Obserwuj nas

Powiat Lubliniecki

Od października ważny obowiązek dla przedsiębiorców. Bez e-Doręczeń mogą nie załatwić spraw

fot. Magnific

Opublikowany

,

Od 1 października 2026 roku przedsiębiorcy będą musieli posiadać aktywny Adres Doręczeń Elektronicznych. Zmiana ma znaczenie nie tylko przy odbieraniu korespondencji z urzędów. Brak aktywnego adresu może zablokować możliwość składania wniosków dotyczących działalności gospodarczej w CEIDG.

Nowe zasady oznaczają, że przedsiębiorca bez aktywnego adresu do e-Doręczeń może mieć problem z dokonaniem podstawowych zmian we wpisie firmy. Chodzi m.in. o zawieszenie lub wznowienie działalności, aktualizację adresu lub nazwy firmy, zmianę numeru rachunku, dopisywanie i wykreślanie kodów PKD, a także zamknięcie działalności i usunięcie jej z rejestru.

Dlatego osoby prowadzące firmy, które jeszcze nie uruchomiły e-Doręczeń, nie powinny odkładać tej formalności na ostatnią chwilę.

Samo założenie skrzynki jest bezpłatne i można zrobić to przez internet. Wniosek dostępny jest za pośrednictwem serwisów biznes.gov.pl oraz gov.pl. Do zalogowania można wykorzystać m.in. Profil Zaufany, aplikację mObywatel lub e-dowód.

Po wybraniu usługi dotyczącej założenia skrzynki do e-Doręczeń dla przedsiębiorcy należy wypełnić formularz i wskazać aktualny adres e-mail. To właśnie na niego będą przychodziły powiadomienia o nowej korespondencji urzędowej.

Po przejściu procedury przedsiębiorcy zostanie nadany indywidualny Adres Doręczeń Elektronicznych, który trafi do Bazy Adresów Elektronicznych. Od tego momentu oficjalna korespondencja z instytucjami publicznymi będzie mogła być prowadzona elektronicznie.

System e-Doręczeń ma służyć m.in. do kontaktu z urzędami, ZUS czy administracją skarbową. W praktyce ma zastępować część tradycyjnej korespondencji poleconej i przenieść jej obsługę do internetu.

Dla przedsiębiorców data 1 października jest więc niezwykle ważna. Po jej upływie brak aktywnego adresu może oznaczać realne problemy z załatwianiem spraw związanych z prowadzeniem firmy. 

Lubliniec

Rekordowy Bieg o Nóż Komandosa w Lublińcu. Ponad tysiąc zawodników na mecie jubileuszowej edycji

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Czesława Włuka

Jubileuszowy XXX Bieg Przełajowy o Nóż Komandosa w Lublińcu przeszedł do historii przede wszystkim pod względem frekwencji. Dziesięciokilometrową trasę ukończyło 1072 zawodników, a organizatorzy odnotowali również rekordową liczbę drużyn. W rozegranych równolegle XXI Mistrzostwach Polski Służb Mundurowych w Crossie zwyciężyli żołnierz Andrzej Starżyński oraz policjantka Julia Duda. Tegoroczna rywalizacja miała szczególny charakter także ze względu na powrót na trasę, którą przed laty pokonywał patron wydarzenia, gen. broni Włodzimierz Potasiński.

Jubileuszowa odsłona jednej z najbardziej rozpoznawalnych imprez sportowych organizowanych w Lublińcu odbyła się 10 października. Na starcie stanęli przedstawiciele wojska, policji, straży pożarnej oraz innych formacji mundurowych, a także cywilni zawodnicy. Uczestnicy mieli do pokonania wymagającą trasę przełajową, na której nie zabrakło piaszczystych podbiegów, leśnych ścieżek i przeprawy przez wodę. Zawodnicy służb mundurowych rywalizowali w pełnym umundurowaniu polowym lub ćwiczebnym.

Wśród mężczyzn po raz trzeci z rzędu triumfował st. szer. spec. Andrzej Starżyński z 4. Pułku Saperów w Dęblinie. Żołnierz od początku narzucił wysokie tempo i utrzymał prowadzenie aż do mety, pokonując trasę w czasie 36 minut i 28 sekund. Tym samym wyrównał osiągnięcie Szymona Kulki, który wcześniej jako jedyny zawodnik zwyciężał w Lublińcu trzy razy z rzędu, w latach 2015-2017.

Drugie miejsce zajął mł. kpt. Rafał Smoliński z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie, który stracił do zwycięzcy minutę i 19 sekund. Na trzeciej pozycji uplasował się sierż. Damian Skupiński, najlepszy spośród startujących policjantów. Jego strata do Starżyńskiego wyniosła dwie minuty i jedną sekundę. Funkcjonariusze policji zdominowali natomiast klasyfikację drużynową mężczyzn, zajmując wszystkie trzy miejsca na podium.

W rywalizacji kobiet najlepsza okazała się mł. asp. Julia Duda. Policjantka poprawiła ubiegłoroczny wynik, kiedy zajęła trzecie miejsce, i tym razem wyprzedziła reprezentującą Jednostkę Wojskową Komandosów oraz WKB Meta Lubliniec plut. Karolinę Pilarską. Przed rokiem Duda przegrała z nią o 12 sekund, natomiast podczas jubileuszowej edycji była szybsza o 32 sekundy.

Pilarska pozostaje jednocześnie najbardziej utytułowaną zawodniczką w historii imprezy. Na swoim koncie ma cztery zwycięstwa, odniesione w latach 2009, 2015, 2016 i 2022.

W czołowej czwórce tegorocznej rywalizacji kobiet znalazły się jeszcze dwie policjantki. Trzecie miejsce zajęła sierż. Dominika Bełka, a czwarte kom. Marta Gwizdalska. Reprezentantki policji zwyciężyły również w klasyfikacji drużynowej, w której ich zespoły zajęły pierwszą i trzecią lokatę. Drugie miejsce przypadło zawodniczkom Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu.

Tegoroczna edycja przyniosła organizatorom długo oczekiwany rekord frekwencji. Linię mety przekroczyło 1072 uczestników, czyli o 141 więcej niż przed rokiem. Rekordowa okazała się także liczba trzyosobowych drużyn, których sklasyfikowano aż 150.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył 85-letni Jacek Domański, najstarszy uczestnik, który ukończył dziesięciokilometrową trasę. Tym samym poprawił rekord wieku należący od 2013 roku do 84-letniego wówczas mjr Jana Stachowa. Obaj zawodnicy w przeszłości służyli w jednostkach obecnej 6. Brygady Powietrznodesantowej.

Jubileusz był również okazją do przypomnienia historii wydarzenia organizowanego od 1997 roku przez Wojskowy Klub Biegacza Meta Lubliniec. Tegoroczną trasę wytyczono podobnie jak w 2009 roku, kiedy w rywalizacji uczestniczył gen. broni Włodzimierz Potasiński, późniejszy patron biegu. Były dowódca Wojsk Specjalnych, który zginął w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku, pokonywał wówczas trasę wspólnie z gen. dyw. Romanem Polko.

Po 17 latach Polko ponownie stanął na starcie. W jubileuszowej edycji uczestniczył również gen. dyw. Mariusz Chmielewski, dowódca Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.

dyrektor sportowy wydarzenia i honorowy prezes WKB Meta Lubliniec.

