, bo nie płaci za śmieci, albo dorzuca wam do kubła swoje śmieci, no to, szanowni państwo, to was okrada – stwierdziła bez pudrowania rzeczywistości Joanna Wons-Kleta.
Pawonków
Nowa przestrzeń wsparcia dla uczniów. Ten pokój może zmienić codzienność młodych ludzi
W Szkole Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Pawonkowie powstało miejsce, które ma pomagać dzieciom lepiej radzić sobie z emocjami, bodźcami i szkolnym napięciem.
Specjalną przestrzeń przygotowano w gabinecie pedagoga i psychologa szkolnego. Ma ona wspierać integrację sensoryczną uczniów, czyli pomagać im w prawidłowym odbieraniu i przetwarzaniu bodźców z otoczenia. W praktyce chodzi o stworzenie bezpiecznego, spokojnego i kontrolowanego środowiska, w którym dziecko może uczyć się wyciszenia, koncentracji oraz adekwatnego reagowania na sytuacje pojawiające się w szkole.

Miejsce pełni również funkcję pokoju wyciszeń. Korzystają z niego uczniowie potrzebujący szczególnego wsparcia, między innymi dzieci z autyzmem, zespołem Aspergera, niepełnosprawnością intelektualną, zaburzeniami integracji sensorycznej, trudnościami w uczeniu się, problemami z koncentracją czy regulacją emocji. Dla części z nich szkolny hałas, zmiana aktywności, natłok bodźców albo zwykłe napięcie w ciągu dnia mogą być dużym obciążeniem. Taka przestrzeń daje im możliwość zatrzymania się, odzyskania spokoju i powrotu do codziennych zajęć w bardziej komfortowych warunkach.

Dyrekcja placówki pochwaliła się inicjatywą w mediach społecznościowych, podkreślając, że prace nad jej stworzeniem trwały od pewnego czasu.
– Od jakiegoś czasu trwały prace, by w gabinecie pedagoga i psychologa szkolnego powstała przestrzeń, w której dzieci będą uczyły się prawidłowego przetwarzania bodźców zmysłowych w bezpiecznym i kontrolowanym środowisku. Dzięki prawidłowej integracji sensorycznej dziecko może adekwatnie reagować na otoczenie, uczyć się, rozwijać funkcje ruchowe, mowę, emocje, uwagę i relacje społeczne. To wyjątkowe miejsce pełni również funkcję pokoju wyciszeń – przekazano na profilu facebookowym placówki.
Realizacja tego działania była możliwa także dzięki finansowej pomocy z budżetu gminy. Szkoła podziękowała wszystkim osobom i instytucjom, które przyczyniły się do powstania tej nowej przestrzeni.
Pawonków
Druhowie sprawdzili się podczas mistrzostw ratownictwa medycznego. Chwostek najlepszy
W Kośmidrach wyłoniono najlepszych strażaków-ratowników w powiecie lublinieckim. W minioną sobotę w siedzibie miejscowej jednostki odbyły się III Powiatowe Mistrzostwa w Ratownictwie Medycznym Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy jednostek OSP.
Nie była to rywalizacja oparta wyłącznie na teorii. Uczestnicy musieli zmierzyć się z zadaniami przygotowanymi w formie scenek symulacyjnych, które miały możliwie wiernie odtwarzać sytuacje spotykane podczas realnych działań ratowniczych. Sprawdzano nie tylko wiedzę z zakresu kwalifikowanej pierwszej pomocy, ale także organizację pracy na miejscu zdarzenia, podział zadań, komunikację w zespole i umiejętność działania pod presją czasu.

Jak podkreślał komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Lublińcu st. bryg. Janusz Bula, tego typu zawody są okazją do praktycznej weryfikacji przygotowania druhów. W codziennej służbie to właśnie strażacy ochotnicy bardzo często jako jedni z pierwszych docierają na miejsce wypadków, zasłabnięć czy innych nagłych zdarzeń. Od ich reakcji, opanowania i znajomości procedur może zależeć zdrowie, a niekiedy także życie poszkodowanych.
Do tegorocznych mistrzostw przystąpiło pięć reprezentacji ochotniczych straży pożarnych z terenu powiatu lublinieckiego. W Kośmidrach rywalizowali druhowie reprezentujący gminy Herby, Woźniki, Boronów, Koszęcin oraz Pawonków. Najlepszy wynik uzyskała OSP Chwostek z gminy Herby. Drugie miejsce zajęła OSP Boronów, a trzecie OSP Woźniki. Tuż za podium znalazła się OSP Cieszowa. Piąte miejsce przypadło reprezentacji gminy Pawonków, którą tworzyli druhowie z OSP Gwoździany, OSP Kośmidry oraz OSP Skrzydłowce.

