Ciasna
Panoszów miał dostać kanalizację. Wójt wyjaśnił, dlaczego inwestycja nie ruszyła
Budowa kanalizacji w Panoszowie ma ponownie trafić do walki o zewnętrzne pieniądze. Gmina posiada już dokumentację i deklaruje złożenie wniosku, gdy tylko pojawi się odpowiedni nabór. Podczas ostatniej sesji wójt wyjaśnił również, dlaczego inwestycji nie udało się zrealizować wcześniej. Przeszkodą okazały się kwestie związane z granicami aglomeracji i brakującym w jej zakresie fragmentem liczącym około 4,4 kilometra.
Temat pojawił się przy okazji dyskusji dotyczącej kontroli zbiorników bezodpływowych. W przypadku Panoszowa samorząd zakłada budowę tradycyjnej sieci kanalizacyjnej. Gmina jest już do tego przygotowana od strony projektowej.

– Jeżeli będzie teraz nabór nowych środków, to tam będzie kanalizacja. Jest zrobiona dokumentacja – przekazał wójt.
Inwestycja mogła ruszyć wcześniej. Samorząd starał się bowiem o środki zewnętrzne, jednak jego wniosek został odrzucony. Jak tłumaczył włodarz, problem nie dotyczył braku projektu czy technicznego przygotowania zadania, lecz zasad związanych z obszarem aglomeracji.
– Ta kanalizacja teraz miała być, ale myśmy zostali odrzuceni ze względu na to, że to jest w aglomeracji – mówił.
Podczas sesji padła również konkretna wartość, która miała zdecydować o niepowodzeniu wcześniejszych starań.
– Wielkość aglomeracji i brakowało nam 4,4 kilometrów dokładnie. To jest właśnie ten Panoszów – wyjaśniał wójt.

Samorząd miał już skorygować wcześniejsze braki. Oznacza to, że od strony formalnej gmina przygotowuje się do ponowienia starań o pieniądze. Nie oznacza to jednak, że można już wskazać termin rozpoczęcia robót. Wszystko zależy od uruchomienia programu, z którego możliwe będzie sfinansowanie przedsięwzięcia.
– Zostało to teraz wprowadzone, uzupełnione i czekamy. Jak będą ogłoszone nabory w aglomeracji, to taki wniosek oczywiście zostanie jak najszybciej złożony – zapowiedział.
Ciasna
Ciasna rusza z przetargiem bez pewnej dotacji. Urzędnicy tłumaczą, dlaczego warto się spieszyć
Gmina Ciasna nie ma jeszcze ostatecznej decyzji o przyznaniu dofinansowania na inwestycje związane z retencją, ale chce rozpocząć procedurę przetargową jeszcze przed podpisaniem umowy. Samorząd liczy na około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia na dwa stawy. Jeśli pieniądze ostatecznie nie zostaną przyznane, postępowanie będzie mogło zostać unieważnione. Pośpiech ma konkretny powód, bowiem gmina chce jak najszybciej poznać rzeczywisty koszt prac i w razie potrzeby zawalczyć o zwiększenie dofinansowania.
Złożone przez samorząd wnioski przeszły już ocenę formalną i są na końcowym etapie oceny merytorycznej. Jak wynikało z jego wypowiedzi, sygnały dotyczące szans na uzyskanie pieniędzy są optymistyczne.
– Słuchy dochodzą, że te wnioski wszystkie przejdą pozytywnie ocenę merytoryczną – mówił.

Stawką jest około 1,6 mln zł zewnętrznego wsparcia. Dofinansowanie nie pokryje jednak całego przedsięwzięcia, ponieważ samorząd będzie musiał zapewnić również własny udział.
– Tam mamy 1,6 mln zł na te dwa stawki plus 20 proc. gmina musi dołożyć, czyli prawie 400 tys. zł – wyliczał wójt.
Mimo że ostatecznej decyzji jeszcze nie ma, gmina nie zamierza czekać z przygotowaniem postępowania. Przetarg ma zostać ogłoszony z zastrzeżeniem zabezpieczającym samorząd na wypadek nieotrzymania oczekiwanego wsparcia.
– Poleciłem zrobić już przetarg na to z klauzulą, że jeżeli nie dostaniemy pieniędzy, to trzeba będzie wniosek anulować – poinformował.

Takie rozwiązanie ma przede wszystkim pozwolić wcześniej zweryfikować, ile wykonawcy rzeczywiście zażądają za realizację inwestycji. W ostatnich latach samorządy wielokrotnie mierzyły się z sytuacją, w której oferty składane w przetargach przekraczały zabezpieczone budżety. Ciasna chce znać ewentualną różnicę jeszcze na etapie, na którym możliwe będzie poszukiwanie dodatkowego finansowania.
– Jeżeli przetarg wyjdzie większy niż mamy alokacji, to po podpisaniu umowy można się będzie zwrócić o zwiększenie alokacji. Taka możliwość jest i z takiej możliwości na pewno skorzystamy – zapowiedział włodarz.

Ciasna
Koniec kursów do Sierakowa po paliwo? Ciasna szykuje własny punkt tankowania
Gmina Ciasna przygotowuje własne zaplecze paliwowe dla sprzętu komunalnego. Trzy zbiorniki mają pozwolić tankować maszyny na miejscu, bez konieczności każdorazowych przejazdów na stację paliw w Sierakowie Śląskim. Wójt przekonywał podczas przedostatniej sesji, że takie rozwiązanie pozwoli ograniczyć nie tylko koszty, ale przede wszystkim czas tracony przez pracowników na dojazdy.
Przygotowania techniczne do uruchomienia zbiorników mogą już ruszyć. Kolejnym krokiem będzie postępowanie dotyczące dostaw paliwa.
– Dostaliśmy zielone światło na podłączenie trzech zbiorników na paliwo, więc będziemy już robić przetarg – mówił wójt.

Pierwotne założenia dotyczące zakupu trzeba było jednak zmienić ze względu na ceny. Samorząd zamierza na początek zamówić stosunkowo niewielką ilość paliwa.
– Będziemy robić przetarg na dwa tysiące litrów. Na razie tylko taki, bo jest bardzo wysoka cena paliwa – przekazał.
Za stworzeniem własnego punktu tankowania przemawiają przede wszystkim względy organizacyjne. Obecnie pracownik obsługujący maszynę w innej części gminy w przypadku konieczności uzupełnienia paliwa musi przerwać wykonywane zadanie i pojechać na stację. Wójt jako przykład podał prace prowadzone w Glinicy.
– Nie będą jeździć do Sierakowa na stację paliw, tylko będą na miejscu tankowali. Oszczędzą czas, bo zatankują i są do dyspozycji. A tak jak kosi, a jest w Glinicy i zabraknie mu paliwa, to musi jechać do Sierakowa do tankowania – tłumaczył.

Trzy zbiorniki mają być częścią większego zaplecza technicznego tworzonego przez gminę. Samorząd przygotowuje również miejsce dla maszyn i urządzeń, a równolegle planuje zakup agregatów prądotwórczych wykorzystywanych między innymi w sytuacjach awaryjnych.