Na trasie pojawił się także Rosiński, st. chor. sztab. rez. Zbigniew Rosiński, dyrektor sportowy wydarzenia i honorowy prezes WKB Meta Lubliniec. Był to dopiero jego drugi start w sztandarowej imprezie Mety. Pierwszy raz pobiegł w 2017 roku, już po zakończeniu 37-letniej służby wojskowej. Tym razem postanowił towarzyszyć najstarszemu uczestnikowi i symbolicznie przekroczył linię mety jako ostatni zawodnik.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Gałęzie nad jezdniami, suche konary i kolejne skargi. W Pawonkowie radni tracą cierpliwość

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Drzewa i krzewy wchodzące w pas drogowy, suche konary zagrażające bezpieczeństwu oraz utrudnienia w przejeździe większych pojazdów. Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Pawonków radni wskazywali kolejne ulice wymagające interwencji. Problem, jak podkreślali, powraca od lat, a wcześniejsze zgłoszenia nie zawsze przynoszą oczekiwane rezultaty. Wójt przekonywała natomiast, że kompleksowe uporządkowanie przydrożnej roślinności oznaczałoby wydatki liczone w setkach tysięcy złotych.

Temat zdominował znaczną część wolnych wniosków. Dyskusję rozpoczął Marek Jarkiewicz, który po poruszeniu kwestii prac gwarancyjnych na ulicy Kośmiderskiej zwrócił uwagę na rozrastającą się roślinność ograniczającą skrajnię dróg. Jak zaznaczył, mieszkańcy regularnie sygnalizują podobne utrudnienia, a problem nie dotyczy wyłącznie jednej miejscowości.

– Wielu mieszkańców zwracało uwagę na drzewa, krzewy, głównie na gałęzie, które nachodzą gdzieś tam na pas drogowy. TYm samym taka prośba, żeby zająć się też tym, bo to nie jest taka pierwsza uwaga ze strony mieszkańców. To się w zasadzie pojawia co roku – mówił radny.

Wójt wyjaśniła, że gmina nie prowadzi regularnego przycinania roślinności wzdłuż wszystkich dróg. Prace wykonywane są przede wszystkim w miejscach, w których pojawiają się konkretne utrudnienia. Zachęcała przy tym radnych do zgłaszania kolejnych lokalizacji wymagających interwencji.

Takie podejście spotkało się jednak z krytyką. Radna Zofia Kupiec wskazała ulicę Szkolną, gdzie mimo wcześniejszych sygnałów nadal występuje problem suchych drzew i konarów zwisających nad jezdnią. Zwróciła uwagę, że podczas silniejszego wiatru gałęzie spadają na drogę, co stwarza zagrożenie dla jej użytkowników.

– Ja muszę zaprzeczyć, że jest to na bieżąco robione, bo ja już zgłaszałam ulicę Szkolną – stwierdziła radna.

Podobne zastrzeżenia zgłosił radny Tomasz Płaszczyk, przypominając o sytuacji na ulicy Strażackiej. Jak wskazywał, sprawa była podnoszona już w ubiegłym roku, a wystające gałęzie nadal utrudniają przejazd większym samochodom. Kolejne zgłoszenia dotyczyły ulic Zielonej i Podleśnej oraz fragmentu ulicy Gwoździańskiej w Skrzydłowicach.

W odpowiedzi wójt zwróciła uwagę na finansową stronę problemu. Wyjaśniła, że usuwanie niewielkich krzewów jest stosunkowo proste, natomiast przycinanie wysokich drzew wymaga specjalistycznego sprzętu i zaangażowania odpowiednio przygotowanych ekip.

– Jakbyśmy tak chcieli wszystko, wiecie, pod linijkę, to mówimy o setkach tysięcy złotych w skali gminy – stwierdziła.

Argumenty dotyczące kosztów nie przekonały jednak wszystkich radnych. Marek Jarkiewicz zauważył, że regularne powracanie tych samych zagadnień podczas obrad świadczy o niewystarczającej skuteczności dotychczasowych działań.

– Po prostu uważam, że zbyt często to się pojawia na sesjach czy na komisjach, więc jakiś problem jest – powiedział.

Wójt podtrzymała stanowisko, że obecnie najrozsądniejszym rozwiązaniem pozostaje reagowanie na konkretne zgłoszenia, zamiast prowadzenia kosztownych prac na wszystkich drogach jednocześnie.

– W tej chwili robimy to w taki sposób interwencyjny i do tego zachęcam. Jak coś gdzieś wystaje za bardzo albo coś wisi, dawajcie nam znać. Będziemy to realizować – zapewniła.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Nowe inwestycje nie rozwiążą tego problemu. Na sesji w Koszęcinie zwrócono uwagę na alarmujące zjawisko

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Shutterstock

Gmina Koszęcin inwestuje w modernizację placówek oświatowych, choć coraz większym wyzwaniem staje się sytuacja demograficzna. Podczas ostatniej sesji rady gminy poinformowano o zakończeniu części remontów w przedszkolach oraz pracach prowadzonych w budynkach szkolnych. Jednocześnie komisja oświaty zwróciła uwagę na drastyczny spadek liczby dzieci. To problem, który w kolejnych latach może mieć istotne znaczenie dla organizacji i finansowania gminnej edukacji.

O postępach inwestycji wójt Anna Korzekwa-Wojtal informowała w sprawozdaniu z działalności międzysesyjnej. Okres wakacyjny wykorzystano na przeprowadzenie modernizacji kilku placówek przedszkolnych. Część zaplanowanych robót została już zakończona, jednak nie wszystkie przedsięwzięcia udało się sfinalizować przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.

Prace nadal trwają między innymi w Szkole Podstawowej w Strzebiniu, gdzie modernizowana jest kotłownia. Równolegle realizowane są przedsięwzięcia termomodernizacyjne w kolejnych obiektach oświatowych. Ich celem jest poprawa stanu technicznego budynków oraz warunków ich użytkowania.

Znacznie poważniejszy w perspektywie kolejnych lat problem pojawił się jednak w sprawozdaniu komisji oświaty, wychowania, kultury i polityki socjalnej. Radni analizowali realizację zadań oświatowych w poprzednim roku szkolnym, a jednym z poruszonych zagadnień była zmieniająca się sytuacja demograficzna gminy.

– W sprawach bieżących podjęto temat drastycznego spadku demograficznego oraz edukacji włączającej – przekazano w sprawozdaniu komisji.

To istotny sygnał, ponieważ malejąca liczba dzieci może w przyszłości oznaczać konieczność dostosowania organizacji placówek do rzeczywistych potrzeb. Mniejsza liczba uczniów nie musi bowiem przekładać się na proporcjonalne ograniczenie kosztów utrzymania szkół. Budynki nadal wymagają ogrzewania, remontów i bieżącej obsługi, niezależnie od tego, ilu uczniów uczęszcza na zajęcia.

Samorząd stoi zatem przed wyzwaniem pogodzenia dwóch kwestii. Z jednej strony przeznacza środki na poprawę infrastruktury edukacyjnej, z drugiej musi uwzględniać zmiany demograficzne, które mogą wpływać na przyszłe wydatki i sposób funkcjonowania placówek.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Kontrola w lublinieckim SP ZOZ zakończona. Radny apeluje o większą transparentność umów i kontraktów

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Mirosław Włodarczyk/Starostwo Powiatowe w Lublińcu

Komisja rewizyjna zakończyła doraźną kontrolę lublinieckiego SP ZOZ, a rada powiatu przyjęła jej wyniki. Podczas samej sesji nie przedstawiono jednak szczegółowo wszystkich ustaleń kontrolujących. W dyskusji mocno wybrzmiał za to apel, aby działania placówki były lepiej dokumentowane, a zawierane w przyszłości umowy i kontrakty nie pozostawiały wątpliwości co do ich przejrzystości.

Kontrola nabiera szczególnego znaczenia w sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie powiatowy szpital. Samorząd przygotowuje przekształcenie SP ZOZ w spółkę, a równolegle mierzy się z problemami finansowymi i kadrowymi placówki. W ostatnich miesiącach dyskusję zdominowały między innymi jej wysokie zadłużenie oraz zajęcia komornicze rachunków.