Mistrzostwa miały również wymiar szkoleniowy. Dla jednostek OSP była to okazja do porównania poziomu wyszkolenia, wymiany doświadczeń i doskonalenia procedur, które później wykorzystywane są podczas prawdziwych interwencji. Kwalifikowana pierwsza pomoc pozostaje jednym z najważniejszych elementów przygotowania ratowniczego druhów, zwłaszcza tam, gdzie liczy się każda minuta do przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego.
– Mistrzostwa stanowiły doskonałą okazję do sprawdzenia poziomu wyszkolenia jednostek OSP, wymiany doświadczeń oraz doskonalenia umiejętności z zakresu ratownictwa medycznego, które mają kluczowe znaczenie w codziennej służbie na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców powiatu lublinieckiego – komentuje lublinieckie starostwo.
Organizacja wydarzenia była możliwa także dzięki zaangażowaniu gospodarzy. Podziękowania skierowano do prezesa OSP Kośmidry dh Bogusława Badury, druhów tej jednostki oraz Koła Gospodyń Wiejskich w Kośmidrach, które wsparło przygotowanie mistrzostw.
Pawonków
Biogazownia w Lisowicach znów wróciła na tapet. Mieszkańcy protestują od lat, ale sprawa przyspiesza
Temat planowanej biogazowni w Lisowicach znów mocno wybrzmiał podczas sesji Rady Gminy Pawonków. I trudno się dziwić. To jedna z tych spraw, które od dawna nie mieszczą się już wyłącznie w urzędowych segregatorach. Dla mieszkańców to temat bardzo realny, dotyczący jakości życia, zapachów, ruchu ciężarówek i pytania, czy w niedalekim sąsiedztwie ich domów rzeczywiście powinien powstać zakład tego typu. Dla gminy to z kolei sprawa coraz trudniejsza, bo społeczny sprzeciw zderza się z wcześniejszymi decyzjami planistycznymi i z procedurą, która jest już mocno zaawansowana.
Mieszkańcy Lisowic protestują przeciw tej inwestycji nie od wczoraj. Już w 2022 roku do wójt trafiła petycja przeciwko budowie biogazowni, podpisana przez 581 osób. Nie chodzi zresztą o mały, niepozorny obiekt. Ma to być biogazownia realizowana etapami, oparta na przetwarzaniu odpadów, biomasy i ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego.

Udostępnione przez samorząd dokumenty precyzują, że inwestycję podzielono na dwa etapy. Pierwszy zakłada budowę biogazowni o mocy 1 MWe, drugi rozbudowę zakładu do 2 MWe, z możliwością spalania biogazu na miejscu albo jego uszlachetniania i przekazywania do sieci zewnętrznej. Wynika z nich, że w pierwszym etapie maksymalna zdolność przerobowa instalacji miałaby wynosić 41 tys. ton rocznie i 112 ton na dobę, w tym do 100 ton na dobę ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego. W drugim etapie skala wzrosłaby do 80,3 tys. ton rocznie i 220 ton na dobę, z czego do 200 ton na dobę mogłyby stanowić właśnie odpady zwierzęce.
Na sesji temat wrócił za sprawą skargi kasacyjnej wniesionej po wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Katowicach z 15 stycznia tego roku. Przewodnicząca poinformowała radnych, że do gminy wpłynął jej odpis. Wyrok dotyczył uchwały planistycznej gminy Pawonków. Chodziło m.in. o wprowadzenie obowiązku pasa zieleni izolacyjnej przy planowanej inwestycji. WSA oddalił skargę na uchwałę, ale sprawa trafiła dalej do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Do sprawy pierwszy szerzej wrócił radny, który pytał wprost, czy gmina przygotowuje odpowiedź na skargę kasacyjną do NSA. Wójt wyjaśniła, że nie widzi tu zasadności przygotowywania odrębnego stanowiska przez gminę, ponieważ, jak podkreślała, kasacja dotyczy oceny sądu, a nie samego działania gminy. W jej ocenie to nie samorząd ma się w tej chwili „tłumaczyć”, lecz NSA będzie oceniał stanowisko zajęte wcześniej przez WSA. Wójt zaznaczała, że nie bardzo widzi tu przestrzeń do tego, by gmina formułowała własną odpowiedź procesową, bo nie jest stroną w takim sensie, w jakim była nią na wcześniejszych etapach.
Znacznie ważniejszy z praktycznego punktu widzenia okazał się jednak drugi wątek – relacja między skargą kasacyjną a postępowaniem środowiskowym prowadzonym obecnie dla inwestora. Radni dopytywali, jak te dwa porządki się ze sobą łączą i czy wydanie decyzji środowiskowej nie będzie kolidowało z toczącą się sprawą przed NSA.