Ciasna
Ponad pięć milionów deficytu. Ciasna sięgnie po kredyt, pożyczki i pieniądze pozostające na rachunku
Deficyt tegorocznego budżetu gminy Ciasna przekroczył 5,3 mln zł. Podczas przedostatniej sesji radni przyjęli kolejne zmiany w planie finansowym, wskazując jednocześnie, w jaki sposób samorząd zamierza pokryć różnicę pomiędzy dochodami a wydatkami. W grę wchodzą pożyczki, kredyt oraz niewykorzystane wcześniej środki pozostające na rachunku budżetu. Uchwała przeszła bez większej dyskusji, choć nie uzyskała jednogłośnego poparcia.
W ramach korekty tegorocznego budżetu zwiększono między innymi przychody o ponad 842 tys. zł. Pieniądze mają służyć zabezpieczeniu zaplanowanych wydatków bieżących i inwestycyjnych. Po wprowadzonych zmianach różnica pomiędzy planowanymi dochodami i wydatkami wynosi ponad 5,3 mln zł.

Nie oznacza to jednak, że cała ta kwota zostanie pokryta nowym zadłużeniem. Zgodnie z przyjętą uchwałą gmina planuje zaciągnąć pożyczki na około 1,39 mln zł oraz kredyt w wysokości 1 mln zł.
Największą część brakującej kwoty samorząd zamierza pokryć środkami, które już posiada. W uchwale wskazano dwie takie pozycje – około 2,2 mln zł oraz ponad 698 tys. zł niewykorzystanych pieniędzy znajdujących się na rachunku.
Mimo skali deficytu i planowanego sięgnięcia po zewnętrzne finansowanie projekt nie wywołał podczas obrad szerszej dyskusji. Po przedstawieniu zmian przewodniczący zapytał o uwagi, ale żaden z radnych nie zabrał głosu.

Jednomyślności zabrakło natomiast podczas głosowania. Za przyjęciem zmian budżetowych opowiedziało się dziewięciu radnych, a jeden wstrzymał się od głosu. Taki sam wynik odnotowano wcześniej przy zmianach w wieloletniej prognozie finansowej.

Ciasna
Radny nie wytrzymał w sprawie oświetlenia boiska: Mam do setki czterdzieści lat. Czy zdążymy?
Oświetlenie boiska w Zborowskiem wywołało jedną z bardziej żywiołowych dyskusji podczas przedostatniej sesji Rady Gminy Ciasna. Radni chcieliby możliwie szybko doprowadzić do obiektu energię i zamontować lampy. Wójt proponuje szersze rozwiązanie, obejmujące również fotowoltaikę i magazyn energii. Część samorządowców uważa jednak, że przy niewielkim zużyciu prądu taki system jest niepotrzebny i tylko opóźnia inwestycję.
Dyskusję rozpoczął Andrzej Kosytorz, pytając o dokumentację dotyczącą oświetlenia. Z odpowiedzi wójta wynikało, że umowa ma zostać podpisana, wcześniej trzeba jednak określić parametry przyszłej instalacji. Tempo przygotowań nie usatysfakcjonowało radnego.

– Ja mam do setki czterdzieści lat. Czy zdążymy z tym oświetleniem? Może te panele na samym końcu, a najpierw te oświetlenie, bo tak to dzieci będą musiały latać po boisku z latarkami – mówił.
Wójt przekonywał, że zamiast wykonywać wyłącznie przyłącze i oświetlenie, warto od razu stworzyć bardziej kompleksowy system energetyczny. W jego ocenie sama instalacja fotowoltaiczna bez możliwości przechowywania wyprodukowanej energii nie byłaby optymalnym rozwiązaniem.
– Muszę zrobić fotowoltaikę i postawić ją razem z magazynem energii – argumentował.
Ta koncepcja spotkała się ze sprzeciwem kolejnego radnego. Zwrócił uwagę, że zapotrzebowanie boiska na energię jest niewielkie i pojawia się przede wszystkim podczas krótkich, wieczornych treningów. Jego zdaniem koszt rozbudowanego systemu może być nieproporcjonalny do potencjalnych oszczędności.
– My na boisku nie potrzebujemy paneli ani magazynu energii, bo to się nie zwróci nawet za 50 lat. My zużywamy tam, nie wiem, 5 kW na tydzień – przekonywał.
Radny wyliczał, że oświetlenie miałoby działać zaledwie kilka godzin tygodniowo. W pewnym momencie zadeklarował nawet, że sam byłby gotowy pokryć koszt zużytej energii, byle tylko przyspieszyć wykonanie przyłącza.

– Dzieci przychodzą na półtorej godziny treningu trzy razy w tygodniu. Nawet jakby tam było 10 kW naraz. My jesteśmy w stanie ten prąd zapłacić. Ja tu prywatnie zapłacę. Podłączcie nam prąd – apelował.
Wójt pozostał jednak przy koncepcji zakładającej wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Jak tłumaczył, magazyn pozwoliłby zachować prąd wyprodukowany w ciągu dnia i wykorzystać go później, kiedy na boisku rzeczywiście będzie potrzebne oświetlenie.

Ciasna
Ciasna szykuje się na blackout. Potężny agregat na kołach pojedzie tam, gdzie zabraknie prądu
Gmina Ciasna rozbudowuje zaplecze na wypadek awarii energetycznych i innych sytuacji kryzysowych. Samorząd ma już przyznane pieniądze na zakup sześciu agregatów prądotwórczych, ale na tym nie zamierza poprzestać. Docelowo urządzeń może być nawet dwa razy więcej. Największy agregat ma mieć około 160 kW mocy i być mobilny, dzięki czemu w razie potrzeby będzie można skierować go tam, gdzie konieczne będzie awaryjne zasilanie.
O planowanych zakupach wójt mówił podczas ostatniej sesji przy okazji dyskusji dotyczącej inwestycji energetycznych i technicznego zabezpieczenia gminy. Sześć urządzeń ma być jednak dopiero pierwszym etapem wzmacniania zaplecza. Jak wynikało z wypowiedzi włodarza, gmina zamierza zabiegać o dodatkowe środki, ponieważ potrzeby są dużo większe.

Najistotniejsze znaczenie z punktu widzenia reagowania na poważniejsze awarie może mieć najmocniejszy z planowanych agregatów. Urządzenie nie zostanie na stałe przypisane do jednego obiektu. Ma być umieszczone na mobilnej platformie i w razie potrzeby transportowane w różne części gminy.
– Jeden jest taki mobilny, 160 kW, więc on będzie na kołach i będzie do dyspozycji gminy – zapowiedział wójt.
Zakup agregatów jest częścią szerszych przygotowań samorządu do sytuacji kryzysowych. Sprzęt ma być przechowywany w powstającym zapleczu magazynowo-garażowym w rejonie oczyszczalni. Znajdzie się tam również miejsce dla ciągników i innego wyposażenia technicznego.
Gmina planuje ponadto stworzenie własnego zapasu paliwa. W połączeniu z agregatami i zapleczem magazynowym ma to zwiększyć jej niezależność w przypadku dłuższych przerw w dostawach energii lub innych zdarzeń wymagających szybkiego uruchomienia awaryjnego zasilania.