Przed głosowaniem nad wynikami kontroli głos zabrał jeden z radnych. Podziękował komisji rewizyjnej za wykonane czynności, ale jednocześnie zwrócił uwagę na wnioski, które jego zdaniem powinny mieć znaczenie dla dalszego funkcjonowania szpitala.

– Chciałem podziękować panu przewodniczącemu oraz komisjom za zajęcie się tą sprawą. Za przeprowadzenie kontroli i podsunięcie takich wniosków, żeby właśnie na przyszłość było to wszystko lepiej udokumentowane. Aby ta transparentność była bardzo ważna, jeżeli chodzi o tą placówkę, która jest właśnie jeszcze w takim ciężkim stanie – mówił radny.

Szczególnie istotny okazał się wątek zobowiązań, które szpital będzie zaciągał w przyszłości. W czasie przygotowań do zmiany formy prawnej placówki sposób zawierania i dokumentowania kolejnych umów może mieć jeszcze większe znaczenie.

– Mam nadzieję, że przyszłe umowy, przyszłe kontrakty nie będą budziły żadnych wątpliwości – podkreślił.

Na tym jednak szersza dyskusja o samej kontroli właściwie się zakończyła. Podczas obrad nie przedstawiono szczegółowo, jakie konkretnie kwestie badała komisja rewizyjna, jakie problemy stwierdziła ani czego dokładnie dotyczą wypracowane przez nią wnioski.

Rada przyjęła wyniki kontroli jednogłośnie.

CZYTAJ DALEJ

Ciasna

Ciasna rusza z przetargiem bez pewnej dotacji. Urzędnicy tłumaczą, dlaczego warto się spieszyć

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Ciasna (zdjęcie ilustracyjne)

Gmina Ciasna nie ma jeszcze ostatecznej decyzji o przyznaniu dofinansowania na inwestycje związane z retencją, ale chce rozpocząć procedurę przetargową jeszcze przed podpisaniem umowy. Samorząd liczy na około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia na dwa stawy. Jeśli pieniądze ostatecznie nie zostaną przyznane, postępowanie będzie mogło zostać unieważnione. Pośpiech ma konkretny powód, bowiem gmina chce jak najszybciej poznać rzeczywisty koszt prac i w razie potrzeby zawalczyć o zwiększenie dofinansowania.

Złożone przez samorząd wnioski przeszły już ocenę formalną i są na końcowym etapie oceny merytorycznej. Jak wynikało z jego wypowiedzi, sygnały dotyczące szans na uzyskanie pieniędzy są optymistyczne.

– Słuchy dochodzą, że te wnioski wszystkie przejdą pozytywnie ocenę merytoryczną – mówił.

Stawką jest około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia. Dofinansowanie nie pokryje jednak całego przedsięwzięcia, ponieważ samorząd będzie musiał zapewnić również własny udział.

– Tam mamy 1,6 mln zł na te dwa stawki plus 20 proc. gmina musi dołożyć, czyli prawie 400 tys. zł – wyliczał wójt.

Mimo że ostatecznej decyzji jeszcze nie ma, gmina nie zamierza czekać z przygotowaniem postępowania. Przetarg ma zostać ogłoszony z zastrzeżeniem zabezpieczającym samorząd na wypadek nieotrzymania oczekiwanego wsparcia.

– Poleciłem zrobić już przetarg na to z klauzulą, że jeżeli nie dostaniemy pieniędzy, to trzeba będzie wniosek anulować – poinformował.

Takie rozwiązanie ma przede wszystkim pozwolić wcześniej zweryfikować, ile wykonawcy rzeczywiście zażądają za realizację inwestycji. W ostatnich latach samorządy wielokrotnie mierzyły się z sytuacją, w której oferty składane w przetargach przekraczały zabezpieczone budżety. Ciasna chce znać ewentualną różnicę jeszcze na etapie, na którym możliwe będzie poszukiwanie dodatkowego finansowania.

– Jeżeli przetarg wyjdzie większy niż mamy alokacji, to po podpisaniu umowy można się będzie zwrócić o zwiększenie alokacji. Taka możliwość jest i z takiej możliwości na pewno skorzystamy – zapowiedział włodarz.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Mocne spięcie o szpital. Starosta do radnych z komisji zdrowia: Nie było żadnego pomysłu, ani programu

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Shutterstock

Przekształcenie lublinieckiego SP ZOZ w spółkę jest dopiero przygotowywane, ale już wywołuje spór o to, kto i na jakim etapie będzie miał wpływ na przyszły kształt placówki. Podczas ostatniej sesji rady powiatu radni domagali się bieżącego informowania o postępach i włączenia komisji zdrowia w prace. Dyskusja szybko przerodziła się w ostrą wymianę zdań. Starosta zarzucił komisji, że przez dwa lata sama nie przygotowała żadnej koncepcji dotyczącej szpitala.

Jedna z głównych obaw dotyczy sposobu procedowania decyzji o utworzeniu spółki. Radni chcieli wiedzieć, czy będą poznawali kolejne etapy prac, czy też za kilka miesięcy otrzymają gotowe rozwiązanie, wymagające szybkiego rozstrzygnięcia.

– Czy nie znajdziemy się w momencie, że za pięć miesięcy na sesji rady powiatu będziemy głosować i będziemy musieli podejmować decyzję na już? Czy może komisja zdrowia zostanie włączona w tę pracę? – pytał jeden z radnych.

Starosta zapewniał, że przed ostateczną decyzją zarówno komisja, jak i cała rada mają poznać założenia przygotowywanej spółki.

– My to przedstawimy i na komisji zdrowia, i przedstawimy na radzie, żeby każdy radny głosując za utworzeniem tej spółki miał świadomość i miał pewną wiedzę, jak ma to wyglądać i jakie są reguły gry dla tej spółki – zadeklarował.

Zapewnienie nie zamknęło dyskusji. Jedna z radnych wprost zaznaczyła, że oczekuje informacji nie dopiero przed głosowaniem, lecz na kolejnych etapach przygotowywania przekształcenia. Nawiązała przy tym do wcześniejszego sposobu procedowania spraw dotyczących SP ZOZ.

– Trzymam pana za słowo, że tak właśnie będzie, że państwo na każdym etapie będziecie informowali nas, radnych, ale też opinię publiczną o przebiegu tego postępowania. Osobiście bardzo też chciałabym uniknąć takiej sytuacji, że przyjdziemy na sesję i na tej sesji będziemy otrzymywali projekty uchwał, które za chwilę będą poddane pod głosowanie – mówiła.

To wywołało reakcję starosty. Nie zgodził się z sugestią, że istotne kwestie związane ze szpitalem mogły wcześniej trafiać pod obrady bez odpowiedniego omówienia.

– Szanowna pani radna, nie przypominam sobie ani jednego tematu, który byśmy nie omawiali na sesji, a byłby ważny dla SPZOZ-u – odpowiedział Joachim Smyła.

Chwilę później wymiana zdań stała się jeszcze ostrzejsza. Starosta przeniósł ciężar dyskusji na działalność samej komisji zdrowia i zarzucił jej brak własnych propozycji dotyczących przyszłości placówki.

– Bo tak mi się wydaje, że od dwóch lat komisja zdrowia jeszcze żadnej koncepcji nie przygotowała. Nie miała żadnego pomysłu, żadnego programu – stwierdził.

Jednocześnie zadeklarował gotowość do wspólnych prac, wskazując, że komisja może aktywnie uczestniczyć w przygotowywaniu nowej struktury SP ZOZ.