Wójt odpowiedziała bardzo wyraźnie, że są to dwa odrębne postępowania. Zaznaczyła, że jeśli inwestor otrzyma decyzję środowiskową, to będzie ją miał w oparciu o obowiązujący stan prawny i obowiązujący plan. Jeżeli w przyszłości w wyniku rozstrzygnięcia sądu pojawiłyby się inne skutki prawne, to wtedy mogłyby wchodzić w grę kwestie odszkodowawcze, ale na tym etapie nie blokuje to samego biegu postępowania środowiskowego.
W tym miejscu dyskusja weszła w najbardziej newralgiczny obszar. Wójt ujawniła bowiem, że postępowanie środowiskowe dla inwestycji jest już bardzo zaawansowane. Jak mówiła, inwestor miał wcześniej jedną decyzję, później zmienił się plan zagospodarowania, a następnie wystąpił ponownie, już w oparciu o nowe zapisy. Obecnie procedowana jest druga decyzja. Wójt wskazała, że spośród czterech wymaganych do wydania decyzji środowiskowej opinii instytucji zewnętrznych, trzy są pozytywne, a gmina czeka jeszcze na stanowisko Wód Polskich. Procedura jest więc praktycznie na finiszu.
Jeszcze mocniej wybrzmiało to chwilę później, kiedy wójt dopowiedziała, że po doświadczeniach z wcześniejszych lat i po treści rozstrzygnięć Samorządowego Kolegium Odwoławczego oraz sądu w praktyce nie ma już wielkiego pola do uznaniowości. W jej ocenie, jeżeli warunki będą spełnione, to decyzję trzeba wydać. Nie mówiła tego w tonie aprobaty dla inwestycji, lecz raczej jako chłodne stwierdzenie administracyjnego faktu, że samorząd musi poruszać się w wyznaczonych ramach prawnych.
Radni nie odpuszczali jednak wątku związanego z wcześniejszymi deklaracjami inwestora wobec mieszkańców. Przypomniano, że na zebraniu w Lisowicach ten miał zapewniać, iż inwestycja zmieści się w granicach obowiązującego planu i będzie możliwa do realizacji mimo zmian. Teraz, wobec wniesionej skargi kasacyjnej, część mieszkańców odbiera to jako sygnał sprzeczny i niepokojący. Wójt starała się ten rozdźwięk łagodzić. Tłumaczyła, że to, iż inwestor korzysta ze wszystkich dostępnych środków odwoławczych, nie jest niczym niezwykłym i mieści się w normalnej praktyce takich postępowań. Podkreślała też, że skoro postępowanie środowiskowe toczy się dalej, to znaczy, że przedsięwzięcie wciąż mieści się w parametrach ocenianych przez organy.
Bardzo istotny był także fragment, w którym wójt mówiła o znaczeniu samej decyzji środowiskowej. Zaznaczyła, że to nie jest dokument czysto formalny, ale coś, co później wiąże inwestora. Jeżeli w toku postępowania środowiskowego zostaną wpisane określone warunki i ograniczenia, to inwestor będzie musiał zrealizować przedsięwzięcie właśnie w takim kształcie, a nie dowolnie go później zmieniać. Podkreślała, że udział społeczeństwa w tym postępowaniu nie jest pustym rytuałem, lecz służy właśnie temu, by wszystkie ważne dla mieszkańców zastrzeżenia mogły znaleźć odbicie w warunkach decyzji. Z drugiej strony zastrzegała, że przepisy nie są skonstruowane w taki sposób, by każdą inwestycję dało się całkowicie zablokować wyłącznie przez sam sprzeciw społeczny.
Na tym jednak temat się nie skończył. Radni zaczęli pytać o praktyczne skutki inwestycji, przede wszystkim w zakresie wody. Jeden z nich powiedział wprost, że z zebrania z inwestorem wynikało, iż zabezpieczenie w wodę ma się odbywać z wodociągu gminnego. W kontekście znanych problemów z wodą w gminie zabrzmiało to wyjątkowo mocno. Wójt odpowiedziała stanowczo. Po pierwsze zaznaczyła, że gmina nie ma obowiązku przyłączania przedsiębiorstw do wodociągu. Po drugie stwierdziła, że jeśli w ogóle miałoby dojść do jakiegokolwiek przyłączenia, to wyłącznie do celów komunalnych, a nie przemysłowych. Po trzecie podkreśliła rzecz najbardziej konkretną – w miejscu, o którym mowa, nie ma wodociągu, więc gmina nie ma z czego takiego przyłącza wykonać.