Na razie samorząd ma zagwarantowane pieniądze na sześć urządzeń. Jeśli uda się zdobyć kolejne środki, docelowa liczba agregatów może wzrosnąć do około dwunastu.

Ciasna
Bezpieczeństwo tylko na papierze? Po wypadku dziecka postawili barierkę, którą łatwo ominąć
Barierka ustawiona po groźnym wypadku młodego użytkownika hulajnogi przy ulicy Dobrodzieńskiej w Ciasnej wywołała ostrą krytykę podczas przedostatniej sesji rady gminy. Zdaniem wójta zastosowane zabezpieczenie nie rozwiązuje problemu, bo można je bez większych trudności ominąć. Krytycznie wypowiedział się również przewodniczący rady. Wójt zapowiedział natomiast sprawdzenie, czy konstrukcja przypadkiem nie została ustawiona na gruncie należącym do gminy. Jeśli tak, zasugerował jej usunięcie.
Sprawa pojawiła się podczas dyskusji dotyczącej współpracy samorządu z powiatem przy inwestycjach drogowych. Wójt wrócił wówczas do niedawnego zdarzenia w rejonie szkoły. Młody użytkownik hulajnogi przekraczał ulicę w miejscu, w którym nie ma wyznaczonego przejścia dla pieszych.

– Tu był wypadek na ulicy Dobrodzieńskiej. Jak na Dobrodzień się jedzie, dziecko przejeżdżało. Oczywiście, że tam nie ma pasów, więc przejeżdżało na własną odpowiedzialność, ale jak to dzieci, bo to 7 czy 8 klasa – relacjonował wójt.
Doszło do zderzenia z samochodem, po którym poszkodowany trafił do szpitala. Jak wynikało z relacji przedstawionej podczas sesji, samo zdarzenie wyglądało bardzo poważnie.
Po wypadku na miejscu pojawili się przedstawiciele zarządcy drogi i policji. Gmina liczyła na rozwiązanie, które ułatwi bezpieczne przekraczanie jezdni. Ostatecznie w rejonie zdarzenia stanęła jednak barierka i właśnie skuteczność tego zabezpieczenia stała się przedmiotem ostrej krytyki.
– Wydawane są pieniądze w błoto, dosłownie w błoto – stwierdził wójt.
Podobne zastrzeżenia przedstawił przewodniczący rady. Jak przekonywał, osobiście obserwował zachowanie osób korzystających z tego miejsca i jego zdaniem zamontowana konstrukcja nie stanowi skutecznej przeszkody.
– Swobodnie tę barierkę idzie ominąć i to nie jest żadne rozwiązanie, bo ja tam byłem i obserwowałem. Tak to wygląda – mówił.

Dyskusja przybrała jeszcze ostrzejszy ton, gdy pojawiła się kwestia własności terenu, na którym zamontowano zabezpieczenie. Wójt zapowiedział, że zostanie to zweryfikowane.
– Ja to wezmę, wykopię i każę to odebrać. Wcześniej jeszcze sprawdzę czy to nie jest nasze – stwierdził.

Ciasna
Przy tej ulicy mieszka dwóch radnych. Na sesji padło niewygodne pytanie o kolejność inwestycji
Stan sięgaczy ulicy Stawowej w Zborowskiem wywołał dyskusję podczas ostatniej sesji Rady Gminy Ciasna. Radny Andrzej Kosytorz zestawił sytuację mieszkańców tej części miejscowości z planowaną inwestycją na ulicy Dolnej. Zwrócił przy tym uwagę, że przy Dolnej mieszka dwóch radnych. Wójt zdecydowanie odrzucił jednak sugestię, jakoby miało to wpływ na kolejność realizacji zadań. Jak tłumaczył, decydują przede wszystkim kryteria pozwalające zdobyć zewnętrzne dofinansowanie.
Temat pojawił się podczas pytań radnego dotyczących między innymi dokumentacji oświetlenia boiska oraz przyszłości sięgaczy ulicy Stawowej. Kosytorz wskazywał, że ich obecny stan wymaga pilnej interwencji.

– Na tej ulicy Dolnej, o której pan wspomniał, że tam będzie można poszerzyć ten asfalt i zrobić nowe oświetlenie, mieszka akurat dwóch radnych. Ja wiem, że chciałbym mieć ten nowy asfalt, ale wolałbym, żeby ci ludzie na sięgaczach ulicy Stawowej, gdzie są dziury do połowy koła samochodu, mieli to w pierwszej kolejności zrobione – mówił.
Problem polega jednak na tym, że obie drogi mają zupełnie inne możliwości zdobycia dofinansowania. W przypadku obecnego naboru premiowana jest między innymi odpowiednia długość inwestycji. Stawowa tego warunku nie spełnia.
– Droga musi mieć co najmniej pół kilometra, a czym dłuższa, tym więcej punktów. Ale Stawowa nie pasuje w żadnym wypadku do tego, bo tam jest chyba 350 metrów w sumie z tymi wszystkimi zakolami – odpowiedział wójt.

Dolna ma pod tym względem znacznie lepszą sytuację. Planowany zakres zadania przekracza kilometr i obejmuje nie tylko samą jezdnię, ale również ścieżkę pieszo-rowerową, oświetlenie, parking przy szkole oraz fragmenty kanalizacji deszczowej. To pozwala gminie walczyć o zewnętrzne pieniądze.
Wójt odniósł się również bezpośrednio do uwagi radnego o tym, kto mieszka przy planowanej do przebudowy ulicy.
– Ja nie patrzę wcale na to, czy tam mieszka radny, czy nie mieszka. I nie tylko wy tam mieszkacie, ale mieszkają i ludzie, i jest szkoła, dzieci – podkreślił.
Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy Stawowej pozostaną bez inwestycji. Gmina zamierza wykonać zadanie ze środków własnych, ale rozłożyć je na etapy. Najpierw ma zostać rozwiązany problem odwodnienia.
– Zdecydowaliśmy, że zrobimy przetarg teraz na kanalizację deszczową. To chcemy zrobić w tym roku, na drugi rok położyć asfalt – zapowiedział wójt.

Ciasna
Wodociągi mają pół wieku i zaczynają pękać. Gmina wymienia to, czego spod asfaltu nie widać
Nowa droga to nie tylko asfalt. W gminie Ciasna coraz większym problemem okazuje się infrastruktura ukryta pod ziemią, która w niektórych miejscowościach ma już kilkadziesiąt lat. Podczas ostatniej sesji wójt zwracał uwagę na coraz częstsze awarie starych wodociągów. Dlatego samorząd chce wykorzystywać planowane przebudowy dróg do wymiany zużytych sieci i przyłączy, zanim pojawi się na nich nowa nawierzchnia.
Problem dotyczy między innymi Glinicy. Przy okazji planowanych prac na ulicy Dolnej konieczna będzie ingerencja w istniejącą infrastrukturę. Jej wiek sprawia, że pozostawienie starych instalacji pod nową drogą wiązałoby się z ryzykiem kolejnych awarii.