– Więc tutaj jakby się komisja zdrowia włączyła do tego procesu, o którym my mówimy, to bardzo byśmy byli wdzięczni i moglibyśmy wspólnie wypracować coś, nad czym będziemy debatować tutaj na tej sali – dodał Smyła.

CZYTAJ DALEJ

Kochanowice

Plac zabaw, na którym nie zmieściły się urządzenia. Sołtys nie kryła oburzenia: Jest mi wstyd

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Kochanowice/Screenshot

Plac zabaw, który miał służyć dzieciom i cieszyć mieszkańców, stał się powodem ostrej wymiany zdań podczas ostatniej sesji Rady Gminy Kochanowice. Sołtys jednej z miejscowości zarzuciła urzędowi brak komunikacji, wskazywała na kuriozalny kształt ogrodzenia i ujawniła, że na wyznaczonym terenie nie zmieściły się wszystkie zaplanowane urządzenia. Wójt tłumaczył problemy skomplikowaną historią projektu oraz ograniczeniami własnościowymi. Dyskusja pokazała jednak, że nie chodzi wyłącznie o nieudane zagospodarowanie terenu, ale również o odpowiedzialność za przygotowanie inwestycji, której obecny wygląd budzi niezadowolenie miejscowej społeczności.

Sprawa pojawiła się podczas wolnych wniosków. Sołtys relacjonowała, że przez wiele miesięcy próbowała uzyskać informacje o postępach przedsięwzięcia. Podobne starania miał podejmować przedstawiciel miejscowej OSP. Jak przekonywała, zapewniano ich, że wszystko przebiega prawidłowo. Dopiero rozpoczęcie prac ujawniło problemy, których wcześniej nikt z nimi nie konsultował.

– Kto tak naprawdę odpowiada za obecny stan tego placu zabaw? Chciałabym, żeby to było wyjaśnione, żeby mieszkańcy się dowiedzieli, ponieważ większość obarcza mnie winą – mówiła sołtys.

Największe zastrzeżenia dotyczyły sposobu wyznaczenia granic obiektu. Ogrodzenie poprowadzono w sposób, który zdaniem sołtys trudno racjonalnie uzasadnić. Z jednej strony przebiega prosto, z drugiej tworzy nieregularne załamania. Jeszcze większe zdziwienie wywołało to, że na tak przygotowanym terenie zabrakło miejsca na część wyposażenia.

– Okazało się, że te pięć mniejszych urządzeń, które wybrałam, bo to jedyne na co miałam wpływ, nie zmieściły się. Dziwnym trafem, więc słuchajcie, coś jest nie tak – stwierdziła.

Sołtys zwróciła również uwagę na przewód instalacji fotowoltaicznej przebiegający przez teren przeznaczony dla dzieci. Pytała o bezpieczeństwo takiego rozwiązania oraz o to, dlaczego poszczególne elementy inwestycji nie zostały wcześniej odpowiednio skoordynowane.

Wójt wyjaśniał, że przedsięwzięcie ma swoją historię sięgającą 2022 roku. Wniosek składano za pośrednictwem ochotniczej straży pożarnej, a dokumentacja przechodziła przez ręce kilku osób, z których część nie pracuje już w urzędzie. Wskazywał również na ograniczenia wynikające z granic nieruchomości, którymi samorząd mógł dysponować.

– Jeśli chodzi o wniosek, to składała straż, więc odpowiedzialność się jakoś tam rozmywa, ponieważ my jako urzędnicy prowadziliśmy ten wniosek jakby na zlecenie straży – tłumaczył Jacek Mokros.

Takie przedstawienie sprawy spotkało się jednak ze sprzeciwem. Jeden z uczestników dyskusji przypomniał, że strażacy zostali wcześniej zachęceni do udziału w przedsięwzięciu właśnie dlatego, że wniosek należało złożyć za pośrednictwem stowarzyszenia.

– To tak do końca nie wyglądało, panie wójcie, jak pan to teraz przedstawił, że straże wnioskowały. Bo straże zostały zaproszone na spotkanie i było powiedziane, że musimy to robić przez stowarzyszenia, najlepiej przez was – padło podczas obrad.

Sołtys nie przyjęła również argumentacji dotyczącej wieloletniej historii projektu. Podkreślała, że niezależnie od formalnej odpowiedzialności za dokumentację osoby zaangażowane w sprawy miejscowości powinny wiedzieć, co powstaje i jakie problemy pojawiają się podczas realizacji.

– Zero jakiejkolwiek komunikacji. Naprawdę od samego początku – stwierdziła.

Jak relacjonowała, mieszkańcy nie kryją zdziwienia wyglądem powstającego obiektu. Pretensje kierują jednak przede wszystkim do niej, mimo że nie miała wpływu na najważniejsze rozwiązania projektowe.

– Ludzie chodzą, pukają się w głowy i dziwią się co wyście tu postawili? Czy tu szóstka dzieci wejdzie? Okazało się, że piaskownica się nie zmieści. To był pomysł gminy, że coś z drugiej strony zrobić, znowu jakiś trójkąt. No to z tego ogrodzenia taka gwiazda wyszła. No to już jest paranoja totalna – mówiła.

Wójt zapewnił, że samorząd zamierza doprowadzić inwestycję do końca. Rozwiązaniem ma być uzyskanie możliwości zagospodarowania sąsiedniego terenu, co wymaga uzgodnień ze starostwem, a następnie wprowadzenie zmian w projekcie. Pozwoliłoby to powiększyć plac i rozmieścić urządzenia zgodnie z pierwotnymi założeniami.

Na razie jednak zamiast gotowego miejsca rekreacji dla dzieci mieszkańcy mają inwestycję wymagającą kolejnych formalności. Najbardziej wymownym podsumowaniem dyskusji były słowa samej sołtys.

– Nie wiem, czy państwo byliście to zobaczyć. Jeśli nie, to polecam. Bo na czas obecny naprawdę jest mi wstyd, że mamy taki plac zabaw – skwitowała.

CZYTAJ DALEJ

Boronów

Nowa droga do strefy przemysłowej budzi obawy. Mieszkańcy Boronowa boją się ciężarówek pod oknami

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Przebudowa ulicy Leśnej i budowa połączenia z Dębową Górą mają usprawnić dojazd do strefy przemysłowej w Boronowie. Inwestycja nie została jeszcze zakończona, a już pojawiają się obawy dotyczące przyszłego natężenia ruchu. Podczas ostatniej sesji rady gminy jedna z radnych domagała się przedstawienia docelowej organizacji ruchu. Chodzi przede wszystkim o to, czy samochody ciężarowe obsługujące przedsiębiorstwa nie zaczną korzystać z ulic przebiegających w pobliżu domów mieszkańców.

Temat pojawił się w części obrad poświęconej wolnym głosom i wnioskom. Radna przypomniała o złożonym wcześniej wniosku dotyczącym przyszłych zasad poruszania się po przebudowywanej ulicy Leśnej oraz nowym połączeniu z Dębową Górą. Jej zdaniem mieszkańcy powinni poznać planowane rozwiązania, zanim droga zostanie oddana do użytkowania.

– Chciałabym, żeby tutaj wszyscy mieszkańcy i myśmy się też zapoznali, jaka będzie tam docelowa organizacja ruchu – mówiła.

Najwięcej wątpliwości budzi przyszły przebieg tras wykorzystywanych przez ciężki transport. Radna przypomniała, że nowe połączenie powstaje między innymi po to, aby zapewnić odpowiedni dojazd do terenów przemysłowych. Obawia się jednak, że bez właściwego oznakowania i ograniczeń część samochodów ciężarowych może pojawić się na drogach, które dotychczas nie były przygotowane do obsługi takiego ruchu.