Cały ten fragment sesji pokazał, że sprawa biogazowni weszła już w bardzo zaawansowaną i jednocześnie bardzo trudną fazę. Z jednej strony mieszkańcy i część radnych wciąż próbują szukać argumentów, które pozwoliłyby zatrzymać inwestycję albo przynajmniej opóźnić jej procedowanie. Z drugiej strony z wypowiedzi wójt jasno wynikało, że gmina nie widzi tu już wielkiego pola do swobodnej decyzji – poprzez obowiązujący plan, wcześniejsze rozstrzygnięcia, pozytywne opinie organów i stan zaawansowania postępowania środowiskowego. Gmina coraz wyraźniej więc sygnalizuje, że nie wszystko zależy już od jej woli, a sam inwestor korzysta z kolejnych narzędzi prawnych i proceduralnych.
Pawonków
Mieszkańcy zdecydują o kierunku rozwoju. Pawonków pyta o przyszłość gminy do 2035 roku
Urzędnicy z Pawonkowa rozpoczęli prace nad jednym z najważniejszych dokumentów strategicznych na najbliższe lata. Trwa opracowywanie Strategii Rozwoju Gminy Pawonków na lata 2026-2035 – dokumentu, który ma wyznaczyć kierunki działań samorządu w obszarach przestrzennych, gospodarczych, społecznych i środowiskowych.
Kluczowym elementem tego procesu jest włączenie mieszkańców w tworzenie dokumentu. Pracownicy urzędu uruchomili ankietę, która ma pomóc w zdiagnozowaniu realnych potrzeb i oczekiwań lokalnej społeczności. Jak podkreślają, to właśnie głos mieszkańców ma stanowić uzupełnienie analiz eksperckich i danych statystycznych, tworząc pełniejszy obraz sytuacji gminy.
Badanie obejmuje szeroki zakres zagadnień – od jakości życia i infrastruktury, przez kwestie środowiskowe i klimatyczne, aż po rozwój gospodarczy i kierunki inwestycji. Ankieta zawiera zarówno pytania zamknięte, pozwalające na zebranie danych ilościowych, jak i pytania otwarte, dające możliwość przedstawienia własnych opinii i propozycji.
Wypełnienie formularza zajmuje około 15 minut, a jego elektroniczna wersja dostępna będzie do 26 kwietnia. Udział w badaniu ma charakter dobrowolny, jednak urzędnicy z Pawonkowa wyraźnie podkreślają, że każdy głos ma znaczenie i może realnie wpłynąć na kształt przyszłej polityki rozwojowej.

Strategia rozwoju gminy to dokument o fundamentalnym znaczeniu. To na jej podstawie planowane są inwestycje, pozyskiwane środki zewnętrzne oraz podejmowane decyzje dotyczące kierunków rozwoju. W praktyce oznacza to, że dzisiejsze odpowiedzi mieszkańców mogą przełożyć się na konkretne inicjatywy w kolejnych latach, od modernizacji infrastruktury, przez rozwój usług publicznych, po działania proekologiczne.
Proces tworzenia strategii potrwa jeszcze kilka miesięcy, a jego kolejne etapy mają być na bieżąco komunikowane mieszkańcom. Samorząd zapowiada, że transparentność i partycypacja społeczna będą jednymi z kluczowych filarów prac nad dokumentem.
Dla mieszkańców to nie tylko formalność, ale realna szansa na współdecydowanie o tym, jak będzie wyglądała ich gmina w perspektywie najbliższej dekady.
Pawonków
Łagiewniki Wielkie pożegnają wieloletniego prezesa OSP. Jutro uroczystości pogrzebowe
Z głębokim żalem środowisko strażackie oraz mieszkańcy Łagiewnik Wielkich przyjęli wiadomość o śmierci druha Henryka Skubały – wieloletniego prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Łagiewnikach Wielkich. Odszedł w wieku 82 lat.
Przez lata swojej działalności był jedną z kluczowych postaci lokalnej jednostki. To właśnie dzięki jego zaangażowaniu i determinacji OSP Łagiewniki Wielkie rozwijała się, budując fundamenty, na których opiera się do dziś. Współpracownicy i druhowie podkreślają, że był nie tylko organizatorem i społecznikiem, ale przede wszystkim człowiekiem oddanym służbie drugiemu człowiekowi.
W środowisku strażackim znany był jako osoba zaangażowana w sprawy lokalne i rozwój ochotniczego pożarnictwa. Jego zasługi zostały docenione również na szczeblu ogólnopolskim. W 2017 roku został odznaczony Złotym Znakiem Związku OSP RP – jednym z najwyższych wyróżnień przyznawanych strażakom ochotnikom. W tym samym roku nadano mu także tytuł członka honorowego rodzimej jednostki.