– Sieć wodociągowa w Glinicy jest stara. Ma co najmniej 50 lat, więc trzeba wszystko wymienić – poinformował wójt.
Samorząd próbuje łączyć zadania drogowe z pracami prowadzonymi pod ziemią. Chodzi przede wszystkim o to, aby po zakończeniu kosztownej przebudowy ulic nie wracać na nie z koparkami w przypadku problemów z siecią.
– Staramy się przy tych budowie dróg wymieniać te przyłącza wodno-kanalizacyjne, ale głównie wodne – tłumaczył.
Glinica nie jest jedynym miejscem, w którym wiek infrastruktury daje o sobie znać. Problemy występują także w Zborowskiem, między innymi w rejonie ulicy Stawowej. Tam stare instalacje zaczynają już powodować konkretne awarie.

– Teraz są awarie i trzeba całe wodociągi wymieniać, bo to 20 czy 30 lat temu były inne rury niż teraz są i one pękają po jakimś czasie. Ze starości pękają – mówił wójt.
Wymiana infrastruktury podziemnej oznacza jednak kolejne wydatki, które nie są tak widoczne jak nowy asfalt, chodnik czy oświetlenie. Wójt zwrócił uwagę, że koszty tych prac ponosi bezpośrednio samorząd.
– Tego może mieszkańcy wszyscy nie wiedzą, ale to wszystko idzie z kasy gminnej, to co z podatków, to ładujemy na to – wskazywał.

Ciasna
Chcą stworzyć park dla mieszkańców, ale pojawił się problem. Wszystko przez dawny układ terenu
Plany zagospodarowania zabytkowego parku w gminie Ciasna napotykają na ograniczenia wynikające z historycznego charakteru tego miejsca. Samorząd chce udostępnić teren mieszkańcom i stworzyć nowe ciągi komunikacyjne, ale każda większa ingerencja wymaga akceptacji konserwatora zabytków. Podczas ostatniej sesji wójt wspomniał o ostrożnym podejściu służb konserwatorskich do proponowanych zmian.
Nad projektem pracuje obecnie firma wyłoniona w przetargu. Władze gminy odbyły już spotkanie z konserwatorem w Częstochowie, podczas którego omawiano możliwości zagospodarowania terenu. Jedną z istotniejszych kwestii okazał się historyczny układ komunikacyjny parku. Jak wynika z analizowanych materiałów, w przeszłości nie istniała tam rozbudowana sieć ścieżek, do której można byłoby obecnie nawiązać.

– Była jedna dróżka prowadząca z bramy, która została sprzedana aż do pałacu, a reszta to była łąka – mówił wójt.
To komplikuje plany samorządu. Gmina chce bowiem, aby po zagospodarowaniu park był miejscem dostępnym i funkcjonalnym dla mieszkańców. Do tego potrzebne są nowe alejki, których historycznie na tym terenie nie było. Właśnie ten element wymaga szczególnie ostrożnych uzgodnień.
– Teraz to trzeba zmienić. Te dróżki trzeba utworzyć, konserwator zabytków ostrożnie do tego podchodzi, tak delikatnie powiem – przyznał włodarz.

Ostateczny kształt zagospodarowania parku będzie więc kompromisem pomiędzy planami gminy a wymogami związanymi z ochroną zabytkowego charakteru terenu. Dopiero prowadzone obecnie prace projektowe i kolejne uzgodnienia pokażą, na jak daleko idące zmiany zgodzi się konserwator.
Podczas sesji wójt mówił również o innym przedsięwzięciu dotyczącym przestrzeni publicznej. Chodzi o teren przy wieży ciśnień w centrum Ciasnej. W tym przypadku samorządowi udało się uzgodnić z Tauronem koleją zmianę przebiegu infrastruktury energetycznej. Napowietrzna instalacja ma zostać przeniesiona pod ziemię.

– Zostanie ściągnięta, przełożona do ziemi, tak żeby jak ktoś będzie tam podchodził, żeby to nie przeszkadzało i nie było utrudnieniem dla mieszkańców – zapowiedział wójt.
Ciasna
Wyrobisko gliny ma zmienić się w teren rekreacyjny. Staw, nasadzenia, pomosty i nowa droga w Panoszowie
Dawne wyrobisko gliny w Panoszowie ma przejść dużą metamorfozę. Gmina Ciasna rozpoczęła realizację projektu związanego z bioróżnorodnością, który zakłada nie tylko zagospodarowanie zdegradowanego terenu i odnowienie znajdującego się tam stawu, ale również wykonanie licznych nasadzeń, infrastruktury dla wędkarzy, oświetlenia oraz kilkuset metrów asfaltowej drogi. Podczas ostatniej sesji wójt poinformował, że projekt został już zatwierdzony, a wykonawca rozpoczął pierwsze prace.
Jak wynika z informacji przedstawionych radnym, obecnie wyznaczany jest przyszły układ terenu. Powstaną tam alejki oraz przestrzenie przeznaczone pod zieleń. Skala nasadzeń ma być znacząca. Samorząd przewiduje około 200 nowych drzew, a także dużą liczbę krzewów i innych roślin. Ważnym elementem przedsięwzięcia będzie również zagospodarowanie istniejącego zbiornika. Staw ma zostać odnowiony, a przy nim przygotowana zostanie infrastruktura umożliwiająca korzystanie z terenu między innymi wędkarzom.

Przy zbiorniku mają pojawić się miejsca do wędkowania oraz pływające elementy obsadzone roślinnością. Projekt obejmuje jednak znacznie większy obszar niż samo dawne wyrobisko. Jednym z istotniejszych elementów będzie poprawa dojazdu.
– Oprócz tego będzie robione tam chyba 400 czy 500 metrów drogi asfaltowej – przekazał wójt.
Nowa nawierzchnia ma mieć około czterech metrów szerokości. Przewidziano również oświetlenie drogi oraz samego terenu rekreacyjnego. Część lamp ma być zasilana z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii.

Ciasna
Dwa Orliki w gminie Ciasna pójdą do modernizacji. Jest ministerialne wsparcie
Dwa Orliki w gminie Ciasna czeka modernizacja. Samorząd otrzymał 1 mln zł z Ministerstwa Sportu i Turystyki na odnowienie obiektów w Ciasnej i Sierakowie Śląskim. To jedyne zadanie z powiatu lublinieckiego, które znalazło się w najnowszym rozdaniu środków na sportową infrastrukturę w województwie śląskim.
Prace obejmą kompleks przy ulicy Dobrodzieńskiej w Ciasnej oraz Orlik przy ulicy Szkolnej w Sierakowie Śląskim. Oba obiekty mają zostać zmodernizowane w ramach programu rewitalizacji kompleksów „Moje Boisko – Orlik 2012”.