– Żeby ta organizacja ruchu była w ten sposób prowadzona, żeby nie utrudniała tutaj mieszkańcom dotychczasowej starej ulicy i tej nowej – argumentowała.

Jak wskazywała, brak oficjalnych informacji powoduje, że wśród mieszkańców krążą różne przypuszczenia dotyczące przyszłego układu komunikacyjnego.

– Każdy ma tam różne wyobrażenia. Jedni mówią, że tu będą jeździć, a inni jeszcze inaczej – zauważyła.

Tym samym radna oczekuje przedstawienia konkretnych rozwiązań, które pozwolą ustalić, jakie trasy zostaną udostępnione samochodom ciężarowym i czy przewidziano ograniczenia chroniące okoliczne ulice przed nadmiernym ruchem.

Sprawa jest tym istotniejsza, że sama przebudowa Leśnej napotkała już problemy techniczne. Badania gruntu wykazały konieczność dodatkowej stabilizacji podłoża, co wpłynęło na zakres prowadzonych prac.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Powiat odwołał się w sprawie S11. Starosta liczy, że protesty zmienią sytuację

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker (zdjęcie ilustracyjne)

Powiat lubliniecki formalnie włączył się w dalszy spór o przebieg drogi ekspresowej S11. Podczas ostatniej sesji rady powiatu starosta potwierdził, że samorząd złożył odwołanie od decyzji dotyczącej inwestycji. Dokument został wysłany w wymaganym terminie. Władze powiatu liczą, że ich stanowisko oraz sprzeciw innych podmiotów wpłyną na dalszy bieg sprawy.

W trakcie obrad jeden z radnych nawiązał do wcześniejszego posiedzenia komisji bezpieczeństwa i drogownictwa, podczas którego dyskutowano o budzącej emocje inwestycji. W spotkaniu uczestniczył również radny miejski Jan Maniura, który apelował, aby powiat aktywnie włączył się w działania dotyczące S11.

Podczas sesji chciał ustalić, czy wcześniejsze rozmowy zakończyły się formalnym działaniem. Starosta potwierdził, że powiat nie ograniczył się do deklaracji i skorzystał z możliwości odwołania.

– Tak. Oczywiście złożyliśmy w terminie odwołanie, poszło to odwołanie i mam nadzieję, że te inne odwołania przyniosą taki efekt, o jakim byśmy mówili już chyba dwa lata temu na sesji, gdzie podejmowaliśmy wszyscy stosowną uchwałę w sprawie przebiegu S11 – odpowiedział.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Karolina Famuła długo nie porządziła. Kolejna zmiana na czele lublinieckiego szpitala

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Lublińcu

Kolejna zmiana kierownictwa lublinieckiego szpitala. Zarząd powiatu podjął dziś decyzję o rozwiązaniu umowy z dotychczasową dyrektor Karoliną Famułą. Jej obowiązki przejmie Robert Rychel, menedżer z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, który wcześniej zarządzał placówkami medycznymi w Piekarach Śląskich i Jastrzębiu-Zdroju.

Decyzja zapadła podczas wtorkowego posiedzenia zarządu powiatu. Umowa z Karoliną Famułą została rozwiązana za porozumieniem stron. Jednocześnie samorząd zdecydował o zatrudnieniu Roberta Rychela, któremu powierzono pełnienie obowiązków dyrektora lublinieckiego SP ZOZ.

Jak poinformowało starostwo powiatowe, nowy szef placówki ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu podmiotami leczniczymi. Wcześniej pełnił funkcję prezesa zarządu Piekarskiego Centrum Medycznego Sp. z o.o. w Piekarach Śląskich. W latach 2019-2024 kierował natomiast Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju.

Rychel jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Uzyskał również studia MBA w Szkole Głównej Menedżerskiej w Warszawie. Ukończył ponadto studia podyplomowe z zarządzania w ochronie zdrowia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach oraz zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Śląskim.

Zmiana kierownictwa następuje w szczególnie trudnym okresie dla lublinieckiego szpitala. Placówka od dłuższego czasu zmaga się z poważnymi problemami finansowymi, a władze powiatu przekonują, że prowadzą działania zmierzające do zmiany jej formy organizacyjno-prawnej. Wśród rozważanych rozwiązań znalazło się przekształcenie SP ZOZ w spółkę prawa handlowego.

CZYTAJ DALEJ

Ciasna

Koniec kursów do Sierakowa po paliwo? Ciasna szykuje własny punkt tankowania

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Kingmaker

Gmina Ciasna przygotowuje własne zaplecze paliwowe dla sprzętu komunalnego. Trzy zbiorniki mają pozwolić tankować maszyny na miejscu, bez konieczności każdorazowych przejazdów na stację paliw w Sierakowie Śląskim. Wójt przekonywał podczas przedostatniej sesji, że takie rozwiązanie pozwoli ograniczyć nie tylko koszty, ale przede wszystkim czas tracony przez pracowników na dojazdy.

Przygotowania techniczne do uruchomienia zbiorników mogą już ruszyć. Kolejnym krokiem będzie postępowanie dotyczące dostaw paliwa.

– Dostaliśmy zielone światło na podłączenie trzech zbiorników na paliwo, więc będziemy już robić przetarg – mówił wójt.

Pierwotne założenia dotyczące zakupu trzeba było jednak zmienić ze względu na ceny. Samorząd zamierza na początek zamówić stosunkowo niewielką ilość paliwa.

– Będziemy robić przetarg na dwa tysiące litrów. Na razie tylko taki, bo jest bardzo wysoka cena paliwa – przekazał.

Za stworzeniem własnego punktu tankowania przemawiają przede wszystkim względy organizacyjne. Obecnie pracownik obsługujący maszynę w innej części gminy w przypadku konieczności uzupełnienia paliwa musi przerwać wykonywane zadanie i pojechać na stację. Wójt jako przykład podał prace prowadzone w Glinicy.

– Nie będą jeździć do Sierakowa na stację paliw, tylko będą na miejscu tankowali. Oszczędzą czas, bo zatankują i są do dyspozycji. A tak jak kosi, a jest w Glinicy i zabraknie mu paliwa, to musi jechać do Sierakowa do tankowania – tłumaczył.

Trzy zbiorniki mają być częścią większego zaplecza technicznego tworzonego przez gminę. Samorząd przygotowuje również miejsce dla maszyn i urządzeń, a równolegle planuje zakup agregatów prądotwórczych wykorzystywanych między innymi w sytuacjach awaryjnych.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Czy interna miała zostać zawieszona? Zarząd powiatu nie znał odpowiedzi, radni przywołali pismo dyrektor

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Starostwo Powiatowe w Lublińcu

Czy oddział chorób wewnętrznych lublinieckiego szpitala był zagrożony zawieszeniem od początku października? Pytanie o jeden z kluczowych oddziałów SP ZOZ wywołało podczas ostatniej sesji rady powiatu nerwową dyskusję. Największe zdziwienie wzbudziło jednak to, że przedstawiciele zarządu początkowo nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć, jaka jest aktualna sytuacja. Dopiero informacje przywołane przez jedną z radnych wskazały, że obsada miała zostać zabezpieczona do końca października.

Sprawę podniósł jeden z radnych. Zwrócił uwagę, że informacje o możliwym czasowym zawieszeniu interny pojawiały się już wcześniej, a problem miał mieć związek z brakami kadrowymi. Chciał wiedzieć, czy oddział będzie normalnie funkcjonował od następnego dnia.

– Istnieje zagrożenie zawieszenia tymczasowego oddziału wewnętrznego i szkoda, że nie ma pani dyrektor. Szczególnie w tym momencie. Myślę, że warto by było, żeby rada powiatu dowiedziała się, czy nastąpi zawieszenie oddziału wewnętrznego, bo wiem, że były jakieś problemy związane z problemem kadrowym – mówił radny.