Uroczystości pogrzebowe odbędą się w środę, 25 marca o godz. 12.00 w kościele parafialnym w Łagiewnikach Wielkich. Ceremonia pochówku będzie miała miejsce na miejscowym cmentarzu.
Pawonków
Brąz dla Solarni. Młodzi strażacy na podium wojewódzkich zawodów
W sobotę w Hali Sportowej Arena w Będzinie odbyły się II Halowe Zawody Sportowo-Pożarnicze Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych na szczeblu wojewódzkim. W rywalizacji zorganizowanej przez oddział wojewódzki Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP wzięły udział najlepsze drużyny z regionu, a wśród nich reprezentanci powiatu lublinieckiego – chłopięca drużyna z Solarni oraz dwie drużyny dziewczęce – z Łagiewnik Wielkich oraz Woźnik.
Największy sukces odniosła drużyna chłopięca z Solarni, która wywalczyła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.
– To ogromny sukces, który jest najlepszym dowodem na to, ile pracy, determinacji i serca młodzi strażacy wkładają w każdy trening i każdy start. To także piękne potwierdzenie ich pasji, zaangażowania oraz nieustannego dążenia do doskonalenia swoich umiejętności – komentuje wynik jednostka na swoim profilu facebookowym.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył także Karol Wójcicki, który zdobył tytuł najszybszego zawodnika całych zawodów. Jego występ był jednym z najbardziej dynamicznych momentów rywalizacji i pokazał, że młodzi strażacy potrafią łączyć sportową rywalizację z doskonałym przygotowaniem fizycznym.
W przygotowaniach do startu istotne wsparcie zapewniła Szkoła Podstawowa nr 3 w Lublińcu, która udostępniła swoją halę sportową na treningi. Dzięki temu młodzi druhowie mogli systematycznie doskonalić swoje umiejętności i odpowiednio przygotować się do rywalizacji.

– Serdecznie dziękujemy za okazaną życzliwość, wsparcie oraz udostępnienie hali sportowej na treningi przed zawodami. Dzięki wsparciu nasza drużyna mogły ćwiczyć, rozwijać swoje umiejętności i przygotować się do rywalizacji na najwyższym poziomie, co niewątpliwie przyczyniło się do wspaniałych wyników i sukcesów, które dziś świętujemy – podkreślają strażacy.
W kategorii dziewcząt reprezentantki powiatu zajęły piąte (Łagiewniki Wielkie) oraz ósme miejsce (Woźniki).
Sukces drużyny z Solarni oraz bardzo dobre występy pozostałych ekip z powiatu to dowód na to, że młodzieżowe drużyny pożarnicze nie tylko kultywują strażackie tradycje, ale także rozwijają wysoki poziom sportowy i ducha zespołowej współpracy.
Zwycięskie po sobotnich zawodach drużyny będą reprezentować województwo śląskie podczas zawodów ogólnopolskich, które odbędą się 11 kwietnia w Kędzierzynie-Kożlu. Udadzą się tam przedstawiciele chłopięcego zespołu z Ćwiklic oraz dziewczęca drużyna z Żelisławic.
Pawonków
Rusza modernizacja ewidencji gruntów w gminie Pawonków. Geodeci sprawdzą działki i budynki
W powiecie lublinieckim rozpoczną się prace geodezyjne związane z modernizacją ewidencji gruntów i budynków. Obejmą one trzy obręby ewidencyjne na terenie gminy Pawonków – Kośmidry, Koszwice oraz Łagiewniki Małe. Prace potrwają do listopada przyszłego roku.
Jak informuje Starostwo Powiatowe w Lublińcu, modernizacja ma na celu uporządkowanie i aktualizację danych dotyczących nieruchomości. Zadanie obejmie między innymi analizę materiałów znajdujących się w państwowym zasobie geodezyjnym, pozyskanie informacji o przebiegu granic działek ewidencyjnych, a także uzupełnienie ewidencji o dane dotyczące budynków.
W ramach prac geodeci dokonają również pomiarów budynków, które dotychczas były wprowadzone do ewidencji jedynie metodą digitalizacji. Przewidziano także aktualizację użytków gruntowych na terenach zabudowanych i zurbanizowanych, w przypadkach niewymagających przeprowadzenia gleboznawczej klasyfikacji gruntów.
Istotnym elementem zadania będzie także dostosowanie zapisów w ewidencji gruntów do obowiązujących przepisów, w szczególności w zakresie takich kategorii jak rowy, wody płynące czy grunty rolne zabudowane.
Całość prac realizowana będzie zgodnie z projektem modernizacji ewidencji gruntów i budynków, który został uzgodniony ze Śląskim Wojewódzkim Inspektorem Nadzoru Geodezyjnego i Kartograficznego.