Informację o przyznaniu środków ogłoszono 2 października podczas wizyty ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego na Śląsku. Jedna z konferencji odbyła się właśnie w Ciasnej, która znalazła się w gronie beneficjentów tegorocznego rozdania.
W całym województwie resort przeznaczył 10 mln zł na modernizację 23 Orlików. Program ma stopniowo przywracać pełną funkcjonalność obiektom, które powstawały kilkanaście lat temu i dziś w wielu miejscach wymagają już odnowienia nawierzchni, wyposażenia czy zaplecza.
Dla gminy Ciasna oznacza to możliwość przeprowadzenia prac równolegle w dwóch miejscowościach. Obiekty nadal są intensywnie wykorzystywane przez dzieci, młodzież i lokalnych sportowców, dlatego ich modernizacja ma przede wszystkim poprawić komfort i bezpieczeństwo użytkowników.

Wsparcie dla Ciasnej jest częścią większego pakietu dla województwa śląskiego. Ministerstwo ogłosiło łącznie 17 mln zł nowych dofinansowań. Poza środkami na Orliki kolejne 7 mln zł trafi na siedem innych inwestycji infrastrukturalnych w regionie.

Ciasna
Trzynaście lat starań o gorzelnię. Gmina przejęła obiekt, ale wójt przyznaje, że strach tam wejść
Po trzynastu latach zabiegów gmina Ciasna przejęła dawną gorzelnię w Sierakowie Śląskim. Wieloletnie starania zakończyły się więc sukcesem, ale samorząd od razu musi zmierzyć się z kolejnym problemem. Stan części zabudowań jest na tyle zły, że wójt podczas ostatniej sesji otwarcie mówił o obawach przed wchodzeniem do środka. Nieruchomość ma jednak odegrać ważną rolę w planach dotyczących tej części miejscowości, przede wszystkim w związku z rewitalizacją pałacu.
Przejęcie gorzelni było jednym z tematów przedstawionych radnym w sprawozdaniu z działalności w okresie międzysesyjnym. Jak podkreślił wójt, na sfinalizowanie sprawy samorząd czekał ponad dekadę.

Zakończenie formalności nie oznacza jednak końca problemów. Wręcz przeciwnie, teraz gmina będzie musiała zdecydować, co zrobić ze znajdującą się tam zabudową i jak bezpiecznie zagospodarować nieruchomość. Wójt nie pozostawił wątpliwości, że skala degradacji jest poważna.
– Obiekt jest bardzo zniszczony miejscami, aż strach tam wejść do środka – przyznał.
Mimo złego stanu technicznego teren ma dla samorządu duże znaczenie. Gmina chce wykorzystać go jako zaplecze dla znajdujących się w pobliżu obiektów publicznych. Chodzi między innymi o stworzenie miejsc parkingowych i obsługę infrastruktury związanej z sołectwem, przedszkolem oraz strażą.

Jeszcze większego znaczenia nieruchomość nabiera w kontekście planowanej rewitalizacji pałacu w Sierakowie Śląskim. Samorząd chce wykorzystać teren dawnej gorzelni nie tylko jako zaplecze parkingowe. To właśnie tam mają zostać wykonane odwierty pod pompy ciepła, które w przyszłości będą odpowiadały za ogrzewanie zabytku.
– Konserwator zabytków oczywiście w samym pałacu nie pozwoli nam wiercenia robić – tłumaczył.
Ciasna
Pałac w Sierakowie może dostać drugie życie. Gmina rusza do walki o miliony
Prace nad przyszłością pałacu w Sierakowie Śląskim ponownie nabrały tempa, ale droga do rozpoczęcia inwestycji wciąż jest daleka. Projektanci wrócili do przygotowywania dokumentacji, a gminę czekają kolejne, wielogodzinne uzgodnienia z konserwatorem zabytków. Czas ma duże znaczenie, bo samorząd chce jeszcze w tym roku przygotować się do walki o nawet 5 mln zł z Ministerstwa Kultury.
O sytuacji wójt mówił podczas ostatniej sesji. Jak poinformował, po wcześniejszym przestoju firma projektowa ponownie zajęła się dokumentacją obiektu.

– Firma z powrotem wróciła do projektowania tego pałacu, spotkamy się u konserwatora. Myślę, że 4-5 godzin nam to tam zajdzie, ale rusza to do przodu – relacjonował.
Najwięcej pracy wymaga pogodzenie planów samorządu z wymogami ochrony zabytku. Uzgodnienia nie dotyczą wyłącznie samego pałacu. Równolegle przygotowywana jest koncepcja zagospodarowania otaczającego go parku i właśnie tutaj pojawiają się kolejne ograniczenia. Konserwator ostrożnie podchodzi między innymi do wytyczania nowych ciągów komunikacyjnych.
Gminie zależy na czasie. Dokumentacja ma być gotowa przed końcem roku, ponieważ wówczas samorząd chce wystąpić o dofinansowanie inwestycji.
– Tak, żeby do końca roku ten pałac miał dokumentację, bo koniec roku to jest złożenie wniosku do ministra kultury – powiedział wójt.
Stawka jest wysoka. Według informacji przedstawionych podczas sesji jeden wniosek może przynieść nawet kilka milionów złotych wsparcia.
– Tam można pozyskać 5 mln zł, więc na pewno będziemy o to walczyli – zapowiedział włodarz.

Nowe możliwości otwiera również przejęcie przez samorząd dawnej gorzelni. Teren ma stanowić zaplecze dla przyszłego zagospodarowania całego kompleksu. Rozważane jest tam między innymi urządzenie miejsc parkingowych oraz wykonanie odwiertów potrzebnych do instalacji pomp ciepła.

Ciasna
Mażoretki z Ciasnej na podium mistrzostw świata. Copacabana wróciła z Katowic z medalem
Mażoretki Zespołu Tańca Mażoretkowego „Copacabana” z Ciasnej znalazły się w światowej czołówce. Podczas VIII Mistrzostw Świata Mażoretek MWF w Katowicach zdobyły tytuł II Wicemistrza Świata w konkurencji Baton Classic Seniors. W pozostałych czterech konkurencjach również wywalczyły wysokie miejsca.
Mistrzostwa odbywały się od 27 do 29 września w katowickim Spodku. Przez trzy dni rywalizowało tam 90 zespołów. Zawodniczki startowały w różnych kategoriach wiekowych oraz konkurencjach – od występów indywidualnych, przez duety i mini formacje, po zespoły liczące do 25 tancerek. Prezentowano choreografie między innymi z batonami, pomponami i flagami.

Copacabana przygotowała na mistrzostwa pięć układów. Największy sukces przyniósł występ seniorek w kategorii Baton Classic Seniors. Zespół zajął trzecie miejsce w stawce dziewięciu ekip, zdobywając tytuł II Wicemistrza Świata.
Niewiele zabrakło również do kolejnych miejsc na podium. W Pom Pon Classic Seniors mażoretki z Ciasnej uplasowały się na czwartej pozycji wśród dziewięciu zespołów. Także czwarte miejsce wywalczyły w konkurencji Flag Seniors, w której wystąpiło sześć ekip.