Odpowiedź starosty pokazała, że w tym momencie zarząd nie dysponował informacją pozwalającą rozwiać wątpliwości.

– Nie, nie mamy tej wiedzy. Myślę, że to zapytanie też skierujmy na ręce pani dyrektor – stwierdził Joachim Smyła.

Radny nie uznał tego za wystarczające. Argumentował, że skoro ewentualna zmiana miałaby nastąpić już następnego dnia, rada powinna otrzymać odpowiedź jeszcze podczas obrad. Zaproponował nawet przerwę i bezpośredni kontakt z dyrektor Karoliną Famułą.

 

Starosta tłumaczył jej nieobecność obowiązkami związanymi ze szpitalem. Dyrektor miała w tym czasie prowadzić rozmowy z przedstawicielką NFZ, a następnie podpisać akt notarialny dotyczący rozłożenia na raty zadłużenia wobec firmy ciepłowniczej. Jednocześnie przekonywał, że zawieszenie oddziału nie mogłoby nastąpić bez wcześniejszych sygnałów.

– Nie można zamknąć oddziału czy zawiesić z dnia na dzień, więc byśmy już wiedzieli, że coś takiego ma miejsce – mówił.

Dyskusja na tym jednak się nie zakończyła. Radny podkreślił, że jego pytanie nie opiera się na nieoficjalnych pogłoskach. Przywołał publicznie dostępne pismo dyrektor szpitala, w którym problem interny został powiązany z dostępnością lekarzy.

– Pani dyrektor tak odpisała tutaj, to pismo jest dostępne publicznie, iż przyczyną potencjalnego zawieszenia oddziału chorób wewnętrznych jest brak kadry lekarskiej. Utrzymanie oddziału chorób wewnętrznych zależy od pozyskania nowych lekarzy świadczących usługi na oddziale chorób wewnętrznych – wskazywał.

Dopiero później jedna z radnych przywołała informacje przekazane tydzień wcześniej podczas posiedzenia komisji zdrowia. Z jej relacji wynikało, że sytuację udało się przynajmniej czasowo opanować.

– Pan doktor oświadczył, że wycofuje urlop i będzie pracował przez cały październik – relacjonowała.

Jak dodała, podczas komisji informowano również o innych lekarzach mających pełnić dyżury, a ciągłość pracy oddziału miała być zabezpieczona do końca października.

Ostatecznie z dyskusji wyłoniła się więc uspokajająca informacja dotycząca najbliższych tygodni. Pozostał jednak drugi problem – przepływ informacji pomiędzy dyrekcją SP ZOZ, zarządem powiatu i radnymi. W chwili rozpoczęcia dyskusji przedstawiciele organu prowadzącego szpital nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o sytuację interny, choć wcześniej sama dyrektor oficjalnie wskazywała na możliwość jej zawieszenia z powodu braków kadrowych.

Informacje z komisji zdrowia odsuwają problem przynajmniej do końca października. Nie rozstrzygają jednak, co stanie się później, jeśli szpital nie zapewni stabilnej obsady lekarskiej. W sytuacji trwających przygotowań do przekształcenia SP ZOZ kwestia przyszłości interny pozostaje więc jednym z problemów, do których powiat będzie musiał wrócić.

CZYTAJ DALEJ

Herby

Budżet bez pytań, inwestycje bez dyskusji. Radni podczas sesji w Herbach nie mieli wiele do powiedzenia

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Herby/Screenshot

Bez interpelacji, bez dyskusji nad zmianami w budżecie i bez większych pytań w sprawach gminy. Ostatnia sesja Rady Gminy Herby przebiegła wyjątkowo spokojnie, a aktywność radnych podczas właściwych obrad ograniczała się przede wszystkim do kolejnych głosowań. Nawet petycja dotycząca transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci, określona przed głosowaniem jako „trudny temat”, nie wywołała na sali żadnej dyskusji.

Początek obrad upłynął pod znakiem sprawozdań. Wójt przedstawiła informacje o realizacji uchwał oraz zarządzeniach wydanych w okresie międzysesyjnym. Radni usłyszeli również o prowadzonych inwestycjach. Sprawozdanie nie stało się jednak punktem wyjścia do szerszej rozmowy o sytuacji w gminie. Nie było pytań o problemy przy realizacji poszczególnych zadań, terminy ich zakończenia czy ponoszone koszty.

Podobnie wyglądał punkt poświęcony interpelacjom. Gdy przewodnicząca zapytała, czy któryś z samorządowców przygotował pisemne wystąpienie, odpowiedzią była cisza.

Radni zdecydowanie częściej korzystali tego dnia z przycisków do głosowania niż z mikrofonów. Bez pytań przyjęli ocenę zasobów pomocy społecznej gminy. Większego zainteresowania nie wywołała również petycja dotycząca zasad postępowania urzędu stanu cywilnego w sprawach transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa osób tej samej płci. Sprawą dzień wcześniej zajmowała się komisja skarg, wniosków i petycji. Po zapoznaniu się z dokumentem oraz wyjaśnieniami dotyczącymi obowiązujących zasad komisja jednogłośnie uznała petycję za bezzasadną.

Podczas sesji temat, który potencjalnie mógł wywołać szerszą wymianę zdań, został sprowadzony właściwie do przedstawienia projektu i głosowania.

– Jest to temat trudny, ale musimy podjąć taką uchwałę – padło podczas sesji.

Na tym dyskusja praktycznie się zakończyła. Wszystkich 15 radnych zagłosowało za uchwałą uznającą petycję za bezzasadną.

Podobny scenariusz powtórzył się przy zmianach w tegorocznym budżecie. Radni mieli kolejną możliwość zadawania pytań podczas obrad, ale niestety z niej nie skorzystali.

– Czy może ktoś z państwa chciałby się coś dopytać pani skarbnik? – usłyszeli.

Chętnych do dyskusji jednak nie było. Uchwałę poddano więc pod głosowanie i ponownie przyjęto ją jednogłośnie.

W efekcie najważniejsze decyzje podejmowane podczas sesji przechodziły bez debaty. Nie było sporu o budżet, pytań o prowadzone zadania ani interpelacji dotyczących problemów zgłaszanych przez mieszkańców. Z przebiegu obrad wynikało, że zasadnicza część merytorycznej rozmowy została przeniesiona na wcześniejsze posiedzenia komisji.

Sama wójt pod koniec sesji zwróciła na to uwagę.

– Wczoraj na komisji było więcej pytań – powiedziała.

Dopiero w punkcie dotyczącym zapytań i spraw różnych pojawiły się krótkie głosy radnych. Nie dotyczyły jednak problemów czy zastrzeżeń wobec działalności samorządu. Jedna z radnych wykorzystała za to końcówkę sesji przede wszystkim do złożenia podziękowań za organizację jednego z wydarzeń. Na tym aktywność samorządowców właściwie się zakończyła.

CZYTAJ DALEJ

Lubliniec

Starostwo szykuje prawie dwumilionowy zakup. Chodzi o dwie karetki

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Dwa nowe ambulanse z napędem na cztery koła mają trafić do ratownictwa medycznego w powiecie lublinieckim. Zarząd rozpoczął już przygotowania zakupu, a wartość przedsięwzięcia przedstawiona podczas ostatniej sesji wynosi 1,8 mln zł.

O przygotowaniach poinformował starosta, przedstawiając sprawozdanie z działalności zarządu w okresie międzysesyjnym. Postępowanie dotyczące nabycia pojazdów ma być prowadzone przy udziale dyrektor SP ZOZ Karoliny Famuły.