Umowę na wykonanie zadania podpisano 2 marca. Starosta Lubliniecki apeluje do właścicieli nieruchomości, użytkowników wieczystych, zarządców oraz administratorów o aktywne uczestnictwo w prowadzonych czynnościach. Współpraca z geodetami ma pomóc w wyeliminowaniu ewentualnych niezgodności w danych dotyczących działek i budynków.
Modernizacja ewidencji gruntów i budynków jest procesem, który pozwala na uporządkowanie informacji o nieruchomościach oraz dostosowanie ich do aktualnego stanu faktycznego i obowiązujących przepisów. Zaktualizowane dane stanowią podstawę m.in. dla planowania przestrzennego, obrotu nieruchomościami czy naliczania podatków lokalnych.
Pawonków
Limit na gruz przeszedł, spór o śmieci został. Pawonków szuka sposobu na „płacenie za sąsiada”
Na początku wszystko szło jak zwykle. Kworum, porządek obrad, protokół z poprzedniej sesji – formalności, które w Pawonkowie na ostatniej sesji 26 stycznia nie zwiastowały niczego nadzwyczajnego. Dopiero gdy rada doszła do punktów dotyczących odpadów, sesja zyskała prawdziwy ciężar. W tle była prosta, dobrze znana mieszkańcom emocja: dlaczego jedni mają płacić za to, że inni wyrzucają więcej?
Wójt w sprawozdaniu międzysesyjnym mówiła o sprawach bieżących – zarządzeniach, umowach, zmianach w GOPS-ie, przygotowaniach do KSeF i o corocznym temacie odbioru azbestu. Padały też informacje o dotacjach dla klubów i organizacji pozarządowych, o przetargach i o planach inwestycyjnych. W budżecie i w wieloletniej prognozie finansowej większych niespodzianek nie było, podobnie jak w uchwałach „programowych”. Krótki moment zamieszania wywołała za to strategia rozwoju gminy – najpierw przez literówkę w tytule, potem przez daty, które trzeba było na szybko prostować. Prawdziwą dyskusję jednak uruchomiły śmieci.
W Pawonkowie od dawna widać, że gospodarka odpadami jest nie tylko tematem technicznym, ale także społecznym – chodzi o poczucie uczciwości. Gdy na sesji pojawił się projekt limitu na odpady budowlane oddawane do PSZOK-u, debata natychmiast zeszła z paragrafów na życie codzienne. Kto robi remont, jak często, ile ma domowników i co z tymi, którzy notorycznie przywożą na PSZOK gabaryty?
Radny Marek Jarkiewicz dopytywał, czy limit musi dotyczyć nieruchomości, skoro na jednej mieszka siedem osób, a na innej jedna. Małgorzata Swoboda – inspektor odpowiedzialna za temat – przyznała, że można limity ustalać także „na osobę”, ale zwróciła uwagę, że w praktyce większość gmin rozlicza je od nieruchomości, bo to łatwiej kontrolować.
Wójt od razu dołożyła do tej odpowiedzi mocny argument – rozliczanie „na osobę” może zachęcać do obchodzenia zasad przez czasowe dopisywanie lokatorów w deklaracjach, po to, by podnieść sobie limit, a potem wrócić do poprzedniego stanu.

Z drugiej strony radni nie ukrywali, że limit 200 kilogramów rocznie wygląda skromnie, gdy ktoś robi nawet niewielki remont. Padł postulat, by zamiast limitu rocznego rozważyć rozwiązanie wieloletnie, bo remont łazienki czy kuchni to zwykle nie jest sprawa coroczna. Pojawił się też głos, że uchwała mogła zostać wycofana i jeszcze raz spokojnie omówiona.
Wójt nie odpuszczała. W jej wypowiedziach wracał jeden wątek – system kosztuje, a gmina dopłaca. Przypomniała, że w ostatnim rozliczeniu dopłata do gospodarki odpadami wyniosła 230 tys. zł. To, jak zauważyła, pieniądze porównywalne z realną inwestycją w gminie, choćby z budową boiska. I tu padło zdanie, które ustawiło spór: jeśli dopłaty pójdą w śmieci, zabraknie ich gdzie indziej.
W dyskusji pojawiło się też wyjaśnienie, które wielu mieszkańcom może umykać. Inspektor Swoboda mówiła wprost, że odpady budowlane od kilku lat nie są w prawie traktowane jako odpady komunalne. Gmina nadal ma obowiązek je przyjmować, ale ma też prawo wprowadzić limit. I właśnie z tego prawa chce skorzystać, gdyż przyjmowanie ich bez limitu, ma oznaczać przerzucenie kosztów na wszystkich, w szczególności tych, którzy remontów nie wykonują.