W rywalizacji juniorek Copacabana zajęła szóste miejsce w kategorii Flag Juniors, gdzie o wynik walczyło siedem zespołów. W Baton Classic Juniors reprezentantki Ciasnej były siódme spośród dwunastu startujących ekip.
– Udział w mistrzostwach był zwieńczeniem wielomiesięcznych przygotowań. Zawodniczki pracowały nad choreografiami, techniką, synchronizacją i wytrzymałością. W przygotowania zaangażowane były również trenerki, rodzice oraz osoby związane z zespołem – informuje Katarzyna Płuciennik z Gminnego Ośrodka Kultury i Biblioteki Publicznej w Ciasnej.

Ciasna
Siedem kilometrów kanalizacji dla kilku domów. W Ciasnej rachunek się nie spina
Rozproszona zabudowa staje się jednym z największych problemów przy planowaniu gospodarki ściekowej w gminie Ciasna. Podczas ostatniej sesji wójt wskazał miejscowości, w których budowa tradycyjnej kanalizacji oznaczałaby wielomilionowe wydatki przy zaledwie kilku potencjalnych odbiorcach. Najbardziej wymowny przykład to Stasiowe. Aby dotrzeć tam z siecią, trzeba byłoby poprowadzić około 7 kilometrów przewodu, w dużej części przez las.
Temat pojawił się przy okazji dyskusji o programie przydomowych oczyszczalni ścieków. Samorząd widzi w nich rozwiązanie przede wszystkim dla tych miejsc, w których odległości pomiędzy nieruchomościami sprawiają, że budowa zbiorczej sieci przestaje mieć ekonomiczne uzasadnienie. Wójt jako przykład podał Stasiowe.

– Do Stasiowego musielibyśmy prawie 7 kilometrów ciągnąć przez las kanalizacji, żeby można było podłączyć, więc to jest po prostu nierealne i za drogie – mówił.
Skala problemu staje się jeszcze bardziej widoczna po przeliczeniu kosztów.

– 400 zł kosztuje metr kanalizacji, więc można sobie to szybko ładnie przeliczyć, że przez las to kosztowałoby przeszło 2 mln zł. Tyle trzeba wyłożyć, a później podłączyć tam osiem czy dziesięć domów, więc to nie ma sensu – argumentował wójt.
Oznaczałoby to, że koszt samej sieci w przeliczeniu na jedno z ośmiu lub dziesięciu gospodarstw sięgałby kilkuset tysięcy złotych. Z punktu widzenia gminnego budżetu takie przedsięwzięcie trudno więc uznać za racjonalne.
Stasiowe nie jest jedynym problematycznym miejscem. Podczas sesji wskazano również Wędzinę, gdzie zabudowa jest mocno rozproszona. Gmina zna skalę trudności z wcześniejszej budowy wodociągu. W przypadku kanalizacji konieczność prowadzenia długich odcinków sieci pomiędzy pojedynczymi nieruchomościami ponownie znacząco podniosłaby koszty.

Właśnie dlatego dla najbardziej oddalonych nieruchomości gmina stawia obecnie na przydomowe oczyszczalnie. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć budowania kilometrów sieci wyłącznie po to, aby obsłużyć kilka gospodarstw. Jak podnoszono w czasie obrad, samorząd nie zamyka sobie drogi do dalszej rozbudowy kanalizacji, jednak w miejscach o najmniejszej gęstości zabudowy rachunek ekonomiczny przemawia za rozwiązaniami indywidualnymi.
Ciasna
Oczyszczalnia za ułamek kosztów? Wójt jest zdziwiony, że mimo to mieszkańcy się wycofują
Oczyszczalnie, na które gmina chce zdobyć wysokie dofinansowanie, nie wszędzie przekonują mieszkańców. Podczas ostatniej sesji Rady Gminy Ciasna wójt zwracał uwagę na rezygnacje osób wcześniej zainteresowanych inwestycją. W jednej z miejscowości z około 8-10 potencjalnych uczestników programu miały pozostać zaledwie dwie osoby. Problem dotyczy również Wędziny, gdzie zainteresowanie jest znacznie mniejsze, niż oczekiwał samorząd.
Przydomowe oczyszczalnie mają być odpowiedzią na problem gospodarki ściekowej przede wszystkim w miejscach o rozproszonej zabudowie. Doprowadzanie tam tradycyjnej kanalizacji oznaczałoby konieczność budowy wielu kilometrów sieci dla stosunkowo niewielkiej liczby nieruchomości. Gmina zamierza więc sięgnąć po środki zewnętrzne i wykorzystać je na rozwiązanie indywidualne.

Jak poinformowano podczas sesji, wnioski dotyczące inwestycji są obecnie oceniane. Wójt zwrócił jednak uwagę, że część mieszkańców, którzy wcześniej deklarowali udział, zaczęła się wycofywać.
– Było tam 8 czy 10 chętnych na oczyszczalnie przydomowe, zostały dwie. Wszyscy się wykreślili, bo oni nie potrzebują – relacjonował.
Sytuacja wywołała wyraźną irytację włodarza. Jego zdaniem rezygnacje mogą wynikać z braku wystarczającej wiedzy o zasadach programu albo niewłaściwej oceny kosztów.
– Uważam, że chyba albo nie są dobrze poinformowani, albo po prostu nie umieją liczyć – stwierdził.
Zdzisław Kulej argumentował, że finansowo oferta powinna być dla właścicieli nieruchomości korzystna. Z przedstawionych informacji wynika, że ich udział miałby wynosić około 10-15 proc. wartości inwestycji. Pozostała część zostałaby sfinansowana w ramach przedsięwzięcia realizowanego przez samorząd. Co więcej, przez kolejnych dziesięć lat to gmina miałaby odpowiadać za utrzymanie urządzeń.
Największy rozdźwięk między skalą potrzeb a liczbą zainteresowanych widać w Wędzinie. Według wyliczeń przedstawionych podczas obrad znajduje się tam około 83 gospodarstw, podczas gdy chęć udziału w przedsięwzięciu miało zgłosić zaledwie około 20.

Samorząd nie zamierza jednak na tym etapie rezygnować z projektu. Przed kolejnym naborem mają odbyć się spotkania z mieszkańcami. Gmina chce dokładniej wyjaśnić zasady przedsięwzięcia oraz konsekwencje pozostania przy tradycyjnym zbiorniku bezodpływowym. W takim przypadku właściciel nieruchomości musi posiadać szczelne szambo i być w stanie udokumentować regularny wywóz nieczystości.
– Trzeba będzie z tymi mieszkańcami spotkać i ludzi uświadomić, że to nie są żarty – podkreślił wójt.

Ciasna
Ruszyły kontrole szamb. Wójt Kulej: Ścieki walą nam tam z Jeżowej
W gminie Ciasna rozpoczęły się kontrole posesji niepodłączonych do kanalizacji. Na pierwszy ogień poszła Jeżowa, a w kolejce są następne miejscowości. Właściciele nieruchomości muszą wykazać, w jaki sposób pozbywają się nieczystości i przedstawić dokumenty potwierdzające ich odbiór. Podczas ostatniej sesji włodarz zapowiedział, że urząd początkowo zamierza przede wszystkim pouczać i porządkować sytuację. Jednocześnie postawił znacznie poważniejsze zarzuty, twierdząc, że część ścieków trafia do lokalnych cieków, a następnie do Liswarty.
Temat pojawił się podczas omawiania gospodarki ściekowej i obowiązkowych kontroli nieruchomości wyposażonych w zbiorniki bezodpływowe. Jak przekazał wójt Zdzisław Kulej, działania rozpoczęły się w Jeżowej. Mieszkańcy objęci kontrolą powinni dysponować dokumentacją potwierdzającą zgodne z przepisami opróżnianie zbiorników. Wójt zapowiedział, że w tym zakresie urząd będzie konsekwentny.