Początkowo w wypowiedzi pojawiła się informacja o jednym ambulansie. Chwilę później starosta doprecyzował jednak, że planowane przedsięwzięcie ma być większe.

– Chodzi o zakup dwóch karetek w kwocie 1,8 mln zł – dodał.

Pojazdy mają służyć ratownictwu medycznemu działającemu obecnie w strukturze lublinieckiego SP ZOZ. Zakup jest powiązany z działaniami powiatu w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Plan ogólny Pawonkowa z poślizgiem. Wójt studzi oczekiwania mieszkańców

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Urząd Gminy Pawonków/Screenshot

Mieszkańcy gminy Pawonków, którzy czekają na możliwość zapoznania się z projektem planu ogólnego, najprawdopodobniej będą musieli poczekać dłużej, niż wcześniej zakładano. Dokument trafił już do opiniowania, jednak z urzędu płyną sygnały, że konieczne mogą być poprawki. Wójt podczas ostatniej sesji przyznała, że na wyłożenie projektu w październiku raczej nie ma co liczyć.

Jak poinformowała włodarz, samorząd zakończył kolejny etap przygotowywania dokumentu i przekazał go instytucjom uczestniczącym w procedurze.

– Plan ogólny został wysłany już w całość do zaopiniowania – usłyszeli radni.

Termin na wydanie opinii upłynął 10 października. Problem w tym, że jeszcze przed jego zakończeniem do urzędu zaczęły docierać sygnały wskazujące na konieczność dokonania zmian. To może przesunąć dalsze prace i oddalić moment, w którym projekt zostanie przedstawiony mieszkańcom.

– Podejrzewamy, bo już telefony z instytucji odbieramy, że będą poprawki. Że instytucje będą nanosiły swoje jakieś tam uwagi – mówiła wójt.

Skala ewentualnych zastrzeżeń na razie nie jest znana. Od ich liczby i charakteru będzie jednak zależało, ile czasu zajmie poprawienie dokumentu i kiedy samorząd będzie mógł przejść do kolejnego etapu.

Wójt wyraźnie ostudziła przy tym oczekiwania dotyczące październikowego terminu.

– Na to wyłożenie na październik bym jeszcze się nie nastawiała. Raczej w grę wchodzi końcówka roku – zaznaczyła.

Nie padła jednak konkretna data. Oznacza to, że właściciele nieruchomości zainteresowani przyszłymi możliwościami zagospodarowania swoich gruntów nadal pozostają bez precyzyjnego terminu, w którym będą mogli zapoznać się z projektem na dalszym etapie procedury.

 

CZYTAJ DALEJ

Ciasna

Ponad pięć milionów deficytu. Ciasna sięgnie po kredyt, pożyczki i pieniądze pozostające na rachunku

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Urząd Gminy Ciasna

Deficyt tegorocznego budżetu gminy Ciasna przekroczył 5,3 mln zł. Podczas przedostatniej sesji radni przyjęli kolejne zmiany w planie finansowym, wskazując jednocześnie, w jaki sposób samorząd zamierza pokryć różnicę pomiędzy dochodami a wydatkami. W grę wchodzą pożyczki, kredyt oraz niewykorzystane wcześniej środki pozostające na rachunku budżetu. Uchwała przeszła bez większej dyskusji, choć nie uzyskała jednogłośnego poparcia.

W ramach korekty tegorocznego budżetu zwiększono między innymi przychody o ponad 842 tys. zł. Pieniądze mają służyć zabezpieczeniu zaplanowanych wydatków bieżących i inwestycyjnych. Po wprowadzonych zmianach różnica pomiędzy planowanymi dochodami i wydatkami wynosi ponad 5,3 mln zł.

Nie oznacza to jednak, że cała ta kwota zostanie pokryta nowym zadłużeniem. Zgodnie z przyjętą uchwałą gmina planuje zaciągnąć pożyczki na około 1,39 mln zł oraz kredyt w wysokości 1 mln zł.

Największą część brakującej kwoty samorząd zamierza pokryć środkami, które już posiada. W uchwale wskazano dwie takie pozycje – około 2,2 mln zł oraz ponad 698 tys. zł niewykorzystanych pieniędzy znajdujących się na rachunku.

Mimo skali deficytu i planowanego sięgnięcia po zewnętrzne finansowanie projekt nie wywołał podczas obrad szerszej dyskusji. Po przedstawieniu zmian przewodniczący zapytał o uwagi, ale żaden z radnych nie zabrał głosu.

Jednomyślności zabrakło natomiast podczas głosowania. Za przyjęciem zmian budżetowych opowiedziało się dziewięciu radnych, a jeden wstrzymał się od głosu. Taki sam wynik odnotowano wcześniej przy zmianach w wieloletniej prognozie finansowej.

CZYTAJ DALEJ

Koszęcin

Bezpłatne badania, konsultacje i ruch. W Koszęcinie odbędzie się Dzień Profilaktyki Zdrowia

Opublikowany

,

Piotr Biernacki
fot. Magnific (zdjęcie ilustracyjne)

Mieszkańcy Koszęcina i okolic będą mogli skorzystać z bezpłatnych badań, porad specjalistów i konsultacji poświęconych profilaktyce zdrowotnej. 17 października w hali sportowej przy Szkole Podstawowej w Koszęcinie odbędzie się Dzień Profilaktyki Zdrowia pod hasłem „Dbanie to dotykanie”.

Wydarzenie potrwa od godz. 15.00 do 19.00. W tym czasie uczestnicy będą mogli nie tylko sprawdzić podstawowe parametry zdrowotne, ale także porozmawiać ze specjalistami z różnych dziedzin. W programie znalazły się m.in. konsultacje dotyczące profilaktyki raka piersi i raka jądra, porady fizjoterapeutyczne, kontrola poziomu cukru i ciśnienia, komputerowe badanie wzroku, analiza składu ciała, konsultacje zielarskie oraz informacje o badaniach profilaktycznych.

Organizatorzy zadbali również o część edukacyjną i ruchową. Zaplanowano spotkanie z Ewą Niśkiewicz, prelekcję lekarza internisty i specjalisty chorób wewnętrznych, a także aerobik i zumbę. Ważnym elementem wydarzenia będzie również rozmowa o zdrowiu psychicznym. Barbara Tukendorf, Ambasadorka Twarzy Depresji, opowie o wychodzeniu z depresji. Dla osób, które wolą aktywność na świeżym powietrzu, przewidziano także nordic walking.

Na miejscu działać będą ponadto stoiska informacyjno-konsultacyjne. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzielą się m.in. przedstawiciele Towarzystwa Lekarskiego Częstochowskiego, częstochowskich Amazonek, Narodowego Funduszu Zdrowia, Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Lublińcu, Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Koszęcinie oraz lokalnych służb i organizacji.

– Program łączy diagnostykę, edukację, aktywność fizyczną i temat zdrowia psychicznego. Dzień Profilaktyki Zdrowia ma zachęcać mieszkańców do regularnych badań, większej dbałości o zdrowie i szybszego reagowania na niepokojące sygnały organizmu – mówi wójt Anna Korzekwa-Wojtal.

Wydarzenie organizują gmina Koszęcin, Towarzystwo Lekarskie Częstochowskie, sołectwo Koszęcin oraz Zespół Szkolno-Przedszkolny w Koszęcinie.

CZYTAJ DALEJ

Herby

Dawid Smol zrzekł się mandatu. Rada Powiatu w Lublińcu na razie w osiemnastoosobowym składzie

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Facebook Dawida Smola

Rada Powiatu w Lublińcu straciła jednego ze swoich członków. Dawid Smol pisemnie zrzekł się mandatu, a Komisarz Wyborczy w Częstochowie stwierdził jego wygaśnięcie z dniem 25 września. Do czasu zakończenia procedury związanej z obsadzeniem wolnego miejsca radni będą obradować w osiemnastoosobowym składzie.