Wójt rozwinęła wątek w mocno publicystyczny sposób. Mieszkańcy przychodzą do urzędu i mówią, że mają „pół kubła raz na miesiąc”, a sąsiad „cztery kubły co dwa tygodnie” i pytają, dlaczego płacą tyle samo. Limity, w jej zamyśle, mają być odpowiedzią na to poczucie niesprawiedliwości – jeśli ktoś oddaje więcej nietypowych frakcji, ma dopłacić do nadwyżki. Jednocześnie podkreślała, że gmina daje mieszkańcom alternatywę, zamiast wozić wszystko do PSZOK-u.
Ostatecznie rada przyjęła uchwałę wprowadzającą limit 200 kilogramów odpadów budowlanych w PSZOK-u, ale nie jednogłośnie. Wynik pokazał, że temat dzieli. 8 radnych było „za”, 1 był przeciw, 3 wstrzymało się od głosu. Przyjęto też uchwałę o dodatkowych usługach i cenach – m.in. o stawkach za gruz ponad limit i o kosztach dla opon oddawanych powyżej dopuszczalnej liczby. Tu głosowanie było wyraźnie spokojniejsze.
Przykładowo czysty gruz ponad limit ma kosztować 498,40 zł za tonę, a zmieszane odpady budowlane i rozbiórkowe 762 zł za tonę. Wójt przekonywała, że w przypadku części odpadów bardziej opłaca się zamówić usługę podstawienia worka Big Bag lub kontenera pod posesję, bo stawka w tej usłudze ma wynieść 602 zł za tonę.
Najważniejsze jednak padło już po głosowaniu. Urzędniczka powiedziała wprost, że kolejny krok to rozszerzenie limitów na inne frakcje, bo jeśli ma być „uczciwie”, to nie może się skończyć na budowlance. Wśród przykładów wróciły wielkogabaryty, jako drogie, liczne i – jak sugerowano – często nadużywane.
Na końcu pojawiła się propozycja, by zorganizować osobną komisję poświęconą tylko PSZOK-owi i limitom. Inspektor Swoboda zadeklarowała gotowość, by przygotować porównania z innych gmin i przeprowadzić „burzę mózgów”, a nawet, jeśli rada będzie chciała – napisać przepisy od nowa, bo obecne regulacje były wielokrotnie tylko nowelizowane.
W wolnych wnioskach sesja skręciła jeszcze w stronę wodociągów. Wójt relacjonowała, że po mrozach pojawiły się liczne awarie, część z nich udało się już zlokalizować, a do poszukiwań wykorzystano także drona z kamerą termowizyjną. Padły też informacje o postępach przy nowym ujęciu wody i o tym, że stacja uzdatniania ma spełniać normy fluorowe, które pilnuje sanepid.
To jednak nie woda była na tej sesji symbolem problemu. Symbolem były śmieci i pytanie, które między wierszami wracało przez całą dyskusję. Czy Pawonków zacznie rozliczać odpady tak, by „wygoda” nie była finansowana zbiorowo? Uchwały w sprawie limitów przeszły, ale po tej sesji widać jasno, że spór o to, gdzie kończy się usługa publiczna, a zaczyna prywatny koszt, dopiero się w Pawonkowie rozkręca.
Pawonków
Szkoły dostały nowy sprzęt multimedialny. To w ramach programu ministerialnego
Uczniowie czterech szkół z terenu gminy Pawonków będą korzystać z nowego sprzętu multimedialnego. Do placówek trafiły laptopy i tablety zakupione w ramach środków z Krajowego Planu Odbudowy, które mają pomóc wyrównywać szanse edukacyjne i ułatwiać codzienną pracę z nowymi technologiami.
Program realizowany jest w skali całego kraju. Na wyposażenie szkół w przenośne urządzenia multimedialne Polska otrzymała w ramach KPO łącznie 1,41 mld zł. Działanie realizuje Ministerstwo Cyfryzacji.
Nowe urządzenia trafiły do Szkoły Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Pawonkowie, Szkoły Podstawowej im. Wandy Kawy i Bronisławy Kawy w Kośmidrach, Szkoły Podstawowej w Lisowicach oraz do Szkoły Filialnej w Łagiewnikach Małych. Łącznie placówki otrzymały 51 laptopów, 9 laptopów przeglądarkowych oraz 18 tabletów. Wartość przekazanego sprzętu wynosi blisko 183 tys. zł.
Dla szkół oznacza to realne wzmocnienie zaplecza dydaktycznego. Nowe urządzenia mają służyć zarówno do pracy na lekcjach, jak i do rozwijania kompetencji cyfrowych uczniów.