– Każdy mieszkaniec musi pokazać, gdzie wywozi ścieki i pokazać fakturę, a ci, co jeszcze tego nie zrobili, to jak najszybciej proszę, żeby to było wykonane. Bo gmina w tym wypadku, tutaj nie odstąpi – deklarował.
Jak tłumaczył wójt samorząd jest zobowiązany do prowadzenia kontroli. W przypadku niewywiązywania się z tego obowiązku gminie mają grozić sankcje, które według informacji przedstawionej podczas sesji mogą sięgać nawet 100 tys. zł.
Włodarz zaznaczył jednak, że przynajmniej na początkowym etapie urząd nie zamierza koncentrować się na nakładaniu kar. W pierwszej kolejności mieszkańcy mają być informowani o stwierdzonych brakach i o tym, co muszą zrobić, aby uporządkować sytuację.
– Oczywiście inne gminy nakładają kary. My takich kar na razie stosować nie będziemy. Będziemy doprowadzać każdego do porządku, określać, co mają zrobić, dawać pouczenie – mówił.
Kontrole nie zakończą się na Jeżowej. Z zapowiedzi Zdzisława Kuleja wynikało, że mają stopniowo obejmować następne miejscowości, w tym Panoszów, Dzielną i Wędzinę.
Najmocniejsze słowa padły jednak, gdy dyskusja zeszła na zainteresowanie mieszkańców przydomowymi oczyszczalniami ścieków. Wójt zwrócił uwagę, że po ogłoszeniu kontroli wzrosła liczba osób chcących zawierać umowy na odbiór nieczystości. Powiązał to z podejrzeniami dotyczącymi wcześniejszego sposobu pozbywania się ścieków przez część gospodarstw.
– Teraz, jak żeśmy ogłosili kontrolę, to Jeżowa się obudziła i Miętowisko. Jeden przed drugim chcą teraz umowę podpisać, żeby mu te ścieki wywozić, bo ścieki idą do rzeki – stwierdził.
Chwilę później jego wypowiedź była jeszcze bardziej jednoznaczna. Wójt wskazał Jeżową i Potok Jeżowski jako miejsce, z którego – według jego słów – nieczystości mają przedostawać się dalej do Liswarty.
– Ciasna ma oczyszczanie, Zborowskie też ma, wszystko jest czyste, a ścieki walą nam tam z Jeżowej, Potokiem Jeżowskim, prosto do Liswarty. Bo tak to jest – ubolewał.

Podobne wątpliwości wójt wyraził w odniesieniu do Wędziny. W tym przypadku jego wypowiedź dotyczyła również możliwości wywożenia zawartości zbiorników na pola.
– A gdzie spuszcza Wędzina ścieki? Przecież to są proszki. Jak spuszcza do zbiornika, to wywozi na pole. I co dzieci to jedzą? – pytał.
Ciasna
Ciasna poza „Jedźmy Razem!”. Wójt tłumaczy decyzję kosztami: Myśmy policzyli, że to się nie opłaci
Dlaczego Ciasna nie dołączyła do samorządowego projektu komunikacyjnego „Jedźmy Razem!”? To pytanie wywołało podczas ostatniej sesji dyskusję o kosztach transportu publicznego i sposobie organizacji lokalnych przewozów. Jeden z radnych wskazywał na dopłaty do wozokilometrów, natomiast wójt przekonywał, że po przeprowadzeniu kalkulacji gmina uznała własne rozwiązanie za korzystniejsze. Nie wykluczył jednak zmiany stanowiska w przyszłości.
Temat pojawił się przy okazji rozmowy o funkcjonujących od lutego lokalnych busach oraz postulatach mieszkańców dotyczących zmian w rozkładzie jazdy. Obecny system obejmuje między innymi połączenia Panoszów – Glinica i Wędzina – Glinica, a przejazdy w granicach gminy są bezpłatne.
Radny Andrzej Kosytorz chciał wiedzieć, dlaczego Ciasna nie zdecydowała się na rozwiązanie rozwijane we współpracy samorządów z terenu powiatu lublinieckiego.
– Dlaczego nasza gmina nie przystąpiła do programu opracowanego dzięki współpracy miasta Lublińca, powiatu lublinieckiego oraz Związku Powiatowo-Gminnego „Jedźmy Razem!”?. Dotacja dopłata w tym programie od wojewody śląskiego wynosi 3 zł od każdego wozokilometra – dociekał.
W odpowiedzi wójt Zdzisław Kulej zwrócił uwagę, że sama dopłata nie przesądza jeszcze o opłacalności całego systemu. Jego zdaniem przy wyborze modelu transportu trzeba uwzględniać również pozostałą część kosztów przewozów oraz wydatki związane z funkcjonowaniem struktury, do której samorząd miałby przystąpić.
– Jeżeli wojewoda daje pieniądze, oczywiście trzeba złożyć wniosek. Resztę płaci gmina, ale już nie interesuje ją administracja, bo robi przetarg i wykonuje swoje zadanie. A jeżeli przystępujemy do tamtej organizacji, gdzie jest prezes po kolei i wszystko, to nie tylko jest koszt tego, że trzeba dołożyć z tego interesu, ale trzeba jeszcze tą administrację utrzymać. I dlatego gmina nie przystąpiła – argumentował.