O zmianie poinformowano już na początku ostatniej sesji. Przewodniczący rady odczytał postanowienie Komisarza Wyborczego w Częstochowie z 29 września. Wynika z niego, że mandat radnego wybranego w okręgu nr 2 z listy Prawa i Sprawiedliwości wygasł w związku z jego pisemną rezygnacją.

Podczas obrad nie przedstawiono powodów, dla których Smol zdecydował się zrezygnować z mandatu. Nie poinformowano również, kto może zająć zwolnione miejsce, choć z arytmetyki wyborczej wynika, iż mandat najprawdopodobniej obejmie Bogdan Brol z Boronowa. Do czasu przeprowadzenia wymaganej procedury i zaprzysiężenia nowego radnego skład rady będzie więc uszczuplony.

– Do czasu wyłonienia procedury i informacji będziemy procedować jako rada powiatu w osiemnastoosobowym składzie – poinformował przewodniczący.

Do niespodziewanej zmiany personalnej powrócono pod koniec sesji. Jeden z radnych publicznie podziękować dotychczasowemu koledze z rady. Jego wypowiedź miała także osobisty charakter.

– Z tego miejsca chciałem tutaj podziękować naszemu koledze Dawidowi Smolowi za wieloletnią współpracę w radzie powiatu. Nie ukrywam, że zrodziła się tu też prywatnie między nami przyjaźń. Życzę mu wszystkiego, co najlepsze w życiu prywatnym i wielu sukcesów w drodze zawodowej – mówił.

Do podziękowań przyłączył się przewodniczący, zaznaczając, że prawdopodobnie będzie jeszcze okazja do osobistego pożegnania byłego radnego.

 

CZYTAJ DALEJ

Pawonków

Ponad dwukrotny skok stawki w Pawonkowie. Nowy limit wywołał wyraźną rezerwę radnych

Opublikowany

,

Maciej Krawczyk
fot. Kingmaker

Gmina Pawonków podniosła maksymalną stawkę za opróżnianie zbiorników bezodpływowych oraz osadników przydomowych oczyszczalni ścieków. Dotychczasowy limit wynoszący 70 zł za m³ zastąpiła kwota 150 zł. Uchwała przeszła jednak przy wyraźnej rezerwie części rady. Poparło ją sześciu radnych, podczas gdy siedmioro wstrzymało się od głosu.

Zmiana była jednym z tematów ostatniej sesji Rady Gminy Pawonków. Dotychczasowa stawka obowiązywała od marca 2023 roku. Jak wyjaśniano podczas obrad, problem dotyczył przede wszystkim odbioru osadów z przydomowych oczyszczalni. W tym przypadku ustalony przed ponad trzema laty limit przestał odpowiadać cenom spotykanym obecnie na rynku.

– Zapisane wcześniej 70 zł absolutnie nie jest ceną rynkową, to jest o wiele droższe. To 150 jest dopiero odpowiedzią na panujące ceny – tłumaczyła przewodnicząca rady.

Przed przygotowaniem nowych stawek urząd sprawdził ceny stosowane przez przedsiębiorców świadczących tego rodzaju usługi na terenie gminy. Z przedstawionych radnym informacji wynikało, że przy zwykłych zbiornikach bezodpływowych jedna z firm wskazała cenę 54 zł za m³. W przypadku drugiego przedsiębiorcy rozpiętość była znacznie większa – od 50 do nawet 150 zł. Wyższe ceny mają dotyczyć między innymi zbiorników, których opróżnienie jest bardziej skomplikowane.

Jeszcze inaczej wygląda sytuacja właścicieli przydomowych oczyszczalni ścieków. Jak przekazano podczas sesji, obecnie na terenie gminy tylko jeden przedsiębiorca zajmuje się odbiorem powstających w nich osadów. Ograniczona konkurencja została wprost wskazana podczas dyskusji.

– Tutaj mamy na razie taki monopol – wskazała przewodnicząca.

Radni nie zaproponowali ostatecznie innej wysokości limitu, ale wynik głosowania pokazał, że propozycja nie spotkała się z jednoznacznym poparciem rady. Za uchwałą opowiedziało się sześć osób, nikt nie zagłosował przeciw, natomiast siedmioro radnych wstrzymało się od głosu. Tym samym uchwała została przyjęta, choć więcej osób powstrzymało się od jej poparcia, niż zagłosowało „za”.

 

CZYTAJ DALEJ

Ciasna

Radny nie wytrzymał w sprawie oświetlenia boiska: Mam do setki czterdzieści lat. Czy zdążymy?

Opublikowany

,

Monika Wójcik
fot. Fotolia

Oświetlenie boiska w Zborowskiem wywołało jedną z bardziej żywiołowych dyskusji podczas przedostatniej sesji Rady Gminy Ciasna. Radni chcieliby możliwie szybko doprowadzić do obiektu energię i zamontować lampy. Wójt proponuje szersze rozwiązanie, obejmujące również fotowoltaikę i magazyn energii. Część samorządowców uważa jednak, że przy niewielkim zużyciu prądu taki system jest niepotrzebny i tylko opóźnia inwestycję.

Dyskusję rozpoczął Andrzej Kosytorz, pytając o dokumentację dotyczącą oświetlenia. Z odpowiedzi wójta wynikało, że umowa ma zostać podpisana, wcześniej trzeba jednak określić parametry przyszłej instalacji. Tempo przygotowań nie usatysfakcjonowało radnego.

– Ja mam do setki czterdzieści lat. Czy zdążymy z tym oświetleniem? Może te panele na samym końcu, a najpierw te oświetlenie, bo tak to dzieci będą musiały latać po boisku z latarkami – mówił.

Wójt przekonywał, że zamiast wykonywać wyłącznie przyłącze i oświetlenie, warto od razu stworzyć bardziej kompleksowy system energetyczny. W jego ocenie sama instalacja fotowoltaiczna bez możliwości przechowywania wyprodukowanej energii nie byłaby optymalnym rozwiązaniem.

– Muszę zrobić fotowoltaikę i postawić ją razem z magazynem energii – argumentował.

Ta koncepcja spotkała się ze sprzeciwem kolejnego radnego. Zwrócił uwagę, że zapotrzebowanie boiska na energię jest niewielkie i pojawia się przede wszystkim podczas krótkich, wieczornych treningów. Jego zdaniem koszt rozbudowanego systemu może być nieproporcjonalny do potencjalnych oszczędności.

– My na boisku nie potrzebujemy paneli ani magazynu energii, bo to się nie zwróci nawet za 50 lat. My zużywamy tam, nie wiem, 5 kW na tydzień – przekonywał.

Radny wyliczał, że oświetlenie miałoby działać zaledwie kilka godzin tygodniowo. W pewnym momencie zadeklarował nawet, że sam byłby gotowy pokryć koszt zużytej energii, byle tylko przyspieszyć wykonanie przyłącza.

– Dzieci przychodzą na półtorej godziny treningu trzy razy w tygodniu. Nawet jakby tam było 10 kW naraz. My jesteśmy w stanie ten prąd zapłacić. Ja tu prywatnie zapłacę. Podłączcie nam prąd – apelował.

Wójt pozostał jednak przy koncepcji zakładającej wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Jak tłumaczył, magazyn pozwoliłby zachować prąd wyprodukowany w ciągu dnia i wykorzystać go później, kiedy na boisku rzeczywiście będzie potrzebne oświetlenie.

CZYTAJ DALEJ

NAJPOPULARNIEJSZE