Pawonków
Wielka awaria wodociągu w gminie. Zbiornik nie nadąża się napełniać
Gmina Pawonków mierzy się z poważną awarią sieci wodociągowej, która doprowadziła do przerw w dostawach wody w części miejscowości. Sytuacja jest poważna nie tylko ze względu na utrudnienia dla mieszkańców, ale przede wszystkim z uwagi na skalę wycieku. Jak wynika z informacji przekazywanych przez służby zajmujące się siecią, z systemu ucieka około 300 m³ wody na dobę.
Problemy z wodociągiem dotyczą m.in. Kośmider i Koszwic, gdzie dostawa wody została wstrzymana do czasu zlokalizowania awarii. Samorząd podkreśla, że dotąd nie udało się odnaleźć konkretnego miejsca uszkodzenia, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że doszło do nałożenia się kilku usterek. Wskazuje się, że przyczyną mogły być silne mrozy – instalacja mogła zostać uszkodzona przez zamarzanie, a w czasie odwilży nastąpiło rozszczelnienie i gwałtowny wypływ wody.
– Nie wiem jeszcze, kiedy przywrócimy wodę w Kośmidrach i Koszwicach, będziemy informować – przekazują osoby odpowiedzialne za działania w terenie.
Jak podkreślają, mimo intensywnych poszukiwań, awarii nie udało się namierzyć, a sytuacja zaczyna zagrażać stabilności całego systemu. Szczególnie niepokojące są informacje dotyczące zbiornika, który – przy obecnym wypływie – nie jest w stanie się napełniać. Zużycie i ubytek wody poniżej zbiornika są tak duże, że poziom rezerw gwałtownie spada. W konsekwencji zagrożone stają się kolejne miejscowości. W komunikatach pojawiają się ostrzeżenia, że w krótkim czasie woda może skończyć się również w Łagiewnikach Wielkich, Gwoździanach i Pawonkowie.
Do działań poszukiwawczych zaangażowano dodatkowe siły i sprzęt. W terenie pracuje dron z termowizją oraz quad obsługiwane przez OSP Solarnia. Termowizja ma pomóc w zlokalizowaniu miejsc nienaturalnego wypływu wody, szczególnie w terenie, gdzie wyciek może być niewidoczny gołym okiem. Mimo tego awaria wciąż pozostaje nieuchwytna, co znacząco wydłuża czas reakcji i zwiększa ryzyko dalszych przerw w dostawach.

W związku z trwającym kryzysem wodnym gmina organizuje awaryjne dostawy wody dla mieszkańców. Woda dowożona jest beczkowozami do miejsc, w których nie ma jej w sieci. To rozwiązanie doraźne, które ma zabezpieczyć podstawowe potrzeby mieszkańców, jednak samorząd nie ukrywa, że przy tak dużych stratach wody trudno przewidzieć, jak długo uda się utrzymać taki tryb.
Władze gminy apelują także do mieszkańców o pilną pomoc w zlokalizowaniu wycieków. Szczególne wezwanie skierowano do mieszkańców i rezydentów Kośmider, Koszwic i Dolniaka. Prosi się, by każdy sprawdził najbliższą okolicę, posesję oraz miejsca, w których mogło dojść do rozszczelnienia instalacji, zwłaszcza w budynkach nieogrzewanych, piwnicach i budynkach gospodarczych.
Wskazywane są konkretne sygnały, które mogą świadczyć o awarii: przekrzywione lub uszkodzone hydranty, nienaturalne kałuże, miejsca, gdzie śnieg topnieje szybciej niż wokół, błoto, zapadliska, a także szum wody w studzienkach, których wcześniej nie było słychać. Władze proszą również o zwrócenie uwagi na pustostany.
Samorząd przypomina jednocześnie, że po takich mrozach warto skontrolować instalacje wodne również „za licznikiem”, na prywatnych przyłączach. Jeśli pęknięcie nastąpiło w budynku lub na posesji, wyciek może być duży, a jednocześnie trudny do zauważenia, szczególnie w nieogrzewanych pomieszczeniach. Właśnie dlatego alert o sprawdzaniu instalacji pozostaje aktualny.
Gmina zapewnia, że działania będą kontynuowane do skutku, a o rozwoju sytuacji mieszkańcy będą informowani na bieżąco. Jednocześnie każda wskazówka przekazana przez mieszkańców może znacząco przyspieszyć usunięcie awarii i przywrócenie normalnych dostaw wody.
-
Ekologiczny Powiat9 miesięcy temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec8 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Boronów5 miesięcy temuZerwany zaczep, trzy trumny. Sąd skazał kierowcę ciężarówki
-
Kochanowice4 tygodnie temuDo Rzymu dojechali, ale watykański finał rozsypał się na dwie godziny przed startem. Co zawiodło?