Wójt wskazywał także na specyfikę Ciasnej. Rozległy teren gminy oznacza dużą liczbę kilometrów koniecznych do pokonania przez autobusy, a tym samym istotny wpływ stawki za wozokilometr na ostateczny rachunek.
– Ciasna to największa gmina w powieście lublinieckim, jak pan się dobrze orientuje, i tych kilometrów jest dużo, czyli wozokilometrów jest dużo. I za te wozokilometry w przetargu trzeba zapłacić, bo to kosztuje – mówił.
Z wypowiedzi włodarza wynikało jednak, że drzwi do „Jedźmy Razem!” nie zostały definitywnie zamknięte. Samorząd chce obserwować funkcjonowanie systemu i ponownie przeanalizować możliwość udziału, jeśli w przyszłości warunki finansowe okażą się korzystniejsze. Sedno obecnego stanowiska Kulej zawarł jednak w jednym zdaniu.
– Myśmy policzyli, że to się nie opłaci – stwierdził.
Ciasna
Niewidoma mieszkanka walczy o późniejsze busy. Wójt: Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby wozić wiatr
Gminna komunikacja wywołała jedną z najbardziej emocjonalnych dyskusji podczas ostatniej sesji Rady Gminy Ciasna. Niewidoma mieszkanka Panoszowa prosiła o przesunięcie części kursów na późniejsze godziny, argumentując, że obecny rozkład praktycznie odcina ją od możliwości powrotu z Sierakowa po godz. 16.00. Wójt odpowiadał, że samorząd musi patrzeć na potrzeby wszystkich mieszkańców i nie może finansować autobusów jeżdżących bez pasażerów. W pewnym momencie rozmowa zeszła z poziomu rozkładów i kosztów na pytanie o zwykłą ludzką możliwość dotarcia do domu.
Wniosek mieszkanki dotyczył uruchomienia połączenia Panoszów-Sieraków i Sieraków-Panoszów w godzinach od 16.30 do 19.00 oraz przesunięcia części obecnych kursów. Kobieta przekonywała, że z jej ustaleń wynika, iż niektóre busy kursują praktycznie puste, podczas gdy późnym popołudniem transportu brakuje.
Sprawa ma dla niej szczególne znaczenie. Mieszkanka podkreślała, że jest osobą niewidomą, ma również problemy z poruszaniem się, a piesza droga z Sierakowa do Panoszowa zajmuje jej około dwóch godzin.
– Poza tym, że jestem osobą niewidomą, jeszcze mam inne dolegliwości. Bolą mnie nogi i kręgosłup, jest mi naprawdę trudno przejść 5 kilometrów. By pokonać taki odcinek muszę iść dwie godziny, więc naprawdę zrozumcie, że o rzeczy niemożliwe tutaj nie proszę – argumentowała.
Zwróciła również uwagę na bezpieczeństwo przy utworzonym niedawno przystanku w pobliżu kościoła św. Piotra i Pawła. Jak mówiła, w tym miejscu wpadła wcześniej do głębokiego rowu i postulowała ustawienie zabezpieczenia.
O możliwość korekty rozkładu formalnie zapytał także radny Andrzej Kosytorz. Wskazywał, że obecny system przewiduje po siedem kursów na dwóch trasach, ale mieszkańcom brakuje możliwości przemieszczania się w godzinach popołudniowych i wieczornych.

– Czy i kiedy można zmienić ten rozkład jazdy umożliwiający mieszkańcom naszej gminy transport zbiorowy w godzinach popołudniowych czy nawet wieczornych? – pytał.
Wójt Zdzisław Kulej bronił obecnego rozwiązania. Podkreślał, że rozkład musi przede wszystkim zapewniać dojazd dzieci do szkół oraz mieszkańców do pracy. Przekonywał też, że gmina próbowała już utrzymywać późniejsze połączenia, jednak zainteresowanie nimi było niewielkie.
– Puste samochody chodziły. Więc żeśmy to wycofali, bo to nie było potrzebne. Nie było to ekonomiczne. Bo wydaje się z budżetu pieniądze i z budżetu gminy po to, że mają te pieniądze być wykorzystane. A nie po to, żeby wozić wiatr – stwierdził.
Dyskusja zaostrzyła się, kiedy Kulej zakwestionował zasadność dostosowywania komunikacji do pojedynczych potrzeb.
– My mamy robić kursy tylko dla pani, czy ogólnie dla mieszkańców gminy Ciasna? – pytał.
Mieszkanka odpowiadała, że jej postulat nie jest indywidualną zachcianką, a pod wnioskiem podpisali się również inni mieszkańcy. Zwracała uwagę, że w Panoszowie nie ma sklepu, podczas gdy w Sierakowie znajdują się sklepy, placówka zdrowotna i kościół.
Wójt argumentował z kolei, że przy ograniczonych możliwościach finansowych priorytetem muszą pozostać podstawowe potrzeby komunikacyjne.
– Nie możemy sobie pozwolić na to, że ktoś tam se pójdzie na targ. To się może zabrać. Jak nie tym, to następnym busem. Ale dzieci w szkole i wyjazd ludzi do pracy musimy zachować – mówił włodarz.
Najbardziej emocjonalny moment nastąpił, gdy mieszkanka opisała sytuację, w której wraca pieszo do Panoszowa, a po drodze mija ją autobus, który nie może już zabrać pasażera, ponieważ zakończył kurs.
– Czy to jest humanitarne w ogóle? Czy o 16.30 mija mnie ta pani, a ja idę z opaską odblaskową? Czy panu to odpowiada w sumieniu? – pytała.
Ostatecznie wójt nie zapowiedział natychmiastowej zmiany rozkładu. Zadeklarował natomiast sprawdzenie rzeczywistej frekwencji, między innymi na podstawie monitoringu. Temat ma wrócić przy przygotowywaniu nowego przetargu na komunikację, co planowane jest w listopadzie.
Ciasna
Przyjechali szabrować złom. Za kierownicą siedział człowiek na zakazie i pod wpływem narkotyków
Mieli przyjechać po złom, załadować go do busa i odjechać. Plan posypał się, gdy właściciel posesji zauważył trzech mężczyzn wynoszących metalowe elementy i ruszył za nimi, jednocześnie pozostając w kontakcie z policją. Kilka kilometrów dalej cała trójka była już w rękach mundurowych. Na tym jednak lista problemów jednego z zatrzymanych dopiero się zaczynała.
Do zdarzenia doszło 2 września na jednej z prywatnych posesji. Właściciel zauważył mężczyzn, którzy ładowali metalowe elementy do busa. Gdy odjechali, powiadomił dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Lublińcu, a następnie ruszył ich śladem. To właśnie bieżące informacje przekazywane przez właściciela pozwoliły skierować patrol w odpowiednie miejsce.
Samochód zatrzymano w Ciasnej. W środku byli trzej mężczyźni – dwaj mieszkańcy Siemianowic Śląskich w wieku 41 i 43 lat oraz 52-letni mieszkaniec Sosnowca.
W przestrzeni ładunkowej policjanci znaleźli metalowe elementy, które miały pochodzić z kradzieży. Złom został odzyskany i później zwrócony właścicielowi. Najwięcej problemów miał jednak kierujący busem 41-latek.
Przy mężczyźnie mundurowi ujawnili środki odurzające. Kolejne czynności wykazały, że miał prowadzić samochód pod ich wpływem. Jakby tego było mało, policjanci ustalili również, że ciążył na nim aktywny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Cała trójka została zatrzymana. W przypadku 41-latka sąd zdecydował o zastosowaniu najsurowszego środka zapobiegawczego – trzy miesiące tymczasowego aresztu. Dwaj pozostali mężczyźni zostali objęci dozorem policji. O dalszym losie wszystkich zdecyduje sąd.
-
Ekologiczny Powiat1 rok temuOstatnia zima kopciuchów? Od stycznia palenie w starych piecach będzie nielegalne
-
Lubliniec11 miesięcy temuAnonimowy profil, publiczne upokarzanie i polityczna jatka na Facebooku. Kto pociąga za sznurki tej brudnej gry?
-
Lubliniec3 miesiące temuWstrząs w lublinieckiej prokuraturze. Po decyzji w sprawie pijanego kierowcy lecą głowy i kontrole
-
Koszęcin2 miesiące temuKoszęcin opanują zabytkowe karety i konne zaprzęgi. Takiego widowiska nie zobaczycie nigdzie indziej w Polsce








